Dwa światy...

Bardzo Ważni Goście

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tańcowała igła z nitką.... Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tańcowała igła z nitką.... Pokaż wszystkie posty

niedziela, 28 stycznia 2024

Jak się Babcia w miodzie topiła...

     Skoro październik i listopad są u mnie miesiącami "prasowacza", to jakim miesiącem jest styczeń ??

Zszywacza !! ;o)

     To się urwało...Tamto się popruło...Zakładeczka by się przydała...Hmmm...

W sezonie ??

Zapomnij Gordyjko !! Nawet przyszycie guzika bywa problematyczne...;o)

     Ale kiedy po świąteczno-sylwestrowej zadymie opada kurz, Babcia Gordyjka segreguje "kolorami" szmatki do naprawy (żeby durnowato nie zmieniać nici w maszynie) i wyciąga swojego "mercedesa"...;o)

Teraz on będzie królował nad gordyjskimi wolnymi chwilkami, a Babci będą się lęgły coraz to nowe pomysły...Przy podwijaniu ściereczek ??

Bynajmniej...

     Gordyjska mózgownica pracuje nad tymi pomysłami cały rok i nie może się doczekać styczniowego zszywacza...Bo...

Bo między koniecznymi naprawami Babcię dopada fantazja...A właściwie iskra...Iskierka...;o)

     - Babciu, ależ ona ma piękną sukienkę...- rzuca Princeska, a rzadko się Jej zdarzają zachwyty nad ubiorem...

Dzięki Internecie za wizualizację zachcianki...

Hmmm...

     Babcia gdzieś ma tiulową błękitną kieckę...Mamciaśka mi ją szyła w okresie "weselnym" (bywało, że miewałam dwa wesela w miesiącu)...Można by...

     No to nastał okres błękitny dla "mercedesa", a Babcia się uwijała, bo przecież zabawy karnawałowe tuż tuż...;o)

     Przód góry (zapobiegawczo kreacja jest dwuczęściowa, bo przecież niespodzianki do przymiarki nie zawiozę)...;o)

     Tył góry...(nie lada wyzwanie, bo babcina kiecka miała prawie gołe plecy)...;o)


     Spódnica na halce z kołem...

I całość na wieszaku...

     Trochę mało błękitna na tym czarnym tle, ale tylko ta miejscówka się nadawała do powieszenia (tradycyjnie rozgrzebaliśmy remoncik)...;o)

     Mina Princeski ?? Bezcenna !!

To był ogrom błękitnego szczęścia !!

     A Babci miodek na serducho kap, kap, kap...

Na szczycie schodów Babcia zakrzyknęła:

     - Dziadziuś gotów ?!

     Princeska się nam lekko zestresowała, jak na Modelkę przystało, i...

Tadammmm !!

     Co było najpiękniejsze ??Wiadomo !!

Halka z kołem !!

     Więc wszystkie zdjęcia mamy "wirujące", ale że Dziadziuś nakręcił film, więc mamy pełną dokumentację szczęścia...;o)

     A kiedy już odrobinę emocje opadły, Misiowa Mama potwierdziła, że warkocz Elzy i korona leżą w szufladzie, Princeska się mocno przytuliła i zaczęła szeptać...

     - Babciu, wiesz...

     - Wiem Kochanie...Teraz różowa...Taka jak Księżniczki Aurory...;o)

     I dostałam takiego miziańca z całusem, że miodu by wystarczyło dla całej pasieki...;o)

poniedziałek, 4 września 2023

Krzyżyki pańskie...

     Pomysł "łaził" za mną ponad rok..."Łaził" i "tupał", bo tak właśnie mają podobne pomysły...

A że Gordyjka miewa syndrom "niespokojnych rąk"...

     Dopadło mnie w Święta Bożego Narodzenia...Siedziałam sobie spokojnie (bo wyjątkowo spokojne mieliśmy te Święta), na coś w TV spoglądałam, a łapska swędziały...No to zerwałam się z kanapy jak lwica do ataku i pobiegłam przeglądać moje "przydasie"...Jakbym nie wiedziała co w zakamarkach znajdę...;o)

Znalazłam to...

