Dwa światy...

Bardzo Ważni Goście

niedziela, 26 czerwca 2022

Grawitacyjne dylematy...

     Pamiętacie początek naszego zeszłorocznego urlopu ?? Jak walnęłam o glebę w Chabówce ??

     Pomijam fakt, że buszowałam po Tatrach ze zmasakrowaną lewą stopą i potłuczonym barkiem, na przyciąganie ziemskie wpływu nie mam...Ale...;o)

     Po przyjeździe na Wrzosowisko nastąpił podział ról...Pan N. został oddelegowany do bycia "Jetsonem", czyli obsługiwał agregat jednym palcem (w wolnych chwilach dotrzymywał towarzystwa Panu Majstrowi)...Zazdrościć Panu N. nie było czego...Największą pokutą dla Pracoholika jest patrzeć jak inni pracują...;o) Ja oddelegowałam się do podlewania (a teraz siedzę i się modlę, żeby nasze roślinki tę falę upałów przetrwały)...Oddelegowanie było tym milsze, że kilka chwil wcześniej nabyłam konewkę drogą kupna, więc robota miała mi się w "ręcach" palić (po to jest woda w konewkach)...

Nabyłam oczywiście największą, 10-cio litrową...Toż to kawał baby ze mnie...;o)

     W jednej ręce 5 litrów wody, w drugiej ręce 10 litrów wody...Gordyjka hektary nawadnia...

     Aż tu nagle dziura w ziemi się na Gordyjkę rzuciła !!

     A dokładnie rzecz ujmując, wlazła Sierota  w dziurę po roślince (krzaku)...Dziura miała być już dawno zasypana, wszak wiemy co grozi nogom jak się wdepnie w takie cudo architektury krajobrazu...Ale jakoś nam po drodze nie było...Dodam więcej...Jeszcze niedawno sterczał z dziury palik, więc automatycznie był omijany, ale, że potrzebny był w innym miejscu, tośmy przełożyli...Dziura w tej samotności tylko na okazję czekała, a że Gordyjka nóżki ma ładne (hahaha), to ich urok na dziurę podziałał...A dziura podziałała na Gordyjkę...Reasumując...

     W jednej ręce 5 litrów, w drugiej ręce 10 litrów, noga w dziurze, Gordyjka na glebie...

     I znowu czule pomyślałam o Panu Newtonie...Po kiego czorta On ten wzór na prawo grawitacji wymyślił ?? W szkole - utrapienie...W życiu - utrapienie...Noga w kostce skręcona...

Wniosek ??

Zbliża się urlop !! ;o) 

     Jakoś z tymi konewkami przekuśtykałam, chociaż do "10" coraz mniej wody lałam, potem z ulgą ją oddałam Ślubnemu, a pod wieczór zastanawiałam się, czy jak odłożę "5", a wezmę wnuczą dwulitrówkę to będzie wstyd wielki, bardzo wielki, czy ogromniasty ??

     A w domeczku okład z lodu, mazidło z czarciego pazura, pozycja horyzontalna i dylemat...Wsadzę jutro stopę w buta, czy nie wsadzę ??         Oto jest pytanie...  

środa, 22 czerwca 2022

Czerwcowe nowinki...

     Sucho...Bardzo sucho...

     Słońce dosłownie wypala wszystko...

Dlatego tak nas cieszą takie nowinki...

     Pierwsze owoce świdośliwy...

     Lekko nie ma...Ten kawałek Wrzosowiska jest wyjątkowo trudny do "zasiedlenia"...Ale skoro nasze aronie radzą sobie tam wyjątkowo dobrze, więc do towarzystwa dostały świdośliwy...W stadzie zawsze raźniej...;o)

     Mnie owoce nie bardzo posmakowały...Takie jakieś "miziate", ale Pan N. się zajada...;o)

     "Genowefa Pigwa" daje popis jak co roku...Pan N. już zaczyna się rozglądać za kolejnymi podpórkami, bo nijak sama tego ciężaru nie udźwignie...A zeszłoroczna pigwówka dojrzewa...;o)

     A to "super sukces" !! Pierwszy owoc pigwowca japońskiego...Mam nadzieję, że krzaczysko da radę utrzymać go do stanu dojrzałości i będziemy mogli spróbować to cudo...Pigwa, smakiem na surowo nie powala, pigwowiec ponoć odrobinę lepszy...;o)

     W zeszłym roku ledwie spróbowaliśmy owocków, ale zimowe herbatki za główny składnik miały susz z liści morwy białej...W tym roku ilość owoców sprawiła nam ogromną radość...Pierwsze zbiory już były (południowy stok przyspiesza dojrzewanie), ale jeśli trafimy z wolnym, to kilogram, albo i więcej "strzeli"...Jakie są owoce w smaku ?? Miziate !! Ale herbatkę idealnie "dosładzają"...;o) Część pójdzie do mrożenia, a część może na nalewkę ??

