Dwa światy...

Bardzo Ważni Goście

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dylu dylu na badylu.... Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dylu dylu na badylu.... Pokaż wszystkie posty

piątek, 20 lutego 2026

W niebie był wakat dla Czarodziejki...

 " Cisza panowała na sali tylko wtedy, kiedy śpiewała ballady Pani Dominika...

Jej magiczny głos przenikał człowieka na wylot i powodował "ciarki" na kręgosłupie...
Czarowała...Czarowała...Czarowała...
A my, jak na magicznym dywanie unosiliśmy się daleko...
Do zielonych lasów...Do błękitnych jezior...Do skotłowanego sztormem oceanu...
Tak było...
     Czas przestał istnieć...
     Ludzie uśmiechali się do siebie...
     Nikt się nie spieszył...
To był taki zwyczajny piątkowy wieczór..."

     Tak pisałam 13 kwietnia 2013 roku, po koncercie Dominiki Żukowskiej i Andrzeja Koryckiego w krakowskiej Rotundzie...
     Kobieta z darem do czarowania...
Urodziła się w 1984 roku...Zmarła nagle 11 lutego 2026 roku...
     Już nie zaśpiewa swoich ballad...


Dziękuję, że Cię słyszałam...

środa, 29 listopada 2023

Laserem po oczach...

 Zaczęło się tak...

Potem krótki spacerek, żeby kręgosłupki się nie buntowały...

A potem...




     Havasi Symphonic Concert Show...

Havasi - był...

Symphonic - nie było...

Concert - nie było...

Show...?? Hmmm...

     Ja bym była skłonna opisać to jak "widowisko światło-dźwięk", ze wskazaniem na "światło"...

     Jeśli Pan Havasi jest "światowej sławy węgierskim Pianistą", to trudno...Być może...Ja się na światowych standardach mało znam...

     Do Tauron Areny przyjechał zarobić pieniądze...

Zarobił i wystarczy...

     Sądząc po minach Widzów opuszczających Arenę, spora część miała podobne odczucia...

A szkoda...Bilety tanie nie były...

     Nas Pan Havasi na pewno ma z głowy, tłoku na koncertach robić Mu nie będziemy...;o)


P.S. Niewątpliwą Gwiazdą widowiska był Perkusista...;o)

czwartek, 9 listopada 2023

Nieziemskie doznanie...

     Właściwie powinnam zacząć od "2 cellos", bo to tym projektem rozpalone zostały nasze serducha do wiolonczeli...Chociaż od zawsze mieliśmy słabość "do smyczków"...;o)

     Podobno, jeśli ktoś przetrwa naukę gry na skrzypcach (jako słuchacz), to "smyczki" już mu nie odpuszczą...;o)

Przetrwaliśmy i zostaliśmy "zainfekowani"..."2 cellos" tylko dołożyło swoje...Ale jak dołożyło !!

     Przez miesiące słuchaliśmy koncertów na YT...

Stjepan Hauser...

Luka Šulić...

     Chorwacki duet, który odkrył nowy sposób przekazywania muzyki i porywania tłumów...Echhh...

     Czy koncertowali w Polsce ?? A i owszem...Tyle, że poza naszym zasięgiem...

     Potem Luka się ożenił i "2 cellos" się rozsypało...Naturalne ?? Pewnie...

     "2 cellos" to było młodzieńcze uniesienie...Po latach nauki, mogli wreszcie grać to co chcieli, i tak jak chcieli...

     Hauser na pytanie, czy i On teraz zmieni stan cywilny odpowiedział jasno: "ja już dawno mam ukochaną i nie mam zamiaru jej zmieniać"...Jego miłością jest wiolonczela...Miłością do granic obłędu...;o)

     Bo któryż z wykonawców, w czasie pandemii organizował koncerty ??

Mimo restrykcji ?? Jak ??

     Na ogromnej polanie w górskim lesie ustawiono estradę, widowni ustawiono krzesełka w obowiązujących wówczas odległościach...Nie złamano żadnego z przepisów...I zagrał !!

Był przeszczęśliwy, a widzowie szaleli (ci starszawi też)...;o)

     Kiedy w styczniu tego roku Pan N. parkował samochód przy jednym z kin, ja wpatrywałam się w baner po drugiej stronie ulicy...Niemożliwe !!

Nawet nie wierzyłam uszczypnięciom, których sobie nie szczędziłam...

     - Spójrz tam...- wymruczałam, kiedy Ślubny wyłączył silnik...- bo chyba fiksuję...

     - Hauser...- potwierdził moje obserwacje Pan N. ... - O matko, Hauser !! To ten ??

     - A który się może przytulać do wiolonczeli ?? - powoli odzyskiwaliśmy równowagę...

     Tego samego dnia wieczorem staliśmy się szczęśliwymi posiadaczami biletów "na Hausera"...;o)

Czekaliśmy dziesięć miesięcy !!

Długie to było czekanie...;o)

     A potem było tak...

I znowu czekaliśmy...



Aż wyszedł...


I zaczął swoje muzyczne czarowanie...
     Muzyka z "Gladiatora"...Potem "Ojciec Chrzestny"...Klasyka...Standardy...Filmowa...Taneczna...
     Czas płynął gdzieś obok...
     Jeśli ktoś powinien występować publicznie to właśnie Hauser...
     Szczęśliwy Człowiek, który robi to co kocha i uszczęśliwia tym Ludzi...


To było nieziemskie doznanie...;o)

P.S. Dzięki Tauron Arena za zdjęcia...;o)

wtorek, 25 kwietnia 2023

"Miszmasz"...

