Dwa światy...

Bardzo Ważni Goście

sobota, 26 września 2020

Pierwszy kroczek...

     Co robią szanujący się Ogrodnicy pod koniec września ??

     Zbierają, przekopują, nawożą, przesadzają, przycinają...Nam do tej litanii dochodzi jeszcze obowiązkowe koszenie trawy (tak trochę w opozycji do przyjętych standardów), bo nijak nie ogarniemy zbioru orzechów...Mało, że trzeba wykosić, to jeszcze wyjątkowo skrupulatnie zgrabić...

Wyłuskiwanie orzechów z trawy jest wyjątkowo uciążliwym i durnowatym zajęciem (wiem, bo wyłuskiwałam)...Teraz bardzo pilnie przestrzegamy rytuału...;o)

Ale nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie dołożyli czegoś w "gratisie"...

     Zrobiliśmy kolejny "chaos" !!

     Czyli początek "wrzosowiskowej rewolucji"...


 "Drewniaka" już nie ma...


Oddział szpitalny został przeniesiony w trybie pilnym...


"Rosarium" czeka w kolejce na reorganizację...Przestanie być rosarium...


A "Nagusek" musiał ustąpić miejsca na podjeździe...


Ale, że to dopiero początek "zadymy", więc celowości nie poznacie...;o)

     Przed nami taki ogrom pracy, że nawet moja wyobraźnia jej nie ogarnia...

No cóż...

     Nikt nie obiecywał, że będzie łatwo...;o)


środa, 23 września 2020

Złoto Syberii...

     Amerykanie kochają wynalazki, technologie i korporacje...To każdy wie...

     Rosjanie opracowują "wynalazki" znacznie prostsze (głównie ze względu na ograniczone finanse) i z upodobaniem korzystają z natury...

     Tam gdzie Amerykanie polegają na skomplikowanych recepturach, tam Rosjanie leczą katar w kosmosie wodą utlenioną...

I to właśnie rosyjski "wynalazek" wezmę dzisiaj na tapetę...Chociaż ze względu na wymagania rośnie i w Europie i w Azji...

     Od wieków korzystali z niego Chińczycy, był podstawowym lekiem na dalekim wschodzie Rosji i...No cóż...U nas też miał swoje chwalebne momenty...

Dzisiaj wraca do łask...

Rokitnik zwyczajny...

Chociaż, moim zdaniem, powinien nazywać się Rokitnik nadzwyczajny...

     W stanie dzikim jest pod częściową ochroną (cokolwiek to znaczy), ale posadzony w ogródku będzie się szczodrze dzielił swoim "złotem"...

     Na Wrzosowisko zawitał trzy lata temu jako maleńkie sadzoneczki, miał tworzyć naturalny płotek razem z dziką różą, głogiem i forsycją...Żeby łatwo nie było, to rokitnik musi być posadzony w "towarzystwie"...Sadzonki są "męskie" i "żeńskie"...

     W zeszłym roku pojawiły się pierwsze owocki...Nie było ich wiele, więc nawet nie było nam żal. że ze względu na warunki atmosferyczne pozostały na krzewach...

W tym roku, rokitnik zaszalał...



Owocowanie to pikuś !!

     Rokitnik w zawrotnym tempie zagarnia terytorium !! (Więc jeśli chcecie go "adoptować" to trzeba brać to pod uwagę)...;o)


Totalna rokitnikowa demolka...

Ale do rzeczy...

     Zebranie owoców wymaga sporego poświęcenia, bo kolce są gęste i spore, a owocki mięciusie, więc w palcach strzelają...My odcinamy gałęzie z owocami (krzewom to nie szkodzi)- Najlepiej za pomocą Męża...Układamy w pojemnikach i transportujemy do domeczku...Tutaj obrywamy listki, które ususzone świetnie nadają się na herbatkę...



 (suszymy oczywiście w pudełkach po pizzy),

potem obrywamy owoce...


Oczywiście, przy pomocy Męża...;o)

Owoce mrozimy (co najmniej 24 godziny), żeby pozbyć się goryczki...

A potem robimy soczki, konfiturki, dżemiki i co nam tylko do głowy wpadnie...

     Byle z sensem, bo rokitek jest wypakowany ponad miarę witaminą C...Jest nią wypakowany wręcz niemiłosiernie, cytryna to przy nim mały pikuś !!

I ręczę za to słowem, bo przeprowadziłam degustację na własnej paszczęce i wykrzywiło mnie okrutnie (sok z cytryny pijam bez grymasu)...

     Dlaczego od wieków rokitnik ma wyrobioną taką markę ??

Owoce zawierają 190 substancji bioaktywnych !!

- 14 witamin;

- 11 mikroelementów;

- 16 aminokwasów;

- 22 kwasy tłuszczowe;

- antyoksydanty;

- 42 lipidy...

     Wszystko w ilościach "hurtowych"...;o)

Ale witamina C gra pierwsze skrzypce...Kilka ziarenek w herbacie idealnie zastępuje cytrynę (w wodzie mineralnej również- sprawdzone)...I dzienne zapotrzebowanie organizmu...

     Na co można stosować ??

- przeziębiania;

- ból gardła;

- suchy kaszel;

- reumatyzm i stany zapalne;

- oparzenia, odmrożenia, rany, blizny;

- problemy z apetytem i układem trawiennym;

- zapalenie wątroby;

- podwyższony poziom cholesterolu (olej z pestek);

- hemoroidy (olej);

- nadciśnienie tętnicze...

