Dwa światy...

Bardzo Ważni Goście

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Półka mola.... Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Półka mola.... Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 16 lutego 2026

"Kochanek Wielkiej Niedźwiedzicy"...

     Weszłam do gabinetu naszej "Historycy" i na biurku leżała ona...Książka...Książka zmaltretowana...Stara czcionka...Pożółkłe kartki...Potargana okładka...

I zapomniałam o całym Świecie...

     - Coś się stało ?? - zapytała "Historyca"...

A w mojej mózgownicy mamałyga...Po coś przyszłam ?? Czegoś chciałam ?? I ta książka...

     Kobieta durna nie była, bo wgapiałam się w biurko niczym sępica...Możliwe jest również, że z ust ciekła mi ślina...Byłam gotowa porwać książkę i uciekać...Serce biło mi w rytmie: sta-ro-druk, sta-ro-druk...

     Były lata osiemdziesiąte ubiegłego wieku, za kilka tygodni miałam skończyć siedemnaście lat, a dwa tygodnie później ogłoszono stan wojenny...

     W Polsce wrzało...Nie żeby bulgotało na powierzchni...Wrzało pod stabilną skorupą codzienności...

     - Usiądź i napij się wody... - budziła moją mózgownicę "Historyca"...- Opanuj się...

Słowa docierały jak z dna studni...

     - Dostaniesz ją do przeczytania, jak się opamiętasz...- usłyszałam łapczywie pijąc wodę...

Książka z "lewego obiegu"...

     "Zapiski oficera Armii Czerwonej"...

     Wtedy nawet nie znałam Autora, bo strona tytułowa była zmasakrowana...Wiele przeszła...

Przywędrowała do mnie zza żelaznej kurtyny, zza berlińskiego muru, ze Świata w którym można było mówić prawdę...

     To była jedna z najważniejszych KSIĄŻEK w moim życiu...

     To co wiedziałam sercem, teraz układało się w spójną całość...Głowa już też wiedziała...

     Jej Autorem jest Sergiusz Piasecki...Polak z wyboru...Człowiek nietuzinkowy, bo Jego życiorys to gotowy scenariusz na świetny film sensacyjny..."Kochanek Wielkiej Niedźwiedzicy"...

     Teraz już można mówić o Nim i o Jego twórczości...Można, a nawet trzeba...Jego losy są jak historia Polski, poplątane, poszarpane i jak ten gordyjski węzeł...

     Mnie dał pewność, że mój siedemnastoletni Świat zbudowany jest na szambie sowieckiego kłamstwa...

     Rok 2026 został ogłoszony rokiem Sergiusza Piaseckiego...

     Czekał na głos z Ojczyzny przez całe swoje życie, zawsze pisał prawdę (chociaż łatwa nie była), wrócił dopiero w 2025 roku, zmarł kiedy się urodziłam...


P.S. Nie opisuję Jego życiorysu, ani twórczości, bo w necie można już sporo znaleźć...Na YT są o Nim filmy dokumentalne...Jego książki już też można kupić bez problemu...Cieszyłby się z nowych czasów...

poniedziałek, 13 listopada 2023

"Towiańscy" - Agnieszka Zielińska

     W mailu do Agnieszki napisałam, że zamierzam się "delektować"...No cóż...Nie wyszło...;o)

Chociaż byłam dzielna przez jakieś piętnaście minut...;o)

     Co wiedziałam o Andrzeju Towiańskim ?? To co wszyscy...Był, żył i "namieszał" w historii chcąc być tylko dobrym człowiekiem...

     Czego spodziewałam się po książce Agnieszki ??

     Rzeczowej analizy Postaci opisanej pięknym językiem...Przecież znam wszystkie Jej dotychczasowe prace...

I zonk...

     To co Pani Zielińska (wybacz Agnieszko, ale to wymaga formy oficjalnej) przedstawiła w "Towiańskich", jest potwierdzeniem, że zaszczytem jest Ją znać, choćby wirtualnie...

     Czytelnik zostaje "teleportowany" do XIX wieku jakby mimochodem...Siedzi z Towiańskimi przy stole, wygląda przez okno, dyskutuje o losach Polski przy blasku świec, a nawet podjada cukierki...;o) Można podać rękę Mickiewiczowi, można się posprzeczać ze Słowackim...Można wyrobić sobie prywatne zdanie na temat Pana Andrzeja...Bo Agnieszka niczego nie narzuca...

Jej poziom znajomości środowiska i realiów współczesnej Europy jest niewyobrażalny...Fakty porozrzucane w pamięci układają się w spójną całość i prowadzą nas tuż przy Bohaterach...

I ten język !!

Echhh...

     To, że Agnieszka pięknie włada językiem polskim, to wiedzą wszyscy Jej Czytelnicy, ale biegle władać staropolskim ?? W XXI wieku ??

     Zaskoczyłaś mnie totalnie !!

Językiem...

Treścią...

Znajomością tematu...

Obiektywizmem w przedstawieniu postaci...

     I trwam w tym zaskoczeniu...;o)

     Gratuluję Ci serdecznie tak wspaniałej pracy !!

     Pewnie nie pamiętasz mojego komentarza po pierwszej książce: "Pisz, Aga, pisz"...

Dzisiaj napiszę to samo...

     Pisz, Aga, pisz...Robisz to wyśmienicie !! ;o) 

niedziela, 15 stycznia 2023

Książki pisane czasem...

     Chcecie zobaczyć jak szybko zaiwania Ojciec Czas ?? Mam namacalne dowody...;o)

     Niektórzy moi Czytacze wiedzą, że kilka lat temu postanowiłam "pisać książki" z Wypraw, dla naszego Księciunia...To była raczej forma "świątecznego prezentu", niż dzieła "wiekopojnego"...;o)

     Zdjęcia z naszych Wypraw, opatrzone rymowankami (to nawet rymcioklepki nie były)...

     Kiedy zobaczyłam radość Wnuka z tego prezentu, postanowiłam, że jeśli sił i zdrowia wystarczy, a Wnuk będzie chciał z nami wędrować, to pod każdą choinką znajdzie swoją książeczkę...

Jak postanowiłam, tak zrobiłam...

     Czy Wy to widzicie ??