     Końcówka kwietnia bardzo nam się "zagęściła"...Bardzo...

     Szaleństwo na Wrzosowisku, którego wnioskiem końcowym jest konkluzja, że wszystkiemu winne są leżaki...Bo czym dłużej jesteśmy na działce, tym trudniej nam z tych leżaków wstawać...;o)

W ramach przerywników wybyliśmy do...Hmmm...

     Tym razem do ICE Centrum Kongresowe Kraków...


Bardzo udana konstrukcja...;o)

A widoki z niej jeszcze lepsze...


Cóż za "konferencja" nas tam ściągnęła ??


     To była konferencja na najwyższym szczeblu !! Z Księżniczkami...;o) I z muzyką operetkową...

     Księżniczki piękne, urocze i utalentowane...Czyli, dokładnie takie, jakie powinny być Księżniczki...;o)

     Nad muzyką nie ma co się rozwodzić, bo Starym Mistrzom nikt nie podskoczy...;o)

Spektakl...No cóż...

     Widownia, sądząc po reakcjach była zachwycona...Jak dla mnie trochę Autorzy przedobrzyli...Ale to rzecz gustu...

     Może to taki współczesny trend, że jak coś jest świetne (muzyka, wykonanie i Soliści), to trzeba dołożyć coś, żeby to było "najlepsiejsze" ??

     Ale kiedy na zakończenie zostaliśmy zaproszeni na styczniową premierę, to "zły" zachichotał mi na ramieniu i wyszeptał: niedoczekanie...;o)

     Widocznie ani ja, ani mój "zły" nie dojrzeliśmy do takiego "miszmaszu"...;o)

     A teraz czas się pakować...;o)


środa, 9 lutego 2022

Niebiańska muzyka z powerem...Gregorianie...

     Jak ochłonąć po takiej Wyprawie ??

     No cóż...Doba leżakowania (z przerwami na wypakowywanie i pranie), a potem...

     Dawno temu towarzyszyli mi każdego dnia...Wsiadałam do samochodu i puszczałam płytę...Kiedy w Firmie bywało źle, a nerwy szarpały ciało i duszę, zwiewałam na parking, przekręcałam kluczyk i puszczałam płytę...Do domu też wracałam z nimi...

     Wyciszali...Koili...Energetyzowali...Wszystkiego było do woli w Ich muzyce...

     Bywali na koncertach w Polsce, ale nie udawało się nam "wbić" na widownię...

     Kiedy w 2019 roku wracaliśmy z Białki Tatrzańskiej, w oczy wbił mi się przydrożny baner...Nie mogłam się doczekać przyjazdu do domu, odpalenia lapciaka, sprawdzenia portali z biletami...

Wielkiego wyboru nie było, ale decyzja zapadła natychmiast...

     20 marca 2020 roku mieliśmy uczestniczyć w wymarzonym koncercie...Odliczałam dni...

Tydzień przed wydarzeniem weszły restrykcje i koncert przeniesiono...

     9 grudnia 2020...Zaczęłam odliczać od nowa...

     Majowy koncert Filharmoników Wiedeńskich po raz drugi przepadł, więc rezerwa w optymizmie była wskazana...Klątwa jakaś ??

Miesiąc przed koncertem termin trasy ponownie przeniesiono...

     27 styczeń 2022...

Prawie dwa lata czekania, odliczania i...


     Zasiedliśmy na widowni...

     Kiedy kupowaliśmy bilety, z trudem wbiliśmy się w wolne miejsca, teraz 2/3 świeciło pustkami...Strach niszczy nawet miłość do muzyki...

     Szkoda...Wielka szkoda...Bo każda sekunda oczekiwania została nam zrekompensowana...To nie był Koncert, to był Spektakl...Wszystko dopracowane w najdrobniejszych detalach...Widać, że Im też zależało...I pięknie nam za to czekanie podziękowali...

     Niech nam Pani z ochrony wybaczy, ale dwa razy złamaliśmy zakaz fotografowania i nakręcania (chociaż widać, że 10% widowni było bardziej kamerzystami niż widzami)...

Były dymy, płomienie, lasery i lustra...Były nawet ręczne szlifierki...;o)

Było i nowocześnie, i tradycyjnie...Po gregoriańsku...;o)

Dwie i pół godziny niesamowitych wrażeń...Wizualnych i dźwiękowych...

     Kto zrezygnował, powinien pluć sobie w brodę, przynajmniej kolejne dwa lata... 


P.S. Ze składu, którego słuchałam w samochodzie, pozostał tylko Jeden, a ja ze zdziwieniem przyjęłam fakt, że "grają" od 22 lat...Ojciec Czas nie ma litości...;o)

czwartek, 10 września 2020

Jak się robi niespodzianki...

     Dzień był dla nas wyjątkowy, ale świętowanie wykluczyłam awansem...Pan N. na "czarnej rance" zaliczył wstawanie przed świtem...Na mnie czekały dwie skrzynki wrzosowiskowych dobroci do obrobienia...A w krzyżach mieliśmy dniówkę na "ugorku"...

Wszelkie przesłanki, żeby rocznicowo leżeć i pachnieć...;o)

     O 13:05 zadzwoniła komóreczka...

Ki czort ??

Na wyświetlaczu Pan N. .

Za wcześnie na "strzałki", które mamy uzgodnione w celu nastawienia ziemniaczków (to jest sygnał, że Pan N. rusza do domciu, czyli będzie za 30 minut)...

Za późno na małżeńskie pogaduchy...

     - Dopiero się obrobiłem, dzisiaj wieczorkiem ruszamy do Krakusowa... - poinformował Ślubny...