Stan na 25 grudnia 2022...

     Jeszcze tamborek, igły do haftowania, nożyczki...I przez kilka miesięcy trudno będzie Gordyjkę od kanapy odkuć...;o)

     Po miesiącu wykorzystywania każdej wolnej chwilki, wygląda to tak...

27 stycznia 2023...

     Pewnie wyglądałoby lepiej, ale się Gordyjka w tej matematyce machnęła, więc musiała artystycznie wypruć prawie 200 krzyżyków...Echhh...

Ale dziobanina trwała nadal, bo Ojciec Czas litości nie ma i tyka swoimi zegarami..."Idzie wiosna"..."Idzie wiosna"..."Idzie wiosna"...

Zaborcze Wrzosowisko obetnie wolne chwilki i mogę nie doczekać się finału...

No to dziobię...

27 luty...;o)

     I chociaż wiosna zastała mnie przy tamborku, a ciekawość efektu nadgryzała duszę, postanowiłam, że choćby się paliło i waliło skończę...Dałam radę tuż przed wakacjami...Ostatni krzyżyk...Dziergana szydełkiem rameczka...Pranie...Krochmalenie...Oprawienie...I...

Tadammmm!!

Babciny S.E.N. się ziścił...


Nasza Princeska skończyła 6 lat !!

środa, 8 czerwca 2022

Zespół "niespokojnych rąk"...;o)

     Słyszeliście o zespole "niespokojnych nóg" ?? Pewnie tak, bo wszędzie go pełno...

     A kto słyszał o zespole "niespokojnych rąk" ??

Mam tą przypadłość...Niestety...Stety...Jak kto woli...;o)

     Objaw jest jeden i prosty jak budowa cepa...Ręce muszą być zajęte !!

Czym ??

     Na Wrzosowisku jasne..."Szur-szury"...Sekator...Motyka...Albo garść rwanych chwastów...

     W Zaścianku jasne...Trzeba posprzątać...Trzeba ugotować...Czasem trzeba spłaszczyć cztery litery na kanapie...I wtedy właśnie dopada mnie zespół "niespokojnych rąk"...

Efekty ??

     Princeska wyrosła ze swojego "folkowego serdaczka"...Dwa lata i zonk...
     No to Babcia Gordyjka sprawę przeanalizowała i zaczęła dziobać...
     Ale jak zabezpieczyć "zapotrzebowanie" na więcej niż dwa lata, kiedy Wnusia rośnie jak na drożdżach ??
     Troszkę zapasu można dołożyć, ale rozmiar "starszej siostry" nie wchodzi w grę...Chyba ,że...
     Boki i ramiona serdaczka będą miały szlufki i wtedy rozmiar będzie dyktowała przepleciona wstążka (albo kilka wstążek, w różnych kolorach)...Wstążka z tyłu, to tylko stabilizator zmiany sylwetki z "poniemowlęcej" na dziewczęcą...;o)
     Zasadniczo, serdaczek składa się z trzech niezależnych części...;o)
Serdaczek wisi...
     Gordyjka odetchnęła, "warsztat" posprzątała, na kanapie siadła i...
     Po pięciu minutach wstała i zaczęła realizować nowy pomysł...
     "Niespokojne ręce" znowu mają zajęcie...;o) 

P.S. Poszło "do kompletu"...

P.S.2 Dowód dla Noti...;o)

niedziela, 23 sierpnia 2020

Ziołowa "korupcja"...;o)

     Wraz z urodzinowymi prezentami pojechały do Misiowego Domku dwie koperty...I "cuś"...;o)

Nie, nie...

To nie jest przyznanie się do działań korupcyjnych...

     Jedna kopertka była taka...

     Jej Adresatką była Misiowa Mama...

     Macierzanka cytrynowa to prymuska we wspomaganiu wielu dolegliwości, przy tym ma przepiękny aromat...Jeśli więc, zapytacie Wujaszka Googla na co pomaga i zdecydujecie się na uprawę (można w doniczkach), to polecam bardzo...

