Dwa światy...

Bardzo Ważni Goście

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MM...czyli marudzenie Matrony. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MM...czyli marudzenie Matrony. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 11 czerwca 2026

Czasu nie dogonisz...;o)

     Matka Natura znowu zorganizowała nam "pit stopa"...I bardzo dobrze, bo całkiem byśmy zdziczeli na tej "nienaszejwsi"...;o)

     Ale wcale bardziej leniwie nie jest...Trzeba ogarnąć plony, których nam zagonek nie szczędzi (o kłopotach truskawkowych dowiaduję się z mediów)...Poziomki też nieźle sobie radzą...;o) Wszystko rośnie jak oszalałe...;o)

     Potem ogarniamy zaściankową rzeczywistość i realizujemy zakupowe plany...;o)

     I chociaż z premedytacją nie kupiłam w tym roku terminarza...Echhh...Czy Wy wiecie, że mamy już ponad trzy tygodnie poślizgu ??

     Dzisiaj udało się nam w końcu dotrzeć do Chorzowa...;o) Przecież nasi czworonożni przyjaciele czekali na dary...;o)

Prosiaczki rzeczne...

 
Misie łakomczuchy...
     Harmonogram nie pozwolił nam na odwiedziny, ale orzechy dostarczone (co sprawia nam ogromną radość) i grono sympatycznych Osób spotkane...Zwierzęta ewidentnie wpływają na ludzi, bo takiego skupiska sympatycznych Człowieków nie spotkaliśmy nigdzie indziej...;o)

Uffff...

     Teraz to już oficjalnie sezon 2025 możemy uznać za zakończony...;o)

A my ??

     Czekamy aż Matka Natura podniesie nam nocne odczyty temperatur o dwa stopie i ruszamy...;o)

     Jeszcze tylko "wnucza nocowanka"...;o)

poniedziałek, 20 kwietnia 2026

Ostatni wiosenny raport...

     Nie żebym znikała w niebycie...;o) To ostatni wiosenny raport bociani !!

     W imieniu szlachetnego Grona Bocianolubnych nadaję medale "złotej żaby" najdzielniejszym bocianom !!

1. Piotrusie - w komplecie - już wysiadują...♥

2. Wawrzki - w komplecie - już wysiadują...♥

3. Nadarki - w komplecie - już wysiadują...♥

4. Sławki - w komplecie - już wysiadują...♥

5. Michałki - w komplecie - już wysiadują...♥

     Jedynie Pawełki się nie zgłosiły, ale to już czwarty sezon...Działkę z ich gniazdem poddano rekultywacji (niestety w okresie lęgowym) i bociankom się te zmiany nie spodobały...Czarty sezon, więc już nie wrócą, chociaż Właściciele gniazdo pozostawili...

     Żeby się nam saldo zgodziło...

6. Wrotkowie (gniazdo przy równoległej drodze) - w komplecie - już wysiadują...♥

     Trasą z gniazdem Wojtusiów póki co nie jeździmy, więc nie wiem czy wróciły...No chyba, że Wojtuś się pofatyguje i przyleci na Wrzosowisko (w zeszłym roku przyleciał)...;o)

     Tyle wiosennego raportu !! ;o)

A teraz rozwiązanie zagadki:

     Misiowa Rodzinka wybrała się na weekendową wycieczkę do Stolicy...Misiowy Tata dokładnie opowiadał co będą zwiedzać...Atrakcji multum...;o)

     Princeska wstaje rano i pyta: Tato, a kiedy pójdziemy do Toalety Królowej ??

Zonk...

     Misiowy Tata szuka w pamięci momentu kiedy obiecał taką atrakcję...Misiowa Mama usiłuje wydobyć z Princeski jakieś szczegóły...I nagle...Olśnienie !!

     Łazienki Królewskie !!

     Princeska pokiwała głową z aprobatą...;o)

     Nie było szans na rozwiązanie tej zagadki...;o) Niezbadane są ścieżki ośmioletniej mózgownicy...;o)

niedziela, 12 kwietnia 2026

Mozaika...

     Przed Świętami Gordyjka była całkiem zaplątana...;o) Natłok spraw ważnych okazał się tak wielki, że całkiem zapomniałam o życzeniach...Hmmm...

     Wszystkiego Najlepszego Poświątecznego aż do życzenia Bożonarodzeniowego !! ;o)


     Eko Straż z Libanu podała, że w sezonie przelotów życie straciło na terenie Ich Kraju około 300 boćków...Sądząc po terminach i ukierunkowaniu były to "nasze" bociany...

Przerażające !!

     Raportów z pozostałych terenów nie ma się co spodziewać (z wiadomych przyczyn)...


     Ja dalej inwentaryzuję gniazda na "bocianim szlaku"...

1. Michałki - w komplecie !! ;o) Michałek czyścił z zaangażowaniem pióra żony...;o)

2. Pawełków - nie ma...

3. Sławek - jeszcze samotny...

4. Nadarków - nie ma...

5. Wawrzki - w komplecie !! ;o) Przyleciały razem...Mikrótkie...

6. Piotrusie - w komplecie !! ;o) Pietruszka wzięła się od razu za poprawianie porządków Piotrusia...Kobieta...Echhh...A chłopak tak się starał...;o)

Przyleciały również dwa bociany z "równoległego" szlaku...;o)

     Czekamy na resztę wędrowców...


     Weekend poświąteczny spędziliśmy z Dzieciakami (młodszą dwójką)...Było stacjonarnie, czyli zaściankowo...;o) Jak zawsze, radośnie i głośno...;o)


     Zagadka:

     Moi Czytacze sporo wędrują, więc pewnie trudności nie będzie...

Gdzie w Polsce znajduje się Toaleta Królowej ??

niedziela, 29 marca 2026

Spisek z bocianami...;o)

     Właściwie to miałam już pisać z prośbą do Ministra Sikorskiego i interwencję w sprawie naszych Migrantów...Echhh...Może trzeba by było jakiś samolot wysłać, albo statek...A jeśli byłoby bardzo źle to może GROM by pomógł ?? Ale to już chyba kompetencje Ministra Kosiniaka...

     Pierwsze info, z połowy lutego, serducho uradowały...

Ruszyły !!

Odczyty GPS-ów niosły nadzieję...♥

A kilka dni później Półwysep Arabski zapłonął...(Tego wątku nie będę kontynuować, bo by mnie zaraz cholera wzięła)...

     GPS-y zamilkły, zakłócenia fal, blokady przekazów, pożary, wybuchy...Większość migrantów przebywała dokładnie "nad" i "w" zagrożonym terenie...

     Klęłam "pomarańczowego człowieczka" za mordowanie Ludzi, za niszczenie Świata i za nasze bociany...Bardzo klęłam...

     W połowie marca spotkaliśmy pierwsze trzy osobniki, ale chociaż nadzieja znowu odżyła, nie były to bociany z naszego szlaku...Gniazda dalej były puste...:o(

     23 marca kiedy jechaliśmy na Wrzosowisko w pierwszym gnieździe w końcu ukazał się wyczekiwany łebek...

     Piotruś wrócił !!

Chudziutki...Sponiewierany po podróży...

Mało oczu nie wypatrzyłam za jego towarzyszami...