Orzesz...(ko)

     Nie to, żebym przypuszczała, że Pan N. o ślubnej rocznicy zapomniał, bo to On jest pamiętliwy, a mnie czasem "ulata"...;o) Ale świętowanie we wtorek ?? Jutro kolejne wstawanie o świcie ??

Sugestii nie artykułowałam, bo Pan N. Człek rozumny...

     - Rezerwacja zrobiona...- dodał ku ścisłości...

     Dostałam nawet namiary, żeby ogarnąć, czy mamy wystąpić w trampkach, czy w smokingach...;o)

     No to jazda...


Konieczny spacerek pod "Wafelkiem" i odwiedziny u Smoczydła...


Potem nad Wisełką...Musiałam sprawdzić, czy czasem nie zawróciła do Ustronia, żeby się w "gównie nie taplać"...;o)


A to "słodka focia", z której właściwie nie korzystam, ale balonik trzeba było godnie uwiecznić...;o)

     To nasz cel...

Stalowe Magnolie 

     I się zaczęło...


     Panowie Barmani wyglądali malowniczo...Nie wiem jak radzą sobie z drinkami, ale kawę robią pyszną, a lemoniadę jeszcze lepszą...;o)


     Wystrój Lokalu muzyczny...Klawisze na schodach...Perkusja pod sufitem...Fortepian na podeście...Gitarki na stojakach...

Gdyby to był FB to klepnęła bym ikonkę "Lubię to"...;o)


     Ale nie po to człeki chodzą do Restauracji...Chociaż jedzenie w miłym otoczeniu smakuje lepiej...

     I chociaż rzadko pisuję o gastronomii, a jeszcze rzadziej ją chwalę (skażenie zawodowe, szukania "dziury w całym"), tym razem moje kubki smakowe po pierwszym kęsie zrobiły "łał" i tak im zostało...

     Było PYSZNIE !!

Żeby nie powiedzieć "idealnie"...

     Nie wiem czy kuchnią rządzi Kucharz, czy Kucharka, ale w każdym wydaniu spisali się na medal...

     Nie użyliśmy żadnych przypraw !! Żaden smak nas nie zawiódł !! Od dania głównego po deser (wybraliśmy dwa różne, żeby popróbować więcej)...

Niech oceną będzie fakt, że zjadłam wszystko !! Do ostatniego okruszka...;o)

I chyba endorfiny zadziałały, bo nawet Pani Kelnerka to zauważyła...

     A właśnie...Obsługa...

Czasy dziwne, więc i w restauracjach widoczne zmiany...

Przyłbice, płyny dezynfekcyjne, separacja stolików...

Ale i to da się zorganizować bezboleśnie...Przynajmniej w Ich wykonaniu...

Miłe uśmiechy (może "zawodowe", ale nie wymuszone), dbałość o Klienta, zainteresowanie, dyskrecja...Atmosfera palce lizać...;o)

     - Pani Klaudio !! Ma Pani przeuroczy uśmiech...;o)

     Dopełnieniem całości był występ Panów Jerzego i Wojciecha...Połowy "Latających Talerzy"...

Latające Talerze 

Wiem, wiem...To nie jest muzyka dla każdego...

     Ale Pan N. miał znowu osiemnaście lat, a ja do Niego dołączyłam kiedy zagrali "Republikę" i Grzesia Ciechowskiego...Chociaż uwierzcie, wszystko brzmiało niewiarygodnie dobrze, mając na uwadze mało rockowe możliwości koncertowania...;o)

     Niestety...Musieliśmy opuścić ostatnią część, bo zegar tykał, a noc się kurczyła...


Zaczarowane dorożki otulał mrok...


Sukiennice opuszczały "powieki" żaluzji, a Adaś na pomniku ziewał dyskretnie...

Czas kończyć piękny dzień...

     I mamy "miejscówkę" !!

     Po kilkudziesięciu latach poszukiwań miejsca, gdzie można usiąść, napić się kawy, albo wrzucić coś do burczącego brzucha...Mamy "miejscówkę"...Niewiarygodne...

ul. Szpitalna 4

Tuż przy Rynku, ale obok zgiełku...

No i jeszcze coś...

     Po raz drugi w naszym życiu nie czuliśmy się w Krakowie Klientami "gorszego sortu"...Klientami gorszymi, bo mówią po polsku i w portfelu mają złotówki...To przykre, ale wielokrotnie w lokalach przy Rynku spotkaliśmy się z takimi dziwnymi zachowaniami...Tym bardziej cieszy normalność...;o)

     Tak więc, jeśli zawędrujecie kiedyś do Krakusowa, to polecam "Knajpkę" i "żarełko"...My tam pewnie jeszcze wrócimy...;o)

wtorek, 17 marca 2020

Test na cierpliwość...

