Dwa światy...

Bardzo Ważni Goście

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Princesiowo.... Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Princesiowo.... Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 24 sierpnia 2026

Wakacyjne wspominanie z Jowisza...

       Księciunio, nasz Nastolatek, bardzo nas zaskoczył...Czym ?? Chęcią spędzenia części wakacji z Dziadkami...;o) Tym bardziej, że Kumple byli jeszcze dostępni...;o)

     To był najcichszy tydzień na Wrzosowisku...;o)

Bardzo cichutki i bardzo pracowity...;o)

     Wnuk jest dalej naszym "Piaskowym Dziadkiem"...

     Jeśli jest piasek, jest wszystko...;o) No, może jeszcze puchate kluseczki by się przydały...;o)

     Księciunio bardzo dojrzał i spoważniał, a Jego filozoficzne wywody...Klękajcie Narody...;o)

     Princeska ustawiła się najlepiej...Prawie miesiąc luzu i swobody...;o)

Było oczywiście: "Babciu...Jaka ja jestem głodna..."

I było radośnie...

     Princeska to "Wodnik Szuwarek"...


Pierwsza wchodziła...Ostatnia wychodziła...

Nie tylko z basenu...

     No to może czas na spływ ?? Hmmm...

Zaczynamy przygotowania !! ;o)

Najpierw test kajaka...

     Udało się !! Wnuczka nie tylko nie wypadła z kajaka !! Szybka ogarnęła "magię" wiosłowania (taką na 2/3 pióra), a nawet zaparkowała kajak przy drugim podejściu, nie tratując po drodze motorówek...;o)

Żeby mieć pełnię obrazu i jasność upodobań...

     Dla porównania kolejny rejs był rowerkiem (to było pierwsze przygotowanie Luckiego do spływu)...

     - Ale nudy !! - obwieściła Princeska...- Kajak dużo lepszy !!

No to ustalone...

     2027 to będzie rok spływu...Przełom czerwca i lipca będzie idealny...Dziadkowie muszą tylko przypilnować stanu rzeki...;o)

     Czy było tylko "wodniście "??

A gdzieżby...

Było też przestrzennie...

     Radość, kiedy się okazało, że może iść trasą "czerwoną" ("niebieska" jest dla dzieciaków) była przeogromna...A te ścianki Wnuczka uznała za najtrudniejsze !!

Hmmm...Coś bywa dla Niej "trudne"...

     Ale naprawdę najtrudniejsze było przepinanie karabińczyków...Instalacja przewidziana dla Nastolatków, więc potrzeba trochę więcej siły...Dziewięciolatka bardzo się męczyła i denerwowała (wisząc kilka metrów nad ziemią)...Co pomagało, że przeszła wszystkie trzy trasy ??

Dziadkowie stali pod instalacjami i wykrzykiwali do karabińczyków:

     - "Niedobry !! Niedobry !! Niedobry !!"

I pomagało !!

     Były też chwile wyciszenia...

     Ponieważ pod koniec sierpnia Princeska ma urodziny, prezent przybył na Wrzosowisko...

Sztaluga, podobrazia, paleta, farby i pędzle z prawdziwego włosia...

     Cztery godziny !! Cztery godziny idealnej ciszy !!

I Babcia gapa nie zrobiła zdjęcia pierwszego "prawdziwego obrazu"...

A obraz pojechał do Misiowego Domku, żeby Princeska nie tęskniła za Wrzosowiskiem...Tematem była nasza "winnica"...;o)

Pewnego dnia Wnusia nakryła Babcię jak łykała tabletki...

     - Co łykasz Babciu ?? - zapytała...

     - Witaminy...- odpowiedziałam (zgodnie z prawdą)...

     - To dobrze...- oświadczyła Wnusia...- Musisz być zdrowa, bo jak będę dorosła i będę mieć dzieci, to będziesz najfajniejszą Prababcią...Będziesz im musiała wszystko pokazać...

     Pokiwała głową z powagą i pobiegła do basenu, a Babci "B12" utknęła w gardle...