Nieźle jak na takie mikre koraliki...;o)

     Owocki już mamy, listeczki już mamy, pesteczki się suszą...

     I wcale nas nie dziwi, że wyroby z rokitnika są takie drogie...Jest prawdziwym przetwórczym wyzwaniem...Ale smak herbatki ?? Genialny !!

     Jesteśmy w 1/3 zbiorów, więc pracy przed nami jeszcze sporo, ale tutaj czas nie goni, bo po przymrozkach odpada z procedur "mrożenie", a owoce nic nie tracą...Przy obróbce termicznej też nie...

     Hitem tegorocznych zbiorów na Wrzosowisku, stał się Rokitek Nadzwyczajny...;o)

     Wstrzemięźliwość z korzystania ze Złota Syberii wskazana jest jedynie w przypadkach wrzodów żołądka, dwunastnicy i kamicy nerkowej...

     Tak więc, trudno nie polecać rokitka...Szczególnie, że przed nami wyjątkowo trudna zima, bo z byle katarem możemy wylądować na kwarantannie...Rokitku !! Broń nas przed "procedurami", z katarem jakoś sobie poradzimy...;o)

sobota, 19 września 2020

Taki pic...;o)

Siadł nietoperz z nietoperzem,

choć w takie cuda nie wierzę...

- Mam wirusa, prima sort,

wkrótce ludzi trafi czort !!

- Sam go waćpan zmontowałeś ??

- Nie, od ludzi go dostałem !!

Majstrowali z wirusami,

mieli sprzedać, lecz mnie dali...

- Panie !! To jest jakaś ściema !!

A lekarstwo ??

- Leku nie ma !!

Nic nie wiedzą o "cholerze",

czy roznosi człek, czy zwierzę.

czy wyniszcza, czy zabija,

i stworzyła ręka czyja ??

- I pan mówisz, że posiadasz ??

- W tajemnicy panu gadam !!

Nic nie chlapnij !! Mówię szczerze,

bo wytłuką nietoperze !!

- Nic nie powiem !! Nic a nic !!

A ten wierszyk to jest pic...;o)

czwartek, 17 września 2020

Kolejny spisek "antywnukowy"...

     - Nie ogarniecie tego w takim tempie i z Dzieciakami...- wymruczałam do słuchawki, a Synowa przyznała mi rację...

     Urlopowy wyjazd planowali od początku roku, rezerwacje wisiały w necikowych czeluściach, ale wiadomo, z dnia na dzień sytuacja się zmieniała...A to było można, a to nie było można...Nikt nie podejmował decyzji z wyprzedzeniem dłuższym niż tydzień...

Pokonać tysiąc kilometrów, żeby zobaczyć zakaz na bramie ?? Doznanie ekstremalne...Szczególnie z Dzieciakami...

Czas się kurczył...

     Czterdzieści osiem godzin przed wyjazdem Misiowi Rodzice dostali zielone światło...

Pozostało pranie, prasowanie, pakowanie, przygotowanie miliona "przydasiów" i samochodu...

     Żeby zbyt łatwo nie było, to Princeska złapała w Przedszkolu katar (Princeska jest już Przedszkolakiem !!), więc zapobiegawczo zostali w domu oboje, a "energetyka" wyłączyła prąd z powodu jakiejś awarii...

Wizja leżakowania nad Adriatykiem zaczynała Synowej działać na nerwy...;o)

     - Spakuj co musisz i do Zaścianka...Ogarniesz na spokojnie, przygotujecie co trzeba i odbierzecie Ich jutro w drodze na południe...Może nawet uda się Wam zdrzemnąć przed tym "maratonem"...- kusiłam...

     W ten sposób Babcia Gordyjka zorganizowała sobie dwa dni z Wnukami...;o)

     Dziadziuś niestety pracował na popołudniową zmianę...

     Księciunio był zachwycony babcinym pomysłem (w końcu to niezapowiedziane dwa dni w Zaścianku)...

     Princeska podzielała zachwyt Brata (bo jest na etapie fascynacji wszystkim co robi Księciunio)...

     Lucky był zachwycony witając Ich za progiem...

A Babcia ?? 

     Babcia składała się z jednego wielkiego zachwytu !! A właściwie z dwóch Zachwytów...;o)

     Po gruntownym remanencie w zabawkowej szuflandii wybór padł na kolejki...

     Każdy miał swoją, żeby Babcia nie musiała interweniować i przerywać zabawy...;o)

     Chociaż kolejka Księciunia wydawała się "najlepsza" i w końcu cała Trójka przeniosła się w jeden kącik...

Ale było też granie, śpiewanie, rysowanie, budowanie...I spacerkowanie...;o)

     Najpierw trochę niepewnie, bo przecież prowadzenie psa na smyczy to nie jest łatwe zadanie...Ale z chwili na chwilę było coraz pewniej...;o)

     Księciunio radził sobie już całkiem nieźle, a że Lucky to wyjątkowo mądry pies (Dzieci na smyczy to trzeba iść wolniej), to obyło się bez niespodzianek w rodzaju "łapania zajęcy"...;o)

Może nie do końca...

Princeska jest właśnie ułamek sekundy przed "przyziemieniem"...;o)

Postanowiła więc, oddać smycz Bratu i występować w roli asekuracji...

