Dwa światy...

Bardzo Ważni Goście

poniedziałek, 8 kwietnia 2024

Plasterkiem po psiej duszy...

     Jak na "Burka" z budy, to Lucki ma już niezły dorobek turystyczny...Pomijając comiesięczne tysiąc kilometrów "na Wrzosowisko...Zaliczył Pieniny (ledwie miesiąc po adopcji), Góry Stołowe (dopiero co), kąpał się w Bałtyku (degustując słoną wodę), a nawet rozpoczął karierę międzynarodową zwiedzając Pragę...Po bardzo kiepskich doświadczeniach z "hotelem dla psów" w okolicach Zaścianka, teraz planowanie wyjazdów rozpoczynamy od wyszukiwania miejscówek przyjaznych zwierzakom...

A niedawno mnie oświeciło...

     Zjeździło psisko kawałek Europy i Polskę w kilku kierunkach, a Zaścianka nie widziało !!

Ale obciach...;o)

     Trzeba to zmienić !! ;o)

     Sprawdziłam kilometraż do siedziby Veta, bo akurat przyszła pora na szczepienie i ze zdziwieniem stwierdziłam, że "drugi koniec Zaścianka" jest idealnie oddalony na niecałe trzy kilometry...No dobra, trzy kilometry jak trzeba zakosami obwąchać latarnie...Sześć kilosów to nasza dzienna norma !! Idealnie...;o)

     W promocji dostałam krzesełko w poczekalni i sympatyczną rozmowę z Vetami...;o) W lesie takich rozrywek nie mam...;o)

     Lucki spacerem był zachwycony, wizytą w Przychodni mniej...;o)

     Jeden Doktorek sprawnie pobrał krew na badania (po zeszłorocznym choróbsku wolimy dmuchać na zimne), drugi Doktorek zaszczepił, a Lucki przyjął pozycję: głowa schowana pod moim ramieniem, przytulony do mnie całym sobą, czyli "psa tu nie ma"...;o)

     "Doktory" rozpływały się w zachwytach nad jego grzecznością, a on łaskawie przyjmował komplementy i podstawiał kolejny kawałek psa do głaskania...;o)

Najważniejszy oczywiście był "plasterek na łapce"...;o)

     I poczłapaliśmy sobie niespiesznie do domeczku...


Zaścianek został odkryty...;o)

     Po śniadanku Lucki walnął się na środku pokoju z demonstracyjnie wysuniętą łapką "z plasterkiem" i czekał...Czekał, aż Pan N. obudzi się po nocnej zmianie i użali się nad biednym, pokrzywdzonym (podziurawionym) pieskiem, wydrapie, wymizia i komplementami o dzielności zasypie...

Pan N. stanął na wysokości zadania !! Piękne to było użalanie...;o)

Uffff...

     Można ściągnąć plasterek...;o)

piątek, 5 kwietnia 2024

Piękne Świętowanie...

     Kiedy zabrzęczał domofon, Lucki wyrwał z miejsca jak oszalały i z "miałczeniem" ruszył witać Gości...Tylko tych Gości tak wita...;o)

Dzieci przyjechały !! ;o)

     Świąteczny Poniedziałek zapowiadał się wyśmienicie...;o)

     Wspólne obiadkowanie (chociaż na tury, bo się Tygryskowi przysnęło po trudach podróży), patera z ciastem i słodyczami, która zapowiadała "dobry dzień" i perspektywa...Hmmm...

     Dzieciaki musiały być bardzo spragnione Zaścianka, bo Księciunio ledwie wszedł domagał się wyjścia na "plac zabaw" z Dziadkiem, a Princeska ochoczo Mu wtórowała...

     Ale po obiadku zaatakowały nas Pokemony !!


 Teraz już siedzą spokojnie, ale niespodzianka Dziadków musiała się podobać, bo Dzieciaki dostały "małpiego rozumu" i demonstrowały z zaangażowaniem techniki walki Pikachu...;o)

     No dobra...Tygryskowi podobało się do momentu kiedy brykały dwa Pokemony, kiedy przyszła Jego kolej, stracił na odwadze i nie rozumiał zachwytów otoczenia...;o)

     I chociaż są to piżamki, Dzieciaki zgodnie orzekły, że zastosowanie będą miały całkiem inne...;o) Echhh...Ta wyobraźnia !! ;o)

     Potem ruszyliśmy Szlakiem Placów Zabaw...

     Dla Księciunia i Princeski był to szlak znany, ale musieli sobie "przypomnieć"...Dla Tygryska ??

Zachwyt !! Zachwyt !! I jeszcze raz Zachwyt !!

     Chyba wizyty u Dziadków nabrały nowego wymiaru...;o)

     Co prawda, w czasie przygotowań do kolacji Tygrysek zapytał gdzie mam kurki (bo Druga Babcia ma), ale nie było to chyba aż tak istotne, bo propozycja kolejnej wizyty i "nockowania u Dziadków" spotkała się z całkowitą aprobatą Wnuka...;o)

     Zatrzymujemy we wspomnieniach:

że Princesce najlepiej leżakuje się z Dziadkiem (bo ma najlepsze gierki na smartfonie),

że Księciuniowi są dalej potrzebne babcine buziaki chowane za uszkiem,

że kiedy Babcia skuliła się z bólu przy kuchennym blacie, Tygrysek położył się na podłodze, wsunął buźkę pod głowę Babci i radośnie zawołał: a ku ku !! ;o)

że wnucze przytulasy są najmilsze na Świecie, chociaż tym "dzieckowym" też niczego nie brakuje,

że wyglądając przez balustradę na klatce schodowej otrzymujemy setki "papatek" i przesyłanych "buzioli" i dopiero gromki (bo z echem) głos Pierworodnego przerywa te czułości...

     Zmęczony Dziadziuś z dyskretnym uśmieszkiem poszedł na nocną zmianę...

     Zmęczona Babcia z dyskretnym uśmieszkiem podreptała do sypialki...

     Zmęczony Lucki zasnął na środku pokoju, od czasu do czasu machając radośnie ogonem...

     Jak my lubimy takie zmęczenie !! ;o)

     Piękne to było świętowanie...;o)

wtorek, 2 kwietnia 2024

Matka Natura się postarała...;o)

     Święta mijają "migusiem"...Dopiero co układałam świąteczne menu, zapisywałam listę zakupów, planowałam dekoracje...A Święta sobie "mignęły" i tyle...;o)

Jakie były ??