     Princeska ustawiła mi poprzeczkę w okolicach Jowisza...

sobota, 25 lipca 2026

Cywilizacja na marginesie...;o)

     Całkiem utknęliśmy na tej "nienaszejwsi"...;o) Do betonozy i spalinowych smrodów wcale nam nie tęskno...;o)

     W sieci bywam rzadko i też mi nie jest specjalnie tęskno...;o) Chociaż wieści z Waszych blogów mi brakuje...:o(

Nawet nie mogę obiecać, że to wszystko nadrobię...Świat Emerytów zbyt szybko gna...;o)

A z nowości ??

     Na Wrzosowisko przyjechał Księciunio...Spojrzał na basen...


     - Ale on malutki...- powiedział, a Dziadkowie ryknęli śmiechem...Tak kurczy się Świat...

Osiem lat temu ten sam Księciunio, z wypiekami na twarzy i zachwytem w oczach westchnął:

     - Ale duzy ten basen Babciu...I pływał w nim zawzięciu...;o)

Dzielnie służył Dzieciakom przez osiem lat !! A Dziadkowie z przyjemnością moczyli nogi ...;o)

     Słowa Księciunia podziałały jak zapalnik...;o)

     Skoro we dwójkę potrafimy mieć pomysły nieziemskie, to co czeka Wrzosowisko jak zaczniemy wymyślać w trójkę ??

     Dziadek przez dobę szukał basenu godnego Wnuków...

     Potem nadszedł moment poszukiwania dobrej miejscówki...


     I czekamy na piasek...;o)

     Wywrotka wywołała u Księciunia znany mam wyraz zachwytu na twarzy...Księciunio uwielbia piasek...A 10 ton to dobra miara na "piaskownicę"...;o)

Uffff...No to czekamy...

     W bezruchu ??

A gdzieżby !!

     Najpierw wzmocniona została konstrukcja pod nowy basen...


     Tak, żeby brykanie Wnuków nie spowodowało katastrofy budowlanej...;o)

     Potem nową plażę dostał "brodzik" (ku wielkiej radości Luckiego)...

     A reszta wylądowała w piaskownicy "za kuchnią", ku radości i Księciunia, i Luckiego...Z hasłem przewodnim, że budujemy piaskownicę dla Tygryska...;o)


I końcu dotarł !! ;o)

     Zachwyt Wnuków był wart każdej wydanej złotówki !! ;o)

     W końcu i Princeska dostała swój żywioł...;o) Bo Princeska to Wodnik Szuwarek !! Z wody może nie wychodzić...;o)

Księciunio uczestniczący w "spisku" pokiwał głową z uznaniem...;o)

A Tygrysek ?? Przez trzy dni pływał na materacu i widać było rezerwę "dla rozmiaru", ale...Po trzech dniach nagle zsunął się z materaca i radośnie zawołał:

     - Babcia !! Pływam !!

I rzeczywiście pływał !! Co prawda w "ciapoczku" (kapoczku), ale szalał tak, że Starszaki musiały Mu schodzić z drogi...;o)

     Wrzaski na Wrzosowisku słychać było w promieni kilku (jeśli nie kilkunastu) kilometrów...;o)

     A wieczorami ??

Jeśli wnucze towarzystwo nie padało zaraz po zjedzonej kolacji, to...


        Dziadziuś przygotował niespodziankę !!

     Babcine Wigry (mające ponad pięćdziesiąt lat), obsługiwane teraz przez Princeskę...

     "Góral" Córci mający trzydzieści lat, dosiadany przez Księciunia...

     A poza kadrem mknie na czterech kółeczkach Tygrysek (jeszcze się uczy) na rowerku, który osiem lat temu "wyrósł pod orzechem na Wrzosowisku" dla Księciunia...

Było pięknie i radośnie...

Teraz Matka Natura urządziła nam przerwę w turnusach, sprowadzając chłodne noce...

Wnuki zapowiedziały się na kolejne przyjazdy...

My sprawdzamy prognozy...;o)

Będzie pięknie i radośnie...;o)

poniedziałek, 20 kwietnia 2026

Ostatni wiosenny raport...

     Nie żebym znikała w niebycie...;o) To ostatni wiosenny raport bociani !!

     W imieniu szlachetnego Grona Bocianolubnych nadaję medale "złotej żaby" najdzielniejszym bocianom !!

