Dwa światy...

Bardzo Ważni Goście

niedziela, 19 września 2021

Pies w kąpieli...

     Nie ma co...Każdy kto miał psa, jakieś doświadczenia w tej materii ma...A kto psa nie miał, to necik dostarcza niezliczoną ilość filmików tematycznych...

     Nasz pierwszy, wspólny pies, Pimpuś, dostarczał nam w tym temacie niezapomnianych wrażeń...Nie żeby był jakimś kąpielowym oportunistą, absolutnie...Ale każda kąpiel kończyła się tarzaniem przy najbliższej okazji...Tarzanie musiało być "wiekopojmne"...W zdechłego ptaka...W zgniłe resztki pod śmietnikiem...W cuchnącym bajorze...Albo...Nie, tego nie napiszę, bo może teraz coś jecie, albo pijecie...

W każdym razie, czym bardziej śmierdzące były te "perfumy", tym Pimpuś był szczęśliwszy...

Bywało, że "ambrozje" tak cuchnęły, że nie odważyliśmy się wsiadać do windy (groziło uduszeniem) i dystans 189 schodów pokonywaliśmy prawie biegiem (10 piętro)...

Jaki był efekt ?? 

Pimpek lądował w wannie, a po kąpieli...I tak w kółko...

     Czarek był mistrzem "niekąpania"...

     Chociaż niewielkiej postury (9 kilogramów), sprytu wystarczało mu na trzy dorodne dobermany i śmigał z wanny z prędkością światła...Kąpiele odbywały się dwuosobowo...Jeden trzymał...Drugi kąpał...Cezary wyczekiwał momentu na "śmignięcie"...

Pocieszającym był fakt, że "perfum" nie używał i tarzał się wyjątkowo rzadko...;o)

     Czyżby miał uraz do wody ??

Bynajmniej !!

     Kiedy bywaliśmy nad jakimiś akwenami, Cezary wykazywał się niewyobrażalnymi talentami ratowniczymi...Co prawda, ratował zawsze tylko mnie, ale jednak...

Pan N. mógł wejść po szyję i rozpaczliwie machać do psa...Dzieciaki mogły symulować podtopienia w różnych kombinacjach...Cezary siedział przy kocu i ani myślał zamoczyć łapę...Ale jeśli ja wchodziłam do wody, a już, nie daj Boże, zaczynałam pływać, pies niczym torpeda ruszał mi na ratunek...Czy to było 5 metrów od brzegu, czy 50...Czy woda sięgała mi do kolan, czy była 20-to metrową topielą...

Opcję "pływanie z psem", opanowałam do perfekcji...

Bywało, że musiałam sierciucha holować do brzegu, bo przecież nie mierzył sił na zamiary...Ratował !! ;o)

     Pierwsze kąpiele Luckiego były wyzwaniami...

     Psisko nie bywało kąpane, a jedyny kontakt z wodą to były opady deszczu...Moknąć nie lubi...

     Po dwóch latach...

Hmmm...

     Nie wiem który zmysł odpowiada u psa za przewidywanie kąpieli, ale Lucky ma go wyczulonego na maksa !! Natychmiast śpi...Nawet chrapie !!

Przecież śpiącego psa nikt nie będzie pakował pod prysznic...;o)

Po spionizowaniu przystępujemy do transportu...

Mamy do pokonania 5 metrów...

     Ja psa trzymam w pół i ciągnę...Pan N. chroni tylną flankę i popycha...Nogi psa nie współpracują...;o)

Mamy do przetransportowania 20 kilogramów niewładnego sierciucha...Łapy rozjeżdżają się, każda w innym kierunku...

     Kiedy mijamy "strefę zero", czyli, Pan N. zamyka drzwi łazienki, Lucky nagle odzyskuje siły i...Drepcze samodzielnie pod prysznic, zajmuje pozycję i spolegliwie poddaje się myciu...Mało tego !! On nawet pomaga !! Podnosi łapki, wystawia bródkę, wypręża grzbiet...Tyle, że z miną "przytul kropka"...Większego nieszczęścia w życiu nie widziałam !!

Lucky całym sobą komunikuje:

     "I co mi robisz, zbrodniarko ??"

     "Ja cię kocham, a ty do mnie z prysznicem ??"

     "Mokry nie jestem fajny !!"

Jedynym bonusem kąpieli jest wycieranie...;o)

     Wycieranie jest fajne !!

     Bywa, że po deszczowym spacerze Lucky dopomina się wycierania siadając w przedpokoju, albo szturchając ręcznik...

Może by tak wprowadzić wycieranie bez kąpania ??

     W każdym razie, woda nie jest żywiołem Luckiego...

A jak zachowuje się na akwenach ??

     Jeszcze nie odważyliśmy się spróbować...Dziewięć kilo psa dawałam radę doholować do brzegu...Z dwudziestoma kilogramami mogę mieć problem, szczególnie, że psy w takich sytuacjach zachowują się jak topielcy...A skoro Lucky nie odpuszcza mnie nawet na krok, możemy przypuszczać, że psisko i w tej sytuacji nie odpuści...

     Można założyć, że nasze psy bardzo sobie wzięły do serca powiedzenie: "Częste mycie skraca życie"...Przecież wiadomo, że psiaki długowieczne nie są, więc jakoś muszą o siebie dbać...;o)

czwartek, 16 września 2021

Lucky na Wrzosowisku...

     Sezon powolutku stacza się po równi pochyłej, czyli...Ojciec Czas nas goni...A właściwie, Ojciec Czas ucieka, a my go gonimy...

Lekko nie jest...

     Sezon był taki, że wszystkiego dostaliśmy "po kokardy"...Roboty na maksa...