     Matka Natura wyjątkowo się w tym roku postarała...Nie ma co...Dopieściła nas ciepełkiem jak tylko mogła...

Nam "przygrzała" po całości...

     - A może byśmy ?? - zapytał Pan N. w sobotę, i wszystkie plany zrobiły salto...;o)

     Takie mieliśmy dekoracje...



Taki stół...

A to nasz gość...Który wcale nie patrzy na talerze...;o)

Niedziela była przepiękna !! A Poniedziałek jeszcze lepszy...;o)

sobota, 30 marca 2024

Nie podpucha !! To z serducha...;o)

 Złotych kurczaczków,

na jajkach szlaczków,

bogatego koszyka,

ciasta co szybko znika,

z Rodzinką wiele radości

i niech Was nikt nie zezłości,

Wiosna niech buja kwiecista,

zdrowia - rzecz oczywista...

I po tym Świątecznym stanie,

NADZIEJA niech z Wami zostanie !! ;o)

środa, 27 marca 2024

Nie tylko środek się liczy...

     Pamiętacie jak "Nagusek" stanął nam niespodziewanie między polami, a jego serducho (silnik) zamarło ?? Nasze też !! Bo jak to ?? "Nagusek" ?? Niezawodny "Nagusek" umarł ??

     Jadąc w kabinie lawety wiedzieliśmy jedno, nie odpuścimy !!

     To nie samochód...To członek Rodziny !! Pełnoletni...;o)

     Nasz ulubiony Mechanik tylko głową pokiwał..."Niczego nie obiecuję...Zrobimy co się da..." - Właśnie dlatego jest ulubionym Mechanikiem...;o)

Przez miesiąc wspominaliśmy nasze autko...

     Jak Pan N. dokonywał wyboru, sprawdzając wszystkie parametry...

     Jak podliczałam nasze możliwości finansowe i wyrokowałam na co nas jeszcze stać...

     Jak Córcia wybierała kolor...

     Jak Pierworodny wysiadł z wypiekami na twarzy po jeździe próbnej...

Mamy go od "niemowlęctwa"...;o)

     Był ważnym pojazdem "Matki Wielebnej" (czyli Gordyjki)...

     Był "zaopatrzeniówką" gastronomii, kiedy rzuciliśmy się w wir działalności gospodarczej...

     Błądził po Bieszczadach...Sunął autostradami po Europie...Spalił hamulce i opony w Szwajcarii...

     Potem zmienił gastronomię na informatykę, i doceniliśmy rozmiar bagażnika...

     Na Wrzosowisko przewiózł tony zaprawy i ziemi, a w początkowej fazie był jedynym schronieniem na "hektarach"...

Wspomnień z "Naguskiem" mamy miliony !!

I to miałby być koniec ??

     Po telefonie z diagnozą (i kosztorysem) zabłysło światełko w tunelu (diagnoza, nie kosztorys)...;o)

     - Robimy !! - wrzasnęliśmy zgodnie, a ulubiony Mechanik tylko się uśmiechnął... "- Też bym robił taki samochód..." - skwitował...

     Nie mamy pojęcia co ten Czarodziej zmajstrował, ale "Nagusek" po reanimacji jeździ jeszcze lepiej !!

     Można powiedzieć, że teraz czuć w nim każdą "spóźnioną" reakcję Kierowcy...Jakby nas poganiał...;o)

     Wtedy przyrzekliśmy, że dostanie "drugie życie" i poza "środeczkiem" zainwestujemy "w urodę"...Nie ma co, osiemnaście lat "pod chmurką" odcisnęło piętno na autku...

Długo nam zeszło...

     Najpierw szukaliśmy Blacharza...To nie takie proste dobrze i ładnie pospawać uszkodzone elementy...No i...Do dobrego Blacharza czeka się jak na Specjalistę z NFZ...Miesiącami !!

Jak myśmy pilnowali terminu !!

Przypomnienia były "wklepane" wszędzie...;o)

I...


     "Nagusek" pod "gabinetem chirurgicznym"...;o)

Będzie nowy próg...Będzie nowe nadkole...Ufff...

     Potem tylko wymiana tylnych drzwi...;o)

Ale to już pikuś...

     Drzwi czekają na balkonie, bo Pan N. wypatrzył je po dwóch latach szukania, a "Nagusek" przywiózł je sobie ze Stolicy (to powód naszej niespodziewanej wizytacji w Warszawie)...

Ulubiony Mechanik już "ugadany" na wymianę...;o)

     Dotrzymane słowo...Bo chociaż w życiu liczy się "środek", miło jest mieć ładny wygląd...;o)

niedziela, 24 marca 2024

Przedwyborcza gehenna...

     Nie wiem jak u Was wygląda proces wyborów samorządowych, ale Zaścianek ma pewną przypadłość...Od kiedy pamiętam (a pamięć mam jeszcze przyzwoitą), na szczytach władzy samorządowej lądują "kumotry" i "ziomale"...Te same nazwiska...Te same twarze...

     Nawet kiedy rozpęta się jakaś "zadyma medialna", bo przekręt (afera) nie mieści się już w zaściankowych głowach, zmieniają się jedynie tabliczki na drzwiach...

     Rządzili już wszyscy...Lewica...Prawica..."Środeczek" (ze skłonnościami do odchyłów)...I Ci głoszący się "patriotami lokalnymi" (cokolwiek to znaczy)...

     Jedni zasłynęli dążeniem do "utrzymania się przy korytku"...Drudzy do ogłoszenia Zaścianka "małym Krakowem"...Kolejni inwestycjami, które wbiły Zaścianek w kredytowe zadłużenie...

No cóż...Zaścianek nie ma szczęścia do Włodarzy...

To nawet nie chodzi o to, że nie dzieje się nic...

     Przez ostatnie lata powstało sporo dróg i chodników...Po kilkunastu latach niemożności udało się nawet wyremontować i zagospodarować kompleks miejskich basenów...Ba !! Przebudowano stadion lekkoatletyczny i boisko piłkarskie, które jeszcze dwa lata temu groziło kalectwem użytkownikom...

Że marudzę ??

Może...

     Problem w tym, że u nas realizuje się to wszystko jakoś "na zakładkę"...;o)

     Była moda na "orliki"...Budowali "orliki" jakby ich "zły opętał", bez przemyśleń i rozwagi...Trzeba być na topie...

