Dwa światy...

Bardzo Ważni Goście

środa, 23 listopada 2022

Certyfikat Grzeczności...

     Pamiętacie nasze "dziadowskie weekendy" ?? Ależ to była wyśmienita zabawa...Echhh...

     Niestety, Księciunio nam się "zestarzał" do szkoły poszedł i "dziadowskie weekendy" wymarły niczym dinozaury...

     Princeska była trochę poszkodowana, bo przecież "przedszkole" aż takim obowiązkiem nie jest i można przywagarować, ale przystopowanie było wskazane...Księciunio kiepsko zniósł "obowiązek szkolny", a zawirowania "covidowe" narobiły Dzieciakom strasznego bałaganu w głowach...

     A potem nastał wspaniały lipiec, masę "nockowania" u Dziadków i wycieczkowania do woli (szkoda, że pogoda płatała psikusy)...Dzieciaki zostały Dziadkami nasycone "po kokardy"...;o)

     Sierpień jakoś zleciał...We wrześniu rozpoczęła się szkolna zawierucha...W październiku Dzieciaki zaczęły głośno domagać się "nockowania"...Szczególnie Princeska, bo Księciunio jak zawsze w takich sytuacjach zdaje się na Siostrę (gdzie diabeł nie może tam Princeskę pośle) i Jej twarde negocjacje...;o)

Kilkugodzinne spotkania tylko "rozjątrzały" nasze Nieloty...

Problem był jednak głębszy...

     Każdy kto wychowywał dzieciaki wie, że co jakiś czas dopada je "syfon" (to nasza autorska nazwa), "dusza" wyrasta z ciała, bunt zastępuje wszystkie inne zachowania i dzieciaki usiłują wypróbować jak daleko mogą się w tym oportunizmie posunąć...Zjawisko pojawia się mniej więcej co trzy lata i jakoś Doroślaki muszą sobie z nim poradzić...Jeśli różnica wieku Nielotów wynosi trzy lata, to "klękajcie Narody", Doroślaki obrywają "deblem"...;o)

No to Misiowi Rodzice oberwali...

     Księciunio jak "grochem o ścianę"...

     Princeska jak "grochem o ścianę"...

     A skoro na Twardzieli trafiło to Tygrysek jest właśnie na etapie "Świat jest mój" !! ;o)

     Każdy telefon kończył się litanią rzeczy dziwnych, niesamowitych i niewyobrażalnych, które nasze Wnuki zmajstrowały...Utalentowana w tym kierunku jest cała Trójka...;o)

     Tych talentów jakoś nikt z Doroślaków rozwijać nie miał ochoty...

No dobra...

     Niektóre "eksperymenty" Wnuków doprowadzały nas do spazmatycznego śmiech, czasem dostawaliśmy nawet czkawki...Ale...

     Zatroskane oblicza Misiowej Mamy i Misiowego Taty (chociaż też chichotali) wymagało pochylenia się nad tematem...

I się Babci z nagła "wylęgło"...

     Wyczekała moment jakiej takiej koncentracji, poważnie spojrzała na Wnuki (te starsze) i zaproponowała "Certyfikat Grzeczności"...

     W każdym tygodniu Dzieciaki się starają przygotowywać do zajęć, dbać o porządek w pokojach i pomagać Misiowej Mamie, a w piątek Misiowy Tata przyznaje Certyfikat Grzeczności, który upoważnia do weekendu u Dziadków...

Nie powiem...Babcia miała sporo wątpliwości...

     Bo czy Wnukom będzie aż tak zależało na nockowaniu ?? Czy mobilizacja nie skończy się totalną klapą ?? Echhh...

     Pierwszy tydzień zakończył się fiaskiem pomysłu...

     W drugim tygodniu Babcia nawet nie zadzwoniła, żeby dusza nie bolała...

     Certyfikat Grzeczności krążył gdzieś w Kosmosie i wcale nie zamierzał wylądować w Misiowym Domku...Echhh...

     Aż tu nagle...Wieczorem Babcia bierze komórkę, a tu nieodebrane połączenie (Babcia Gapa miała wyciszony telefon !!)...Na rozmowy było już za późno...Echhh...

     A może jednak ten Certyfikat drogę znalazł ??

Raniutko dzwoni fonek...

     - Babciu !! Czy ja mogę przyjechać na nockowanie ?? - pyta rozradowany Księciunio...

     - Pewnie, że możesz !! Będziemy w domku o 18-tej !! - odpowiada równie rozradowana Babcia...

A w tle słychać żałosny płacz Princeski...

To się porobiło !!

     Syn przejmuje komórkę, bo Młody dostaje totalnej głupawki...Biega...Skacze...Po prostu, roznosi Misiowy Domek...

     - Obstawialiśmy Princeskę...- wyznaję Pierworodnemu...

     - I słusznie...- przyznaje Misiowy Tata...- Już tydzień temu mogła jechać, ale przywlekła z przedszkola "zarazę" i już tydzień siedzi w domu...U Księciunia coś drgnęło, ale to bardziej na zachętę...- dodaje Syn...- Może zadziała teoria "małych kroczków"...

     - Ważne, że ruszyło... - przyznaję z ulgą...

     - Tak szczerze mówiąc, to na Certyfikat Grzeczności najbardziej zasługuje Misiowa Mama... - rzuca Pierworodny ze śmiechem, a że rozmawiamy na "głośnomówiącym" rzucam, żeby się pakowała (miny Dzieciaków ponoć bezcenne)...

Takie telefony "robią" dzień...

     Babcia z Dziadkiem cały czas chichotali z radości...

     Księciuniowi udało się nie roznieść Misiowego Domku...

     Princeska dostała słowo, że przyznanego tydzień wcześniej Certyfikatu nikt już Jej nie odbierze...

     Misiowa Mama na samą myśl o weekendzie w ciszy i spokoju wypieków dostała...

     Certyfikat Grzeczności to jednak bardzo ważna sprawa...;o)   

piątek, 18 listopada 2022

Panie Ministrze B. ...

     Po przeczytaniu pańskich wypowiedzi medialnych dotyczących eskortowania naszych Kopaczy i Piłkarza (mamy jednego, więc warto podkreślić) zreasumuję...

     Reprezentacja otrzymała przelot rządowym samolotem jako nasze "dobro narodowe"...

     Asystę F16 do granic Państwa należy potraktować jako standardowe ćwiczenia wojskowe...

     Granice Polski są dobrze strzeżone, a Polacy są bezpieczni...

     To jako skromna Obywatelka tego Kraju, składająca się poniekąd na dziurawy budżet, oczekuję w przyszłości analogicznych działań na rzecz naszych Reprezentacji...Może się Pan ograniczyć do zawodów o randze światowej...