     Sześć "tomów" dzieł "wielkich"...;o) I na każdej okładce uśmiech "od ucha do ucha"...Bukowina Tatrzańska...Wrzosowisko...Wrocław...Zaścianek...Pasowanie na Ucznia...Misiowy Domek...A w środku dziesiątki przemierzonych kilometrów (samochodowych setki)...

Sześć lat przepięknych wspomnień !!

     Ale, ale...Babcia ma przecież Wnuczkę !!

Pewnie, że ma...

     Princeska była trochę zazdrosna o te księciuniowe książeczki...;o) Troszkę...Odrobinkę...;o)

     Na pierwszą nie musiała długo czekać...

     "- Mam ksionzke !! Mam ksionzke !!" - oznajmiła radośnie i rozpoczęła "czytanie"...Miała trzy latka...

     Taką granicę ustaliła Babcia...Pierwsza Gwiazdka po trzecich urodzinach, jeśli będą wyprawy...;o)

Misiowy Domek...Gubałówka...Ogrodzieniec...

I ciągle ten zachwyt...;o)

     Co roku, w październiku u Babci zaczyna się Boże Narodzenie...Z setek zdjęć wybieram te godne uwiecznienia...Odpalam program Firmy CEWE i zaczynam "dłubaninę"...

Nie wyobrażacie sobie nawet, ile radości mi to daje...;o)

     - Jak dojdą wyprawy z Tygryskiem, to będziesz zaczynać we wrześniu...- zakomunikował mi w tym roku Pan N. ...

     - Będę !! - i roześmiałam się w głos...

     Wyobrażacie sobie przygotowania świąteczne od września ?? Wyprzedzę nawet markety...;o)

     Tak "zaiwania" Ojciec Czas"...Mam namacalny dowód !! Stos książeczek rośnie...Wspomnień przybywa...Radość póki co się nie zmienia...;o)

     I chociaż z reguły nie promuję firm, CEWE zasługuje na podziękowania...Nigdy mnie nie zawiedli...Nawet jak Babcia miewała "poślizgi", Oni terminów dotrzymywali (zdradzę Wam tajemnicę, zawsze dostaję przesyłki przed obligatoryjnym terminem), książeczki są dobrej jakości (chociaż zeszytowe)...

     Tak się te moje "bestsellery" mnożą...;o) Czego i sobie, i Wnukom życzę...;o)

czwartek, 20 stycznia 2022

Prawie Kraszewski...;o)

     Co jakiś czas, któryś z moich Czytaczy, rzuca pomysłem, że powinnam napisać książkę...Niewątpliwie bardzo to miłe i spływa na "ego" jak soczek po brodzie, ale ja nieodmiennie jestem zdania, że kiepskiej literatury na księgarnianych półkach jest już dosyć...To, że umiemy pisać nie jest powodem do pisania książek...

     Czasem pomysłodawcą jest ktoś z reala...Wtedy dusza płonie !! Bo nie dość, że "ego" połechtane, to jeszcze dowód, że blogowe wypociny ktoś czyta...;o)

     Czasem pomysłodawca wtrąca mały "szantażyk": "Wnuki miałyby pamiątkę"...Echhh...Wnukami we mnie ?? Skoro wiadomo, że na ich punkcie mam kompletnego bzika ?? To już by pod "paragraf" podpadało, gdyby nie fakt, że...

     Dzięki kilkuletniej "współpracy" z Firmą CEWE, Babcia Gordyjka wnuczy front "obrabia" na bieżąco...;o)

     Księciunio już od pięciu lat "pod choinką" znajduje wspomnienia ze swoich wypraw...

     Oprócz zdjęć znajdują się tam rymowane opowiastki "na temat", a że Księciunio nam odrobinę wyrósł, to teksty z czasem stają się coraz bardziej "dorosłe" i do samodzielnego czytania...;o)

     A że nasze Wnuki mają wysoce rozwinięty poziom sprawiedliwości, więc i Princeska już swoje egzemplarze ma (2)...


     I siedząc pod choinką, babcia totalnie "rozmięka" widząc wnuczą radość i słysząc ich bardzo poważne rozmowy na temat wypraw, zdjęć, gifów i ilości tekstów do czytania...;o)

     Można by rzec, że to "białe kruki", bo wydanie składa się z dwóch egzemplarzy, jeden dla Wnuków, drugi dla Dziadków...

     Czytelnicy zadowoleni, krytyka tekstów się nie czepia, ilustracje najpiękniejsze na Świecie...Który pisarz może się poszczycić takimi sukcesami ??

A po latach wartość woluminów znacznie wzrośnie !! ;o)

     I tak, od września Gordyjka przegląda setki zdjęć, wybiera, kompletuje...W październiku ściąga program CEWE i zaczyna się wklejanie, przycinanie i komponowanie...Potem to już z górki...Opisy, rymcioklepki, gify...I wysyłka do druku...;o)

     Proceder uprawiam od pierwszej, wnuczej wyprawy (przed trzecimi urodzinami Księciunia)...

     Na czwartą Gwiazdkę, oprócz książek, Wnuki otrzymują "wyprawowe kubeczki", zdjęcie z wyprawy informuje kto jest jego właścicielem...Jeden do Misiowego Domku, drugi do Dziadków...

     Dlatego nasze choinki mają ogromne, prezentowe obłożenie...;o)

     (A Babcia Gordyjka ma Boże Narodzenie od września)...;o)

 

P.S. A żeby nie było, że tylko "Wnuki i Wnuki", to zdradzę Wam w sekrecie, że Pan N. też jest bohaterem pewnej książki, a Wrzosowisko otrzymało swojego pierwszego "białego kruka" na piąte urodziny...;o)

poniedziałek, 4 października 2021

"Nad Niemnem" we dwie...

     Kiedy Agnieszka Zielińska zdradziła mi, że kolejną bohaterką Jej przewodników będzie Orzeszkowa, uśmiechnęłam się pod nosem...

No cóż...

     Uwielbiam czytać opisy przyrody, każdy uchwycony moment drżenia liści, a chyba nikt tej sztuki nie dokonał w większym wymiarze niż Orzeszkowa...

     Setki razy słyszałam:" Nad Niemnem?? Tego się czytać nie da...Same dłużyzny..."

Mnie się dało...;o)

     Uwielbiałam czytać "Nad Niemnem", i przyznać się mogę bez bicia...Nie ominęłam nigdy żadnego opisu...Powiem więcej...Dla tych opisów sięgałam po "Orzeszkową"...I chociaż to był inny świat...Inne miejsce...Orzeszkowa dawała mi coś niesamowitego...Jej opisy, to były moje wakacje u Bieszczadzkich Dziadków...