     Była moda na eleganckie chodniczki...Budowali chodniczki, wymieniając dobre, na lepsze...

     Była moda na siłownie i place zabaw...Tych ci u nas dostatek...

     Nawet ten kompleks sportowy powstał, bo ościenne gminy już miały...

Echhh...Jakby nie można było iść swoją drogą...

     A potencjał Zaścianek ma !!

Tylko nie taki, jakim nas raczą potencjalni kandydaci...

     Nie będziemy "małym Krakowem", bo nie mamy ani Damy z gronostajem (nawet gronostaja nie mamy), ani Ołtarza Wita Stwosza...Przeszłość Zaścianka to srebro i ołów...(I garnki...)...;o)

     Nie będziemy centrum logistycznym, bo "siedzimy" w samym środeczku drogi "przelotowej"...

     Przemysł u nas nie powstanie bo wkoło tereny leśno - rolnicze...No chyba, że ktoś tuje będzie w ogródku sadził i się do ropy dokopie...Wtedy jest szansa, że wszyscy zostaniemy szejkami (jak w Karlinie)...;o)

     Zaścianek może być świetnym miejscem do życia !! (Już trzydzieści lat temu żeśmy to zauważyli)...

     Można tu mieszkać bez tłoku i pędu cywilizacji...Gdyby powstawały mieszkania, a ich ceny były bardziej zaściankowe niż krakowskie...

     Można wychowywać Dzieci...Bez zagrożenia smogiem i pylicą...Gdyby była wystarczająca ilość żłobków, przedszkoli i szkół...A gminne inwestycje w edukację ściągnęły nauczycieli "z wyższej półki"...

     Można wyciszyć się po korporacyjnym pędzie spacerując po okolicznych lasach i uprawiając sporty...Gdyby ktoś pochylił się nad infrastrukturą rekreacyjno-sportową...Oznakowanie ścieżek to chyba najtańsza z możliwych inwestycji...

     Można odpocząć na emeryturze...Z tych samych powodów co wyżej...

     W promieniu trzydziestu kilometrów (prawie w każdą stronę) mamy duże miasta...

Właściwie niewiele trzeba...

     Ale jakoś przedwyborcza kiełbacha wpychana jest nam wprost do gardeł...Chyba żaden zakład przetwórstwa mięsnego by tego nie ogarnął..."Słuchać hadko" - jak pisał Sienkiewicz...

     Szczególnie kandydaci na zaściankowych burmistrzów idą na całość (jeden jest o krok od budowy lotniska)...;o) Mamy też "spadochroniarkę", która nie ma z Zaściankiem nic wspólnego, ale ma nominację "partyjną"...Majtki opadają !! Bo ręce opadły nam już dawno temu...

     Pójdziemy na wybory...Zagłosujemy...A tam tabliczki znowu zmienią swoje miejsce na drzwiach...Jak w porzekadle: "Hop siup, zmiana d**"...

Chyba, że...

Echhhh...

Nadzieja umiera ostatnia...;o)

czwartek, 21 marca 2024

Uwielbienie dla kokard...

     Gdzie jesteśmy jak nas nie ma ??

Na Wrzosowisku !! ;o)

     Porzucone pędzle i wiaderka zerkają na mnie z wyrzutem, a ja bujam się po "hektarach" z motyką w rękach...Ot, wiosna !!

     Zaczynają spływać sadzonki, kłączaki, bulwy i cebulki (zamawiane od stycznia), więc po intensywnej pracy umysłowej (co - gdzie), przyszedł czas na realizację planów...

Nie ma co marudzić...;o)

Zaczęliśmy od wyzwania numer jeden...

     Zasieki przeciwczołgowe ??

Wygląda to odrobinę "militarnie", ale powód jest poważny...

Toczymy prawdziwy bój...

     Bój o maliny !!

     To już trzecia potyczka z Matką Naturą...

     Nasze południowe zbocze jest wyjątkowo "wyprofilowane", a ziemia "kiepsiutka"... Jak na ziemię można zastosować "podsypkę", tak na spływającą swoimi kanałami wodę niewiele możemy zdziałać...

     Zaczęliśmy bardzo uważnie śledzić którędy woda z opadów nam spływa (a zaczyna od Orzeszka)...Gdzie ląduje u Sąsiada...Którędy wraca do nas...I tak po bujnej trawie wyznaczyliśmy zarys tej naszej hydrologii...Sto dwadzieścia metrów od kępki trawy do kępki trawy...;o)

     Maliny lubią wodę, a my mamy ciągły jej niedosyt...Strome wzniesienie robi nam "pod górkę"...;o)

     No to "wypłaszyliśmy" teren pod sadzenie (wiwat Pan N. ze szpadelkiem), w wypłaszeniu porobiliśmy ziemne "donice" i będziemy czekać na efekty...;o)

     Trzy dni w takich pozycjach, że Akrobaci by się zdziwili...;o)

     A że Pan N. kocha swój szpadelek, więc przy okazji przekopał dwa "sektorki" pod warzywa...

     Ten patent mamy już sprawdzony, ale odrobinę go w tym roku "ulepszę"...;o)

     Pod "agro" drzemią jeszcze truskawki i poziomki, ale przeciągają się uroczo i nawet poziewują (jak się dobrze ucho nadstawi)...

     Rozpakowałam też wielkie pudło z ozdobnymi "przydasiami"...;o)


     Dwie juki i korona cesarska czekają na ciepełko...

     Posadziłam też chrzan, żeby się nie bujać po targowiskach...;o)

     Część warzywek już posiana w rozsadówkach...

Wiosna ??

Wiosna !!

     Nie ma co marudzić na pogodę, jak jest robota do zrobienia...;o)

I nieodmienne pytanie Pana N. :

     -Wykopać Ci gdzieś otworek ??

     A ja biegam po tych naszych "hektarach" z motyczką, albo łopatką...Albo siadam na leżaku i wizualizuję sobie miejscówki dla tych naszych "przydasiów", a potem zrywam sią i biegnę sprawdzić pomysł naocznie...

Uwielbiam to...

     Uwielbiam patrzeć jak te mikrusy przebijają ziemię zielonymi pączkami...

     Uwielbiam karcić drzewka i krzaki, że za szybko pęcznieją im gałązki, że jeszcze mróz zapowiedzieli w prognozie...

     Uwielbiam człapać jak bocian, żeby nie podeptać pierwszych fiołków...

I uwielbiam, kiedy wsiadamy do samochodu i Pan N. pyta:

     - Jak kokardy ??