     Niech ten rządowy samolot wozi również nasze Koszykarki i Koszykarzy, nasze Siatkarki i Siatkarzy, nasze Szczypiornistki i Szczypiornistów, i rewelacyjną zawsze Reprezentację Polski w lekkiej atletyce...To jest nasze Dobro Narodowe !! Dobro, które nawet jeśli przegrywa, to walczy zawzięcie, pozostawia na parkietach i stadionach "krew, pot i łzy"...Niech Pan również nie zapomina o naszych Niepełnosprawnych Reprezentantach, którzy od zawsze traktowani są "po macoszemu", a niewątpliwie zasługują na nasze i rządowe wsparcie...

     Niech mi wybaczą Reprezentanci innych dyscyplin, ale nie chciałam zanudzać Czytaczy wyliczaniem Was wszystkich...Tak samo jesteście Wspaniali...;o)

     Proponuję również na stałe delegować dwa F16 do obsługiwania tej "szopki", jak mają bez sensu latać i granic pilnować, to niech w końcu zrobią coś "pożytecznego"...Bo pilnowanie tych granic wychodzi Im średnio...I nie do Pilotów i Żołnierzy mam zastrzeżenia...

A skoro już o bezpieczeństwie granic mowa...

     Bardzo proszę Pana Ministra o określenie: ile kilometrów od polskiej granicy zaczyna się teren bezpieczny ?? Od kilku dni Prezydent, Premier i Ministrowie powtarzają w swoich wypowiedziach jak mantrę: Obywatele są bezpieczni !!

Są bezpieczni bo ??

     Kolokwialnie w niektórych kręgach nazwano by to, że "daliście d**y"...

     I totalnie jest mi wszystko jedno, czy była to "pomyłka" ruskich orków, czy Ukraińców...Zwisa mi wasze wsparcie dla Mieszkańców i Rodzin Ofiar...Na teren Polski spadła rakieta, a wy przez kilka godzin czekaliście na wytyczne...Od kogo ?? No cóż...Pan B. spał snem sprawiedliwego i pewnie nie chciano go budzić...Niech się chłopisko wyśpi...

A Wy NA-TO jak na lato...

     Wojna za naszą wschodnią granicą trwa od lutego jakby wam ta informacja umknęła), w listopadzie chcecie rozmawiać z Ukraińcami o zestrzeliwaniu rakiet zmierzających w naszą stronę nad Ich terytorium...Jaja jak berety...

Takie głupie te rakiety, geograficznie niedouczone, spadają gdzie bądź...

     Panie Ministrze B. ...

     Niech Pan ochłonie, niech się Pan zimnej wody napije, bo ewidentnie strzela Pan "na ślepo"...

     Powtarzanie Polakom po stokroć, że są bezpieczni niczego nie zmieni, a już na pewno nie zmieni faktu, że za wschodnią granicą toczy się wojna i bezpiecznie czuć się nie możemy...

     Wysyłanie Kopaczy i Piłkarza rządowym samolotem, było znacznie zawyżonym standardem dla Ich zasług...Szczególnie po Ich ostatnich popisach...I trudno nie czuć obawy, że wrócą MIG-iem (zaraz po fazie grupowej), bo teraz Pan pewnie F16 uziemi (żeby nam ich jakieś zabłąkane rakiety nie strąciły)...

     Eskorta, o przepraszam, "ćwiczenia", były co najmniej nie na miejscu, przynajmniej w tym kierunku i z tym celem...Może bardziej by się nad wschodnią granicą przydały ?? A może skoro taki nadmiar tego sprzętu posiadamy, to przekażmy je Ukraińcom...Wiedzą do czego służy...Może szybciej orków przegonią...Pokój nastanie...

     Czego wszystkim Nam życzę nieustannie...

niedziela, 13 listopada 2022

Zmumifikowana historia...

     Jeden z naszych Komików w bardzo obrazowy sposób przedstawił to zagadnienie...

     "Idziemy do podstawówki, uczymy się historii:

Od starożytności - dokąd zdążymy...

     Potem było gimnazjum i historia:

Od starożytności - dokąd zdążymy...

     W szkole średniej scenariusz się powtarza:

Od starożytności - dokąd zdążymy...

     A jeśli komuś mało było historii, to idzie na studia i zakuwa:

Od starożytności - i zdążyć musi ze wszystkim..."

     Genialne podsumowanie !!

     Co prawda, Autor skeczu sugeruje, że jest to zamierzona polityka egipskiego Rządu, ale trudno Mu racji odmówić...Starożytność mamy "obcykaną"...;o)

Poniekąd...

     Ostatnio trafiłam na niszowym kanale TV na kontrowersyjny film dotyczący historii starożytnego Egiptu (i nie tylko)...Autor od razu zastrzegł, iż Jego poglądy nie są akceptowane przez środowiska egiptologów, bo...

     Macie rację !!

     Wywracają historię do góry nogami...

     I wcale nie mówię o teorii kosmicznych technologii, wkładzie ufoludków, czy innych dyrdymałach, które od dwóch wieków pojawiają się i znikają z kosmiczną prędkością...Autor korzysta ze współczesnej matematyki, fizyki, astronomii...Dorzuca garść geografii, topografii i wiedzy z dziedziny architektonicznej...Wszak odrobinę tej wiedzy liznęliśmy przez dwa wieki...

Nikt nikogo nie zmusza to natychmiastowej zmiany podręczników, jest tylko sugestia, że powinniśmy się naukowo pochylić nad teoriami, które kilka pokoleń przyjmowało za pewniki...

     Potrzebujemy ludzi z otwartymi umysłami...

     Potrzebujemy środków na przeprowadzenie badań...

     Potrzebujemy potrzeby ich przeprowadzenia...;o)

Ale po co ??

     Czy przeszkadza nam fakt, że tłoczy się nam do głów wiedzę traktowaną jak aksjomat ??

     Matematycy już wielokrotnie zmieniali obowiązujące prawa, bo nauka udowodniła błędy w tezie...

     Fizycy ze zrozumieniem pochylają się nad nowymi teoriami i rzadko korzystają ze słowa "pewnik"...

     Astronomowie z ekscytacją przyjmują nowe odkrycia...

     Geografowie skrupulatnie przeprowadzają badania i ciągle odkrywają, że wiele mają jeszcze do odkrycia...

     Topografowie nieustannie nanoszą poprawki, bo Matka Ziemia lubi zmiany...

     Architekci dążą do doskonałości...

A Historycy nie !! ;o)

     Jeden ze znanych i znamienitych Egiptologów zapytany o potrzebę badań, uśmiechnął się z politowaniem i stwierdził autorytatywnie, że badania są zbyteczne, bo wiadomo jak było...