Wieczorami czytywaliśmy Brzechwę i opowiadaliśmy sobie "dyrdymałki"...

     - Babciu...Zapytam Rodziców i zostanę jeszcze na jedną nockę...- oświadczył Księciunio w przerwie między opowiastkami...

     - Ja !! Ja !! - podchwyciła Princeska (Co miało oznaczać, że Ona też)...

     Babcia musiała mocno ugryźć się w język, żeby nie "wysypać" się z niespodzianką...

     - Babciu...Pojedziemy na jakąś Wielką Wyprawę ?? - mruczał Księciunio usypiając...- Mamy jeszcze tyle wolnych miejsc na mapie...

Echhh...

     Misiowi Rodzice dotarli późnym wieczorem...Pakowanie się powiodło...;o)

Księciunio po raz trzeci świętował swoje urodziny "w Bucie"...

Princeska zalicza właśnie swoją Pierwszą Największą Wyprawę...

Mam nadzieję, że Misiowi Rodzice troszkę odpoczną...

     A ja jestem umówiona z Wnukami na:

1. Puchate kluseczki...

2. Kopytka...

3. Mycie śliskim mydełkiem...

4. Prysznic...

5. Machanie z balkonu...

6. Spacer na Rynek...

7. Budowanie "dinotracka"...

8. Czytanie "Elemelka"...

9. Granie w "ZOO"...

I wielkie mizianie...;o)

     Na to wszystko chyba jedna nocka w Zaścianku nie wystarczy...;o)

sobota, 12 września 2020

Człowiek z pasją potrzebuje pomocy...

     Powtarzać to ja się nie lubię, chyba że proces sklerotyczny, zwany czasem "młodzieńczym zamotaniem", postanowi inaczej...Ale tym razem zamotana nie jestem...;o)

     Dla moich wiernych Czytaczy nie będzie to nowinką, dla Nowych Duszyczek może okazać się interesującą informacją, a może nawet inspiracją...

Pisałam o Niej i Jej twórczości tutaj...

Mickiewicz

i tutaj...

Sienkiewicz 

i tutaj też...

Żeromski

     Nie wrzucam linków, żeby się promować, chcę Wam przybliżyć twórczość Agnieszki Zielińskiej i przybliżyć Jej pasję...

     Agnieszka przemierza Polskę, Europę, Świat szukając śladów naszych Pisarzy...No i nie da się ukryć, że robi to wszystko z nauczycielskiej pensji...

     Z tej pensji wydaje również swoje literackie przewodniki, przybliżając Czytelnikom nie tylko znane Postacie, ale również Ich losy...Czasem bardzo zagmatwane...

     Agnieszka rzadko prosi o pomoc (Zosia samosia), ale tym razem ten "czort z koronką" bardzo pokrzyżował plany Podróżniczki...Aga potrzebuje drobnego wsparcia finansowego, żeby wydać kolejną książkę...Bolesław Prus drepcze niecierpliwie, żeby stanąć na Waszych bibliotecznych półeczkach...

     Może wspólnymi siłami uda się nam wyrwać Go z szuflady Pani Zielińskiej ??

     No i fajnie jest być Mecenasem Sztuki...;o)

Jeśli możecie, wrzućcie coś do "kapelusza" Agnieszki...;o)

Kapelusz 

czwartek, 10 września 2020

Jak się robi niespodzianki...

     Dzień był dla nas wyjątkowy, ale świętowanie wykluczyłam awansem...Pan N. na "czarnej rance" zaliczył wstawanie przed świtem...Na mnie czekały dwie skrzynki wrzosowiskowych dobroci do obrobienia...A w krzyżach mieliśmy dniówkę na "ugorku"...

Wszelkie przesłanki, żeby rocznicowo leżeć i pachnieć...;o)

     O 13:05 zadzwoniła komóreczka...

Ki czort ??

Na wyświetlaczu Pan N. .

Za wcześnie na "strzałki", które mamy uzgodnione w celu nastawienia ziemniaczków (to jest sygnał, że Pan N. rusza do domciu, czyli będzie za 30 minut)...

Za późno na małżeńskie pogaduchy...

     - Dopiero się obrobiłem, dzisiaj wieczorkiem ruszamy do Krakusowa... - poinformował Ślubny...

Orzesz...(ko)

     Nie to, żebym przypuszczała, że Pan N. o ślubnej rocznicy zapomniał, bo to On jest pamiętliwy, a mnie czasem "ulata"...;o) Ale świętowanie we wtorek ?? Jutro kolejne wstawanie o świcie ??

Sugestii nie artykułowałam, bo Pan N. Człek rozumny...

     - Rezerwacja zrobiona...- dodał ku ścisłości...

     Dostałam nawet namiary, żeby ogarnąć, czy mamy wystąpić w trampkach, czy w smokingach...;o)

     No to jazda...


Konieczny spacerek pod "Wafelkiem" i odwiedziny u Smoczydła...


Potem nad Wisełką...Musiałam sprawdzić, czy czasem nie zawróciła do Ustronia, żeby się w "gównie nie taplać"...;o)


A to "słodka focia", z której właściwie nie korzystam, ale balonik trzeba było godnie uwiecznić...;o)

     To nasz cel...

Stalowe Magnolie 

     I się zaczęło...