     - Ledwie się trzymają...- odpowiadam... (Od: mam wszystkiego "po kokardy")...

     A potem "przeciwbólówka" i można wracać do pędzli i wiaderek...;o)

poniedziałek, 18 marca 2024

Bajka z przyszłości...

     Przez kilkanaście lat zajmowaliśmy się nowymi technologiami, z zamiłowania, z ciekawości (i dla pieniędzy)...Można by powiedzieć, że nasz "informatyczny fioł" stał się chlebem powszednim, a mieszkanie wyglądało jak centrum Doliny Krzemowej w wersji mini...

     Krok za krokiem widzieliśmy kierunek w którym te technologie podążały i mieliśmy coraz więcej wątpliwości...Podobnie jak człowiek uznawany za twórcę internetu Paul Baran (Polak z Grodna)...I chociaż niektórym wyda się to niemożliwe, Facet przewidział w 1965 roku, że jako ludzkość nie damy sobie z tym rady...Ja byłam wtedy niemowlakiem...;o)

     Dzisiaj siedzę przed monitorem laptopa i korzystam z dobrodziejstw, których zaczątkiem była telekomunikacja z czasów zimnej wojny (kto pamięta newsy o czerwonym telefonie Waszyngton - Kreml ??)...

     Na ile zmienił się Świat ??

Hahahahaha...

     Rynki światowe (w tym giełdy) zdominowane przez nowe technologie...

     Przemysł zaczyna się przekształcać zastępując człowieka robotami...

     Rolnictwo skręciło w techniczne wytwarzanie pożywienia i "babę z motyką" już niedługo będzie można spotkać w muzem...Albo na Wrzosowisku...

     Medycyna rozwija się w zawrotnym tempie (nawet nie mamy pojęcia jak szybko), a drukarki 3D i medyczne roboty to tylko wstęp do "kapsuł naprawczych"...(Czy dostępnych dla wszystkich to już inna sprawa)...

     Prawodawstwo na całym Globie zostało daleko z tyłu (nie ogarniamy zagrożeń, które sami powodujemy)...

     Przekazy medialne stały się papką do prania mózgów...

     Demokracja...Echhh...Zapomnijcie...;o) Ten "twór" był delikatnie przesuwany na "boczne tory" i został namiastką idei...(Ciekawe czy zgadniecie, kto wiedzie prym w tym "kolejowym" procederze ??)...

     Jako Obywatele Świata spadamy w przepaść i nawet się z tego cieszymy...;o)

     Z roku na rok pogłębia się zapaść w szkolnictwie (nie tylko u nas), trend równania do najsłabszych i likwidacja współzawodnictwa (ponoć szkodliwego) pewnie ograniczy edukację do nauki czytania i liczenia (w zakresie do 100)...

     Wkrótce obowiązki zawodowe polegać będą na wciskaniu guzika (od zarządzania będzie AI)...Pamiętacie kreskówkę o Jetsonach ?? ;o)

     Jednostki mniej przydatne dostana dochód gwarantowany...Będą leżeć, pachnieć i wydawać otrzymane pieniądze (to się już dzieje w niektórych miejscach Świata)...W Chinach testuje się "pieniądze czasowe"...

Kolejny krok ??

     Znacie to powiedzenie: "organ nie używany zanika" ??

No cóż...

     Niewielu będzie pewnie chętnych do samokształcenia (jeśli ktokolwiek będzie chętny)...Media przejmą funkcje poznawcze...Ludzkość zacznie sobie wegetować bez sensu i celu...

     Że to smutna przyszłość ??

     No cóż...Nie wszystkie bajki mają dobre zakończenie...

     Odwrotu od niej nie ma...Nikt nie zdecyduje się na wyłączenie "guzika", bo przynosi to zbyt wielkie korzyści (te wymierne)...

     Jesteśmy krok od przepaści, którą większość uzna za raj...

I żeby tak mrocznie nie kończyć...

     "Raj" będzie utracony, bo historia kołem się toczy..."Trudne czasy tworzą silnych ludzi, silni ludzie tworzą dobre czasy, dobre czasy tworzą słabych ludzi, słabi ludzie tworzą trudne czasy"...;o)

     Wychodzi na to, że jesteśmy pokoleniem silnych ludzi...;o)  

piątek, 15 marca 2024

Granatniki...

     Tym razem nie będzie o historycznym ataku na Komendę Główną przez jej Komendanta...;o) Bo ten temat został już opisany w każdym wymiarze, i tym dramatycznym, i tym prześmiewczym...Ot, zdarzyło się Chłopu pociskiem w "płot" trafić...

     Ale poniekąd będę związana z tematem, bo będzie o...Remontach...;o)

     Leżymy sobie na kanapach...Na jednej Gordyjka...Na drugiej Pan N. ... Na trzeciej Lucki...

     W telewizorni coś tam ciecze leniwie (pewnie kryminał), za oknami niezimowy styczeń...

     - Może byśmy lampy w przedpokoju wymienili ?? - pyta Pan N. ...

     - Można by... - wymruczałam, bo remontów na ten rok żeśmy nie przewidywali, ale wymiana lamp to przecież nie remont...

     Wisiały nam te lampy "na sumieniach" od dawna...Dwadzieścia lat już dawno im wybiło...Zaczepy się pourywały...Jedna zwisała dramatycznie dyndając na ostatnim kabelku...Echhh...

     Tyle potrzebowaliśmy na podjęcie decyzji...;o)

1. Lampy sztuk 3.

     Po kilku minutach Pan N. podesłał mi propozycje...Potem ja Panu N. podesłałam swoje...Temat ruszył...

     - Oooo...Masz takie z czujnikami ruchu !! - entuzjazm Ślubnego był słyszalny...- Ale trzeba by instalacje trochę przerobić...

1. Lampy sztuk 3.

2. Instalacja pod lampy.

     Zanim zakupione w necie lampy dotarły...

     - Wysłałem Ci na maila kontakty pod te lampy, można by przy okazji wymienić te stare...

     - Czemu nie ?? (Przecież nie ja będę kuć i wymieniać)...;o)

1. Lampa sztuk 3.

2. Instalacja pod lampy (z kuciem i gipsowaniem).

3. Wymiana kontaktów (z kuciem i gipsowaniem).

     - To może przy okazji zrobię tu kontakt...Widziałem bardzo fajny wzmacniacz sygnału...Net by się nam w sypialni nie wieszał... - Kolejne odkrycie Pana N. ...