     Błądząc razem z Justyną po leśnych ścieżkach, czułam na twarzy promienie słońca, powiewy wiatru, szelest liści, szum trawy...A nawet gorąc bijący od nagrzanych, piaszczystych ścieżek...

     Siedząc na kanapie, na dziesiątym piętrze, w sercu dużego miasta, miałam to wszystko na wyciągnięcie ręki (a właściwie, odwrócenie kartki)...

     Wracałam więc do Orzeszkowej i "moich" Bohatyrowiczów niezmiennie...

     Co wiedziałam o Pisarce ??

Niewiele...Właściwie tyle, ile wymagała moja Polonistka (chociaż wymagająca była)...;o)

     Kilka dni temu z ciekawością rozchyliłam okładkę...


     I wyruszyłam w podróż...

Nie zawiodłam się...;o)

     Pani Eliza była Kobietą nietuzinkową...

     Agnieszka przeprowadziła mnie Jej szlakami, jak zawsze, w sposób zwięzły, jasny, piękną polszczyzną...Jak perfekcyjny Przewodnik...

     A żeby nudno i "bylejako" nie było wrzuciła również kilka "smaczków", o których na lekcjach polskiego się nie mówi (a szkoda)...;o)

     Najpiękniejsze jest to, że teraz moje spacery "Nad Niemnem" będą jeszcze bardziej wyraziste...To nie fikcja...Orzeszkowa czuła ciepło promieni słonecznych, słyszała szmer liści, szum trawy...Czuła ciepło piaszczystych, leśnych ścieżek...

     Teraz będziemy wędrować we dwie...Nie będzie taka samotna...;o)


P.S.: Brawo Agniesiu !! ;o)

http://mojepodrozeliterackie.blogspot.com/

poniedziałek, 21 czerwca 2021

To nie lipa...

     Kiedy ze skrzynki pocztowej wyciągałam przesyłkę, już wiedziałam...Lekko nie będzie...

     Jak wśród przetwórstwa wrzosowiskowego powstrzymać ciekawość i nie zerknąć do środeczka ?? A jak już zerknę, to na tym degustację zakończyć ??

Wiedziałam, że polegnę, chociaż dzielna byłam dobę...Dobę !!

     Brałam do ręki, wąchałam (zboczenie zapachu nowych książek) i odkładałam...Taka dzielna ze mnie istotka...;o)

     Dobę później siedziałam pod...Hmmm...To nie była lipa...

I chłonęłam zebrane przez Agnieszkę Zielińską rzeczy ważne, ważniejsze i najważniejsze z życiorysu Jana Kochanowskiego...


     I teraz powinnam wypisać wszystkie zachwyty nad talentem Agnieszki, nad Jej zaangażowaniem, nad nietuzinkową pasją...Ale nie wypiszę...

     Jej Kochanowski nie jest ani gorszy, ani lepszy od poprzednich książek (a jestem szczęśliwą posiadaczką kompletu) i powtarzać się nie mam zamiaru...

Trzeba to na bibliotecznej półce mieć, trzeba to przeczytać i trzeba zaprzyjaźnić się z naszymi Twórcami i Agnieszką do kompletu...

To nie lipa !!

I nie jest lipą to, że Kochanowskiego pokochałam bardzo wcześnie...

     Na półce Rodziców stało takie wydanie...

     Bardzo kusiło młodocianą duszę, przede wszystkim ilustracjami pani Mai Berezowskiej...Ależ były wyuzdane !!

A co może kusić bardziej ??

     Miałam kilka lat i czytanie było raczej sportem ekstremalnym, niż przyjemnością..."Ala miała kota"..."Azor to pies Olka"...Takie dzieła czytać powinnam...

Ale otworzyłam okładkę...

I cóż mogło być złego w "aniele" ??

Książka starsza ode mnie, więc głupia być nie mogła...;o)

A w środku ?? Poza ilustracjami wywołującymi rumieńce, wierszyki...;o)

     Tak Jan z Czarnolasu stał się Pierwszym Poetą, który kształtował moje gusta...I kształtuje do dzisiaj, bo miliony razy cytowałam to...


Albo to...

Ale tego się cytować nie ośmieliłam (chociaż znałam na pamięć prawie cały zbiór)...

     Bo jeśli Agnieszce Zielińskiej zaangażowania i talentu odmówić nie można, tak Janowi Kochanowskiemu odmówić nie można trafności spostrzeżeń...

I chociaż czasy były inne, i ludzie inni byli...


Wemkną nas w mieszek...;o)

I to nie jest lipa !! ;o)

czwartek, 22 października 2020

Prus w Zaścianku...

     Nie miałam pojęcia, że tyle podróżował...Warszawa, Płock, Kraków...I jeszcze dalej...Lwów, Wiedeń, Paryż...W końcu dotarł do mojego Zaścianka...Chyba sam się zdziwił...;o)

     Łatwo Mu nie było, bo nawet Poczta Polska potrzebuje kilku dni na takie wojaże, ale dotarł...A właściwie dotarli, dotarli Oboje...

     Agnieszka Zielińska - Autorka serii "Moje podróże literackie"...

     I Bolesław Prus - kolejny bohater tych podróży...

     Z czytaniem planowałam poczekać na "długie, jesienne wieczory", ale nijak było odmówić Bolkowi uwagi...A On ciągle zachęcał machając z okładki...

     "Otwórz...Chociaż otwórz...Jeden rozdziałek i wrócisz do zajęć"...

Echhh...

     Miał być kominek, kocyk i herbatka z soczkiem aroniowym...

     Było siedzenie "półdupkiem", zdrętwiałe "odnóża" i woda mineralna, którą zawsze mam w zasięgu ręki...

No i czytanie "od deski do deski", bo inaczej się nie dało...

     Jakie wnioski po lekturze ??

     Do tej pory nic nie wiedziałam o Bolesławie Prusie...Nic !!

     Może dlatego, że "Lalka" nie była moją ulubioną lekturą, a Izabelka działa na mnie do dzisiaj jak przysłowiowa "płachta na byka"...Lelija i tyle...;o)

     Do lektury, jak pewnie się domyślacie, nie wracam, bo masochistką nie jestem, a kiedy w oczęta wlezie ekranizacja...Lubię tylko jedną scenę...

