Szczyt NATO w Warszawie...ŚDM w Krakowie...To wszystko jest "pikuś", w porównaniu do wizytacji Księciunia na Wrzosowisku !!
A fakt jest faktem, żeśmy audiencji dostąpili...
Od samego rana Poddani zabrali się do pracy...
Babcia jak oczadziała wszystko myła i dezynfekowała, bo wiadomo, że Księciuniowe łapeczki wszystkiego muszą dotknąć, żeby "uwierzyć"...
Dziadzio zabrał się za prace bardziej technicznie, i wynalazł jedyne miejsce, na którym mamy odrobinę piasku, gdyby Księciuniowi przyszła ochota na "wykopki"...
Przy naszym "wodopoju" powstała plaża...
Może do "Złotych Piasków" jej daleko, ale dla jednego Kopacza w sam raz...
A żeby obciachu nie było, tuż przy plaży ustawiliśmy "akwen wodny"...
Rozmiar idealny, bo bezpieczny...Chociaż już mamy pomysł jak z tego "morza" zrobić "ocean"...;o)
Piasek jest...Woda jest...
Aha !!
Czas na legowisko...
Palmy nie mamy w repertuarze, więc musi wystarczyć orzeszek...
No i konieczne jest miejsce na popas...
Dla Księciunia...
I dla Poddanych...
Ufff...
Gotowe...
A co na to wszystko Księciunio ??
Nawet nie pytajcie !!
Najbardziej podobało Mu się bieganie aż na kraniec Wrzosowiska...Z górki...Pod górkę...Z górki...Pod górkę...Z górki...Pod górkę...
Takiej zaprawy lekkoatletycznej to ja dawno nie miałam...
Ale rośnie nam Zielarz pierwsza klasa !!
Kiedy Babcia pokazała Mu rumianek, bez trudu każdą roślinkę umiał wskazać paluszkiem...Było go kilka setek...Każdego pokazał...Każdego Babcia musiała potwierdzić...Przy każdym trzeba było przystanąć...Prawdziwa celebracja rumiankowa...
Dobrze, że to nie tasznik, bo jego było kilka tysięcy...
Miska z wodą też była hitem...
Dokąd Dzieciaki nie obwieściły, że więcej koszulek na zmianę nie mają...
A wiaderko na piasek zyskało całkiem inne przeznaczenie...
Księciunio w swej łaskawości zauważył, że Dziadzio mało precyzyjnie poukładał kamienie na parkingu, więc się Chłopak zabrał do "naprawy"...Odpuścił dopiero kiedy wiaderko było pełne, w rączkach trzymał po kamieniu, a na parkingu nie ubyło...
To zadanie Go "przerosło"...
Oooo...
I była jeszcze moskitiera w Orzeszku, zza której nagle pojawiał się Dziadzia !!
I zakrętka z butelki, która udawała okręt...
I materac, na który można było robić "buch"...
A potem moje Chłopaki puszczały bańki mydlane...
Niby nic...Kolorowe pęcherzyki powietrza...Chwilka...
Oby trwała...
Dwa światy...
Bardzo Ważni Goście
niedziela, 26 czerwca 2016
sobota, 25 czerwca 2016
Niech się stanie...Niech się stanie...Przepluwam przez lewe ramię...
Obiecałam...
Pamiętam dokładnie co obiecałam...
I z wielkim trudem, ale do dzisiaj przyrzeczenia dotrzymałam...
Dla mniej wtajemniczonych zdradzę, iż obiecałam, że się Trenerowi Nawałce w przygotowania do ME nie będę wtrącać...
Lekko nie było...
Niekiedy to aż mnie kręciło, żeby swoje trzy grosze do reprezentacyjnej "Skarbony" wrzucić...Ale twardym trza być !! Nie miętkim !!
Dzisiaj wymiękam...
Wymiękam, bo mi na myśl przyszło, że sobie Selekcjoner nijak bez mojego wsparcia nie poradzi...
O co chodzi ??
O Roberta Lewandowskiego !!
Toż to jasnym jest jak słoneczko, że na naszego Kapitana ktoś urok rzucił okrutny i nijak sobie Chłopak z odczynieniem sam nie poradzi !!
Wiedźmy trzeba !!
No to się zgłaszam...:o)
Żeby Wam tylko czasem do głów nie strzeliło mnie potem spalić !!