     A to nasze "umrzyki"...

     W zeszłym roku, kiedy przesadzałam truskawki i poziomki, w wózku pozostały cztery malusie szczepki...Połamane i przesuszone...Wyrzucić ?? Szkoda !! No to wsadziłam (belegdzie), koło "Orzeszka"...

No i bidulki się odwdzięczyły...;o)

     Po truskawkowej katastrofie pozostały nam właściwie tylko one...Kwitną...Owocują...Serce cieszą...;o)

     A że letnia pora sprzyja stagnacji mózgownic, więc mam dla Was zagadkę...

     Co to jest ??

     I do czego może służyć ??

czwartek, 16 czerwca 2022

Trąbalscy ??

     Kilka dni temu media obiegła informacja, że w Indiach słoń zabił siedemdziesięcioletnią kobietę, potem zjawił się na jej pogrzebie, zabrał zwłoki ze stosu i zdeptał...

Makabryczne ??

     Po przeczytaniu miałam w głowie tylko jedno pytanie: co ta kobieta zrobiła za życia słoniowi, skoro tak okrutnie się na niej zemścił ??

     Słonie mają doskonałą pamięć...Echhh...Żeby tak być słoniem, jak człowiek błąka się po mieszkaniu usiłując sobie przypomnieć po co wstawał z kanapy...;o)

     Słonie nie tylko mają genialną pamięć (wielki mózg zobowiązuje), ale również zdolność do czegoś, co nazywamy "wspomnieniami"...Złe wspomnienia mogą wywoływać u nich PTSD (coś jak zespół stresu pourazowego)...

Co więc się w tych Indiach wydarzyło ??

     Czy słonie pamiętają tylko traumatyczne przejścia ?? - zapytacie...

     Kilka lat temu w przekazach medialnych można było przeczytać (i zobaczyć) wzruszającą historię...

     W czasie kilkumiesięcznej suszy na południu Afryki, kiedy reglamentacja wody objęła nawet ludzi, przy jednej z posesji pojawiła się słonica ze słoniątkiem...Mieszkańcy posesji wystawili na granicę działki wielką michę i podzielili się zapasami wody ze słonicą i jej młodym...

Mało tego, systematycznie dbali o to, żeby w misce zawsze była chociaż odrobina drogocennego płynu...

     Słonica nie wykorzystywała sytuacji nadmiernie, pojawiała się raz na dobę, najpierw słoniątko piło "do pełna", potem ona uzupełniała braki (tym co w misce zostało)...

Piękna matczyno-słoniowa miłość...

     Po kilku tygodniach stan suszy się skończył, jak można się domyślać, potężnym frontem, który oprócz deszczu przyniósł wichury...Posesja na uboczu oberwała bardzo...Połamane drzewa, pozrywane dachy, pobojowisko...

     Kiedy mieszkańcy o świcie wyjrzeli przez okna, zobaczyli widok niecodzienny...

     Stado słoni buszowało po ich terenie...Jedne uprzątały połamane drzewa i gałęzie...Drugie zbierały porozrzucane dachówki...Inne zbierały pozostałe śmieci i układały na stertę...

Wśród stada była owa pojona z miski słonica i jej maluch...Nawet on zbierał papierki...

     Wzruszające ??

Wszystko ma swoją przyczynę i skutek...

Nawet miska z wodą...

     Ludzie pojechali do sklepu i kupili spory zapas wielkich misek, poustawiali je na granicy posesji i skrupulatnie pilnują, żeby była w nich woda...

     Widocznie pamięć i wdzięczność są zaraźliwe...;o)

sobota, 11 czerwca 2022

Nie podskakuj mała...

     Znacie to powiedzenie: nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu ??

No to winna jestem nadgorliwości...

Wyrok ??

     Załatwiłam nasze truskawki na jament...Dychają, ale ledwie...Owoców tyle co na zachciewajkę...Schną w oczach...

