Dwa światy...

Bardzo Ważni Goście

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Misiątkowo-Księciuniowo.... Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Misiątkowo-Księciuniowo.... Pokaż wszystkie posty

niedziela, 11 maja 2025

Zajawki kwietniowo - majowe...

        Jaka jest jedynie słuszna prawda (nie ta góralska) ??

     Emeryci na nic czasu nie mają !!

Co ewidentnie widać na gordyjskim blogu...;o)

     Od grudnia jesteśmy zakręceni jak słoik korniszonów na zimę...Niby pośpiechu nie ma (bo pośpiech jest wskazany przy łapaniu pcheł), ale w terminarz trudno się wbić...

     Jakby Matka Natura czasem nie zawirowała w pogodzie, to zapomnielibyśmy co znaczy "poleniuchować"...Chociaż i z tym bywa różnie, bo zawsze coś nam się z nagła "urodzi"...;o)

No to czas na zajawki...

     1. Święta były spokojne i radosne zarazem, bo...

     Gościliśmy Misiową Rodzinkę, a krótki spacer z Luckim zmienił się w wielką leśną wyprawę...Wnuki postanowiły zrobić sobie sesję zdjęciową na każdym powalonym pniu...;o)

     2. Skrzydlaci przyjaciele...

     - Kiedy odpalam kamerkę, mam dziwne wrażenie, że któregoś dnia zobaczę wścibski dziób "Brygadzisty"...- rzuciłam pewnego dnia...

Pan N. zamilkł, a po chwili zapytał:

     - Może być taki ??


Ło Matko i Córko !!

     Przedstawiam naszego Brygadzistę...Kosa Rezydenta...

     To on rządzi w starym sadzie...To on asystuje Panu N. przy koszeniu trawników...To on podgląda nas zaciekawiony , przysiadając na daszkach i wyśpiewując hymny na cześć Matki Natury...To on buduje na Wrzosowisku pierwszy gniazdo...

     Podobno kosy żyją średni 2,5 roku, ale bywają osobniki, które dożywają dwudziestu lat...Sądząc po nawykach, ten jest z nami od początku...;o)

     3. Olimpiada w Zaścianku...


Na miejsca...

Gotów...

Start !!

     Pełna oprawa !! Fotoreporter uwieczniał zmagania...Kibice (niezależni) dopingowali...

Miejsce I: Princeska (z dwustumetrową przewagą),

Miejsce II : Tygrysek (czterysta metrów biegu to ogromny dystans dla czterolatka),

Miejsce III : Babcia (przeżyła !!)...;o)

     4. Wspinaczka wysokogórska...

Ponoć Babie na drabinie niepolitycznie...;o)

     A że polityka jest ostatnią rzeczą jaką bym się przejmowała, więc mam drabinę i nie waham się jej użyć...;o)

     5. Z sierściuchami zawsze jest dobra zabawa...

Pies Podorzechowy...

Kot nadrzewny...

Kabareciarze w akcji...;o)

     6. Miała Baba koguta...

Właściwie ma...;o)

     7. Trele morele...

     Lubię morele...Jak ja lubię morele !!

     Nie trudno zgadnąć, że bez morelek Wrzosowisko byłoby niepełne...

     Jedną z nich poprzednia fala mrozów przemroziła bardzo...Żal straszny, bo kwitła pięknie i można się było spodziewać pierwszych zbiorów...Echhh...

Druga...

Są !!

     Jakby co, to zinwentaryzowane i pilnowane !! ;o)

     Tylko niech się już te mrozy skończą !!

Zośka !! Do ciebie mówię !! ;o)

czwartek, 23 stycznia 2025

Turnus pierwszy: Księciuniowy...

     Niewiele mieliśmy czasu, żeby wylizać lodowiskowe "rany"...

Ferie !! 

Ferie zimowe rozpoczęliśmy w pierwszym terminie...

Ufff...Dzieciaki miały przynajmniej trzy dni zimy...;o)

U nas ferie zaczęły się od weekendu...

     Turnus pierwszy: Księciuniowy...;o)

     Postanowiliśmy podzielić zimową przerwę na każdego Wnuka z osobna, żeby odrobinę od siebie odpoczęli...

Dlaczego znowu kolejka rozpoczęła się od Księciunia ??

Bo planowane atrakcje były bardziej "weekendowe", niż powszednie, a w dwa tygodnie trudno wszystko powciskać...

     Księciunio dostał wolny wybór...Propozycje Dziadek dokładnie opisał...

Kilka minut na zastanowienie i...

     - A może wolisz jechać do Zaścianka ?? - zapytał Dziadek (bo to nam po kręgosłupach "chodziło")...

     Wypieki na twarzy Wnuka mówiły wszystko, a energiczna reakcja była jasna...

     - Do Zaścianka !!

     Dwa dni Chłopak przeleżał w sypialce, wychodząc jedynie na posiłki i do łazienki...

     - Bo ja Babciu jestem strasznie zmęczony...- wyznał w czasie "nocnych rozmówek"...

Fakt...

Lekko nie mają z tymi "rozjazdami"...Do szkoły, ze szkoły, na zajęcia, z zajęć...Wieczny pośpiech...