Wokulski odbiera od Kolejarza "depeszę" i żegna Izusię "z przytupem"...

W końcu się Chłop opamiętał...;o)

     Ale wróćmy do naszej współczesnej Autorki...

     Czytałam z taką przyjemnością, że na stronie 99 trzy razy wracałam do pewnego zdania, bo dysonans myśli nie dawał spokoju, a szare komórki nie ogarniały w czym problem...Jedna literka !! No cóż...Bywa...Poza tym, postanowienie...

     W długie, jesienne wieczory, będzie kominek, kocyk i herbatka z soczkiem aroniowym...Wrócę do lektury !! A właściwie do lektur...;o)

     Piękna polszczyzna Agnieszki, zaangażowanie i pasja...Wiedza podana na "talerzu"...No i podróże, których pewnie będziemy pozbawieni...

     Agnieszko, Twoje książki to pewniaki !! Sama przyjemność pachnąca farbą drukarską...

Trzymam kciuki za kolejne tomy...;o)

sobota, 12 września 2020

Człowiek z pasją potrzebuje pomocy...

     Powtarzać to ja się nie lubię, chyba że proces sklerotyczny, zwany czasem "młodzieńczym zamotaniem", postanowi inaczej...Ale tym razem zamotana nie jestem...;o)

     Dla moich wiernych Czytaczy nie będzie to nowinką, dla Nowych Duszyczek może okazać się interesującą informacją, a może nawet inspiracją...

Pisałam o Niej i Jej twórczości tutaj...

Mickiewicz

i tutaj...

Sienkiewicz 

i tutaj też...

Żeromski

     Nie wrzucam linków, żeby się promować, chcę Wam przybliżyć twórczość Agnieszki Zielińskiej i przybliżyć Jej pasję...

     Agnieszka przemierza Polskę, Europę, Świat szukając śladów naszych Pisarzy...No i nie da się ukryć, że robi to wszystko z nauczycielskiej pensji...

     Z tej pensji wydaje również swoje literackie przewodniki, przybliżając Czytelnikom nie tylko znane Postacie, ale również Ich losy...Czasem bardzo zagmatwane...

     Agnieszka rzadko prosi o pomoc (Zosia samosia), ale tym razem ten "czort z koronką" bardzo pokrzyżował plany Podróżniczki...Aga potrzebuje drobnego wsparcia finansowego, żeby wydać kolejną książkę...Bolesław Prus drepcze niecierpliwie, żeby stanąć na Waszych bibliotecznych półeczkach...

     Może wspólnymi siłami uda się nam wyrwać Go z szuflady Pani Zielińskiej ??

     No i fajnie jest być Mecenasem Sztuki...;o)

Jeśli możecie, wrzućcie coś do "kapelusza" Agnieszki...;o)

Kapelusz 

wtorek, 4 sierpnia 2020

Żeromski na Wrzosowisku...

Autorka napisała:
     "Publikacja przydatna zarówno w podróży - w trakcie zwiedzania, jak i na kanapie."
     Ani słóweczka o Wrzosowisku !!
Ale Gordyjka lubi "ryzyko"...;o)
No cóż...
     Kiedy dotarła do mnie trzecia książka Agnieszki Zielińskiej "Podróże literackie - Żeromski", aż mnie "wierciło", żeby sięgnąć "pod okładkę"...
     Dwie poprzednie były na prawdę dobrze napisane, ciekawe, inspirujące...Jak się powstrzymać ??
     Położyłam "Żeromskiego" na ławie i zajęłam się kolejnym przepakowywaniem bagaży...
Leżał i mi się przyglądał...
     Od czasów szkolnych mam respekt przed Żeromskim...
Zawsze poważne oblicze...Zawsze poważne tematy...
Teraz leżał i czekał...
     Przecież na Wrzosowisko Go nie zabiorę ??
Nie zabiorę ??
     Na Wrzosowisku nie mam czasu na czytanie...
Nie mam czasu ??
A może ??
     I myk...Żeromski wylądował w bagażach...
     W domu na pewno nie poczytam przez kilka najbliższych tygodni...
Cóż się rozpisywać...
     "Łyknęłam" Żeromskiego zaraz po przyjeździe...Do kawy...


Nie zawiodłam się...
I na Żeromskim...I na Agnieszce...
     Dobrze napisane...Ciekawe...Inspirujące...
     Poważna od dziesięcioleci twarz Żeromskiego nabrała "ludzkiego" wyrazu...
     To Agnieszka Zielińska robi najlepiej...
     Przemierza kilometry, żeby odkryć człowieczeństwo w "nazwiskach"...
     Znamy Ich z literatury, uczymy się notek biograficznych...Jednych czytamy z przyjemnością, drugich z przymusem...W "środku" jest Człowiek...
     Ile trudu wymaga ukazanie tego człowieczeństwa ??
     To wie Agnieszka Zielińska i Czytelnicy Jej bloga, do których mam zaszczyt się zaliczać...


     Dziękuję Ci Agniesiu za te kilka chwil (niestety ciągle czuję niedosyt)...;o) I mam nadzieję, że zrealizujesz wrześniowe plany, a ja będę mieć kolejną miłą chwilkę przy kawie...;o)
A wszystkich moich miłych Czytaczy zachęcam:
     Poznajcie ludzkie twarze naszych Twórców literackich, odsłońcie Ich spiżowe maski, a sobie dajcie miłe chwilki przy kawie...Po stokroć warto !! ;o)

czwartek, 5 grudnia 2019

Jednym tchem...

     Powinnam zacząć od rachunku sumienia i żalu za grzechy...Powinnam, bo zaniechanie to paskudztwo, a ja zaniechałam...
     Nie pomoże tłumaczenie, że czas mi się skurczył, że obowiązków przybyło, że wpadłam w wir reala i nijak się było wyplątać...
     Zaniechałam i kropka !!
O premierze to już pewnie Autorka zapomniała...
Przesyłka od wieków czekała...
A ja, niemota, wiedząc co mnie w niej czeka, dłoni nie wyciągnęłam, okularów nie założyłam, strony nie odwróciłam...
     Ojciec Czas jednak łaskawy...Wyciął kilka kwadransów z życiorysu i dał wytchnienie...A wytchnienie to nie byle jakie !!