Trzeba to wszystko pozbierać, a potem przerobić...Super maraton...

A kiedy sił jest już "ino, ino", czas na ziemniaczki...

     Zagonek mamy malusi, więc mechanizacja opiera się na motyce i wiaderku...Krzyż na agrafkach...;o)

Ale z takim pomocnikiem ??

     Lucky towarzyszy mi wszędzie...Krok z przodu...Krok z tyłu...Ale stanowimy duet niepowtarzalny...

Tak kopiemy ziemniaczki...;o)

     Czasem Lucky jest zdegustowany moim brakiem praktyki i demonstruje proces kopania...

Tak się kopie !!

     A potem zabawa...


Zabawa w chowanego...Z kim ?? Z myszą, albo z jaszczurką...

     A jak wyglądał pies po tej zabawie ??

Ło Matko i Córko...

Mało było widać psa !!

Ale pyszczydło się śmieje, ogon mało się nie urwie...Lucky jest szczęśliwy...;o)

I nawet nie mam serca krzyknąć, kiedy wpada z rozpędem w funkie, albo demoluje lawendę, w pogoni za jaszczureczką (rozmiar 3-5 cm)...Jakby odzyskiwał pierwiastek szczeniaka...Wszystko go cieszy...;o)

Na Wrzosowisku widać najbardziej, jak zmieniły się jego zachowania, jak nabiera pewności...Chociaż...

     Kiedy zaczynamy pakować samochód w drogę powrotną, Lucky robi wszystko, żebyśmy o nim nie zapomnieli...Wchodzi pod nogi, kładzie się na ścieżce, siada przy progu...Jakby jeszcze ta chwila nie dawała mu pewności..."A jak mnie tutaj zostawią ??"

Ewidentnie życie "na kanapie" bardziej mu się spodobało...

     Żeby nie miał wątpliwości i rozterek, pakujemy go do samochodu zaraz po bagażach, a on wzdycha z ulgą, układa się na podusi i zasypia...

A dwie godziny później, przepycha się przed nas przy drzwiach wejściowych, sprawdza miski, inwentaryzuje zabawki...Jakby każdy powrót do domu, był dla niego niespodzianką i niewyobrażalną radością...

Jego radość jest zaraźliwa...;o)

sobota, 11 września 2021

Pamiętamy o ogrodach...

     - Nie wiem jak u was, ale nam władze organizują "betonozę"...- oświadczyła mi ostatnio Dagusia, a ja zobowiązałam się do obfotografowania naszego Osiedla, żeby mogła napaść Bidulka, oczy zielenią...

     Fakt...Każdy, kto po raz pierwszy zajeżdża na nasze parkingi (niech Bozia broni, bo na deficyt miejsc parkingowych cierpimy bardzo), wysiada z samochodu i zbiera szczękę z asfaltu...

     Od wiosny do jesieni Osiedle rozkwita...

Jakim cudem ??

     Wiele lat temu władze naszej spółdzielni wpadły na, no cóż, dziwny pomysł ??

     Każdy kto chciał, kto miał nadmiar wolnego czasu, kto kochał zielone, mógł zacząć uprawiać przyblokowy ogródek...Dla zachęty spółdzielnia zorganizowała transport ziemi ogrodowej, a nawet zakupiła krzewy i drzewka, żeby się Zapaleńcy nie zniechęcili kosztami...

     Z czasem wszystkie trawniczki otrzymały dobrą ziemię i żywopłot...

Wygląda to mniej więcej tak...

Ten klon był jednym z pierwszych...

To ścieżka na obrzeżach, na horyzoncie las...

Tegoroczny żywopłot posadzony po remoncie...

A to skarpa Luckiego...;o)

     A gdzie ogrody ??

     Przez trzy tygodnie polowałam, żeby nie uwieczniać Sąsiadów przy pracy...Łatwe to nie było...

Emerytów mamy coraz więcej, więc obłożenie ogródki mają od świtu do nocy (Prymuska grzebie w ziemi o 6:00)...;o)

Ale z przyczajki się udało...;o)





     Sezon na rozkwitanie marny, ale każda pora roku przynosi nam "rozkolorowane" alejki...Osiedle rozkwita...

     Że taka ilość ogrodów nadwyręża zasoby wodne ??

     Nic bardziej mylnego !! W czasie deszczy, pod nasze rynny podstawiane są dziesiątki wiaderek...A woda zamiast lądować w kanalizacji, ląduje w ogródkach, natychmiast (jeśli jest potrzeba dowodnienia), lub jest magazynowana "na później"...

     Pewnym rodzajem zachęty jest "ogródkowy" konkurs...Nagrody są raczej symboliczne (kilkaset złotych) i zaraz wiadomo kto zwyciężył...W ogródku pojawia się nowa pergola, egzotyczne rośliny, albo nowy sprzęt ogrodniczy...

     Spółdzielnia koncentruje się na pielęgnacji trawników, przycinaniu żywopłotu, czy przycince drzew...Resztę robią Zapaleńcy...

     Analogiczny konkurs jest organizowany dla "balkonów", więc większość jest ukwiecona, ozdobiona i wypieszczona...;o)

     Czy jest to konieczne ??

Wcale nie !!

     Bywają "klatki", w których wszyscy pracują, mają małe dzieciaczki, i ogrodnicze prace nie są ich powołaniem...Tam jest po prostu zielono, przez cały rok...;o)

     "Gramy w zielone" i "pamiętamy o ogrodach"...

     Ktokolwiek wpadł na ten pomysł, trzydzieści lat temu, to był strzał w dziesiątkę !! A kontynuowanie go, jest bardzo dobrą "serią"...;o)

wtorek, 7 września 2021

Przyczajony Tygrys, ukryty smo(cze)k...