Ostrzegam humanitarnie...
Ekologiczna nie jestem !! Powietrze zatruję !! A przypiekana drzeć się będę w niebiosy i złorzeczyć (klątwa Templariuszy to będzie przy mojej pikuś)!!
Ale nad Robertem uroki odczynię ze szczerego serca i bez zapłaty...
Pamiętam dokładnie co obiecałam...
I z wielkim trudem, ale do dzisiaj przyrzeczenia dotrzymałam...
Dla mniej wtajemniczonych zdradzę, iż obiecałam, że się Trenerowi Nawałce w przygotowania do ME nie będę wtrącać...
Lekko nie było...
Niekiedy to aż mnie kręciło, żeby swoje trzy grosze do reprezentacyjnej "Skarbony" wrzucić...Ale twardym trza być !! Nie miętkim !!
Dzisiaj wymiękam...
Wymiękam, bo mi na myśl przyszło, że sobie Selekcjoner nijak bez mojego wsparcia nie poradzi...
O co chodzi ??
O Roberta Lewandowskiego !!
Toż to jasnym jest jak słoneczko, że na naszego Kapitana ktoś urok rzucił okrutny i nijak sobie Chłopak z odczynieniem sam nie poradzi !!
Wiedźmy trzeba !!
No to się zgłaszam...:o)
Żeby Wam tylko czasem do głów nie strzeliło mnie potem spalić !!
Ostrzegam humanitarnie...
Ekologiczna nie jestem !! Powietrze zatruję !! A przypiekana drzeć się będę w niebiosy i złorzeczyć (klątwa Templariuszy to będzie przy mojej pikuś)!!
Ale nad Robertem uroki odczynię ze szczerego serca i bez zapłaty...
Na mrówki czułki, na kuper trzmiela,
niech się w Robercie budzi nadzieja.
Na ośmionogi, których nie znoszę,
o jedną, małą brameczkę proszę !!
Na uszy słonia, żyrafy szyję,
niech się zapląta podanie czyjeś.
Na jeża szpilki, buty stonogi,
już się nie wahaj przyłożyć nogi.
Na ząb rekina i ssawkę pchły,
jedna za drugą, strzel bramki trzy !!
Abrakadabra i miód malina,
niechaj się piłka Roberta trzyma.
Hokus z pokusem, pokus z hokusem,
tyś pod ogromnym naszym przymusem.
Czary z marami, mary z czarami,
wiedz, że my z Tobą, i że Ty z nami.
Nie myśl, że musisz !! Pomyśl, że chcesz !!
My razem z Tobą kopniemy też !!
Precz złe podania, kiksy i troski,
wolnym z uroku jest Lewandowski !!
P.S. Daj Boziu, żebym ten mecz przetrwała bez zawału serca, wylewu i innych przypadłości...Rozumu się nie domagam, bo to już za późno...
środa, 22 czerwca 2016
Imigracja pogodowa...
No to mamy przechlapane...
Australijczycy "wzięli odwet" za przegraną Eurowizję...
W sumie, bardziej bym się odwetu spodziewała po Rosji, która lubi przyłożyć restrykcjami jak sprawy idą nie po Jej myśli...Ewentualnie po Niemcach, bo przecież przegrali z kretesem...Ale Australijczycy ?? Nacja słynna z serdeczności i pacyfistycznych zachowań ??
Tego się nie spodziewałam...
Ale od początku...
Od wiosny 2015 roku na Ziemi "królował" El Nino..."Chłopiec" ogromnie lubiący płatać psikusy w przyrodzie...Niby tylko kilka stopni podnosi temperatury Pacyfiku, a w rzeczywistości mąci gdzie tylko może...W Ameryce Północnej powoduje niesamowite śnieżyce...Amerykę Południową topi w ulewach...Azję wysusza na pieprz...I chociaż trudno w to uwierzyć, u nas też namieszał sporo...Upalna wiosna...Tropikalne lato...Jesień, która "połknęła zimę...Zima, którą można było przedreptać w trampkach...
Właściwie to ja tego El Nino polubiłam...
Może trochę smutno w Święta Bożego Narodzenia bez śniegu, ale upalne lato nad Bałtykiem ?? Super bonus !!
No i tyle dobrego...