     Wyruszyłam w podróż przepiękną z Sienkiewiczem...
Bajka !!
Ptasie mleczko !!
Rarytas po prostu...
     Dobrze przeczuwałam, że po tej podróży...


Kolejna mnie nie zawiedzie...
     A skoro mamy już taki prezentowy miesiąc, więc polecam Wam owe książeczki obiema garstkami...
     Dla miłośników pięknie napisanej literatury...
     Dla zgłębiaczy wiedzy powszechnie niedostępnej...
     Dla wędrowników, którzy utartych szlaków nie lubią...
Wiedza i inspiracja !!
     Agnieszka Zielińska ponownie spisała się na medal !!
Gratulacje Agniesiu !! Wymiatasz...;o)
     Tylko straszny niedosyt czuję...
     Albo Ci nasi Geniusze zbyt mało podróżowali, albo ja mam ten "dech" zbyt głęboki...;o)
     Przypuszczam, że wrócę do Sienkiewicza, tak jak wróciłam do Mickiewicza...Żeby się podelektować, uchwycić detale, przeanalizować...
     I znowu czekam, kiedy ogłosisz kolejną nominację dla któregoś z Twórców...
Podróże literackie...Z ??
     Na pewno z Agnieszką Zielińską !!

środa, 18 września 2019

Piękny Kraj nad Wisłą...

     Autorka już pewnie zapomniała o premierze swojej książki, emocje opadły...A ja przez kilka tygodnie spoglądałam na biurko i ze smutnym uśmiechem tłumaczyłam sama sobie...
     "Jeszcze nie dzisiaj...Dzisiaj mam tyle roboty...Nie ogarnę..."
I książka cierpliwie czekała...
Ta książka...


     Czwarta książka Jadwigi Śmigiery, czyli blogowej Stokrotki...;o)
     Po "Zwariowałam", "Nadal wariuję" i "Moje warszawskie zwariowanie", wiedziałam czego się spodziewać...Prosty język, jasny przekaz i sympatia, którą czuje się do Autorki po każdej przeczytanej stronie...
     "Mój kraj"...No cóż..."Mój"...
To chyba najprostsza z konkluzji...
     Czytając, człowiek dokładnie wie, gdzie jest, co czuje i czego może się spodziewać...Każdy jest "u siebie"...
     "Byłem tu"..."Widziałem to"..."Tak to czułem"..."Też wyciągnąłem takie wnioski"...
Tak właśnie czyta się tę książkę...
     Ja właściwie miałam jeszcze łatwiej, bo będąc genetycznym "łazikiem" widziałam naocznie 70-80% opisywanych miejsc...Niektóre prawie dokładnie w analogicznych momentach (to wiem z bloga)...Bo różnica 3-4 tygodni, przy ogromie miejsc do zwiedzania w naszym kraju, to żadna różnica...
Czasem nawet ścieżki się nam "pokrywały"...
     To była prawdziwa przyjemność przeczytać "swoje" wspomnienia, opisane przez kogoś innego...;o)
     Tyle że, wspomnienia Stokrotki są wzbogacone dużą wiedzą o tych miejscach, ciekawostkami, do których docierają jedynie pasjonaci, i ogromem miłości, do tego naszego "Serducha"...
     Ale, żeby nie było zbyt słodko...;o)
     Stanowczo zbyt mało mi Stokrotki w "Stokrotce"...
     Wiem, że się czepiam...;o) Ale odrobina "egoizmu" by się przydała...;o)
     Takie, "uchylenie stokrotkowego rąbka tajemnicy"...;o)
     Może to dlatego, że darząc Autorkę wielką sympatią odczuwam wieczny niedosyt kontaktów z Nią ??
Pewnie tak...;o)
     W każdym razie, "Mój kraj nad Wisłą" to miła lektura na jesienne smęty, świetny przewodnik po miejscach znanych i nieznanych, i dowód na to, że można kochać za nic...
Poza tymi zachodami słońca, ciszą uliczek, szmerem lasów i kopiastym śniegiem...I tymi srebrnymi błyskami na falach Wisły...
     Piękny jest ten "Mój kraj nad Wisłą"...;o) 

wtorek, 12 marca 2019

Agnieszka Zielińska - Jeśli coś robić, to dobrze !!

     Kiedy w skrzynce na listy znalazłam słusznych rozmiarów kopertę, uśmiechnęłam się mimo woli i pomyślałam: "Wreszcie !!"...
Zaglądałam do tej skrzynki codziennie...
     Weszłam do mieszkania, porozkładałam zakupy i otworzyłam kopertę...
     Bardzo chciałam poczuć "ten zapach" i przeczytać dedykację, którą obiecała mi Autorka...;o)
No cóż...
Lubię dedykacje...;o)
     Na serduchu zrobiło się miło i ...
No właśnie...
Bezwiednie przerzuciłam kartkę...
Potem następną...
I następną...
Echhh...
No dobra, przyznam się...
     Przeczytałam całość bez zmiany pozycji siedzenia (trochę ścierpłam) i bez herbatki (a bardzo chciało mi się pić)...
Dobrze, że te zakupy wcześniej wypakowałam...;o)
     Co mnie tak pochłonęło ??
Oto winowajca:


A właściwie, duet Winowajców...
     Nasz Wieszcz i Tropicielka Jego śladów, czyli Agnieszka Zielińska...
     Piękna polszczyzna, prosty przekaz, czytelna kompozycja, pasja w każdym słowie...
     Pod koniec miałam wrażenie, że Mickiewicz z premedytacją "buszował" po Europie, żeby Agnieszka miała o czym pisać...;o)
     To prawda, namawiałam Agnieszkę do napisania książki, bo jestem wielką miłośniczką Jej bloga...To prawda, że nie mogłam doczekać się jej wydania i z niecierpliwością czekałam na dobre wieści...To prawda, że trzymałam kciuki za Jej sukces...
     Nie spodziewałam się jednak, że ta książka będzie aż tak dobra (wybacz Agnieszko moją niewiarę w Ciebie)...
     Agnieszka Zielińska ma dar, dar, którym poszczycić mogą się nieliczni...Dar słowa...
     Książka jest po prostu - ŚWIETNA !!
     I ręczę Ci słowem, droga Autorko, Mickiewicz byłby z Ciebie dumny...;o)
     A wszystkich, którzy chcieli by nabyć to dzieło, zachęcam do kontaktu mailowego z Autorką:
az44@wp.pl

     Szczególnie tych, którzy uczestniczyli w zbiórce środków na wydanie tej książki, a jeszcze nie odpowiedzieli na prośbę Agnieszki o kontakt...Napiszcie !! Świetnie zainwestowaliście pieniądze, więc czas na profity...;o)
     Dziękuję Ci Agnieszko za piękne chwile wzruszenia !! I za to ścierpnięcie...I za to pragnienie...
     I pisz !! Pisz kolejną część swoich "Podróży literackich"...
Robisz to na prawdę dobrze...;o)

wtorek, 15 stycznia 2019

Książkę napisałam...