Pusto...

     28 marca Piotruś już zawzięcie remontował swoje gniazdo (jest nadzieja że Pietruszka jest w drodze), wyglądał znacznie lepiej...Chudziutki - fakt, ale pióra wyczyszczone i uporządkowane...Fajny ten Piotruś...;o)

I znowu wypatrywanie przez całą drogę...oo

     Jest !!

     Drugi zameldował się Michałek...;o) Umęczony niemiłosiernie - tylko czubeczek łebka wystawał z gniazda...Ale kiedy wracaliśmy wieczorem, Michałek stał w deszczu na środku łąki i czekał na kolację...;o)

     Przebijają się przez tę zawieruchę pojedynczo...

     Żeby okres lęgowy przebiegał normalnie, powinny przylecieć do połowy kwietnia, ale...

     Pamiętacie zeszłoroczne Chudzielce (Nadara i Nadarkę) ??

     W pierwszych dniach maja siedziały na trzech patykach i jaju...Dały radę !!

No cóż...

Dalej będę wypatrywać...

     Bo dałam słowo Przyjaciółce, że poproszę bociany, żeby w tym roku Babcią została...;o)

wtorek, 24 marca 2026

Gdzie królowie chodzą piechotą...

     Kiedy ruszamy w trasę, zawsze jeden punkt jest stały: odpoczynki co 2 godziny...Nogi nie puchną...Krzyże mniej bolą...No i Lucky - dla niego podróże są trudne...
Sporo jeździmy, więc mamy kilka ulubionych miejsc postojowych (czystych, cichych i bezpiecznych), ale bywa, że stajemy gdzieś po raz pierwszy...
Tak było tym razem...
     Wyliczony czas wskazał nam postój na MOPie...
Parking...Miejsca piknikowe...Toalety...
Nic specjalnego...Aż do momentu...
     - Pójdę na zapas do kibelka...- stwierdziłam do Ślubnego...
A po kilku minutach...
     - Musisz to zobaczyć !! - oświadczyłam Panu N. ...
Wy też musicie to zobaczyć !!
     Ja stanęłam jak wryta na rogu i miałam niezły mętlik w mózgownicy...
Zapraszam na MOP, którego nie da się "odzobaczyć"...


Sesję zdjęciową zrobiłam po kilkuminutowym ochłonięciu...;o)


Przewijak dla niemowląt w damskiej toalecie...


Przeciwległa ściana z umywalkami...


Na każdej kabinie taka twórczość...Przeciwległa ściana też oklejona...

     Bywałam na wielu MOPach, jedne wspominam z przyjemnością (za pachnącą czystość), na innych więcej nie staniemy...Ale ten...
Hmmm...
Był "przytłaczający"...;o)
Przekaz fragmentaryczny nie oddaje całokształtu...;o)

piątek, 27 lutego 2026

Szewc Skuba...

     W Krakowie się dzieje...Oj, dzieje...

     Pewnie bym się nawet nie zająknęła, ale skoro nawet Premier swoje trzy grosze wrzuca, to i ja mogę...;o)

     Kropką nad "i", albo ostatnią kroplą goryczy stała się "strefa czystego transportu", chociaż problem narastał, a Władze go ignorowały...Wiadome jest przecież, że Władza wie lepiej...Lepiej na tyle, że Kraków jest teraz niebotycznie zadłużony...Jakim cudem ??

Hahahaha...

Cuda się zdarzają !!

Mimo, że z Turystów, Kraków ma kilka miliardów...

     Lubię Kraków...Bywam często...I widzę, że wiedza Władzy idzie w całkiem innym kierunku, niż wiedza Mieszkańców...

     Ale, że jak ?? Że Mieszkańcy gnębieni smogiem nie chcą świeżego powietrza ??

Chcą !! Pewnie, że chcą...

Tyle, że "strefa" jest tworem dziwnym...

     Najpierw Władza nie chciała słuchać Mieszkańców i uwag jakie mają do projektu (uniemożliwiając jakąkolwiek krytykę), a potem się okazało, że jak zapłacisz 5 złotych, to już trucicielem nie jesteś i do "strefy" wjechać możesz...Nawet nie wiedziałam, że jak się "piątakiem" w "smoga" rzuci, to się bryza morska robi... 

     Ludzie zaczęli zadawać pytania, ale, że część Narodu to "zakute łby", więc się odpowiedzi od Jaśnie Oświeconych nie doczekali...

     Bo z tą "strefą" jest jak z legendą o Szewcu Skubie (tym co zabił Wawelskiego Smoka - bo to wcale nie był Dratewka)...Pamiętacie ??

     Smok żarł dziewice, Szewc nafaszerował barana siarką i się Smoczysko "rozpukło" obniżając poziom Wisły...;o)

     To według Władz Krakowa, lepszą techniką na pokonanie Smoka (smoga), byłoby rozdziewiczenie Dziewic...Pożytek większy !! Przyjemność dla uczestników "rozdziewiczania"...Śmierć głodowa Smoka, bo w diecie by dziewic zabrakło...Poziom Wisły stabilny...;o)

     Skoro "strefa" była ostatnią kroplą goryczy, to co wypełniło "czarę" ??

Kolesiostwo !!

     Żeby stać się "Jaśnie Oświeconym" trzeba być kolesiem, kumotrem, albo powinowatym...Nie ważne jakie masz wykształcenie, nie ważne na czym się znasz, nie ważne co sobą reprezentujesz...

     Znacie to pewnie ze swoich "rewirów"...

     Cała Polska jest skażona tą zarazą od dziesięcioleci...Kumoterka i kolesiostwo...

     Kraków powiedział STOP...Ludzie chodzą i zbierają podpisy pod petycją o referendum...Idzie Im nadspodziewanie dobrze...

     Jest jeszcze "wisienka na torcik"...

     Skoro Władza jest tak proekologiczna, można by się spodziewać, że będzie promowała transport zbiorowy...Można by...

Ale transport zbiorowy to kasa, a kasy w kasie brakuje, więc...Konieczna była podwyżka cen...Podniesiono ceny transportu zbiorowego...Podniesiono ceny parkingów...

     Być Krakusem, to nie jest łatwa sprawa...

A teraz najlepsze...

     Premier udzielił pełnego poparcia dla Prezydenta Krakowa...

     Chyba mam zadatki na "zakuty łeb", bo nie rozumiem czego owo poparcie dotyczy...

Bo czym więcej podpisów składają Mieszkańcy, tym bardziej ustępliwym wydaje się Prezydent...

     Najpierw murem stał za "strefą" - teraz "wymaga ona dopracowania i wsłuchania się w głosy Mieszkańców"...

     Potem absolutnie popierał jednego z Jaśnie Oświeconych, ale teraz go odwołał, bo jego decyzje okazały się kontrowersyjne...

     Podniesienie opłat komunikacyjnych i parkingowych jeszcze miesiąc temu było bezwzględnie potrzebne budżetowi, teraz ogłoszono ich zreformowanie...

     Mieszkańcy zaczynają obstawiać, z czego jeszcze zrezygnuje Prezydent, walcząc o swoje "krzesełko", albo "korytko"...

I najzabawniejsze...