     - Może być (Przecież nie ja i  tak dalej)...;o)

1. Lampy sztuk 3.

2. Instalacja pod lampy (z kuciem i gipsowaniem).

3. Wymiana kontaktów (z kuciem i gipsowaniem).

4. Kontakt do wzmacniacza (z kuciem i gipsowaniem).

     - To kupmy lakierobejcę...Odświeżę spongi i ujednolicę ramki, bo każda z innej parafii...- i Gordyjka dorzuca trzy grosze...

     - Ściany też musimy machnąć bo wszystkie połatane gipsem...- Pan N. nie zwalnia tempa...

1. Lampy sztuk 3.

2. Instalacja pod lampy (z kuciem i gipsowaniem).

3. Wymiana kontaktów (z kuciem i gipsowaniem).

4. Kontakt do wzmacniacza (z kuciem i gipsowaniem).

5. Malowanie ścian i sufitu.

6. Malowanie ramek i spong...

A kiedy ściany (i sufit) zabłysły bielą...

     - Musimy pomalować drzwi !! Dopiero teraz widać jakie są bure... - wydusiłam...

1. Lampy sztuk 3.

2. Instalacja pod kontakty (z kuciem i gipsowaniem).

3. Wymiana kontaktów (z kuciem i gipsowaniem).

4. Kontakt do wzmacniacza (z kuciem i gipsowaniem).

5. Malowanie ścian i sufitu.

6. Malowanie ramek i spong.

7. Malowanie drzwi.

     Remont w żadnym wymiarze nie był planowany, więc wszystko robimy w "wolnej chwili", albo w "międzyczasie"...;o)

     Trzy lampy zainstalowalibyśmy w jedno popołudnie...;o)

     Bujamy się trzeci miesiąc, ciesząc się jak dzikie fretki...;o)

     Stoi już nawet nowa komoda z siedziskiem (bo z dwudziestoletnich "pufek" było nam coraz trudniej wiązać buty)... 

     Kiedy skończymy ??

     Plan jest, że na 30 marca (już słyszę chichot Bozi)...

Granatniki to my...

     Najpierw jest "wieki wybuch" (pomysłu), a potem jeszcze większe zamieszanie i sprzątanie...;o)

     Ale ryjki się ciszą...:o))) 

wtorek, 12 marca 2024

Takie cuda w Zaścianku...

     Od jakiegoś czasu słychać sygnały, że coś drgnie w naszej edukacji...Oby...I oby w dobrym kierunku...

     Kiedy chodziłam do szkoły, ciągle słyszałam, że program jest przeładowany, że nie sposób przerobić wszystkiego...Pięćdziesiąt lat temu...

     Przez ten czas tylko dokładano...Echhh...

     Każdy minister chciał być reformatorem...

Teraz coś tam słychać o "odchudzeniu" podstawy...

Dieta by się przydała, nie ma co...

Ale...

Mam złe nowiny !!

Przynajmniej geografii się nie odchudzi...Bidulka przytyje !!

A krajowi Turyści zamiast na Mazury i Kaszuby ruszą na Pojezierze Olkuskie !!

Tak, tak...

     W luty 2023 roku tereny wyrobisk starej piaskowni zaczęła zalewać woda...Przybywa ponad 40 cm na dobę...To efekt pomysłu "zalewania kopalni"...

     Woda cieknie sobie tak intensywnie, że konieczna była budowa kanału przepływowego, żeby wszystkie młodniki nie poszły z wodą...

     Chociaż tego lasu po lewej stronie już nie ma...Udało się zrobić wycinkę zanim wszystko zgniło...

     I jak to mówią..."Bogatemu to się i byk ocieli"...W maju pojawiły się kolejne zalewiska...Zbiornik przy zbiorniku...Leśnicy w trybie eksternistycznym przyswajają zasady melioracji...Jeziorka...Kanały...Lasy wkoło...Cud - miód...

     Jeszcze Was zaprosić nie mogę, bo teren zamknięty i monitorowany (nikt nie wie ile będzie tej wody i gdzie pocieknie), ale jak tylko zakazy zostaną ściągnięte, to kocyk, kajaczek i Pojezierze Olkuskie...;o)




P.S. Matka Natura próżni nie lubi...Mamy już czaple i wydrę, która skorzystała z kąpieli...;o) 

sobota, 9 marca 2024

Nie wszystko musi być mądre...;o)

     Siedzieliśmy na stercie starych desek w zacnym gronie...Dyndaliśmy nogami, bo nic innego o tej porze dnia już nie było do roboty...Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym, jak tylko nastolatkowie rozmawiać umieją...Słońce schowało się już za konarami buków...

     - Co robimy wieczorem ?? - padło podstawowe pytanie...

     - Ognisko ?? - padła propozycja...

     - Eeee...Wczoraj było... - negacja była prawie natychmiastowa...

     - W kometkę zagramy ?? - kolejny pomysł...

     - Ja odpadam...Muszę jeszcze wieczorny trening zrobić...Wrócę padnięta... - wymruczałam, chociaż wizja gry w kometkę była kusząca...

Dyndamy dalej...

     Nastoletni Sąsiad moich Bieszczadzkich Dziadków...Jego dwaj Kuzyni w podobnym wieku...I ja...Trochę młodsza "Rodzynka" w towarzystwie...

     - Patrzcie na ten las...Z każdą minutą staje się czarniejszy...Za cholerę bym do niego nie polazł... - zakomunikował jeden z Kuzynów...

     - Eeee tam...A na cmentarz byś po ciemku poszedł ?? - zapytał Sąsiad...

     I wtedy, zza naszych pleców, a właściwie zza ściany drewutni, odezwał się mój Bieszczadzki Dziadek...

     - Jeszczem nie słyszał, żeby komu las po ciemku krzywdę zrobił...Albo cmentarz...

     Ile trzeba Nastolatkom, żeby ułożyć im plan na wieczór ??

     Las w nocy Sąsiad i ja mieliśmy obcykany, atrakcja żadna, chyba że podchody, albo gra terenowa...Ale do tego to się miejscowi nadawali najlepiej, bo ich potem szukać po lesie nie trzeba...Kuzyni to Mieszczuchy...Przyjeżdżali rzadko...Terenu nie znali...

     Spojrzeliśmy z Sąsiadem na siebie i już wiedzieliśmy bez słów...