     Od kilku lat, grono moich Czytaczy i Nieczytaczy namawiało mnie do popełnienia książki...Ponoć powinnam, bo...
Ło Matko i Córko...
     Nieodmiennie odpowiadałam, że moja grafomania niewielką korzyść przyniosłaby literaturze, a chybionych lektur jest już na rynku wydawniczych multum...
Czyli ??
Totalna opozycja !!
     Na blogu mogę sobie powyobrażać, jak moi Czytacze się uśmiechają, smucą albo wkurzają...Kiedy "wypociny" poszłyby w Świat ?? 
     Wasze zdanie poznaję od razu...Zdanie Czytelników poznałabym po stanie deficytu na koncie bankowym...
     Z podziwem patrzyłam na Blogerów, którzy ryzykowali...
Judymowie i Siłaczki...
Ja jestem Gordyjką Necianką...;o)
Ale...
Pamiętacie zasadę "co przed ale ??"...
     Napisałam książkę !!
     Dla ścisłości dodam, że nawet dwie książki...
     Napisałam, a nawet wydałam...;o)
I nie ma co wstrzymywać oddechów i kręcić palcem przy czole !!
Fakt dokonany...;o)




     Nie pokazuję całości, bo na okładkach jest cudna buźka Księciunia w pełni uroku...
     Babcia wybiera zdjęcia z naszego wyjazdowego archiwum, komponuje (kombinuje), wkleja, układa, ale główne kryterium jest jedno...Spoglądam na zdjęcie, i jeśli od razu błąka mi się po głowie rymcioklepka, to test został zaliczony, a zdjęcie przeszło selekcję...
Bo to miały być "prawdziwe książki", do "prawdziwego czytania"...
Do oglądania i wspominania przy okazji...
     Nakład "2 egzemplarze" w zupełności wystarcza mojej ambicji...;o)
Jeden egzemplarz dla Księciunia, jeden dla Dziadków...
     I niespodzianka pod choinką gotowa !!
     Nigdy nie wiadomo, co się w książce znajdzie, a co nie...;o)
I mam z głowy tematy wydawnicze...
Napisane...Wydane...Czytane...
I wiem jakie emocje temu towarzyszą...Znam każdą minkę...;o)
     Może w tym roku będzie tom III ?? Kto to wie...
W każdym razie...
     Na pisanie takich książek, to ja się piszę !! ;o)

sobota, 22 września 2018

Sienkiewicz z recyklingu...

     - Kumpel ma półkę książek i chce je wyrzucić...- obwieścił Pan N. po powrocie z pracy i zerkał na moją reakcję...
     - Jak to wyrzucić ?? - dociekałam, bo jakoś rozumem komunikatu objąć nie mogłam...- Jakich książek ?? - dopytywałam...
     - Jakich ?? Nie wiem...Ma mi podać tytuły...- wyjaśniał Ślubny...- Chce wyrzucić bo Mu półka potrzebna...
Inteligencja mi widać stępiała, bo nijak tego pojąć nie mogłam...
     - A do Biblioteki zanieść nie może ?? Choćby w szkole jakiejś, albo w osiedlowym klubie ?? Przecież wszędzie by Mu te książki chętnie wzięli ?? - kontynuowałam śledztwo...
     - Nie mam pojęcia...- podsumował Pan N. i już się pod nosem uśmiechał, bo Jego ślubna zaczęła inwentaryzować miejsce na półkach...
     "Orka na ugorze", szczerze mówiąc, bo na nasze półki wciśnięte jest już znacznie więcej niż ich możliwości...
     Dobę później już wiedziałam, że choćbym miała bieliznę na balkonie trzymać, to te "sieroty" dom  znalazły...
- Trzej Muszkieterowie;
- Królewicz i Żebrak;
- Nędznicy.
I sienkiewiczowska klasyka...
- Pan Wołodyjowski;
- Ogniem i mieczem;
- W pustyni i w puszczy;
- tom Opowiadań;
- dwa tomy Nowel.
     Piękne, płócienne wydania w twardych oprawach, szyte, starsze niż my...
Dla książkowego "szajbusa" - perełki...
Siedziałam na kanapie głaszcząc chropowate okładki i mruczałam pod nosem...
     - Hugo na śmietnik ?? Twain na śmietnik ?? Sienkiewicz na śmietnik ?? To co nam zostanie ?? Papier toaletowy ??
     Klasyczna czcionka z lat pięćdziesiątych...Pożółkłe kartki...Treść na wspomnienie której, bezwiednie się uśmiechałam...
     - Już macie dom...- mruczałam do "sierotek"...
Chociaż dalej nie mam dla nich miejsca...
Właściwie mam...
     Teraz zamieszkają w sypialni, bo każdą z naszych książek muszę przeczytać...
     Będę przewijać strony i wyobrażać sobie, ilu Ludzi przede mną je przewijało...Ponad sześćdziesiąt lat...Ile łez wycisnęły te strony...Ile spowodowały uśmiechów...
     Na śmietnik ??

poniedziałek, 1 stycznia 2018

Zima pachnąca Stokrotką...

No tak...
     Kolejna zima, która pachnie Stokrotką...
Ewenement na skalę światową !!
Chociaż z tą zimą to pogodowa ściema...
     Przynajmniej Stokrotka nie zawiodła...;o)
Przesyłka dotarła między Świętami, a ja czytałam ją dokładnie rok...
Zaczęłam w Sylwestra...Skończyłam w Nowy Rok...


     A że obiecałam iż przy użyciu okularów i ostrego narzędzia popełnię "krytykę", to trzeba się wywiązać, żeby i Wam stokrotkami zapachniało...

