Dwa światy...

Bardzo Ważni Goście

piątek, 23 lutego 2024

"Chłopi" po nowemu...

     Obejrzałam, pewnie, że obejrzałam...

Po fali krytyki...Po euforycznych zachwytach...Musiałam to zobaczyć...;o)

     Nie mam ambicji na krytyka filmowego, znawcą malarstwa też nie jestem...Ot, baba jakich wiele...Coś albo mi się podoba, albo nie...Zwyczajnie i subiektywnie...

     Pierwsze wrażenie ??

Negatywne...

     Tytuł bym dała "Chłopka", na motywach "Chłopów" Reymonta...

     Wspólne są "cztery pory roku", imiona bohaterów i wystarczy...Z obrazem "polskiej wsi" niewiele ma to wspólnego...Szczególnie "po oczach daje" ilość korali na szyjach chłopek...Absurdalnie przedobrzone...

Doborowa obsada aktorska rozmywa się pod "kreską" Plastyków...

     Ale...;o)

Niektóre Nazwiska nawet "pod kreską" są świetne w grze aktorskiej...

Przed Plastykami chylę głowę...

     I chociaż niektóre sceny są mniej dopracowane, jakby brakło inwencji malarskiej, niektóre "klatki" aż proszą się o więcej uwagi, to całość jest imponująca plastycznie...

Ktoś miał pomysł i go zrealizował...

     Adaptację Jana Rybkowskiego (1973) obejrzałam w swoim życiu kilkanaście razy...Lubię "Chłopów" i czytać, i oglądać...

     Do adaptacji Welchmanów pewnie nie wrócę...

Czy warto obejrzeć ??

     Pewnie !!

     Aktorzy i Plastycy zasługują na naszą uwagę !! Choćby po to, żeby nie kierować się cudzymi osądami...;o)

wtorek, 20 lutego 2024

Lutówka !!

     Matka Natura jest w tym roku łaskawa...Przynajmniej dla nas...;o)

     Ledwie wybiła połowa lutego, a my torbeczki, kanapeczki i hajda na Wrzosowisko...Oczywiście z Luckusiem, który wystrzelił z samochodu jak z procy i pobiegł wąchać co ?? Lawendę !! Ponoć psy i koty lawendy nie lubią...;o) Lucki chyba tego nie czytał...;o)

     W każdym razie po rekonesansie okazało się, że Wrzosowisko "nie pływa" (mimo obfitych opadów i topnień "gąbeczki" nie było), a trawa i chwasty nie mają nic przeciw, żebyśmy się do pracy wzięli...

     No to "czeszemy" trawniczki, usuwamy "suchelce" i z radością ogromną witamy pierwsze pączki i co bardziej wyrywne roślinki...;o)

     Pierwsza radość ??

     Przebudowane "rosarium" aż się wyrywa do prezentacji...;o)

Ale prymusem był kto inny...

     Stokrotki w tym roku szaleją !!

Nie poczekały na krokusy...Nawet na przebiśniegi nie poczekały...

Zaraz, zaraz...

     W wyczesywanym trawniczku pojawia się delikatne maleństwo !!

     Można chyba ogłosić przedwiośnie...;o)

A jak przedwiośnie, to...

     Lutówka !! Ognisko !! Pieczone kiełbaski !!

     My uwielbiamy, ale największym smakoszem jest Lucki...;o) Chociaż ze względów dietetycznych nie dostaje nic poza zapachem...Uwielbia !! I celebruje proces pieczenia z wielkim zaangażowaniem...;o)

Wiadomo, że z pustym brzuszkiem wracał nie będzie..."Niepieczona" kiełbaska też jest fajna...;o)

     I kiedy już jesteśmy spakowani, a ja ostatnim odruchem schylam się i podnoszę szmatkę, która spadła z płotka...

     Przebiszmatki !!

Tfu, tfu...

     Przebiśniegi !!

To już pewne...Zima przeszła do odwrotu...;o)

     Pewnie trochę jeszcze pobryka...Trochę krwi napsuje...Odrobinę humory zważy...Ale nie wygra...;o)

     Co nie zmienia faktu, że prawdopodobnie na Wielkanoc, będziemy lepić zające ze śniegu...;o) Taka prognoza jest na marzec...;o)

sobota, 17 lutego 2024

Potknęliśmy się o Warszawę...