Wiadomo ??

     Z tego co wiem, a laikiem jestem totalnym, nie rozczytano hieroglifów, nie otworzono wszystkich komór, nie znaleziono wytłumaczenia na setki detali i szczegółów...Nawet na podstawowe pytania Egiptolodzy posiłkują się stwierdzeniem: " jest teoria, że..."

     Klękajcie Narody przed taką wiedzą...

     Wiedzą, którą wtłacza się kolejnym pokoleniom jako aksjomat, pomijając skrupulatnie "jest teoria"...

Wiedza, czy teoria ??

     Bo teoretycznie to ja jestem osiłkiem 2 metry wzrostu i gram w NBA...

     Wiedza ?? Jestem "szczypiorkiem", który lubi koszykówkę...

Jakaś różnica jest...;o)

     Skoro jeden problem mamy już wyjaśniony...Bo ludziom z otwartymi umysłami zamula się szare komórki...Przejdźmy do punktu numer dwa...

Środki na badania...

Środków na badania "nie ma i nie będzie"...;o) Bo po co badać zbadane ??

A poza tym...

     W XIX i XX wieku badania archeologiczne przeprowadzano ze środków "sponsorskich", że tak to określę...Organizowano zrzutki (czyli kwesty), darowizny dodawały splendoru, a zapisywanie majątków testamentami na rzecz odkrywców było w dobrym tonie...

     W XXI wieku Archeolodzy są bez szans (szczególnie, że już przecież wszystko o piramidach wiemy)...;o)

     Aż jestem ciekawa, kto z Was wie, że na terenach Chin są piramidy totalnie nie zbadane, że władze usiłują je ukryć zalesiając tereny, i że do tej pory wydały jedno (!!) zezwolenie na ich sfilmowanie (zewnętrze)...??

     A kto wie, że piramidy na całym świecie zbudowane są w analogiczny sposób z zastosowaniem tych samych zasad architektonicznych, eliminujących na przykład zniszczenie w przypadku trzęsienia ziemi ??

To może jeszcze jedno pytanko:

     Kto wie, że piramidy łączą linie przechodzące przez Gizę ??

Dzielą je odległości, terytoria, cywilizacje, czas budowy...

     Zakuwaliśmy zmumifikowaną historię w podstawówce, niektórzy w gimnazjum, w szkole średniej, na studiach...A kiedy możemy zacząć zadawać pytania i rozsupłać bandaże z tej mumii, okazuje się, że w środku jest przysłowiowy "dyzio"...Sumarycznie: guzik wiemy...

Ale pozostał punkt trzeci...

     Czy mamy potrzebę na zgłębienie tej prawdy (nawet jeśli badania potwierdzą narzucane aksjomaty) ??

     Wczujmy się w naszych starożytnych:

     Posiadamy pewną wiedzę, której utrata może doprowadzić do katastrofy...

     Wiemy, że nasza cywilizacja dobiega końca i nie mamy na to wpływu...

Co robimy ??

     No cóż...Można się przykryć prześcieradłem i czołgać w kierunku cmentarza...

     Ale można też pozostawić widomy i rozpoznawalny znak dla potomnych, można pismem obrazkowym przekazać wiedzę (wszak alfabety bywają zwodnicze), można stworzyć budowle, które przetrwają nie tylko wieki, ale i trzęsienia ziemi, potopy, wulkaniczną lawę...Niech Ci, którzy przetrwają, mają lżej, niech będą mądrzejsi...Niech zauważą, że trud ich przodków nie poszedł na marne...

     Dlatego pewnie, ta starożytność jest taka ważna...

     Szkoda, że przodkowie nie założyli, jak wielkimi będziemy ignorantami...;o)

poniedziałek, 7 listopada 2022

Lądowanie z telemarkiem...

     Świat jaki znaliśmy do tej pory odchodzi do lamusa...Może małymi kroczkami...Może tip topami, ale nieuchronnie do przodu...Jedni pomstują, że mamy "pod górkę"...Inni ubolewają, że to "równia pochyła"...Jedno jest pewne...Idziemy w nieznane...

     Najpierw "ześwirowany" Covid...Potem wojna na Ukrainie...

Echhh...

Świat, a właściwie jego przywódcy, zaczął niebezpieczną zabawę...

     O Covidzie pisać nie będę, bo moje poglądy się nie zmieniły...Wojna na Ukrainie trwa, więc też trudno wnioski wyciągać...Ale...

     Czy zauważyliście jak bardzo zdewaluowały się w tym czasie organizacje międzynarodowe ?? Jak czytelnym się stało, że poza niezliczoną ilością "krzesełek" nie mają nic do zaoferowania ?? Już chyba same nie pamiętają po co powstały...

     WHO - Światowa Organizacja Zdrowia...

     To co wyczyniali w czasie "pandemii" wołało o pomstę do nieba, ale ich dziwaczne wnioski i wytyczne zaskakują do dzisiaj...

Ich ostatnią "perłą w koronie" był raport dotyczący depresji...

     Problem globalny przez dwuletnią izolację społeczną urósł do rangi wręcz kosmicznej...

     Ale raport zawiera dziwny wniosek...Głównymi ofiarami według nich są kobiety w przedziale wiekowym 35-45 lat...

Ki czort ??

     Czy w tym "szacownym" gronie nie ma jednego analityka, który umiałby "połączyć kropki" ?? Czy wiedza medyczna wyklucza podstawy matematyki i statystyki ??

     Kobiety w wieku 35-45 lat szukają pomocy medycznej i wsparcia, bo ich świadomość medyczna jest na "wyższym" poziomie...Chociaż bardzo mnie kusi napisać, że terapie w niektórych środowiskach stają się modne...;o)

     Mężczyźni 35-45 lat ?? W życiu żaden nie przyzna, że ma problemy !! Z resztą, środowisko by tego nie zaakceptowało...

Mężczyzna w tym przedziale wiekowym "zalewa robaka", imprezuje separując rzeczywistość, a jak już nie daje rady to bierze sznurek i "robi pętelkę"...Wystarczy sprawdzić statystyki...

Lepiej być wisielcem niż "wariatem"...

     A co ze starszą grupą ??

     Tutaj obie płcie (sorry, ale dalej uznaję dwie płcie) są w takiej opozycji do wizyt psychologiczno-psychiatrycznych, że prędzej "poczołgają się w kierunku cmentarza", niż zrobią z siebie "wariatów"...

Czy to się zmieni ??

Owszem...Jak wymrzemy...;o)

     Pozostają dzieci i młodzież...