     Jak dokonałam tego wiekopojmnego czynu ??

     Zawierzyłam prognozom zapowiadającym deszcze (kilkudniowe), podlałam gnojówką z pokrzywy dla wzmocnienia (oczywiście rozwodnioną), no i masz babo placek...A właściwie: nie masz babo truskawek...

Ziemia była przesuszona, woda z gnojówką poszła w korzenia, deszcz nie spadł...Przepis na truskawkową katastrofę...

     Stanęłam nad nimi, głową pokiwałam i pomyślałam: nie podskakuj Matce Naturze, boś za cienka w uszach...

Jakby Gordyjka nie podskakiwała,

to by truskaweczki miała...;o)

Echhh...

     Ale Wrzosowisko nie pozwala mi na długotrwałe smuteczki...

Ścieżka róż się rozkwieciła...

Aleja róż nabiera uroku...


Boisko pachnie pączkowo...

     A że ręce muszę mieć zajęte, więc czarny bez zatroszczył się o mnie...

Z delikatnością sapera baldachy pościnane i poukładane...


Czas na syropek z kwiatów czarnego bzu...;o)

     Zbieram 10 baldachów, kwiaty obrywam nad garnkiem (chodzi o minimalną utratę pyłków), zalewam wodą do poziomu zakrycia kwiatów i na wolnym ogniu doprowadzam do wrzenia...

Po wystygnięciu odcedzam kwiaty, do wywaru dodaję szklankę cukru i ponownie podgrzewam na wolnym ogniu do stanu wrzenia...

Gorący syrop rozlewam do butelek...

Nie pasteryzuję...

     Syrop z kwiatów czarnego bzu można podawać dzieciom (syropu z owoców dla dzieci należy unikać !!), jest dobrym wsparciem przy przeziębieniach, gorączce i kaszlu...

     A jeśli nie mamy czasu na "papranie się" w syropkach, to wystarczy kwiaty ususzyć i stosować napary i herbatki...

środa, 8 czerwca 2022

Zespół "niespokojnych rąk"...;o)

     Słyszeliście o zespole "niespokojnych nóg" ?? Pewnie tak, bo wszędzie go pełno...

     A kto słyszał o zespole "niespokojnych rąk" ??

Mam tą przypadłość...Niestety...Stety...Jak kto woli...;o)

     Objaw jest jeden i prosty jak budowa cepa...Ręce muszą być zajęte !!

Czym ??

     Na Wrzosowisku jasne..."Szur-szury"...Sekator...Motyka...Albo garść rwanych chwastów...

     W Zaścianku jasne...Trzeba posprzątać...Trzeba ugotować...Czasem trzeba spłaszczyć cztery litery na kanapie...I wtedy właśnie dopada mnie zespół "niespokojnych rąk"...

Efekty ??

     Princeska wyrosła ze swojego "folkowego serdaczka"...Dwa lata i zonk...
     No to Babcia Gordyjka sprawę przeanalizowała i zaczęła dziobać...
     Ale jak zabezpieczyć "zapotrzebowanie" na więcej niż dwa lata, kiedy Wnusia rośnie jak na drożdżach ??
     Troszkę zapasu można dołożyć, ale rozmiar "starszej siostry" nie wchodzi w grę...Chyba ,że...
     Boki i ramiona serdaczka będą miały szlufki i wtedy rozmiar będzie dyktowała przepleciona wstążka (albo kilka wstążek, w różnych kolorach)...Wstążka z tyłu, to tylko stabilizator zmiany sylwetki z "poniemowlęcej" na dziewczęcą...;o)
     Zasadniczo, serdaczek składa się z trzech niezależnych części...;o)
Serdaczek wisi...
     Gordyjka odetchnęła, "warsztat" posprzątała, na kanapie siadła i...
     Po pięciu minutach wstała i zaczęła realizować nowy pomysł...
     "Niespokojne ręce" znowu mają zajęcie...;o) 

P.S. Poszło "do kompletu"...

P.S.2 Dowód dla Noti...;o)

niedziela, 5 czerwca 2022

Audiencja u Smoka...;o)

     Czy można jechać do Dzieci i nie mieć prezentu na Dzień Dziecka ??

     Można...Można, a nawet trzeba, jeśli jest się Babcią i Dziadkiem, Princeski i Księciunia...

