Dwa światy...

Bardzo Ważni Goście

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą M jak mieszkanie.... Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą M jak mieszkanie.... Pokaż wszystkie posty

piątek, 15 marca 2024

Granatniki...

     Tym razem nie będzie o historycznym ataku na Komendę Główną przez jej Komendanta...;o) Bo ten temat został już opisany w każdym wymiarze, i tym dramatycznym, i tym prześmiewczym...Ot, zdarzyło się Chłopu pociskiem w "płot" trafić...

     Ale poniekąd będę związana z tematem, bo będzie o...Remontach...;o)

     Leżymy sobie na kanapach...Na jednej Gordyjka...Na drugiej Pan N. ... Na trzeciej Lucki...

     W telewizorni coś tam ciecze leniwie (pewnie kryminał), za oknami niezimowy styczeń...

     - Może byśmy lampy w przedpokoju wymienili ?? - pyta Pan N. ...

     - Można by... - wymruczałam, bo remontów na ten rok żeśmy nie przewidywali, ale wymiana lamp to przecież nie remont...

     Wisiały nam te lampy "na sumieniach" od dawna...Dwadzieścia lat już dawno im wybiło...Zaczepy się pourywały...Jedna zwisała dramatycznie dyndając na ostatnim kabelku...Echhh...

     Tyle potrzebowaliśmy na podjęcie decyzji...;o)

1. Lampy sztuk 3.

     Po kilku minutach Pan N. podesłał mi propozycje...Potem ja Panu N. podesłałam swoje...Temat ruszył...

     - Oooo...Masz takie z czujnikami ruchu !! - entuzjazm Ślubnego był słyszalny...- Ale trzeba by instalacje trochę przerobić...

1. Lampy sztuk 3.

2. Instalacja pod lampy.

     Zanim zakupione w necie lampy dotarły...

     - Wysłałem Ci na maila kontakty pod te lampy, można by przy okazji wymienić te stare...

     - Czemu nie ?? (Przecież nie ja będę kuć i wymieniać)...;o)

1. Lampa sztuk 3.

2. Instalacja pod lampy (z kuciem i gipsowaniem).

3. Wymiana kontaktów (z kuciem i gipsowaniem).

     - To może przy okazji zrobię tu kontakt...Widziałem bardzo fajny wzmacniacz sygnału...Net by się nam w sypialni nie wieszał... - Kolejne odkrycie Pana N. ...

     - Może być (Przecież nie ja i  tak dalej)...;o)

1. Lampy sztuk 3.

2. Instalacja pod lampy (z kuciem i gipsowaniem).

3. Wymiana kontaktów (z kuciem i gipsowaniem).

4. Kontakt do wzmacniacza (z kuciem i gipsowaniem).

     - To kupmy lakierobejcę...Odświeżę spongi i ujednolicę ramki, bo każda z innej parafii...- i Gordyjka dorzuca trzy grosze...

     - Ściany też musimy machnąć bo wszystkie połatane gipsem...- Pan N. nie zwalnia tempa...

1. Lampy sztuk 3.

2. Instalacja pod lampy (z kuciem i gipsowaniem).

3. Wymiana kontaktów (z kuciem i gipsowaniem).

4. Kontakt do wzmacniacza (z kuciem i gipsowaniem).

5. Malowanie ścian i sufitu.

6. Malowanie ramek i spong...

A kiedy ściany (i sufit) zabłysły bielą...

     - Musimy pomalować drzwi !! Dopiero teraz widać jakie są bure... - wydusiłam...

1. Lampy sztuk 3.

2. Instalacja pod kontakty (z kuciem i gipsowaniem).

3. Wymiana kontaktów (z kuciem i gipsowaniem).

4. Kontakt do wzmacniacza (z kuciem i gipsowaniem).

5. Malowanie ścian i sufitu.

6. Malowanie ramek i spong.

7. Malowanie drzwi.

     Remont w żadnym wymiarze nie był planowany, więc wszystko robimy w "wolnej chwili", albo w "międzyczasie"...;o)

     Trzy lampy zainstalowalibyśmy w jedno popołudnie...;o)

     Bujamy się trzeci miesiąc, ciesząc się jak dzikie fretki...;o)

     Stoi już nawet nowa komoda z siedziskiem (bo z dwudziestoletnich "pufek" było nam coraz trudniej wiązać buty)... 

     Kiedy skończymy ??

     Plan jest, że na 30 marca (już słyszę chichot Bozi)...

Granatniki to my...

     Najpierw jest "wieki wybuch" (pomysłu), a potem jeszcze większe zamieszanie i sprzątanie...;o)

     Ale ryjki się ciszą...:o))) 

niedziela, 24 października 2021

Zosia Samosia...

 No to wracamy do wątku:

     "-Zerknij do koszyka...Może byśmy kupili ?? Zawsze jakaś wyręka..."

     Pan N. co jakiś czas wracał do tego, bo sprzęt podobał mu się "od premiery"...

     Pierworodny nabył to cudo już kilka miesięcy temu, nie mając pojęcia jakie emocje wzbudza w Rodzicach...

Pan N. na "tak"...Gordyjka na "nie"...

Nie będzie mi się tu jakaś gadzina po włościach szarogęsić...;o)

     A tak właściwie, nie podobało się nam, że zarządzanie odbywa się przez neta, więc kiedy nie ma połączenia, nie ma urządzenia...Ot co...

Ale Ślubny lubi wyzwania, i szpera dokąd nie wyszpera...

     Spojrzałam do tego koszyka i...Skapitulowałam !!

Ma Chłopisko rację...

     W zimie jakoś to wszystko ogarniam, bo odpadają eskapady wrzosowiskowe, ale od wiosny do jesieni gonię w piętkę (czytaj: ogarniam niezbędne)...Kręgosłup też nie pomaga...

Jak to mawiamy ??

Młodsi nie będziemy, a lepiej to już było...

Taka prawda...

     No to kilka kliknięć w klawiaturę, maile z potwierdzeniami, "koty" do InPostu i...

     Mamy nową "rezydentkę"...;o)

Przedstawiam Wam Zośkę...


Nie powiem...Sceptycznie byłam do niej nastawiona bardzo...

     Wygląd niepoważny (filmiki z jeżdżącymi na odkurzaczach kotkami i pieskami nie pomagały), instrukcja dosyć toporna (włącz i pracuje), koszt też właściwie przystępny...

Zabawka ??

     Mój sceptycyzm zszedł był śmiercią nagłą, kiedy otworzyłam zbiornik odkurzacza i zobaczyłam jego zawartość...

No to czapki z głów !!

     Zośka zaiwania po mieszkaniu, aż miło...Zaiwania i odwala kawał dobrej roboty, a ja...No cóż...Ja i mój kręgosłup możemy sobie spokojnie odpoczywać, albo zajmować się czymś bardziej przyziemnym (pora na przetwory z rokitnika)...

     Czasem zawoła mnie zrozpaczonym głosem (gada po angielsku), kiedy zaplącze się w zapomniany kabel, albo zablokuje się pod łóżkiem...Ale to bardziej moja wina, niż jej...

     Po dwóch godzinach zośczynej pracy mieszkanko jest odkurzone w stopniu znacznym, psie kłaki pozbierane, a ja opróżniam pojemnik z zainteresowaniem..."Co też dzisiaj upolowała ??"

     Zbiera piasek, drobne kamyki, kościane drobinki po psim posiłku, no i oczywiście kurz...Właściwie wszystko, co się mieści w wąskim otworku zośczynej paszczy...

     Pewną konsternację wywołała u Luckiego, kiedy za zaplątaną nitkę zwinęła mu ulubiony kocyk i chciała z nim zwiać do sypialki, ale konflikt zażegnałam i psisko toleruje Zośkę w stopniu zadowalającym (w czasie jej pracy drzemie sobie spokojnie w "budzie")...

     Po oczyszczeniu pojemnika i szczotek, Zośka odpoczywa...


Czyli, ładuje baterię...

     Pracuje manualnie (przez pilota), więc powierzchnię mapuje na bieżąco...

Do czego można się przyczepić ??

     1. Do pojemnika...Ma załomy, całkowicie zbyteczne i utrudniające opróżnianie...Ale jest to do przeżycia, a mnie się już pomysł "kluje" w mózgownicy, jak sobie to opróżnianie uprościć...;o)

     2. Stacja dokująca jest zbyt lekka i Zośka "parkując" przestawia ją...Kończy się na parkowaniu ręcznym...Chociaż, zgodnie z zaleceniami "stacja" stoi przy ścianie z zachowaniem odpowiednich odległości...Zośce samoczynne parkowanie udało się raz...

     3. Sygnał jest za słaby (może nie wzięto pod uwagę ilości fal w pomieszczeniach)...

     Ale te wszystkie "rzepy" stają się mniej istotne, kiedy zerknie się na odświeżone podłogi...Luksus...;o)

     Do tej pory urządzenia AGD były raczej wsparciem, teraz stają się wyręką...XXI wiek...;o)

wtorek, 19 października 2021

Pretendentka do korony...

     Kiedy na początku roku dopadła nas faza remontowa, nie zakładałam wymiany wyposażenia kuchni...W końcu mój Zaścianek to była kiedyś stolica garów, więc jakieś zapasy mam...Chociaż...Zamiłowanie do pichcenia odcisnęło swoje piętno na tych moich zasobach...

     Póki kuchenka była stara, stare gary pasowały jak ulał...Blask nowych mebli stanął do nich w wielkim kontraście...

Przyglądałam się...Przyglądałam...I decyzja dojrzewała powoli...

Aż pewnego dnia Pan N.stwierdził...

     - Zerknij do koszyka...Może byśmy kupili ?? Zawsze jakaś wyręka...

     - Najpierw gary !! - zakomunikowałam, dziwiąc się sama sobie...

Dojrzałam ??

     No to najpierw rankingi, kwestie techniczne, porównania przydatności i technologii (gdzie te czasy, że brało się coś "bo było")...;o)

     Caluśki dzień studiowałam "garncarstwo" i w końcu wybrałam Firmę...Ufff...

     Pewnie jak strzelicie, to traficie...;o)

No cóż...Przynajmniej ten "szczyt" jest w moim zasięgu...;o)

     Pozostało wstąpić w czeluście magazynowe i wybrać "przydasie"...

Łatwo nie było...

Kolejny dzień ślęczenia przed monitorem...

     I kiedy już właściwie byłam zdecydowana na kompletowanie zestawu ze sztuk...Znalazłam...Uśmiechnięte garnki !!


     Nie dość, że "uśmiechnięte" to z "dziubkiem" (to nie jest błąd ortograficzny)...;o)

     Czy są na rynku bardziej optymistyczne garnuszki, dla genetycznej optymistki ??

Ni chuchu !!

     A że do zakupów wyrywna nie jestem, to rzutem na taśmę (natchnienie wykorzystać trzeba), ogarnęłam jeszcze komplet rondelków i patelek z "mobilną" rączką...Idealne do małych kuchenek !!



To już był szczyt szczytów !!

     We łbie mi się od doznań garnkowych kręciło (prawie jak od zmian wysokości) , paluchy od klikania cierpły (jak od zwisania na łańcuchach), a przy rozpakowywaniu nieźle się nagimnastykowałam (jakbym kamienistym kominem w górę się czołgała)...No i przekładka szafkowa...Segregacja co do wyrzutki, a które ze starych garów jeszcze kariery kulinarnej nie zakończyły (teraz zaczną karierę relaksową i wybędą na Wrzosowisko)...Ufff...

     Może na tatrzańską królową to ja się już nie nadaję, ale "kuchenne rewolucje" zawsze humor poprawiają (chyba, że się zaprosi Panią Magdę)...No i gotowanie w koronowanych garach to też coś...;o)

 

P.S.Iwonko !! Setnie się uśmiałam po Twoim komentarzu...Masz wrodzony talent detektywistyczny...;o)

sobota, 11 września 2021

Pamiętamy o ogrodach...

     - Nie wiem jak u was, ale nam władze organizują "betonozę"...- oświadczyła mi ostatnio Dagusia, a ja zobowiązałam się do obfotografowania naszego Osiedla, żeby mogła napaść Bidulka, oczy zielenią...

     Fakt...Każdy, kto po raz pierwszy zajeżdża na nasze parkingi (niech Bozia broni, bo na deficyt miejsc parkingowych cierpimy bardzo), wysiada z samochodu i zbiera szczękę z asfaltu...

     Od wiosny do jesieni Osiedle rozkwita...

Jakim cudem ??

     Wiele lat temu władze naszej spółdzielni wpadły na, no cóż, dziwny pomysł ??

     Każdy kto chciał, kto miał nadmiar wolnego czasu, kto kochał zielone, mógł zacząć uprawiać przyblokowy ogródek...Dla zachęty spółdzielnia zorganizowała transport ziemi ogrodowej, a nawet zakupiła krzewy i drzewka, żeby się Zapaleńcy nie zniechęcili kosztami...

     Z czasem wszystkie trawniczki otrzymały dobrą ziemię i żywopłot...

Wygląda to mniej więcej tak...

Ten klon był jednym z pierwszych...

To ścieżka na obrzeżach, na horyzoncie las...

Tegoroczny żywopłot posadzony po remoncie...

A to skarpa Luckiego...;o)

     A gdzie ogrody ??

     Przez trzy tygodnie polowałam, żeby nie uwieczniać Sąsiadów przy pracy...Łatwe to nie było...

Emerytów mamy coraz więcej, więc obłożenie ogródki mają od świtu do nocy (Prymuska grzebie w ziemi o 6:00)...;o)

Ale z przyczajki się udało...;o)





     Sezon na rozkwitanie marny, ale każda pora roku przynosi nam "rozkolorowane" alejki...Osiedle rozkwita...

     Że taka ilość ogrodów nadwyręża zasoby wodne ??

     Nic bardziej mylnego !! W czasie deszczy, pod nasze rynny podstawiane są dziesiątki wiaderek...A woda zamiast lądować w kanalizacji, ląduje w ogródkach, natychmiast (jeśli jest potrzeba dowodnienia), lub jest magazynowana "na później"...

     Pewnym rodzajem zachęty jest "ogródkowy" konkurs...Nagrody są raczej symboliczne (kilkaset złotych) i zaraz wiadomo kto zwyciężył...W ogródku pojawia się nowa pergola, egzotyczne rośliny, albo nowy sprzęt ogrodniczy...

     Spółdzielnia koncentruje się na pielęgnacji trawników, przycinaniu żywopłotu, czy przycince drzew...Resztę robią Zapaleńcy...

     Analogiczny konkurs jest organizowany dla "balkonów", więc większość jest ukwiecona, ozdobiona i wypieszczona...;o)

     Czy jest to konieczne ??

Wcale nie !!

     Bywają "klatki", w których wszyscy pracują, mają małe dzieciaczki, i ogrodnicze prace nie są ich powołaniem...Tam jest po prostu zielono, przez cały rok...;o)

     "Gramy w zielone" i "pamiętamy o ogrodach"...

     Ktokolwiek wpadł na ten pomysł, trzydzieści lat temu, to był strzał w dziesiątkę !! A kontynuowanie go, jest bardzo dobrą "serią"...;o)

czwartek, 25 lutego 2021

Piękny remont...

     Remont trwa...

     Urobiona jestem "po kokardy"...

Ale...;o)

Uwielbiam to !!

     I chociaż przeżyłam w swoim życiu już kilka przeprowadzek, kilka meblowań i remontów na pęczki, tak fajnego remontu jeszcze nie przeżyłam...Spokojnego, bezstresowego, roześmianego...Remont na luziku...;o)

     Jako jedyne dziecię moich Rodzicieli przejęłam obowiązki "córki i syna" automatycznie...Szczególnie, że Mamciaśka do remontowania się nie nadawała, a pozostawienie Ich we dwoje groziło kataklizmem...

Malowałam, tapetowała, skręcałam meble...Używanie narzędzi nie stanowiło problemu...Dlaczego ??

Bo prace remontowe rozpoczynałam z Rodzicielem, a kończyłam z reguły sama, bo On pochrapywał gdzieś w kącie, albo (co gorsze) siedział i "nadzorował"...Promile było czuć w powietrzu...;o)

Bywało, że rano był święcie przekonany o wytężonej pracy i wkładzie w robociznę...

     Właściwie to powinnam mieć awersję do remontowania...

Ale polubiłam to "dziobanie"...

Nawet to, że cokolwiek było "niedorobione" było moją winą...;o)

     A co było moim Wielkim Szczęściem ??

     To, że moja Druga Połowa lubi remontować !!

Chociaż dotychczasowe remonty też bywały trudne...

Przez lata robiliśmy remonty "na czas"...

     Dzieciaki były małe...Opieka na trzy dni ?? Siedemdziesiąt dwie godziny na najwyższych obrotach...

     Dzieciaki podrosły...Remonty urlopowe w czasie wakacji...Odprowadzaliśmy Dzieciaki na autobus i wracaliśmy do domu biegiem, żeby wyrobić się przed Ich powrotem...

     Presja czasu nauczyła nas "czytać w myślach", czasem na wymianę poglądów brakowało nawet minutki...

No dobra...

     Remontowo żeśmy się dobrali...Ja "dziobak", który godzinami może poprawiać detale i nie spocznie dokąd nie będzie "idealnie"...Pan N. techniczny do bólu, instalacje nie mają przed nim tajemnic...Cokolwiek nie wymyślę, Ślubny przetwarza, analizuje i realizuje...Cudo !!

A że do tego na wszystko ma "papiery", więc i spać możemy potem spokojnie...

     Remont łazienki odrobinę nas przerósł, bo trwał sześć lat, ale...

     Pracowaliśmy wówczas na kilku etatach, a generalka objęła nawet skuwanie tynków...

Dziobaliśmy, dziobaliśmy, dziobaliśmy...I mamy nasz kawałek "morza"...;o)

     Remont kuchni to też kataklizm...Cała "chałupa" robi się kuchenna...

     Ale podzielenie remontu na etapy było dobrym pomysłem, a robienie regałowych "przekładek" było trafionym rozwiązaniem...

     I ten spokój...Luzik remontowy...Nawet krakowiaczka odtańczyliśmy z szafką...A ile pomysłów wpada do takich wyluzowanych łepetyn !!

     Trzecia tura w trakcie...Czwarta będzie za kilka miesięcy, bo z zakończeniem musimy poczekać do lata...

Echhh...

     Ziemia pachnie wiosną...Ptaki drą dzioby jakby się szaleju najadły...A ja wraca z radością do zakurzonego chaosu i cieszę się jak durnota totalna...

     To najpiękniejszy remont w moim życiu !! ;o)

niedziela, 7 lutego 2021

Siłownia otwarta, czyli dotarła pierwsza dostawa...;o)

     Mam w życiorysie nie jedną "przerzuconą" tonę, ale przecież wiadomo, z wiekiem sił nie przybywa...

     Dziewczyna w sklepie starała się nas dopieścić szybką dostawą, a my studziliśmy Jej zapędy...Sama tych mebli nie rozładuję i nie wtarmoszę na pierwsze piętro...Obecność Pana N. obowiązkowa !!

     Dzień przed dostawą otrzymuję wieczorem sms-a i nie wierzę w to co czytam...

     Pan Kierowca określa dokładnie godzinę dostawy !!

Klękajcie Narody !!

     Rano telefon..."Stoję pod blokiem, która klatka ??"

Cudo !!

     No to muskuły  (jak żonaty wróbel pięty) Gordyjka pręży i za wyładunek się bierze (oczywiście ze Ślubnym)...

     Póki rzecz dotyczy szafek, Pan Kierowca tylko głową kiwa...Ale kiedy na "pace" pozostają "słupki", kategorycznie oświadcza:

     - Tego Pani nie pozwolę wnosić...- i z miną Sinksa czeka na gordyjskiego Ślubnego...;o)

     Szczerze mówiąc, ani bym się za to nie brała, bo słupek waży tyle co ja, i nawet jako "pomocnik Tragarza" ledwie daję radę...Ale było to miłe...;o)

Pan N. wtarmosił 2/3 dostawy samodzielnie, ja ledwie zipałam...

     Przy drugim słupku bardzo żarliwie prosiłam Boga, żeby ten trzeci wlazł sam, przecież wysoko nie miał...;o)

     Z ulgą przyjęłam zarządzoną przez Pana N. przerwę kawową...

Ufff...

     Pijemy kawusię, a ja wypalam...

     - Mebli w sypialce wymieniać nie będziemy...Ja tych szaf nie dam rady wnieść !!

Mina Ślubnego bezcenna...;o)

     Nie mam pojęcia w jakie paczki pakowane są te szafy, ale są trzykrotnie większe od słupków...To mnie przerasta...

     - Rozpakujemy na dole i wniesiemy po kawałku...- proponuje Pan N.

I teraz ja mam minę godną Oscara...;o)

     Jak ja już ducha w sobie nie czuję (a właściwie czuję dokładnie wszystkie cząstki tego "ducha") to mój Ślubny doznaje objawienia ?? To ja tego "ducha" wcale czuć nie musiałam ??

Orzesz...(ko)

     Trzeci słupek maszeruje w częściach na pierwsze piętro, a my radośnie szczebioczemy...

No i planowany remont sypialki nie legł w gruzach...;o)

Ale póki co, w repertuarze kuchnia...

     W czasie skręcania i montażu zaprezentowałam Panu N. że jednak 50 kilo niewiele może (zmontowany słupek prawie mnie przygwoździł (a właściwie "przyścianił"), o mało nie zdewastowałam nóżek przykręcanych z taką estymą...Po prostu...Pan N. uratował nie tylko Żonę, ale i część dorobku życia...

Echhh...

Na Szerpa to ja się mało nadaję...;o)

Ale...

(Pamiętacie, że to co przed "ale" wcale się nie liczy ??)

Moje kuchenne marzenie się właśnie zrealizowało...

Ileż ja bezsennych nocy poświęciłam na ten pomysł...

Właściwie, to nawet pięciu złotych nie postawiła bym na jego realizację, bo moje pomysły są raczej z "górnej półki"...

Marzyłam o urządzeniu "spiżarki" na tych mikrych kilku metrach kwadratowych naszej kuchenki...Marzyłam o ścianie regałów na kuchenne "przydasie"...Marzyłam, że w końcu będę układać, a nie "wciskać"...

Ot, taka ze mnie marzycielka...

I co ??

No cóż...Warto marzyć !! 

Pierwszy etap zrealizowany !!

poniedziałek, 1 lutego 2021

Jak mebli nie sprzedawać...

     Wzięliśmy sobie za punkt honoru dać szansę wszystkim meblarskim sprzedawcom w Zaścianku...Sprawiedliwie...;o)

     Objeździliśmy uczciwie najodleglejsze nawet zakamarki (o których mgliste wyobrażenie ma nawet GPS) i po kilku dniach błądzenia, oglądania i analizowania, nasza meblarska wiedza znacznie się pogłębiła...

Dodam, że na podobne "polowania" ubieramy się raczej skromnie, bardziej na sportowo niż z "wypasem", bo przecież "nie szata zdobi człowieka", a zasobność portfela nie musi być widoczna...To od lat się sprawdza...;o)

     1. Meble na wymiar - Ogromny baner na płocie, drzwi firmy zamknięte na głucho...Otoczenie rodem z lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku...Czy fachowość i obsługa takie same ?? Tego się nie dowiemy, bo ekspozycja tylko wirtualna w necie, kontakt przez maila lub telefoniczny...Kot w worku...;o)

     2. Pawilon na uboczu, światła przygaszone, w zakamarkach przy biurku siedzi Kobieta...Bardziej Ją słuchać niż widać...Rzuca w naszą stronę znudzonym głosem: "pomóc w czymś ??"...No cóż...Kilka rzeczy bym znalazła...Mycie okien, sprzątanie w szafach, wyniesienie śmieci...;o) Po naszym zaprzeczeniu, Kobieta wraca do przerwanej lektury...Zniszczy wzrok, bo my z trudem rozglądamy się po "wyciemnionej" ekspozycji...

     3. Salon w centrum Zaścianka...Meble na wypasie...Pani zawzięcie dyskutuje z kimś przez telefon..."Te by pasowały" - myślę sobie, ale zza biurka dobiega mnie wymiana zdań...Opryskliwy, niesympatyczny ton aż kłuje w uszy..."I niech się w końcu zdecyduje !!"...Rozmowa dotyczy klientki...Przykre...Niech zapłaci i spada ?? 

     Nasz wybór pada na dwie firmy...Ostateczna decyzja po "przespaniu"...Ruszamy po wycenę...;o)

     1. Dziewczyna od razu "łapie" o co nam chodzi, a my dowiadujemy się, że nie ma żadnego problemu z docięciem mebli na wymiar i przygotowaniem wszystkiego zgodnie z zamówieniem...Program na którym pracuje jest raczej toporny i mało czytelny, ale czego nie może wydrukować - dorysowuje...Jest obolała i zmęczona po dwugodzinnym odśnieżaniu, ale kiedy mam kolorystyczne wątpliwości co do blatów, zrywa się od biurka, żeby mi naocznie różnicę zaprezentować...Robi ostateczną wycenę, pamięta o drobiazgach, o których nie mamy pojęcia (na przykład: końcówki listew zabezpieczających do blatów)...Podsumowuje i blednie..."Sporo wyszło - to przez te szafki na wymiar"...No cóż..."Nie wyglądamy"...;o) "A czy moglibyśmy podzielić to zamówienie na dwie sztuki ?? Mamy bardzo ograniczony metraż..." - rzucam, nie mając wielkiej nadziei..."Oczywiście !! Z tym nie ma problemu..." Jestem w lekkim szoku...Polska Firma - europejskie standardy...;o)

     2. Dziewczyna od razu "łapie" o co chodzi...Proponuje dwie wyceny (bo dwa modele wpadły nam w oczy), zaczyna wycenę od pierwszego...Na "oko" meble wyglądają solidniej...Bardziej "światowo"...Coś wrzuca do wyceny, coś liczy na kalkulatorze, głównie liczy...Nie mam pojęcia jak mebluje naszą kuchnię...;o) Siedzimy kwadrans, a w uszach mam stukot klawiszy kalkulatora...Pyk, pyk...Pyk, pyk...Obłęd..."Doliczę jeszcze blaty" - rzuca w przestrzeń..."Które ??" - pytam..."Uśredniłam cenę..." ?? Pyk, pyk...Pyk, pyk..."Wyszło..." Podaje prawie dwukrotnie więcej niż w pierwszym przypadku...

"A czy jest możliwość podzielenia dostawy ??" - pytam dla ścisłości...

" Transport i montaż wykonuje inna firma, więc nie ma takiej możliwości"...

     Nie dostajemy żadnych wydruków, wyceny, wizualizacji...Nie mam pojęcia co robiła ta dziewczyna przez pół godziny mojego życia...A właściwie...Dokładnie wiem...Dokonała wyceny...

"Gdyby Państwo dokonali zamówienia dzisiaj to mamy akcję rabatową...Pyk, pyk...Pyk, pyk...Całość byłaby tańsza o tysiąc dwieście złotych...Ale to tylko dzisiaj !!"

Ręce opadają...

"A nie, przepraszam...Pyk, pyk...Pyk, pyk...Pomyliłam się...Policzę jeszcze raz...Pyk, pyk...Pyk, pyk...Osiemset złotych"...

"Tej drugiej wyceny chyba nie będziemy robić ??" - pyta...

     Zostaliśmy wycenieni...Drugi model jest droższy...;o)

"Bogaci nie są, to złapię ich na rabacik, ale czasu szkoda..."

     Na odchodnym dostaliśmy wizytówkę samoprzylepną, którą przykleiłam na szkicu robionym przez Pana N. ...

Firma też jest polska, tylko standardy...Europejskie ??

No i jak jest z tą "szatą, która człowieka nie czyni" ??

Czyni, czy nie czyni ??

     Nasze "sitko" kolejny raz się sprawdziło i odsialiśmy "ziarno od plew"...Bo jeśli chce się coś zebrać (czyjąś gotówkę) to trzeba być dobrym Ziarnem, z plew nie wyrośnie nic...;o)

     Dobę później (po przespaniu) zostaliśmy radośnie powitani w sklepie meblowym (nr 1), Dziewczyna skrupulatnie podzieliła nasze zamówienie i dokonała cząstkowej wyceny, wszystko dwukrotnie sprawdziła...My wykorzystaliśmy możliwości i podzieliliśmy dostawę na trzy (to już pełen komfort) i ruszyliśmy do domeczku robić kolejny bałagan...

Tak wygląda teraz "plac zabaw" Luckiego...

     Psina ma bardzo ciężki żywot, ledwie się mieści...Nasze wiercenie, skrobanie i malowanie go przeraża, ale nie ma gdzie się schować...I jak to Lucky, bardzo stara się nie przeszkadzać...;o)

Ale zaliczył też wielki sukces, na który czekałam od kilku miesięcy...Odważył się wysunąć swoje pudełko z zabawkami, wybrał sobie słonika (najmniejszą z zabawek) i miętosił go w kąciku...Sukces !! 

Tak wygląda kuchnia w pokoju...

     Część regałów jest już zdemontowana, ale na większy bałagan nie możemy sobie pozwolić, więc będzie "przekładka" (ze starego w nowe)...Przynajmniej po przyprawy nie biegam do kuchni, bo wszystkie stoją w zasięgu ręki...;o)

A to zabaweczki Gordyjki...;o)

Uwielbiam remonty !!

piątek, 29 stycznia 2021

"Kuchenne rewolucje" w M3...;o)

     Jeszcze kurz po wnuczej wizytacji nie opadł, a Dziadkowie z kopyta wzięli się za kuchenne rewolucje..."Gesslerowa" by wymiękła...;o)

Po "urodzinowej nowinie" Dziadkowie totalnie zmienili plany...

     Wrzosowiskowy domek może jeszcze poczekać, bo letnia zadyma na Wrzosowisku nie jest nam potrzebna, a w Czwórkę mieścimy się jakoś w Orzeszku...Czas będzie ograniczony, więc trzeba się skoncentrować na przygotowaniach (a jest ich masa)...Tyle, że Dziadkowie bezczynnie zimy przesiedzieć nie mogą ("wiercik" nie pozwoli)...

     - Może kuchnię byśmy zrobili ?? - rzucił Pan N. delikatnie, a w Gordyjce krew półgóralska zawrzała...

     Zerknęłam na moją "śliczną" biało-żółtą kuchnię, własnoręcznie oklejaną, na kuchenkę bidulkę, która jest chyba ostatnim takim egzemplarzem na Osiedlu, bo w kontrolerach gazowych wyzwala falę wspomnień, komentarzy i zachwytów (bo mimo sędziwego wieku spisuje się bez zarzutu) i myśl zaczyna kiełkować...

A właściwie już dawno wykiełkowała, bo Gordyjka ma już w mózgownicy cały plan kuchni gotowy...;o)

     - Ale generalka ?? - upewniam się w zamierzeniach, bo "drobne przewroty" wydają mi się zbyteczną stratą czasu...

     - Generalka !! - zatwierdza Ślubny...

No to szaleństwo czas zacząć...

Rekonesans...

     "Agata" wymiękła po jednych odwiedzinach...Chociaż była przydatna...Zobaczyłam wysokie słupki z koszykami i chociaż w marzeniach już stały, okazały się totalnym niewypałem (a może niewybuchem ??)...Ważę 50 kilogramów...Pusty mechanizm z koszykami waży niewiele mniej, jak napełnię, to będę musiała zapisać się na siłownię...;o)

Do tego strata na powierzchni, szerokość regału 40cm, szerokość koszyka 26cm...Lipa...

Mamy maleńką kuchenkę, więc każdy centymetr ma znaczenie...

     "Ikea" spadła w rankingu jeszcze niżej niż była...Według nas, totalny chaos...Błądzenie kilometrami, logika ekspozycji szwedzka, a jak się jeszcze dołoży tłumy i kilometrowe kolejki, żeby czegokolwiek się dowiedzieć...To nie na nasze układy nerwowe...

Można kupić w necie...Pewnie, że można...Tyle, że ja "niewierna Tomaszka" jestem, i zanim kupię lubię wizualizację...Lubię dotknąć, sprawdzić...(Jak w necie przymierzyć się do wysuwania koszy ??)...

Wniosek sam się "wykluł"...

     Zaczynamy od sprzętów !!

I od razu po uszach dostałam...;o)

Jak na "niewierną Tomaszkę" przystało, zapragnęłam wizualizacji wybranej przez Pana N. kuchenki (oczywiście po małżeńskich konsultacjach)...

Przy każdym egzemplarzu w necie informacja: Towar tylko na zamówienie...

W każdym "markiecie" informacja Obsługi: Towar tylko na zamówienie...

     Kota w worku mamy kupić ?? Najpierw kup, a potem obejrzyj ??

Echhh...

     Pan N. zaczął szperać, szukać i "wydobywać"...Gordyjka chciała odpowiedzi na jedno pytanie...

Opisom produktów to ja średnio wierzę, a Sprzedawcom w necie to nie wierzę wcale...Na klawiaturze można wystukać wszystko...;o)

Po obejrzeniu kilkunastu prezentacji na YT, które wątpliwości wcale nie rozwiały, Pan N. w końcu wrzasnął:

     - Mam !! Jakaś "ruska" prezentacja...

     - Może być nawet po chińsku, byle było widać jakie to duże...

No i mam nową kuchenkę !!

 


Moja "Candy"...;o)

Combo "trzy w jednym", gazówka, elektryczny piekarnik i zmywarka...

Kuchnię mamy "jednoosobową", więc to rozwiązanie jest idealne...;o)

A czego się tak czepiałam ??

No cóż...

     Piekarnik duży być nie musi, a z klasycznego można sobie "połówkę" wyobrazić, ale zmywarka na 6 kompletów naczyń stołowych kiepsko mi się w czerepie mieściła...;o)

     Dopiero ta "ruska" prezentacja była na tyle dokładna i czytelna, że przy "stopklatkach" mogłam podziwiać ten minimalizm...Mieści się !! A na dwie osoby to nawet luzu zostaje...

     "Candy" przyjechała do nas z Pomorza, bo ledwie kilka sztuk jest w hurtowniach w całej Polsce, a biała była jedna...

Stoi sobie w naszej kuchni, oczko raduje, a ja co wieczór celebruję proces zmywania, chichocząc pod nosem...

     Jak ja nie lubię zmywać !! 

     To znaczy, jak ja nie lubiłam zmywać...;o)

     Jeszcze nie wypróbowałam piekarnika, chociaż czeka przygotowany...Ale tak nas akcja z kuchenką zmobilizowała, że od razu przeszliśmy do etapu meblowania, i błądzimy teraz po Zaścianku, zbierając rozumki i nękając Obsługę "meblowych" milionem pytań...

     A swoją drogą...Odkryliśmy, że w Zaścianku jest ogrom punktów kuchennych, jakby całe Miasto nałogowo kuchnie meblowało...;o)  

czwartek, 23 lipca 2020

Demokracja mimochodem...

     Nie, to nie będzie kolejny post o polityce, czy o wyborach...
     Opowiem Wam, jaki wpływ na demokrację miał koronawirus...I to na taką najbardziej "demos" demokrację...
     Jakiś czas temu na pewnym osiedlu mieszkaniowym gruchnęła nowina, że nowowybrany Prezes, wraz z Zarządem zamierzają przeprowadzić ocieplanie zarządzanych budynków...
Wszystko odbyło się zgodnie z obowiązującymi procedurami...
Były obwieszczenia, były posiedzenia Zarządu, były w końcu walne zgromadzenia...
Wynikiem tych procedur było ustalenie stawki "ociepleniowej" i założenie specjalnego konta...
     Co na to Mieszkańcy ??
Właściwie nic...
Pokornie wpłacali podwyższony czynsz...Czytali obwieszczenia i zawiadomienia o walnych zgromadzeniach...Tyle, że w nich nie uczestniczyli...Ot, polska przypadłość...
     Na "zgromadzeniach" pojawiały się ciągle te same osoby...Mało tego...Te same osoby głosowały...
     Protokolanci zliczali te oddane głosy...Sumowali je...I przeprowadzali kolejne procedury...
Aż nadszedł pewien znamienny dzień...
     Terminy goniły, koronawirus ograniczał nasze wolności obywatelskie, Zarząd działać musiał...
     W skrzynkach pocztowych pojawiły się ankiety z informacjami dotyczącymi podjętych kroków...
     Po przeczytaniu można było zgubić szczękę (nawet taka wrośniętą w czaszkę)...
Osiedle ma około trzy tysiące mieszkań...
W czasie kilku walnych zgromadzeń głosy w sprawie ocieplenia zabrało około pięćdziesiąt osób...
Na tej podstawie założono konto i określono wysokość wpłat...
     Pomroka jasna, czy ciemna ??
     Dziwnym trafem, ankieta dostarczona została w jednym egzemplarzu, chociaż Zarząd chyba ma świadomość, że w prawie każdym lokalu jest dwóch członków...
     Czyli głos oddaje się na mieszkanie, a nie na uprawnionego ??
No dobra...Czepiam się...
W ankiecie były cztery propozycje...
     1. Remont generalny osiedla, ogromny kredyt spłacany przez Mieszkańców przez dwadzieścia lat...
     2. Remont średni, ze sporym kredytem i wzrostem czynszu o kilkaset złotych...
     3. Ocieplenie z lekkim "makijażem", przewidujący "nieprzewidywalne" koszty...
     4. Dajcie wy nam święty spokój...
Wyniki ankiety miały zostać podane do wiadomości publicznej...
     W tak zwanym "międzyczasie", na osiedlowych słupkach pojawiły się protesty...
Mieszkańcami chyba ankieta wstrząsnęła...
     Jakoś nie przemówiły do nich argumenty Zarządu, że wzrośnie komfort życia (część osiedla to plomby z cegieł, więc to "zwiększanie komfortu" było dyskusyjne), że wzrośnie wartość nieruchomości (za dwadzieścia lat ??), że przecież zgoda została już właściwie wydana (przez kilkanaście osób ??)...
     Zarządowi umknął fakt, że Mieszkańcy, to w znacznym stopniu Emerytki, z bardzo ograniczonymi środkami...Że jeśli nieruchomości mają po trzydzieści-czterdzieści lat, to nic tego nie zmieni...Że rynku nieruchomości nie da się prognozować nawet rok do przodu, więc dwudziestoletnia perspektywa jest mrzonką...Że Mieszkańcy przez te trzydzieści-czterdzieści lat przeprowadzili już przynajmniej po trzy remonty generalne...Że proponowanie remontu fundamentów i piwnic spowoduje totalny "Sajgon", bo każdy ma tam "milion przydasi", których w kieszeń nie schowa...
Wielu rzeczy nie przewidzieli...
A głównie tego, że od takiej ankiety powinni byli zacząć...
     Na tysiąc głosów (+/-), prawie sześćset wybrało opcję "4", opcja "1" była marginalna...
     Zarząd zawiesił projekt "ocieplenie" na czas nieokreślony, konto zostało zamknięte, a środki zasilą klasyczny fundusz remontowy...
     Mieszkańcy "plomb" odetchnęli z ulgą, Mieszkańcy poddaszy odetchnęli z ulgą, temat "ocieplenie" przestał być numerem jeden w rozmowach Emerytek...
     Ktoś nie "odrobił" pracy domowej z socjologii...
     Kto Emerytom, czy "prawie" Emerytom proponuje kredyt na dwadzieścia lat ??
     Kto chce stabilizację zamienić w kilkuletni plac budowy i argumentuje to wyimaginowanymi korzyściami ??
     Kto używa zwrotu "nieprzewidziane koszty" w takiej ankiecie i dziwi się porażce ??
I chociaż zabrzmi to makabrycznie, a może groteskowo...
     Wiwat koronawirus !!
     Gdyby nie on, "Demos" by się nie przebudził, decyzję za tysiące podjęłoby kilkanaście osób...

P.S. Ale teraz to on (ten "koronek") może się już wycofać, zginać, sczeznąć i odpuścić !!

poniedziałek, 18 marca 2019

Kocham Cię, Pani Wiosno !!

     Dawno nie było Wrzosowiska...Prawda ??
     Fakt, że byliśmy już na ugorze dwukrotnie w tym roku, ale ani pogoda nie zachęcała do uwieczniania tych bytności, ani uwieczniać nie było czego...Marazm i szarości...
Zimowego kolorytu dosyć było wkoło, więc nawet nie machnęła aparatem...
     Ale kiedy zaczęły się pojawiać pierwsze newsy o wiosennych "nowalijkach", to aż mnie kręciło w środku, żeby podjechać i sprawdzić...Nie wspomnę o niepokoju po ostatnich wichurach...
     Jak to nasze Wrzosowisko dało sobie radę bez Gospodarzy ??
     Czy śliwy znowu "oddały" stare konary w darze wiatrowi ??
     Czy krokusiki, tak haniebnie zaniedbane przeze mnie w zeszłym roku, zrewanżują się niekwitnieniem ??
Prawdziwe gordyjskie udręczenie...
No to ruszamy...
     Pogoda "do kitu"...Zapowiadają całodzienne opady...Wiatr duje jak durny...
"Lądowanie", a potem...


     Zmarznięte, moje bidulki...
Tu kępusia...Tam kępusia...
Rosarium w błękitach...
Znalazł się nawet on...


     Robiąc porządek ze ścieżkami w Rosarium zgubiłam jedną cebulkę...Szukałam wytrwale, ale "diabeł ogonem nakrył" i znalazła się dopiero teraz...Strasznie mnie rozczulił ten krokusik-wojownik...;o)
     Ale niespodzianek było więcej...
Poczekały na mnie nawet przebiśniegi...


     Wygląda na to, że nie tylko czekały, ale odrobinę się spóźniły, bo obok na kwietniku jest tak...


     Tulipany po prostu szaleją...Wszystkie...
     Tylko szafirków mi szkoda, bo wyszły o tydzień za wcześnie i je ostatnie mrozy nocne zmasakrowały...No cóż...Może kilka przetrwa...
     Z wiosenności mamy jeszcze to...


     Wierzba cała w baziulkach, więc na Niedzielę Palmową będzie cała w liściach...


     Forsycja się wyzłoci jak tylko słoneczko zacznie grzać...
     I prymuska...


     Róża szaleje...
     A właściwie, szaleją wszystkie róże, poza dzikimi...Dzikie widocznie więcej rozumu mają...
     Agrest i porzeczki w pąkach...Wiśnie i jabłonie w pąkach...Mirabelki obsypane jak kolia Królowej Elżbiety...
     Tak nas to naładowało pozytywną energią, że po drodze wstąpiliśmy zakupić śruby do ogrodzenia i buty...Chociaż buty to nam wyszły przez całkowity przypadek...
     Jak wiecie, za zakupami nie przepadam, więc buty (jak wszystko) kupuję "przy okazji"...I jakoś tak się złożyło, że trasa Zaścianek-Wrzosowisko-Wnuki nijak się do okazji miały...
     Praktycznie pozostałam bez obuwia...
     W sieciówkach mają gust odrębny do mojego...Pozostał internet...
Ciężko było...
Nie byłam przekonana do wyglądu, do koloru, że o przymierzeniu nie wspomnę...
I nagle...
     Weszliśmy do jednego ze sklepów i szczęka mi opadła...
     Już na progu widziałam ze cztery pary, które mi się podobały...Spacer między regałami wprowadził mnie w stan wręcz euforyczny...
To dopiero będzie zagwozdka...;o)
     - Wiesz...- słyszę nagle szept Pana N. za plecami...- Chyba sobie buty kupię...A Ty ??
     Pomijam różnorodność fasonów (czego w sieciówkach nie uświadczysz), pomijam przemiłą Obsługę (uprzejmą, pomocną, ale bez narzucania), głównym atutem był niewyobrażalny porządek na półkach (układ zupełnie po naszemu) i cena...
     Żeby zobrazować Wam to siedlisko rozkoszy obuwniczej dodam, że wyszliśmy z pięcioma parami !! 3:2 dla mnie...;o)
A na pożegnanie dostaliśmy jeszcze rabaty...
     Od dziecka uważałam 13-tego za dobry dzień...;o)
     Skoro dobra passa trwa, więc zahaczyliśmy o jeszcze jeden sklepik i Babcia Gordyjka kupiła materiały na kiecusie dla Princeski...Jest materiał, będzie szycie...;o)
     W domeczku rzuciliśmy się do porządkowania naszej buciarni...

     Oto ona...
     Jestem z niej bardzo dumna, bo to projekt autorski...
     Rozrysowany osobiście, wykonany osobiście i zamontowany osobiście...


     Kiedyś "góra" była rodzicielska, a "dół" dzieckowy...Teraz podział jest inny...Więksi (czyli Pan N.) mają "górę", a mniejsi (czyli ja) "dół"...
     Jedna szufladka jest "czesata" (czyli przybory do włosów), druga jest "buciana" (czyli przybory do butów)...
     Wiosna idzie "pełną gębą" !!
     Wrzosowisko rozkwita...Porządki rozpoczęte...

P.S. A dzień później przeszła nad Zaściankiem pierwsza, wiosenna burza...;o)

wtorek, 7 lutego 2017

W czasie zimy "Dzieci" się nudzą...

     Co odróżnia "Statecznych Człowieków" od "Waryjatów" ??
Zdiagnozowanie tego jest proste jak budowa cepa...
     "Stateczne Człowieki" kiedy kończy się sezon zaiwaniania "na hektarach" zlegają statecznymi ciałami na kanapach i jedyny wysiłek do jakiego są skłonne to naciskanie guzików na pilocie...
     Waryjaty...
Echhh...
     Waryjaty, zaraz po tym jak bóle "wszystkiego" mijają, albo jeszcze w trakcie tych boleści, zaczynają kombinować, co by zmajstrować, żeby odrobinę skomplikować proste wydawałoby się życie...
My to kombinowanie mamy rozwinięte do granic absurdu...
     Ledwie ogarnęliśmy rzeczywistość po sezonie życia "na dwa domy" (nie żeby w całości, ale tak, że na powierzchni użytkowej zmieściła się choinka), zaczęło się nam lęgnąć...
Nie gryzło, nie szczypało...Lęgło się cichutko...
     I ledwie zamknęły się nasze drzwi po wizytacji duszpasterskiej (totalnie nas w tym roku Proboszcz zaskoczył), Pan N. pognał do piwnicy po pudełka, a Gordyjka zaczęła trenować wygibasy "wisząc" na parapecie...Ozdoby świąteczne dostały nakaz eksmisji...
     W ciągu 48 godzin z pięknie uporządkowanego mieszkanka zrobiliśmy totalny bajzel...
     A potem pojechaliśmy do mojego ulubionego marketu po...Panele !!
Zaczynamy remoncik !!
Tak nam się "ryjki" cieszyły, że aż nam się Ludzie przyglądali...
     No bo co jest radosnego w dobieraniu listewek do paneli, albo w wyborze pianki na podbicie ?? Nic !! Totalnie nic !!
No chyba, że się jest Waryjatem...
Wtedy nawet kubełek emulsji wyzwala dreszczyk emocji, a wyszukiwanie nożyków do wycinarki staje się przygodą...
     No to zakupiliśmy panele, listwy, pianki i kilka innych fajnych rzeczy i z tymi radosnymi ryjkami ruszyliśmy do domeczku (który przypominał przedpola Stalingradu)...
A potem...
     Było pięknie !!
Układaliśmy, dopasowywaliśmy, klęliśmy i podziwialiśmy nieustannie...
     Aż nagle podłoga w kuchni nam się skończyła...


Orzesz...(ko)
     Siedliśmy troszkę zagubieni, i niczym sroka w gnat wgapaliśmy się w to nasze dzieło "wiekopojmne"...
     - To może przy okazji położymy ten kawałek pod jadalkę ?? Chciałaś jadalkę ?? - nieśmiało rzucił Pan N. z ewidentną nadzieją w głosie na moje "chcenie"...
     - A pewnie !! - podchwyciłam entuzjastycznie...
     I znowu nam się "bananki" na buziulach pojawiły, bo etap końcowy kuchennych rewolucji odrobinkę nas "skwasił"...
     Dwie doby później kuchnia stała jak kuchni stać wypada, a "Stalingrad" przeniósł się nam do pokoju...Trochę dalsze przedpola, bo bajzel jest znacznie mniejszy...


     - Na ten kawałek to nawet urlopu szkoda...- wymruczał Pan N. i Waryjaty rozpoczęły kombinowanie, co będzie "po jadalce"...


     A może by tak, jak "stateczne Człowieki" zlec obolałym ciałem na kanapie i zacząć zmieniać kanały w TV ??
     Może czas wyluzować i "w poziomie" oczekiwać na kroczący wielkimi krokami nowy sezon ziemno-ogrodniczy ??
     Takiej opcji Waryjaty nie przewidują...
     Pan N. już coś przebąkuje, że ze starego stołu to można by było jeszcze całkiem niezły mebel zmajstrować, a mnie się roi kubełek emulsji i wystający z wiaderka pędzel...