     Co z nimi, po pandemicznej zawierusze ?? Jak reagują na realne zagrożenie wojną światową ??

Są w czarnej d****...

     Psychologów brakuje (nie tylko u nas)...Psychiatria dziecięca leży (nie tylko u nas)...Rodzice borykają się z milionem problemów, więc często nie zauważają zapaści (nie tylko u nas)...Nauczyciele...Hmmm...Wybaczcie !! Nauczyciele mają pana CZ. i więcej problemów nie ogarną, a ci z małopolski mają jeszcze panią N. (widocznie bardziej nagrzeszyli)...- To akurat u nas...;o)

Pozostają smartfony, internet, alienacja...

     Wychodzi na to, że w zdrowiu psychicznym pozostaną tylko kobiety 35-45 lat...Kwadratura koła...;o)

(25-latki jak wiadomo - bo prezes powiedział - chleją na potęgę, więc już są społecznie stracone)...

     Aż strach się bać jakim problemem zajmie się WHO następnym razem...

     Następny "skrót" godny omówienia to MKCK - Międzynarodowy Komitet Czerwonego Krzyża...

Jak oddziały krajowe spisują się nieźle, tak centrala powstała...Ku idei ??

     Kiedy orkowie napadli na Ukrainę, a Europa stanęła na krawędzi zapaści migracyjnej, "mądre" głowy z Genewy ogłosiły, że nic zrobić nie mogą, wspierać nie będą, bo działania wojenne są w toku, więc trzeba poczekać aż się skończą...Eureka !!

Dobrze, że raczyli dodać, że jak oddziały krajowe chcą, to jednak pomagać mogą...;o)

Ale wtedy, to nasze PCK już na granicach stało, organizowało transport, przygotowywało posiłki i obejmowało opieką medyczną...

     To po kiego nam "centrala" ??

     Gdyby nie dodali (bardzo szlachetnie), że jednak PCK może zrobić (co już zrobiło) to na granicach pomoc świadczyliby tylko "Kowalski" z "Nowakiem"...

     A jak się już wojenka rozkręciła na dobre, a Ukraińcy udowodnili po co spodnie noszą (Dziewczyny też walczą w spodniach), to się Centrala w sobie zebrała i wysłała delegację...Do Rosji !!

Klękajcie Narody !!

     Pierdzenie w krzesełka ma jednak wpływ na pracę szarych komórek...Albo to szwajcarskie powietrze nie jest jednak tak zdrowe (powołując się na klasyka)...

To, że z czasem zaakceptowali rzeczywistość nie zmienia niczego...

     Który "skrót" jeszcze mi podpadł ??

No cóż...

Może nie powinnam kopać leżącego ??

     UE...Tłumaczyć skrót ??

     Tego, co wyłoniło się z UE po pierwszych bombardowaniach Ukrainy nawet starożytni Filozofowie by nie wymyślili...

     Niemcy rozbrojeni totalnie, energetycznie zdruzgotani, rosyjskie powiązania tak głębokie, że Rów Mariański to przy tym płycizna...W sprawie "atomu" już sześć razy zmienili zdanie, a teraz czule przytulają się do Chińczyków...Ich "Anioł" otworzył "piekło" i zostawił klucz na Kremlu...

     Francuzi wyciągają spragnioną energii dłoń do zubożałej Hiszpanii i Portugalii, bo po wyliczeniach okazało się, że nawet 50% zabezpieczenia energetycznego nie mają...Ale prawdziwą perełką jest fakt, że zamierzają zlikwidować enklawy migracyjne jakie powstały wokół Paryża...

Ich uwadze umknęło chyba, że Stolicę już mają w okrążeniu, a migranci prędzej Paryż spalą niż oddadzą...

     Dania też doznała olśnienia i też będzie "odzyskiwać" terytorium...Pocieszne...Zamierzają przesiedlać migrantów z Kopenhagi, żeby odzyskać równowagę społeczną...Powodzenia !!

     Z perełek jest jeszcze Szwecja...Po latach zachwytów nad transakcjami bezgotówkowymi (a wierzcie, życie bez plastykowego kartonika jest w Szwecji niemożliwe) ogłoszono z nagła, że...Szwecja wraca do obrotu gotówkowego...Bo systemy bankowe nie spisały się właściwie...

     Przy tablicy pozostały Włochy...

     Tam to dopiero zawierucha się zacznie...;o) Ale przesłanki już widać...

     Jeden z ministrów ogłosił, że ratowani na morzu migranci mają być odstawiani do kraju, którego banderę reprezentuje statek ratowniczy...Nie będzie podrzucania "kukułczych jaj"...

     O Norwegii szkoda pisać, bo oni teraz mają jeden problem...Skąd wziąć taką ilość liczarek do banknotów, żeby zastoju w handlu gazem nie było ??

     Może być tak, że teraz Polacy będą jeździć do Norwegii nie na truskawki, czy obrabiać ryby, ale liczyć kasiorę...Migracja zarobkowa nabierze innego znaczenia...;o)

     Co z europejską "drobnicą" ??

     Właściwie nic...Ci co wierzyli w europejskie wartości swojej wiary nie tracą...Ci co nie wierzyli objawienia nie znajdą...Ale na brukselskich korytarzach tłoczno, wszyscy biegają ze sztućcami w dłoniach i swój kawałeczek "tortu" usiłują dziabnąć...;o)

     A my ??

     My ??

     Jesteśmy twardsi od szczurów...Czym jest gorzej, tym jest lepiej...Tacy jesteśmy "popaprani"...

     Ale jeśli w kimkolwiek z Was tliła się jeszcze nadzieja i wiara w organizacje europejskie, czy światowe, to przepraszam, chociaż niewielki miałam wpływ na ich działania...Ktoś jednak przeprosić powinien...

     Człowieczeństwo rozmieniono na drobne...Na naszych oczach i z naszym udziałem...

     Pozostało zachować równowagę na tej "równi pochyłej" i wylądować z telemarkiem...Czego i sobie, i Wam życzę...

sobota, 22 października 2022

Dalszego ciągu nie będzie...

     Jak daleko sięga historia tej znajomości ??

Kilkunastu lat...

Poznaliśmy się na "Lepiuchach", portalu stworzonym przez Interię, dla "ześwirowanych" Rymolubów...Chociaż wówczas nie mieliśmy o sobie pojęcia...Nicki jak to nicki, nawet nie wiesz czy po drugiej stronie jest Facet, czy Kobiełka (wiem co mówię ;o))...

Więcej czytałam niż pisałam, więc po kilku tygodniach rozpoznawałam Autorów po słowach, rymach i tematyce...Trudno pozbyć się nawyków...;o)

To była jedna z lepszych inicjatyw Interii...Ale...