     My "praktykujemy" cytrynową macierzankę od roku (szczególnie Pan N.) i mogę ręczyć słowem, że herbatka bez jej listków jest niekompletna !! ;o)

     Druga kopertka zawierała...

     Adresatem był Księciunio...

     No cóż...Księciunio to chorowitek i Jego układ odpornościowy potrzebuje pomocy, a herbatka z liści morwy (i białej i czarnej) jest stosowana od wieków przez Chińczyków jako wsparcie młodych organizmów...Starszym jest również zalecana, jako antidotum na podwyższony poziom cukru i zawyżony cholesterol...

     Babcina "suszarnia" ma jednak ograniczenia powierzchniowe, więc w pierwszej kolejności dostają Ci, którzy najbardziej potrzebują...;o)

     Liście morwy już zaczynają się przebarwiać, więc trzeba się spieszyć...

     W tym roku Babcia Gordyjka ma "tyły" w zbieraniu ziół...;o)

     Chociaż pudła po pizzy są nieźle wypełnione, Matka Natura tak szalała, że nijak było terminowo zbierać, suszyć i magazynować...Dziurawiec miał miesięczną "obsuwę"...Rumianek kwitł na raty i trudno było się "wstrzelić", podobnie jaskółcze ziele...Mięta szalała, a potem przestała...A kocimiętka...Echhh...

Ale nie samymi ziółkami człek żyje...

W tak zwanej "wolnej chwili", albo w "międzyczasie" Gordyjka zmajstrowała jeszcze coś...

Wiadomo dla Kogo...;o)

Misiowy Tata z Dziadziusiem montowali "karocę", Misiowa Mama "montowała" Princesię...

Która bardzo skrupulatnie pilnowała procesu montażu (w obu przypadkach)...Dziadek musiał wykazać się niezłym refleksem, żeby komplet śrubek nie został zdekompletowany, a Misiowa Mama musiała zapanować nad Żywiołem, który ani sekundy nie stał spokojnie...

Ale jak już wszystko zostało skompletowane...

Princeska w karocy !!

Właśnie szuka pod falbankami dźwigni hamulca...;o)

poniedziałek, 1 czerwca 2020

Dopadły Babcię tiule...

     Kiedy Gordyjka już ogarnie "hektary" ugoru, a kosteczki przestaną boleć, to czas na obowiązki domeczkowe...
     Kiedy Gordyjka ogarnie już obowiązki domeczkowe, Lucky odzyska kawałek swojego "podwórka" na środku pokoju, a z kątów nie wyglądają paszczęki kurzaków, czas na obowiązki prawie zawodowe...
     Lawiny papierów mnożoną się przez pączkowanie !!
     Jeśli położysz na biurku jeden dokument, to nie wiadomo kiedy robi się z nich sterta i napastliwie się przygląda...
     Kiedy jednak Gordyjka przegarnie już te sterty chwatów, kurzu i papierów, to...
     Najpierw przybyło pudło...


W trzy minuty było rozpakowane i przejrzane...
I zaczęła się realizacja pomysłu...



     Z każdą warstwą nabierało "toto" wyglądu, a Babcia Gordyjka chichotała cichutko...
Będzie się działo !!
Princeska preferuje dres i trampki...;o)
     Ale kiedy "toto" już wisiało na wieszaku, a Gordyjka poszła na przymusowe wietrzenie z Luckim (czyli spacerek do lasu), dopadła ją wizja totalnej niedoróby...
     Spódniczka owszem, ale gdzie koczek Baletnicy ??
No to pudło znowu się otworzyło...
     W tym czasie przyszedł sms: pas Princeski to 55 cm...
     To odpowiedź Synowej na zapytanie, które przesłałam dzień wcześniej, ale się Princeska na Babcię wypięła i poszła spać "przed kurami"...;o)
     Mierzy Babcia spódniczkę...Nie wierzy !!
Mierzy drugi raz...I trzeci...
I znowu chichocze...
     Dokładniutko 55 centymetrów !!
No to zmajstrowała Gordyjka jeszcze to...