     Misiowa Mama to autentyczny Taksówkarz bez licencji...

     Przywilej mieszkania w "plenerze"...Wyjście po chleb to dwie godziny życia...Bez samochodu byłoby kiepsko...

Ale wracajmy do Księciunia...

     Leżał w tej sypialce i chichotał...Ryjek mu się cieszył jak do wygranej w Totka...;o)

     Jedynym punktem programu miała być niedzielna Msza...

     A że Dziadkowie bywają przewrotni, więc ta Msza była trochę niecodzienna...

     Kierunek Jasna Góra...;o)

     Nie byliśmy tam kilkanaście lat...I przeżyliśmy organizacyjny szok...

Świetnie zorganizowane parkingi tuż przy wejściu do Klasztoru...

Opłata ?? Co łaska...A jeśli nie masz ?? Nikt cię z kijem nie goni...;o)

     Wchodzimy na dziedziniec, a tam orkiestra nam na wejście przygrywa !! Orkiestra Strażacka...;o)

     Księciuniowi szczęka opadła...;o) W szoku był absolutnym...;o)

     Udało się nam dostać pod ołtarz z Czarną Madonną...Uczestniczyliśmy we Mszy w Kaplicy Jasnogórskiej Panienki...Młody przejęty bardzo...

Przeszliśmy przez Bazylikę...

     - Na mury ?? - zapytałam...

     - Pewnie...- odpowiedział Dziadek...

Ale nam zeszło...;o)

     Najpierw Szopka na dziedzińcu, z naturalnej wielkości figurami...

     Potem las choinek dekorowanych przez częstochowskie Dzieci...

     A potem kolejka...Do ruchomej Szopki...

     Krótka nie była, ale teren zaaranżowany pięknie, a gołębie dostarczały kolejnych rozrywek (nie tych przykrych)...Dla pawi było zbyt chłodno...;o)

Szopka ??

     Przepiękna !!

Tylko strasznie mało czasu na "degustacje"...

Na YT jest sporo filmików...Dziadek zapobiegawczo nakręcił nam prywatną wersję...;o)

     Która postać najbardziej podobała się Księciuniowi ??

Bardzo głęboko schowana kobieta, wałkująca ciasto na pierogi !!

     Skąd wiadomo, że na pierogi ??

Porządnie wałkowała !! ;o)

     Księciunio to pierogowy Znawca...;o)

I w końcu dotarliśmy na mury...

     Młody przymierzył się do obrony Jasnej Góry...

     Babcia opowiedziała o zaściankowych Gwarkach, których Szwedzi do wysadzenia murów najęli...I o tym, jak marnie Biedaki skończyli...

     Zahaczyliśmy o Skarbiec (żadnej kolejki !!)...

     Chłopaki wybierali z gablot "przydasie", które mogłyby ewentualnie zasilić nasz stan posiadania...Analizowali...Komentowali...

I kiedy przy wyjściu Babcia zwróciła uwagę Młodemu na solidność i grubość drzwi Skarbca, mierząc je zasadą "na palec"...Ochroniarz nie wytrzymał i ruszył do nas "z kopyta"...Ewidentnie zachowywaliśmy się mało turystycznie, a bardzo przestępczo...;o)

     Pokłoniliśmy się przeorowi Kordeckiemu, który nieodmiennie murów klasztornych strzeże, i ruszyliśmy do domeczku...

     Wrażeń musiało być sporo, bo nam się Księciunio "ululał"...

     I mógł szczęśliwy wrócić do sypialki...;o)))

środa, 8 stycznia 2025

Emerytalne odpoczywanie...

     Równiutko trzydzieści dni po Gordyjce, do grona szanownych Seniorów - Emerytów dołączył Pan N. ...;o)

     Spoglądamy na siebie i chichoczemy...;o) Seniorzy !! Emeryci !! ;o)))

     Skoro więc, obowiązków nam ubyło, to czemu Gordyjka zniknęła z neta, a jeśli się pojawia, to niczym fantom ??

Po pierwsze primo...

     Jeśli temperatura jest łaskawa (+5), to tniemy na Wrzosowisko, żeby z satysfakcją odliczać wstecznie...Do położenia mamy jeszcze 45 desek...;o)

Idzie nam tak dobrze, że aż trudno uwierzyć (sami nie wierzymy)...;o)

A że boazeria i ocieplenie były w planach na jesień`25, to radocha ma solidne podłoże...

Po drugie primo...

     Ferie świąteczne też zobowiązują...;o) Szczególnie, że Starszaki bardzo czekały na dziadkową emeryturę i możliwość "wpadania według zapotrzebowania"...;o) Zapotrzebowanie było od razu...Trzeciego stycznia...;o)

No to Dziadkowie akumulatory ładowali...

     Tak żeśmy poszaleli, że następnego dnia, było tylko króciutkie "sankowanie"...

     Nawet Babcia się załapała na jeden zjazd...;o)

     A że czasem Seniorzy muszą odpocząć, więc po wyjeździe Nielotów, ruszyliśmy na hydromasaże do...

Może dzisiaj Góry będą bardziej łaskawe...