     - Chodźcie do leszczynki...- rzucił Sąsiad...

     Oddalone o kilkanaście metrów od zabudowań miejsce, idealnie nadawało się do precyzowania planów...

     - Idziemy na cmentarz ??- zapytał bez zbędnych wstępów Sąsiad...

     - Pewnie !! A daleko ?? - zapytał młodszy z Kuzynów...

     - Śpieszy Ci się gdzieś ?? - skarcił go Starszy...

     - Ale musimy zabrać Młodego...Inaczej nas wsypie... - precyzował plan Sąsiad...

     Młodszy był bratem Sąsiada (kilkuletnim), a że nocowali wszyscy w jednym pokoju, to pozostawienie go w domu było niebezpieczne...

     Mojej nieobecności nikt nie zauważy, chociaż nocuję na strychu z własnym kuzynostwem...Ale miewam różne pory wybywania, więc nie zwrócą uwagi...

     - W pół do jedenastej w leszczynce...- uzgadniamy zbiórkę...

Dziadkowe "ziarno" zaczyna kiełkować...;o)

     Ruszamy zgodnie z ustaleniami...Między zabudowaniami unosimy wysoko stopy, bez szurania...Milczymy...

Dopiero między polami wymieniamy kilka zdań, a towarzyszący nam kilkulatek radośnie podskakuje...

     Mamy butelkę wody (eskapada ma prawie dziesięć kilometrów), jedną latarkę (wyborny pomysł Mamciśki, która mi ją wrzuciła do bagażu) i kilka świeczek...

Nasza misja ma cel !! ;o)

     Zapalimy świeczki na grobach naszych bliskich...O północy ?? Dlaczego nie ??

     "Nowy" cmentarz nie wywoływał właściwie żadnych emocji...Ot, pomniki...Kamienie i tyle...

Ale "stary" był niesamowity !!

     Zarośnięty brzozami, klonami i cyprysami...Pełen pokrzywionych krzyży...

I chociaż Księżyc robił co mógł, żebyśmy nóg nie połamali, trzeba było skorzystać z latarki, żeby między kopczykami trafiać w ścieżki...

     Zapaliliśmy świeczki na grobach Dziadków Sąsiada i na grobie Siostry mojego Dziadka...Pomodliliśmy się...Czas było wracać...Kilka godzin snu się przyda...;o)

     Tyle w temacie zagrożeń cmentarnych po zmroku...

Chyba że...

     Kiedy Bieszczadzka Babcia wróciła z porannej, niedzielnej Mszy, z pokoju dziadków doszły nas odgłosy, które były zaskoczeniem dla całej Rodziny...Spokojna zazwyczaj Bieszczadzka Babcia krzyczała niewyobrażalnie, a wtórowało Jej pokorne "mruczando" Bieszczadzkiego Dziadka...

Ki czort ??

Ale kiedy Babcia wypadła z pokoju i z rozpędem trzasnęła drzwiami, wszyscy zgodnie ruszyliśmy sprawdzić, czy Dziadek przeżył ten atak...

     Bieszczadzki Dziadek siedział na swoim łóżku i odmawiał różaniec...Niby nic...

     Bieszczadzka Babcia zaczęła obierać ziemniaki na obiad...Niby nic...

Coś jednak "wisiało" w powietrzu...

     Kiedy po obiedzie przysiadłam się do Dziadka na progu "drewutni"...

     - Musieliście te świeczki palić ?? - zapytał Dziadek...

Mało mnie grom nie trafił...

     - Było iść i wrócić, a tak to afera w całej Parafii... - szeptał Dziadek...- Kościelny mało nie umarł ze strachu, a Proboszcz chciał milicję wzywać...

Echhh...

     Okazało się, że Kościelny wyjrzał przez okno, bo go hałasy z cmentarza obudziły...Głosy słyszał...Światła mu migały...Ewidentnie jakieś "dusze" uleżeć spokojnie nie mogły...

     Przerażony zadzwonił do Proboszcza, a że ten bardziej w temacie "dusz" obeznany, więc zwietrzył "niecny" uczynek...

     Tyle, że myśmy się już wtedy w drogę powrotną zebrali, więc na cmentarzu zapanowała głucha cisza...

     Rano Kościelny pognał na cmentarz i odkrył trzy palące się świeczki...Echhh...Wtopa na całego...

     Po Mszy Proboszcz wezwał (publicznie) Bieszczadzką Babcię i Rodziców Sąsiada do zakrystii...

     "Wstyd na całą Wieś !!"...(Cytat z Bieszczadzkiej Babci)...

    A że Babcia słyszała sugestię Dziadka o bezpieczeństwie wędrówek po ciemku, więc się Biedakowi oberwało najbardziej...Chociaż...

     Przed Rodzicami Sąsiada, Bieszczadzka Babcia Dziadka nie zdradziła (lojalność małżeńska), Sąsiad i Kuzyni dostali "szlaban na wszystko" (nawet na ciasto Mamy Sąsiada)...Przez tydzień porozumiewaliśmy się tylko "błyskami lusterek" w oknach...

Ja ??

     Kiedy poszłam z Bieszczadzką Babcią zbierać liście buraczane dla świń, usłyszałam tylko...

     "Ty chłopów nie słuchaj !! Swój rozum miej !! Oni nic mądrego nie wymyślą..."

Hmmm...

     Może to i mądre nie było...Ale jakie ekscytujące !! ;o)


P.S. Ale pewnej mądrości żeśmy nabrali...;o) Nigdy więcej nie zostawiliśmy śladów po naszych przygodach...;o) 

środa, 6 marca 2024

"Mieszańce" są najlepsze...

     Wczesną wiosną 2022 roku nakryłam Leśniczego na cechowaniu drzew...Opowiadałam Wam o Jego rozterkach i nadgorliwości pseudoekologów...Zażalenia i donosy dotarły chyba do wszystkich możliwych instancji...No cóż...

     Skoro każdy Obywatel zna się dogłębnie na medycynie, na prawie i kilku innych dziedzinach życia codziennego, co stoi na przeszkodzie, żeby wszyscy się znali na branży drzewnej i gospodarce leśnej ??

Nie mnie dyskutować, bo przy wiedzy Leśniczego jestem "cienki Bolek"...