     Oni występują już dwadzieścia lat na estradach całego Świata,my pokochaliśmy ich muzykę zaraz potem...Zdobycie płyty było wówczas podobnym wyczynem jak wspinaczka na Mont Everest (przynajmniej u nas)...Ale człek kochający zawsze jakoś daje radę...
     Ja uwielbiałam jeździć samochodem w Ich towarzystwie...Bywało, że porwana muzyką przejechałam jakiś zakręt, albo "zaspałam" na zielonym...Kiedy w Firmie kiepsko się działo, wymykałam się do samochodu "na jeden kawałek"...
     Po prostu...Koili mi duszę...Kleili mi duszę...Z marazmu wydobywali utracony uśmiech...
     Od dziesięciu lat usiłowaliśmy zdobyć bilety na "żywy występ"...
     I za każdym razem odpadaliśmy w przedbiegach...
Albo Oni występowali setki kilometrów od Zaścianka...Albo my byliśmy czasowo niewydolni...
     Dziesięć lat !!
I nagle w zeszłym roku, wracając z "andrzejkowego" wypadu do Białki...
     - Gregorianie w Krakusowie !! - wrzasnęłam w "nagusku"...
     - Kiedy ?? - rzeczowo zapytał Pan N.
     - Nie wiem...Nie doczytałam...- i głupio mi się zrobiło...
     Po powrocie do domu zamiast wypakowywać manele rzuciliśmy się w wir internetu...
     Godzinę później, podjarani jak po skręcie, chichotaliśmy radośnie, a bilety "wisiały" na lodówce...
     Mamy !!
     I spoglądaliśmy na te bilety przez ponad trzy miesiące...
A potem...
Echhh...
     Po ogłoszeniu zakazu organizowania imprez mało paluchów nie połamałam wklepując adres strony...
I tak przez tydzień...
     Impreza nie została odwołana natychmiast...Trasa była ogólnopolska...A nawet europejska...
     Trzymałam się tej szansy jak tonący brzytwy...
Po tygodniu zamieszczono info...
     Przenosimy imprezę na grudzień !!
Victoria !!
Że to ponad rok czekania ??
     Poczekamy...
     Skoro czekaliśmy te dziesięć...
Znowu jestem uchachana jak norka...
     Gregorianie na żywo !!
     Niech Im Bozia da zdrówko !! ;o)  

poniedziałek, 27 stycznia 2020

Pożywka dla duszy...

To zdjęcie dedykuję mojej Holenderskiej Czarodziejce...


Kojarzysz ??
Aleja Zwycięstwa...;o)
     Pomnika już nie ma...Na końcu jest Urząd Miasta, a nie Prezydium...
Ale właściwie nic się nie zmieniło...
Zacisze w sercu dużego Miasta...
     Ponad cztery lata człapałam tą Aleją dwa razy dziennie...Najpierw do Szkoły...Potem do pracy...
     Na jednej z tych ławek dowiedziałam się, że Kuzyn nienawidzi mnie od lat, bo Jego Mama, a moja Chrzestna odkąd pamiętał stawiała mnie za "wzór"...
     Ja wzorem ??
     Nie ogarniałam tego i nie ogarniam do dzisiaj...
     Ale On, nękany przez Matkę dubletem wzorców (starszy Brat i ja) dopieszcza tę nienawiść do dzisiaj, z żalem do całego Świata, aspołeczny...
Takie Mu Mamuśka życie zmajstrowała...
Siedzi mi to w głowie prawie czterdzieści lat...
Widok tych ławeczek przywołał wspomnienia...
     Może dlatego, tak chronicznie unikam wizyt w rodzinnym Mieście ??
     Tam każdy zaułek wiąże się z jakimiś wspomnieniami, głównie przykrymi...
     Tym razem, nasza wizyta miała skończyć się przyjemnie, a wspomnieniowa chwilka była tylko przerywnikiem w podróży...
     Mieliśmy "umówione" spotkanie...
My przybyliśmy z Zaścianka...
Oni przyjechali z Budapesztu...


     Nie wypada marudzić...;o)
     Przynajmniej, zanim nie wysłucha się koncertu...
Ale powodów do marudzenia nie było...
     Profesjonaliści wprowadzili Widzów perfekcyjnie w świat muzyki...
     Dźwięki płynęły sobie swobodnie, a my jak w nadprzestrzeni płynęliśmy razem z nią...
Były walce, czardasze i muzyka "bardziej ludowa"...
Kiedy pojawił się balet, sala ożyła, a ja wyszeptałam do Pana N.:
     - Życie żeśmy zmarnowali...Trzeba było się w tańcu doszkolić...Teraz byśmy tańczyli i kasiorkę trzepali...;o)
No cóż...Nie do odrobienia zaniechanie...
     Ale Baletowi należą się słowa uznania !!
     Przestrzeń niewielka...Repertuar wymagający...Przebieranek kostiumowych kilka...
Atmosfera na sali świetna...
     W każdej nucie było czuć, że lubią to co robią, że sprawia Im to radochę i że świetnie się dogadują...
To się udziela...
     Lekko usztywniona w pierwszej części występu Widownia, po przerwie sobie pofolgowała...
Tego było potrzeba...;o)
     Skrzypkowie ruszyli do "ataku" i wycisnęli z nas "siódme poty"...
     Skończyło się na oklaskach na stojąco, bujaniu w takt muzyki i śpiewie gremialnym "Szła dziewieczka do laseczka"...
     Dawno nie miałam koncertu z Orkiestrą...;o)
Było WSPANIALE !!
     W drodze powrotnej nawet gadać nam się nie chciało...Muzyka w duszy buzowała...Przed oczami "fruwały" falbanki...Dobrze, że Ślubny okiełznał te żywioły i szczęśliwie dotarliśmy do domu...;o)
     Na trochę tej "pożywki" musi wystarczyć...

poniedziałek, 25 września 2017

Maryla po drugiej stronie lustra...