     No tak...Trzy miesiące, a o Tygrysku ani słowa...

     Bo Tygrysek, moi mili, się przyczaił !! Ot, co...

     Za każdym razem kiedy wizytujemy Misiowy Domek, Tygrysek manifestuje "lekceważenie" dla Świata i totalny tumiwisizm...

Nasz waleczny Wnuk albo śpi, albo je, albo robi kupę (a wtedy "niech się nikt do mnie nie zbliża")...Takie buty...

     Księciunio już jednego Niemowlaka ma w życiorysie, więc podchodzi do tego ze stoickim spokojem...Princeska, zapytana o Braciszka, kwituje: "Je i śpi"...Jest zdegustowana...;o)

A że nowych twarzy do ogarnięcia ma Tygrysek cały tłum, więc cierpliwie na audiencję czekamy...

     Ale kiedy wróciliśmy z Urodzinowej Wyprawy Princeski, Tygrysek na nas czekał...Mało czekał !! Tygrysek się przyczaił i wylądował w babcinych ramionach...I w końcu mogliśmy sobie "pogadać"...

Babcia opowiadała o czekających Go wyprawach, a Tygrysek zaśmiewał się w głos, potwierdzając, że jest żywo zainteresowany czekającymi na Niego szlakami...;o)

Maleńkie ciałko prężyło się dziarsko, jakby chciał pokazać wielką, tygryskową siłę !!

     A kiedy Babcia wtrąciła nieśmiało, że musi jeszcze troszkę podrosnąć, Tygrysek zrobił "muminka", czyli podkówkę, i oczka zmrużyły się złowrogo...

     - Mamusiu !! - wrzasnęła Babcia...

     Bo wieczorem Misiowa Mamusia jest Tygryskowi niezbędna...Siostra odpada...Brat odpada...Tata odpada...Misiowa Mama jest tym, co Tygryski lubią najbardziej...;o)

Właściwie, Tygryski lubią coś jeszcze...

     5.09.2021 okazało się, że Tygrysek to wyjątkowo towarzyski Ludek...;o)

     Najmłodszy uczestniczył w Chrzcie, oczywiście, jako bohater tego wydarzenia...

     Msza, jak to msza, chociaż ksiądz robił wszystko, żeby uroczystość przedłużyć...I gdyby to było celebrowanie sakramentu, to można by było oko przymrużyć...Kapłan zmienił się w księgowego i inwestora...Skrupulatnie wyliczył potrzeby parafii...A co logiczne, 80% to przyjezdni, więc kierował to personalnie do Rodziców (chrzest zbiorowy), a Ci usiłowali walczyć z "naturą"...Dzieciaki były głodne, pieluchy były mokre, maseczki dawały się wszystkim we znaki...

Kiedy sprawozdanie finansowe się skończyło, westchnienie ulgi pogasiło wszystkie świece...;o)

Ufff...

     A na rodzinnym obiedzie...

     Ha !! Babcia sobie z Wnukiem bez przeszkód "pogadała"...Dziadziuś z Wnukiem pobrykał...

Jadł...Spał...I wracał do Babci i Dziadka...

Pełnia szczęścia !! ;o)

     Księciunio i Princeska mieli swoje towarzystwo...Babcia i Dziadziuś mieli swoje...;o)

     A na koniec imprezy, Babcia zwinęła z półmisków kilka kawałków mięska i zapakowała w serwetkę...Naganne, prawda ??

     Ale jak mieliśmy wrócić do domciu, do Luckiego ?? Po całym dniu nieobecności...Pachnąc Wnukami ??

Łapówka musiała być !! ;o)

I tak się nam to życie toczy...

     Księciunio rozpoczął karierę szkolną...I jest bardzo przejęty...

     Princeska wróciła do swojego przedszkola...I chodzi do niego chętniej niż rok temu...

     Tygrysek zaczyna uwodzić Świat swoim urokiem...;o) 

wtorek, 31 sierpnia 2021

Taka perspektywa...

     Pewnie wielu Czytaczy pamięta, że Pan N. poderwał mnie na rodzynki...To fakt...

     Dawno, dawno temu, Dziewczęta nie były może tak wybredne jak dzisiaj, a sąsiedztwo sklepu spożywczego przy szkole podstawowej kończyło się często takim dziwnym "podrywem"...

Na "długiej przerwie" Chłopaki wymykali się do sklepu (złapanie przez Woźną było równoznaczne z obniżeniem oceny ze sprawowania) i przynosili dobra różne...

     Dlaczego nie były to ciasteczka, czekoladki, czy owoce ??

     No cóż...W sklepach rzeczywiście bywało niewiele...A słodycze przez wiele lat były reglamentowane, czyli na kartki...

Z rzeczy "rozpustnych" pozostawała nam kapusta kiszona, ćwiartka chleba, bo ziemniaki i buraki wypadały blado...W takim zestawieniu podryw na rodzynki wygląda już całkiem nieźle ?? ;o)

Ale bywało, że jadaliśmy wspólnie i ćwiartkę chleba, i kapustę kiszoną...

     Rodzynki były jak gdyby przejściem na kolejny etap związku...To była prawdziwa "inwestycja" w związek !! Bo groszem też żeśmy nie "śmierdzieli"...;o)

Tyle z "komunałków"...

     Postanowiłam się Ślubnemu zrewanżować...

Zaczęłam od tego...

Pomidorki i chilli...;o)

Dołożyłam to...

Ponad 2 kg botwinki, z pierwszego "tłoczenia"...


Na dokładkę to...

Prawie 2 kg natki...