     Premier stwierdził, że za "zadymą referendalną" stoi PiS i Konfederacja...

Brawo !!

Przecież nie może być inaczej ...

     To również Oni stoją za protestem przeciw dewastowaniu Kazimierza (chcą wyburzyć kamienice i postawić hotel), i w Bronowicach, gdzie planuje się inwestycje wbrew woli Mieszkańców...

     Wszystkiemu winni są Oni !! ;o)

     Dobrze, że KO-PiS istnieje, bo nie musicie z kadencji na kadencję szukać winnych...

Albo jest KO-PiS...albo PiS-KO...

     A ja, jak na genetycznego "opornika" przystało, trzymam za Kraków kciuki obiema garstkami...Może referendalna groza odrobinę otworzy oczęta Jaśnie Oświeconym...Może wyborcze hasła o "służbie Mieszkańcom" zostaną z nimi na dłużej...Może kolesiostwo zostanie zastąpione kompetencyjnością...Może...

No co ??

Pomarzyć można...;o)

poniedziałek, 23 lutego 2026

Zazdroszczę Finom...

     Zazdroszczę, chociaż właściwie nie powinnam...Położenie mają gorsze niż my...Klimat mają paskudny...W bogactwa nie opływają...

     Jedyne co do tej pory wiedziałam o Finach, to fakt, że sprawili ruskim omłot, a Ich Snajperzy przez dziesięciolecia byli uznawani za najskuteczniejszych na Świecie...

     Jak tak maleńki Kraj mógł się oprzeć militarnej potędze ??

Może racjonalizmem i rozsądkiem ??

     Kiedy kilka lat temu Europa się zastanawiała jak udobruchać ruskiego oszołoma, część wydzwaniała jak oczadziali, część latała do Moskwy jak na romantyczny weekend...A Finowie ??

     Finowie usiedli przy stole i zaczęli się przygotowywać, spokojnie i systematycznie...Premier z jednej opcji politycznej...Prezydent z drugiej opcji...Parlament podzielony jak u nas...Im to nie przeszkadzało...

     U nas stawiano płotek, który powodował krzyki protestów...Na pograniczu pojawiły się oszołomy z pizzą, biegające z reklamówkami wśród Pograniczników...

     Finowie postawili stabilny mur, wzmocnili ochronę granic, doposażyli służby graniczne...Jednogłośnie...

     U nas rozpoczęto inwentaryzację schronów, by po dwóch latach stwierdzić, że miejsca w nich mamy dla 4% Obywateli...

     Finowie mieli je zinwentaryzowane, przesunęli tylko środki budżetowe na ich odświeżenie i doposażenie...Miejsc mają tyle ilu Mieszkańców...

     Europa dyskutowała, czy się oszołom opamięta, czy się nie opamięta...

     Finowie organizowali szkolenia dla Ludności...W przedszkolach, w szkołach, w zakładach pracy...

W razie zagrożenia, każdy zna swoje miejsce, swoje zadanie...

A my ??

      Wiecie gdzie jest najbliższy schron ?? Albo chociaż miejsce schronienia ??

Bo ponoć miejsc schronienia mamy dla wszystkich...Podziemne garaże...Podziemne przejścia...Tunele...

W Zaścianku nie ma, to szukać nie muszę...;o)

Mogę się schować w piwnicy, ale jest na poziomie "zero", więc na "miejsce schronienia" się nie nadaje...

     Dostałam też "bezradnik" rządowy...

     Rząd ma odhaczone działanie na rzecz Obywateli...

     Obywatele się dowiedzieli, że jakby co, to mają sobie radzić sami, najlepiej przez pierwsze dwa tygodnie, albo dwa miesiące, albo dwa lata...

     I jak tu nie zazdrościć Finom ??


P.S. Jutro mijają cztery lata jak Ukraina walczy...Albo dwanaście lat, jeśli policzy się uczciwie...

piątek, 6 lutego 2026

Czasem słońce, czasem deszcz...

     Kiedy uzgadnialiśmy pobyt Tygryska z Misiowymi Rodzicami, wiedzieliśmy, że będzie to bardzo trudny tydzień dla Nich, a przede wszystkim dla Princeski...Księciunio już daje radę...;o)

     Ledwie Bidulka usłyszała, że Tygrysek wybywa, łzy polały się rzęsiste, a lamentom i pretensjom końca nie było...

Zrozumienia u Rodziców nie znalazła, bo lamenty nosiły tytuł:

     "Ja do Dziadków nie jeździłam"..."Ja na wycieczkach nie byłam"..."Jestem biedna i pokrzywdzona"..."Księciunio jeździ !! Tygrysek jeździ !! A ja nie"...

Echhh...

     Jak nic pod jakieś nękanie można by to podciągnąć, albo pod dyskryminację...;o)

Pretensje i żale trwały prawie tydzień...;o)

     W końcu Misiowa Mama zadzwoniła, że jeśli to nie problem to odbiorą Tygryska, bo Młoda wymusiła wyjazd na lodowisko (sami sobie zgotowaliśmy ten los)...

     Szczerze mówiąc, był to bardzo szczęśliwy traf, bo się nam Dziadziuś po tych saneczkach pochorował...:o(

     Lodowisko wprawiło Princeskę w dobry humor...Księciunio radził sobie całkiem nieźle...Pierworodny przy takich Rodzicach łyżwy miał w życiorysie (jak kilka innych umiejętności), ale Misiowa Mama...

     - Bądź Dzielna !! - podnosiłam na duchu Synową...

     - Jak Tom Lee Jones w "Ściganym"...- dopowiadał Misiowy Tata do słuchawki...

     Misiowa Mama jeździła do tej pory dwa, czy trzy razy...Ostatni raz dwanaście lat temu (przy takich przerwach to jakby zaczynała za każdym razem od nowa)...

     Umówiliśmy się wtedy na lodowisku w Krakowie...Pierworodny był wtedy niewyobrażalnie opiekuńczy w stosunku do Synowej...Podtrzymywał...Asekurował...Żadnego szaleństwa...

Było to co najmniej dziwne...

     - Albo chory, albo...- wymruczałam do Pana N. ...

     - Albo ?? - zapytał Ślubny z zainteresowaniem...

     - Albo będziemy Dziadkami...- wyszeptałam bardzo cichutko...

     Kilka dni później nastąpiło oficjalne mianowanie na Babcię i Dziadka, a my mieliśmy z tyłu głowy, że pierwszy raz w życiu jeździliśmy już z Księciuniem na łyżwach !! ;o))

     Prawdziwy Tom Lee Jones z tej naszej Synowej !!

     Tym razem wrócili z lodowiska uśmiechnięci i pełni energii...Opowiadali o łyżwiarskich przygodach z wypiekami na twarzach, a Princeska od razu zarezerwowała sobie ferie u Dziadków ("teraz moja kolej !!")...

     Dostaliśmy też prezenty od Starszaków na Dzień Babci i Dziadka...

     Rogaliki samodzielnie pieczone (przy maminej kurateli) - pyszne, kwiaty zrobione przez Księciunia i laurki, ale wszystko przebił portret narysowany przez Wnusię...Jesteśmy z roku na rok piękniejsi...;o)


P.S. Jedynym cienie położył się fakt, że Wnuki miały absolutny zakaz miziania się z Dziadkiem, a ten Bidulek albo trząsł się jak w febrze, albo rozpalał się jak żarówka...:o( 

niedziela, 11 stycznia 2026

Podejrzani Dziadkowie...