Nadzieja umiera ostatnia...

Zaraz wszystko będzie jasne (albo ciemne)...;o)

I lipa...

Ośnieżone szczyty wbiły się w chmury...

Oczka widziały...Aparat nie dał rady...

Termy widać...;o)
     Bukowina Tatrzańska była pochmurna i deszczowa, ale na termach to nie przeszkadza...;o) Plan masaży zrealizowany...Kosteczki pobolewają należycie...;o)
     Można przystąpić do realizacji kolejnych punktów "emerytalnego odpoczywania"...;o)

niedziela, 29 grudnia 2024

Papierowa radość...

     Bieszczadzka Babcia mawiała, że jaka Wilija, taki cały rok...Poranek był jak wiosna, popołudnie jak lato, wieczór jak jesień, a noc była zimą...Babcia obserwowała domowników...Bieszczadzki Dziadek obserwował pogodę...Takie dwa "Nostradamusy" krótkoterminowe...;o)

     Jaki będzie ten nasz 2025 ??

     Hałaśliwy !! Krzykliwy !! Roześmiany !! Aż dziwne, że Sąsiedzi Straży Miejskiej nie wezwali...;o) A już chóralne kolędowanie absolutnie wymagało jakiejś interwencji...;o)

Było MAGICZNIE !! ♥

     Wśród sterty paczek były oczywiście "babcine książki"...

     Księciunio i Princeska już po kształcie wiedzieli co zawierają paczuszki, zostawili je na boku i z lisimi uśmieszkami oświadczyli, że czytać będą sami...Wiadomo !! Babcia na pewno napisała jakąś "tajemnicę", przy której będzie można pochichotać do poduszki...

     Uwierzycie, że dla Księciunia to już ósmy tomik ?! ;o)

Dla Princeski to magiczna "piąteczka"...;o)


Ale Tygrysek...
     - To ja !! Tu byłem !! Tu byłem !! I tu też byłem !!
     Aż z trudem łapał powietrze, biegając od jednego do drugiego, i prezentując swoje podobizny...
     - To ja !!
Oczka błyszczały...Buźka cała w wypiekach...
Echhh...
     To był na prawdę świetny pomysł, te książeczki...Ileż one radości już przyniosły...;o))

środa, 25 grudnia 2024

Opowieść wigilijna...

     No cóż...Dałam radę...;o)

     Jak to się ponoć teraz mówi: Babcia Gordyjka spięła poślady...;o)

     Lekko nie było, bo babcina poprzeczka dynda wysoko, a plamy dać nie wypadało...Ale przy wsparciu Pana N. (przy ogarnianiu rzeczywistości), Luckiego (przy gotowaniu) i Misiowej Mamy (dwa dania wzięła na siebie) - wszystko było jak trzeba...;o)

Ale opowieść wigilijna wcale babcinego amoku nie dotyczy...;o)

     Pewnie część z Was pamięta, że w zeszłym roku Gwiazdka u nas zaszalała, i prezenty były opisane rymowanymi zagadkami...Rozwiązanie zagadki wskazywało właściciela prezentu...Entuzjazm Wnuków przeszedł wszelkie oczekiwania Gwiazdki, więc w tym roku miała zagwozdkę...Oj, miała...

     Czym tym razem zaskoczyć ??

Hmmm...

Głowiła się bidulka od października...

     Coś się tam kluło, w tych ostatnich szarych komórkach, ale...No właśnie...To "ale" !!

I w końcu EUREKA !!

     Gwiazdka się pomysłem z Babcią Gordyjką podzieliła i ruszyły do pracy...;o)

     Pierwszym założeniem był fakt, że wręczającym prezenty ma być najmłodszy...Czyli Tygrysek...

Bo ileż można korzystać z pomocy czytającego Rodzeństwa ?? ;o)

No, ale Tygrysek czytaty jeszcze nie jest...Hmmm...

     Babcia Gordyjka popakowała prezenty i każdemu przypisała inny kolor wstążeczki...Taki jak lubi - oczywiście...;o)

A po skonsumowaniu pięciu dań (potem nasza Kolacja ma już luźniejszą formułę), Babcia Gordyjka wręczyła każdemu łyżeczkę z kokardką w przypisanym kolorze...

Tygryskowi - błękitną, Princesce - różową, Księciuniowi - pomarańczową, Misiowej Mamie - zieloną (bo oliwkowej nie było), Misiowemu Tacie - czerwoną (a to akurat kolor, w którym Gordyjka bardzo lubi Pierworodnego) i Dziadkom - granatowy (tym razem kolor Babci, bo Dziadkowy był już zajęty)...

Zaciekawienie było widać na twarzach Biesiadników (nawet Doroślaków)...;o)

     Po ogłoszeniu, że prezenty rozdawał będzie Tygrysek, awantura rozpętała się straszna !! 

"On nie umie czytać !!"

"On nie chodzi do szkoły !!"

"On nie da rady !!"

     Tygrysek stał troszkę wystraszony tym buntem Rodzeństwa, z lekko przekrzywioną czapeczką Mikołaja i patrzył na Babcię...