     Panowie Barmani wyglądali malowniczo...Nie wiem jak radzą sobie z drinkami, ale kawę robią pyszną, a lemoniadę jeszcze lepszą...;o)


     Wystrój Lokalu muzyczny...Klawisze na schodach...Perkusja pod sufitem...Fortepian na podeście...Gitarki na stojakach...

Gdyby to był FB to klepnęła bym ikonkę "Lubię to"...;o)


     Ale nie po to człeki chodzą do Restauracji...Chociaż jedzenie w miłym otoczeniu smakuje lepiej...

     I chociaż rzadko pisuję o gastronomii, a jeszcze rzadziej ją chwalę (skażenie zawodowe, szukania "dziury w całym"), tym razem moje kubki smakowe po pierwszym kęsie zrobiły "łał" i tak im zostało...

     Było PYSZNIE !!

Żeby nie powiedzieć "idealnie"...

     Nie wiem czy kuchnią rządzi Kucharz, czy Kucharka, ale w każdym wydaniu spisali się na medal...

     Nie użyliśmy żadnych przypraw !! Żaden smak nas nie zawiódł !! Od dania głównego po deser (wybraliśmy dwa różne, żeby popróbować więcej)...

Niech oceną będzie fakt, że zjadłam wszystko !! Do ostatniego okruszka...;o)

I chyba endorfiny zadziałały, bo nawet Pani Kelnerka to zauważyła...

     A właśnie...Obsługa...

Czasy dziwne, więc i w restauracjach widoczne zmiany...

Przyłbice, płyny dezynfekcyjne, separacja stolików...

Ale i to da się zorganizować bezboleśnie...Przynajmniej w Ich wykonaniu...

Miłe uśmiechy (może "zawodowe", ale nie wymuszone), dbałość o Klienta, zainteresowanie, dyskrecja...Atmosfera palce lizać...;o)

     - Pani Klaudio !! Ma Pani przeuroczy uśmiech...;o)

     Dopełnieniem całości był występ Panów Jerzego i Wojciecha...Połowy "Latających Talerzy"...

Latające Talerze 

Wiem, wiem...To nie jest muzyka dla każdego...

     Ale Pan N. miał znowu osiemnaście lat, a ja do Niego dołączyłam kiedy zagrali "Republikę" i Grzesia Ciechowskiego...Chociaż uwierzcie, wszystko brzmiało niewiarygodnie dobrze, mając na uwadze mało rockowe możliwości koncertowania...;o)

     Niestety...Musieliśmy opuścić ostatnią część, bo zegar tykał, a noc się kurczyła...


Zaczarowane dorożki otulał mrok...


Sukiennice opuszczały "powieki" żaluzji, a Adaś na pomniku ziewał dyskretnie...

Czas kończyć piękny dzień...

     I mamy "miejscówkę" !!

     Po kilkudziesięciu latach poszukiwań miejsca, gdzie można usiąść, napić się kawy, albo wrzucić coś do burczącego brzucha...Mamy "miejscówkę"...Niewiarygodne...

ul. Szpitalna 4

Tuż przy Rynku, ale obok zgiełku...

No i jeszcze coś...

     Po raz drugi w naszym życiu nie czuliśmy się w Krakowie Klientami "gorszego sortu"...Klientami gorszymi, bo mówią po polsku i w portfelu mają złotówki...To przykre, ale wielokrotnie w lokalach przy Rynku spotkaliśmy się z takimi dziwnymi zachowaniami...Tym bardziej cieszy normalność...;o)

     Tak więc, jeśli zawędrujecie kiedyś do Krakusowa, to polecam "Knajpkę" i "żarełko"...My tam pewnie jeszcze wrócimy...;o)

wtorek, 8 września 2020

Trzydzieści sześć lat...

 Dla...


 

Dane słowo, rzucone przed Bogiem,

szelest sukni, garnitur przyciasny,

drżenie dłoni, bo dzisiaj to powiem

i cel życia okaże się jasny

 

Myśl ulotna: A jacy będziemy ?

Za lat dziesięć, dwadzieścia, i dalej ?

Czy ze sobą być jeszcze zechcemy ?

Czy nam życie podpowie: Nie szalej !

 

Nie pieściło nas życie - tak bywa,

ciągle wspinać się trzeba z mozołem,

szczyt gdzieś w chmurach, a ścieżka jest krzywa,

lecz wspinamy się po niej we dwoje.

 

Był czas sztormów i magicznych zórz,

ja przy Tobie, a Ty przy mnie tuż,

nikt nie stawiał na tą naszą przyszłość,

ale chyba jakoś nam to wyszło...;o)

 

P.S. Czy wiecie, że 8 września 1984 roku, po tygodniu deszczu i zimna, wstał poranek ozłocony słońcem ?? Trochę wiało, to fakt...I czuć było lekki chłodek zbliżającej się jesieni...Ale do wieczora była piękna pogoda...

Czego i dzisiaj Wam życzę...;o)

 

poniedziałek, 31 sierpnia 2020

Dobry interes...

Nie lubi się fotografować...Bardzo nie lubi...

Nie zna...Nie rozumie...

Ale czasem udaje się nam coś z "przyczajki"...;o)

1. Sierpień 2019.

Pierwszy pobyt Luckiego na Wrzosowisku...

     Właśnie "modli" się pod śliwą, na której siedzi "baśka" (fiefiórka rezydentka)...

     Niewiele miał wówczas wolności, przypięty do dwudziestometrowej linki...

     Był bardzo zagubionym piesełkiem, którego świat wywrócił się do góry nogami...