No cóż...Korzystali z portalu Ludzie, więc szybko zmieniło się to w szambo, w którym większość wylewała gnój i pomyje, a konflikty zaczęły ocierać się o granice prawa...

Lepiuchy zostały zamknięte...

     Szkoda mi było tej fajnej zabawy, ale miałam swoje zajęcie...Prowadziłam już wówczas bloga na WP...I to właśnie dopiero tam poznaliśmy się "człowieczo"...

     Pewnego dnia w komentarzach pojawił się "lepiuch", którego składnia była mi dobrze znana...Od słowa do słowa...I tak poznałam JanToniego...

     Od tego dnia nasz kontakt był właściwie codzienny...Wymiana "lepiuchowych" komentarzy...Wymiana maili...Z czasem rozmowy telefoniczne...

Tak bywa, kiedy w sieci spotkają się dwie Gaduły...;o)

Czasem pomagałam Mu w drobnych problemach z komputerem...On w rewanżu przesyłał mi tomiki swojej poezji...To było wyśmienita wymiana...

     Z biegiem czasu JanToni zmienił się w Ludwiczka...Ludwika Wambutta...

     Człowieka, który kochał Warszawę, który kochał warszawską Pragę, który kochał sport, ale nade wszystko kochał Lidusię...Lidusia to Żona...

"Lidusia powiedziała"..."Lidusia przygotowała"..."Byliśmy z Lidusią"...- pięknie mówił o Żonie...Zawsze z miłością i szacunkiem...

Tyle, że przy Lidusi nie wolno było marudzić...Przynajmniej taką zasadę wyznawał Ludwiczek...

     Nasze rozmowy były coraz dłuższe...Coraz bardziej otwierały się serducha...

     "Jesteś prawie rówieśnicą mojego Michałka"- powiedział kiedyś...Niby zwykłe zdanie, a przepełnione było smutkiem...Ludwiczek stracił Syna...

Młodziutki, inteligentny, wysportowany Chłopak uległ wypadkowi drogowemu ponad trzydzieści lat temu...

Takiego piętna żaden Rodzic z serca i głowy nie wymaże...

     "To był najgorszy dzień w moim życiu" - wyznał mi kiedyś Ludwiczek- siedziałem przy Jego łóżku i kłamałem, że wszystko będzie dobrze, że wyjdzie z tego...Uśmiechałem się do Niego i ten uśmiech zostanie mi do śmierci"...

     Smutny Człowiek rozdający uśmiech...Satyryk z bolącą duszą...

Kiedyś zadzwonił przed północą...

     "Obudziłem Cię ??" - zapytał...

     "Nie...Papierzę"...- odpowiedziałam...Wiedziałam, że to musi być ważny telefon...

Gadaliśmy do trzeciej...Ludwiczek się bał...Był w szpitalu...

Rozłączyłam się, kiedy w słuchawce usłyszałam równomierny oddech...

Rano dostałam SMS-a:

     "To będzie dobry dzień !!"

I takich dni mieliśmy wiele...

     Bywało, że dostawałam SMS-a: "Zwolnij !!"...Albo na mailu była reprymenda...Po każdej rymcioklepce marudził, że czeka na pierwszy tomik...Dopominał się o zdjęcia "swoich Prawnuków"...

W osiemdziesiąte urodziny przyznał się do marzenia...

     "Ech, Ty moja Gordyjeczko, tak bardzo chciałbym Cię kiedyś przytulić...Wiesz, tak realnie"...

Ale zaraz potem pojawiło się wiele przeszkód: Już nie prowadzę samochodu...Paliwo takie drogie...Wy jesteście bardzo zapracowani... Jestem "stary dziad"... - skrupuły Go zżerały...

Kilka dni przed warszawskim spotkaniem Blogerów zadzwonił:

     "Boję się tego spotkania"..."Mogę przyjść z Przyjacielem ??"

Czy powinnam zapytać z którym ??

Nie musiałam...

     Przyjacielem Ludwiczka był Zbyszek Kurzyński...Często gościł w naszych rozmowach, a ja poznałam Zbyszka podobnie jak Ludwiczka (na "Lepiuchach"...Potem Zbyszek prowadził bloga...Aż w końcu "połączył" nas Ludwiczek i FB...

     I przyszedł dzień, kiedy zniknęłam w ramionach "wirtualnego Ojca"...Oczy się nam zaszkliły...Ludwiczek wyszeptał mi do ucha: "Umiesz spełniać marzenia"...I ciągle chwytał mnie za rękę, jakby chciał sprawdzić czy jestem realna...

     Kolejne lata mijały...Choroby i starość odbierały nam Ludwiczka...Dobrego Człowieka o uśmiechniętej twarzy i smutnym sercu...

     17 października 2022 roku Ludwiczek, Ludwik Wambutt odszedł do Michałka...Dla Niego szczęście...Dla nas smutek...Jego "Samotność"(tomik wierszy dla Syna) się skończyła...

Jak pożegnać Ludwiczka ??

Lepiuchem !!

Lepiej wspomnień worek cały,

niż życiowe dyrdymały...

P.S. "Życia nie można traktować zbyt poważnie, bo ono robi sobie z nas jaja" - Ludwik Wambutt...Dalszego ciągu nie będzie ♥ ♥ ♥ 

niedziela, 9 października 2022

Wyścig z Matką Naturą...

     Ojciec Czas nie ma litości...Patrzę w kalendarz, a tu już październik...Nijak tego tempa ogarnąć się nie da...;o)

     Jak nam minął wrzesień ?? No cóż...Traumatycznie...Chociaż z dobrym zakończeniem..."Nagusek" śmiga jak na pojazd "zaczepno-bojowy" przystało...My nieodmiennie zachwycamy się jego "motoryzacyjną duszą", a potem realizujemy plan...Postanowiliśmy, za wszystkie zasługi, dopieścić go wszystkim, co do tej pory przesuwaliśmy w niebyt...Był nam niezbędny, więc o "kosmetyce" mógł pomarzyć...I chociaż przeszedł przegląd "od pierwszego strzału", nie zaszkodzi wymiana gumowych podzespołów, które mają już 16 lat, nie zaszkodzi lekka korekta nadwozia...Ot, takie zadośćuczynienie za te wszystkie niezawodne lata...;o)

     Ale wrzesień to również jeden z piękniejszych miesięcy w naszym roku, a szczególnie 14-ty wrzesień...Dzień urodzin naszego Księciunia !!

     Do dzisiaj uśmiecham się z nostalgią na wspomnienie tych emocji i trasy do Krakowa, której wcale nie pamiętamy, bo amok nas ogarnął absolutny...A to już 8 lat minęło !! Trudno uwierzyć...;o)

     Nasz Księciunio to już poważny Facet !!