1. Piotrusie - w komplecie - już wysiadują...♥

2. Wawrzki - w komplecie - już wysiadują...♥

3. Nadarki - w komplecie - już wysiadują...♥

4. Sławki - w komplecie - już wysiadują...♥

5. Michałki - w komplecie - już wysiadują...♥

     Jedynie Pawełki się nie zgłosiły, ale to już czwarty sezon...Działkę z ich gniazdem poddano rekultywacji (niestety w okresie lęgowym) i bociankom się te zmiany nie spodobały...Czarty sezon, więc już nie wrócą, chociaż Właściciele gniazdo pozostawili...

     Żeby się nam saldo zgodziło...

6. Wrotkowie (gniazdo przy równoległej drodze) - w komplecie - już wysiadują...♥

     Trasą z gniazdem Wojtusiów póki co nie jeździmy, więc nie wiem czy wróciły...No chyba, że Wojtuś się pofatyguje i przyleci na Wrzosowisko (w zeszłym roku przyleciał)...;o)

     Tyle wiosennego raportu !! ;o)

A teraz rozwiązanie zagadki:

     Misiowa Rodzinka wybrała się na weekendową wycieczkę do Stolicy...Misiowy Tata dokładnie opowiadał co będą zwiedzać...Atrakcji multum...;o)

     Princeska wstaje rano i pyta: Tato, a kiedy pójdziemy do Toalety Królowej ??

Zonk...

     Misiowy Tata szuka w pamięci momentu kiedy obiecał taką atrakcję...Misiowa Mama usiłuje wydobyć z Princeski jakieś szczegóły...I nagle...Olśnienie !!

     Łazienki Królewskie !!

     Princeska pokiwała głową z aprobatą...;o)

     Nie było szans na rozwiązanie tej zagadki...;o) Niezbadane są ścieżki ośmioletniej mózgownicy...;o)

piątek, 6 lutego 2026

Czasem słońce, czasem deszcz...

     Kiedy uzgadnialiśmy pobyt Tygryska z Misiowymi Rodzicami, wiedzieliśmy, że będzie to bardzo trudny tydzień dla Nich, a przede wszystkim dla Princeski...Księciunio już daje radę...;o)

     Ledwie Bidulka usłyszała, że Tygrysek wybywa, łzy polały się rzęsiste, a lamentom i pretensjom końca nie było...

Zrozumienia u Rodziców nie znalazła, bo lamenty nosiły tytuł:

     "Ja do Dziadków nie jeździłam"..."Ja na wycieczkach nie byłam"..."Jestem biedna i pokrzywdzona"..."Księciunio jeździ !! Tygrysek jeździ !! A ja nie"...

Echhh...

     Jak nic pod jakieś nękanie można by to podciągnąć, albo pod dyskryminację...;o)

Pretensje i żale trwały prawie tydzień...;o)

     W końcu Misiowa Mama zadzwoniła, że jeśli to nie problem to odbiorą Tygryska, bo Młoda wymusiła wyjazd na lodowisko (sami sobie zgotowaliśmy ten los)...

     Szczerze mówiąc, był to bardzo szczęśliwy traf, bo się nam Dziadziuś po tych saneczkach pochorował...:o(

     Lodowisko wprawiło Princeskę w dobry humor...Księciunio radził sobie całkiem nieźle...Pierworodny przy takich Rodzicach łyżwy miał w życiorysie (jak kilka innych umiejętności), ale Misiowa Mama...

     - Bądź Dzielna !! - podnosiłam na duchu Synową...

     - Jak Tom Lee Jones w "Ściganym"...- dopowiadał Misiowy Tata do słuchawki...

     Misiowa Mama jeździła do tej pory dwa, czy trzy razy...Ostatni raz dwanaście lat temu (przy takich przerwach to jakby zaczynała za każdym razem od nowa)...

     Umówiliśmy się wtedy na lodowisku w Krakowie...Pierworodny był wtedy niewyobrażalnie opiekuńczy w stosunku do Synowej...Podtrzymywał...Asekurował...Żadnego szaleństwa...

Było to co najmniej dziwne...

     - Albo chory, albo...- wymruczałam do Pana N. ...

     - Albo ?? - zapytał Ślubny z zainteresowaniem...

     - Albo będziemy Dziadkami...- wyszeptałam bardzo cichutko...