Ale, że pokazałam Mu "ludzką twarz" i pozytywne zainteresowanie tematem, więc mi trochę szczegółów zdradził, z tematyką zapoznał, a nawet pokazał kilka leśnych skarbów...;o)

     I pewnie zgodnie z planem wycinka rozpoczęła by się zaraz po cechowaniu, czyli wiosną 2023, gdyby nie "wściekła Brygida"...

     Przyleciała, szkód ogromnych narobiła, drzewostan zdziesiątkowała i poleciała dalej...

     Wtedy opowiadałam Wam o "Chłopakach z baraków", którzy udrożnili nam ścieżki...I niech Im za to Bozia błogosławi...Ale...

     Chłopaki (dla bezpieczeństwa) porządkowali tylko ścieżki, żeby się nie okazało, że kradną drzewo z lasu...Sektory pozostały "zmasakrowane"...

     Żeby zacząć wycinkę zgodnie ze znakami cechowymi, las trzeba było uprzątnąć...Kikuty powycinać...Pnie oporządzić i zwieźć...Wiosna i jesień 2023 to było wielkie sprzątanie po Brygidzie...

     I nagle...Pod koniec stycznia 2024 na naszej ścieżce (jednej z wielu), pojawił się znak...

     Ło Matko i Córko !!

Znowu ??

     Zakaz wstępu do lasu do 30 marca 2024...

Echhh...

     Dobrze, że to tylko jeden sektor, bo ocechowane są trzy...Ale i tak lekko nie mam...

     Przez ten sektor wracamy z naszego "ciorania", to najkrótsze ścieżki do domu...A my w lesie...;o)

     Teraz musimy dołożyć spory kawałek, żeby się pętelka domknęła, bo inaczej czeka nas bytowanie w szałasie...

     Lucky ze skóry wyskakuje, żeby spenetrować dawno nie odwiedzane rewiry...Kręcący się po "jego" terenie ludzie tylko wzmagają ciekawość...

Jeszcze kilka tygodni...

     Efekty widać...

     Młodziutkie buki i dęby pewnie będą zdziwione widokiem nieba i słońca, a ja już słyszę w wyobraźni szum ich liści...Założenie jest proste...Sosnowy las miał zmienić strukturę gleby (co się nad podziw dobrze udało) i z biegiem czasu z sosnowego lasu ma powstać las mieszany..."Najzdrowszy" dla gleby, runa i drzew...I za tego "mieszańca" będę teraz trzymać kciuki...;o)

niedziela, 3 marca 2024

Trzeci Piękny Dzień...

     - Macie siły na wyprawę ?? - zapytałam Wnuki po śniadaniu...

     - Mamy !! - wrzasnęli zgodnie...

     No to po drugim śniadaniu Icuś zamruczał silnikiem, a mechaniczne koniki zaczęły przebierać kółeczkami...

     Tym razem podróż była dłuższa (taka, że trzeba kanapek, bo trwa dłużej niż pół godziny)...

https://salazabawlemon.pl/ 

     Kolejny punkt na naszej mapie z salami zabaw dla dzieci...Który ?? Przestałam liczyć...;o)

     Obiekt prezentuje się godnie...;o)

Są samochodziki...

Tyrolka na platformie...

A nawet latające spodki...

     Zasada jest jedna...Czym wyżej tym bardziej wymagające atrakcje...;o)

     Animatorów na sali nie ma, więc Opiekunowie sprawują kuratelę nad Nielotami...Z takiej okazji Babcia nie mogła nie skorzystać...;o)

     Ku uciesze Wnuków i Dziadka (który wszystko nagrał), skorzystałam  (kilka razy) ze zjeżdżalni...Tej, i takiej po której zjeżdża się na oponach...

Wcisnęłam się do latającego spodka...

     Śmignęłam też na tyrolce (w tajemnicy przed Wnukami)...

Bawiłam się wyśmienicie...;o) 

Wnuki też...;o)

     Co mi się najbardziej spodobało ??

     Możliwość zamawiania posiłków z dowozem...Od dwudaniowego obiadu, do pizzy...

     Obsługa sali odbiera zamówienie, przygotowuje stół i serwuje posiłek...Pierwszy raz spotkaliśmy się z taką usługą i to jest świetny pomysł !!

Tym razem nie skorzystaliśmy z posiłku na miejscu, ale...

     - Która sala podobała się Wam bardziej ?? - zapytałam dla ścisłości...

     - Freak !! Lemon !! - odkrzyknęły Wnuki jednocześnie...Masz Babo placek...

     Będzin bardziej spodobał się Księciuniowi (dorośleje nam Chłopak)...

     Blachownia przypadła do gustu Princesce (przestrzeń łatwiejsza do okiełznania)...

Czeka nas więc powtórka...;o)

     Wieczorem Dzieciaki pojechały do Misiowego Domku, a Dziadkowie zaczęli oglądać nakręcone filmiki i wspominać radosne chwile...

Echhhh...

     Do wakacji jeszcze tak daleko...;o) 

czwartek, 29 lutego 2024

Drugi Piękny Dzień...

     Ta atrakcja też się naczekała...;o)

Kierunek Zabrze...

https://kopalniaguido.pl/index.php/zwiedzanie-kopalni-guido

Kopalnia Guido...

     Właściwie mieliśmy zacząć od Luizy, ale Princesce...No właśnie...Troszkę brakuje...;o)

     Do Guido nam wystarcza...;o)

     To żadna kopalniana ściema, najprawdziwsza kopalnia węgla kamiennego...Może wielkim wydobyciem poszczycić się nie mogła, ale była kopalnią doświadczalną, więc bardzo ważną...

     Krótki rekonesans po terenie i zapoznanie się z "parkiem maszynowym"...



     Przymiarka obowiązkowych kasków i zjazd prawdziwą, górniczą windą, czyli szolą...

     Księciunio zachwycony ciemnością, trzęsiawką i "strasznymi odgłosami"...

     Princeska windy nie pokochała...;o) 

Lądowanie na poziomie "320" otworzył przed Dzieciakami nowy świat...

     Przy mapie kopalni, Princeska aż piszczała z emocji i doczekać się nie mogła...Pod ziemią ucichła i stała się "babcinym Plasterkiem"...;o)

     To był żywioł Księciunia (i Dziadka)...;o)

     Wnusia rozpromieniła się jedynie w czasie jazdy podziemną kolejką i już do końca planowała jak się tu jeszcze raz wbić na przejażdżkę...;o)

     Chociaż "dinotrack" też się spodobał...Szczególnie, że nasz Przewodnik pozwalał wszystkiego dotykać i prezentował pracę każdej maszyny...Do wciskania guzików było wielu chętnych...;o)

     Księciunio słuchał każdego słowa jak zaczarowany...