     Niedługo minie dziesięć lat, jak nasze ścieżki bardzo się zapętliły...Na Wrzosowisko...Z Wrzosowiska...I przyznać muszę, że przez te dziesięć lat kilka Gmin i Powiatów bardzo się postarało, i nasza trasa nie jest już "drogą przez mękę"...A bywało...Szczególnie na początku...

     Fragmenty trasy nie widziały remontów przez kilka, kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt lat...

     Ze stoickim spokojem przyjmowaliśmy utrudnienia na drogach, uśmiechaliśmy się do Drogowców i czekaliśmy na kolejny odremontowany (albo wybudowany) kawałek...

     Szczególnie cieszyły obwodnice...;o)

Chociaż...No cóż...Jedną z nich "załatwiła" nam S7...Echhh...

     Brak odcinka krakowskiego powoduje, że zjazd w Miechowie to totalny korek...W każdą stronę...

     Widocznie Drogowcy lubią te nasze uśmiechy, więc trzymać będziemy kciuki, żeby szybciutko oddali ten ostatni kawałek...Wtedy wróci do nas "dobre"...;o)

Ale S7 podobała się nam bardzo, szczególnie, że rosła na naszych oczach...To może spróbować jak "smakuje" ??

Okazja trafiła się niespodziewanie...

     Pan N. szukał pewnych części do "Naguska"...(Przecież obiecaliśmy mu remoncik jak trzeba)...

Jakoś trafić nie mógł na odpowiedny model, kolor i wygląd (ma być lepsze niż mamy)...I nagle...

     - Trzeba by odebrać, bo w transporcie uszkodzą...- dywagował Ślubny...

     - Jak mus to mus...- zatwierdziłam wycieczkę...

No to w drogę...

   
     Pamiętacie drzewo o które walczyli Drogowcy, a my trzymaliśmy kciuki ??

     Rośnie właśnie przy wjeździe na S7 w Miechowie...Ma się wyśmienicie...;o)

     Nie ma co...Droga jest wspaniała !! A próbowaliśmy już prawie wszystkich wjazdów do Stolicy...

     Cel już blisko...

     Ale tylko liźnięty został przez nas bokami...

     Wisełka w warszawskim wydaniu...Właściwie tylko most, bo Królowa lodem skuta...

"Pajac" na horyzoncie...


     Krótki postój...Transakcja...Załadunek...

     I wjeżdżamy na S7 od drugiej strony...;o)

     To była ekspresowa wycieczka...Dokładnie tak ekspresowa jak relacja z niej...

     Misja zakończona sukcesem...S7 sprawdzona na całym odcinku...Stolica odwiedzona...;o)

     Na wiosnę "Nagusek" będzie nówka sztuka...;o)

niedziela, 11 lutego 2024

Luty imprezami stoi...

     Przed nami okres postów i wstrzemięźliwości, ale my zapas lutowych hulanek mamy spory...Będzie co wspominać...;o)

     Zaczęło się terminowo - w styczniu...Opisywałam Wam karkołomny wręcz wyczyn "Cioć" i imprezowanie w Żłobku...Do dzisiaj chylę czoła...;o)

     Ale, że człowiek powinien się rozwijać, więc kolejna impreza odbywała się w Przedszkolu...A właściwie, w "zerówce"...Tym razem zaprosiła nas Princeska, a my stawiliśmy się w Komplecie: dwie Babcie, dwóch Dziadków...

     Były śpiewy, recytacje, tańce i poczęstunek (no i prezenty)...A nawet scena rodem z "Wirującego sex-u" ("Dirty Dancing")...Tyle, że podnoszących było kilku, a wspierała Ich fizycznie Wychowawczyni...;o)

     Princeska zaprezentowała się pięknie (chociaż opuściła prawie miesiąc prób), tyle, że Ją na scenie nosiło i nawet przez sekundę na ustała w miejscu...Jakby ktoś wynalazł metodę przetworzenia tej energii na światło, to żadne kryzysy by nam nie groziły...Nie mówiąc o inwestowaniu w atomowe reaktory;o)

Wychowawczyni dała z siebie wiele, Dzieciaki jeszcze więcej...Dziadkowie wyszli zachwyceni...;o)

     W drodze do Misiowego Domu (raptem kilka minut) Wnusia odśpiewała nam wszystkie przeboje jeszcze raz, żeby się nam utrwaliły i przedszkolne obchody DzienioBabciowoDziadkowe mogliśmy uznać za zakończone...

Już ??

Hmmm...

     Za progiem Misiowego Domku czekała kolejna impreza...;o)

Misiowa Mama miała urodzinki !!

     No to znowu były śpiewy, śmiechy i zabawa, a Dziadek natychmiast został porwany do gry w Pokemony...(planszówka taka) ;o)

A na pożegnanie...

     - Babciu...Mogę do Was przyjechać na kilka dni ?? - zapytał Księciunio...

Jak nie, jak tak !!

     Babcia zaraz wyciągnęła "terminarz", żeby skrupulatnie zanotować wnucze zapotrzebowanie, kiedy tuż obok pojawił się Dziadek z Princeską...

     - Babcia...Wnuczka ma sprawę... - zaczął dzielnie Dziadek...

Atak nastąpił totalny, dwufrontowy...;o)

     - Na kiedy ?? - zapytałam tylko, bo już czułam "pismo nosem"...

     - Na trzy nocki... - ochoczo doprecyzowała Princeska...

A że Tygrysek bardzo był zainteresowany powstałym zamieszaniem...

     - A Tygrysek też przyjedzie do Babci na ferie ??

     - Tak !! Na "dwienocki" !! - i zwizualizował zamówienie wystawiając trzy paluszki...

Terminarz Babci został zabazgrany...;o)

Potem były buziole, miziaki, przytulasy i...

     - Babciu...- wyszeptał mi do ucha Księciunio...- Ale na moje przedstawienie przyjedziecie ??

     - Mowa !! - obruszyłam się szczerze...

     Dziadek już w połowie stycznia miał zarezerwowane urlopowo wszystkie "podejrzane" terminy...;o) Wychowawczynie (rozsądne Kobiety), wiedząc, że składy będą Im się "sypać" na potęgę, terminy imprez podawały z ledwie dwudniowym wyprzedzeniem...;o)

     No to mamy jeden dzień na oczyszczenie umysłów z przedszkolnych emocji i ruszamy do Szkoły...

Oczywiście w komplecie babciowo-dziadkowym...;o)

     Trzecioklasiści dali z siebie wszystko !!

Tańce ćwiczyli od października...

Piosenki ćwiczyli od grudnia...

Na wierszyki i życzenia wystarczył styczeń...

Luty to już była synchronizacja...;o)

Jak wyszło ??

     Magicznie !!

Z owacjami na stojąco !!

Że o opuchniętych od klaskania dłoniach nie wspomnę...;o)

     A żeby magię podkreślić, większość dzieciaczków była w strojach krakowskich...Kokardy i barwne spódniczki wirowały...Pawie pióra szumiały...Nawet Lajkonik szalał między Dziadkami, sprawiedliwie klepiąc wszystkich buławą !!

     Rock and roll z tekstem dla babć i dziadków to już była "wisienka na torcie"...;o)

Wychowawczyni spisała się rewelacyjnie !!

Doskonale rozpracowała potrzeby...;o)

     Tu nie było tekstów o siwych włosach i bujaniu się w fotelu, nie było "seniorady" i "tetryczenia"...

     Babcie "śmigały" na wrotkach i bez problemów obsługiwały lapciaki, a Dziadkowie ćwiczyli na siłowniach i konstruowali "promy lotnicze"...;o)

     A że większość tekstów piosenek była oparta na krakowskich przyśpiewkach, więc mogliśmy się również przyłączyć do chórków i wesprzeć Wnuki...;o)

     Zabawa była przednia i atmosfera godna przedstawienia...

W czym tkwiła tajemnica ??

     Wychowawczyni Księciunia jest Babcią !!

Dokładnie wie, jacy są Dziadkowie XXI wieku...;o)

Ufff...

     Udało się nam w tym roku zaliczyć "trójpak" - żłobek, przedszkole i szkołę...;o)

     Ze żłobkiem to było na pożegnanie, bo Tygrysek od września będzie Przedszkolakiem...

     Princeska pożegna się z Przedszkolem i zacznie karierę Uczennicy...

     Dla Księciunia to było ostatnie przedstawienie dla Dziadków, bo awansuje na Ucznia klasy IV...