     Kilka dni później nastąpiło oficjalne mianowanie na Babcię i Dziadka, a my mieliśmy z tyłu głowy, że pierwszy raz w życiu jeździliśmy już z Księciuniem na łyżwach !! ;o))

     Prawdziwy Tom Lee Jones z tej naszej Synowej !!

     Tym razem wrócili z lodowiska uśmiechnięci i pełni energii...Opowiadali o łyżwiarskich przygodach z wypiekami na twarzach, a Princeska od razu zarezerwowała sobie ferie u Dziadków ("teraz moja kolej !!")...

     Dostaliśmy też prezenty od Starszaków na Dzień Babci i Dziadka...

     Rogaliki samodzielnie pieczone (przy maminej kurateli) - pyszne, kwiaty zrobione przez Księciunia i laurki, ale wszystko przebił portret narysowany przez Wnusię...Jesteśmy z roku na rok piękniejsi...;o)


P.S. Jedynym cienie położył się fakt, że Wnuki miały absolutny zakaz miziania się z Dziadkiem, a ten Bidulek albo trząsł się jak w febrze, albo rozpalał się jak żarówka...:o( 

niedziela, 4 stycznia 2026

Ostatnie odkrycia...

     Końcówka roku wcale leniowata nie była...;o)

     Pierwszym odkryciem były Termy...

     Stare, obolałe kości trzeba dobrze wymoczyć przed kolejnym sezonem, tyle, że...

     Bukowina Tatrzańska przechodziła remont, który znacznie ograniczał nam możliwość porządnego wymoczenia (sprawdziliśmy), więc przyszedł czas na sprawdzenie niesprawdzonego...Na liście pozostały jedne...

     Trochę żeśmy się na nie "boczyli", bo nie lubimy Term, w których podaje się alkohole przy basenach (jak się moczyć to nie w "browarze"), ale jak mus to mus...

     Pojechaliśmy do Term Chochołowskich...

     Obiekt duży, przestronny, dobrze zorganizowany...Strefa dla Nielotów imponująca (zawsze sprawdzamy, jakby była potrzeba) !! Gastronomia na przyzwoitym poziomie...

"Alkoholowy" basen odizolowany, więc zawiani Turyści piwskiem po plecach chlapać mi nie muszą...;o)

Dolny poziom trochę mroczny, ale poziom "0"...

Bulgotników pod dostatkiem, basen pływacki, leżanki z masażami...Wszystko jak trzeba...;o)

Ceny na normalnym poziomie, chociaż niedawno wprowadzono opłatę parkingową...;o)

     Powtórzymy !!

     Chociaż Bukowina po przebudowie też będzie kusić...;o)

     Za Chochołowem przemawiać będzie jeszcze jeden fakt...

     Wracając zmuszeni jesteśmy emocjonalnie do zakupu "łoscypków"...Dla Luckusia !! ;o)

     Po wielkiej przygodzie w Dolinie Chochołowskiej, nasze psisko zapałało miłością wielką do "łoscypków" wszelkich rodzajów (wędzonych i nie wędzonych)...Laktozę Sierściuch toleruje kiepsko, ale owcze "mieszańce" mu służą, aż mlaska !!

     Punkty sprzedaży w drodze z Bukowiny są umiejscowione bardzo kiepsko, albo nie mają wjazdów z drogi...

     Punkt sprzedaży w drodze z Chochołowa jest świetny...Tuż przy drodze, bezpieczny zjazd...I nawet jeśli trochę zmarudzimy w basenach, przy budce jest magiczny guziczek, którym wzywa się Sprzedawcę...Sympatycznego Górala (jak On cudnie mówi !!), który ze szczerego serca dokłada do zakupów co tylko Mu w ręce wpadnie...A troskliwy jest ogromnie...;o)

     Wiem, wiem...W grudniu "łoscypki" to podróby...;o) Ilość krowiego mleka w serkach wyczuwam na języku (uwielbiam)...Ale Lucki wsunął połowę dostawy, a na drugą połowę się ślinił...;o)

     Odkrycie drugie...

     - Babciu, a gdzie my jedziemy ?? - pytała Princeska dociekliwie...

     - Do Muzeum...- wyjaśniłam...

     - A do jakiego ?? - Śledcza drążyła...

     - Do ciekawego...- kręciłam...;o)

Bo Dziadkowie wybierają Muzea szczególne...