Właśnie Australijczycy ogłosili, że El Nino się kończy...Temperatura Oceanu wraca do równowagi...
Jak nic, po muzycznej przegranej zaczęli w tym Oceanie kijami mieszać !!
I zapewne namieszają nieziemsko...
Przed nami La Nina...Dziewczynka...Bardzo niegrzeczna dziewczynka...
Ta dla odmiany schładza oceaniczne wody i bardzo lubi powiać bez opamiętania...Huragany...Cyklony...Orkany...
Co przyniesie nam ??
No cóż...
Nic dobrego...
Jeśli jej jakoś nie obłaskawimy, to lipce znowu będą deszczowe, sierpnie chłodne, czyli lato do luftu...A w perspektywie śnieżna i mroźna zima...
Bardzo niegrzeczna ta "dziewczynka"...
Aż mi zaczęło brakować Pani Bieńkowskiej i Jej słynnego cytatu...
"Sorry, taki mamy klimat"...
A może uda się nam jeszcze przekonać Dżamałę i odda swoje zwycięstwo ?? Dla dobra Europy ?? Że o innych Kontynentach nie wspomnę...
Australijczycy się udobruchają i zaczną tymi kijami wywijać w drugą stronę ??
Trudno mi się pożegnać z tym "chłopczykiem"...Bardzo trudno...
A jak się jeszcze "obrazi", jak ostatnio, i nie przybędzie przez 55 miesięcy ??
Ło Matko i Córko...
Czyżby przyszedł czas na emigrację do Afryki ??
Australijczycy "wzięli odwet" za przegraną Eurowizję...
W sumie, bardziej bym się odwetu spodziewała po Rosji, która lubi przyłożyć restrykcjami jak sprawy idą nie po Jej myśli...Ewentualnie po Niemcach, bo przecież przegrali z kretesem...Ale Australijczycy ?? Nacja słynna z serdeczności i pacyfistycznych zachowań ??
Tego się nie spodziewałam...
Ale od początku...
Od wiosny 2015 roku na Ziemi "królował" El Nino..."Chłopiec" ogromnie lubiący płatać psikusy w przyrodzie...Niby tylko kilka stopni podnosi temperatury Pacyfiku, a w rzeczywistości mąci gdzie tylko może...W Ameryce Północnej powoduje niesamowite śnieżyce...Amerykę Południową topi w ulewach...Azję wysusza na pieprz...I chociaż trudno w to uwierzyć, u nas też namieszał sporo...Upalna wiosna...Tropikalne lato...Jesień, która "połknęła zimę...Zima, którą można było przedreptać w trampkach...
Właściwie to ja tego El Nino polubiłam...
Może trochę smutno w Święta Bożego Narodzenia bez śniegu, ale upalne lato nad Bałtykiem ?? Super bonus !!
No i tyle dobrego...
Właśnie Australijczycy ogłosili, że El Nino się kończy...Temperatura Oceanu wraca do równowagi...
Jak nic, po muzycznej przegranej zaczęli w tym Oceanie kijami mieszać !!
I zapewne namieszają nieziemsko...
Przed nami La Nina...Dziewczynka...Bardzo niegrzeczna dziewczynka...
Ta dla odmiany schładza oceaniczne wody i bardzo lubi powiać bez opamiętania...Huragany...Cyklony...Orkany...
Co przyniesie nam ??
No cóż...
Nic dobrego...
Jeśli jej jakoś nie obłaskawimy, to lipce znowu będą deszczowe, sierpnie chłodne, czyli lato do luftu...A w perspektywie śnieżna i mroźna zima...
Bardzo niegrzeczna ta "dziewczynka"...
Aż mi zaczęło brakować Pani Bieńkowskiej i Jej słynnego cytatu...
"Sorry, taki mamy klimat"...
A może uda się nam jeszcze przekonać Dżamałę i odda swoje zwycięstwo ?? Dla dobra Europy ?? Że o innych Kontynentach nie wspomnę...
Australijczycy się udobruchają i zaczną tymi kijami wywijać w drugą stronę ??
Trudno mi się pożegnać z tym "chłopczykiem"...Bardzo trudno...
A jak się jeszcze "obrazi", jak ostatnio, i nie przybędzie przez 55 miesięcy ??
Ło Matko i Córko...