     - Tygrysek dostał prezent, a Was zapraszamy na wycieczkę - niespodziankę...

Wystarczyło...;o)

     Babcia wyżebrała od Matki Natury jednodniową poprawę pogody...Dziadziuś odpalił "naguska" i pocięliśmy do Krakusowa...

     Urodziny Wawelskiego Smoka trzeba uczcić godnie !! A cóż może być godniejszego niż odwiedziny "koronowanych" głów ??

Co prawda, Smoczysko towarzystwo ma godne każdego dnia...Bo i Wawel za plecami, i Królowa Rzek przed pyskiem...




     Królowa była łaskawa, Dzieciaki zachwycone, więc i Dziadkowie energią tryskali...

     Ruszamy szukać Smoka !!


Chociaż "diabelski młyn" strasznie kusił...;o)


Jest !!
     Ogniem zionął...Paszczę rozdziawił...Na przytulasy i życzenia czekał...
A okrutnie był przytulany przez całe tłumy Nielotów...;o)
Bo to Dobry Smok jest !!
A tych 50-ciu lat wcale po nim nie widać...;o)
     Babcia dokładnie pamięta jak Go montowano, jak pierwszy raz Go zobaczyła (będąc w "podstawówce"), jak pierwszy raz zaprowadziła do Niego własne Dzieciaki...
     Nie wiem co ta "Paskuda" ma w sobie, ale rozkochuje w sobie wszystkich od pierwszego wejrzenia !!
     Princeska po wybuchu ognia przysunęła się troszkę bliżej Babci i mocniej chwyciła rękę, ale zaraz potem...
     - Babciu, ja bym do Smoka chciała, łapkę przytulić...
Musowo trzeba na urodzinach łapkę przytulić !! ;o)
Księciunio minutę później...
     - Dam radę sam Babciu !!
Wiadomo !! Księciunio to już Mężczyzna...;o) Który Mężczyzna by z pomocy Babci korzystał...;o)
     Życzenia złożone, poprzytulane...Można iść świętować po ludziowemu...
     Lody !!
I spacer po Rynku...I zakupy w Sukiennicach...I kawa w Michalikowej Jamie (z cudownymi krzesłami Olbrzymów)...

I odwiedziny u Pana Matejki...

     Musicie przyznać, że wyjątkowo plastyczne zdjęcie Babci wyszło...;o)
A Dzieciaki podtrzymują krzesło Mistrza, żeby z ramy nie wypadł...;o)
     Kolacyjka w ulubionej Restauracji Dziadków, gdzie wszystko było pyszne, a Dzieciaki wychwalały każdy kęs (szczególnie mięsko było przepyszne!!)...Krótka pogoń za gołębiami...

I koniec przygody...
     Princeska umęczona niemiłosiernie od razu zasnęła w samochodzie...
     Księciunio bez smutasów prowadził ożywioną rozmowę, bo już wie o zbliżającym się urlopie Dziadka...
     Dziadkom ubyło przynajmniej po 10 lat...
Echhh...
     Po wakacjach to Dziadkowie chyba osiągną wiek przedszkolny...;o)

środa, 1 czerwca 2022

Pierwszy Rok - wielki krok...

     To niepojęte !! Po prostu, niepojęte !!

Naszemu Tygryskowi strzelił ROCZEK...;o)

     Pomijając fakt, że cudze Dzieci szybciej rosną...A Wnuki się szybko "starzeją"...To niepojęte...

Kiedy ?? Jak ?? Gdzie ??

     Przecież dopiero co gnaliśmy z Wrzosowiska na alert Pierworodnego: "Już czas"...

     Dopiero co spoglądaliśmy na wyświetlacze komórek, oczekując NOWINY...

     Dopiero co wzdychaliśmy z ulgą po komunikacie: WSZYSTKO W PORZĄDKU !!

Echhh...Dopiero co...

     A Tygrysek już bryka...;o) I to w dosłownym znaczeniu tego słowa...

     Jaki jest ?? Inny niż Księciunio...Inny niż Princeska...Jest tygryskowaty !!

Ale jeśli urok i uwodzicielskie spojrzenie zostanie Mu po wieku niemowlęcym, to strzeżcie się okoliczne panny...Aż strach się bać...;o)

     Jak wiecie, zgodnie z babcinymi obawami, Tygrysek urodził się w Dzień Dziecka...Bidulka będą wszyscy na prezentach oszukiwać...I na imprezach też...