     Jeśli Muzeum Wojska Polskiego, to musi być samolot do zwiedzania i dotykania, albo okręt, w którym można przyciskać guziki, kręcić korbkami, albo zjeść drugie śniadanie w messie...

     A jak wybierać Zamki i Pałace ?? Muszą mieć wieżę do wspinania (im wyższa, tym lepsza), jakieś tajemnicze podziemia, w których można zakuć się w dyby, albo przymknąć drzwi przed Rodzeństwem, ostatecznie jakaś armata, kula do przetoczenia, albo szyszak do przymierzenia...W Muzeum musi się coś dziać !!

Dzieciaki zaczęły kombinować, co czeka Ich tym razem...;o)

https://funhousekatowice.pl/

     Interaktywne Muzeum Flipperów i Gier...

Księciunio stał przed wejściem i dumał...Dumał...Dumał...

I Eureka !!

     "Interaktywne" !! - wrzasnął nagle...- będzie można dotykać !! - oznajmił Princesce...

Tygrysek miał minę: " nie wiem o co chodzi, ale wchodzę w to !!"...;o)

     Mina Wnuków po wejściu ??

     Princeska z Księciuniem dostali wypieków, a oczy aż Im łzawiły...Trzeba było pilnować, żeby sobie przez pierwsze minuty krzywdy nie zrobili...

     A Tygrysek ??

     Tygrysek oszołomiony zaczął tupać i podskakiwać, co uniemożliwiało rozebranie Nielota przez dłuższą chwilę...

Pozbawieni kurtek ruszyli biegiem, a my łapiąc plecaki w locie, pognaliśmy za Nimi...

     Wrażenie było piorunujące !! ;o)

     Zakres ekspozycji ?? Od bardzo starych flipperów (które były tylko do podziwiania), przez symulatory, stoły do gier zręcznościowych, pierwsze konsole komputerowe i telewizyjne, do kosmicznej kapsuły z misją bojową...Podłączone, sprawne, do korzystania !!

     Wiek Zwiedzających ??

Bez ograniczeń !! ;o)

     Kupujesz bilet i korzystasz z wszystkich urządzeń do zamknięcia Muzeum...Możesz wyjść na spacer (żeby oczy odpoczęły), albo coś wszamać (jak kiszki zaczną zagłuszać flippery) i wrócić, bo dostajesz "magiczną bransoletkę"...Świetne rozwiązanie !! Gratuluję pomysłu...;o)

     Muzeum jest trzypoziomowe, eksponatów ponad dwieście (a kolejne przybywają), można siąść przy stoliczku...

     No to ruszamy...


     Princesce wcale nie przeszkadzało, że na symulatorach była jedyną Dziewczynką...;o)


     Tygrysek ledwie sięgał, ale to wyjątkowo brykający Tygrysek, więc dał radę...;o)


     - Jak on sięgał do pulpitu ?? - zapytali Misiowi Rodzice po otrzymaniu zdjęcia...
     - Miał stołeczek...- wyjaśniła Babcia...- Stołeczki są przygotowane i można korzystać do woli...Tygrysek chodził z tym stołeczkiem po całym Muzeum...
     - A jak sięgał do guzików ?? - dopytywał Misiowy Tata (obeznany z urządzeniami)...
     - Na pierwszym Babcia pomagała, a potem się okazało, że Młody świetnie sobie radzi sam, więc Babcia też mogła przyszaleć...;o)


A to już urządzenie z XXI wieku i Księciunio...;o) Princeska też sobie świetnie radziła...;o)
     Babcia musiała niestety przystopować...;o) Starość nie radość ?? - zapytacie...
A gdzieżby...
     Tygrysek bardzo chciał "popływać" na skuterze wodnym, ale niestety był za lekki i skuter nie chciał skakać "po falach"...No to Babcia wystąpiła w roli balastu...A że rejs skuterem był bardzo realistyczny, to Babcia po drugim kursie dostała takiej choroby morskiej, że ledwie na nogach stała (wszystko się bujało)...Echhh...Ten babciny rozsądek...;o)
Dobrze, że Dziadek do końca honoru bronił...;o)
     Kolejny Piękny Dzień do pamiętniczka...;o)

czwartek, 13 listopada 2025

Ojciec Czas rządzi...