 A na deser...


Pan N. uwielbia zieleninę...Ja mam sitko...;o)

     Ilość zbiorów powoduje u mnie ciągłe cierpnięcie kręgosłupa i ból głowy...Gdzie ja to wszystko upchnę ??

No cóż...Skoro nawet potrzaskana grusza rodzi, to wybrzydzać się nie godzi...

Maraton...Prawdziwy maraton...

A do końca sezonu daleko...

Jak mawiał klasyk...

     "Padnę ja i pchły moje"...

Moje truchło dżdżownice rozwleką po okolicznych polach...

sobota, 28 sierpnia 2021

Piękny Dzień...

     Kiedy zbliża się jakaś wnucza uroczystość, nie ma co, Dziadkowie zaliczają ból głowy...Przecież z pustymi "ręcami" iść nie wypada, a kupowanie dwusetnej zabawki, albo setnej gry, odpada w przedbiegach...My ból głowy mamy z głowy (że tak temat ogarnę)...

   24 sierpnia 2021 roku nasza Princeska skończyła cztery latka !!

     Najpierw poleciała do Niej kartka cudnej urody, która jeszcze nie dotarła (wiwat Poczta Polska, która 30 kilometrów pokonuje w terminie dłuższym niż 10 dni), a potem...

Na drugiej stronie zaproszenia jest to...

     Nasze Wnuki uwielbiają mapy !! A kiedy otrzymują jedyny egzemplarz (!!) i stają się Przewodnikiem, to HO HO HO...;o)

     Ekspedycję rozpoczęliśmy od wręczenia skromnych darów dla zwierzaków i poznaliśmy przesympatycznego Pana Wojtka, który był chyba najbardziej "zabieganym" Człowiekiem w całym ZOO...

     Princeska rozłożyła mapę i ruszyliśmy w teren...

     I już wiedzieliśmy, że lekko nie będzie...;o)

     Od surykatek ciężko było Wnuki oderwać, a i surykatki robiły wszystko, żeby nas zatrzymać...;o)

Podobnie było u żółwi...

I u pingwinów...

A do małpek wracaliśmy trzy razy...

I obowiązkowo u żyraf...;o)

Może kiedyś Wam opowiem, dlaczego te żyrafy są takie obowiązkowe...

     A po wizycie u nosorożców, które okrutnie zbulwersowały trzy starsze panie chęcią uprawiania seksu w miejscu, co by nie mówić publicznym...Nastąpiła dekoracja...Tak, tak...

     Nasze Wnuki otrzymały złote medale "Zdobywców ZOO" dla Super Wnuków !!

     Było podium z ławeczki, była formuła dekoracji, i gratulacje (Princeska wyjątkowo energicznie wytrzęsła Babci ramię), Dziadziuś wszystko nagrywał, a potem zrobił nam zbiorową fotkę...;o)

     Pozostało nam cofnąć się w czasie i odwiedzić Dolinę Dinozaurów...

     Kiedy zaczęliśmy się zbliżać do wyjścia, Princeska przypuściła "atak"...Że Ona to by do domku z niebieskimi dachami chciała...Że Ona dawno u Dziadków nie była (!!)...Że z Luckim by się zobaczyć chciała...Echhh...

Ale to jeszcze nie koniec urodzinowej przygody...

     Nasza wycieczka miała jeszcze jeden cel...

Malowniczy bytkowski Ryneczek i...

     Spotkanie z naszą Przyjaciółką...Tą którą znam "od zawsze"...A Pan N. zna Ją od "podstawówki"..."Kawał historii" na jednej ławeczce...;o)

     Nasza "Strzykawa" ukochana...Pani B. ...

     A że Dzieci rozpoznają Dobrych Ludzi po pierwszym spojrzeniu (i pudełku belgijskich czekoladek), więc komitywa została nawiązana natychmiast...

Tylko pożegnać było się trudno...

Bardzo nas ten Los rozgonił i ścieżki poplątał...;o)

     Ale kolejny Piękny Dzień zaliczony...I kolejne Wspaniałe Urodziny !!

     Spełnienia Marzeń !! Nasza Królewno, Princesko, Promyczku, Gwiazdeczko, Krupeczko, Serduszko nasze ukochane...;o)

czwartek, 26 sierpnia 2021

Życzliwość jak dinozaury ??

     Ponad trzydzieści lat temu, z okien pewnego mieszkania w naszej klatce zaczął wydobywać się dym, i co logiczne, smród spalenizny...W kilka minut na klatce schodowej zebrali się zaniepokojeni mieszkańcy...Dobijanie się do drzwi i wydzwanianie w ruchu ciągłym nie przynosiło efektów...

Decyzja ??

No cóż...

     Lato, drzwi balkonowe pouchylane, więc jakaś opcja bezpieczeństwa jest...

Ochotnik wdrapał się na balkon, drzwi do mieszkania otworzył i zaczęła się akcja...

     Sąsiad zmożony kilkoma piwami i poranną zmianą, nastawił sobie rondelek z jedzeniem (Sąsiadka wybyła z Dzieciakami na wakacje), i zasnął...Zasnął licząc pieniądze z wypłaty...

Mieszkanie kompletnie zadymione, zasmrodzone, a na podłodze "życie" całej Rodziny...

     Sąsiad był "nie do obudzenia", więc pozostało rondel zabezpieczyć, mieszkanie przewietrzyć, pieniądze pozbierać i schować...Zbiorowo opuściliśmy lokal, a Ochotnik zamknął mieszkanie od środka i wyszedł przez balkon...Tyle akcji...