     Nawet księciuniową Wychowawczynię pożegnaliśmy serdecznie, bo też odchodzi ze szkoły i zostanie Stypendystką ZUS-u (emeryturka)...;o)

     Taki się nam zrobił luty, imprezowo - pożegnalny...  

czwartek, 8 lutego 2024

Prawie galerianka...

     Na przełomie 2023/2024 w Zaścianku otworzono galerię, taką handlową, rzecz jasna...Właściwie nic wielkiego...

Poniekąd...

     Zaścianek na galerię czekał dwadzieścia lat...Szmat czasu...

     I kiedy w Kraju już kilka galerii padło, a kilka (lub kilkanaście) jest w stanie agonalnym...

Tadammm !!

     Mamy galerię...A właściwie "park handlowy", bo tak została mianowana...

     Szału nie ma, dwa tanie dyskonty, czterech "chińczyków" i kilka użytecznych przybytków...

     Dlaczego zeszło nam tyle lat na budowie, skoro sam proces zajął kilka miesięcy ??

Grunty !!

     Galeria miała powstać już dawno, ale prawa właścicielskie zablokowały inwestycję...Władze się uparły, że tylko w tym miejscu i zaczęło się "bujanie" (w obłokach)...

     Budowano płotek (bo wiadomo, że bez płotka się nie da), wjeżdżały koparki, po kilku dniach koparki znikały, płotek "rozbierał" Ojciec Czas z Matką Naturą...I od nowa...

     Gdybym czas poświęcony na "newsy" o powstającej w Zaścianku galerii spożytkowała na jej budowę, to stała by już dawno...;o)

     Czyli w końcu się udało ??

Bynajmniej...

     "Park handlowy" powstał w innej lokalizacji, cały proces trwał półtora roku (od decyzji do otwarcia) i jest...

     Życzę temu "parkowi" jak najlepiej, bo lubię sprawnie robić zakupy, ale...

     Część lokali nie jest wynajęta, a części nie wróżę długiego żywota...Ot, wolny rynek...A że poziom zainteresowania handlem i zasobność portfeli moich Ziomali znam od kilkudziesięciu lat, więc sceptyczne podejście jest jak najbardziej usprawiedliwione...

     Tyle, że władze postanowiły uraczyć nas jeszcze dwiema galeriami handlowymi !! Po kiego ??

Nie mam pojęcia...

Druga ma powstać w tym miejscu "z płotkami" (bo się udało w końcu ustalić prawa gruntowe), a trzecia po przeciwnej stronie Zaścianka...

     Aglomeracją nie jesteśmy, Miasto można w jeden dzień obejść "kółkiem"...Raptem trzy osiedla mieszkaniowe średniej wielkości...W kupie ~36 tysięcy Mieszkańców... Trzy galerie ??

     Sądząc po ilości pustych lokali handlowych w centrum, potrzebne to jak "tarka w d****", jak mawiali nasi Dziadkowie...

Ale plan jest...Realizacje mają się rozpocząć...Terminy otwarcia przekazane do publicznej wiadomości...

     Właściwie...Po dwudziestu latach oczekiwania, to nam się hurt galeryjny należy...;o)

     Będą sobie Ludzie po galeriach błądzić, wieszaczki przekładać, w koszykach grzebać, to się centrum wyludni...Miejsca parkingowe się opróżnią...Przybędzie pustych lokali handlowych w Rynku...Zaścianek będzie pustawy i "bez życia" przez całą dobę, a nie jak teraz "od szesnastej"...

A swoją drogą...

     Czy wiecie, że droga krajowa 94 idzie do remontu ??

     Zaścianek czeka prawdziwy "harmagedon", bo zaorają wszystkie skrzyżowania...

Jeśli więc korzystacie z niej, to monitorujcie sytuację...;o)

Pierwszy przetarg "padł", ale nie odpuszczą...

     No chyba, że im zejdzie jak z tą galerią...;o)


P.S. Jeden z kandydatów do "samorządu" odgrzał właśnie temat obwodnicy...Już się nawet śmiać nie mam siły..."Południowa" ma plany od lat osiemdziesiątych XX wieku, "północna" jest dwadzieścia lat młodsza...A nam dalej "wali" 30 tysięcy pojazdów dziennie...;o)

niedziela, 4 lutego 2024

Sromotna klęska...

     Skoro jesteśmy przy psich tematach...