     Wybieraliśmy się tam długo...Bardzo długo...Za długo...;o)

     W tym czasie Księciunio bardzo nam wyrósł i projekt został przesunięty na "dolną półkę"...Może kiedyś...

"I kiedyś" pojawiło się nagle...

     "Babciu !! Tam cudnie jest !! Pojedźmy !!" - taką recenzją podzielił się z nami Tygrysek (był tam na wycieczce przedszkolnej)...

Hmmm...

     Niedługo potem trafiła się okazja...Nasza Princeska kończyła osiem lat !! ;o)

No to Dzień z Dziadkami (na wyłączność) i kierunek RABKOLAND !! ;o)

     Szczerze mówiąc, mieliśmy mieszane uczucia...Zwiedziliśmy wiele renomowanych "przybytków rozrywek"...Mamy zaliczone najwyższe i najszybsze "kolejki górskie"...Princeska też ma niezły dorobek...;o)

     Rabkoland ?? Mały Park ?? Mała Miejscowość ?? Hmmm...

     Jak zawsze "dzień powszedni", żeby nie ugrzęznąć w korkach i kolejkach...

     Parkingów kilka - wszystkie pełne, chociaż wcisnąć się można...

     Pierwsze wrażenie ?? - Skromnie...;o)

     Dokąd nie przekroczy się bramy (chociaż pozytywne wrażenie zrobiły już Panie w kasach - wyjątkowo sympatyczne i życzliwe)... "Urodzinowy bilet" też był miłym gestem...;o)

     A że słowa nie przekażą ogólnej wizji, więc opowieść będzie "obrazkowa"...;o)





     To była część "górna"...Wszystko w zieleni...Wszystko bliziutko...Mimo ogromnego obłożenia, kolejki są kilkuminutowe...Korzystać można bez ograniczeń...



 
     Część "dolna"...Bardziej wyciszona...Chociaż to właśnie tam Nieloty pocą się bardziej...Wszędzie ławeczki, krzesełka i leżaki dla Doroślaków...

     Jedyny "cyrk", który Dziadkowie akceptują...;o) Zwierzaki popisują się umiejętnościami...Pluszowe zwierzaki...;o) A "cyrk" zwiedza się specjalnymi pojazdami...;o)

     I powrót "na górę"...;o) Bo "pająk" był "najlepsiejszy"...;o) Powtórek było tyle, że Dziadkowie wymiękli...Nasze kręgosłupy i żołądki skapitulowały...Princeska chętnie zabrałaby "pająka" do Misiowego Domku...;o)


"Totem" też był fajny...;o)

I czas kończyć naszą przygodę...;o)

     Po Parku przechadzają się Maskotki Rabkolandu, do których Nieloty mogą się poprzytulać, chętnie pozują do zdjęć, machają do Gości...

     Baza gastronomiczna ?? Całkiem niezła, chociaż my trafiliśmy średnio...Ale na "górze" można zjeść obiad i desery...Na "dole" jest "pierogarnia" i "naleśnikarnia"...Dla Nielotów jest właściwie wszystko...;o)

     Kiedy opuszczaliśmy (ledwie żywi) teren Rabkolandu, przy bramie żegnali nas "Bohaterowie" i "Gospodarze"...Przytulali...Pytali co się podobało, a co można zrobić lepiej...Życzyli dobrej podróży...Zapraszali ponownie...

Miłe ??

Pewnie, że miłe !!

     Dla Dzieciaków w wieku 1 - 10 polecam dwiema łapkami !! ;o)

Kameralnie...Sympatycznie...

     Czy wrócimy ??

Pewnie tak...;o)

     Tygrysek w przyszłym roku będzie już mógł korzystać ze wszystkiego...Princeska już na drugi dzień chciała wracać...

     I pozostał żal...Żal, że z Księciuniem nie udało się dotrzeć na czas...;o)

środa, 1 października 2025

Lipiec...Przepięknie i epicko...

 Ledwie Dziadziuś zjadł kalarepki...

Luckuś odespał "wieczne pilnowanie" Nielotów...

A Babcia pozbierała prawie wszystkie czereśnie...