     Chociaż babcine całusy za uszkiem wcale Go nie peszą, i dalej skrupulatnie je liczy...;o)

Co jeszcze ??

     Wrzosowisko...Zaścianek...Wrzosowisko...

     Jestem w takim "ciągu", że chomik w kołowrotku to przy mnie pikuś...I chociaż z Wrzosowiska wracam urypana "po kokardy" już wiem, że mój pojedynek zakończy się wygraną Matki Natury...Nie ma opcji, że wszystko ogarnę...Ale po tych kilku latach walki z ugorem pogodziłam się z coroczną przegraną...Każdy wyjazd to pozycja mniej na liście zaległości...To już coś...;o)

     Świat żyje swoim życiem...Ja żyję swoim Światem...

     A że pewnie znowu zaliczę "pit-stopa", więc od razu nadmienię, że październik rozpoczęliśmy tradycyjnie od urodzin Pana N. ...Wnuki stawiły się w komplecie z Misiowym Tatą...Było radośnie...Było głośno...Było wzruszająco...

     Princeska wgramoliła się Dziadziusiowi na kolana i odczytała list, który sama napisała (i tylko Ona umiała przeczytać):

"Dziadziusiu, bardzo Cię kocham i nigdy się nie odkocham"...

     To był długi list, zawierający sto słów kocham, a Dziadziuś przy każdym tym słowie miękł coraz bardziej, i bardziej, i bardziej...Kolanka drżały...Oczka wilgotniały...Liczko pokraśniało...Ale dzielny był !! ;o)

     No cóż...Czas się brać za krojenie botwinki (do mrożenia), marynowanie pomidorków, robienia przecieru, suszenia papryczek chilli...Bo pewnie jutro Pan N. z porannego spaceru z piesełem znowu przytaszczy dwa kilogramy grzybów...Echhh...;o)

wtorek, 27 września 2022

Komunikat z ostatniej chwili !!

     Dzwoni telefon...

Pan N. spogląda na wyświetlacz i czerwienieje...

Już wiem Kto dzwoni...;o)

     - Autko żyje !! - wykrzykuje Pan Mechanik...- Już w piątek było zrobione, ale chciałem je sprawdzić, a czasu nie było...I przechodzi do sprawozdania, co, ile i za ile...

A my z wypiekami na twarzach słyszymy tylko jedno:


Nagusek żyje !!

I jutro wraca do domciu...;o)


     Nie wiem jak Wam, ale nam kciuki zdrętwiały od zaciskania...;o)

wtorek, 20 września 2022

O psie. który jeździł lawetą...

     Wrzesień rozpoczęliśmy z przytupem...

Pan N. najpierw zrobił wielki bałagan...


Potem ten bałagan kontrolował...


A potem zapomnieliśmy zrobić zdjęcia, jak już było "posprzątane"...;o)

No cóż...Na Wrzosowisku dostajemy takiej "głupawki", że medycyna jest bezradna...

     Pan N. znalazł sobie dodatkowe zajęcie...Razem z Luckim chodzą na grzyby...Nie, żeby jakoś specjalnie, o świcie, z koszykami itd...Oni chodzą do lasu "na psie siku" i zbierają grzyby przy ścieżkach...


     Teraz już na 100% wiem, że TV kłamie...Na początku września "fachowcy" na wszystkich kanałach ogłaszali, że "grzybów nie ma i nie będzie", bo aura nie sprzyja...Hmmm...Wychodzi na to, że ani aura, ani grzyby o tym nie wiedziały...;o)


Gordyjce doszło nowe "hobby"...Codziennie obiera grzyby...;o)

A na Wrzosowisku usiłuje dogonić czas...


     "Wiosenne" malowanie płotu weszło w harmonogram z jesiennym palikowaniem pod zimowe osłony...


Świdośliwy już przygotowane...


     Tlenowce bezwstydnie popisują się jeszcze soczystą zielenią...(W zeszłym roku o tej porze "spalił" je pierwszy przymrozek i nie dawaliśmy im wielkich szans na przeżycie)...


     Nasz "las" powolutku rośnie...Nawet świąteczny świerczek po zastosowaniu "pampersa" z trawy pozbierał się w sobie i postanowił przeżyć w tych ekstremalnych warunkach...

     Piękny był ten 1-wszy września...Prawda ??

     W powrotnej drodze zatrzymaliśmy się w sąsiednim miasteczku...Zakupy zrobione...Kanapki "powrotowe " pożarte...W myślach układam plan obróbki plonów, które wieziemy...Nagle "nagusek" milknie...

Spoglądamy na siebie z Panem N. i już wiemy...Ten dzień zakończy się inaczej niż planowaliśmy...

Spychamy autko z głównej drogi...Pan N. usiłuje obudzić waleczne serducho naszego pojazdu...Martwa cisza...

     Po 16-tu latach bezawaryjnego użytkowania "nagusek" zamarł...

     Telefon do naszego "Anioła Stróża", bo przecież nikt nie pamięta co ma w polisie po tylu latach, a Anioły pamiętają wszystko (i zawsze mogą zerknąć w polisę)...

I po 40-tu minutach nasze chore autko ładujemy na lawetę...

Echhh...

     Jedzie laweta, na lawecie "nagusek", a w "nagusku" ?? Lucky !!

     Dopiero w domu zdaliśmy sobie sprawę, że ta chwila powinna być uwieczniona...Lucky "samodzielnie" jechał samochodem !!

Na początku jakieś zainteresowanie okazywał, siedział, wyglądał...Ale potem zasnął tak, że go Pan N. na warsztatowym parkingu musiał budzić...;o)

     To było 60-siąt trudnych kilometrów...Nasze mózgi pracowały na najwyższych obrotach...Ale lawetą kierował przesympatyczny Pan i "stary" praktyk...Widząc rozpacz wypisaną na naszych twarzach caluśką drogę "nadawał"...Sympatycznie nadawał...Głównie o pieskach (sam ma kilka) podziwiając zachowanie, spokój i dyscyplinę Luckiego...Nawet zaproponował postój, żeby sprawdzić samopoczucie naszego "sierściucha"...

     Jak bardzo przeżyliśmy awarię naszego niezawodnego autka ??

     Przez czterdzieści osiem godzin byliśmy w stanie "agonii"...Nawet Lucky, wyczuwając nasz niepokój zaliczył biegunkę...

     Niestety...Diagnozy jeszcze nie znamy, bo nasi Mechanicy są zawsze bardzo zajęci, a tym razem wcisnęliśmy się "bez terminu"...Musimy czekać na "wyrok"...