A że dziadkowie powinni strzec wnuczej sprawiedliwości, więc...

Prezent "dzieniodzieckowy"...

     Babcia Gęś czyta bajeczki...Dziadkowy strzał w dziesiątkę w sklepie zabawkowym...;o)
Babcia Gęś się rusza statecznie, głową kiwa i stonowanym, sympatycznym głosem czyta...Jakby co, to polecam...;o)
     Trzeba zapakować...

I dorzucić coś urodzinowego...;o)

     Z "załącznikiem", bo ilość zabawek posiadanych przez nasze Wnuki jest przerażająca...;o) A ściepka na coś konkretnego pewnie się przyda...;o)
No i życzenia:
Dla naszego Tygryska:
Niech zawsze zdrowiem tryska,
i chęcią do zabawy,
niech Świata będzie ciekawy !!
A oprócz Sebusia, Sandy, Taty i Mamy,
my też Cię bardzo kochamy !!


P.S. A to Babcine Skarby w komplecie...;o)

sobota, 28 maja 2022

Niby gary...

     Wszystkie mamy (szczególnie te trochę starszych roczników) pewnie pamiętają "urządzenie" zwane kociołkiem do pieluch...No cóż...Nam pampersy dane nie były...;o)

     Tetrowe pieluszki się prało i gotowało, potem prasowało...Pod pupcię się podkładało...I pulttt...Od nowa...

Ale dzisiaj o kociołku miało być...

     Nasz wysłużył się dzielnie, bo nam się trafiła dwójka Alergików, więc o skróceniu procesu gotowania pieluch mogłam pomarzyć...Z zazdrością spoglądałam na Sąsiadki, które prosto ze sznurka zakładały pieluchy cztero-pięciomiesięcznym maluchom...U nas kociołek trwał na posterunku kuchennym i amortyzował się, amortyzował...Do czasów "nocnikowych"...Aż stał się "rupieciem" piwnicznym...

     Dzieciaki wyrosły, pralki dostały możliwość prania w wysokich temperaturach...Kociołek czekał...

Aż doczekał się funkcji magicznej...


Obiadek dla głodomorów ??

Niekoniecznie...


Chyba, że ktoś gustuje w wywarach ziołowych...

     Tak przygotowywałam wywary w 2016 roku...Echhh...

     A że kociołek cierpliwy jest, więc stał sobie w warsztacie i na chwile chwały czekał...Zbierał deszczówkę...Schładzał napoje...Był wielofunkcyjny...

Aż biedaczysko emerytury doczekał...

     Pozostawiona przez nieuwagę woda zamarzła, Dziadek Mróz ścisnął srogo i denko się w kociołku uwypukliło...Lipa...Gotowania nie będzie...

Ale jak tu takiego "przyjaciela" porzucić ??

     No to kociołek ma nową funkcję...

     Widok ma teraz piękniejszy, bo niemal całego Wrzosowiska strzeże i przydatnym będzie przez cały sezon...Gordyjka w nim gnojówkę z pokrzyw i skrzypu majstruje...Gnojóweczka pierszej klasy, bo już pierwszy kociołek opróżniony...
     A do kompletu z kociołkiem - rondelek...W nim pierwsze zupki Pierworodnemu gotowałam...Wiecie...Takie przez sitko przecierane...Bez przypraw...Papciate takie...
     Niby zwykłe gary, a ile wspomnień...;o)

czwartek, 26 maja 2022

Imieninowo...;o)

     Przed północą bukiecik bzu i pudełko ptasiego mleczka (Pan N. miał drugą zmianę)...A na drugi dzień...

     Ukwiecone zagonki radują duszę...

     Ale, że nie samą "duszą" żyją człowieki, więc może i dla ciała coś się znajdzie...;o)

     Taki imieninowy prezent dostałam od Wrzosowiska !! Gruntowe...W szczerym polu sadzone...Gnojówką z pokrzyw i skrzypu karmione...Truskaweczki !! 24 maja 2022...

     A że truskaweczki lubią towarzystwo...