Nadszedł czas na Wielkie Wnucze Wakacje...;o)

     Będzie krótko, obrazkowo, bo by się Babci klawiatura zużyła...;o)

     Tygrysek był bardzo zajęty, realizując program kosmiczny...Jak to wytrzymały Jego chude nóżki - nie mam pojęcia...Ale rakiety latały przez caluśki dzień...;o)

     Tak wyglądał nasz Sierściuch, kiedy przechodziły lipcowe burze...York by się pod tą ławką nie zmieścił...Ale wielki strach "kurczy" psa...;o)

Ale zdobywaliśmy też szczyty...

Princeska szybowała pod sufitem...;o)

Księciunio opracowywał technikę korzystania z trampolin na leżąco...;o)

Odwiedziliśmy Smoczysko...;o) Ale głodny nie był, bo Wnuki wizytę przetrwały...;o)

Byliśmy oczywiście w Andrzejówce, zwanej przez Babcię Jędrusiowem...;o)

Było też edukacyjnie...;o)

Pani Fizyka bardzo się cieszyła widząc trójkę zapaleńców...;o)

I tylko "autka" mogły odkuć Nieloty od eksperymentów...;o)

     Ale hity tegorocznych wakacji były inne...

     Po pierwszych próbach na Wrzosowisku i osiedlowych boiskach, nadszedł czas na "prawdziwego tenisa"...Okazało się, że wcale nie jest to takie proste...Kort jest jakiś większy...Siatka jakaś wyższa...Ale...

Bakcyl został zaszczepiony !! 

Nawet załamanie pogody nie mogło przerwać rozgrywek...;o)

Nie mniej, numerem "1" 2025 został...

     "Piksel" !!

     Idealna rozrywka dla miłośników gier komputerowych...;o)

Piksele gwarantuje organizator, a kursorem są "człowieki"...;o)

     Po godzinie skakania po "monitorze", nawet bieliznę mieliśmy mokrą od potu !! Ale zabawa była przednia !! ;o)

Podsumowując...Cytuję:

     Księciunio: " Iść do Stodoły o 19-tej to nie wstyd"... (Nie musieliśmy zaganiać Wnuków do spania, bo bardzo pilnowały odpoczynków)...

     Princeska: " To był najpiękniejszy dzień w moim życiu !!"... Usłyszeliśmy to siedem razy !! ;o)

     Tygrysek: " Babciu !! To jest epickie !!"...Nie mam pojęcia skąd czterolatek wytrzasnął "epikę", ale używał jej tak poprawnie, że poza uśmiechem rozczulenia, wywoływało to totalne zdziwienie...

     Pożegnanie Princeska z Tygryskiem przyjęli normalnie (nastąpiło nasycenie Dziadkami), Księciunio zacisnął zęby i jakoś dał radę (profilaktycznie skrócił pożegnanie)...

     Piękny to był lipiec !! Przepiękny i epicki !! ;o)

sobota, 13 września 2025

Powrót do przeszłości...

     Zegar tyka i tyka, i tadamm...Wrzesień...Ale jaja...

     Właściwie, gdyby nie zdjęcia, to już bym miała problem z ogarnięciem tej czasoprzestrzeni...

     I jak zacząć, po tak długim "pit-stopie" ??

Chyba chronologicznie będzie najrozsądniej...

     No to "powrót do przeszłości"...Czerwiec...

     Zdemolowany "Misiowy Domek" spowodował rozpoczęcie wakacji naszych Wnuków sporo wcześniej, a my cieszyliśmy się z tego niemiłosiernie...;o)

     Będzie krótko, żeby nie przynudzać...;o)

     Pierwszym znakiem, że rozpoczynają się wspólne wakacje jest zmiana miejscówki dla Luckiego...Jazda z przodu jest rewelacyjna !! ;o)

     W sadzie pojawiła się "kopuła", a Dzieciaki nie wahały się jej używać...;o)


     A w Stodole udało się zagospodarować kawałek podłogi i urządzić "sypialkę"...;o)
     Że Dzieciaki wcinają popcorn w łóżkach ??
Hmmm...

      Bo to kino na leżąco było...;o) Pokemony rządziły przez wiele wieczorów...;o)


     Tygrysek nauczył się jeździć na rowerku...;o)


     Babcina jajecznica uzyskała tytuł "Najlepsza Jajecznica na Świecie"...;o)

     I nadeszło pierwsze pożegnanie...


Ale smuteczków nie było...
Bo za parę dni, za dni parę...;o)