     Jakiś czas temu odbył się Festiwal Piosenki w Opolu...Z poślizgiem, bo z poślizgiem, ale się odbył...Polityczny podtekst owego poślizgu nie interesował mnie wcale...Ot, jest kawałek "kołderki", więc poprzeciągać się można...
     Oczywiście, współczułam Mieszkańcom Opola...
Ale, "rozum" wrócił...Festiwal się odbył...
Ufff...
     Szczerze mówiąc, to ja nigdy Festiwalu nie oglądałam...
Ani kiedy był "lewomyślny", ani kiedy był "prawomyślny", ani kiedy był "politycznie poprawny"...
     Przypadłość taką mam, że Festiwali nie oglądam...
     Tym razem jednak, skusiłam się na jeden koncert...
Koncert Marylki...
     Nie lubię Marylki...Nigdy Jej nie lubiłam...
     Jak dla mnie to zbyt dużo kiczu...Przynajmniej estradowego...
Ale Jej piosenki, i owszem...
     Lubię ich słuchać (nie wszystkich), lubię je mruczeć (nie wszystkie), a nawet bywa, że się pokuszę o zaśpiewanie...
Szczególnie te refleksyjne, bo "Singiem" można mnie straszyć...;o)
     W każdym razie, zasiadłam do Koncertu i obejrzałam w całości...
Zaskoczenia nie było...
Może poza jednym...
     Maryli się chce !!
     Chce się Jej zmieniać stroje kilka razy w czasie występu...Chce się Jej nawiązać kontakt z Publicznością...Chce się Jej zaskakiwać...
     Zapytacie, dlaczego chciałam obejrzeć ten koncert, skoro nie lubię ani Maryli, ani kiczu ??
Przez szacunek...
     Skoro Ona szanuje swojego Słuchacza, więc po "50-tce" występów należy się Jej szacunek, jak przysłowiowemu psu micha...
     Co Koncert ukazał ??
     Ukazał, że nasze nowomodne "Gwiazdeczki" nawet do pięt Marylce nie dorastają...Nie podnoszę tematu, że "Gwiazdeczki" nie były "lepszego sortu", bo tamte też "nie powalają"...
Ona - Kocica...
Reszta - Kocięta...Ładniutkie, ale nieporadne...Jednym brakowało "pazura", innym głosu...Ale jak mawiał Klasyk: "Śpiewać każdy może..."
     Ale dwa występy zrobiły na mnie wrażenie...
Maryla, Cleo i Doda...
     Nie lubię całej Trójki, więc "słodzenie" i "wazelina" wykluczone...
Ale Dziewczyny pokazały charyzmę...
Do tego kostium Marylki...
     Nie wiem co miała na myśli, zakładając tę sukieneczkę, ale odebrałam to, jako "Alicję po drugiej stronie lustra"...Może zbyt ambitnie ??
Ale to aż krzyczało, o taką właśnie interpretację...
     "Marylka po drugiej stronie lustra"...
     Całe życie goniąca "białego królika" (kapciuszki chyba były królikami ??), całe życie w koroneczkach i falbaneczkach, a obok Niej Kapelusznik (Doda w cylindrze)...A po drugiej stronie szare życie, ze wlotami i upadkami...
To było warte zobaczenia...
     A potem był "jurny" taniec...
     Bo nie był ani zmysłowy, ani piękny...
Był "jurny"...
     Maryla wyrwała z siebie maksimum sił, i niestety, było to widać...
     Zatańczyć i umrzeć...Chciało by się powiedzieć...
Jak dla mnie, to można było sobie to darować...
     Ale skoro bal ??
     Niech żyje bal !!
     Maryli stu lat w zdrowiu życzę, a może i "setki" na estradzie...Bo to ewidentnie Jej żywioł...
Nie dam słowa, że będę oglądać...
Ale piosenki będę mruczeć na pewno !!  

czwartek, 5 maja 2016

Zapytajcie Zimmera...

     Podobno, kiedy zaproponowano Mu pierwszy koncert, skwitował to ogromnym zdziwieniem...Podobno, kiedy wyszedł po raz pierwszy na scenę wypełnionej po brzegi sali, zaniemówił z zaskoczenia...Podobno, nie wierzył, że Jego muzyka może przyciągać Słuchaczy...
Podobno...
Bo od przedwczoraj jeszcze trudniej mi w to uwierzyć...
Ale od początku...
     Pisałam Wam, że na urodzinowe prezenty, otrzymaliśmy od Dzieciaków bilety na majowy koncert Hansa Zimmera...Niespodzianka była tym większa, że Dzieciaki miały nam w tym koncercie towarzyszyć...



     
     Wspólne wypady nie trafiają się nam często...
     Trudno było doczekać do wpisanej na biletach daty, ale dotrwaliśmy...
     Krakowska Arena powitała nas świetną organizacją...Policja kierowała wzmożonym ruchem...Ochroniarze panowali nad organizacją parkingów...
Bardzo lubię jak wszystko tak działa...
Grzeczne powitania...Sympatyczne uśmiechy...Perfekcyjne działanie...
Nawet to, że mnie Pan Ochroniarz nie wpuścił z butelką wody mineralnej mogę puścić w niepamięć...
W środku organizacja była równie dobra...
     Miejsca mieliśmy "na pięterku", na wprost sceny...

Dziesięć minut później Hala była pełna...

     Światła przygasły, a na odległą scenę wyszedł On...


     Grzecznie przywitał się łamaną polszczyzną, co oczywiście wywołało na Hali entuzjazm, a potem...
Ło Matko i Córko...
     "Wylądowałam" jak zaczęły się włączać światła...
Przerwa...
     W nosie czułam zapach paryskiej uliczki, którą pewnej nocy spacerowaliśmy z Panem N., a którą "odwiedzam" w wyobraźni, za każdym razem oglądając "Kod Leonarda da Vinci"...
Przed oczami przelatywały ostatnie błyskawice z "Króla lwa"...
Ręce mi się trzęsły...
     Bywałam już na różnych koncertach...Smakowałam różnej muzyki...Ale żeby tak mnie wzięło ??
No fakt...
     Nie każdy, kto tworzy muzykę jest Geniuszem...
     Nie każdy, kto gra muzykę jest Geniuszem...
     A tutaj miałam Geniusza na wyciągnięcie ręki...No...Może na kilkadziesiąt kroków...
     Na totalnym luzie...Jakby wcinał pajdę chleba ze smalcem, siedząc na ukwieconej łące...Hans Zimmer robił ze Słuchaczami co chciał...
     Już się nie dziwię, że Jego nazwisko widnieje w czołówkach wszystkich filmowych hitów...
Sama muzyka jest hitem...
     Tak jak Chopin zabierający nas na mazowieckie pola...Beethoven, z którym zwiedza się najmroczniejsze zakamarki Jego duszy...Z Zimmerem idzie się tam, gdzie poprowadzi...Na afrykańską sawannę...W zaułki Paryża...W niebyt "Incepcji"...W głębie oceanu...A nawet na rzymską arenę...
Można wszystko...
     Jak przełożyć obraz na dźwięk ??
Nie mam pojęcia...
Chociaż przez dwie godziny doświadczałam tego fenomenu...
     Zapytajcie Zimmera... 



poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Niecywilizowana cywilizacja, czyli koncertu nie będzie...

     W ramach odchwaszczania umysłów, w sobotę zaplanowane zostało umuzykalnianie...
Wszak nie samym Wrzosowiskiem żyją Człowieki...
     Ledwie żywi, ubraliśmy się wyjściowo (stanowczo wolę spacerki w gumiaczkach, niż w szpileczkach) i podreptaliśmy do zaściankowego przybytku kultury...
     Takie perełki są w Zaścianku rzadkością, więc bilety na koncert "pieśni operetkowych" mieliśmy w portfeliku od dawna...
Trzeba uszy "przeczyścić" po trelach skowronka...
     Podchodzimy pod MDK, a tam lewie kilka "sztuk" Młodzieży zasiedla ławeczki...Cisza jakaś taka...Spokój...
Jakby się ta cywilizacja odcywilizowała...
Na szybach powyklejane plakaty z zapowiedziami koncertowymi i kinowymi...
I zonk...
     "Nasz" plakat wisi co prawda, na głównym miejscu, ale na samym środeczku przyklejona karteczka...
"Koncert odwołany"...
Czyli lipa...
     W kasie zwrócono nam za bilety, miły Pan Kasjer przeprosił nas kilka razy, i tyle z "odchamiania"...
Jak w tym dowcipie...
     "Koncertu nie budiet, ruski Wania podiwanił bałałajku"...
     A moje człapanie w szpileczkach to pryszcz ??!!
     O "chorobach" Wykonawców słowa na bumadze nie było, MDK stał w całości, czyli, że Publika nie dopisała...
Orzesz...(ko)...
     Jeden taki koncert rocznie i nawet się setka chętnych nie znalazła ??
A może przyczyna leży gdzie indziej ??
     MDK położony jest przy bocznej drodze, informacyjne plakaty wywieszane są jedynie na kilku tablicach w centrum Miasta, to może czas sobie przypomnieć, że Zaścianek to nie tylko "centrum" ??
Od lat tak jest...
     Na Osiedlu jeszcze nigdy nie widziałam plakatu o imprezach organizowanych przez MDK...
     Wczoraj się dowiedziałam "pod" kasą, że w okolicznych Miejscowościach również informacje nie goszczą...
     Czyżby łatwiej było Dyrekcji napisać w sprawozdaniu, że i owszem, bardzo się starała ukulturalnić Zaścianek, ale kultura się trudno przebija...
     W zeszłym roku sala była pełna, bo się za to propagowanie kultury wziął Uniwersytet III Wieku...
Echhh...
Kijem Wisły nie zawrócę...
     Zaścianek zostanie Zaściankiem...
     A jak potrzebę ogromną w sobie odczujemy, to zawsze do Krakusowa ruszyć można...
     Przy okazji mam jednak jeszcze jedno spostrzeżenie...
W maju ma gościć u nas jeden z kabaretów...
Bilety po wygórowanych cenach są już na wykończeniu...
Nic w tym nie byłoby dziwnego, bo Narodowi śmiechu trzeba ilości niespożyte, ale...
     Spektakl przewidziany jest na godzinę szesnastą, a plakat obwieszcza, że za trzy godziny będą bawić Publiczność w kolejnym Mieście...
Czyli co ?? 
Występ przewidziany jest w sztywnych ramach na godzinę ?? No chyba, że poznali tajemnicę teleportacji, albo mają abonament w "Drogówce"...
     To ja mniej płacę za prywatną wizytę u Lekarza...I nie dość, że diagnostykę mam w cenie, to występ Medyka oglądam indywidualnie...
     Taki jest los Zaścianka...
Przecież Ludzie spragnieni uśmiechu, nie takie pieniądze zapłacą...
     Występ w Krakowie, Katowicach, czy Warszawie, to prestiż...Tu można po występie wyjść do atelier, porozmawiać z Widzami, uścisnąć dłonie, zrobić sobie "słodkie focie"...
     W Zaściankach bywa się "przelotem"...
  

poniedziałek, 28 lipca 2014

Porywacz na "M"...