Czyżby przyszedł czas na emigrację do Afryki ??
poniedziałek, 20 czerwca 2016
Wiewiórkowa inwigilacja...
- Znowu Dwunogi przyjechały na nasze Wrzosowisko !!
- No coś Ty Baśka !! Przecież dopiero co byli !!
- Byli, się zbyli i znowu przybyli...
- Skąd wiesz ??
- Widziałam !!
- A Oni ??
- Co Oni ??
- Też Cię widzieli ??
- Mowa !! Oni chyba mają jakiegoś fizia na moim punkcie !! Jakiś miesiąc temu pobiegłam na świerczynki...Wiesz...Świerczynki na Wrzosowisku są najlepsze...
- Wszyscy wiedzą !!
- No właśnie...Już na świerka wbiegałam, jak zauważyłam tego mniejszego Dwunoga...Siedział na ławeczce..Siedział i nic nie robił !! Pomyślałam, że może śpi, albo co...A poza tym, przecież Dwunóg na świerka nie wlezie...
- Fakt !! Nie ma mowy, żeby wlazł...Ani ten mniejszy, ani ten większy...
- No to wcinam te świerczynki, a Dwunóg nagle z ławki się zerwał i zaczął jakieś dziwne pozy przybierać...Dopiero po chwili zauważyłam, że mi zdjęcia robi...
- Żartujesz ??
- Wcale !! Nawet się nie zapytał czy wolno !!
- Myślę sobie..."Niech robi"...Pogoda kiepska była wtedy, popołudnie późne, aparat ma kiepski, lipa mu wyjdzie z tego, a nie zdjęcia...
- I co ??
- I nic...Popstrykał chwilę, a potem zaczął człapać w moją stronę...
- Orzesz...(ko) !!
- Nie pękaj...Zwiałam !!
- Co prawda, zjadłabym jeszcze trochę, ale co było robić ??
- Echhh...Baśka !! Ty to lubisz ryzyko...
- Ale to mało !! Teraz poszłam na Wrzosowisko, bo jak ten większy Dwunóg skosił trawę, to się masa orzeszków i pestek pokazała...Nigdzie ich widać nie było...Myślę sobie: śpią...No to zaczęłam pałaszować...Aż tu nagle...Dwunogi !! Mało mnie nie nadepnęli !!
- Ojej !! Nie słyszałaś ??
- To przez te skorupki...
- Pomyślałam, że najlepiej będzie udawać, że mnie tam wcale nie ma...
- A Dwunogi ??
- Nic tylko zdjęcia robili...Krok - pstryk...Krok - pstryk...
- Aleś Ty odważna !!
- E tam...Szans nie mieli !! Przecież nie będą za mną po drzewach skakać !!
- Fakt...Ale niebezpiecznie było...
- Może i tak...Ale ja to się teraz zastanawiam...Czy Oni nie słyszeli o Ustawie o ochronie wizerunku ?? O ochronie danych osobowych ??
- To Dwunogi !! Oni rzadko co słyszą...;o)
- No coś Ty Baśka !! Przecież dopiero co byli !!
- Byli, się zbyli i znowu przybyli...
- Skąd wiesz ??
- Widziałam !!
- A Oni ??
- Co Oni ??
- Też Cię widzieli ??
- Mowa !! Oni chyba mają jakiegoś fizia na moim punkcie !! Jakiś miesiąc temu pobiegłam na świerczynki...Wiesz...Świerczynki na Wrzosowisku są najlepsze...
- Wszyscy wiedzą !!
- No właśnie...Już na świerka wbiegałam, jak zauważyłam tego mniejszego Dwunoga...Siedział na ławeczce..Siedział i nic nie robił !! Pomyślałam, że może śpi, albo co...A poza tym, przecież Dwunóg na świerka nie wlezie...
- Fakt !! Nie ma mowy, żeby wlazł...Ani ten mniejszy, ani ten większy...
- No to wcinam te świerczynki, a Dwunóg nagle z ławki się zerwał i zaczął jakieś dziwne pozy przybierać...Dopiero po chwili zauważyłam, że mi zdjęcia robi...
- Żartujesz ??
- Wcale !! Nawet się nie zapytał czy wolno !!
- Myślę sobie..."Niech robi"...Pogoda kiepska była wtedy, popołudnie późne, aparat ma kiepski, lipa mu wyjdzie z tego, a nie zdjęcia...