     Sąsiad się na kanapie wyspał, przez tydzień wszystkim dziękował, a Sąsiadka o incydencie dowiedziała się pół roku później, przez przypadek (od jakiejś "pepli" z sąsiedniego bloku)...

     A ledwie kilka dni temu...


     Sześć jednostek straży pożarnej i policja...

     Straż nawet nie rozwinęła węży (trochę wody pociekło z zaworów) i po kwadransie było po "pożarze"...Przyczyna była analogiczna...Rondelek na gazie...Zadymienie...Zadyma...

     Właściwie najwięcej pracy miała policja, bo nawet matki z dziećmi na rękach przybiegły oglądać "widowisko"...Zawsze jakaś rozrywka...

     Smużka dymu była maleńka (ja jej nie widziałam, a Strażacy wykryli ją po kilku minutach), smrodu spalenizny nie czułam, ale jedno jest pewne...Od dwóch dni przejeżdżające samochody zwalniają, a piesi dziarsko unoszą głowy do góry...Każdy chce zobaczyć ślady "wielkiej akcji"...Śladów brak...

     Kiedyś ludzie ruszali z pomocą, tak było trzeba, normalka...Teraz ruszają uzbrojeni w komórki...Liczy się news...

niedziela, 22 sierpnia 2021

Chyba czas...

     Jak płyną dni ??

No cóż...Monotematycznie...

     Jesień nadchodzi śliwkami...;o)



     Jedziemy...Zbieramy...Jedziemy...Obrabiamy...Jedziemy...Zbieramy...

Takie rozrywki...;o)

Końca nie widać, bo Wrzosowisko znowu dopadła "klęska urodzaju"...Zebranie 10 kilogramów nie zmienia stanu na gałęziach...

     Co się zmieniło ?? Pierwszy raz od sześciu lat nie pcham się na drabinę...Stopa jeszcze boli i przesilona puchnie...Bark zablokowany i wysięg mam żaden...Może dlatego gałęzie opierają się o ziemię ?? Żebym raz mogła wykazać się gordyjskim rozsądkiem ?? ;o)

     Ale nie do końca żyjemy tylko zbiorami...

     Misiowi Rodzice ogłosili rodzinną uroczystość, a że teraz rozpoczynamy w ogóle imprezowe szaleństwo, więc będzie się troszkę działo...

     W związku z uroczystością rodzinną postanowiliśmy dokonać pewnego zakupu, bardzo drobnego zakupu...Sklepik się w tym specjalizuje, istnieje dłużej w Zaścianku niż w nim mieszkamy, Obsługa to starsze małżeństwo...Tym razem obsługiwał Pan...

     Wybrałam interesujące nas modele, dokonaliśmy z Panem N. wyboru ostatecznego i podchodzimy do kasy...Podaję Sprzedawcy zakup, prosząc przy okazji o demonstrację wnętrza...Pan ogląda nasz zakup i nagle usiłuje nam go zwrócić z komunikatem...

     - Ale to jest egzemplarz od Babci i Dziadka !!

Moje dwie szare komórki przetwarzają komunikat...Ki czort ??

Pan N. dyplomatycznie milczy...

     - Tak ma być !! - artykułuję w końcu, dalej nie ogarniając problemu...

     Sprzedawca lustruje nas od stóp do głów, coś tam mruczy pod nosem, ale prezentacji dokonuje...

Echhh...

     Podważono nasze babcio-dziadkowanie !!

     My, dumni posiadacze trójki Najwspanialszych Wnuków na Świecie, zostaliśmy niedocenieni !!

Się porobiło...;o)

     Może Pan miał słaby wzrok (pod 80-siątkę jest to możliwe), może zbałamuciły mu ogląd szmatki na ryjkach...Bo przecież wszystkie Babcie chodzą na zakupy w bermudach-bojówkach, bluzach polarowych i z kucykiem upiętym z tyłu...A Dziadkowie człapią w trampkach, dżinsach i bejsbolówkach...

     Czy Trzeci Wnuk obliguje, żeby Dziadkowie spoważnieli ?? ;o)

środa, 18 sierpnia 2021

Świat śpi...

     Kiedy Misiowi Rodzice planowali emigrację do Australii, nie powiem, sypiałam niezbyt spokojnie...Ale, że na ścieżki dorosłych Dzieci wpływ mamy żaden, więc ani słóweczkiem się nie odezwałam...Pół roku...Pół roku "kamieni w żołądku"...

Bo lepsze życie, ale daleko...

Bo stabilizacja, ale bez Rodziny...

Bo bezpieczeństwo...

     I teraz, po dwóch latach "bez kamieni", zastanawiam się, jaki Dobry Anioł nad Nimi czuwał, że z tego pomysłu zrezygnowali...

     Lepsze życie ?? Stabilizacja ?? Bezpieczeństwo ??

Wymiar tych słów diametralnie się zmienił...

     Australia "oszalała"...A właściwie, "oszaleli" australijscy włodarze...

     W sumie, miło poczytać i posłuchać, że gdzieś może być władza jeszcze bardziej "pokręcona"...

     Po śmiertelnym przypadku C19, w Australii wprowadzono obostrzenia...

Jeden przypadek !!

Dotychczasowy bilans ogólny to 915 zgonów (na ponad 25,5mln mieszkańców)...

     Zamknięto miasta, kraj, a właściwie, kontynent...

     Olimpijczyków po powrocie z Tokio "wrzucono" na prawie miesięczną kwarantannę...To był pierwszy news, który przykuł moją uwagę...

     Obowiązuje zakaz opuszczania kraju, urlopowicze i turyści przebywający w Australii muszą przedstawić dokumenty potwierdzające zamieszkiwanie w innym kraju (choćby umowę najmu) i potwierdzenie pracodawcy, że przebywają na urlopie...Czyżby się władze obawiały, że im Obywatele czmychną ??