     Po pierwsze primo...Warszawianką jak wiecie nie jestem, powiem więcej, nie przepadam za Stolicą, bo jakaś taka dla mnie zbyt gwarna i pospieszna...I chyba ten klimat się udziela...Wybacz Stokrotko miła, ale i Twoja Warszawa jakaś taka pospieszna się wydaje...Czekałam aż przysiądziesz na ławeczce, że napiszesz za co lubisz (albo nie lubisz)...Tak, żeby Warszawa też Stokrotką zapachniała...

     Po drugie primo...To Przewodnik po Twojej Warszawie...Tej magicznie pięknej...A gdzie zdjęcia tych miejsc magicznych, których urok umiesz ukazać w tak nietuzinkowy sposób ?? Część miejsc, które opisujesz, widziałam...O niektórych nie mam pojęcia...Troszkę po macoszemu potraktowałaś tych co w Warszawie bywają sporadycznie, albo wcale...

     Czytuję Twojego bloga z wielką przyjemnością...Mogę nawet powiedzieć, że jestem Twoją Fanką od lat...I wiem dokładnie jak bardzo "wariujesz" na punkcie Stolicy...
     Po lekturze brak mi Stokrotki, brak mi Jej zdjęć, brak mi "zwariowania"...
     Zastanawiałam się jak rozwiązać ten "problem" i znalazłam jedyne, możliwe rozwiązanie...
     Koniecznie muszę jechać do Stolicy i poprosić Stokrotkę, aby oprowadziła mnie po tej Jej, magicznej Warszawie...Żebym mogła wsłuchiwać się w pełne entuzjazmu opowieści...Żebym mogła chłonąć ogromną Jej wiedzę historyczną i tą mniej historyczną też...I żebym mogła na własne oczy zobaczyć wszystko to co pokochała Stokrotka...
Bo pewnym jest jedno...
     Trzeba bardzo kochać, żeby tak pisać...

niedziela, 18 czerwca 2017

Moja podróż z Jadwinią...

     Panią Jadwigę Ślawską-Szalewicz poznałam wiele lat temu, na pierwszym, gordyjskim blogu...Zajrzała, przeczytała i zostawiła komentarz...
Wiele blogowych znajomości zaczyna się właśnie tak...
Kiedy zajrzałam na Jej bloga:



pomyślałam sobie:
"Taka Kobieta, a ja do Niej "walę" Jadwiniu"...
Ale nasza blogowa znajomość trwała dalej...
     Ona lubiła moje opowieści z "Autobiografii w krzywym zwierciadle" (teraz już wiem dlaczego)...
     Ja lubiłam Jej opowieści o sporcie, którego była "Organizatorką"...
Właściwie, to więcej nas dzieliło, niż łączyło...
     Jadwinia mogła by właściwie być moją Mamą (gdyby się pospieszyła)...Kochała od zawsze swoje Wielkie Miasto (a mnie bliżej do Zaścianków)...Sport zna od podszewki (ja go ledwie musnęłam z wierzchu)...
     Ale to co przypadkowo scalił blog, rozkwitło długimi rozmowami telefonicznymi, zaowocowało wieloma serdecznymi mailami, a w lutym 2016 roku zebrałyśmy "owoc" tej znajomości i mogłam w końcu uściskać moją Jadwinię...Kobietę Nietuzinkową...


     Już wtedy pracowała nad swoim nowym projektem...Kompletowała materiały...
     Jakim cudem ogarnęła ogrom tych materiałów, nie mam pojęcia, ale musiało to być niewyobrażalnie trudne zadanie...
     Potem dostałam zaproszenie na "prapremierę", z którego niestety skorzystać nie mogłam...
     A potem Jadwinia napisała maila...
"Wysłałam Ci pocztą, napisz kilka słów"...
     Przesyłka dotarła po dwóch dniach...



     I chociaż, od kilku miesięcy czekałam na tę książkę, zasiadłam do czytania z niepokojem...
     Mój "czytelniczy gust" jest specyficzny...
     Po Prologu, moje wątpliwości jeszcze wzrosły...
Nie "mój" styl...
I taki jakiś "mało Jadwiniowy"...
     Przecież czytywałam Ją przez kilka lat...Teksty z polotem...Wpisy z dowcipem...
     Po kolejnych stronach wsiąkłam...
     Błądziłam po ruinach Warszawy...Jeździłam starym autobusem z Tatą Jadwini...Siedziałam z Nią w szkolnej ławce...A po kilku setkach przygód zostałam razem z Jadwinią przedstawiona Królowej Elżbiecie II...Trochę mnie to zdeprymowało, bo siedziałam w piżamie...
     Z każdą stroną odkrywałam nową kartę życia tej Nietuzinkowej Kobiety...A właściwie, Kobiety Niesamowitej...
     Jadwinia podzieliła się tym, co ma w sobie najwspanialszego...Podzieliła się swoim życiem...Pełnym miłości do najbliższych...Pełnym zaangażowania do pracy...Pełnym życzliwości do ludzi...I pełnym pasji tworzenia...
     A potem usiadła i wszystko to ubrała w słowa...Proste słowa...
     Zabrała Czytelników w podróż niesamowitą, odkryła miejsca, w których nigdy nie bywali, a nawet nie przypuszczali, że te miejsca istnieją...
     Prosiłaś Jadwiniu o kilka słów...
     I cóż ja mam napisać ??
     Że wzruszenie zatykało mi gardło ?? Że łzy kapały kiedy cierpiałaś ?? Że zanosiłam się śmiechem, kiedy robiłaś rzeczy niesamowite ??
     Napisałaś piękną Książkę, o pięknym życiu, pięknej Kobiety...Książkę, która opowiada o sile Ludzi w ciężkich czasach...Książkę, która otwiera duszę na wspomnienia...
     Dla wielu Ludzi możesz być Jadwigą Ślawską-Szalewicz...
     Autorką...Prezeską...Animatorką...Działaczką...
     Dla mnie od pierwszego dnia jesteś Jadwinią...

poniedziałek, 26 grudnia 2016

Stokrotki na Boże Narodzenie...