Ale...

Przecież Pan N. dojeżdża do pracy samochodem...Na Wrzosowisko mamy 100 kilometrów...Co dalej ??

     To była prawdziwie mistrzowska akcja logistyczna...;o)

     Pierworodny przeszedł na pracę zdalną...Synowa przerzuciła się na auto Męża...Dziadkowie dostali cztery kółka Synowej...

     Bądźmy realistami...To było rozwiązanie na godziny...No...Może na kilka dni...Taka zadyma dezorganizowała życie totalnie...

Trzeba działać !!

     6 września nasza Rodzinka powiększyła się o "Icka"...Małe, białe śmigadełko...O uroczym numerze rejestracyjnym, który dzięki nowym przepisom mogliśmy zatrzymać...Mamy "krzyczącego Icka"!!;o)

     Świat wrócił do równowagi...Prawie...

     Co kilka dni odwiedzamy "naguska" na warsztatowym parkingu (jak chorego w szpitalu)...Szesnaście lat...Zjeździł z nami całą Polskę...Zjeździł kawał Europy...Wspinał się na szczyty Alp...Parkował przy plażach Bałtyku...Kawał historii...

Echhh...  

środa, 14 września 2022

Sierpniowe itd...

     Połowa września, a ja jeszcze wakacji nie skończyłam...Echhh...

Jak upływał gordyjski sierpień ??

Jak na karuzeli...

Wrzosowisko - zbieranie plonów...

Dom - obróbka zbiorów...

Wrzosowisko - zbieranie plonów...itd...

     Matka Natura nieźle się przyłożyła, żebym się czasem nie nudziła...;o)

Co poza tym ??

     10-tego sierpnia obchodziliśmy U-Rodziny Luckiego...Trzecie U-Rodziny...;o)


     Nieodmiennie nas fascynuje fakt, jak mądry może być pies...;o)

     A Lucky nam udowadnia, że "samouki" zasługują na wiele dyplomów "Psiorbony" (psiej Sorbony)...;o)

Wrzosowisko - zbieranie plonów...

Dom - obróbka zbiorów...

Wrzosowisko - zbieranie plonów...itd...

     24-tego sierpnia nasza Princeska skończyła 5lat !!


     Wśród wielu talentów, jakie już nam Wnusia ukazała, na pierwsze miejsce wysuwa się talent do bezkompromisowych negocjacji...;o)

     Jakby ktoś potrzebował rozmiękczyć głaz, albo sprzedać piasek na pustyni, to polecam Jej usługi...;o)

Wrzosowisko - zbieranie plonów...

Dom - obróbka zbiorów...

Wrzosowisko - zbieranie plonów...

Dom...

     - Zamknęli naszą Knajpkę w Krakowie... - rzucił pewnego wieczoru Pan N.

     - To będzie bieda...- odpowiedziałam pochłonięta krojeniem jakiegoś "przydasia"...

     - Ale mają jeszcze jedną...Też niedaleko Rynku...- kontynuował Ślubny...

     - To dobrze...- wymruczałam...

     - Wyślę Ci namiary...- entuzjastycznie oznajmił Pan N.

     - Echhh...- pomyślałam...

     Wieczorem spojrzałam na pocztę, linka otworzyłam, stronkę obejrzałam, menu przeczytałam...

     - Wygląda zachęcająco...- podsumowałam...

     Pan N. spojrzał na mnie wymownie, a Jego wzrok mówił: " Kobieto !! Oprzytomniej !!"...

Kobieta (niby ja), jednak dalej błądziła myślami między słoikami, a suszonkami...

     - Rocznicę Ślubu mamy !! - dotarł do mnie mężowski komunikat...

     - Oooooo...To dlatego mi ten Kraków reklamujesz... - olśnienie...;o)

Można powiedzieć, że nasza 38-ma rocznica Ślubu była słoikowa...;o)

Całkiem rozum w słoikach zamknęłam...

     Ale skoro mamy pretekst, żeby jechać do Krakusowa ??


No to pojechaliśmy...;o)

     Upał był taki, że Smok Wawelski ściągnął skórę, a Adaś na Rynku wachlował połami swojej przydługiej peleryny...Postanowiliśmy iść "krakowskim szlakiem cieniowym"...;o)

Poruszaliśmy się tylko tam gdzie był cień...;o)

Dało się wytrzymać...

     Sprawdziliśmy "nasze kąty" i kilka nowych, do których cień nas zaprowadził, a Przewodnicy by pewnie ominęli jako nieistotne...

Potem była rocznicowa obiadokolacja...



     Restauracja nazywa się Stara Kuchnia (ul. św. Tomasza 8) i dobrze karmi...;o) Ceny są przyzwoite, a Obsługa sympatyczna i życzliwa...;o)

Nie reklamuję, podpowiadam, jakby ktoś głodny strawy szukał i wytchnienia...;o)

     Najedzeni "po kokardy" postanowiliśmy szukać wytchnienia w parku...Chociaż sam pomysł wydawał się karkołomny...

Upał...Kraków...Ławka w cieniu ??

I tu zadanie dla Socjologów...

     35 stopni...Nie ma czym oddychać...Uliczki zatłoczone...Na Rynku kipisz ludzka...Pod ścianami, w cieniu, ustawieni oczekujący na miejsca pod parasolami (ale dalej w słońcu)...

Wchodzimy do parku, a tutaj ledwie 1/3 ławeczek zajęta...

Przyjemny chłód...Listeczki drgają na wietrze...Bajka !!

     Czyżby Człowieki zatraciły instynkt samozachowawczy ??

     Wieczór zakończyliśmy pyszną mrożoną kawą...Wróciliśmy do stęsknionego psa...

     Pomyślałam, że fajnie mieć dwie rocznice Ślubu...;o) Zawsze można się podpiąć pod jakieś niespodzianki...;o)

     I co było dalej ??

Wrzosowisko - zbiór plonów...

Dom - obróbka zbiorów...itd...;o)

poniedziałek, 29 sierpnia 2022

Koniec dobrego...

     Tegoroczna decyzja o wakacjach "stacjonarnych" była strzałem w "10"...Nad morzem tłumy...W górach tłumy...Nad jeziorami "nabite" po brzegi...No i argument ostateczny...Wnuki tęskniły do naszego Zaścianka...;o)

Tęskniły za zabawkami ukrytymi w wielgachnych szufladach w sypialce...

Tęskniły za spacerami po lesie z Luckim...

Tęskniły za radosnym pohukiwaniem na klatce schodowej i wsłuchiwaniem się w pogłos...

Ale Zaścianek umiał rozbudzić kolejne tęsknoty...