     Taka prawda...Jesteśmy podejrzani !! A właściwie - podejrzewani...

     Najpierw podejrzewał nas Księciunio, potem podejrzewała Princeska, teraz podejrzewa Tygrysek...

Podejrzewani po całości...;o)

     Co takiego mamy na sumieniu ??

Hmmm...

     Jesteśmy podejrzewani o zabawę klockami (przez całe dnie), o wyścigi "na resoraki", o korzystanie z koparek, kolejek i gier...A przede wszystkim...Jesteśmy podejrzewani o ciągłe wycieczki w miejsca piękne, bardzo piękne i najpiękniejsze...

I nic nie mamy na swoją obronę...;o)

     Bo jak usprawiedliwić wyjazd na Termy bez Wnuków ??

     Jak umotywować konieczność bytowania na Wrzosowisku bez Ich wiedzy ??

Albo to:


     Nieloty w szkołach...Doroślaki pracują...A Wolne Ptaki szaleją na pustym lodowisku...;o)

Było cudnie !!

     Przy okazji, Dziadkowie obiecali sobie, że raz w tygodniu lodowiskowe szaleństwo będzie konieczne !! Kiedy jak nie teraz ?? ;o)

     - I jak jest ?? - zapytał Ślubny robiąc kolejne kółeczko...

     - Cudnie !! - odpowiedziałam, chociaż Pan N. pytał w innym kontekście...- Dwa plastry na kręgosłupie, ortezy na kolanach i Nurofen dają radę...- dodałam...

     Lekko nie jest, kiedy dusza ma szesnaście lat, a kości zaliczają sześćdziesiątkę z okładem...;o) Wolę słuchać duszy...;o)

     - Za dwa lata będę jeździć z "foczką"...- rzuciłam "proroctwo", wybuchając śmiechem...

     - To weźmiemy "foczkę"...- potwierdził wspólne szaleństwo Ślubny...

Ale byliśmy "prawie" rozsądni...

     Odpoczywaliśmy co kwadrans...Dowadnialiśmy się uczciwie...Jeździliśmy równiutkim tempem...

No cóż...

     Skoro zawsze jesteśmy podejrzewani, to trzeba sobie na taką opinię zasłużyć...;o)

środa, 31 grudnia 2025

Fajny był...

Fajny, bo pracowity...;o)

Fajny, bo pierwszy "luzacki"...;o)

Po prostu, fajny po całości...;o)

    1. Styczeń - taneczny...

    2. Luty - morski...

    3. Marzec - górski...

    4. Kwiecień - sportowy...

    5. Maj - drzwiowy...

    6. Czerwiec - wysokościowy...

    7. Lipiec - naukowy...

    8. Sierpień - cywilizacyjny...

    9. Wrzesień - "bezzdjęciowy"...

    10. Październik - porządkowy...

    11. Listopad - kołderkowy...

    12. Grudzień - słodziutki...

    Fajny był !! ;o)

    Plany zrealizowaliśmy w 150%, więc poprzeczka dla Nowego wisi wysoko...;o)

A że Babcie obowiązkowo mają się chwalić Wnukami, więc nie będę statystyki zaniżać...

    Księciunio:

- zrobił Kartę rowerową,

- zdobył Kartę pływacką,

- zapałał miłością do deskorolki i hulajnogi (klasycznej),

- w 45 minut opanował jazdę na łyżwach, które były do tej pory "czarną magią"...

Dziadkowie dumni !!

    Princeska:

- zdobyła Kartę pływacką (ma osiem lat !!),

- zapałała miłością do hulajnogi (klasycznej),

- wygrała szkolny konkurs matematyczny Fenek...

Dziadkowie dumni !!

    Tygrysek:

- pierwszy raz w życiu wsiadł na rowerek i...pojechał,

- pierwszy raz jeździł na normalnych łyżwach (łyżwy saneczkowe są dla maluchów !!) i na własnych nóżkach (przy wsparciu foczki i Babci) objechał caluśkie lodowisko,

- wygrał przedszkolny konkurs recytatorski...

Dziadkowi dumni !!

    Poprzeczka dla 2026 poszybowała w Kosmos !!

Ale my nie pazerni...

    Bądź Nowy Roczku dobrym rokiem...

    Spokojnym...Bezpiecznym...Szczęśliwym...Radosnym...Pachnij skoszoną trawą i dzikim rumiankiem...Błyszcz poranną rosą...Rozkwitaj jaśminem, bzem i różami...Smakuj jak czereśnie prosto z drzewa...Merdaj ogonkami szczęśliwych psów...

    Niech nas kręgosłupy, biodra i kolana bolą nie bardziej niż teraz, a wątroby niech wytrzymają ilość proszków przeciwbólowych...

Czego i Wam z serca życzę !! ♥♥♥

środa, 24 grudnia 2025

Ludzkim głosem...;o)

     Już nawet nie będę się tłumaczyć...

     Moja wina, moja wina...Moja bardzo wielka wina...;o)

     W połowie listopada, po dwudziestu trzech miesiącach trybu pracy ciągłej, ogłosiliśmy koniec sezonu 2024/2025...Ufff...

I...

     Zaczęliśmy "odchwaszczać" zaniedbane przez lata siedlisko zaściankowe...Kolejna praca na ugorze...;o)

I...

     Zapadaliśmy w "sen zimowy"...

     A wy co ?? Jakieś misie, czy inne torbacze ?? - zapytacie...

     No cóż...Nasze "nastoletnie" organizmy postanowiły nam pokazać, w którym kierunku mamy zmierzać...

O dwudziestej jesteśmy w pieleszach (czasem o dziewiętnastej, bo przecież to nie wstyd)...

Wstajemy o ósmej...To znaczy - pijemy kawę na leżąco...;o)

Odchwaszczamy...Odchwaszczamy...

O 13:30 obiadek i drzemka !! Do kawusi o 15:30...

Tyle nas widzieli...

     Chyba rzeczywiście lekko żeśmy przegięli...;o)

     Ale, że Święta zobowiązują, czas przemówić ludzkim głosem...

Niech się Wam powodzi, bądźcie w duszach młodzi,

śmiejcie się do ludzi, niech się Wam nie nudzi...

Niech Was Wena wspiera, energia rozpiera,

niechaj pachną kwiaty, niech błyszczą poświaty,

kasy miejcie pliki i super wyniki (medyczne)...♥♥♥ 

sobota, 1 lutego 2025

Babcina obława z psem wielce tropiącym...

     W poniedziałkowy wieczór wyszła Gordyjka z Luckim na spacer...Milusio (bo cieplej)...

     "Zadzwonię do Pani B." - myśli Gordyjka - bo nam ostatnio pogaduchy nie wyszły (na turnusie była Princeska)...Pewnie się Bidulce na L4 nudzi (Pani B. przeszła operację oka - co wiadomo, w pogaduchach nie przeszkadza)...