- I co ??
- I nic...Popstrykał chwilę, a potem zaczął człapać w moją stronę...
- Orzesz...(ko) !!
- Nie pękaj...Zwiałam !!
- Co prawda, zjadłabym jeszcze trochę, ale co było robić ??
- Echhh...Baśka !! Ty to lubisz ryzyko...
- Ale to mało !! Teraz poszłam na Wrzosowisko, bo jak ten większy Dwunóg skosił trawę, to się masa orzeszków i pestek pokazała...Nigdzie ich widać nie było...Myślę sobie: śpią...No to zaczęłam pałaszować...Aż tu nagle...Dwunogi !! Mało mnie nie nadepnęli !!
- Ojej !! Nie słyszałaś ??
- To przez te skorupki...
- Pomyślałam, że najlepiej będzie udawać, że mnie tam wcale nie ma...
- A Dwunogi ??
- Nic tylko zdjęcia robili...Krok - pstryk...Krok - pstryk...
- Aleś Ty odważna !!
- E tam...Szans nie mieli !! Przecież nie będą za mną po drzewach skakać !!
- Fakt...Ale niebezpiecznie było...
- Może i tak...Ale ja to się teraz zastanawiam...Czy Oni nie słyszeli o Ustawie o ochronie wizerunku ?? O ochronie danych osobowych ??
- To Dwunogi !! Oni rzadko co słyszą...;o)
sobota, 18 czerwca 2016
Nowości z Wrzosowiska, czyli o czarownicy bez miotły...
Macie już dość rodzinnej epopei ??
No to wracamy na ziemię...
Dosłownie...
Już w zeszłym roku zaświtał nam w głowach pewien pomysł...Efekt nieziemskich wręcz upałów, i faktu, że z trudem utrzymywałam w "Orzeszku" temperaturę nie przekraczającą 50 stopni...
Lubię ciepełko, ale żeby aż tak ??
Chylę czoło w pokorze, przed Mieszkańcami Afryki...
Że Oni to mają genetyczne ??
Na 50 stopni, to nawet genetyka nic nie poradzi...
Można to przeżyć, ale polubić ??
Ja też poniekąd przeżyłam...Nie polubiłam...
Pan N. rozpoczął starania, żeby mi ulżyć w ciężkiej doli, bo wiedział, że z moich "mikstur" nie zrezygnuję...
Skoro wybudował mi bardzo praktyczną suszarnię do ziół, to w końcu, po coś te zioła suszę...Że o zbieraniu nałogowym nie wspomnę (kilka razy już bym przez te ziółka wygrzmociła malowniczo, bo zamiast patrzeć pod nogi, to ja się po zachwaszczonych chaszczorach rozglądam)...
Ale wracajmy do pomysłu...
Pan N. pięknie teren wyrównał, bloczki spoziomował i ustawił konstrukcję, której może mi do woli zazdraszczać każda, szanująca się czarownica...
Jedynie miotły nie chciał mi sprezentować...
Konstrukcja wygląda tak...
Prawda, że piękna ??
Może na pierwszy rzut oka, wygląda jak stanowisko do produkcji "księżycówki", ale to tylko złudzenie...
W garach są same pyszności...
W mniejszym, warzy się właśnie, pyszna mikstura na szkodniki i choroby...
- łupinki z cebuli i cebula,
- rumianek (dobry na wszystko),
- majeranek...
Bez przypraw...
Chociaż wygląda to na pierwszej jakości żur...
Po zagotowaniu, trzymam to na ogniu przez 30 minut, a następnie "przechodzi" zapachem do wystygnięcia...
Z 5 litrów naparu wychodzi 18 litrów roztworu (stężenie można regulować dowolnie), którym spryskuje się roślinki...
I precz mówimy mszycom, miodówkom, skoczkom, przędziorkom i mrówkom...A rumianek leczy rany...
Pan N. z pełnym poświęceniem pryskał roślinki (przecedzonym roztworem)...
Z resztą, Pan N. w ogóle był bardzo zajęty, bo pomagał również swojej czarownicy...
To już "wielki gar"...
Kiedyś służył do gotowania pieluch i ciuszków naszych Dzieciaków...Potem leżakował w piwnicy, czekając na lepsze czasu (był pojemnikiem na "coś tam"), a teraz rozpoczął karierę ma Wrzosowisku...