Dwugroszówka dla perspektywy...
I pozostała przymiarka...
     Princeska zachwycona falbankami nie była, ale na propozycję ukazania się Misiowej Mamie przerwała natychmiastowe rozbieranie (wszystkie kobiety kochają zachwyty)...;o)
Po należytych zachwytach Mamy, Babcia zaproponowała...
     - Idź się pokazać Dziadziusiowi...


I tak się ta prezentacja odbyła...;o)
Dziadziuś należycie się pozachwycał (miał prezentowane falbanki pojedynczo), Babcia pozachwycała się należycie...;o)
     Baletnica w dresie...;o)
     Ale fruwające falbanki intrygowały i zaczęły się podobać...
     Co nie zmienia faktu, że kiedy Babcia zaproponowała zdjęcie ozdoby, Princeska przyjęła to z entuzjazmem...
     Jakoś będziemy musiały to wypośrodkować...;o)

wtorek, 18 lutego 2020

Prom Kosmiczny po krakowsku...;o)

     Ostatni szew, obcięcie nitki i Babcia z Dziadziusiem pocięli do Misiowego Domku, żeby sprawdzić efekt ogólny...
     Właściwie, to gdyby Babcia nie skończyła, to i tak byśmy pocięli...;o)
     Księciunio, który całkiem nieźle radzi sobie z matematyką, odkrył, że system pracy Dziadziusia opiera się na prostych zasadach (poniekąd)...
     Cztery dni pracy, dzień wolnego, cztery dni pracy, dzień wolnego, cztery dni pracy, dwa dni wolnego...
Proste ??
Trzeba jeszcze wlepić odpowiednią zmianę i system działa cudnie...
     Księciunio ogarnął to idealnie i komunikuje teraz Dziadziusiowi...
     - Jutro idziesz na nockę, to za cztery dni przyjedziesz ??
     W tym pytaniu jest tyle nadziei, że Dziadziuś wymięka, Babcia rozgarnia terminarz, żeby wcisnąć Wnuki, a Synowa chichocze w kuchni...
     - Przez tyle lat nie mogłam tego schematu ogarnąć, a teraz mam luz, wystarczy, że Księciunia zapytam...- stwierdziła...
     No to pocięliśmy, żeby się ta matematyka Księciuniowi zgadzała...
     Na dodatek, Dziadziuś zrobił Mu niespodziankę i odebrał z Przedszkola...
Ależ była radość !!
     Po uspokojeniu emocji w domu, Babcia poprosiła o przymiarkę...
Szycie "na oko" ma jeden mankament...
Do ostatniego momentu nie wiadomo jak to "oko" wyszło...


     Wyszło nieźle...
Właściwie, tylko w kwestii "butków" poniosłam porażkę...
Nie doceniłam, że Księciunio rośnie tak szybko, i że babciny nadgarstek jest już dużo mniejszy niż księciuniowa łydka...
Ale problem do ogarnięcia...;o)
     Kiedy Babcia ubrała Wnuka i wyraziła milion zachwytów, Misiowa Mama i Dziadziuś nakręcili filmiki i zrobili galerię zdjęć, Princeska zakomunikowała:
     - Papa !! Um, um !!
Co w wolnym tłumaczeniu oznaczało:
     - Babciu !! Ja też chcę serdaczek !!
Cóż było robić ??


     Misiowa Mama przytaszczyła odpowiednie pudło, a Princesia grzecznie (!!) czekała na finał...


     Co było największym problemem ??
No cóż...
Dziadziuś zrobił idealne zdjęcie !!
Pokochałam je od pierwszego spojrzenia !!
     Dziadziusiowi udało się uchwycić Princeskę, razem z Jej temperamentem i charakterem...;o)


     Gna z prędkością światła !!
     Prawdziwy Prom Kosmiczny...;o)
     Napędzany serkiem homogenizowanym (z krówką) i pierogami z mięsem...Schabowy też może być...;o)

piątek, 14 lutego 2020

Babcine zabaweczki...