     Wielki plac zabaw z siłownią na świeżym powietrzu wyzwalał wspaniałe emocje...



     Po obowiązkowej rundzie zabawowej, nadchodził czas na "prawdziwy trening" i nawet Babcia dała się skusić (Dziadziusia nie trzeba było zachęcać)...;o)

     Doczekaliśmy się również przyzwoitego kompleksu basenów, który w Nielotach wywoływał nieustanne westchnienia zachwytów...




     Koniecznym było również zdobycie Zamku w Rabsztynie...


     I podziwianie naszej "wioski Smerfów" ukrytej w gęstym lesie...;o)


     A kiedy Ojciec Czas odmierzał nieubłaganie koniec wspólnych wakacji, odwiedziliśmy "na wyciszenie" jeszcze jedną miejscówkę...

     Babcia zajęła strategiczną pozycję...


     Po kilku minutach "szaleństwa" dozorowanego przez Dziadziusia, i On mógł statecznie zasiąść w fotelu...A Wnuki...


     Princeska ułożyła lalki do snu i poszła zwiedzać pokoje tematyczne..."Guliwer" to świetnie zorganizowane miejsce dla Nielotów...Widać, że Właściciele mają sporą wiedzę o potrzebach dzieciaków, i o tym, że w takim miejscu nie wystarczy basen z piłeczkami i zjeżdżalnia...;o) 



     Księciunio ruszył przebudowywać i urządzać ogromny domek z klocków (uwielbia te klocki !!), domek spełniał wszystkie wymagane normy !! Bo Babcia się w nim mieściła...;o)

No i cóż...

     Przyszedł czas spakować bagaże...Pozbierać zabawki...Skończyć ostatnią paczkę lodów...


Ostatni raz się pohuśtać na ulubionym placu zabaw...

     I w Zaścianku zapanowała cisza...

     A kiedy spotkaliśmy się po kilku dniach, Princeska wyszeptała Babci do ucha:

     "Jak ja bardzo Babciu tęskniłam..."

Księciunio mocno się przytulił i odwrócił głowę...

     "Babciu, sprawdź, czy nie zgubiłem całusków..."

Echhh...


P.S. Babcia na pożegnanie zawsze zostawia Wnukom za uszkami całuski, a na powitanie sprawdza. czy żaden się nie zgubił...;o)

środa, 24 sierpnia 2022

Słoneczne oblicze lipca...

     Jaki był lipiec tego roku ??

Kapryśny !!

     Matka Natura udowadniała, że technologicznie może jesteśmy w XXI wieku, ale o frontach i anomaliach nie wiemy nic...Dziennikarze rzucili się do wyścigu na chwytliwe tytuły: "armagedon pogodowy", "apokalipsa", "anomalie"...Leczyć już tego nie można, bo specjalistów brak...

Ale fakt, Natura przyszalała...

     Po chłodnych dniach i zimnych nocach wskoczyliśmy do ukropu...36 stopni to nie jest dobra temperatura...Chyba, że...

     Dziadziuś odkryje wspaniałą miejscówkę i to zaledwie 15 minut od Wrzosowiska !!

Prywatna plaża, pełen węzeł sanitarny, można coś przekąsić (nie tylko na słodko), I-wsza klasa czystości wody i...Zwierzaki mile widziane !!

Brawa dla Właściciela !! ;o)

     Fakt, że pieseły mogły korzystać na obrzeżach, czyli "przy szuwarach" nikogo nie zrażał...Przecież wiadomo, że nie wszystkie Człowieki lubią pieseły...;o)

Ale miejscówka była urokliwa...


     Dzieciakom zachęta nie była potrzebna...

     Księciunio preferujący baseny od razu rozpoczął przebudowę kąpieliska tworząc molo, zalew i inne melioracyjne cuda...

     Princeska, sceptycznie podeszła do ubranego kapoczka (zwanego "kamoczkiem"), szybko jednak pojęła, że daje on Jej niebywałą swobodę...Mogła pływać na głębokiej wodzie i zjeżdżać ze zjeżdżalni dla znacznie starszych dzieciaków...


     "Kamoczek" został pokochany miłością wielką !! Bo Princeska uwielbia wodę i całkiem nieźle sobie w niej radzi...;o)

     Lucky na początku nie był zachwycony...Taka przestrzeń do pilnowania !! Tylu ludzi do ogarnięcia !!

A kiedy w pobliżu pojawiła się piękna wyżlica, której niebywałą frajdę sprawiła kąpiel i nie zawahała się okazywać swojej radości, Lucky po prostu zdębiał !! Przyglądał się psicy, jakby oszalała...;o)

Spróbowaliśmy, czy w tym szoku nie wykorzystamy okazji...


Efekt ??

     "Muszę, to wlezę"...;o)

Chociaż pływać Lucky umie (pokazał)...Pokazał i wystarczy...;o)

     Spędzaliśmy na kąpielisku całe dnie, a w drodze powrotnej były obowiązkowe dwa "pit stopy"...

Najpierw...


     Ta miejscówka kusiła nas już dawno...Pięć minut od Wrzosowiska...

     Przy okazji widać stan wód w rzekach...Ja idę brzegiem...

     I jak po Wnukach mogliśmy się spodziewać pełnej akceptacji, tak po Luckym...

     Sam ruszył do wody !!

     Nie tylko, że zamoczył łapy i brzuch (co przy tych temperaturach było wytłumaczalne), pieseł poszedł sam na głęboką wodę (w tym wypadku "po moje kolana"), pływał, a nawet był niezadowolony, że go smyczą hamuję...

Ewidentnie preferuje rzeki...;o)

Szukaliśmy muszelek...

I "drapieżnych małży"...;o)

Pływaliśmy z nurtem i pod prąd...A że obok przebiega szlak kajakowy, to widzieliśmy również jak wycieńczeni przybijali do stanicy kajakarze (kajak przy niedoborach wody to kiepska frajda)...

     Potem był drugi pit stop...Po drugiej stronie rzeki...



     Pokazuję "plac zabaw", chociaż więcej czasu Nieloty spędzały na "siłowni" znajdującej się za płotkiem...
     Podkurek jadaliśmy jeszcze na plaży, więc te rozrywki były na "wypalenie" i dawały Babci czas na przygotowanie kolacji...A potem obowiązkowe czytanie...


     "Ptasie radio" na trzy głosy wychodzi rewelacyjnie !! Chociaż spać się przy tym nie da...;o)
     Ale o 21-wszej, z "Orzeska" wydobywało się tylko miarowe posapywanie...Żeby o 6:15 Babcię do działania mobilizowało: " Babciu !! Jaka ja jestem głodna !! Kiedy śniadanko ??"...;o)