Zajęci okrutnie ciągle zapominamy o zdjęciach...Komórki leżą całe dnie w kącie...My głowy mamy nabite innymi sprawami...Jakimi ??
Tym razem pokażę, bo Pan N. się poświęcił i pognał przez Wrzosowisko ze smartfonem w dłoni...
Nasz Koniec Świata...
Borówki amerykańskie jeszcze w zimowych kubrakach...Moje zaufanie do prognoz meteorologicznych jest bardzo skromne...;o) W zeszłym roku zaufałam i mieliśmy dwie borówki...
Nasza "dzika łąka"...
"Krzaczory"...Czyli agrest, porzeczki, maliny...Trzecie podejście...;o) Stok południowy nie ma dla nas litości (skwar niewyobrażalny), więc "plantacja" schowana jest w rowach...
Zaufania do "ogrodników" i "Zośki" nie mam, więc włóknina czeka "jakby co"...;o) Na zagonkach rosną truskawki, groszek, fasolka, bób i kapustowate...A ten zarośnięty kawałek nie jest nasz...To poziomkowa kraina Matki Natury...My tylko zbieramy i przycinamy trawę jak jest zbyt wysoka...;o)
"Krzaczory"...Czyli agrest, porzeczki, maliny...Trzecie podejście...;o) Stok południowy nie ma dla nas litości (skwar niewyobrażalny), więc "plantacja" schowana jest w rowach...
Pyszniutka czereśnia...;o)
Aleja róż przy warzywniaku...
Warzywniak...Specjalnej troski...;o)
Piwonie...Te wymarzone ponad czterdzieści lat temu...;o)
Nasza Stodoła...Połamana grusza, która oberwała od pioruna i rodzi teraz przepyszne owoce...I bez, który ma kwitnąć na moje imieniny i zawsze się spieszy...;o) Dobrze, że biały trzyma się terminu...;o)
I to wszystko...
Kiedy będą kolejne zdjęcia ?? Nie wiem...
Kiedy będzie kolejny post ?? Nie mam pojęcia...












Brak komentarzy:
Prześlij komentarz