     Trudno...Trzeba się przyznać, skoro Dagmara i tak mnie nakryła...
     Babcia kombinuje...;o)
     A właściwie, Babcia podpadła i musiała niedopatrzenie nadrobić...
     Nie wiem czy pamiętacie, ale rok temu, Babcia obdarowała Princeskę strojem "prawie krakowskim"...Cel był szczytny...
Princeska była na etapie: "uwielbiam coś wysypywać"...
A co jest najbardziej malowniczym "wysypywaniem" ??
Wiadomo !! Sypanie kwiatków w procesji Bożego Ciała...
Taki był plan...
     Plany są po to, żeby je zmieniać...;o)
     W każdym razie, z zeszłorocznego "sypania kwiatków" nic nie wyszło...
A właściwie wyszło...
     Okazało się, że Księciunio czuje się tym strojem ogromnie skrzywdzony, pominięty i niedoceniony !!
A fee, Babciu !! A fee !!
Synowa wysypała się dopiero jesienią...
Babci dusza załkała...
I się zaczęło...
     Najpierw było "grzebalnictwo internetowe", żeby wszystko skompletować, dopasować i nabyć drogą kupna...
     Potem Babcia musiała sobie przypomnieć wszystkie tajemnice "geometrii"...




A potem to już było z górki...
     Najpierw kamizela...


     W czasie przymiarki, Księciunio wyszeptał Babci na ucho, że nie trzeba już więcej cekinów...
     Skoro kamizela, to muszą być portki !!


Koniecznie "bufiaste" i na gumce...;o)
I sama przyjemność...
     "Krakuska" !!


Szkoda, że na zdjęciu "rogi" nie wyszły, bo prezentują się na prawdę dobrze...
     Czegoś brakuje ??
A no tak...
Buty !!


Że to bardziej walonki są ??
A wcale, że nie !!
     Babciny "wynalazek"...;o)
     Strój ma mieć zastosowanie wiosenno-letnie, więc buty z cholewami odpadały...Ale portki coś musi trzymać...Ale w sandałach do krakowskiego stroju się nie godzi...
     No to będzie tak...


     Jęzorek na sandałki (albo trampki), a "rękaw" na rzepki będzie trzymał nogawice...
     Tak się Babcia bawiła...;o)

niedziela, 10 listopada 2019

Babcia - Poduszkowiec i pierwsza "jazda Mercedesem"...

     Zaczęło się jak zawsze...Od niczego...;o)
     - Muszę Młodemu kupić poduszki do tej Jego "bazy", bo zimą to Mu będzie ciągnęło po poopie...- stwierdziła Misiowa Mama...
     - Jakieś konkretne ?? - zapytałam grzecznie...
     - Takie większe, żeby były...Ze zwykłych będzie spadał...- usłyszałam odpowiedź...
No i Babcia robala połknęła...;o)
     Znalazłam hurtownię z fajnymi materiałami, po bardzo przyzwoitych cenach...Powybierałam (odpowiednio uśliniona)...Do koszyka wrzuciłam...Dzwonię do Synowej...
     - Te poduszki uszyję jak chcesz...Z polarka...
     Po wszystkich: ale to kłopot, Mama taka zajęta, dodatkowy bałagan, itd., itp...Dowiedziałam się w końcu, że wybór różowego tła był faux pas, którego Babcia uniknęła w ostatniej chwili...Princeska w różowościach przestała gustować...;o)
     No to Babcia wyrzuciła z koszyka wszystko co różowe, pozostawiła ulubione granaty i...Hmmm...Khaki...
Zamówienie zrobione, paczuszka (paczucha) dotarła...
     Wiecie już dlaczego blog mchem zarastał...;o)
     Gordyjka maszynę wywlekła z zakamarków i zasiadła...