     Kiedy przesyłka do mnie dotarła pogładziłam okładkę i odłożyłam książkę na nocny stolik...Takich książek nie czyta się w biegu...
     - Będziesz moim urodzinowym prezentem !! - zakomunikowałam Książce i uśmiechnęłam się na wspomnienie delikatnej Blondyneczki, którą poznałam kilka miesięcy temu "naocznie"...
     Czas się kurczył, a ja w każdy wieczór spoglądałam na lekturę...
Kusiła...
     Z urodzinowego "zgiełku" wpadłam w "mikołajkową zadymę", a potem z kopyta musiałam się wziąć za "święta"...
Książka cierpliwie czekała...
Mnie cierpliwości zaczęło brakować...
     Jak trudno znaleźć teraz kilka chwil, żeby uciec od codzienności...
I w końcu się udało !!
     Boże Narodzenie...Wyciszenie...Filiżanka z kawą...Ciepły kocyk...
Zapachniało Stokrotkami...
     Właściwie Jedną...Ale jaką !!
     Jadwiga Śmigiera, czyli nasza blogowa Duszyczka (czyli Kwiatuszek), we wrześniu wydała swoją drugą książkę "Nadal wariuję"...
     Lektura idealna na świąteczne wyciszenie...Pełna uroku...Pełna wspomnień...Pełna Stokrotki...Chociaż można tam znaleźć również sporo informacji historyczno-geograficznych...W końcu Stokrotka to "Szwędak" pierwszej klasy...;o)
     Pominę fakt, że Jadwinia opisuje wiele miejsc szczególnie bliskich mojemu sercu, że robi to w sposób pełen nostalgii, delikatnie, jakby nie chciała narzucać swoich odczuć...Jej wspomnienia są tak normalne, tak ludzkie, tak pełne ciepła, że Czytelnik mimochodem się uśmiecha (a czasem "rży" na głos, a z oczu ciekną łzy)...
     W Boże Narodzenie przytuliła mnie Stokrotka...
     Sympatyczna Blondyneczka, która kocha swoją Rodzinę, zwierzęta, rośliny, góry, podróże, rzeźby...Blondyneczka, która kocha Świat...
     I pięknie umie o tej swojej miłości opowiadać...


     Piękne to było Boże Narodzenie Stokrotko !!
  
    P.S. Jak czytałam fragmenty o Joasi, to poczułam smak pierogów z jagodami !! Pyszne były !! ;o)

środa, 21 października 2015

Lepiuchy nas zlepiły...

     Od kilku lat sobie obiecywałam, że ten wpis ukaże się dopiero wówczas, kiedy będę mogła w jego treści umieścić zdjęcia z naszego spotkania...
     Latka lecą, a mnie ciągle do Stolicy jest zbyt daleko...
Kilka razy było już tuż tuż...
I za każdym razem Papcio Los decydował inaczej...
Aż trudno uwierzyć, że doprowadził do naszego spotkania w necie...
     Poznałam Go na "Lepiuchach", które utworzyła Interia...
     Nie szukałam wówczas nowych wrażeń...Szukałam nowego miejsca dla Przyjaciółki, która bardzo ciężko znosiła likwidację czatowego pokoju...
Miejsce musiało być szczególne...
A przede wszystkim...Rymowane !!
Bazgrałam tam przez kilka dni...Niewiele bazgrałam...Więcej czasu zajmowało mi czytanie...
     Tam poznałam Barnabę...
Z resztą...
Nie tylko Jego tam poznałam...;o)
Zaproszona do lepiucho-maniaków Przyjaciółka znalazła swoje miejsce...
Ja zamotana w obowiązki reala zaglądałam coraz rzadziej...
Po kilku miesiącach założyłam bloga...
Nie tego...To był blog na WP...
Tam urodziła się "gordyjka"...
     Po kilku tygodniach, wśród komentarzy, zauważyłam lepiucha...Leciutkiego...Frywolnego...I bardzo trafnego...
Zaraz, zaraz...
Skąd ja znam te lepiuchy ??
Wiedziona ciekawością "podreptałam" na blog Autora...
     Ło Matko i Córko !!
Takie lepieje mógł pisać tylko Barnaba !!
Trafiłam !!
     Jakie ścieżki zawiodły  nas w to samo miejsce ??
Niepojętym było, że wśród setek tysięcy blogów, zostaniemy "sąsiadami"...
A potem to już było z górki...
Kilka maili...Kilka rozmów telefonicznych...
     Barnaba stał się JanTonim...JanToni stał się Ludwiczkiem...
     Bo spotkany przeze mnie Barnaba, okazał się Satyrykiem i Aforystą, Ludwikiem Wambuttem...
     Prawdziwym Warszawiakiem...Zapalonym Sportowcem...Wspaniałym Satyrykiem...I przesympatycznym Człowiekiem...
     Na Walentynki w 2012 roku otrzymaliśmy od Ludwiczka dwie Jego książeczki...


To była wspaniała niespodzianka...
Obdzielił nas sprawiedliwie...Jedna była dla mnie, druga dla Pana N. ...
     Potem była płytka ze spotkania w Bibliotece, na które miałam dotrzeć, ale nie dotarłam...
     Tam Ludwiczek występował ze swoim Przyjacielem, Panem Zbyszkiem Kurzyńskim...Równie "zakręconym" na punkcie radosnego rymu...





     A potem Ludwiczek otworzył najskrytsze zakamarki duszy, i stałam się posiadaczką poezji nieziemskiej...


     Tak bolesnej, że po przeczytaniu ryczałam przez kilka godzin, a potem ośmieliłam się zawiadomić Ludwiczka o otrzymaniu przesyłki w ten sposób...


     Wtedy już, od kilku lat, nazywałam Ludwiczka Przyjacielem...
Odwiedzamy się codziennie...
Codziennie komentujemy swoje wpisy...
Prawie sześć lat...
I ciągle nie dane nam było się spotkać...
     Dlaczego właśnie dzisiaj napisałam tego posta ??
Bo po raz setny wpadła mi w ręce ta książeczka...




     Antologia, którą Ludwiczek dedykował naszemu Wnukowi, kiedy tylko dowiedział się, że zostaniemy Dziadkami...
Oczywiście jest Współautorem...
     Kiedy pisałam do Barnaby uszczypliwe lepiuchy, nie przypuszczałam, że pocieszne dwuwiersze będą miały aż takie znaczenie...
     Dziękuję Ci Ludwiczku, za setki uśmiechów, które wywołałeś na mojej twarzy swoimi fraszkami...
     Mam nadzieję, że Papcio Los będzie dla nas łaskawy w przyszłym roku...
A dzisiaj ??
Dzisiaj idę poczytać JanToniego...;o)