     - Dostałam maila od Gwiazdki, ma rozdawać Najmłodszy...Gwiazdka pewnie wie co pisze...- zakończyła Gordyjka dyskusję...

Miny Nielotów ??

Bezcenne !!

     A Tygrysek ??

     Już przy pierwszej paczce załapał system !! (Chociaż wszyscy usiłowali wprowadzić Go w błąd, wykrzykując, że są właścicielami właśnie takiego koloru)...;o)

Ale...

     Babcia Gordyjka stanęła sobie w kąciku i patrzyła jak Najmłodszy daje sobie radę (gdyby co, mogła służyć pomocą)...I czym dłużej stała, tym bardziej szczęka jej opadała...

     Tygrysek zaczął segregować prezenty w niespotykany sposób...

     Wymieszane były tak, żeby systematycznie każdy dostawał po jednym (a paczek musi być DUŻO !!)...;o) Nie z Tygryskiem takie numery !!

     Maluch z premedytacją wyszukiwał paczek w jednym kolorze !!

Pewnie zakładacie, że "błękitne" ?? Jemu przypisane ??

Strzał kulą w płot !!

     Tygrysek wyszukał wszystkie paczki Księciunia !!

     Rozgarniał stertę prezentów, dokładnie sprawdzał kolor wstążki i z radością biegł do starszego Brata !!

Kiedy Księciunio miał już wszystkie (a Princeska miała łzy na rzęsach), zaczął rozdawać po kolei, jak leżały...Nie preferując nawet siebie...

     Jak ważnym i kochanym trzeba być starszym Bratem, żeby doświadczyć czegoś takiego ??

     Taka miłość wyciska z człowieka łzy wzruszenia...I wywołuje uśmiech na twarzy...;o)

     Takiej MIŁOŚCI Wam życzę !! Na cały rok...Na dziesięciolecia !!

     Czystej...Pięknej...Bezinteresownej...♥


P.S. Jakby co, to Gordyjka od dwudziestu pięciu dni jest już Stypendystką ZUS-u !! Seniorką - Emerytką pełną gębą...:o)))

Ale powagi i stateczności jak nie było, tak nie ma...;o)

sobota, 19 października 2024

Co nam wrześniu dasz ??

     Po tak intensywnym sierpniu, wrzesień wydawał się znacznie spokojniejszy w dostarczaniu przeżyć...Z rozpędu wpadliśmy w drugą 40 rocznicę ślubu i od 8 września staliśmy się w pełni uprawnionymi Rubinkami...;o)

A 14 września...

"Bardzo nam wyrosłeś Panie Sebastianie

i nie jest to tylko Babci, Dziadka zdanie.

Dekada, cóż zrobić, to zobowiązuje,

bo człek już powoli dorosłym się czuje.

Niech Ci Los sprzyja, a Fortuna pieści

i niech Twoje życie wciąż nabiera treści !!

A że wirtualnie żyjesz w jeszcze jednym Świecie,

więc niechaj w Minecrafcie też się dobrze plecie.

Niech się tworzą biomy piękne i rozległe,

i niech wszystkie stwory będą Ci podległe,

tylko dobre moby spotykaj na drodze,

a gdy spotkasz Zombiaki - nie ulegaj trwodze.

Kiedy skończysz rozgrywkę - a na to czekamy,

to Cię w Świecie realnym mocno wyściskamy !!"

Nasz Księciunio skończył 10 lat !! ;o))

     Dziadkowie niestety nie uczestniczyli w obchodach głównych, bo Dziadek wyczerpał możliwości wzięcia wolnego...Ale, co się odwlecze, to nie uciecze...;o)

     Tym razem prezent testował Dziadek...;o) Konsola mogła by Babcię wciągnąć na długo...;o)

     A my z wypiekami na twarzach oczekiwaliśmy października...;o)

niedziela, 13 października 2024

Spisek pod tujami...

     W niedzielny poranek wnuki buszowały po Wrzosowisku, a Babcia pakowała Ich torby...Nadeszło to co nieuchronne...Koniec wspólnych wakacji...

     Nastroje Starszaków były kiepskie...

     Tygrysek wszedł do Orzeszka, a że materace i pościel były już poskładane, wypalił...

     - Zepsułaś spanie !! Babcia !! Gdzie ja będę spał ??

     Babcia nie odpowiedziała...Jakaś klucha jej w gardle utknęła...Czy coś...

     Wzięła łubiankę i poszła do warzywniaka...Sprawdzić, czy nie ma tam lepszego nastroju...;o)

     Starszaki w tym czasie przeniosły się na obrzeża sadu, za tuje i usiadły na leżakach...

Schylonej w warzywniaku Babci nie widziały...

     - Trzeba coś zrobić !! Babcia torby pakuje...Dzisiaj niedziela...Odwiozą nas...- smutno peroruje Księciunio...

     Princeska zrywa się z leżaka i biegnie w dół Wrzosowiska...

     Księciunio rusza za Siostrą pokrzykując:

     - Co się stało ?? Co Ci jest ??

     Zatrzymują się na samym dole, o czymś zawzięcie dyskutują, machając rękami...

Awantura ??

Powolutku wracają na leżaki...