     Dla tych, co nie bardzo pamiętają, kim jest Pani B. ...To moja Przyjaciółka od zawsze...;o)

Ledwie zaczęłyśmy klachanie...

     - Czekaj moment, bo osiedlowe chłopaki chyba pod choinkę drony podostawali...Straszny hałas mam nad głową...Nic Cię nie słyszę...- przerywam Dzielnej Kobiecie wypowiedź...

A w koło brrrmmm brrrmmmm brrrmmmm...Mało uszy nie odpadną...

Lata toto w koło i tylko hałas robi !!

     Wyrwałam się po chwili z tego tumultu i deliberujemy z Przyjaciółką dalej...;o)

A te skrzydlate bestie jakby się na nas uparły, bo po chwili znowu mi nad głową jazgoczą...

Utrapienie !!

     - To chyba prawem zabronione ?? - pyta w cichszym momencie Pani B.

     - Dużo jest zabronionych rzeczy, a baranów jeszcze więcej...- kwituję, spoglądając za oddalającym się "latadłem"...

Poza obrębem Osiedla zrobiło się odrobinę ciszej...

     Drepczę powolutku okolicznymi uliczkami...Osiemnasta wybiła, więc ciemnica zimowa panuje...Dyskusja trwa w najlepsze...

     - Chyba jednak coś się dzieje, bo minął mnie radiowóz...- składam sprawozdanie Pani B. - Chyba po lesie nie jeździli ?? - pytam Przyjaciółkę, jakby w tej materii była Ekspertką...

Ale zanim uzyskuję odpowiedź...

     - Na 100% coś się dzieje...Następny jedzie...Leśną drogą...- musimy z Luckim drogi ustąpić, bo się taka karawana na tej drodze nie zmieści...

     Kiedy minął nas policyjny bus i jeszcze jeden radiowóz, pewność miałam na 300%, że jakieś niecodzienne zjawisko nastąpiło w okolicy...To nie są tereny przez Policję patrolowane namiętnie...

     Póki co, debata przyjacielska ważniejsza...;o)

     Po zakończeniu rozmowy i powrocie do domu, wymieniłam kilka zdań tematycznych z Panem N. i uzgodniliśmy zgodnie, że się szczegółów z prasy lokalnej dowiemy za kilka dni...;o)

Na drugi dzień rano...

     - To była obława na nożownika !! - informuje mnie Ślubny (z niewyraźną miną)...- wszystkie portale zapchane Zaściankiem...- "W akcji udział brały drony, helikopter i psy tropiące" - czyta Pan N.

     - No jasne, że psy tropiące... - potwierdzam...- A o Babci Gordyjce nic nie wtrącili ?? - pytam...

Luckiego zauważyli !! A ja to pikuś ??

     Toż w samym centrum obławy działałam !! A właściwie działaliśmy w trójkę !! Ja, Lucki i Pani B. ...

     Kilka godzin później Zaścianek rozbrzmiewał syrenami policyjnymi, a wszystkie radiowozy jechały w jednym kierunku...Nożownik został ujęty w Markecie...

     Zapobiegawczo...Zanim Media się rozpaliły...Wysłałam SMS-a do Pani B., że była "nausznym" Świadkiem obławy na nożownika...I do Misiowej Mamy, że u nas wszystko w porządku...;o)

     O babcinych wyczynach milczałam zapobiegawczo...;o)


P.S. Nad Zaściankiem Dobre Duchy czuwały, że nie skończyło się to gorzej...Wtorek w Markecie to "dzień Seniora"...

środa, 25 grudnia 2024

Opowieść wigilijna...

     No cóż...Dałam radę...;o)

     Jak to się ponoć teraz mówi: Babcia Gordyjka spięła poślady...;o)

     Lekko nie było, bo babcina poprzeczka dynda wysoko, a plamy dać nie wypadało...Ale przy wsparciu Pana N. (przy ogarnianiu rzeczywistości), Luckiego (przy gotowaniu) i Misiowej Mamy (dwa dania wzięła na siebie) - wszystko było jak trzeba...;o)

Ale opowieść wigilijna wcale babcinego amoku nie dotyczy...;o)

     Pewnie część z Was pamięta, że w zeszłym roku Gwiazdka u nas zaszalała, i prezenty były opisane rymowanymi zagadkami...Rozwiązanie zagadki wskazywało właściciela prezentu...Entuzjazm Wnuków przeszedł wszelkie oczekiwania Gwiazdki, więc w tym roku miała zagwozdkę...Oj, miała...

     Czym tym razem zaskoczyć ??

Hmmm...

Głowiła się bidulka od października...

     Coś się tam kluło, w tych ostatnich szarych komórkach, ale...No właśnie...To "ale" !!

I w końcu EUREKA !!

     Gwiazdka się pomysłem z Babcią Gordyjką podzieliła i ruszyły do pracy...;o)

     Pierwszym założeniem był fakt, że wręczającym prezenty ma być najmłodszy...Czyli Tygrysek...

Bo ileż można korzystać z pomocy czytającego Rodzeństwa ?? ;o)

No, ale Tygrysek czytaty jeszcze nie jest...Hmmm...

     Babcia Gordyjka popakowała prezenty i każdemu przypisała inny kolor wstążeczki...Taki jak lubi - oczywiście...;o)

A po skonsumowaniu pięciu dań (potem nasza Kolacja ma już luźniejszą formułę), Babcia Gordyjka wręczyła każdemu łyżeczkę z kokardką w przypisanym kolorze...

Tygryskowi - błękitną, Princesce - różową, Księciuniowi - pomarańczową, Misiowej Mamie - zieloną (bo oliwkowej nie było), Misiowemu Tacie - czerwoną (a to akurat kolor, w którym Gordyjka bardzo lubi Pierworodnego) i Dziadkom - granatowy (tym razem kolor Babci, bo Dziadkowy był już zajęty)...

Zaciekawienie było widać na twarzach Biesiadników (nawet Doroślaków)...;o)

     Po ogłoszeniu, że prezenty rozdawał będzie Tygrysek, awantura rozpętała się straszna !! 

"On nie umie czytać !!"

"On nie chodzi do szkoły !!"

"On nie da rady !!"

     Tygrysek stał troszkę wystraszony tym buntem Rodzeństwa, z lekko przekrzywioną czapeczką Mikołaja i patrzył na Babcię...

     - Dostałam maila od Gwiazdki, ma rozdawać Najmłodszy...Gwiazdka pewnie wie co pisze...- zakończyła Gordyjka dyskusję...

Miny Nielotów ??

Bezcenne !!

     A Tygrysek ??

     Już przy pierwszej paczce załapał system !! (Chociaż wszyscy usiłowali wprowadzić Go w błąd, wykrzykując, że są właścicielami właśnie takiego koloru)...;o)

Ale...

     Babcia Gordyjka stanęła sobie w kąciku i patrzyła jak Najmłodszy daje sobie radę (gdyby co, mogła służyć pomocą)...I czym dłużej stała, tym bardziej szczęka jej opadała...

     Tygrysek zaczął segregować prezenty w niespotykany sposób...

     Wymieszane były tak, żeby systematycznie każdy dostawał po jednym (a paczek musi być DUŻO !!)...;o) Nie z Tygryskiem takie numery !!