To i towarzystwo się znalazło...;o)
     Dusza nakarmiona...Ciałko pożywione...To może coś dla oczu i nosa ??
     W Zaścianku już przekwita...Po drodze już przekwita...A wrzosowiskowy czekał...
Rocznik 2021

Rocznik 2018

Wycelował idealnie !!
     Właściwie, tak długo czekał, że go kaliny dogoniły...;o)

     Do kompletu pokażę Wam jeszcze wrzosowiskowego dziwaka...
     Posadzony w zeszłym roku goździk niskopienny (dorasta do 10-15cm, co widać po dolnej linii kwiatów), naszemu się mania wielkości włączyła...

     Goździk wysokopienny, wrzosowiskowy, rozmiar...Pół metra...
Matka Natura uwielbia urządzać swoje ogrody...;o)
Mało dowodów na "samowolkę" ??
     Pan N. w czasie wykaszania ścieżek odnalazł spore poletko poziomek !!
     W 2015 roku mieliśmy zagonek poziomek, pięknie owocowały przez dwa lata i zakończyły żywot spieczone słońcem, sparzone mrozem i przygniecione chwaściorami...Po pięciu latach mamy poletko w całkiem innym miejscu...Samo się przeniosło...;o)
     Właściwie to już przywykłam do wrzosowiskowych dziwactw trzeba tylko uważać gdzie się nogi stawia...;o)

poniedziałek, 23 maja 2022

Ciężki psi żywot...

     Po ostatniej "wizycie" Pana Kierowcy w ogromnej ciężarówce, który nie tylko, że ośmielił się wjechać na nasz zagonek, ale plątał się po nim bez reakcji z naszej strony, decyzja mogła być tylko jedna...

Już w zeszłym roku byliśmy o krok "od kłopotów"...

     Najpierw Pan "z obiadkami", który przez przypadek uniknął ataku  (tak głośno trzasnął drzwiami od samochodu, że zdążyłam zareagować)...Potem Pan Wodomierzowy, który bywał już u nas i obrońcy się nie spodziewał, więc wszedł przez bramkę...Tu pomogła "dyscyplina" Luckiego...;o)

     Tak, tak...O Luckim mowa...A właściwie o jego "powołaniu"...

     Możesz zmienić psu środowisko, ale charakteru psu nie zmienisz...Pies ocenia sytuację po swojemu i reaguje po swojemu, jeśli stwierdzi zagrożenie...

     Jak w Zaścianku z okiełznaniem psiej natury trudno nie jest, bo w trudnych momentach kończy się na burczeniu z kanapy...Tak Wrzosowisko to psie środowisko...Jego terytorium, jego drzewa, jego trawa i najważniejsze: jego ludzie !! Tutaj psi instynkt jest krok przed nami...

     Dlatego na bramce pojawi się to:


     Grawerowana podobizna Luckiego...;o) Wątpliwości nie ma...;o)

     Co prawda jesteśmy ubezpieczeni od "psich wypadków", a "psie konto" nie zeszczuplało przez ostatnie dwa lata, ale stanowczo wolę inne rodzaje ryzyka...;o)

Ale mamy i psie sukcesy na Wrzosowisku...

     Lucky przestał szczekać zajadle na Sąsiada (który chodzi po swojej posesji), nie wydziera się na Ukrainki, które pracują w sąsiednim gospodarstwie, a z drogi koło Wrzosowiska dzwonią do domu, szukając odrobiny intymności...Nie dostaje "szału" na widok przejeżdżających traktorów...Poza jednym...Tym traktorem podróżuje jego psi kumpel "Traktorzysta" i obaj drą się jak opętani...

     Kolejny sukces mamy zaściankowy...

     Po prawie trzech latach rzuciłam nas na "głębokie wody" i postanowiłam uporządkować psią fryzurę...Skoro mogę już zajrzeć pod psi ogon, dotykać poduszek w łapkach, a nawet usunąć kleszcze (niestety w zaściankowym lesie - a szczególnie w wysokich trawach, jest ich sporo), to może i maszynka jakoś ujdzie...;o)

Z opisu miała ledwie "mruczeć" i nie szarpać...Mruczała i nie szarpała...

     Pierwsze podejście było "po dobrowoli"...Tnę gdzie chcesz...

     Drugie podejście było "po dobrowoli"...Tnę gdzie chcesz...

     Trzecie ?? Luzikiem po całości psa...;o)

     Lucky musi się przekonać, że nowości nie chcą mu zrobić krzywdy, a że przez ostatnie trzy lata poznawał same nowości, więc praktyka czyni mistrzów...;o)

Teraz trzeba poczekać aż się kłaczki poukładają i ewentualnie poprawić niedoróby...