     Obowiązuje zakaz opuszczania miejsca zamieszkania: praca zdalna, zakupy robi jedna osoba z gospodarstwa raz dziennie, poruszać się można w promieniu 5km od domu...Zamknięte jest praktycznie wszystko...Na dużych budowach może przebywać 10% zatrudnionych, na małych budowach nie więcej niż pięć osób...Jeśli w tym promieniu znajduje się park, można z niego korzystać przez 2 godziny dziennie, w maseczce i z dystansem...

     Obowiązuje godzina policyjna przez całą noc, z zakazem poruszania się...Ulice patroluje policja z wojskiem (do Sydney ściągnięto 800 żołnierzy)...

Rząd nie przewidział wypłaty rekompensat i zasiłków...

     Faktem jest, że poziom szczepień jest w Australii najniższy na Świecie...14% zaszczepionych całkowicie, 28% zaszczepionych pierwszą dawką...Ale ponoć atakuje Ich "delta", więc ??

Więc (wiem, że się zdania od "więc" nie zaczyna), powodem restrykcji nie jest C19, ale brak zainteresowania szczepieniami...Proste jak konstrukcja cepa...Premier ogłosił, że zaszczepią wszystkich do końca roku, ale Mu się Obywatele zbiesili...Był zmuszony do zdementowania tej informacji...

     Na dodatek, jeden z bardzo ważnych urzędników rekomendował niedawno, picie napojów (alkoholowych również) przez maseczkę...

Śmiać się, czy płakać ??

A może tylko pan urzędnik nie był w szkole, kiedy pokazywano doświadczenia z cieczami ??

     W tym kontekście wypowiedź naszego ministra, że "obowiązek" i "przymus" to dwie całkiem różne rzeczy...Z czym w kategoriach filozoficznych można się zgodzić, a w realnych aż "bije" po mózgu...

     Zapytacie: Co na to Australijczycy ??

Protestują !! A jakże...

     Protestują przeciw restrykcjom (de facto mają siedzieć w domach i umierać z głodu ??), protestują przeciw obowiązkowi szczepień, protestują przeciw paszportom covidowym...Ale nikt się na ten temat nie zająknie, nikt nie pokaże tysięcy demonstrantów z Sydney czy Melbourne...Nikt nie poda ilości aresztowanych...

     Krzyczą: Obudź się Australio !!

     Ciszej !!

     Bo reszta Świata też śpi...;o)

poniedziałek, 16 sierpnia 2021

Drugie U-Rodziny !!

     Goście przybyli w piątek wieczorem...Kiedy Lucky usłyszał brzęczek domofonu mało ze skóry nie wyskoczył...Komunikat: "dzisiaj przyjadą Dzieci" ma już perfekcyjnie opanowany...Dwa miesiące się "Funfle" nie widziały !!

Radość była wzajemna, a powitania bardziej skupiły się na psie, niż na Dziadkach...;o)

     Niewiele nam tego dnia pozostało. więc i opisywać nie ma co...

No chyba, że...

     Kiedy Misiowy Tata zbierał się do wyjazdu, Princeska z nagła zaczęła ubierać buty...

Ki czort ??

Kilka minut później tajemnica się wyjaśniała...

     Kiedy Princesia świeciła światło w sypialni "zaczepiła" się ramka ze zdjęciami z wyprawy, ramka "się spadła" i całkiem się połamała...Katastrofa normalnie !!

A że dopiero co katastrofę Princeska przeżyła (połamała storczyka, którym opiekował się Księciunio z Misiowym Tatą), więc w maleńkiej duszyczce zrodził się plan rejterady...;o)

Tym razem szkodę da się naprawić, strach miał wielkie oczy...

Ale takiej grzecznej Wnusi dawno żeśmy nie mieli...;o)

     Na drugi dzień planowany był piknik na Wrzosowisku...Z jednym małym przystankiem...

     Pamiętacie wpis kiedy szukaliśmy przejezdnej drogi, aby dotrzeć do domeczku ??

Odkryliśmy wówczas nie tylko alternatywną drogę, ale i to...


     Wiatraki, do których można podjechać tuż tuż !!

     Księciunio aż tchu nie mógł złapać !! Wiatraki pasjonują Go od "urodzenia"...;o)

     Jakim cudem nie są ogrodzone, nie wiemy...Ale chwała niech będzie Właścicielom za taką atrakcję !! W weekendy bywa pod barierką bardzo tłoczno, a z rozdziawionych dziecięcych buziek wydobywają się okrzyki zachwytu...Widzieliśmy na własne oczy !!

     A potem była zabawa i praca...

Najpierw trochę niepewnie...

Potem z głośnym piskiem...

A potem techniki różne...

     Ale że Dzieciaki uwielbiają nam pomagać, więc zbierały mirabelki (idealne na domowe, wytrawne wina i powidła do mięsa), węgierki (urodzaj taki, że znowu nam drzewa pękają), a przy okazji dowiedzieliśmy się, że genetyki oszukać się nie da...Dziadziuś uwielbia zielonkawe węgierki...Misiowy Tata uwielbia zielonkawe węgierki...Księciunio ?? Uwielbia zielonkawe węgierki !! Takie cuda...;o)

     Potem było jeszcze tropienie kreta...



I niestety, nadszedł czas powrotu...

     Zapytacie gdzie solenizant ??

     Wszędzie było go pełno !! Chciał być wszędzie i z każdym, więc tak się psisko umęczyło, że ledwie trzymał się na łapach...;o)

     A w niedzielę po porannym spacerze było śpiewane "sto lat", było ciasto i szampan (bezalkoholowy)...


