- A czemu Ty Bidulko, w maseczce paradujesz po chodniku ?? - zapytałam Znajomą pod osiedlowym sklepem, bo sądząc po wystających z maseczki częściach twarzy, kiepsko Jej się oddychało...
- Zapomniałam !! - wyznała szczerze i odsłoniła zasłonięte...Wyglądała makabrycznie...
- Dopadła nas ta zaraza...- wyznała szczerze...- Mąż po dwóch dniach był zdrowiutki, ja wylądowałam w szpitalu...
I temat się rozwinął...
Znamy się prawie trzydzieści lat, więc było na czym jęzory strzępić...
Nie da się ukryć...Głównym tematem była "ochrona zdrowia"...
I na miejscu Pana Ministra, głowę bym nad tematem pochyliła...
Kobieta dostała skierowania do specjalistów...Na przykład, do Kardiologa...
Zarejestrowała się w przychodni (dziwna nazwa dla przybytku, do którego nie da się przychodzić), na lipiec 2022...Cudnie...
Dostała też "bumagę" do Pulmonologa, który zlecił dogłębną diagnostykę, z rezonansem magnetycznym łącznie...Ale, na USG (było pierwsze w kolejce) wyszło, że po przebytej jakiś czas temu operacji pozostawiono jej jakiegoś metalowego "przydasia", więc rezonans wypadł z listy...No chyba, że Znajoma podda się kolejnej operacji, celem usunięcia "przydasia"...Wtedy owszem...
Na operację będzie musiała oczywiście w kolejce poczekać (na poprzednią czekała prawie dwa lata), potem kilka miesięcy na rehabilitację i diagnostykę, i rezonans stanie otworem...
- Jak mnie skremują to samo wypadnie...- skwitowała Znajoma i ryknęłyśmy śmiechem (miewamy takie głupawki)...
W tym momencie podeszła do nas pewna Pani...
No cóż...Mieszkamy na Osiedlu ponad trzydzieści lat, więc prawie wszystkie "ryjki" są znajome...
- Widziałyście co oni na granicy wyprawiają ?? - zapytała retorycznie (bez powitania)...- Ludzi w lasach trzymają, gazem trują, wodą leją...
Spojrzałyśmy na siebie ze Znajomą...Na twarzach miałyśmy wypisaną "głupawkę"...
Co jest grane ??
Ta sama Pani, kilka lat temu biegała po Osiedlu i zbierała podpisy pod petycją dotyczącą protestu przeciw budynkowi socjalnemu w sąsiedztwie...
Wtedy też miałam na twarzy wypisaną "głupawkę"...
Pani motywując konieczność petycji argumentowała, że będziemy zbiorowo gwałceni, napadani, okradani, a rozboje będą na porządku dziennym całodobowo...
Nie docierała do niej argumentacja, że to zaściankowi Mieszkańcy będą, którym się noga powinęła, których los dopadł smętny, którym się ta pomoc należy jak "psu micha"...Ci Ludzie mieli mieszkania, ale je stracili, bo "windykacja", bo "komornik", bo "eksmisja"...Różnie w życiu bywa...
Podpisów nie zebrała (szczątkowej ilości nie było komu przedstawić) i się "obraziła"...Przez długi czas chodziła z zadartą głową, nie reagowała na pozdrowienia, nie nawiązywała kontaktów...Miała focha...
Foch się pogłębiał, bo do "socjalu" wprowadziła się Rencistka, której amputowano nogi, a ze skromnej renty nie była w stanie utrzymać mieszkania i wykupić leki...Człowiek, któremu spłonął dom i nie miał ani kąta, ani pieniędzy na jego odbudowę...Małżeństwo w starszym wieku, ze skromnymi dochodami, marnie radzące sobie we współczesnym Świecie...Każdy z Mieszkańców miał za sobą jakąś smętną historię...
Ale ani kradzieży nie odnotowano na Osiedlu więcej, ani gwałtów indywidualnych i zbiorowych, ani nawet wulgaryzmów rzucanych w kosmos...Chociaż nie powiem, ówczesny Burmistrz poprosił Policję o wzmożoną "kuratelę" i monitorowanie sytuacji...
Luksusów nie mają (w odróżnieniu do tej Pani) i żyją sobie skromnie...(To barak przystosowany po ekipach budowlanych)...
Stałyśmy więc ze Znajomą na tym chodniku, Pani przyglądałyśmy się z zainteresowaniem, bo słowotoku przez cały czas moich rozmyślań nie przerywała...
- Chyba mi lepiej...- stwierdziła Znajoma, wbijając się z wypowiedzią w oddech owej Pani...
- Zdrowiej szybko !! - rzuciłam na pożegnanie i ruszyłam do sklepu...
Pani pozostała na środku chodnika i chyba nie bardzo ogarniała sytuację...No cóż...Pewnie znowu nie będzie się nam kłaniała...Na nasz widok będzie ostentacyjnie unosiła głowę...Foch to foch...