     A że strzyżenie to nie jest łatwa i lekka praca, więc po strzyżeniu były dwa przysmaczki i...

     - Teraz śpię !! Widzisz ?? Jestem zajęty i nie mam czasu się już z tobą strzyc !! Może jutro ?? Albo lepiej !! Strzyż się sama, a ja popatrzę...;o)

piątek, 20 maja 2022

Wieści z pola...

     Sezon życia na "dwa domy" zaczyna się rozkręcać...Z niepokojem obserwujemy prognozy meteorologiczne...Nie dlatego, że Matka Natura szykuje nam jakieś anomalia...Nasz niepokój wzbudzają tytuły doniesień medialnych, dotyczących pogody:

"Armagedon pogodowy"

"Kataklizm się zbliża"

"Morderczy niż"

"W pogodzie apokalipsa"

Na prawdę ??

     Co siedzi w głowach autorów tych doniesień ??

     Bo na pewno nie jest to rozum, inteligencja, czy choćby genetycznie nabyty intelekt...

Nie liczą się fakty, liczą się kliknięcia...

     Na nasze nieszczęście, takie podejście dziennikarskie dotyczy również innych tematów...

Echhh...

     Wracajmy więc na pole...

     Od razu rozwiewam wątpliwości...

Gdyby nie Pan N. nie miałabym ani jednego zdjęcia !! 

     Pięknie kwitnący głóg ??

Zapomnijcie !! Zdążył przekwitnąć...

     Lucky szalejący na "hektarach" ??

Zapomnijcie !! Nawet komórki nie mam przy sobie...

     Kwiaty ?? Ptaki ?? 

Co się napatrzę, to moje...;o)

Nie mniej, na Wrzosowisku się dzieje...

     Pan N. namiętnie przeprowadza prace ziemno-budowlane...


     To nasz nowy kompostownik...Jeszcze w budowie, ale już w użyciu...;o)

     Po kilku latach użytkowania gruntu, wiemy, że klasa ziemi nie ma nic wspólnego z jej żyznością...My mamy piach i glinę...

     Nawożenie miejscowe nic nie daje, bo układ jest morenowy, czyli mamy łachy na przemian i nigdy nie wiemy czy tam jest glina, czy piach...

     Próbowaliśmy nawozić kompostem (własnej produkcji), pracy było przy tym sporo, a efekt właściwie żaden...Wody spływające ze stoku i te które spływają wewnątrz gleby wypłukiwały wszystko...Ale...

     Kompostownik pozostawiony (Matka Natura postanowiła w październiku przyprowadzić Panią Jesień) okazał się zbawienny dla jednego z sektorów...No i dobrze !!

Zmiana techniki...;o)

     Kompostownik wykopany, napełniony, zasypany...Kopiemy następny...Żeby było sprawiedliwie, zaczęliśmy z góry, więc woda niesie co ma nieść...

Pilnujemy tylko, żeby nie wrzucić tam liści orzechów, rabarbaru, czy złotokapu...A w domeczku mamy specjalny "kuferek" na witaminki do kompostownika (obierki, ogryzki, skorupki)...

Skuteczność metody widać po sąsiadujących roślinach i trawie, która "buja" tam niesamowicie...

     Kiedy "dojedziemy" z kompostownikami na sam dół, zaczniemy "od góry"...;o)

     Kolejny problem to pielenie i podlewanie...

     No cóż...Bywamy na Wrzosowisku raz w tygodniu, czasem dwa razy...Chwasty wolnego nie mają...Rosną...Nawet na podlewanie nie czekają...

Dwie ręce tego nie obrobią...

     No to wymyśliłam sobie sektorki...;o)


     Do wypielenia 50% mniej...;o) "Agro" trzyma wodę i wspomaga mnie w walce z chwaściorami...A że muszą być skopane i wyprofilowane w poziom, więc Pan N. dołożył do pomysłu "rowy"...Wyścielone starą, poszarpaną agrowłókniną świetnie się spisują...Podlewanie stało się podlewaniem, a nie polewaniem...;o)

     Kompleksowo wygląda to tak...


     Jest ich siedem, ale to nie jest nasze ostatnie słowo...

Siedziba truskawek, ogórków i innych warzywek (szczególnie kalarepki)...W tym roku będzie tam też cukinia, bo w warzywniaku strasznie się panoszyła...;o)

     A że eksperymenty i pomysły to nasza druga natura, więc kontynuujemy zeszłoroczny pomysł z "kompresami z trawy"...