     Tyle, że wiekowy Łucznik nie miał pojęcia, jaką ważną rolę dla niego szykowałam...
     Totalnie odmówił współpracy...
     Ilości rzuconych do niego wulgaryzmów, nie powstydziłby się wzięty szewc...
     Gorycz wylałam telefonicznie na Pana N. ...
Ale że uparciuch ze mnie straszny, więc nie odpuściłam...
     Rozebrałam, porozkręcałam, wyczyściłam, skręciłam...I w dobę, Łucznik był nówka sztuka !!
Tyle, że Ślubny w tym czasie już pułapkę naszykował...
     - Może już czas o nowej pomyśleć, fajne teraz są...
I zaczął mi na pocztę linki przesyłać, z owymi cudami...
No cóż...
     Pośliniłam się, ale że sknera jestem straszna (a dopiero co piękny prezent dostałam), więc dusza łkała, Łucznika naprawiałam i jak sroka w gnat w te nowomodne cuda się wgapiałam...
     Miałam faworyta, pewnie, że miałam...
     Po naprawczym sukcesie nadałam sobie tytuł "Mistrzuńcia" i przestałam przeliczać drobniaki na zakup maszyny...
Tyle, że Pan N. jak zacznie coś drążyć...
Echhh...
Się Chłopisko zaparło...
     Cztery dni później nastąpiła pokoleniowa zmiana warty...


     A właściwie...Przesiadłam się z "Malucha" do "Mercedesa"...
Kosmos !!
     Ale wśród zachwytów, nie zapomniałam o poduszkach dla Księciunia...
Trzy największe wyprodukowałam na Łuczniku...


Wymiary: 1m/1,6m
Dzielona na siedzisko i oparcie
Wsad: silikonowe kulki (antyalergiczne)
Powłoczka: bawełniana kora (dzielona na pięć komór, żeby siedziało się wygodnie)
Obszycie: polar z atestami dla dzieci, zapinany na rzepy
     Podusia rozłożona w poziom stanowi mięciutki materacyk, a morski wzorek jest uzupełnieniem wystroju pokoju.
     Ale to miało być "wyposażenie bazy" !!
A baza to wiadomo, poważna rzecz...;o)
To Babcia wymyśliła tak...


Duże podusie 60cm/60cm
Wypełnienie: silikonowe kulki
Powłoczki: bawełniana kora
Żeby siedziało się wygodnie, w środku poduszek, dwustronnie, wszyte guziki
Obszycie: polar zapinany na rzepy
     I to są ostatnie dzieła Łucznika...
Mała podusia (z resztek), powstała na Brotherze...;o)
Wrażenia ??
Jeszcze się nie znamy...
     Prosty w obsłudze (jak budowa cepa), intuicyjny, cichutki...Kilka rewelacyjnych nowinek technicznych, którymi nieustannie się zachwycam...
     Kolejka "do uszycia" długa, zima za pasem, to pewnie wiedzę poszerzę przez najbliższe tygodnie...Bo księciuniowe podusie były tylko na rozruch...;o)

P.S. Księciunio właśnie walczy z ospą, więc maskujące wyposażenie się przyda...

piątek, 8 marca 2019

Panie Generale, czy to jest kura ??

     Kiedy Misiowi Rodzice składali podpisy pod aktem notarialnym, a my spędzaliśmy wspaniałe popołudnie z Wnukami, w Gordyjkę, niczym w pomysłowego Dobromila, "walnęła" myśl...
     Trzeba jakoś ten moment uczcić !!
Ależ mi się roiło w tej makówce...;o)
To miało być coś...Hmmm...
Coś oryginalnego, nietuzinkowego, pięknego...itp...itd...
Po powrocie do domeczku przedstawiłam pomysł Panu N. ...
     Pierwsze własne "gniazdko"...Własny kawałek podłogi...I nasz totalny bzik na punkcie Wnuków...
Oczywiście !!
     Bocianie gniazdo !! Z Mamą bocianem, Tatą bocianem i dwoma bocianiętami...A że rozmiar naszej "dziadowskiej" miłości jest bezkresny, więc miały być jeszcze dwa jaja, że niby gotowi jako dziadkowie jesteśmy...;o)
     Sama się za realizację nie brałam, bo miało być "pięknie", a nie tylko "oryginalnie"...
     Po tygodniu starań wiedziałam, że prędzej adoptuję prawdziwego bociana, niż znajdę Twórcę owego "dzieła"...
Mina mi zrzedła...Włos posiwiał...
Pan N. wkroczył do akcji...
I znalazł...Na chińskich serwerach...
     Co prawda, nie bociany, ale meritum przesłania zachowane...
Dokonaliśmy zamówienia (w cywilizowanym języku)...
I czekamy...
     Przez chwilę obawialiśmy się, czy ta nasza przesyłka nie utonęła wraz z kontenerami w okolicach Holandii...Ale nieloty dały radę...Dopłynęły...