     Maluch z premedytacją wyszukiwał paczek w jednym kolorze !!

Pewnie zakładacie, że "błękitne" ?? Jemu przypisane ??

Strzał kulą w płot !!

     Tygrysek wyszukał wszystkie paczki Księciunia !!

     Rozgarniał stertę prezentów, dokładnie sprawdzał kolor wstążki i z radością biegł do starszego Brata !!

Kiedy Księciunio miał już wszystkie (a Princeska miała łzy na rzęsach), zaczął rozdawać po kolei, jak leżały...Nie preferując nawet siebie...

     Jak ważnym i kochanym trzeba być starszym Bratem, żeby doświadczyć czegoś takiego ??

     Taka miłość wyciska z człowieka łzy wzruszenia...I wywołuje uśmiech na twarzy...;o)

     Takiej MIŁOŚCI Wam życzę !! Na cały rok...Na dziesięciolecia !!

     Czystej...Pięknej...Bezinteresownej...♥


P.S. Jakby co, to Gordyjka od dwudziestu pięciu dni jest już Stypendystką ZUS-u !! Seniorką - Emerytką pełną gębą...:o)))

Ale powagi i stateczności jak nie było, tak nie ma...;o)

poniedziałek, 9 grudnia 2024

Odwołuję święta Bożego Narodzenia...

     Okna pomyte ?? NIE !!

     Porządki świąteczne zrobione ?? NIE !!

     Zakupy ogarnięte ?? NIE !!

Szczerze mówiąc, nawet menu świąteczne w niebycie...

     To cóż takiego robi Gordyjka z Panem N. ??

Hmmm...

     Zły nas opętał !! A wygórowane oczekiwania Wnucząt dodają niesamowitej energii...;o)

Teraz już pewnie się domyślacie...Opętało nas Wrzosowisko !!

     Po dziesięciu latach różnych perypetii pogodowych...Po ekspresowym pakowaniu bagaży, bo niespodziewanie zmienił się front pogodowy i nocne temperatury zapowiadały Arktykę...Po weekendowych wypadach i przerwanych wyjazdach wakacyjnych (ileż łez przez to spłynęło), bo: ulewy, burze i "rzucanie żabami"...Dziadkowie ogłosili pełną mobilizację !!

Cztery ręce i cztery łapy na pokład i do dzieła...

     Pan N. zabezpieczył nam front robót, rozpoczynając od nabycia piecyka ("Kacperek dobry duszek") i lamp akumulatorowych ("kaganki oświaty"), a potem to już było z górki...

Najpierw na różowo...


 Potem na żółto...


     A kiedy większość rozpoczynała planowanie Świąt (niektórzy już mieli nawet ubrane choinki)...Gordyjka nieopatrznie rzuciła...

     - Może zerkniemy do tych tartaków, żeby jakieś rozeznanie mieć...- Pan N. tylko na to czekał...

     "Zaglądanie" skończyło się tak...

     No i jak myśleć o myciu okien ?? O sprzątaniu ?? O świątecznym menu ??

Nie da się !!

Deski wołają z całych swoich drewnianych sił:

     "Połóżcie nas !! Połóżcie !! Chociaż kawałeczek...Pół ściany...Kilka desek..."

Echhh...

No to kładziemy...;o)

I cieszymy się jak waryjaty !! ;o)

     Lucki też się cieszy...Wrzosowisko ma pod kontrolą, a "Kacperek" spisuje się wyśmienicie, więc może drzemać do woli...;o)

     Sezon 2024 nie został zamknięty, a za trzy tygodnie zaczniemy 2025...Hmmm...

     Może by jednak te Święta odwołać ?? ;o)

niedziela, 17 listopada 2024

Bez Jana rady nie damy...;o)

     Właściwie co tydzień media donoszą o kolejnym oszustwie: na wnuczka, policjanta, prokuratora i czort wie kogo...Seniorzy tracą dorobek życia i tyle w temacie...Nie pomagają ostrzeżenia...Nie pomaga wyłapywanie mniej ostrożnych przestępców...Karawana idzie dalej...

     A co, jeśli takich oszustw dopuszczałyby się jednostki urzędowe ?? Wszak Senior już takiego polotu nie ma, w procedurach mniej obeznany, a czasem i pamięć nie ta...

     Jakiś czas temu zapragnęliśmy skorzystać z usług pewnego banku...Zapotrzebowanie było dla nas jasne, ofertę (jak zawsze) bardzo skrupulatnie żeśmy przeanalizowali...Pozostało udać się do placówki i podpisem owo "dzieło" uświetnić...

     Przed nami był pewien starszy (od nas) Pan...Przybył w celu założenia lokaty...

     Po drugiej stronie biurka siedziała Zetka...Promienna i usłużna...Poniekąd...

Promienna była na pewno, ale czy usłużna ??

     Po kilku minutach słuchania (a trudno było nie słuchać) wyszło jak "szydło z worka", że Zetka przy okazji owej lokaty chce załapać się na premię kwartalną...

Pan swoje...Zetka swoje...Do obłędu...

     Zdezorientowany Emeryt wyszedł z banku bez lokaty i z totalnym zagubieniem w oczach...

     Dlaczego jego żona miała zakładać bankowe konto, żeby on mógł ustanowić lokatę ??

Tego do dzisiaj i ja rozgryźć nie umiem...;o)

Nasza kolej...

     Wyjaśniamy w żołnierskich słowach cel naszej wizyty...

     Zetka sprawdza dane osobowe i konto, po czym nas informuje, że konto powinniśmy zmienić, bo...Wiosna była piękna tego roku...(Czytajcie dosłownie, bo przenośni w tym nie ma)...

     Po naszym sprzeciwie, dziewczęcym szczebiotem jesteśmy informowani, że Ojciec Zetki pracuje tam gdzie Pan N., że jesteśmy tego samego rocznika co rodziciel, że wychowała się w Zaścianku...

Reagujemy urzędowymi uśmiechami, bo do załatwienia formalności nie zbliżamy się nawet o krok...

Kolejny komunikat wbija nas w krzesła...

     "Nie da się"...

     Ale ona, gwiazda bankowości ma dla nas dużo lepszą propozycję i oczami wyobraźni już widzi, jak się na ową propozycję ślinimy...

Liczy...Liczy...Liczy...

W klawiaturkę stuka...

I...

     Przedstawia nam ofertę, która się nijak naszego zapotrzebowania nie trzyma...Echhh...

Żeby jednak "docenić" nas absolutnie, nasze właściwie "bezkosztowe" zapotrzebowanie zamienia się w ofertę wartą dla banku kilkaset złotych...

Dlaczego ??

Bo wiosna była piękna tego roku...;o)

     Patrzyła na monitor z własnymi wyliczeniami i nijak nie ogarniała, że wyniki się jej rozjechały...

Wszystkie pytania ?? Jak w mur...

Wszystkie sugestie ?? Jak w mur...

     A że głową muru nie przebijesz, więc z lekko podniesionym ciśnieniem i urzędowymi uśmiechami pożegnaliśmy Zetkę...

     - My się z nimi nie dogadamy...- podsumował naszą wizytę w banku Ślubny...

     - To dziecko na chleb w bankowości nie zarobi...- podsumowała Gordyjka...

     Dobę później podreptaliśmy do drugiego banku (bo banków ci u nas dostatek) i już na progu dreszcze nam przez kręgosłup przeszły...

Trzy stanowiska...Trzy Millenialski...

     - Do trzech razy sztuka...- wyszeptał mi do ucha Pan N., co było oznaką, że średnio wierzy w nasze "zwycięstwo"...

     Millenialska wysłuchała naszego zapotrzebowania, dopytała o szczegóły, poklikała w klawiaturkę, czółko dwa razy zmarszczyła i...

I po godzinie wyszliśmy z banku z dokładnie tym, po co żeśmy przyszli !!

Szok !!

     Długo nie mogliśmy rozgryźć tej bankowej tajemnicy, a do zaproponowanych bonusów podchodziliśmy jak do jeża w stresie...

Jaki jest epilog tej historyjki ??

     Zetki nie widzieliśmy w banku od kilku miesięcy, więc zakładamy, że jej wyniki nie były jednak oszałamiające (inna sprawa: ile osób udało się jej złapać na własne, "genialne" pomysły ??)...

     Millenialska pomyliła się w czasie obsługi (w bonusach) i załatwiła sprawę tak, że dostaliśmy wszystko zgodnie z jej obietnicami (mimo procedur)...

Wyszło na to, że jednak się da...

     Tylko...Jak bardzo Klient musi orientować się w procedurach ?? Jak trzeba być obeznanym w bankowości ?? W jakim stopniu musimy studiować (na ochotnika) prawo i ustawodawstwo ??

     Seniorzy to "łasy kąsek" dla każdego rodzaju naciągaczy, tych nagłaśnianych medialnie, i tych działających w świetle prawa...Perspektywa emerytalnego spokoju wygląda mgliście...Święty Janie (Patronie emerytów i rencistów) miej nas w opiece...;o)  

środa, 6 listopada 2024

Dziecko "pierwszej brygady"...

     Nie to, żebym się doszperała jakiś bohaterskich przodków, albo żebym zamierzała strzelić wykład o Legionach Piłsudskiego...;o)

     Od kilku lat obserwuję jak trudne bywa przejście na emeryturę, jak ludzie potrafią się omotać wolnością, albo stetryczeć w ciągu kilku miesięcy...Nie będę zaprzeczać, że te obserwacje napawają mnie obawami...

     Przecież to całkiem nowe doświadczenie, nowy etap w życiu i całkiem nowy czas "nicnierobienia"...Ostatni taki mieliśmy w okresie niemowlęcym (jeśli nie chodziło się do żłobka)...

     A tu nagle budzik nie dzwoni, nie trzeba planować urlopów, nie ma obowiązków "od-do", nawet telefon zamiera...Cisza i spokój...

     Były przypadki, że emeryt tak się zachłysnął wysokością odprawy i czasem na hulanki, że doprowadził rodzinę do totalnego upadku...Kolejny poczuł młodzieńczy zew i zaczął uprawiać wszystkie możliwe (i niemożliwe) sporty, czym doprowadził organizm do zapaści i nacieszył się emeryturą ledwie kilka miesięcy...Następny wstaje o 4:00 i prawie cały dzień siedzi w samochodzie zaparkowanym pod blokiem...Drastyczne ?? Mam jeszcze kilka podobnych "egzemplarzy"...

     Ludziom trudno się odnaleźć...

Przed nami właśnie ten etap...;o) Już niedługo...

     I chociaż cisza, spokój, nuda, a nawet bezrobocie nam nie grożą, będziemy mieli przed sobą potężne wyzwanie...

     Wiecie na czym polega system pracy czterobrygadowej ??

     Pracuje się cztery dni rano - dzień wolnego - cztery dni na noc - dwa dni wolnego - cztery dni popołudniu - dzień wolnego...

     W takim systemie pracował mój Ojciec, a ja nie znając jeszcze dni tygodnia i nazw miesięcy, umiałam rozczytać "kalendarzyk czterobrygadówki"...Od urodzenia w takim systemem żyłam...

     Opowieści o niedzielnych wycieczkach, świątecznych odwiedzinach, a później rodzinnych weekendach, mogłam wsadzić między bajki...

     Wkrótce po ślubie Pan N. zmienił pracę i zgadnijcie ?!

     Zaczął pracować w systemie czterobrygadowym na brygadzie pierwszej...To było konieczne, jeśli chcieliśmy mieć jakiekolwiek rodzinne kontakty...(Ojciec też pracował na "pierwszej brygadzie")...

     Nie powiem...Mieliśmy z tego tytułu "bonusy"...

     Wolne w tygodniu dawało możliwość załatwienia formalności urzędowych, bez tłoku robiliśmy zakupy, a póki dzieci były małe, to i wyjazdy w plener odbywały się bez tłumów...

     Nazywamy to do dzisiaj "opozycją do Narodu", bo często wracamy z Wrzosowiska pod koniec tygodnia pustą drogą, mając na sąsiednim pasie korek za korkiem...

     Życie domowe też wygląda całkiem inaczej...

     Nawet jadłospis bywa podporządkowany...;o)

     Bo przecież nie będę tłukła kotletów jak Ślubny drzemie po nocnej zmianie...;o)

A że sen ma Biedak czujny, więc dokąd nie podrzemie, ja siedzę jak "myszka pod miotłą"...Ile macie cichutkich zajęć domowych ??

     Każda ze zmian ma swoją specyfikę i ten rytm życia właściwie wyssałam z mlekiem Matki (chociaż mleka nie ssałam)...

     Właściwie, żaden z Chłopaków nie ma takiego stażu "czterobrygadowego" jak ja...

     Niedługo wybije mi prawie sześćdziesiąt lat...

I lądowanie !!

     Tydzień odzyska układ dni...Miesiąc będzie miał weekendy...Organizacja Świąt przestanie być "wyższą matematyką"...;o)

     Nigdy w życiu tak nie żyłam !!

     Prawdziwe trzęsienie ziemi...;o)

P.S. I pomyśleć, że nie przysługuje mi za to żaden dodatek emerytalny...;o) 

środa, 27 marca 2024

Nie tylko środek się liczy...

     Pamiętacie jak "Nagusek" stanął nam niespodziewanie między polami, a jego serducho (silnik) zamarło ?? Nasze też !! Bo jak to ?? "Nagusek" ?? Niezawodny "Nagusek" umarł ??

     Jadąc w kabinie lawety wiedzieliśmy jedno, nie odpuścimy !!

     To nie samochód...To członek Rodziny !! Pełnoletni...;o)

     Nasz ulubiony Mechanik tylko głową pokiwał..."Niczego nie obiecuję...Zrobimy co się da..." - Właśnie dlatego jest ulubionym Mechanikiem...;o)

Przez miesiąc wspominaliśmy nasze autko...

     Jak Pan N. dokonywał wyboru, sprawdzając wszystkie parametry...

     Jak podliczałam nasze możliwości finansowe i wyrokowałam na co nas jeszcze stać...

     Jak Córcia wybierała kolor...

     Jak Pierworodny wysiadł z wypiekami na twarzy po jeździe próbnej...

Mamy go od "niemowlęctwa"...;o)

     Był ważnym pojazdem "Matki Wielebnej" (czyli Gordyjki)...