2. Wrzesień 2019.

     W Zaścianku lubuje się każdą chwilą...Zaczyna "kochać" swoją kanapę...

     I za wszystko dziękuje...Za pogłaskanie...Za wodę w misce...Za jedzenie...

3. Październik 2019.

Pierwsza Wielka Wyprawa...Krościenko...

Było zbyt dużo wrażeń...Zbyt dużo nowych zapachów...

     Po kilku dniach odkryliśmy prostą prawdę...Lucky tęskni do swojej kanapy !! ;o)


4. Grudzień 2019.

Pierwsze Święta Bożego Narodzenia.

Święta z całą Rodziną...;o)

     W Luckim zaczął budzić się szczeniaczek (mimo, że miał już pięć lat)...

     Rozpakowywanie prezentów było wspaniałym doznaniem...;o)


5. Styczeń 2020.

Zaczyna rodzić się przyjaźń...

Księciunio się pochorował...Lucky nie odpuszczał Go na krok...

6. Luty 2020.

     Po nieśmiałych próbach, Lucky zaczyna się bawić...Ulubioną zabawką są piszczące, kocie myszki...Uwielbia je...

     Pierwszymi bawił się dwa-trzy dni...Po roku rozbiera je w pół godziny...


7. Kwiecień 2020.

     Fascynacja telewizją...Zaczęło się od NG i filmu o małych wydrach...Przesiedział godzinę przed odbiornikiem...Słuchał, oglądał i wąchał...Tak się zmęczył, że padł i zasnął...

Ale kiedy wykazał zainteresowanie tym programem...

Nie miałam serca zmienić kanału...;o)

Pan Cejrowski ewidentnie spodobał się naszemu psu...;o)

     Przez przypadek na zdjęciu jest również ulubiona zabawka Luckiego...Duszek...

Duszek jest mięciutki, wyje jak duch, świecą mu się zielone oczka i ma dwadzieścia lat... 

Sam ją sobie wybrał z wielu maskotek...

Bywa, że usypia wtulony w duszka...Jak małe dzidzi...;o)

8. Maj 2020.

Lucky poukładał swój świat...

Zaścianek jest domeczkiem...Azylem...Świątynią...

Kocha wracać do domeczku...

Ale jest jeszcze Wrzosowisko...

Tutaj Lucky pracuje...Tak sobie to poukładał...

Wszystkiego pilnuje...Na wszystko ma baczenie...

I jest "przypięty" do mojej nogi...


9. Czerwiec 2020.

Wrzosowisko jest bezpieczne...

     Linka i smycz nie są już potrzebne...Skończyło się zwiedzanie okolicy...Chociaż czasem widać, jak wielką ma na to ochotę...;o)

Ma nawet kumpla, psa traktorzystę...

10.Lipiec 2020.

Pierwszy urlop na Wrzosowisku...

     Brygada "RR" (Rozkosznych Rozrabiaków) w komplecie...

11. Sierpień 2020.

Po roku Lucky bardzo się zmienił...

Jego przywiązanie do nas jest widoczne i odczuwalne...

     A to historyczne zdjęcie...


     Lucky ma jeszcze na szyi obróżkę z GPS (ciekawie ile psów w Polsce ma numer telefonu)...;o)

To było nasze zabezpieczenie...(Gdyby jednak instynkt wygrał z "pełną michą")...

Bo w duecie pies i człowiek, to człowiek musi przewidywać...

Człowiek dostaje ogrom psiej miłości i przywiązania...

     To bardzo dobry interes...;o)

P.S. Jeśli ktoś mnie pyta (a sporo jest takich osób), jak jest po adopcji, to odpowiadam...Lekko nie jest, bo człowiek mierzy się z czymś czego nie zna i czego nie rozumie...Z lękami w nocy i z lękami w dzień...I z takim ogromem psiej miłości i przywiązania, jakiej nie jest w stanie ogarnąć rozumem...Każdy kłaczek psiej sierści jest miłością...

Adopcja, to jakby otworzyć niebo, uwięzionemu w piekle...

A żaden zwierzak na piekło nie zasługuje...

sobota, 29 sierpnia 2020

Profilaktyka czy łakomstwo ??

     Każdy zna ten zapach, szczególnie w czasie Świąt Bożego Narodzenia delikatnie "uderza" w nosy, w każdym domu...Nawet jeśli Gospodyni jest w opozycji do pieczenia...

CYNAMON...

A jak mawiała pewna Mała Osóbka...Ancymon...

     Poza walorami zapachowymi kora cynamonowca cejlońskiego to samo błogosławieństwo Matki Natury...Odchudza, pomaga w walce z cellulitem, z trądzikiem, wspiera walkę z przeziębieniami i problemami żołądkowymi...I chociaż sceptycznie podchodzę do tych newsów jest ponoć sporym wsparciem w zapobieganiu i leczeniu nowotworów narządów wewnętrznych, Alzheimera i Parkinsona...Cudo !!

Do kompletu można dodać...

ŚLIWKĘ ...

     Pomijając spory arsenał witamin (C,A,E,K), tiaminę i niacynę, jest niezłym źródłem minerałów...Wapń, żelazo, magnez, fosfor, potas, sód, cynk...

     A kto nie słyszał o przeczyszczających właściwościach śliwek ??

Chyba nie ma nikogo...

     Dlatego dzisiaj będzie z innej beczki...A właściwie z piekarnika...