     - Jest mi tak bardzo smutno...- wyjawia Princeska...- Tak smutno, że będę płakać...

     - Trzeba coś zrobić !! - postanawia Księciunio...- Tylko Tygryskowi ustąpią !! My byliśmy z Dziadkami po dwa tygodnie...On był tydzień...

     - To On zostanie, a my pojedziemy...- łzawo duka Princeska...

     - A kto Dziadkom pomoże z Tygryskiem ?? - pyta Księciunio...

     - Babcia da radę...- chlipie Wnuczka...

     - Ale jak Młodego namówimy, to będzie chciał, żebyśmy zostali !! - racjonalizm Wnuka lekko mnie przeraża...Skulona za płotem warzywniaka już całkiem ścierpłam...

Sad zaczyna rozbrzmiewać nawoływaniem na dwa głosy...

     - Tygrysek !! Tygrysek !!

     Najmłodszy nie jest jednak skłonny wyjść z basenu, mimo kuszenia "najlepszym" leżakiem...

     Kilka minut później przyjeżdżają Misiowi Rodzice i spisek wydaje się "rozmywać" w powitaniach...

Księciunio się cieszy...

Princeska przylepia się do Misiowej Mamy...

Tygrysek podskakuje z radości...

Uffff...

     Brykanie z Misiowym Tatą wydaje się rozwiewać wszystkie smuteczki...

Pod wieczór pada:

     - Już czas się zbierać...

     - Ja zostaję z Babcią !! - odpowiada na to Tygrysek...

     - Jak to zostajesz ?? - dopytuje Misiowy Tata...

     - Tu !! Zostaje !! Z Babcią i Dziadkiem...- wyjaśnia Najmłodszy swoje zamysły...

     W oczach Starszaków widać tak ogromną nadzieję, że babcine serducho rozpada się na kawałeczki...

     - A pytałeś Babcię i Dziadka ?? - docieka Misiowa Mama...

     Tygrysek spogląda na Babcię swoimi błękitnymi oczkami i obdarza Ją uśmiechem numer 7...

     - Babcia chce !! - wyjaśnia Rodzicom...

     - Niestety Kochanie...Dziadziusiowi kończy się urlop...Jeszcze nie raz przyjedziesz na Wrzosowisko...- usiłuje ratować sytuację...

     - Jutro !! - obwieszcza Tygrysek, a Starszaki podrywają się z leżaków i pędzą w dół Wrzosowiska na złamanie karku...

Echhh...

     Zrozumieli, że z tych wakacji nie wycisną nic więcej...:o(

     Przy pożegnaniu ocieramy się o "cienką czerwoną linię łez"...Tygrysek ponownie zapowiada przyjazd "jutro"...A Princeska szepcze...

     - Babciu...Ale na moje urodziny przyjedziecie ??

     I Znowu Dziadkom trudno się będzie pozbierać...;o)

wtorek, 1 października 2024

Spadek...

     Wnuki kończyły obiadek, Babcia zmywała naczynia...

     - Za trzy lata dostaniesz smartfona...- zaczął temat Księciunio zwracając się do Princeski (która ogromnie cierpi z powodu braku telefonu)...- będziemy sobie siedzieć na leżakach i grać...Tylko Tygrysek biedny będzie...Siedem lat to bardzo długo...

     Princeska zgarniała ziemniaczki na widelec i kiwała potakująco głową...

     - To Wy chcecie przyjeżdżać na Wrzosowisko, siedzieć na leżakach i grać na smartfonach ?? - zapytałam...- Za trzy lata Babcia i Dziadek będą mieli mniej siły, a za siedem to już wcale...

     - My będziemy pomagać !! - zgodnie zadeklarowały Starszaki...

     - Cały dzień będziemy pomagać, a wieczorami będziemy grać...- doprecyzował Księciunio...

     I zanim Babcia się zorientowała, przy stole rozgorzała namiętna dyskusja...

     - Potem Wrzosowisko będzie Taty...- wniosek Księciunia był prosty...- A potem nasze...

     Mało nie wsadziłam głowy do mytego garnka...Rechotałam jak ropucha, a musiałam być dyskretna...;o)

     - Trzeba się będzie podzielić...- jasno postawiła sprawę Princeska...

     - Ja chcę Orzeszka...- pertraktował Księciunio...

     Perspektywa posiadania Stodoły nie przeszkadzała Princesce...;o)

     - Muszę wyjść za mąż...- oświadczyła Wnuczka...- Bez męża nie dam rady...

     - Pewnie, że musisz...Twojego ogarniał nie będę...- kategorycznie obwieścił Księciunio...

     - Ale za którego ?? Mam trzech...- wyjawiła Princeska...

     - Za pracowitego !! Roboty będzie masa !! - podpowiadał starszy Brat...

     - Noooo...Nawet Babcia z Dziadkiem nie dają rady...- wymruczała zamyślona Wnuczka, rozważając w myślach, który z kandydatów jest najbardziej pracowity...

     I kiedy Starszaki dobijały targu między sobą, a los Wrzosowiska wydawał się przesądzony...

     - A ja ?? - zapytał Tygrysek odsuwając pusty talerz...