I oczywiście zbiorowe dmuchanie świeczek...;o)

     A że piesełki ciasta nie mogą jeść, a czekoladowego absolutnie !! Więc...


Luckuś świętował przy dwóch wędzonych, świńskich "szłapkach"...;o)

I bardzo był z takiego świętowania zadowolony...


Niech żyje "Szczęśliwy Traf" !! ;o)

piątek, 13 sierpnia 2021

Będzie impreza !! ;o)

     Procedury mamy opracowane już do perfekcji...Po każdej wyprawie, czy pobycie w Zaścianku naszych Wnuków, następuje magiczne milczenie...

Czas dla Misiowych Rodziców, aby okiełznać żywioł...

Wyciszenie...

     Przez tydzień wspominamy każdą chwilkę...Przez drugi tydzień zaczynamy kombinować kolejne spotkanie...A potem zaczyna się "gniecenie w dołku"...Totalna tęsknota...Albo uzależnienie od Wnuków...Nazywajcie jak chcecie...;o)

     Jak znoszą to Wnuki ??

Podobnie...Tylko bardziej emocjonalnie...Bywa problematycznie...;o)

     Tym razem po dwóch tygodniach pomogłam Luckiemu i do Misiowego Domku została nadana przesyłka...


     Lucky zaprasza swoich małych Funfli na U-Rodziny !!

To już dwa lata !!

     Przesyłka podróżowała przez tydzień (30 km), ale dotarła...

     "Księciunio był bardzo przejęty, że dostali list...Nawet usiłował sam przeczytać, ale po potężnym marszczeniu czoła poprosił o pomoc...

     - Nie pamiętam wszystkich literek..."(Babcia z premedytacją użyła "pisanych", a nie "drukowanych", żeby tekst był dla Doroślaków - wredna Babcia)...

     "Przez kwadrans była ogromna radość !! I nagle Księciunio zaczął blednąć, smutnieć, a w konsekwencji skończyło się nerwami...Chodzi jak chmura gradowa...Jesteśmy już po dwóch poważnych rozmowach..."

     Słuchałam Pierworodnego na bezdechu...

Ki czort ??

Księciunio nie chce do Zaścianka ??

     "Doszło do Niego, że to tylko dwie nocki !!" - wyjaśnia mi Syn...

Z trudem powstrzymuję wybuch śmiechu...

Misiowi Rodzice mają kolejny "zgryz"...

     Przez tydzień wałkowali, że nie będzie "wielkich wypraw", że nie będzie górskich wędrówek, że dwie nocki to lepiej niż nic...

Współczujemy...

Lekko nie mają...

My też chcielibyśmy więcej...;o)

środa, 11 sierpnia 2021

Tokyo 2020/2021...

     No i lipa...Igrzyska się skończyły...

     Ale skoro w jakiś sposób jestem "publiczna", więc w ten sposób pragnę podziękować naszym Olimpijczykom...Wszystkim !! I tym ze złotymi krążkami, i tym, którzy połykali łzy porażki...

DZIĘKUJĘ !!

- Za radości i smuteczki;

- Za emocje;

- Za łzy, które połykałam razem z Wami;

- Za zdarte gardło, które nie nadążało się zaleczyć;

- Za zakwasy bez wysiłku fizycznego;

- Za zdrętwiałe kciuki;

- Za Wasz pot wylewany hektolitrami;

- Za Wasz ból;

- Za każdą chwilkę, którą spędziłam przed TV...

Daliście z siebie wszystko...

A skoro tak, nie jest istotne, czy się udało, czy się nie udało...

Jesteście OLIMPIJCZYKAMI !!

Czapki z głów, dłonie do oklasków...

     Już się nie mogę doczekać Paryża...Wy pewnie też...;o)

     A jeśli usłyszycie, albo przeczytacie jakieś durne, krytyczne teksty, to zaproście delikwenta na trening i przeczołgajcie jak trzeba...Nie daje rady ?? To gęba w kubeł...;o)

Jesteście WIELGACHNI !! I nie o aparycję mi chodzi...;o)

niedziela, 8 sierpnia 2021

Wielka Górska Wyprawa...

     Jak mobilizowaliśmy Wnuki do wędrówki ??

No cóż...

     Kilkulatkowie potrzebują wielu bodźców, równomierne zajęcia (marsz po płaskim), są dla nich równie "porywające" jak łuskanie grochu...Po kwadransie człowiek ziewa...;o)

No i nie ukrywajmy, górskie wędrówki wymagają odpoczynku, nie tylko dla Doroślaków...

     Plan Wielkiej Wyprawy zawierał również "pit-stopy", czyli zajęcia poza górskie...Jeśli ktoś potrzebowałby "gotowca", to przedstawiam harmonogram "10 dni w Tatrach"...Korzystajcie do woli...;o)

     1. Chabówka i jej Skansen Kolejowy, wieczorem basen;

     2. Spacer i konna przejażdżka po Zakopanem (Babcia była bardzo wdzięczna konikowi), diabelski młyn (który stał się dla Nielotów punktem orientacyjnym w górach - zawsze go wypatrzyli) i oczywiście PARK JANOSIKA. Przestronny i świetnie zorganizowany plac zabaw pod dachem, który wyzwala w dzieciakach najlepsze emocje, no i, mają tam bardzo dobrą kawę...;o) Korzystaliśmy już kilka razy i powodu do krytyki nie znajduję...Obsługa uczynna i sympatyczna...;o) I oczywiście - wieczorem basen...;o)

     3. Kolejką na Butorowy Wierch, spacer na Gubałówkę, a tam rozrywek nie brakuje i powrót tą samą trasą...A wieczorem, basen...;o)

     4. Kiry - Schronisko na Ornaku - Kiry, no i basen;W założeniach pierwotnych mieliśmy Jaskinię Mroźną, ale jest w remoncie do 2022 roku (bo misie strasznie w zimie rozrabiały)...;o)

     5. Zakopane i zwiedzanie placów zabaw...



To jest Miejski Plac Zabaw...