     Kilkanaście tygodni temu na pewnej platformie pojawił się bardzo emocjonalny wpis o nieudanej psiej adopcji...Zwierzak po kilku dniach wrócił do "stowarzyszenia" i ponownie zamieszkał w kojcu...

Przykre...

     Szczególnie przykre, bo Autorka wpisu wszystkie swoje emocje (bardzo negatywne) przypisała psu...Po czterech dniach jego przywiązanie do nowych Opiekunów miało być wręcz kosmiczne, a wyrządzona krzywda niewyobrażalna...

     Przeczytałam, głową pokiwałam i zajrzałam w komentarze...Mogłam tego nie robić (dla zdrowia psychicznego)...

Ocean hejtu zmiótł kilkudniowych Opiekunów z powierzchni internetu...

Mam nadzieję, że tego nie czytali, bo skutki dla Ich psychiki byłyby katastrofalne...

Szczególnie, że Autorka nie podała przyczyny zerwania umowy adopcyjnej, a mogło być ich wiele...

     Opiekunowie przejechali kilkaset kilometrów, żeby psisko wróciło w miejsce, które znało przez kilka miesięcy..."Zbrodniarze" ??

     Skoro tak, to jaką rację bytu mają tak zwane "domy tymczasowe" ?? Miejscówki, w których zwierzaki bywają przez kilka, czy kilkanaście miesięcy ?? Zwierzaki rozróżniają podstawę prawną umów i wiedzą kiedy jest to adopcja, a kiedy "dom tymczasowy" ?? Do "tymczasówek" się nie przywiązują ?? Nie reagują emocjonalnie na doraźnych Opiekunów ??

     I kiedy już głowa przestała mi się kiwać nad totalnym "zgonem" logiki...

     Schronisko w Krakusowie poprosiło o tymczasowe adopcje na czas mrozów...Wszystkie media o tym trąbiły...

     Człowieki ruszyły z odsieczą i w ciągu trzech dni Schronisko opustoszało (ta część z boksami)...Ponad sto psów znalazło doraźne schronienie...

     Przeczytałam, znowu główką pokiwałam i czekałam... Na co ??

     Najpierw na hejt, który już wzbierał przy "płocie" Schroniska, a gównie na efekt końcowy...

     Pewnie nie pamiętacie, ale Krakowiakom już kiedyś serducha zapłonęły...

     Kraków został zalany, Schronisko położone "w dołku" nie było w stanie zabezpieczyć zwierzaków w kojcach i psy kilka dni spędziły w wodzie i błocie...Sytuacja była trudna...Nawet bardzo trudna...

Wtedy zwrócili się o pomoc do Mieszkańców..."Weźcie na kilka dni, aż padać przestanie i woda opadnie"...

Dlaczego tak dokładnie pamiętam ??

Bo Misiowi Rodzice postanowili uczestniczyć w tej akcji...;o)

Tyle, że zanim dali radę przygotować się na powitanie "gościa" i dotrzeć do Schroniska, sierściuchów do adopcji tymczasowej już nie było...

A kilka tygodni później okazało się, że 1/4 psów już do boksów nie wróciła, znajdując Przyjaciół na stałe...

     Czekałam więc na efekt akcji "antymrozowej", trzymając kciuki w obu dłoniach..."Pułap" sukcesu ustawiłam na 30 lokatorów...

     Siarczystych mrozów nie ma w Krakowie już dawno...

     Połowa psiaków ma już stałe umowy adopcyjne podpisane...Wynik zbliża się do 2/3 (80 "sztuk")...Do boksów wróciło ledwie dwudziestu mieszkańców, bo nawet Ci, co warunków na stałe posiadanie psa nie mają, stwierdzili, że zima to nie jest dobra pora na mieszkanie w schroniskowym boksie, oddadzą psiaki wiosną...

     Krakowiaki spisali się na medal !! A co najmniej na sporych rozmiarów kość...;o)

     Można by pewnie ubolewać teraz, że nie wszystkie psiaki dom na stałe otrzymały, że szczęście nie jest pełne, że borykać się będą z dodatkowymi traumami (cokolwiek to znaczy)...

Ale zimowe adopcje trafiają się rzadko...Więc ??

     Mogę już puścić kciuki...;o)

     Jeśli chociaż połowa "adopciaków" jest taka jak nasz Lucki, to ich Opiekunowie są Szczęściarzami !! Trafić na prawdziwą miłość nie jest łatwo...;o) A jeśli uczucie jest odwzajemnione to pełnia kosmicznego szczęścia...;o)

     Bardzo się cieszę, że poniosłam tak sromotną klęskę w szacunkach adopcyjnych !!