     Kury ??
     Tak twierdził Sprzedawca...;o)
Mama Kura...Tata Kur...Dwa Kurczaczki...I dwa jaja :o)...
Żeby nie było wątpliwości to wkoło rajskie jabłuszka (symbol dostatku i płodności)...;o)
     Pierworodny parsknął śmiechem...
     Synowej podpadliśmy na całej linii...
     Dzieciaki zachwycone !! ;o)
     Kury może nie są piękne, ale są urocze...Oczywiście, jeśli to kury...;o)
     A że cały dom, póki co, mają w odcieniach: biały, czarny, szary (bardzo depresyjne to jest), więc ta odrobina kolorów bardzo dobrze się prezentuje na półeczce...
I jeszcze małe coś...
     Łazienki są czarno-białe...(Siadanie na czarnym sedesie jest bardzo traumatycznym doznaniem)...
     Misiowa Mama postanowiła dodać odrobinę koloru...
W tej łazience z przewagą czerni, będzie odrobina bordowego...
A w tej z przewagą bieli, będzie lawendowy...;o)


     No to dostanie coś takiego...;o)
Zawieszka łazienkowa, oczywiście, z lawendą...;o)
     Dzieniokobietowo dostanie...;o)
     Żeby Jej przykro nie było, że w taki dzień "czcimy" tylko Pierworodnego...;o)
Najlepszego Synku !!
     Od trzydziestu czterech lat to jeden z najpiękniejszych moich dni...;o)

piątek, 1 marca 2019

Nobilitacja maszyny do szycia...

     Każdy wie, że jeśli kupuje się ciucha, to "pod duszę"...
     Można być w totalnej opozycji dla tzw.: "małych czarnych", ale jeśli "dusza" zawyje, to wychodzi się ze sklepu z takim właśnie okazem...
     Jak jest z Dziećmi ??
     Pierworodny uwielbiał spodnie "w kantkę", żabot i muszkę, a mała "kapeczka" na mankiecie powodowała konieczność natychmiastowego przebrania...
     Córcia nie znosiła sukienek (po mamie) i całe dzieciństwo przeparadowała w dresach...
     Księciunio nie lubi kalesonów, przez dwa lata czapka była pretekstem do "wojny domowej", a koszula z guzikami jest zmorą do dzisiaj...
     Princeska...
No cóż...
     Princeska to żywioł, więc proces ubierania, sam w sobie jest wyzwaniem...
     Ale wielkiego zainteresowania falbankami i koronkami nie stwierdziłam...
     Materiał kupiłam rok temu, dodatki też (różne) i czekałam, aż się nam Wnusia określi...
     A kiedy byliśmy na ostatniej wizytacji, nagle mi zaświtało...Wszystko...Dokładnie...I po całości...
     No to, żeby natchnienia nie płoszyć i mieć przerywnik w papierzeniu, liczeniu, sprawozdaniach i ofertach, siadłam do maszyny (się bidulka takiej nobilitacji nie spodziewała)...
I powstało...


     Spódniczka i opaska do włosów...
     Pudełka zapałek nie położyłam, ale wielkość sobie wyobrazicie, bo całość leży w poprzek na desce do prasowania (dł 25 cm)...
     Szyłam i się śmiałam, bo paluchy mi się w tych zakładeczkach nie mieściły, dłonie miałam przy tym jak bochny chleba, a rozmach wzięty do "strzepnięcia" powodował malowniczy lot spódniczki przez cały pokój...
     Mam nadzieję, że się ten twór spodoba...I Misiowej Mamie...I Adresatce...
Bo my co spojrzymy to chichoczemy...;o)

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Zebra w krzyżyki...