     Jest po prostu, uroczy !!

     "Braty i Kompany" zrobili świetną robotę...;o)

     I chociaż w Zaścianku otworzono na wiosnę nowoczesny plac zabaw, pozazdrościłam Zakopiańczykom, że nie poszli na łatwiznę, że nie wystawili placu zabaw jak wszędzie (metal i plastik)...

     W naszej miejscówce też wybudowali plac zabaw, mniejszy, ale charakterny...Dzieciaki uwielbiały tam przebywać, więc widok wersji "maxi" wywołał ogromny entuzjazm...

     Były też takie miejsca...

     Było ich wiele, właściwie na każdym wolnym placu zorganizowane były miejsca zabaw dla Dzieciaków...Jak wakacje, to wakacje...  

Wieczorkiem oczywiście basen...;o)

     6. Dzień buntu Matki Natury...Plan musiał być zmodernizowany w trybie pilnym...33 stopnie w Tatrach to nie jest temperatura do wędrówek...

     W zapasie mieliśmy termy w Chochołowie, ale przy takim skwarze kąpiel w wodzie 30 stopni to jak włażenie na ochotnika do piekielnego kotła...I jeszcze coś przemawiało przeciw...

Brak infrastruktury dla małych dzieci i bar przy basenie...

     Nasze doświadczenia z "barem przy basenie" są raczej negatywne...Sprawdziliśmy to w Białce...

Przepychanki, wulgaryzmy, drinki w wodzie...Może ktoś lubi taki wypoczynek i relaks...My nie...

     Postanowiliśmy sprawdzić bardzo dwuznaczne opinie o Aquaparku w Zakopanem...

Echhh...

     Jakby Mieszkańcy Zakopca chcieli się go pozbyć, to my go przyjmiemy do Zaścianka...;o)

     Porę wybraliśmy luzacką, więc Dzieciaki mogły poszaleć, Doroślaki też, bo obok "taplaków" jest wydzielony basen z torami dla pływaków...

     Najwięcej pracy miał Ratownik basenu z siarką, bo mimo tabliczek w ilościach hurtowych, informujących o ograniczeniach wiekowych (od 12 lat), co kilka minut jakiś opiekun pchał się tam z dzieciakiem (nawet niemowlakiem), a Ratownik gwiżdżąc zawzięcie ruszał dyscyplinować delikwenta...Naród widocznie stał się "nieczytaty"...;o)

A co robiliśmy wieczorem ?? Na basen...;o)

     7. Zakopane...Plac zabaw...Lody na Krupówkach...Zakupy...I wieczorny basen...Luzik, bo jutro...

     8. Zdobywamy Wielki Kopieniec !!

     9. Kiedy o poranku Dziadziuś zażartował: "Zaraz ruszamy na wyprawę..." Z kanapy rozległo się zgodne i gromkie: NIE !!

Babcia i Dziadziuś zachichotali i zaczęli pakować plecaki...;o)

     Kolejką wjechaliśmy z Szymoszkowej (wszyscy razem !!), więc emocji nie brakowało...



 Po drugim śniadanku rozpoczęło się Wielkie Brykanie...


     Księciunio jeździł sam, a Princeska po kilku minutach przejęła od Babci kierownicę...Bawiliśmy się tak dobrze, że Dziadziuś szybko pobiegł wykupić kolejną turę...;o)

     A potem zjechaliśmy kolejką szynową z Gubałówki i wtedy to dopiero zaczęło się rozbrykane brykanie...U podnóża Gubałówki rozłożył się lunapark...

Te autka były dla Księciunia trochę za duże...

Tym razem Dziadziuś szaleje z Wnukami...

Karuzela też musiała zostać powtórzona...;o)

     Powrót na Gubałówkę kolejką szynową...Obiadek...Zjazd kolejką na  Szymoszkową...I ?? Basen !!

     10. Dolina Strążyska i Siklawa...Wieczorem ?? Basen...;o)

     11. Czym można zakończyć Wielką Wyprawę jeśli uczestnikami są dwa Wodniki Szuwarki ?? Hmmm...

Ruszamy do Bukowiny !!

Na zakończenie musi być BASEN !! A najlepiej kilka...;o)

Od lat sprawdzona miejscówka...

     Bilet rodzinny 2+2 i 4,5 godziny zabawy...Że o bardzo dobrym żarełku nie wspomnę...;o)

     Za oknami lało jak z cebra (Matka Natura tak nas żegnała), a my obserwowaliśmy z niepokojem, kiedy zacznie się pożegnalne rozżalenie Wnuków...

Rozżalenia nie było !!

     Princeska zapakowana do samochodu od razu zasnęła i obudziła się w połowie drogi...

     Księciunio przeglądał swoje zdjęcia i filmiki na komórce przez większość trasy...

Potem było śpiewanie i śmieszne pogaduchy...

     Dzieciaki po raz pierwszy wracały bez niedosytu...Dziesięć dni z Dziadkami (i Babciami - jak mawia Princeska) było wystarczające...

Chociaż przy pożegnaniu Księciunio pociągnął nosem i zwiał, a Princeska stała na progu z podkówką na twarzy i machała na dwie łapki...

No cóż...Dziadkom (i Babciom) też lekko nie jest...;o)