Zamiast zbierać zioła w ilościach hurtowych, suszyć, robić wywary i podlewać...

     Pan N. kosi trawę (z ziołami, których mamy ilości dostateczne), sieka ją pięknie i usypuje piękny kopiec (ważne, żeby trawa była bez nasion)...Gordyjka robi "kompresy", czyli obkłada roślinki wokół pnia (ok. 10cm wysokości)...Trawa gnije (naturalna gnojówka), woda witaminki niesie, korzenie nie wysychają, chwasty się przez kompres nie przebijają (jeśli się przed kompresowaniem dokładnie wypieli)...


     Nasza "Genowefa pigwa" z kompresem...

     Na stelaż nie patrzcie...Sądząc po ilości kwiatów, w tym roku trzeba będzie zbudować rusztowanie...;o) "Genowefa" rodzi nam bardzo obficie, gałązeczki ma grubości mojego palca (cienizna), nie ma opcji, żeby te owoce uniosła samodzielnie...No to Pan N. dokłada podpórek w zależności od ułożenia owoców...

     A to nasza duma...

Stoczyliśmy o niego wielki bój...(Z mrówkami i kretem)...Złotokap...


     A że pięknie się w błękity nieba wkomponował, więc dedykuję to zdjęcie walczącej Ukrainie...Błękit nieba...Złoto kwiatów...I zieleń nadziei...


P.S. I pewnej Dzielnej Dziewczynie, która walczy z "systemem" i dyrektorską głupotą...;o)

poniedziałek, 16 maja 2022

Tydzień z życia Waryjatów...

     NIEDZIELA: poranna pobudka, kawa, spacer z psem, pakowanie przydasiów i w drogę...100 kilosów trzasnęło na "dzień dobry"...A potem rutyna...Pan N. prace ziemno-budowlane, Gordyjka prace ogrodniczo-rolne...Zachód Słońca...100 kilosów na "dobranoc"...Kolacja...Spać...

     PONIEDZIAŁEK: poranna pobudka, kawa, spacer z psem, pakowanie przydasiów i w drogę...100 kilosów trzasnęło na "dzień dobry"...A potem rutyna...Pan N. prace ziemno-budowlane, Gordyjka prace ogrodniczo-rolne...Zachód Słońca...100 kilosów na "dobranoc"...Kolacja...Spać...

     WTOREK: poranna pobudka, kawa, spacer z psem, pakowanie przydasiów i w drogę...100 kilosów trzasnęło na "dzień dobry"...Odwiedziny na pobliskim targu...Trzydzieści nowych sadzonek...Pan N. prace ziemno-budowlane, Gordyjka prace ogrodniczo-rolne...Zachód Słońca...100 kilosów na "dobranoc"...Kolacja...Spać...

     ŚRODA: poranna pobudka, kawa, spacer z psem, pakowanie przydasiów i w drogę...100 kilosów trzasnęło na "dzień dobry"...A potem rutyna...Pan N. prace ziemno-budowlane, Gordyjka prace ogrodniczo-rolne...Zachód Słońca...

A my siedzimy na leżaczkach...

I jemy kolacje !!

     Matka Natura była na tyle łaskawa, że nocne temperatury znacznie się podniosły i mogliśmy zaryzykować nocleg na Wrzosowisku...Takich cudów nie było przez 7 lat !! Nocleg w połowie maja...;o)

Nasze kręgosłupy były Matce Naturze bardzo wdzięczne...;o)

Lucky chyba też, bo umęczone podróżowaniem psisko zasypiało "gdzie stało"...;o)

     CZWARTEK: poranna kawa na leżaczkach i...Pan N. prace ziemno-budowlane...

Gordyjka prace ogrodniczo-rolne...

     PIĄTEK: poranna kawa, odwiedziny na pobliskim targu, kolejna "trzydziestka" do posadzenia...Pan N. prace ziemno-budowlane...Gordyjka prace ogrodniczo-ziemne...I 100 kilosów na "dobranoc" bo perspektywa noclegu przy 6 stopniach była mało kusząca...;o)

     Psisko z entuzjazmem przyjęło powrót do domeczku, a nas Wrzosowisko pożegnało tak...

Ale nie mieliśmy sił szukać skarbu pod tęczą...;o)