     Ja wiem, to już jest chyba zboczenie, ale nie umiem siedzieć z założonymi rękami. Jeśli tylko nadarzyć się chwilka wytchnienia, to moja mózgownica podsuwa mi miliony pomysłów, których realizacja musi nastąpić natychmiast.
No cóż...
Tak mam...
     Mogłabym poleniuchować...Poprzewracać się z boku na bok...Albo nawet podłubać w nosie...
Ale się nie da...
     Kiedy tylko usiądę ze świadomością "nicnierobienia", to zaraz w łapy pcha mi się jakieś "robienie"...
Tym razem wpadła mi w łapki igła z nitką i kawałek kanwy...
     Zakładam prywatne ZOO !!
W końcu, ktoś tak zwierzolubny jak ja, powinien mieć ZOO...
No to ruszamy !!
     Pierwszą lokatorką będzie zeberka...


Kiedy zeberka dostanie jakieś towarzystwo ??
Tego nie wiem...
     Teraz "dopadło" mnie coś innego, chociaż też rządzi igła i nitka...Ale o tym kiedy indziej...
     Prywatne, gordyjskie ZOO uważam za otwarte !!

sobota, 9 sierpnia 2014

Powrót do przeszłości...

     Szykuje się nam mała życiowa rewolucja...Nie to, żeby zaraz jakaś "Wiosna Ludów", ale przewrót jak na nasze warunki, dosyć znaczny...
A że każdą "rewolucję" od czegoś zacząć trzeba, więc my zaczęliśmy od porządków w piwnicy...
     - A dlaczego to tutaj leży ?? - zapytał Pan N.
     - Bo ściągnęłam do któregoś z remontów i jakoś potem nie pasowało...- odpowiedziałam, spoglądając Mu przez ramię na znalezisko...
     - Teraz pasuje !! - zadecydował Pan N.
     - Pasuje ?? - moja wyobraźnia pracowała znacznie wolniej...
     - Pasuje !! Wieszamy !! - potwierdził Małżonek i znalezisko wylądowało w worku "do domu"...
     - Ale rameczki nie pasują !! - jak to Kobieta, chciałam mieć ostatnie zdanie...
     - Rameczki możesz zmienić, ale "dzieła" wieszamy !! - nie oddawał pola Ślubny...
Hmmm...
"Dzieła"...
Niech Mu będzie, że to "dzieła"...
     Dawno temu, kiedy byliśmy bardzo młodym małżeństwem, nasze Pociechy ledwie odrastały od ziemi, a przeżycie "od wypłaty do wypłaty" było sportem ekstremalnym, usiłowałam ozdobić gołe ściany nasze "M" czymkolwiek...Ozdoby w domowym budżecie nie mieściły się wcale...
Wtedy właśnie powstały owe "dzieła"...
     Haftowałam czymkolwiek, na czymkolwiek...Na kawałku płócienka, które zostało jako ścinek z sukieneczki szytej Córci...Na kawałku flanelki, z dziecięcej pościeli...Na resztkach potarganego fartuszka...
Mulinę pozyskałam jako spadek po Mamciaśce, która w życiu by nie uwierzyła, że kiedykolwiek siądę do haftowania...
I tak powstały owe "dzieła"...

Maki   
Storczyk
Bukiecik
     Tyle pozostało z "kwiatowej" kolekcji, bo reszta owych tworów zalega pewnie piwnice naszych Znajomych...
     Ale "dziobałam" wszystko co tylko moja szalona wyobraźnia sobie wydumała...

Moje góry
I oczywiście musiały być one...

Koliberki 
     A żeby nie było, że moje tęsknoty pewne podłoża w przeszłości nie mają, to dowód mam na to "wydziobany"...
     Pamiętacie Kasztanka, którego korumpowałam landrynkami ??
Oto on...

Kasztanek
     Wczoraj "dzieła" otrzymały nowe rameczki, a dzisiaj mają zawisnąć ponownie na naszych ścianach...
To się nazywa "powrót do przeszłości"...;o)