     Nie dziwię się...Przewodnik przekazywał informacje czytelnie, nawet kiedy mówił po śląsku, od razu tłumaczył co ma na myśli...Odpowiadał na setki pytań (szczególnie starszych Chłopców) i nie ma co, sprawiało Mu to przyjemność...

     Trzykilometrowa trasa minęła nie wiadomo kiedy...

     A że Kopalnia jest integralną częścią życia kulturalnego Zabrza, więc i nam trafiła się perełka (podwójna)...

     Najpierw Babcia z Wnuczką odtańczyły dziki taniec w sali koncertowo-balowej...;o)

A potem...


     Podziemna wystawa Beksińskiego...

Prawdziwie nieziemski klimat...;o)

Chociaż Babcia zapobiegawczo na ekspozycję się nie zbliżała (prace Beksińskiego nawet w świetle dziennym wyglądają nieziemsko), ale oczkiem rzuciłam...;o)

     Potem odpoczynek w podziemnej kawiarence (z dobrą kawusią) i wyjazd na powierzchnię...

     Kopalnia Guido to świetna inicjatywa !!

     Wykorzystanie potencjału aż nieprawdopodobne (przy narodowych skłonnościach do "jojczenia")...

Zwiedzanie jest jedną z opcji...Są koncerty...Spotkania...Wernisaże...Można nawet uczestniczyć w prawdziwej szychcie...;o)

Obok Kopalni Hostel (w kopalnianych biurowcach) i...

https://festival.restaurantclub.pl/restaurant-profile/3216-fajrant-food-drink-zabrze

     Restauracja Fajrant...

     Jak wiecie gastronomię chwalę rzadko (nawet bardzo), a polecam jeszcze rzadziej...;o)

     Budynek zewnętrznie nie robi wrażenia...Jest...Hmmm...Kopalniany ??

Ale środeczek !!

     Wystrój wysmakowany, bez zbędnych detali...Menu średnio rozbudowane, ale każdy znajdzie coś dla siebie...My oczywiście poszliśmy na całość: Kluski ślunskie, rolada i modro kapusta...Princeska się wyłamała...;o)

Jedzenie pyszne !!

Obsługa ?? Przemiła !!

Ceny ?? Przyzwoite...;o)

     "Kupili" nas absolutnie !!

     Jeśli więc kiedyś zabłąkacie się do Zabrza, to Kopalnia Guido i Restaurację Fajrant musicie odwiedzić...Warto !! Ja, Gordyjka Wam to mówię...;o) 

wtorek, 27 lutego 2024

Pierwszy Piękny Dzień...

     Ferie, ferie i po feriach...A nasze były totalnie za krótkie !!

Trzy dni !! 

Lipa a nie ferie...;o)

Ale za to wykorzystane w 300%...;o)

     Zaczęło się oczywiście od planowania, a Pan Bóg siedział za chmurką i tylko siwa broda ruszała się od śmiechu...Planujcie...Planujcie...

     Według planu Księciunio z Princeską mieli przyjechać w poniedziałek...Princeska miała wracać w czwartek, a Jej miejsce miał zająć Tygrysek...Niedzielny obiad miał być zwieńczeniem...Koniec planu...

     Dzieciaki rzeczywiście zjechały w poniedziałek wieczorem, ale wracać musiały w czwartek, bo w piątek mieli zajęcia (z robotyki), których ferie nie obejmowały...Księciunio nawet miał podwójne, bo nadrabiał nieobecność...

No to Tygrysek się nie załapał...:o(

     Trzeba było więc zacząć z przytupem...

https://www.freakpark.pl/

     Szykowaliśmy się na tę atrakcję od jej otwarcia, tyle, że Wnuki wtedy nie miały odpowiedniej daty urodzenia...Teraz nam się odrobinkę "zestarzały", więc ruszyliśmy na podbój Będzina...

Było...Hmmm...Cudnie po całości !!

Cztery godziny szaleństwa !!

     Przestrzennie ustępuje tylko "kombinatowi" w Gdańsku...;o)

     Ale w odróżnieniu od gdańskiej "samowolki", tutaj prawie wszystko jest zorganizowane i prowadzone po okiem Instruktorów...Super sprawa...;o)

     Co prawda Princesce brakuje jeszcze pół roku do absolutnej samodzielności, ale kuratela Babci (albo Dziadka) umożliwiała korzystanie ze wszystkich atrakcji...A Wnusia nie wahała się ich użyć...;o)

     Tor "ninja" (bardzo profesjonalny), skoki na dmuchaną poduchę, trampoliny do "wstawania"...Wszystko musiało być spróbowane...;o)

     - Babciu !! Słyszałaś ?? Tyrolka !! - od okrzyków aż się biedna zapowietrzyła...

     - Pójdę zapytać, czy Ci wolno... - odpowiedziałam...

Odpowiedzią było obowiązkowe mierzenie...;o)

Westchnienie ulgi słychać było w całej sali...;o)

Uprząż...Kask...I maszerujemy na stanowisko "odlotów"...

     Princeska w kolejce wyglądała skromnie...Z liny zawieszonej pod dachem korzystali głównie nastolatkowie...

     Ale nasz Skrzacik był bardzo dzielny !! Uważnie słuchała Instruktora, który świetnie wytłumaczył co trzeba robić, a czego robić nie wolno (Babcia wpełzła na szczyt "Małpiego gaju", żeby ewentualnie służyć za "tłumacza")...A potem było ziuuuut przez całą salę i lądowanie w objęciach drugiego Instruktora...;o)

     Wrażenie musiało być spore, bo na propozycję kolejnego lotu, Princeska odmówiła...;o)

     Awersja do wysokości ??

Gdzież tam...

     Tylko te "kamienie" było troszkę zbyt daleko...Rączki sięgały z trudem...Nóżki sięgały z trudem...;o)

     Ale trzykrotna próba pokonania grawitacji świadczy o sporym uporze...

     A gdzie w tym czasie był Księciunio ??

Wszędzie !!

Po godzinie miał już Kumpli i śmigali w grupie...

     Bardzo Go podbudowało, że On już naszej kurateli nie potrzebuje...Chociaż kilkukrotnie zostaliśmy zaproszeni do zabawy...;o)

     To był PIĘKNY DZIEŃ !!