     Przyszedł czas na pożywkę dla duszy...
     A cóż lepiej duszyczki pożywia niż muzyka ??
     Muzyka przez bardzo duże "M"...
     Zaścianek, jak wiele innych Miasteczek postanowił zorganizować Letni Festiwal Organowy...
     No cóż, skoro już posiadamy na stanie oryginalne organy autorstwa Pana Hansa Hummla, to nie wypada nawet takich Festiwali nie organizować...
A że Zaścianek pożąda takich Imprez sprawdziliśmy naocznie...
Może nie były to jakieś nieprzebrane Tłumy, ale Bazylika wypełniła się przyzwoicie Miłośnikami potężnych dźwięków...
     Wieczór mieli nam uświetnić Pan Dan Lonnqvist, Organista, Dyrygent, Wykładowca z Finlandii i Pani Urszula Mizia, Wiolonczelistka, Pedagog, Organizatorka życia muzycznego...
     I chociaż upał męczył Zaścianek od rana, postanowiliśmy, że przebijemy się przez ten skwar...

     Chłód w Bazylice miał nam to zrekompensować...
     I się zaczęło...


     "Differencias sobre el canto Llano del Cavallero" Antonio de Cabecona, "Mein junges Leben hat ein End" Jana Pieterszoona Sweelincka, "Was Gott tut das ist wohlgetan" Johanna Pachelbela i zrobiło się mrocznie...
Taki urok naszych organ...
Ledwie muśnięte, a już narzucają Słuchaczowi swoje ciężkie, mroczne brzmienie...
Tak jakby tragiczna ich historia zapisała się w piszczałkach...
     Bledną złocenia...Freski tracą wyrazistość...Postacie na obrazach jakby spowijał mrok...
     Nuty skapują na duszę i robi się człowiekowi coraz smutniej, coraz trudniej...
Na każdy dźwięk czeka się z niepewnością...
     A może to tylko na mnie tak działają te organy ??
Chwila przerwy i nastrój radykalnie się zmienia...
Pan Lonnqvist przesiada się na inny instrument...
Nowe organy...

     Ich dźwięk jest bardziej współczesny, bardziej przyswajalny...Dźwięki skapują na duszę jak sok malinowy...Delikatny...Słodki...
A kiedy Pani Mizia włącza się ze swoją wiolonczelą oczy same zamykają się do "zasłuchania"...
     "Canon for Cello and Organ" Johanna Pachelbela, "Land of Hope and Glory op.39 No.1" Gioacchino Rossiniego, "Cuius animam" (z oratorium "Stabat Mater") Giullio Cacciniego, "La Foi op.95 No.1" Georga Goltermanna...
     Koniec ??
     Już ??
     A w duszyczce jeszcze drży wszystko, jakbym smyczkiem ją szarpała...
     I Bazylika się rozświetliła, jakby uśmiechy na twarzach Słuchaczy dodawały Jej blasku...
     To jest właśnie tajemnica prawdziwej muzyki...Takiej muzyki przez duże "M"...Ona jest jak kidnaper...Porywa i żąda okupu...
Twojej duszy...

niedziela, 28 lipca 2013

Szanty o smaku czekolady...

     Mogliśmy ruszać dalej...Mogliśmy...Ale pochłonięta ilość strawy powodowała, że bardziej poprawnym stwierdzeniem było by...
Mogliśmy toczyć się dalej...Albo...
Mogliśmy pełznąć...
Zadowolone brzuszki dopominały się kanapy...W trybie pilnym...
Echhh...Poleżeć tak sobie z godzinkę...
Ale lekko nie ma...
Nasz harmonogram nie przewidywał leżakowania...
      Potoczyliśmy się więc brzegiem Motławy, żeby podelektować się widoczkami i rozchodzić odrobinę owe kotleciska...

     Przez cały czas miałam dziwne wrażenie, że jestem obserwowana...
     Jako zagorzała czytelniczka literatury kryminalnej zaczęłam stosować znaną taktykę szpiegowską i co kilka kroków oglądałam się za siebie...
W nieprzebranym Tłumie miało to liche zastosowanie...
I nagle spojrzałam w niebo...
Orzesz...(ko)...
     - Śledzą nas... - wyszeptałam do Pana N.
     Ślubny namiętnie oglądający "Kryminalne Zagadki" nie zadawał zbędnych pytań tylko podążył za moim spojrzeniem...
     - O masz go... - potwierdził moje spostrzeżenie...
To już nie były przelewki...
Byliśmy inwigilowani !!
     Dopiero po chwili zauważyliśmy, że nasz "śledź" jest obiektem zainteresowania turystycznych tłumów wokół nas...

     To dopiero gratka !! 
     W życiu nie widziałam Drona, a Drona tak malowniczo migającego kolorowymi światełkami to mogłam sobie tylko w TV pooglądać...
Ależ on wzbudzał emocje !!
     Starsi Podziwiacze z zainteresowaniem obserwowali jego poczynania, a Młodsi...
Młodsi wrzeszczeli bez opamiętania ku uciesze swoich opiekunów...
A Dronek popisywał się przed Widownią...

     - Już pora... - zakomunikował Ślubny i ruszyliśmy na Targ Rybny...
     Dokładnie w to miejsce, w którym zaparkować nas chciała "Kaśka"...
     Za kilka minut miał rozpocząć się koncert "Szanty pod Żurawiem"...
Tak, tak...
     Odkąd dostaliśmy szantowego "bzika" mieliśmy owych pieśni wysłuchać po raz pierwszy tam gdzie ich dom...Nad samym brzegiem Morza...