Sezon w pełni...;o)

 

CIASTO CYNAMONOWE ZE ŚLIWKĄ !!

5 jaj

1 szklanka cukru

1 szklanka mąki pszennej

1/2 szklanki mąki ziemniaczanej

1 łyżeczka proszku do pieczenia

1 łyżeczka cynamonu

1 kostka masła (lub margaryny)

śliwki  (ilości zależy od inwencji twórczej)


1.Śliwki przepołowić i odpestkować.

2.Masło roztopić i odstawić do wystygnięcia.

3.Jaja utrzeć z cukrem.

4.Dodać mąkę pszenną, ziemniaczaną i proszek do pieczenia

5.Kiedy w masie będą widoczne pęcherzyki powietrza (to ledwie kilka minut ucierania), dodać wystudzone masło.

6. Do wyrobionej masy dodajemy cynamon i mieszamy.

7. Przygotować blaszkę (20*25), albo zbliżoną objętościowo, natłuścić i osypać bułką tartą.

8. Wlać masę do blaszki i ułożyć śliwki (skórką w dół).

9.Jeśli lubicie, można posypać kruszonką...;o)

10.Wstawić do nagrzanego piekarnika (180 stopni) i piec około 50 minut.(Piekarnik gazowy)

     A teraz jeszcze raz przeczytajcie początek posta...;o)

Cynamon - odchudza...Śliwka - czyści jelita...

     Ciasto idealne !!

Nie wchodzi w boczki...;o) I poopa nie rośnie...;o) Mniammmm...;o)

(Zawsze możecie powiedzieć, że to nie łakomstwo tylko profilaktyka medyczna)...;o)

poniedziałek, 24 sierpnia 2020

1:0 dla mrówki...

     Lucky lustrował leśne krzaczory, więc przystanęłam na ścieżce, żeby mógł delektować się zapachami do woli...Upał, mimo wczesnej pory był już odczuwalny, więc stanie w leśnym cieniu nie było złym pomysłem...Nagle poczułam ukłucie w bok stopy...

    Nim zdążyłam rozpiąć rzepy sportowych sandałów, noga zdrętwiała mi aż do kolana...

Ki czort ??

Mróweczka...

Jak to w lesie...Mrówek dostatek...

     Odrętwienie ustąpiło po kilku minutach, Lucky wywąchał wszystkie zapachy...Koniec "aktu pierwszego"...

     Kolejny dzień miałam "kuchenny"...Upał nie ustępował, więc w mieszkaniu panowały niezłe "tropiki"...

Gotowałam, smażyłam, piekłam, pasteryzowałam...Temperaturowy kataklizm...

Żeby jakoś przetrwać ten gorąc ubrałam się w "prawie nic", chodziłam na bosaka, a na podłogę ustawiłam wiatrak...

     Stojąc przy zlewozmywaku poczułam nagły ból w stopie (tej ugryzionej)...

     Ból był przeszywający, odśrodkowy, jakbym miałam w środku "pogruchotane" kości...

Dopiero do mnie dotarło, że stopę mam opuchniętą jak bania...

Wieczorem do opuchlizny dołączyło zasinienie...

Ki czort ??

     - To wygląda, jakby Ci kości popękały...- stwierdził Pan N., a ja siedziałam cały wieczór i się zastanawiałam w co się uderzyłam, gdzie się potknęłam...

     Dwa centymetry od opuchlizny miałam wkłucie "od mróweczki"...

Mróweczka ??

Na noc wysmarowałam stopę "czarcim pazurem"...Koniec aktu drugiego...

     Kolejny dzień spędziliśmy na Wrzosowisku...

     Upał nie ustępował...Opuchlizna też nie...Stopa była koloru burzowych chmur...

     A mnie się tłukło "pod kopułą" (czyli w głowie): "wsadź nogi do miski z wodą"...

Myśl była z gatunki "prześladowczych", więc w końcu ustąpiłam...

Ulga jaką poczułam była niebiańska...

Ale wizerunkowo niewiele zmieniła...

Chociaż...

     Kiedy przebierałam się do powrotu, stopa była znacznie szczuplejsza, grafitowy odcień zniknął...

     Przy maleńkim wkłuciu pojawił się sporych rozmiarów bąbel, od którego szły dwie, "piękne", prawie czarne smugi...Koniec aktu trzeciego...

     Mróweczka !!

     To mróweczka tak mnie załatwiła !!

     W Polsce żyje około 80 gatunków mrówek i tylko dwa gatunki są niebezpieczne...

     Najbardziej agresywne są wścieklice zwyczajne (dobrze, że nie nadzwyczajne), ale alergizują mróweczki o wdzięcznej nazwie Formica...

     Do jakiego stopnia alergizują ??

Nie polecam się przekonywać...

     Jestem czwartą dobę po ukąszeniu...Pręgi jeszcze są widoczne, opuchlizna schodzi powolutku, źle postawiona stopa od razu daje sygnał: "boli", bąbel wchłania się wolno i swędzi okrutnie...

A wystarczyło...

     No cóż...Ja stary alergik zbagatelizowałam sprawę...Dałam ciała - dosłownie...

     Wystarczyło przyjść ze spaceru, wsadzić stopę do miski z zimną wodą, albo przyłożyć lód na kilka minut...Toksyna by się nie rozeszła...