Mało się nie udusiłam śmiechem...

     Wrzosowisko pięknie podzielone "na dwa", stanęło przed kolejnym dylematem...;o)

     Starszaki jednak nie protestowały, przez aklamację przyjęły prawa Tygryska do dziedziczenia i zgodnie przeszły z 1/2 na 1/3...;o)

     Mąż Princeski będzie musiał tylko zrobić drugie drzwi do Stodoły...Mąż Filip...Tylko jeszcze nie wiadomo który, bo Filipów jest dwóch i ostateczna decyzja o zamążpójściu nie została jeszcze podjęta...Princeska postanowiła czas w pierwszej klasie poświęcić na obserwację...;o)

     Wieczorem, kiedy Dzieciaki brykały w sadzie, a Dziadkowie mieli już chwilę wytchnienia, postanowiłam podzielić się z Dziadkiem swoją wiedzą...

     - Nie musimy się martwić o Wrzosowisko...- zaczęłam...

     - Bo ?? - dopytywał Dziadek...

     - Bo dzisiaj po obiedzie Dzieciaki pięknie się nim podzieliły...Księciunio bierze Orzeszka...Princeska z Tygryskiem - Stodołę...Tylko drzwi jedne wprawią...Reszta na trzy równe części...

     Nasz śmiech było słychać daleko !! ;o)

     Tak daleko, że zwabione oznakami dobrej zabawy Wnuki, przybiegły zajrzeć do kuchni...

     Jeden problem mamy z głowy...;o)

 

wtorek, 17 września 2024

O trzech żywiołach i degradacji Gacków...

     Po "energetycznym" turnusie Princeski, do realizacji pozostał turnus Tygryska i wolny weekend dla Misiowych Rodziców...

Ale...

     Pogoda zapowiadała się przepiękna...

     Dziadkowi udało się wyszarpać kilka dni wolnego...

     Misiowa Mama była już skrajnie wyczerpana rodzicielskim maratonem...

     - Jak dacie radę, to przywieźcie Chłopaków w niedzielę do Zaścianka...- rzuciłam propozycję...- Jeżeli Dzieciaki dadzą radę i wytrzymają z nami, to macie tydzień wolnego...- uzupełniłam...

I wiecie co ??

     Protestów nie było...;o)

Princeski radość ??

     Ogromna !!

     Torba już była spakowana, więc Princeska była przekonana, że wraca do domu...;o) A jej torbę Babcia spakowała, bo w poniedziałek mieliśmy ruszyć na Wrzosowisko...;o)

     Radość Chłopaków ??

Echhh...

Zaścianek przeżył znaczny wzrost decybeli...;o)

     I ruszamy...

     MOP przy S7 okazał się idealnym miejscem na "pit-stopa"...

     Na Wrzosowisko dotarliśmy przed południem, a tam...

Ło Matko i Córko...

     Nawet Lucki polubił wentylatory...;o)

     A naszą kuchnię odwiedzało wielu dzikich gości, szukających chwili wytchnienia od skwaru...

     Nawet lubiące słoneczko zwinki, śmigały nam pod stopami...;o)

Nie ma co...

     Biedne orzechy włoskie,po majowych przejściach cień dają skromny, basenik nagrzewa się niemiłosiernie...Czas szukać ulgi...

Gdzie ??

     Wiadomo !! Jak to mawia Princeska: Gacki rządzą !!

     Zaraz po śniadanku, kolejnego dnia, ruszyliśmy na poszukiwanie cienia i wody...

     Nawet piosenka o Gackach powstała po drodze (a mamy tylko kwadransik jazdy)...Icek z rozśpiewaną i roześmianą Ekipą zajechał pod bramy kąpieliska...A tam...

     - Poproszę dwa dorosłe, troje dzieci i pies...

     - Pies nie wejdzie...- odpowiedziała mi młoda Dziewczyna...

     - Przecież tydzień temu wszedł...- mam zwarcie w szarych komórkach...

     - Jest zakaz...

Orzesz (ko)...

     Dzieciaki poinformowane o problemie wyraziły swoją dezaprobatę (każde na swój sposób), a Princeska opuszając kąpielisko wydała wyrok:

     - Gacki nie rządzą !!

Nie wiem jak sobie Właściciele kąpieliska z tym faktem poradzą...;o)

     Wróciliśmy nad Nidę (żeby rozładować odrobinę wnucze nerwy) i Dziadziuś przystąpił do poszukiwania godnej miejscówki...;o)

     I znalazł w kilka minut...

     Z Dzieciaków wyrwało się zgodne "Ochhh !!"...

Czyli, może być...;o)

     Babcia dostała nawet, nadprogramowego przytulasa...;o) Tygryska przestrzeń zalewu w Borkowie, odrobinę przytłoczyła...;o)

     Nasi Inżynierowie przystąpili natychmiast do przebudowy linii brzegowej...;o)

     A kiedy wodnego brykania było już dosyć, a temperatura odrobinę opadła...

