Właściwie to miałam już pisać z prośbą do Ministra Sikorskiego i interwencję w sprawie naszych Migrantów...Echhh...Może trzeba by było jakiś samolot wysłać, albo statek...A jeśli byłoby bardzo źle to może GROM by pomógł ?? Ale to już chyba kompetencje Ministra Kosiniaka...
Pierwsze info, z połowy lutego, serducho uradowały...
Ruszyły !!
Odczyty GPS-ów niosły nadzieję...♥
A kilka dni później Półwysep Arabski zapłonął...(Tego wątku nie będę kontynuować, bo by mnie zaraz cholera wzięła)...
GPS-y zamilkły, zakłócenia fal, blokady przekazów, pożary, wybuchy...Większość migrantów przebywała dokładnie "nad" i "w" zagrożonym terenie...
Klęłam "pomarańczowego człowieczka" za mordowanie Ludzi, za niszczenie Świata i za nasze bociany...Bardzo klęłam...
W połowie marca spotkaliśmy pierwsze trzy osobniki, ale chociaż nadzieja znowu odżyła, nie były to bociany z naszego szlaku...Gniazda dalej były puste...:o(
23 marca kiedy jechaliśmy na Wrzosowisko w pierwszym gnieździe w końcu ukazał się wyczekiwany łebek...
Piotruś wrócił !!
Chudziutki...Sponiewierany po podróży...
Mało oczu nie wypatrzyłam za jego towarzyszami...
Pusto...
28 marca Piotruś już zawzięcie remontował swoje gniazdo (jest nadzieja że Pietruszka jest w drodze), wyglądał znacznie lepiej...Chudziutki - fakt, ale pióra wyczyszczone i uporządkowane...Fajny ten Piotruś...;o)
I znowu wypatrywanie przez całą drogę...oo
Jest !!
Drugi zameldował się Michałek...;o) Umęczony niemiłosiernie - tylko czubeczek łebka wystawał z gniazda...Ale kiedy wracaliśmy wieczorem, Michałek stał w deszczu na środku łąki i czekał na kolację...;o)
Przebijają się przez tę zawieruchę pojedynczo...
Żeby okres lęgowy przebiegał normalnie, powinny przylecieć do połowy kwietnia, ale...
Pamiętacie zeszłoroczne Chudzielce (Nadara i Nadarkę) ??
W pierwszych dniach maja siedziały na trzech patykach i jaju...Dały radę !!
No cóż...
Dalej będę wypatrywać...
Bo dałam słowo Przyjaciółce, że poproszę bociany, żeby w tym roku Babcią została...;o)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz