Dwa światy...

Bardzo Ważni Goście

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Puszka Pandory.... Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Puszka Pandory.... Pokaż wszystkie posty

niedziela, 12 czerwca 2016

Puszka Pandory...cz.14

     - Przyszła kartka od Twojej Siostry !! - zakomunikowałam Panu N., kiedy odpoczywaliśmy po weselnej "zadymie" Pierworodnego...
     - To chyba ją z lotniska wysłała...- skwitował...
Fakt...
     Kartka była bardzo kolorowa...Bardzo serdeczna...I pełna pozytywnych odczuć...
     - No tośmy się postarali...- podsumował ją Pan N. ...
Lekko nie było...
     Najpierw Siostra Pana N. wprowadziła chaos organizacyjny pod hasłem "nie chcę sprawiać kłopotu", co zaowocowało tym, że z niepokojem wyglądaliśmy przez okno...Umówiona godzina spotkania już dawno minęła...Ale dotarła...Siostrzeniec też dotarł...Nawet w towarzystwie Dziewczyny...
     W Ślubie nie uczestniczyli...Bo to wbrew...
     W błogosławieństwach nie uczestniczyli...Bo to wbrew...
Ale wesele Im się podobało...
Z resztą...
Robiliśmy wszystko, żeby Im się podobało...
     Na drugi dzień, w ramach "poprawin" zorganizowaliśmy wycieczkę...Wycieczkę totalnie "odjechaną"...Wszystkim ubyło jakieś trzydzieści lat...
     Pan N. znowu się uśmiechał spoglądając na Siostrę...
     I mogłabym uznać tą wizytę za jedno wielkie pasmo szczęśliwości, gdyby nie to, że nie wytrzymała...
     Pakując swoje tobołki wręczyła nam plik "nawracającej" literatury, a na widok Kapliczki z Jezuskiem, którą mamy w przedpokoju, zapytała...
     - A cóż ten facet taki smutny ??
     - On już tak ma...- odpowiedziałam, chociaż na końcu języka miałam całkiem inną odpowiedź...
     To się teraz nazywa "poprawnością polityczną"...
Tolerancja...
     Trzeba tolerować poglądy i przekonania innych, i to, że oni nie tolerują twoich poglądów i przekonań...
Nowa definicja...
     Ale w czasie pożegnania byłam serdeczna...Bardzo się starałam...A fakt, że Celnicy skrupulatnie "przetrzepali" Siostrę Pana N., przyjęłam jako swojego rodzaju, rekompensatę...
No cóż...
Bywam wredna...
     To jednak nie był koniec mojej wredności...
     Kiedy otrzymaliśmy ów list od Szwagra, postanowiliśmy nawiązać kontakt z Siostrzenicą, bo epistoła zawierała kilka bardzo groźnie brzmiących gróźb...
     W necie można znaleźć wszystko, więc i Siostrzenica Pana N. się znalazła...
List zeskanowałam i wysłałam...
Po kwadransie Siostrzenica zadzwoniła...
     - Nie martwcie się...To nic nie znaczy...On ciągle tak grozi, ale jest zbyt leniwy, żeby cokolwiek robić...Mamę poinformuję przy okazji...
     Nie martwcie się ??
Orzesz...(ko)...
Już kiedyś słyszeliśmy podobne zapewnienia...
     Po tygodniu przyszedł kolejny sms od Szwagra...Potem następny...I następny...
Mieliśmy dość tego "bezpieczeństwa" i "nie martwienia"...
Poproszona o kontakt Siostra Pana N. oddzwoniła...
     - Zrobisz coś z tym ?? - zapytałam bez zbędnych serdeczności...
     - Ale co ?? Ja chcę tylko spokoju !! Niech On się ode mnie odczepi !! - usłyszałam...- Rozwodzić się nie będę, bo muszę chronić Dzieci i nie mam zamiaru patrzeć na Niego nawet na sali sądowej...
Ło Matko i Córko...
Kosmos...
     - Całe życie traktowaliście mnie jak gówno i teraz też mam po Was sprzątać ?? Mam totalnie w tyłku, co zamierzasz zrobić !! Macie się zbiorowo ode mnie odchrzanić !!- gejzer mojego słowotoku wybuchł...
     Mój język niestety nie był tak cywilizowany jak przedstawiłam...
W słuchawce zapanowała cisza...
     - Ale...- rozpoczęła zdanie Siostra Pana N. ...
     - Na "ale" miałaś czas przez trzydzieści lat, czas się skończył...Oczekuję reakcji i spokoju, bo wyobraź sobie również mam Rodzinę, również mam Dzieci...I nie zamierzam uczestniczyć w cudzym życiu, tylko dlatego, że taki masz kaprys...
     To była furia...Ślepa furia...Niewiele takich furii w życiu doświadczyłam...
Całe życie byłam zła, więc mogłam być tą złą...
Całe życie byłam wredna, więc mogłam dosięgnąć szczytu wredoty...
Całe życie nosiłam Ich w "garbie" i nagle zapragnęłam się wyprostować...
Taki mój kaprys...
     Oczywiście, skrupulatnie poinformowałam Pana N. o przebiegu dysputy, żeby znowu "ktoś, gdzieś" nie usiłował wbić nam klina...
     - Nareszcie !! - skwitował...- Siebie są warci !! A jak gówno traktują nas zbiorowo, nie tylko Ciebie...
To prawda...
     Po zaślubinach Pierworodnego, kiedy Młodzi dopiero co wrócili z podróży poślubnej, dostałam informację od Znajomej, że na FB Siostrzeniec właśnie ogłosił, że się ożenił i oczekuje potomka...
Na FB ??
Informacja nas poraziła...
     To jesteśmy Rodziną, czy nie jesteśmy ?? A jeśli nie jesteśmy, to kim dla Nich jesteśmy ?? Bo obcych Ludzi powiadomili...
     Może Rodziną jesteśmy tylko dla Szwagra ?? I to tylko kiedy jest nieźle wstawiony ??
Ale ponoć Szwagier to nie Rodzina...
Więc ??
     Może tą "Puszkę Pandory" sami żeśmy sobie zgotowali, kierując się młodzieńczymi uniesieniami i wspomnieniem braterskiej miłości Pana N. ??
     - Napisz o tym...- poprosił Pan N. ... - Może komuś to pomoże...
     - To jeszcze zbyt wielka zadra w serduchu...- próbowałam oponować...
     - Napisz...Bo wiesz...Tam gdzieś, w środku, to ja Ją ciągle kocham...- wyznał...
Zachichotałam...
     Czyli jednak Rodzina ??


P.S. Czy ciąg dalszy rodzinnej zawieruchy nastąpi ?? Nie wiem...Ale moja opowieść kończy się w tym momencie...

piątek, 10 czerwca 2016

Puszka Pandory...cz.13

     Czy mogło wydarzyć się jeszcze coś złego ??
     Wtedy zakładaliśmy, że ścieżki zostały wyprostowane...Zakręty pojawiły się, kiedy dotarła do nas informacja, że Siostra Pana N. zaczęła "ściągać" Rodzinę...
Najpierw Syna...Potem Córkę...Na końcu Męża...
     Jak dwie pierwsze "opcje" były dla nas zrozumiałe, tak tej ostatniej pojąć żeśmy nie umieli...
     Żyli "jak pies z kotem", konflikty były częstsze niż śniadania, Ich małżeństwo trwało jedynie siłą "odśrodkową"...To po co Go ściągała ??
     No cóż...Wielu rzeczy w Ich życiu nie pojmowaliśmy...Ta widocznie była następna...
     Kiedy przybyli w odwiedziny, byliśmy miło zaskoczeni...
     Dogadywali się nieźle...Opowiadali anegdotki z życia "na obczyźnie"...A nawet usłyszałam z ust Siostry Pana N. pierwszy w życiu komplement...Pierwsze życzliwe słowa...
     "Zawsze dobrze gotowałaś"...
Ło Matko i Córko...
Jak te słowa w ramkę oprawić ??
     Ale ta wizyta ogromnie podbudowała nasze dusze...
     Niech będzie nawet na końcu Świata...Ale nadzieja znowu się obudziła...
Bo nadzieje już takie wredne bywają...
     Pan N. zadzwonił w Sylwestra...Podkusiło Go...
     - Najlepszego Siostra !! - wykrzyczał entuzjastycznie do słuchawki...
     - Ja nie obchodzę takich Świąt...- usłyszał w rewanżu...
     - A co słychać poza tym ?? - zapytał, chociaż zawsze twierdziłam, że czasem trzeba ugryźć się w język...
     - Odeszłam od Męża...Szukam pracy...Wystąpiłam do Policji o zakaz zbliżania się...Córka też wystąpiła...Nie wrócę już do Kraju... - tak to w skrócie wyglądało...
Zabawa wywietrzała nam z głów...
     Kolejny "zawrót głowy" ??
     Przecież dopiero dwa miesiące temu była sielanka...
Nie ogarniamy tego...
     Do całego ogromu własnych problemów dostajemy bonus...Kolejne problemy Siostry Pana N. ...
     - Jeśli byś potrzebowała naszej pomocy, miejsca na Ziemi, to u nas zawsze je znajdziesz...- słyszę głos Pana N. ...
Znowu myśli sercem...
Wymiękam...
Pan N. się rozłącza, a ja spokojnym, wyważonym głosem komunikuję...
     - Jeśli kiedykolwiek Twoja Siostra z nami zamieszka, ja się wyprowadzę...Jestem już za stara na takie rewolucje...
Milczymy...
     Kolejny raz udało się Im wtargnąć z "buciorami" w nasze życie...
     Kolejny raz "światełko w tunelu" okazało się "nadjeżdżającym pociągiem"...
     Ile tych "kraks" jeszcze zaliczymy ??
     Teraz już nie mamy złudzeń, że to koniec rodzinnej zawieruchy...
Szwagier rozpoczyna walkę...
     Najpierw usiłuje zdobyć adres Żony, nękając Córkę...Efektem są kolejne zgłoszenia na Policję...Próbuje z Synem, ale ten z miejsca przechodzi do "rękoczynów", więc Szwagier nie ma szans...
Ma kolejny powód, żeby sięgać po alkohol, więc w krótkim czasie traci pracę, a to powoduje utratę mieszkania...Wraca do Kraju...
Tego wszystkiego dowiadujemy się z rozmów telefonicznych z Siostrą...
     - Jesteście bezpieczni...Usunęłam z domu wszystkie notesy z numerami telefonów, a adresu do Was nie zna...- pociesza nas Siostra Pana N. ...
     Pan N. instaluje w naszych drzwiach dodatkowe zabezpieczenie, a ja wychodząc z klatki schodowej rozglądam się uważnie...
Nie wierzymy w zapewnienia o "bezpieczeństwie"...
     Po kilku tygodniach dzwoni telefon...
     - To ja...Poznajesz ?? - słyszę w słuchawce znajomy głos Szwagra...
     A potem następuje opowieść, której nie chcę wysłuchiwać, którą usiłuję przerwać...
     - Całe życie na nich pracowałem !! - słyszę wyrzuty...- Teraz jestem niepotrzebny ??
Jest pijany...
Monolog ciągnie się długo...
Kiedy przerywa na chwilę, udaje mi się rzucić kategorycznie...
     - To jest służbowy telefon i nie życzę sobie, żebyś kiedykolwiek jeszcze dzwonił na ten numer...Nie życzę sobie również mieszania mnie i mojej Rodziny w Wasze sprawy...Jak wytrzeźwiejesz to przemyśl to...Jestem dla Ciebie obcym człowiekiem, którego nękasz...
     Przemyślał...
Nigdy więcej nie zadzwonił na ten numer...
Zaczął wysyłać sms-y...
Sms-ów nie zabroniłam...
Domaga się jednego...Adresu swojej Żony...
My go nie znamy...
Przysłał też list...
Adres był błędny...Fakt...Ale po perturbacjach dotarł do nas...
Był wstrząsający...
Wszystko ma w życiu dwie strony...
     Wtedy zadzwonił na moją prywatną komórkę...
     - Dostaliście mój list ?? - zapytał...
     - Nie...- skłamałam...
     - Podajcie mi Jej adres !! - żądał...
     - Nie znam adresu do Twojej Żony !! Rozumiesz ?? - próbowałam dotrzeć do Jego świadomości...
     - To przekażcie Jej mój list...
Perpetuum mobile...
     - No to nieźle pousuwała numery i adresy...- skwitował Pan N. ...
Każdy sygnał przychodzącego sms-a zaczął mi działać na nerwy...

cdn ...

środa, 8 czerwca 2016

Puszka Pandory...cz.12

     Proceder "cywilizowania" Siostry Pana N. trwał rok...Miała już gustowną fryzurkę...Robiła makijaż do pracy...Jej ciuchy też się zmieniły...
Pan N. rzeczywiście zyskał spokój, widząc w Niej dawną Siostrę...
     Nie...Nie dotrzymała słowa...
     Ciągle zauważałam w firmie jakieś elementy "niezbędne" do nawracania...
Ale bagatelizowałam to...
W końcu na tym polegała Jej wiara...
Dokąd inni Pracownicy nie wnosili sprzeciwów (byli przeze mnie uprzedzeni), to widocznie "granicy" nie przekroczyła...
     Po roku postanowiliśmy zamknąć tą część firmy i zainwestować w nasze marzenie...Sklep komputerowy z serwisem...
Każdy z Pracowników miał już nowy etat...
Siostra Pana N. też...
Miała pomagać Panu N. w serwisie komputerowym...Przecież to była Jej pasja...
     Odwoziliśmy Ją właśnie do domu, kiedy "ni z gruchy, ni z pietruchy" oświadczyła:
     - Wiesz...Z Tobą to ja bym nie mogła dłużej pracować...Masz bardzo duże wymagania...- no to się dowiedziałam...
     Pan N. tylko przygryzł wargę...
     Ja ubrałam na twarz uśmiech życzliwości numer siedem (to od pewnego osła Pana Adamsa - film taki był) i usiłowałam dojechać na miejsce bez "eksplozji"...
Drogę powrotną przebywaliśmy w milczeniu...
     - Ja Cię bardzo przepraszam...- wyszeptał w końcu Pan N. ...
     - No to teraz musisz się zatrzymać...- odpowiedziałam...
Prośba, jak na mnie była niecodzienna...Ślubny posłuchał...
I być może ktoś z Was to widział...
     Na poboczu drogi krajowej stał samochód...W samochodzie siedział przerażony Kierowca...A na poboczu energicznie maszerowała Kobieta...Raz w jedną, raz w drugą stronę...Machała zamaszyście rękami...Wrzeszczała niesamowicie...A z oczu ciekły Jej łzy...
     Tak odreagowałam ten rok...I te przeprosiny...
Kiedy już całkiem z sił opadłam, mogliśmy kontynuować podróż...
     - Jak jeszcze kiedyś wpadnę na równie głupi pomysł, to weź młotka i mnie dobij...- podsumowałam...
     Ale współpraca z Panem N. też się Jego Siostrze nie udała...
     Kilka komputerów, które zawiózł Jej do naprawy, wróciły w takim samym stanie jak wyjechały...Poza jednym...Ten wrócił w gorszym stanie...
Przez kilka nocy Pan N. "gonił" terminy...
     Ale w ogólnym rozrachunku wygraliśmy ten pojedynek...Doprowadziliśmy do tego, że Siostra Pana N. się przebudziła...
     W czasie kolejnej wizyty, okazało się, że poszukała pracy...
     Może to nie był jakiś szczyt ambicji, ale wychodziła z domu, przebywała między Ludźmi, znalazła cel...
     Dla nas światełko nadziei znowu rozbłysło w tym "rodzinnym" tunelu...
     Potem wyjechała "na zachód" za pracą, co przyjęliśmy z prawdziwym entuzjazmem...
     Szwagier ciągle walczył z "Onymi" i systemem, który nie chciał przyznać Mu "rentki"...

cdn ...

poniedziałek, 6 czerwca 2016

Puszka Pandory...cz.11

     Przyjechali z rewizytą...
     Widok naszego "M", które było według Szwagra, taką budowlaną niedoróbą, zrobiło na Nim niezłe wrażenie...Z każdym krokiem stawał się coraz bardziej milczący...
     Nie, nie było w nim "przepychu" i "bogactwa", do dzisiaj nie ma...Wtedy każdy grosz inwestowaliśmy w Dzieci i w siebie...Teraz inwestujemy w to, żeby na starość nie być ciężarem dla Dzieciaków...Nasze podejście do życia nie zrobiło na Nich wrażenia...
     Siostrze Pana N. na chwilę rozbłysły oczy, jak zaczęłam opowiadać o Ślubnym...Że zdecydował się kształcić...Że był prawdziwym Prymusem...Że awansuje w pracy...Że niewiele mamy czasu dla siebie pracując na kilku "etatach"...
     Szwagrowi oczy rozbłysły, kiedy zobaczył "plac zabaw", czyli nasz barek..."Pięciolatek w piaskownicy"...
     Siostrzeniec z Pierworodnym wsiąknęli w kompa...Okazało się, że mają podobne pasje...
     Siostrzenica siedziała jak nieobecna...
     I znowu omijaliśmy wszystkie drażliwe tematy...Znowu, nasza szczerość dobijała do "muru" i wycofywała się spłoszona, że coś może zepsuć...
     Zrozumieliśmy, że czternaście lat to zbyt długo...Może być "poprawnie", ale już nie będzie "dobrze"...Chociaż właściwie "dobrze" nie było nigdy...
     My ciągle patrzyliśmy oczami nastolatków...
Ale spotkania rodzinne odbywały się regularnie...
     Kiedy wracaliśmy z jednego z nich, Pan N. opowiadał o swoich odczuciach...
     - Już Jej chyba z tego nie wyrwiemy...Ona nawet nie zauważa, że można inaczej...
Cierpiał...
Kochał i cierpiał...
     - A jakbym Ją zatrudniła ?? - rzuciłam nieśmiało...
     Cud boski, żeśmy w rowie nie wylądowali, bo Pan N. właśnie prowadził "Dropsa"...
     - Poproszę o pomoc...Że już nie wyrabiam...Przyjedzie dwa-trzy razy w tygodniu do firmy, jakieś słupki dam Jej do liczenia...Na wypłatę wystarczy z tych "małych kontraktów"...My nie zbiedniejemy, a Ona wróci między Ludzi...No i zawsze to jakieś pieniądze...- przedstawiłam plan, który od jakiegoś czasu błądził mi po "makówce"...
     - Mogłabyś ??!! - szok Pana N. był wielki...
     - A będziesz spokojniejszy ?? - odpowiedziałam pytaniem...
Tylko się uśmiechnął...
     Plan dopracowaliśmy "na dwie głowy"...
Pan N. miał się nie wtrącać...
Ja postawiłam tylko jeden warunek: "Zero dyskusji religijnych w pracy"...
     Kiedy po "pierwszej wypłacie" wracałam z firmy do domu, nie mogłam się doczekać widoku "miny" Pana N. ...
     - Była u fryzjera !! - zakomunikowałam zaraz za progiem...
Nasza radocha była ogromna...
     Z każdym dniem widzieliśmy jak się "budzi" do życia...Jak Jej oczy nabierają blasku...
     To nie była łatwa współpraca...
     Te "słupki" nie były mi do niczego potrzebne...Ale przez kilka godzin w tygodniu siedziałam z Nią i analizowałam...Czasem musiałam skrytykować (własny Autorytet z młodości??)...Czasem musiałam znaleźć powód do pochwały...Jak to w firmie...
     Po kwartale postanowiliśmy wciągnąć w "eksperyment" Szwagra...
     Przyjechał...Ocenił zadanie...Stwierdził, że to "kwadrans roboty"...I pojechał zakupić niezbędne "części"...
     Tym razem ponieśliśmy klęskę...
     Poza tym, że Szwagier "dyndał" na drabinie przez kilka godzin, efektów nie było żadnych...
Był na nas wściekły...
Wymiana kilku elementów instalacji przerosła Jego możliwości, a my "pokazaliśmy to Światu"...
Rachunek jaki nam za swoje starania wystawił, był niewspółmierny...
     - Za taką kasę to byśmy wymienili instalację w całym budynku...- wymruczał wieczorem Pan N.
     - Nie marudź !! Czegoś nas nauczył...- próbowałam zbagatelizować sytuację...
     - Oooo, tak !! Że Szwagier znacznie przecenia nasze możliwości finansowe !! - wyrzucił z siebie Ślubny...
     To stwierdzenie tak nas rozbawiło, że ryknęliśmy śmiechem, a nasze Dzieciaki przekonane, że świetnie się bawimy, wyskoczyły ze swojego pokoju...
     - Co jest ?? - zapytał rzeczowo Pierworodny...
     - Macie durnych Rodziców...- poinformowałam ocierając łzy śmiechu...
     Na skróconą wersję faktów, Dzieciaki zareagowały kiwaniem głowami...Pewnie z ubolewaniem...
My chyba rzeczywiście normalni nie jesteśmy...

cdn ...

sobota, 4 czerwca 2016

Puszka Pandory...cz.10

     Czekaliśmy czternaście lat...
Po czternastu latach po prostu zadzwonił telefon...
     - To ja...- usłyszałam w słuchawce głos Siostry Pana N.
     - Witaj...Co słychać ??- odpowiedziałam zaskoczona...
     - Młody stwierdził, że już czas , żebyśmy się spotkali...- zaproponowała...
     - Głupi nie jest...- wypsnęło mi się...
Uzgodniłyśmy szczegóły...Podała Ich nowy adres...
     Byliśmy w szoku...My i Dzieciaki...Hmmm...Raczej Młodzież...
Pierworodny był Maturzystą...Córka Licealistką...
Ale prawdziwy szok dopiero nas czekał...
     Mieszkali w "trudnej" dzielnicy...Mieszkanko sami nazywali "gołębnikiem"...Dostali je po eksmisji z tamtej kamienicy do rozbiórki...Nikt by dzieci na bruk nie eksmitował...W kategorii maleńkości, mieszkanko wiodło niepodważalny prym...Dziupla...
     Siostra była bezrobotna bez prawa do zasiłku...Szwagrowi pozostały jeszcze dwa miesiące świadczenia...Siostrzenica studiowała zaocznie i pracowała jako sekretarka...Siostrzeniec kończył jakiegoś "mechanika"...
     Córka spojrzała na nas z przerażeniem, bo nigdy dotąd nie była w tak zaniedbanym lokum...Pierworodny jakoś sobie poradził...Wymiękł dopiero kiedy Siostrzeniec zwrócił się do swojej Matki:
     - Foka, podasz mi ciasto...
Ja też wymiękłam...
     Na placu boju pozostał Pan N., który trzymał fason...
Ale i na Niego przeszedł kres...
     Siostra Pana N. postawiła wino,  Szwagier przygotował kieliszki...Siostrzenica i Siostrzeniec obrócili swoje lampki, zanim umoczyliśmy usta...
To powaliło Pana N. ...
U naszych Dzieciaków stan szoku się pogłębiał...
     A potem zaczęliśmy rozmawiać...Spokojnie...Delikatnie...Tak jakbyśmy wszyscy byli "chorzy"...
Newralgicznych tematów unikaliśmy chyba podświadomie...
     Ale za to, dowiedzieliśmy się, że za wszystkimi Ich porażkami stoją "oni"...
Siostrę Pana N. zwolniono z pracy, nie dlatego, że nie inwestowała w siebie i pozostała na etapie "Odry", kiedy zaczęły "rządzić" PC-ty (była Elektronikiem i Informatykiem)..."Oni" zwolnili Ją za "religię"...
Szwagier nie stracił pracy, bo był kiepskim fachowcem, ale dlatego, że "Oni" sprywatyzowali firmę...To, że w prywatnych firmach też potrzebni są pracownicy, zbył milczeniem...Milczeniem zbył również moje pytanie, czy czegoś szuka...
     - Jeszcze dwa miesiące mam zasiłek...
Eureka !!
     To były czasy, kiedy my zaiwanialiśmy na trzech etatach każde...
Ale my interesowaliśmy Ich niewiele...
     Przyjechaliśmy wysłuchać, jak "oni" niszczyli Im życie..."Oni" nie dali Im porządnego mieszkania..."Oni" pozbawili Ich pracy..."Oni" zabrali zasiłki..."Oni" nie chcą dać Im rent (nie byli chorzy, mieli "papiery")..."Oni" przeprowadzili denominację i spowodowali, że Ich majątek "zniknął"...
     W drodze powrotnej Córka zapytała:
     - Kto to są Ci "Oni" ??
Ryknęliśmy takim śmiechem, że nawet się na nas obraziła...
     - "Oni" to my wszyscy...- ratował sytuację Pierworodny...
Wizyta zrobiła na Dzieciakach spore wrażenie...Na nas też...
     Wieczorem, mój Ślubny zapytał:
     - Gdzie jest moja Siostra ?? Przecież Ona była wykształconą, zaradną, pełną życia Kobietą !!
     - Gdzieś tam, w środku...- odpowiedziałam...
     Obudziła się nadzieja, że te milczące czternaście lat, to było to "złe", teraz miało być lepiej...

cdn ... 

czwartek, 2 czerwca 2016

Puszka Pandory...cz.9

     - O co chodzi ?? - naiwnie zapytał Pan N., bo ja już wolałam się nie odzywać...
     - Zmieniam wiarę, katolicyzm jest zakłamany, Księża to złodzieje, a prawda jest tylko w Piśmie Świętym...
     To mogliśmy przełknąć, bo świadoma zmiana Religii jest naturalna, a nasze podejście do Kościoła jako do organizacji, było już wówczas bardzo sceptyczne...No i tłumaczyło to niechęć do biednego, Świętego Mikołaja...
     - Teraz już nie jesteś moim Bratem...Wszyscy Ludzie to Bracia i Siostry... - Siostra Pana N. kontynuowała wywód...
Odruchowo spojrzałam na Pana N. ...
Był przezroczysty...
     - Nie rozumiem...- wydukał głuchym głosem...
     - Pokrewieństwo nie ma znaczenia, nie jesteś już moim Bratem w takim sensie jak dotychczas...Na groby Rodziców też już nie będę chodzić...Nie będę sprzątać...Nie będę stawiać zniczy...Tam Ich nie ma...
     Z trudem przełykałam ślinę...Z trudem oddychałam...
     Pan N. miał podobne problemy...
     Skoro we mnie to tak walnęło, to jak walnęło w Niego ??
Zaczął zadawać pytania...Usiłował zrozumieć cokolwiek...
Z każdą chwilą coraz bardziej zapadał się w sobie...
Ja siedziałam ogłuszona...Szwagier milczał...
A kiedy na zegarze wybiła 21-wsza...
     - Nie możecie zostać u nas na nocleg, to by się mogło źle skończyć...-zakomunikowała Siostra Pana N. ...
Ubieraliśmy się w milczeniu...
     Był grudzień...Ostatni pociąg do Zaścianka odjechał dwadzieścia minut temu...Ojciec o tej porze już jest zapewne "zalany", więc do Jego mieszkania się nie dostaniemy...Syn ma cztery lata...Córka prawie rok...Temperatura znacznie niżej zera...
     Dopiero za bramą odzyskaliśmy głosy...
     - Co teraz ?? - zapytałam...
     - Ciotka ?? - zaproponował Pan N. ...
No nieźle...
Władujemy się schorowanej Kobiecie w nocy, z dwójką dzieci...
Chyba już gorzej być nie mogło...
     - Czy Ty to słyszałaś ?? - zapytał Pan N. kiedy prawie biegiem gnaliśmy do Ciotki...
     - Słyszałam...Ale nie ogarniam...Musimy to wszystko przeanalizować...Może Ciotka coś wie...- usiłowałam Go uspokoić...
     Ciotka na nasz widok przeżyła ciężki szok...Wujek też...I Kuzynka...
Ale uratowali nas od dworcowego noclegu...
I dobrze kombinowałam, że Ciotka coś musiała wiedzieć...
Wiedziała...Mało tego...Była już nawet "nawracana"...
     My kipieliśmy emocjami...Ciotka usiłowała nas uspokoić...Chociaż sama nie do końca była przekonana do używanej argumentacji...
Przetrwaliśmy noc...Rano ruszyliśmy do domu...
Całą drogę analizowaliśmy każde słowo Siostry Pana N. ...Każdy Jej gest...
     - Sami tego rozumem nie ogarniemy, musimy poszukać pomocy...- postanowiliśmy zgodnie...
     Ale jeszcze tego samego wieczoru ściągnęłam z półki Pismo Święte i zaczęliśmy czytać...Czytać i szukać...Szukać odpowiedzi...Szukać tego jednego akapitu, w którym jest mowa o tym, że trzeba się wyrzec Brata...Że trzeba zapomnieć o Zmarłych...
     Na drugi dzień poszłam porozmawiać z naszym Proboszczem...
Wysłuchał mnie i spojrzał smutno...
     - A będziecie w stanie z tym żyć ?? - zapytał...
Przed oczami zobaczyłam zrozpaczoną twarz Pana N. ...
     - Nie miała oparcia kiedy była w rozpaczy, więc złapała pierwszą, wyciągniętą dłoń...- tłumaczył...
Więc nasz lęk o Siostrę Pana N. po śmierci Teściów był uzasadniony...
Ale Proboszcz nie udzielił mi żadnych odpowiedzi na nasze pytania...
     W drodze z Kościoła wstąpiłam do Znajomej, o której wiedziałam, że jest Świadkiem...
     - Niech Pani przyjdzie do nas na herbatę...Potrzebujemy kilku odpowiedzi...- prosiłam obcą Kobietę...
     - Mogę przyjść z pewną Panią...Ona wie wiele więcej...- uzyskałam zgodę...
     W oczekiwaniu na te odwiedziny, przez kilka wieczorów czytaliśmy Pismo Święte...Na głos, żeby łatwiej było zrozumieć...Analizowaliśmy każdy wers...
Przyszły w środę...To były długie cztery dni oczekiwania...
     Okazało się, że Panią, która "wie więcej" znamy lepiej niż ową Znajomą...Pracowała z Panem N. ...
     - My nie chcemy zmieniać naszej wiary...Chcemy się dowiedzieć na czym polega Wasza...Czym się różni...Dlaczego rodzony Brat przestaje być Bratem...Dlaczego nie możecie chodzić na cmentarze...
Owa Pani patrzyła na nas jak na zjawy...
     - A kto Wam takich głupot nagadał ?? - zapytała, jak już wyrzuciliśmy wszystko z siebie...
Przyszedł czas na wyjaśnienia...
Pani zaczęła się uśmiechać...
     - U Was się to nazywa, że ktoś jest bardziej papieski niż sam Papież...- skwitowała...
     I zaczęła wyjaśniać każdą z naszych wątpliwości...Odpowiadać na każde z pytań...
     - Tak bywa, że Osoby przystępujące do Świadków nagle odkrywają prawdę i wydaje się Im, że pojęli wszystko...Pokora i wątpliwości przychodzą z wiedzą...Musicie być cierpliwi...Poczekajcie...Kiedy Siostra posiądzie więcej wiedzy, wtedy zrozumie każde z tych słów...Jeśli chcecie to poproszę, żeby ktoś ze starszyzny z Nią porozmawiał...
     Nie chcieliśmy...Kłopotów nie potrzebowała...
Zaczęliśmy oddychać spokojniej...
Możemy poczekać...
     - A może jednak rozważycie przystąpienie do naszej wspólnoty ?? - zapytała Pani "od wiedzy" na pożegnanie...
     - Dziękujemy...Nam jest dobrze z naszym Bogiem...- odpowiedzieliśmy z uśmiechami...
     Pan N. odzyskał nadzieję...

cdn ...

wtorek, 31 maja 2016

Puszka Pandory...cz.8

Równo rok później...
     - Dostaliśmy mieszkanie !! - wykrzyczeliśmy z entuzjazmem w zdziwione oblicze mojego Ojca...
     - Uwierzę jak klucze zobaczę...- sceptycyzm wyciekał z każdej litery...
A przecież, pośrednio, to była zasługa Ojca...
     To On namówił Pana N. do zmiany miejsca pracy, nawet pojechali we dwóch dowiedzieć się o warunki...(Pan N. pisał podanie o pracę wkładem do długopisu na masce samochodu...)
Sama płaca była dla nas oszałamiająca...Perspektywę  własnego "M" też traktowaliśmy sceptycznie...
Teraz przybiegliśmy z nowiną do Rodziców...
     Teść skwitował to dosadnie, chociaż też nie dowierzał...
     - No to Szwagra szlak trafi...
Tego nie braliśmy pod uwagę...
     Szwagier był Budowlańcem...Pełny wkład na mieszkanie mieli już dawno na "książeczce"...
W ogóle, w porównaniu do nas "mlekiem i miodem" opływali...My z wielkiej biedy wychodziliśmy drobnymi kroczkami...Jak wiele młodych małżeństw w tamtych czasach...
Moją książeczkę mieszkaniową, ze skromnym stanem, Mamciaśka zamieniła na kilka, a może kilkanaście butelczyn...
Ale czy to teraz było ważne ??
     Teraz mieliśmy zaklepany przydział na nasze "M"..."M" idealne...Pan N. wylosował dla nas właśnie takie...Idealne...Wymarzone...Którego plan mieliśmy od roku rozrysowany w starym zeszycie...
Szok Rodziców był dla nas zrozumiały...
     Jeszcze trzy lata temu nie mieliśmy szans na nic...W spółdzielni mieszkaniowej określono perspektywę na dwadzieścia osiem lat...
Ale prawdziwego szoku doznaliśmy my, po powrocie na kwaterę...
     - Była Siostra ze Szwagrem...- poinformowała nas Sąsiadka...- Zaraz jak wyszliście...Powiedziałam, że poszliście Rodzicom powiedzieć o mieszkaniu...Szwagier tak w miejscu zawrócił, że walną głową w tą belkę co na schodach wystaje...Nawet myślałam, że sobie głowę rozbił, bo poszło echem po suficie...Może ja źle zrobiłam, że powiedziałam ??
Aż nas zamurowało...
Teść chyba miał rację...
     Uspokoiłam Sąsiadkę, bo Dziewczyna w ciąży była, i ogromnie się wszystkim przejmowała...
     - Oni nie wyglądali na szczęśliwych...- oznajmiła nam na pożegnanie...
Spojrzeliśmy na siebie z Panem N. ...
A już było tak spokojnie...
Echhh...
     Ale kolejna wojna przeszła bokiem...Przez kilka dni byliśmy zajęci formalnościami i zakupami, bo zaprezentowane Ojcom klucze, i wpisy do dowodów osobistych zaowocowały darowiznami, które zamieniliśmy, na wystane przez dobę meble do kuchni i meblościankę...Nawet nie wiedzieliśmy co było w paczkach...
     Te kilka dni było zbawiennych, bo emocje Szwagra opadły...Siostra Pana N. też chyba przełknęła tą "pigułę"...Wydusili z siebie gratulacje...Nie, żeby zaraz jakiś entuzjazm został nam okazany, ale było przyzwoicie...
Odwet Szwagier wziął przy pierwszej wizycie...
     - Stolarkę macie krzywą...Ściany pionu nie trzymają...Podłoga źle położona...Ja się Wam dziwię, żeście takiego knota przyjęli...Ja bym nie przyjął...
I wyobraźcie sobie, że rzeczywiście nie przyjął...
     Niedługo po tej naszej wielkiej radości, Szwagier otrzymał przydział na spółdzielcze "M4", ale w czasie oględzin wykrył tyle "braków", że odmówił przyjęcia...Drugiego też nie przyjął...Więc nie załapał się na ostatni blok jaki budowała Jego firma...A potem był 1989 rok i wszystko się zmieniło...
     Czy byli bezdomni ??
     Nie...Mieli piękne mieszkanie, w niezłym punkcie...Ale mieszkanie miało jeden minus...Było własnością Babci Szwagra (to Ona Go wychowywała), a Babcia miała pewną przypadłość...Genetyczną wredotę...Przynajmniej w stosunku do Siostry Pana N. ...
     Ich małżeństwo ciągle było "na zakręcie", a Babcia była jednym z takich "zakrętów"...
     My "zaszyliśmy" się w naszym Zaścianku...Tutaj "kąsanie" już tak nie bolało...A odległość od rodzinnego Miasta była świetnym "bezpiecznikiem" przed Rodziną...
A że zaraz po zasiedleniu na Świat przyszła nasza Córcia, więc mieliśmy świetny pretekst, żeby trochę się odseparować...
     Szczęśliwe lata ??
     Bynajmniej...Los nam wtedy wystawił rachunek hurtem, za to że zyskaliśmy odrobinę spokoju...
     Nagle zmarła Mamciaśka, co przyspieszyło poród Córci i doprowadziło, i Ją, i mnie, na próg życia...Potem na tym progu stanął Pierworodny...Potem zmarł Bieszczadzki Dziadek, a zaraz za nim Babcia...Idiotycznemu wypadkowi uległ Bieszczadzki Wujek i też zmarł...Potem zmarła nagle Teściowa...A rok po Niej Teść...Wszytko w półtora roku...
     Zaczęłam się bać, kiedy Sąsiadka pukała z informacją, że jest do nas telefon...
Pogrzebowa trauma nas przydusiła...
     W dzień chodziliśmy jak zombi...Po nocach płakaliśmy, albo gadaliśmy godzinami, żeby zrzucić smutek...
     - Boję się o Siostrę...- wyznał pewnej nocy Pan N. ..
     - Wiem...Ona została z tym sama...Wątpię, żeby Szwagier rozumiał...- też się bałam...
     Ale kiedy jechaliśmy do Nich przed Świętami Bożego Narodzenia, nawet przez myśl nam nie przeszło, że zastaniemy właśnie to...
     Od roku mieszkali w innym mieszkaniu...Zasiedlili pustostan przeznaczony do rozbiórki...Ogromne dwa pokoje z kuchnią w starej kamienicy...To chyba miało uratować Ich małżeństwo...
     - Dzieci nie przyjmą tych bombonierek... - poinformowała nas Siostra, kiedy usiłowaliśmy obdarować Siostrzenicę i Siostrzeńca...
     - Dlaczego ??- zapytałam naiwnie...
     - Nie ma Świętego Mikołaja...- usłyszałam odpowiedź...
Orzesz...(ko)...
     - To wyrzuć opakowanie, a czekoladki możecie zjeść...- podsuwałam rozwiązanie...
     - Nie możemy !! - sprzeciw był kategoryczny...
Poczułam się jak intruz...Pan N. też nic nie rozumiał...
     I wtedy zauważył mały kartonik, leżący na półeczce...
     Zaproszenie na chrzest Świadków Jehowy...
Kolana się pod nami ugięły...
Ale najgorsze było dopiero przed nami...

cdn ...

niedziela, 29 maja 2016

Puszka Pandory...cz.7

     Końcówka września była wyjątkowo zimna i deszczowa...A my codziennie maszerowaliśmy ulicami rodzinnego Miasta i szukaliśmy kwatery...Ja znalazłam kilkanaście...Pan N. znalazł kilka...Na widok wózka z dzieckiem wszyscy zamykali nam drzwi przed nosem...
Może dobrze, że tak padało, bo nie musiałam ukrywać łez...Po prostu sobie spływały...
     - Dziecko...Dlaczego płaczesz ?? - zapytała mnie Staruszka, do której zapukałam z pytaniem o kwaterę...
I wtedy, pierwszy raz w życiu nerwy mi puściły...
Obcej Kobiecie opowiedziałam wszystko...
     Pan N. z Pierworodnym w wózku stali na deszczu, a ja wyrzucałam z siebie całą nagromadzoną gorycz i żal...
     - Mam pokoik...- wyszeptała Staruszka...
Nie dotarło to do mnie...
     - Mam pokoik...Nie płacz...Jeśli chcecie, zamieszkajcie...- powtórzyła...
     Pan N. też nie uwierzył od razu...
     Nie było wody...Nie było łazienki...Piec był dziurawy...Z sufitu sypała się słoma...Okna trzymały się w ramach z przyzwyczajenia...A Sąsiadom za sam wygląd dałabym dożywocie...
To była prawdziwa ruina w jednej z "zakazanych dzielnic"...
Najpiękniejsza ruina...Bo nasza...
Mój Ojciec pomagał nam w przeprowadzce...
Wnosił telewizor...
To że go nie upuścił, sklasyfikowaliśmy w kategorii cudów...Łez nie umiał powstrzymać...
Zobaczył...Postawił telewizor i zwiał...
Chyba był wstrząśnięty...
My byliśmy po prostu szczęśliwi...
     To, że koc powieszony w oknie przymarza do szyb ?? Szczegół...
     To, że kran z wodą był zamarznięty przez całą zimę ?? Szczegół...
     To, że do wychodka trzeba było biegać na podwórko ?? Szczegół...
     Pod oknami mieliśmy ogródek, a gruszki rwaliśmy prosto z drzewa, siedząc na parapecie...
Zaczęliśmy żyć własnym życiem...
     I wtedy Siostra Pana N. znowu uciekła od Męża do Ojca...
Przyszła do nas...Była zrozpaczona...Załamana...Łzy płynęły Jej "Niagarą"...
Wtedy powiedzieliśmy Jej co myślimy...
     "Jesteś wykształcona, masz świetną pracę, jeśli się zdecydujesz odejść na stałe, pomożemy Ci, Dzieci będą miały opiekę, bo i tak siedzę w domu...Ale może najpierw wstrząśnij Szwagrem...Pozew zawsze możesz wycofać..."
     Wysłuchała nas...Kiwała głową ze zrozumieniem...Przyznawała rację...Postanowiła to przemyśleć...
     Po dwóch dniach dowiedzieliśmy się, że wróciła do Męża i z detalami opowiedziała o naszej rozmowie...Tak na zgodę...
Wystawiła nas jak dwie kaczki...
Dobrze, że Szwagier nie polował...
     Czym tłumaczyliśmy to ??
     Miłością...Nic innego nie przychodziło nam do głowy...Tylko miłość może człowieka tak zaślepić...W końcu byliśmy "specjalistami" od miłości...

cdn ...

piątek, 27 maja 2016

Puszka Pandory...cz.6

     Dlaczego tak skrupulatnie wszystko opisuję ?? Bo to wszystko miało znaczenie...Każda obelga była jak część fundamentu, na którym musieliśmy budować nasze życie...
     Ale ograniczę się jedynie do "Puszki Pandory"...Chociaż nie tylko ona waliła nas po łbach...
     Pierwsze rodzinne spotkanie było zaskakująco spokojne...Do Teścia nagle dotarło, że będzie miał Potomka...Takiego prawdziwego...Noszącego Jego nazwisko...
To miało dziwne konsekwencje...
     Teść zaczął o mnie dbać...
     Podsuwał mi "lepsze kąski", wygodniejsze krzesło, a nawet zamykał okno, kiedy skarżyłam się na przeciągi (Teść chorował na astmę, więc w mieszkaniu zawsze miał pootwierane okna)...
Swoim zachowaniem wywoływał szok u własnych Dzieci...
My przyjmowaliśmy to z wdzięcznością...
Siostra Pana N. miała z tym problem...
     Jej małżeństwo już wówczas nie układało się najlepiej...To uciekała od Męża do Ojca...To uciekała od Ojca do Męża...
Szczerze mówiąc, nie mieliśmy pojęcia o co w tym wszystkim chodzi...
Ale przestała bywać u Byłej Dziewczyny...
Co prawda kwartał po naszym ślubie, ale zawsze coś...
Cieszył nas każdy objaw sympatii...
Wtedy, byliśmy przekonani, że Jej zachowania kreuje w jakiś sposób Szwagier...
Nawet "szpile" w rodzaju:
     - Trzymacie się ciągle za ręce jak przedszkolaki...
albo:
     - Jak będziecie tyle po ślubie co my, to przestaniecie się całować publicznie...
Nie robiły na nas wrażenia...Postanowiliśmy być ponadto...
     Byłam w szóstym miesiącu ciąży, kiedy to Ona ogłosiła "radosną nowinę"...
Oczekiwali drugiego dziecka...
     Teść w nerwach (nie akceptował Zięcia w dużo większym stopniu niż mnie),poszedł z wizytą do mojego Ojca...Nawalili się jak "mesershmity" i doszło do rękoczynów...
To była trudna szkoła życia...
     Siostra Pana N. zaczęła oczekiwać względów jakie Teść "okazywał" mnie...
Teść drugą ciążę Córki potraktował jak idiotyzm...
Siedzieliśmy w tym wszystkim po uszy...
     Kiedy urodziłam, zrobiło się jeszcze gorzej...
Teść "oszalał" na punkcie Wnuka...Moi Rodzice też oszaleli...
My, życzliwością i serdecznością, usiłowaliśmy rekompensować Siostrze i Szwagrowi ten wybuch uczuć...
Organizowaliśmy wspólne wypady...Zapraszaliśmy na wspólne imprezy...
Ale ciągle byliśmy na straconej pozycji...
Zawsze było nie tak...
I znowu cała wina spadła na Szwagra...
     Tak się chroni tych, których się kocha, a Pan N. Siostrę kochał...
     Potem Pan N.wyjechał w delegację...
     Zostałam sama z dzieckiem i całym tym bałaganem...
     On pracował po kilkanaście godzin dziennie i brał wszystkie dodatkowe dniówki, żeby więcej czasu spędzać z nami...Ja usiłowałam przetrwać...
Przynajmniej "rozrywki" rodzinne ograniczyły się do moich Rodziców...Niewiele było dni, kiedy oboje byli trzeźwi...Awantury na porządku dziennym...
Od obcej kobiety, na ulicy, dowiedziałam się, że nic nie robię w domu, zaniedbuję dziecko, nawet własnej bielizny nie wypiorę...Źródłem tej wiedzy była moja Mamciaśka...
Poczułam się, jakby mnie ktoś traperem w brzuch kopnął...
     To były długie dwa lata...
     Teść wpadł w "fazę" i raz kochał Pana N., a raz Jego Siostrę...Ja wróciłam na pozycję "tej", albo "onej"...Szwagier miał przypisany epitet...
Jedyną stałość uczuć zyskał sobie nasz Pierworodny...
Ale my nigdy nie wiedzieliśmy co zastaniemy...Miłość, czy nienawiść...
     Po dwóch latach Pan N. wrócił z delegacji...15 lipca...
     22 lipca przeprowadzaliśmy się do Teścia...
Życie pod jednym dachem z moją Mamciaśką stało się niemożliwe...
Życie z Teściem też wydawało się nam niemożliwe, ale bezdomność nie była rozwiązaniem...
     Wytrzymaliśmy dwa tygodnie...Dwa tygodnie z Teściem ?? To było jak zaliczenie korony Himalajów...
     Pan N. wystąpił o przydział kwatery...

cdn ...
 

środa, 25 maja 2016

Puszka Pandory...cz.5

     Pan N. rozpoczyna "igranie z ogniem"...
     Rano jeździ do pracy...Wracając odwiedza mnie w Bibliotece (wiwat miejsca publiczne)...Potem gna do Niej...Wieczorem przychodzi do mnie i kontynuujemy "rozliczenia z przeszłością"...Analizujemy każdy krok...Przygotowujemy się oboje do czekającej nas walki...Potem Pan N. idzie na Dworzec i wsiada do pociągu, żeby dospać do rana wygodniej niż na ławce w parku...
W domu ma dalej "kipisz"...
     Moim Chłopakiem jeszcze nie jest...
     Jej Chłopakiem właśnie przestaje być...
Ciągle się miotamy, bo Ona ma maturę...
Perfidne...
     Mamy miliony wyrzutów sumienia...Emocje nami miotają jak tsunami falami...To się przytulamy rozczuleni...To snujemy najbardziej tragiczny koniec...
     - Porozmawiam z Siostrą...Ona zrozumie...- rzuca pewnego dnia Pan N. ...
Siostra !!
Że też wcześniej nie wpadliśmy na to rozwiązanie...Najprostsze z możliwych...
     Ale nim dochodzi do tej rozmowy, Pan N. ma dość...
Sypia po dwie godziny na dobę...
Stres Go wykańcza...
     - Muszę dzisiaj z Nią porozmawiać...Dłużej nie dam rady...Co Ty na to ?? - ciągle czekał na akceptację...
     - Walczmy...- mówię, chociaż wiem, że to słowo wcale nie odzwierciedla tego, co nas czeka...- Tylko pamiętaj...Od tej chwili mówimy sobie wszystko o wszystkim...Kąsanie będzie bolesne...
     Poszedł...
To były bardzo długie dwie godziny mojego życia...
Wrócił roztrzęsiony...
Siadł koło mnie, wziął mnie za rękę i siedzieliśmy w milczeniu...
Po bardzo długim czasie powiedział:
     - To chyba będzie trudniejsze niż sądziliśmy...
Miał rację...
Poszliśmy na wojnę z całym naszym Światem...
Walnęliśmy "atomówką", a fala uderzeniowa była przed nami...
     W ciągu doby straciliśmy wszystkich "Przyjaciół"...Poza Jednym...
     W ciągu doby Sąsiedzi przestali odpowiadać na moje "dzień dobry"...
     W ciągu doby moja Mama przestała się do mnie odzywać, a Ojciec skwitował sytuację "po moim trupie"...
Autentyczne podżeganie do przestępstwa...
     W ciągu doby Siostra Pana N. stanęła na Jego progu...Z pretensjami...
     Kazała Mu kupić bukiet kwiatów, iść przeprosić i wrócić do Niej, bo ja jestem zwykłym "k...szonem"...
     I chociaż wydawało się nam to niemożliwe, nawet Ojciec Pana N. wyraził sprzeciw...
Okazałam się złem wcielonym...
     Była Dziewczyna przesłała Panu N. rachunek z wyliczoną, ogromną rekompensatą, za zjedzone przez Niego posiłki, zużytą wodę i coś tam jeszcze...
Zostaliśmy wyalienowani całkowicie...
     Kiedy odważyliśmy się iść z wizytą do Ciotki Pana N., którą uważał za bardzo serdecznego i poczciwego Człowieka...Ciotka wyciągnęła Go do kuchni i przekonywała, że nie powinien się wiązać dla pieniędzy...
Dla pieniędzy ??
Okazało się, że Siostra Pana N. już u Cioci była...
Do epitetów pod moim adresem,dołączyła fakt, iż mój Ojciec jest dyrektorem jednego z największych w okolicy przedsiębiorstw...
Ło Matko i Córko...
     Wyprowadzana z błędu Ciotka, miała coraz większe oczy...
     - Znamy się od dziecka...Chodziliśmy do jednej klasy...Już w szkole zadurzyliśmy się kompletnie...A mój Ojciec jest Suwnicowym...
Prawda nas wyzwoli...
     Ciotka rzeczywiście miała dobre serce...
     - Matko Boska...- skwitowała...- Dzieci !! Co dalej ??
Na to pytanie odpowiedzieć nie umieliśmy jeszcze...
     Każdą nową "bajkę" opowiadaliśmy sobie ze szczegółami, żeby się nie dać omotać...Każdą wolną chwilę spędzaliśmy razem, żeby maksymalnie ograniczyć ingerencję osób trzecich...
Z trudem akceptowaliśmy wizyty Siostry i Szwagra Pana N. u Jego byłej Dziewczyny...A bywali często...Na korytarzu witali się tylko z Nim...Ja byłam niewidzialna...
Zaczęliśmy żyć "obok"...
     Udawałam, że nie widzę spluwających na mój widok Sąsiadek...Udawałam, że nie robią na mnie wrażenia odwracający się na ulicy Znajomi...Udawałam, że nie słyszę rzucanych szeptem epitetów...
Wojna trwała...
Przewaga po stronie "przeciwników" była znaczna...
     Moja Mama nagle zmieniła zdanie...Pod wpływem Baba Jagi (Babci), która na przekazaną nowinę zareagowała niespodziewanie...
     - Zięcioszek ?? Zawsze mówiłam, że idealnie do siebie pasują...
Takiego Sprzymierzeńca się nie spodziewałam...
     Pod wpływem Mamy Ojciec nie domagał się już mordu z zimną krwią...
Zaczęliśmy łapać równowagę...
     Ojciec Pana N., po przeprowadzonej rozmowie, zaczął odpowiadać na moje powitania...A Pan N. nagle odzyskał dom...To było coś !!
     I kiedy sytuacja powoli się zaczęła normować, stanęliśmy znowu pod ścianą...
     Wpadł w gościnę "dziki bocian"...
     Problem był jeden...Pan N. dopiero za miesiąc kończył dwadzieścia lat...
     Moja Mama wpadła w prawdziwą histerię...
To Ją wybraliśmy jako pierwszą do "dobrej nowiny"...Wydawała się nam najbardziej "po naszej stronie"...
Jej reakcja spowodowała, że nowina nie wydawała się nam już taka "dobra"...
     Przygotowaliśmy się do kolejnej "wojny światów"...
Powrotu Ojca z pracy czekałam jak wyroku...
     Skoro Mama ryczy już cztery godziny i rzuca mi w twarz najgorszym "mięsem", to czego się możemy spodziewać dalej ??
     - I czemu ryczysz ?? - walnął Ojciec z grubej rury...- To cieszyć się trzeba, a nie ryczeć...
     Tyle było w temacie przyszłego Wnuka...
Umieli nas zaskoczyć...
     Reakcja Ojca Pana N. była również wyważona...
     Strzelił pogadankę o ewentualnym ożenku "dla majątku" (czyli opcja mojego bogactwa się rozprzestrzeniała), po czym zapytał, czy Pan N. chce się żenić...
     - No to trzeba będzie sprzedać akordeon...(mój przyszły Teść inwestował w instrumenty muzyczne)...
Koniec tematu...
     Poinformowanie Siostry Pan N. wziął na siebie...
Wygłosił prostą formułkę:
     - Żenię się...
     Co zaowocowało tym, że Szwagier szybciej dobiegł z nowinami do mojego bloku, niż Pan N. ...
     Była Dziewczyna została poinformowana natychmiast...
Ale efekt był chyba inny od zamierzonego...
     Sąsiadki przestały pluć w miejscach publicznych, i co prawda z niechęcią, ale odpowiadały na moje "dzień dobry"...
     Zadziałała moc ciąży i lęk o futra w szafie...

cdn ...  

poniedziałek, 23 maja 2016

Puszka Pandory...cz.4

     Kolejna impreza toczyła się leniwie...Pan N. pobrzdękolił na gitarce...Gardła od śpiewania bolały należycie...Karty do "Flirtu" odjechały razem z "Kuzynem"...
Nawet gadać nam się już nie chciało...
     - Nie możesz u mnie nocować...- informuje Pana N. "Przyjaciółka"...- Mama z Bratem przyjechali, śpią w moim pokoju...
     - Do domu o tej porze też wrócić nie mogę... - spokojnym głosem informuje Pan N.
Spojrzenia obojga lądują na mnie...
     - Miejsca na podłodze dosyć, jakaś poduszka się znajdzie...- ulegam presji wzroku...- Ale Rodzice wracają z pracy przed siódmą, więc pobudkę robimy o świcie...
     "Przyjaciółka" idzie do domu, my zostajemy w trójkę...Ja, Pan N. i nasz wspólny Przyjaciel...
Chłopaki leżakują na podłodze...
To się nazywa "gościnność"...
     I nagle, w nocnej ciszy, słyszę cichy szept Pana N. ...
     - Porozmawiaj ze mną...
Zaczyna mówić, a ja usiłuję bezgłośnie przełykać ślinę...
     - Chciałem Ci przynieść tą torebkę...Bardzo chciałem...Ale w domu mi się "skotłowało", a Ona powiedziała, że nie chcesz mnie znać... Że masz mnie dość, bo byłem tylko kolegą z klasy...Tak było ?? - pada na koniec pytanie...
     - Nie...- słyszę własny szept...
     - Potem grałem dla Ciebie w parku, ale nie chciałaś mnie słuchać...Wszyscy słuchali, tylko nie Ty...- mówił z wyrzutem...
     - Podglądałam Cię z balkonu...- wyznałam...
Nasz wspólny Przyjaciel głośno przełknął ślinę...
     - Kiedy Ona się przysiadła, to pomyślałem, że to dobry pretekst, żeby bywać w waszym bloku i żeby Cię spotykać...- kontynuował Pan N. ...
     - To nie był chyba najlepszy pomysł...Za kilka miesięcy się pobierzecie... - włączyłam się do rozmowy...
     - Czyli, że to jednak nic nie znaczyło ?? - pada pytanie i mnie znowu jest trudno oddychać...- Nigdy nie twierdziłem, że się z Nią ożenię...
     Szach - Mat...
Nasz wspólny Przyjaciel zrywa się z podłogi i robi energiczne pompki...
My w milczeniu dajemy Mu czas, żeby się wyszalał...
     Pan N. siada przy mnie i zaczynamy rozmawiać...
Tak jak dwa lata temu...Szczerze do bólu...Bo boli...
Nie mamy pojęcia jaki będzie efekt końcowy owej rozmowy...
     Pan N. opowiada jak to wyglądało z jego strony...Ja wylewam swoją gorycz w przeciwnym kierunku...
Nasz Przyjaciel leży w ciemnościach, słucha i milczy...
     - Powiedz tylko słowo...- prosi nad ranem Pan N. ...
Nie umiem...
     Już wiem, że to co nas łączyło to nie było jakieś durne zauroczenie, że kilka osób "maczało paluszki" w tym, żebyśmy nigdy ze sobą nie porozmawiali, że po tej rozmowie wiele rzeczy będzie całkiem innych...Ale co dalej ??
     Co, jeśli rozwalimy wszystko i zaczniemy budować coś, co nie przetrwa nawet kilku miesięcy ?? Co, jeżeli oboje się mylimy, a łączy nas jedynie wspomnienie szkolnego zauroczenia ??
     - Nocleg to żeście mi zgotowali pierwsza klasa...- oświadcza nasz wspólny Przyjaciel...- Chyba bym wolał nocować pod mostem...Ale...Musicie coś z tym zrobić...- informuje nas dobitnie...
     "Mundrala"...

cdn ...

sobota, 21 maja 2016

Puszka Pandory...cz.3

     Byliśmy z tego samego otoczenia...Mieliśmy tych samych Znajomych...Bywaliśmy na tych samych imprezach...
Z czasem zaczęłam to akceptować...
     Przecież nie odetnę się od Świata, tylko dlatego, że się potknęłam ??
Wyglądali na szczęśliwych...
     Minął rok...
I właściwie wszystko wróciło do równowagi...
     Oni mieli siebie...Ja miałam swoje marzenia i plany...Czasem zabolało w serduchu, kiedy jechaliśmy razem windą, albo kiedy jechałam windą z Siostrą Pana N. ...Bywała często...
Ewidentnie Ich związek się rozwijał...
     I pewnego dnia zadzwonił dzwonek u drzwi...
     - Słuchaj...Marek wypił szklankę wódki i stracił przytomność... - poinformowała mnie "Przyjaciółka"... - Może Twoja Mama będzie umiała pomóc ??
Ha...Ha...Ha...
Mamciaś ?? 
     Już sobie wyobrażam jak pomaga...Właśnie padła na kanapę zmożona ilością wchłoniętych promili...
     - Zmuście Go do wymiotów, podawajcie płyny i nie dajcie zasnąć...A najlepiej wezwijcie Pogotowie...- skwitowałam...
Ale to stało się właśnie zaczynem do odnowienia kontaktów...
Szklanka wódka wypita przez obcego Faceta...
Marek oprzytomniał po tych kilku zabiegach...
Oni zaczęli bywać u mnie...Ja zaczęłam bywać u Nich...
     Że byłam naiwna ??
No cóż...Nikt nie jest idealny...
     W pokoju "Przyjaciółki" widziałam wiele śladów, świadczących o stałym bytowaniu Pana N. ...Jej Rodzina traktowała Go jak "swojaka"...
     Oczywiście, że rozpoczęliśmy kontakty od "rachunku sumienia"...Jak się ma siedemnaście lat, pasjami lubi się takie dyskusje...
     "Przyjaciółka" poinformowała mnie, że planują ślub zaraz po maturze...Ja wyrzekłam się "wszelkich praw" do młodocianej miłostki...Pan N. milczał...
     Kiedy przyszli złożyć mi życzenia urodzinowe na "osiemnastkę", byłam już nieźle zmęczona świętowaniem...Nie uczestniczyli w obchodach oficjalnych...
Aż taka durna nie byłam...
     Znowu były zapewnienia, wyjaśnienia, "duperele"...I Pan N. dalej milczał...
Ale milczący to On był zawsze...
Właściwie oboje do wylewnych nie należeliśmy...
     "Przyjaciółka" mówiła, ja kiwałam głową, Pan N. słuchał...
Spotkanie towarzyskie jak się patrzy...
     Po kilku miesiącach sporadycznych kontaktów, na jednej z imprez, przypadkowo całkiem, towarzyszył nam mój "Kuzyn"...Właściwie obcy Chłopak...Chrześnik mojego Ojca (Syn Kolegi z pracy)...
Towarzyszył i szczerze mówiąc, miał ogromny wpływ na to, co wydarzyło się później...
"Kuzyn" przywiózł z sobą karty do "Flirtu"...
Znacie to ??
Ręcznie robione kartoniki z pytaniami i odpowiedziami...
Właściwie nic nie znaczący dialog, który można prowadzić w nieskończoność...
Kilka osób, każda z plikiem kart w ręce...Nikt nie widzi jak toczy się rozmowa...
Karta...Numer...
     I dostaję od Pana N. takie pytanie, że serce mi staje w poprzek, oddech zamiera w piersiach, a na twarzy mam "piwonię"...
     - Czy to nic nie znaczyło ??
Miliony myśli...
Podnoszę głowę i widzę wpatrzone we mnie, orzechowe oczy...
Jaja sobie robi ??
Wkręca mnie ??
Do ramienia ma "przyklejoną" potencjalną "Narzeczoną"...
Co jest grane ??
Właściwie dosłownie...
     Towarzystwo bawi się wyśmienicie, a my zaczynamy jakąś dziwną partię "szachów"...
     Koniec imprezy witam z ulgą...
To nie było normalne...
     Ale Towarzystwu tak bardzo podoba się flirtowanie bez konsekwencji, że wymuszają na mnie ponowne zaproszenie "Kuzyna"...
     - Nie zapomnij kart !! - żegnają Go ze śmiechem...
     W mojej głowie rozgrywa się totalna wojna rozsądku z uczuciami...
Co dalej ??

cdn ...