     Starszaki były zachwycone...;o)

     Tygrysek (jeszcze nie pływał rowerkiem), najpierw potrzebował babcinego wsparcia, a potem...Echhh...Rozbrykał się na całego !! A wszystkie kaczki przeżyły chwile grozy...;o)

     - Babciu !! Kacka !! Gonimy !!

Ło Matko i Córko...

Po czterdziestu minutach...

     - Macie jeszcze dwadzieścia minut...- poinformował mnie Dziadek...

     Gdyby wzrok mógł zabijać...;o)

Kolana miałam "między uszami", a biodra chrupały złowieszczo...;o)

Pomijając fakt, że Babcia pierwszy raz pływała w kapoku (tak skrupulatnie pozapinanym), bo dotychczas kapok służył mi raczej za poduszkę...;o) Ale przy trójce Nielotów każde wsparcie się przyda...;o)

     Co prawda, Starszaki mnie przez chwilę wyręczyły w pedałowaniu, ale była to jednak "jazda po bandzie"...;o)

     Odpowiednio wymęczeni i zadowoleni...;o) Wróciliśmy na Wrzosowisko...;o)

     Że niewiele w tym wpisie było Princeski ??

No cóż...

     Nasza Princeska posiadła tajemną umiejętność pływania, więc nad wodą zrobienie Jej fotki jest niemożliwe...Wystaje albo kucyk, albo pięty...Z resztą...Zrobienie zdjęć na lądzie też łatwe nie jest...

poniedziałek, 26 sierpnia 2024

Asertywność kurczy się od wilgoci...

     Lipiec rozpoczął się pracowicie...

     Pan N. ruszył do pracy z hasłem "uzdatniania Stodoły"...Gordyjka kosiła, plewiła i zbierała...A na weekend zjeżdżaliśmy do Zaścianka, żeby "zebrane" w słoiki powsadzać, prowiant uzupełnić i sprawdzić, czy cywilizacja nadal istnieje...;o)

     Taki cudny stan trwał aż do dnia, kiedy urlop Ślubnego się skończył, a Misiowa Mama przysłała SMS-a, że zakończyli europejskie wojaże i bezpiecznie wrócili do domu...Koniec wakacji w połowie lipca ??

A gdzież tam !!

     Telefoniczna rozmowa z Misiową Mamą nie pozostawiała złudzeń...Wrócili z tych wojaży niemiłosiernie zmęczeni...Dwa tygodnie, trójka Dzieciaków i miejscówka na "placu zabaw"...Trzeba mieć oczy muchy i refleks kameleona...;o)

     Babcia przedyskutowała sprawę z Dziadkiem...Upewniła się, że da radę przetrwać wnuczy maraton...Przeanalizowała kalendarz...Rozpisała harmonogram...

I Dziadkowie ruszyli do Misiowego Domku po Pierwszy Skarb...;o)

     Po setce odpowiedzi na pytania Princeski :"Dlaczego Księciunio ??"...I gotowości Tygryska na wojaże (!!)...Ruszyliśmy do Zaścianka...Bardzo szybko, żeby nie utonąć w pożegnalnych łzach...;o)

     Dlaczego Księciunio ??

Bo Princeska i Tygrysek gościli już u Dziadków, kiedy Księciunio przygotowywał się do Komunii...;o)

     Radość najstarszego Wnuka była ogromna !! Jak On się pięknie cieszył !! A my z Nim...;o)

     Kolejnego dnia, raniutko, ruszyliśmy na Wrzosowisko...

     Nowa trasa ("bocianim szlakiem") bardzo przypadła Księciuniowi do gustu...Szczególnie, że bociany nie zawiodły...

Naliczyliśmy dwadzieścia cztery...;o)

     A potem Wrzosowisko i Stodoła...Mina Księciunia ?? Bezcenna !!

     Jak On oglądał !! Oceniał !! Dyskutował !! (Sam ze sobą, bo nas do słowa nie dopuszczał)...Zanim rozpakowaliśmy "Icka" obiegł całe Wrzosowisko...

     - Masę pracy nas czeka...- skwitował swoje obserwacje, a my tylko uśmiechnęliśmy się do siebie...

Nic się nie zmienił przez te siedem lat przyjazdów na "hektary"...;o)

     Babcia musiała szybko naszykować "ciuszki wrzosowiskowe" i już Księciunio działał...


Konserwacja to podstawa !! ;o)

     Do obiadu ściana była pomalowana, a panujący upał wykluczył kontynuowanie pracy...

No to Księciunio ruszył pomagać Babci...

     Zebraliśmy aronię, mirabelki i węgierki (bardzo dziwne zestawienie dojrzewania)...Pomagał przy kolacji...I ciągle słyszał:

     - Siądź i odpocznij...

Energia Go rozsadzała...;o)

     No to Dziadkowie na drugi dzień wywieźli Go na Gacki (te co "rządzą" według Princeski)...;o)

Innego sposobu na "spacyfikowanie" Młodego nie było...;o)





Byliśmy oczywiście pod "nadzorem"...