środa, 31 stycznia 2024

Wyciorana...

     - A dlaczego chodzicie na takie długie spacery ?? - zapytał Wet w czasie październikowej wizyty...

Hmmm...Dlaczego ??

     Bo Luckiego wychowywała Matka Natura ??

     Bo był przez kilka lat osobnikiem samodzielnym ??

     Bo polował i te umiejętności w nim siedzą ??

     Bo był samcem Alfa ??

     Bo lubi się popisywać swoimi umiejętnościami ??

I tak bardziej po ludzku...

     Bo kilkukilometrowe spacery po lesie są zdrowe ??

     Bo mam czas, żeby dreptać bez celu (a właściwie z celem) ??

     Bo gdyby nie pies siedziałabym na kanapie ??

Ale Wet usłyszał wersję skróconą:

     Bo to lubimy...I pies i ja...;o)

     A od kiedy Mikołaj sprezentował mi swat watcha wiemy ile drepczemy i jaki wysiłek został w ten spacer włożony...Chociaż tylko pośrednio był to cel prezentu...Głównym celem był monitoring pulsu i ciśnienia (choćby z tym 10% błędem pomiaru)...;o)

     Po choróbsku, które dopadło Luckiego w zeszłym roku już nie ma śladu...Forma wróciła...Ruchomość stawów też...Suplementy odstawione na kilka tygodni...Dieta pozostawiona (chociaż lekkie jojo nas dopadło)...Nie jest źle...;o)

     Jedyne co zmieniło się drastycznie i na stałe, to psia szafa...;o)

     Nie możemy dopuścić do przemoczenia i przeziębienia kręgosłupa...Zupełnie jak u człowieków...;o)

     A że Lucky od Matki Natury dostał obfity podsierstek, który przy spadkach temperatur pojawia się w ilościach hurtowych i schnie po przemoczeniu nawet kilkanaście godzin, więc monitorowanie stanu pogody weszło nam w krew, w przedpokoju pojawiły się wieszaczki na psie kurteczki, a półka z psią garderobą się zapełniła...;o)

     Wersję jesienną już prezentowałam, czas na wersję zimową...;o)



     Ocieplana kurtka z kapturkiem...:o))))

Ochrona od odcinka szyjnego do lędźwiowego...

A ile się uśmieję z dyndających z kapturka uszu, to moje...;o)))

     I gdzie to cioranie ??

     Nasze spacery rozpoczynają się od leśnych ścieżek, bo przecież jakoś trzeba zacząć...Do pierwszego tropu...Echhh...

     Wiecie jaką trasą biega sarna po lesie ??

Ja wiem...

     Wiecie którędy kica zając ??

Ja wiem...

     Rozróżniacie psie łapy od lisich ??

Ja rozróżniam...

     Wszystkiego nauczył mnie Lucky i jego nos...

     Znam wszystkie trasy migracyjne...Wiem które stado którędy przechodziło...Nawet pogłowie "dziczyzny" mam policzone...;o)

A ile się napatrzyłam na zwierzaki, to moje...;o)

     Pewnie Leśniczy się dziwi widząc w chaszczorach tropy saren, psa i ślady traperów...;o)

Trapery tylko "niosą" smycz...

     Czasem psisko zerka na mnie niepewnie i pyta wzrokiem:

     - Przejdziesz, czy nie dasz rady ??

Chociaż z reguły radzi sobie wyśmienicie z wyborem trasy...

     A kiedy wywąchane jest już wszystko, psi nos należycie wymęczony, a ja marzę o kanapie, Lucky dobiega do pierwszej ścieżki i najkrótszą drogą prowadzi nas do domeczku...Las zmapowany ma idealnie...Dlatego możemy chodzić na nasze wyprawy nawet po zmroku...

Ostatnio Znajoma mnie zapytała:

     - Nie boisz się chodzić do lasu po ciemku ??

A ja zacytowałam mojego Bieszczadzkiego Dziadka...

     - Las nawet po ciemku krzywdy nikomu nie zrobi...

I taka jest prawda...

     Fajne jest to nasze "cioranie"...;o)

 

Biało-zielona flaga lasu...

Aleja drzew perłowych...;o)