    Na początku było nam trochę dziwnie, bo nie "Rotunda", bo nie tłumy, bo dźwięk rozchodził się nad Motławę zamiast dźwięczeć w duszy, ale kiedy rozejrzeliśmy się po ławeczka poczuliśmy się jak w Krakowie...
Tuż obok siedział Mistrz Jerzy Porębski...
    Kiedy zabrzmiały pierwsze dźwięki i uśmiechy wypełzły na twarze, Mistrz sięgnął do futerału i wyciągnął swoją, podobno najdroższą w Polsce, trąbkę...
Wyciągnął, pogładził czule i zaczął grać...
Nie na estradzie...Tuż obok nas...Na widowni...
     Niedługo trwał ów niespodziewany koncert, bo występujący właśnie Zespół szybciutko zgarną Pana Jerzego do siebie...

A potem, to już każdy grał na tym co "złapał"...

Atmosfera się rozluźniała...
Widownia zaczęła podśpiewywać półgębkiem...
     - Mogę Cię zaprosić na czekoladę... - wyszeptał mi do ucha Pan N.
     - Możesz...- odszepnęłam i puściłam perskie oko...
Pić czekoladę na gorąco i słuchać szant...
Takiej rozpusty to ja się nie spodziewałam...;o)

poniedziałek, 17 czerwca 2013

Opolska "Perełka"...

     Tak się jakoś złożyło, że zapuściłam wczoraj oko na Opole...
     Nie zdarza mi się to często, więc anomalię ową należy chyba skomentować...
Nie to, żebym była w opozycji do polskiej piosenki, ale prezentowana tam twórczość jakoś mija się z moim poczuciem muzycznej estetyki...
Kabaretony i owszem, bo dobrego żartu nigdy dosyć, ale jeśli chodzi o piosenki, to najlepiej brzmi opolska Publiczność...
Ale w końcu, na 50-siątkę można się poświęcić...
No to oko zapuściłam...
     Na Estradzie całe Konstelacje...
     Nazwiska takie, że jakby w Amfiteatrze prąd wyłączyli, to i tak od blasku owych Gwiazd było by jaśniutko...
To nie byli jacyś tam Celebryci jednego sezonu...
Siedziałam sobie, słuchałam i uśmiechałam się z nostalgią...
"Opole" to całe moje życie...
Z zadumy wyrwał mnie energiczny głos...
Ulubione dźwięki rozlały się w duszy...
I aż wstrzymałam oddech...
Była dobra !! Na prawdę dobra !!
     Natalia Niemen śpiewała "Dziwny jest ten Świat" Ojca...
On to śpiewał z nostalgią, zadziwieniem...
Ona zaśpiewała z pasją...
Oboje wiedzieli o co im chodzi...
Dawno nie słyszałam tak dobrej interpretacji, a raczej prezentacji Niemena...
A "Dziwny Świat" już niejednego wokalnego Zapaleńca ustawił w szeregu...
Okazało się, że Pan Niemen pozostawił nam oprócz swojej nietuzinkowej Twórczości Kogoś, Kto umie nam ją przekazać...
Tylko, czy Jego przesłanie trafi dalej niż "w ucho"...??

                                          "Przyszedł już czas,
                                           najwyższy czas,
                                           nienawiść zniszczyć w sobie."

Jakoś przez tyle lat nie trafiło...

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Muśnięcie skrzydłami Anioła, czyli o poetycznym zakończeniu...

     Czy to koniec naszej "włóczęgi"...??
     W żadnym wypadku !!
     Dotarliśmy do domeczku w sobotę, ledwie żywi, ale z naładowanymi akumulatorkami...
Wieczorem zasiedliśmy podziwiać nasz "Dywizjon 303" w akcji, czyli meczyk BVB...
Nie udało się Chłopakom niestety, ale oczko było na czym zawiesić...
     W niedzielę wieczorkiem ruszyliśmy znowu do Krakowa...
     Umęczeni...Fakt...
     Ale tego sobie odpuścić nie mogłam, bo czekałam na ten koncert długo...
     W krakowskiej Rotundzie występował SDM...
Może nie taki jak w czasach świetności...Jakieś dwadzieścia lat temu...Ale poezji śpiewanej nigdy dość...
     Sala z niecierpliwością czekała na pierwsze dźwięki gitary...


     Miło było popatrzeć na twarze zgromadzonych Słuchaczy...
Nastolatki z "kitkami"...
Studenci dyskutujący o czymś energicznie...
"Średniaki" rozglądające się po sali...
I wyciszone klimatem Rotundy "Starszaki"...
Przestrzał wieku od dwa do sześćdziesiąt...
Niech mi ktoś powie, że nie lubimy poezji...
     I zaczęli...




     Początek był gorzki...
     To już nie "Studenciaki", z którymi można "iść na wrzosowisko i zapomnieć wszystko"...
To Faceci po przejściach...
     A życie Ich nie oszczędzało...
Tracili Przyjaciół...
Chorowali...
Przeżywali rozczarowania...
Młodzieńcze marzenia nie realizowały się Im tak jak nam...
     Było gorzko...
     Ich bieszczadzkie klimaty przykryła patyna...
     Anioły przepędził wiatr...
     Ale kiedy zaaplikowali Widowni kilka swoich "starych" piosenek odżyli...
     Ich twarze się wygładzały w nostalgicznych uśmiechach, a Słuchacze chętnie śpiewali razem z Nimi...
Młodzi, bo dla Nich szlaki bieszczadzkie to przygoda...
Starsi, bo dla Nich to piękne wspomnienia...
     W Rotundzie zapachniało bukowym lasem...
     Z mroku sali uśmiechały się Anioły...
     One wiedzą, że każda duszyczka na tej sali kocha Je ponad wszystko...
     No bo jak można nie kochać Bieszczadzkich Aniołów...

                   A to specjalny Anioł dla moich Przyjaciół z WP...:o)