     I przyznam się bez bicia...Były chwile, że zazdrościłam "sierciuchowi" tej maty chłodzącej...Trzydzieści stopni (z haczykiem), to nie jest temperatura, którą Gordyjki lubią najbardziej...;o)
     Kolejne dni były spokojniejsze...
Pan N. rozpoczął "nocki"...
Dziadziuś do południa odsypiał...Księciunio z Babcią i Luckim buszowali po lesie...Potem "ogarnialiśmy" zakupy...Ale to też się Księciuniowi podobało...;o)
     Popołudniowe wypady były OK...;o)
A my przekonaliśmy się, że nasz Wnuk bardzo wyrósł...Nie tylko z ciuchów i butów...;o)
Bardziej podobała mu się tężnia solankowa, niż plac zabaw...Hmmm...


     Czyżby ten czas biegł za szybko ??
     Potem jeszcze odrobina Wrzosowiska i powrót do Misiowego Domku...
Pierwszy powrót bez złych emocji i rozżalenia...Księciunio dojrzał !!
Dziadkowie tym razem odrobinę się "cykorzyli"...;o)
Ale było szybko i znośnie...;o)
     Princeska powitała nas radośnie, bo wiedziała, że jest "następna w kolejce", a w terminarzu było to zapisane dużymi literkami...;o)
     Tygrysek rzucił co prawda dwukrotnie: A ja ?? Ale widok starszego Brata niewątpliwie był ciekawszy...;o)
     I "śmig mig" żeśmy zwiali...;o)
     Dopiero telefonicznie wyjaśniłam Synowej, że Dziadkowie robią się mało odporni na wnucze łzy, a nasza asertywność kurczy się od tej wilgoci...

środa, 5 czerwca 2024

Majowe "zajawki"...

     Patrzę, patrzę, i oczom nie wierzę...Prawie miesiąc nie kliknęłam na blogu !!

No cóż...

Maj mieliśmy w tym roku wyjątkowy...;o)

     Wrzosowisko samo się nie obrobi, a pogoda zrobiła się idealna dla wzrostu chwaściorów...Echhh...Wszystko rośnie jak "ogłupiałe"...

     Pan N. dzielnie mnie wspiera w tej nierównej walce, a każdy "ucywilizowany" zagonek wyzwala w nas euforyczne doznania...Ale Ślubny ma w tym roku inne zadanie główne, w którym uczestniczę, nie powiem, ale pożytek ze mnie marny...

Coś się "wykluwa"...


     Ale życie poza Wrzosowiskiem też jest fajne...;o)

     Premierowe nockowanie u Dziadków zaliczył Tygrysek...Tym razem z asekuracją starszej Siostry...Ale po wygłoszonym Rodzicom komunikacie, że On jest już duży, nie sika w pieluchę, kupkę robi do nocniczka (proces nastąpił z dnia na dzień) i chce nockowania na wyjeździe...Misiowej Mamie pozostało wykonać telefon do Babci i złożyć "zapotrzebowanie"...

     Radość Dziadków przeogromna !!

Były leśne spacery z Luckusiem...

Były odwiedziny na placach zabaw...


Babcia pokazała gdzie jest "przepiękna piaskownica"...;o)

     A że "przepiękne piaskownice" mają wiele ukrytych funkcji, więc Tygrysek postanowił uprawiać nową dyscyplinę olimpijską...Zjazd na poopie po piasku...;o)

     Dobre pomysły szybko się przyjmują, więc Princeska nie czekała na zachęty Brata...;o)

     Spacery kończyliśmy obowiązkowo...

Na placu budowy !! ;o)

     Lucki układał się w cieniu, Princeska marudziła "chodźmy już", Babcia cierpliwie czekała na "nasycenie", a Tygrysek stał i "chłonął"...;o)

Tylko biedny Dziadziuś musiał pracować...

     Za to kiedy wracał do domu, Dzieciaki drepcząc za nim krok w krok, oczekiwały komendy "zakładania butów"...Następowała pora na "sesję wyjazdową"...

     Był zaściankowy "wielki plac zabaw"...


Była ulubiona "bawialnia" z torem "ninja"...


I powrót do Misiowego Domku...

Echhh...

     A gdzie Księciunio ?? - zapytacie...

     Księciunio był bardzo zajęty !! Zajęty...Przejęty...I zaangażowany !!


Tak, tak...

     Nasze Misiątko...Okruszek...Księciunio...

     Nasz Pierwszy Najdroższy Skarb...

     Skończy w tym roku 10 lat !! Skończy w tym roku trzecią klasę !! Przystąpił do Pierwszej Komunii !!

Echhh...;o)

Tak wydoroślał i spoważniał, że pełen szok...

Ale Babcia dalej może chować całusy za uszkami...;o)

     Przyszedł czas na wyciszenie...

     Pamiętacie jak trzymałam kciuki za bez, żeby chociaż gałązka dotrwała do moich imienin ??

Dotrwała !! Nie tylko jedna...;o)

     Nasz biały bez postanowił być w opozycji do afrykańskich skwarów i zakwitł w terminie !!

Pachniał jeszcze piękniej niż normalnie...;o)

     Wrzosowisko naszykowało mi jeszcze jedną niespodziankę...



     Wszystkie róże rozkwitły !!

I te dzikie...I te "szlachetne"...

A zapach ??

Zabójczy !!

     I nastał czerwiec...;o)