     Był "zaopatrzeniówką" gastronomii, kiedy rzuciliśmy się w wir działalności gospodarczej...

     Błądził po Bieszczadach...Sunął autostradami po Europie...Spalił hamulce i opony w Szwajcarii...

     Potem zmienił gastronomię na informatykę, i doceniliśmy rozmiar bagażnika...

     Na Wrzosowisko przewiózł tony zaprawy i ziemi, a w początkowej fazie był jedynym schronieniem na "hektarach"...

Wspomnień z "Naguskiem" mamy miliony !!

I to miałby być koniec ??

     Po telefonie z diagnozą (i kosztorysem) zabłysło światełko w tunelu (diagnoza, nie kosztorys)...;o)

     - Robimy !! - wrzasnęliśmy zgodnie, a ulubiony Mechanik tylko się uśmiechnął... "- Też bym robił taki samochód..." - skwitował...

     Nie mamy pojęcia co ten Czarodziej zmajstrował, ale "Nagusek" po reanimacji jeździ jeszcze lepiej !!

     Można powiedzieć, że teraz czuć w nim każdą "spóźnioną" reakcję Kierowcy...Jakby nas poganiał...;o)

     Wtedy przyrzekliśmy, że dostanie "drugie życie" i poza "środeczkiem" zainwestujemy "w urodę"...Nie ma co, osiemnaście lat "pod chmurką" odcisnęło piętno na autku...

Długo nam zeszło...

     Najpierw szukaliśmy Blacharza...To nie takie proste dobrze i ładnie pospawać uszkodzone elementy...No i...Do dobrego Blacharza czeka się jak na Specjalistę z NFZ...Miesiącami !!

Jak myśmy pilnowali terminu !!

Przypomnienia były "wklepane" wszędzie...;o)

I...


     "Nagusek" pod "gabinetem chirurgicznym"...;o)

Będzie nowy próg...Będzie nowe nadkole...Ufff...

     Potem tylko wymiana tylnych drzwi...;o)

Ale to już pikuś...

     Drzwi czekają na balkonie, bo Pan N. wypatrzył je po dwóch latach szukania, a "Nagusek" przywiózł je sobie ze Stolicy (to powód naszej niespodziewanej wizytacji w Warszawie)...

Ulubiony Mechanik już "ugadany" na wymianę...;o)

     Dotrzymane słowo...Bo chociaż w życiu liczy się "środek", miło jest mieć ładny wygląd...;o)

niedziela, 24 marca 2024

Przedwyborcza gehenna...

     Nie wiem jak u Was wygląda proces wyborów samorządowych, ale Zaścianek ma pewną przypadłość...Od kiedy pamiętam (a pamięć mam jeszcze przyzwoitą), na szczytach władzy samorządowej lądują "kumotry" i "ziomale"...Te same nazwiska...Te same twarze...

     Nawet kiedy rozpęta się jakaś "zadyma medialna", bo przekręt (afera) nie mieści się już w zaściankowych głowach, zmieniają się jedynie tabliczki na drzwiach...

     Rządzili już wszyscy...Lewica...Prawica..."Środeczek" (ze skłonnościami do odchyłów)...I Ci głoszący się "patriotami lokalnymi" (cokolwiek to znaczy)...

     Jedni zasłynęli dążeniem do "utrzymania się przy korytku"...Drudzy do ogłoszenia Zaścianka "małym Krakowem"...Kolejni inwestycjami, które wbiły Zaścianek w kredytowe zadłużenie...

No cóż...Zaścianek nie ma szczęścia do Włodarzy...

To nawet nie chodzi o to, że nie dzieje się nic...

     Przez ostatnie lata powstało sporo dróg i chodników...Po kilkunastu latach niemożności udało się nawet wyremontować i zagospodarować kompleks miejskich basenów...Ba !! Przebudowano stadion lekkoatletyczny i boisko piłkarskie, które jeszcze dwa lata temu groziło kalectwem użytkownikom...

Że marudzę ??

Może...

     Problem w tym, że u nas realizuje się to wszystko jakoś "na zakładkę"...;o)

     Była moda na "orliki"...Budowali "orliki" jakby ich "zły opętał", bez przemyśleń i rozwagi...Trzeba być na topie...

     Była moda na eleganckie chodniczki...Budowali chodniczki, wymieniając dobre, na lepsze...

     Była moda na siłownie i place zabaw...Tych ci u nas dostatek...

     Nawet ten kompleks sportowy powstał, bo ościenne gminy już miały...

Echhh...Jakby nie można było iść swoją drogą...

     A potencjał Zaścianek ma !!

Tylko nie taki, jakim nas raczą potencjalni kandydaci...

     Nie będziemy "małym Krakowem", bo nie mamy ani Damy z gronostajem (nawet gronostaja nie mamy), ani Ołtarza Wita Stwosza...Przeszłość Zaścianka to srebro i ołów...(I garnki...)...;o)

     Nie będziemy centrum logistycznym, bo "siedzimy" w samym środeczku drogi "przelotowej"...

     Przemysł u nas nie powstanie bo wkoło tereny leśno - rolnicze...No chyba, że ktoś tuje będzie w ogródku sadził i się do ropy dokopie...Wtedy jest szansa, że wszyscy zostaniemy szejkami (jak w Karlinie)...;o)

     Zaścianek może być świetnym miejscem do życia !! (Już trzydzieści lat temu żeśmy to zauważyli)...

     Można tu mieszkać bez tłoku i pędu cywilizacji...Gdyby powstawały mieszkania, a ich ceny były bardziej zaściankowe niż krakowskie...

     Można wychowywać Dzieci...Bez zagrożenia smogiem i pylicą...Gdyby była wystarczająca ilość żłobków, przedszkoli i szkół...A gminne inwestycje w edukację ściągnęły nauczycieli "z wyższej półki"...

     Można wyciszyć się po korporacyjnym pędzie spacerując po okolicznych lasach i uprawiając sporty...Gdyby ktoś pochylił się nad infrastrukturą rekreacyjno-sportową...Oznakowanie ścieżek to chyba najtańsza z możliwych inwestycji...

     Można odpocząć na emeryturze...Z tych samych powodów co wyżej...

     W promieniu trzydziestu kilometrów (prawie w każdą stronę) mamy duże miasta...

Właściwie niewiele trzeba...

     Ale jakoś przedwyborcza kiełbacha wpychana jest nam wprost do gardeł...Chyba żaden zakład przetwórstwa mięsnego by tego nie ogarnął..."Słuchać hadko" - jak pisał Sienkiewicz...

     Szczególnie kandydaci na zaściankowych burmistrzów idą na całość (jeden jest o krok od budowy lotniska)...;o) Mamy też "spadochroniarkę", która nie ma z Zaściankiem nic wspólnego, ale ma nominację "partyjną"...Majtki opadają !! Bo ręce opadły nam już dawno temu...

     Pójdziemy na wybory...Zagłosujemy...A tam tabliczki znowu zmienią swoje miejsce na drzwiach...Jak w porzekadle: "Hop siup, zmiana d**"...

Chyba, że...

Echhhh...

Nadzieja umiera ostatnia...;o)