     1:0 dla mróweczki...  

niedziela, 23 sierpnia 2020

Ziołowa "korupcja"...;o)

     Wraz z urodzinowymi prezentami pojechały do Misiowego Domku dwie koperty...I "cuś"...;o)

Nie, nie...

To nie jest przyznanie się do działań korupcyjnych...

     Jedna kopertka była taka...

     Jej Adresatką była Misiowa Mama...

     Macierzanka cytrynowa to prymuska we wspomaganiu wielu dolegliwości, przy tym ma przepiękny aromat...Jeśli więc, zapytacie Wujaszka Googla na co pomaga i zdecydujecie się na uprawę (można w doniczkach), to polecam bardzo...

     My "praktykujemy" cytrynową macierzankę od roku (szczególnie Pan N.) i mogę ręczyć słowem, że herbatka bez jej listków jest niekompletna !! ;o)

     Druga kopertka zawierała...

     Adresatem był Księciunio...

     No cóż...Księciunio to chorowitek i Jego układ odpornościowy potrzebuje pomocy, a herbatka z liści morwy (i białej i czarnej) jest stosowana od wieków przez Chińczyków jako wsparcie młodych organizmów...Starszym jest również zalecana, jako antidotum na podwyższony poziom cukru i zawyżony cholesterol...

     Babcina "suszarnia" ma jednak ograniczenia powierzchniowe, więc w pierwszej kolejności dostają Ci, którzy najbardziej potrzebują...;o)

     Liście morwy już zaczynają się przebarwiać, więc trzeba się spieszyć...

     W tym roku Babcia Gordyjka ma "tyły" w zbieraniu ziół...;o)

     Chociaż pudła po pizzy są nieźle wypełnione, Matka Natura tak szalała, że nijak było terminowo zbierać, suszyć i magazynować...Dziurawiec miał miesięczną "obsuwę"...Rumianek kwitł na raty i trudno było się "wstrzelić", podobnie jaskółcze ziele...Mięta szalała, a potem przestała...A kocimiętka...Echhh...

Ale nie samymi ziółkami człek żyje...

W tak zwanej "wolnej chwili", albo w "międzyczasie" Gordyjka zmajstrowała jeszcze coś...

Wiadomo dla Kogo...;o)

Misiowy Tata z Dziadziusiem montowali "karocę", Misiowa Mama "montowała" Princesię...

Która bardzo skrupulatnie pilnowała procesu montażu (w obu przypadkach)...Dziadek musiał wykazać się niezłym refleksem, żeby komplet śrubek nie został zdekompletowany, a Misiowa Mama musiała zapanować nad Żywiołem, który ani sekundy nie stał spokojnie...

Ale jak już wszystko zostało skompletowane...

Princeska w karocy !!

Właśnie szuka pod falbankami dźwigni hamulca...;o)

czwartek, 20 sierpnia 2020

Urodzinowy Debel...

     Kochamy dawać prezenty...Uwielbiamy !! A jeśli mamy obdarować Wnuki, to dostajemy "małpiego rozumu" i kilku innych przypadłości umysłowych...

Ten dreszczyk emocji w oczekiwaniu na reakcję czy "strzał był celny"...Echhh...

Nic więc dziwnego, że kiedy zbliża się sierpień, to dostajemy kręćka...;o)

Tak się składa, że Wnuki świętują "po sąsiedzku"...

W tym roku mieliśmy troszkę łatwiej...

     Najpierw było to...


Gokard na pedały...

     Dla Księciunia ??

Bynajmniej...

To nasza trzyletnia Princeska będzie "Kierowniczką" tego pojazdu...

     - Młoda codziennie biegnie do Sąsiada, żeby się wkręcić na jazdę...- opowiadał Pierworodny...

     Jest marzenie !!

A kto spełnia marzenia poza wróżkami ??

Dziadkowie !!

Dwie kiteczki, albo jedna,

Dziewczynka z żywego srebra,

a jeśli przyjdzie ochota, 

to ze szczerego złota !!

I tego jestem absolutnie pewna,

niech Sto Lat żyje Nasza Królewna,

i niech "pędzi" przez życie,

gokardem znakomicie...;o)

     A co z Księciuniem ??

Hmmm...

     Czego może pragnąć nasz Marzyciel ??

     Oczywiście poza tym, żebyśmy zamieszkali w Misiowym Domku i żeby Wrzosowisko było za płotem...;o)

Z tymi marzeniami nawet nie dyskutujemy...

W rewanżu, Księciunio nie dyskutuje z nami o innych możliwościach...

I nagle Babcię olśniło !!

W końcu z Babci też jest niezła Marzycielka...;o)

     Marzyciel musi być blisko gwiazd !!

Szczególnie, że Kosmos interesuje Księciunia bardzo...

Na szóste urodziny - w sam raz,

żeby Marzyciel był bliżej gwiazd,

i niech Cię zawsze zachwyca,

srebrne oblicze Księżyca,

i samoloty w locie,

i barwne ptaki na płocie,

i wszystkie piękne marzenia,

życzymy Ci ich spełnienia !! ;o)

No to ruszamy...

     "Naguskowi" aż się kółeczka zatrzęsły na widok tego pudła...

Bagażnik odmówił współpracy...

Lucky musiał ustąpić odrobinę swojej kanapy...;o)

     Radość przy powitaniu (bez prezentów) była ogromna, a potem nastąpiło "trzęsienie ziemi"...

     Najpierw Princeska, bo do urodzin został tydzień (a prezenty nie powinny się marnować w pudełkach)...;o)

Oczywiście potem próbował Księciunio...

A Babcia zrobiła kilka kilometrów (biegusiem) ścigając się z Wnuczką...;o)

     Tyle, że ominął mnie moment prezentacji teleskopu, który Dziadziuś z Misiowym Tatą składali mozolnie...Ale przy rozpakowywaniu byłam...

Spójrzcie na minę Księciunia !! ;o)

     Szkoda, że zaraz potem przyszła burza i pokrzyżowała plany podglądania Syriusza...;o)

     Princeska wgramoliła się Babci na kolana i oświadczyła: "Ja Mała"...Co oznacza, że trzeba Ją mocno przytulić i ucałować...

     Księciunio na pożegnanie wyszeptał Babci do ucha: "Achhh, Babciu" i przytulił się z całych sił...

     Jedynym zawodem był fakt, że Dziadkowie nie zabrali Ich do Zaścianka, albo na Wrzosowisko (Princeska ubierała się sześć razy i usiłowała się ulokować w "nagusie" na kocyku Luckiego)...

     To były piękne urodzinki !!

     Na samo wspomnienie ciągle się uśmiecham...;o)

wtorek, 18 sierpnia 2020

Wrzosowiskowe zajawki...

Dzieje się, oj, dzieje...
      Miesiąc deszczu...Aż się nam roślinki potopiły...
      Miesiąc słońca...Aż popaliło liście...
Ale co dało radę, to klękajcie Narody !!
Rośnie, że aż strach się bać...
      Miały być jednak zajawki...
Proszę bardzo...


      1. Leszczyna...



     Obsypana jak "sama nie wiem co", ale pewnie nie spróbujemy jednego orzeszka, więc uwieczniam dla Potomnych...

    Dlaczego nie spróbujemy ??
    Bo "Baśka" ma je wszystkie zinwentaryzowane i na ustępstwa nie idzie...Orzechy są baśczyne...Kropka...

    2. Akacja...



      To pewnie sprawka wiecznych wichur, ale Matka Natura się sprawiła...Pięknie rośnie !! Że na środku parkingu ?? Matka Natura samochodami nie jeździ, więc skąd miała wiedzieć ??
    Akacja czeka na końcówkę sierpnia i zamieszka koło koleżanki z zeszłego roku...(Tamta rosła za płotkiem, więc przeszkadzała tylko wizualnie)...Będą tworzyć zaporę przy płocie...;o)

      3. Aronia...
     Właściwie rośnie na wygnaniu...Ale o dziwo, od posadzenia całkiem nieźle sobie radzi...Po zeszłorocznym boomie aroniowym, nie spodziewałam się wiele...Zakwitła skąpo...Potem przyszły nocne mrozy...
Po czerwcowych ulewach i lipcowych spiekotach, okazało się, że to były super warunki...


Jagody są dwukrotnie większe niż dotychczas...
I zaczął się wyścig...
     Aronia dojrzewała w swoim tempie...Ja zaglądałam przy każdej wizycie, oczekując czarnego błysku...Przeciwnicy byli sprytni i przebiegli...
Mieszkają tutaj...


Tuż za płotkiem...
Całe stada !!
     My, albo one...Ptaszory...;o)
     Dlatego nasza aronia jeszcze nigdy nie została z krzewów zerwana "w sam raz"...Zawsze dobę przed...
     Teraz też już się mrozi...;o)

     4. Gniazdko...
Udało się !!
W tym roku się udało !!
     Cztery lata temu odkryliśmy gniazdko w chaszczorach...Rodzice chyba nie spodziewali się naszej obecności i prób porządkowania...No i kilku kocich rozbójników też nie przewidzieli...
Próbowaliśmy ratować gniazdko razem z jajami, ale ponieśliśmy klęskę...Porozbijane skorupki były tego dowodem...
     W zeszłym roku szpaczki wybrały sobie śliwkę przy basenie...
Księciunio bardzo się starał być cichutko, kiedy w gniazdku pojawiły się pisklaki...
Póki były malusie, jakoś szło...Kiedy podrosły...
Gordyjka gnała za pisklakami po całym Wrzosowisku (razem z Księciuniem) i łowiliśmy uciekinierów...Złapany, wsadzony do gniazda...Kolejny wyskakiwał spłoszony...I znowu bieg...
A rodzice siedzieli na orzechach i się przyglądali...
Oczywiście wymiękliśmy po kilku (nastu) próbach...
Szpaczki się przeniosły na obrzeża sadu...
     W tym roku ...


Gniazdko było na śliwce, ledwie dwa metry od warsztatu i "orzeszka"...
     Nasze szpaczki są wyjątkowo towarzyskie...I praktyczne !!
Widzicie pięknie wplecione w gniazdko nasze sznurki ?? Posprzątały Wrzosowisko...;o)
My udawaliśmy, że ich nie widzimy...
One udawały, że ich tam nie ma...
Tylko Lucky bardzo angażował się w proces wychowawczy, stercząc pod śliwką godzinami...
Dwa pisklaki były na pewno...Może więcej ??
Te dwa się prezentowały (z dziobka)...
     Pod koniec lipca nagle ucichło...Szpaczki nie nurkowały z pełnymi dziobami...Gniazdko opustoszało...
     Pierwszy raz udało się nam "odchować" młode...;o)