Karierę znamienną...
Tutaj, to dopiero się "działo"...;o)
- rumianek,
- skrzyp polny,
- tasznik pospolity,
- glistnik jaskółcze ziele,
- kilka liści babki pospolitej,
- kocimiętka...
A jaki był zapach !!
To jest miksturka "ku zdrowotności"...Samo "dobre" w jednym garze...
Z 20 litrów wywaru wychodzi 100 litrów mikstury...Do podlewania...Najlepiej "na korzeń"...
Tego już wszystkim nie wystarczyło...
Dostały truskaweczki i krzaczki w sektorze "truskawkowym"...Dostały poziomeczki...I nasze młode jabłonki...
No i jeszcze odrobinka została dla tui, którą otrzymaliśmy w darze od Siory mojej umiłowanej...Zaczyna nam bidulka okrutnie marnieć...Nie Siora...Tuja...
Żebym sprawiedliwie dobra rozdzielała czuwał on...
Nasze kontakty nabrały w tym roku innego wymiaru...
Jego skowyt na powitanie jest już mniej rozpaczliwy...Raczej wyraża radość ze spotkania i oczekiwanie na kąski ukryte w naszych bagażach...Przybiega też na pożegnanie, jakby chciał wykluczyć możliwość "zapomnienia o psie"...
Nowością totalną jest, że zaczął się przymilać o jedzenie w czasie naszych posiłków, a nawet szturchać nas łapkami...Kiedy do niego "przemawiam", usiłuje ze mną dyskutować !! Pierwsza taka rozmowa była niezapomnianym przeżyciem i okrutnie mnie rozczuliła...Podstawia też grzbiet i uszy do drapania...
I chociaż wydaje się to niemożliwe (z racji budowy jego psiego ciałka), podskakuje radośnie na nasz widok...
Absolutnie zawłaszczył sobie nas i Wrzosowisko...Broni i terytorium i bywalców...A bywa w tej obronie bardzo agresywny (wyrzuca nawet swoich współmieszkańców)...
Filipa się już nie wyrzekniemy...
Może łapy i grzbiet należą do Sąsiada...Ale serce, oczy i ogon są nasze...A najbardziej nasz jest Filipowy żołądek...
Ale i nam coś się od życia należy...
Ostatnio należała się nam kiełbaska z ogniska i...
Ziemniaczki pieczone w popiele...Z domowym masełkiem...
Czyli znak, że przetrwaliśmy pierwszy w tym roku nocleg na Wrzosowisku...
Cudnie było...
Echhh...;o)
No to wracamy na ziemię...
Dosłownie...
Już w zeszłym roku zaświtał nam w głowach pewien pomysł...Efekt nieziemskich wręcz upałów, i faktu, że z trudem utrzymywałam w "Orzeszku" temperaturę nie przekraczającą 50 stopni...
Lubię ciepełko, ale żeby aż tak ??
Chylę czoło w pokorze, przed Mieszkańcami Afryki...
Że Oni to mają genetyczne ??
Na 50 stopni, to nawet genetyka nic nie poradzi...
Można to przeżyć, ale polubić ??
Ja też poniekąd przeżyłam...Nie polubiłam...
Pan N. rozpoczął starania, żeby mi ulżyć w ciężkiej doli, bo wiedział, że z moich "mikstur" nie zrezygnuję...
Skoro wybudował mi bardzo praktyczną suszarnię do ziół, to w końcu, po coś te zioła suszę...Że o zbieraniu nałogowym nie wspomnę (kilka razy już bym przez te ziółka wygrzmociła malowniczo, bo zamiast patrzeć pod nogi, to ja się po zachwaszczonych chaszczorach rozglądam)...
Ale wracajmy do pomysłu...
Pan N. pięknie teren wyrównał, bloczki spoziomował i ustawił konstrukcję, której może mi do woli zazdraszczać każda, szanująca się czarownica...
Jedynie miotły nie chciał mi sprezentować...
Konstrukcja wygląda tak...
Prawda, że piękna ??
Może na pierwszy rzut oka, wygląda jak stanowisko do produkcji "księżycówki", ale to tylko złudzenie...
W garach są same pyszności...
W mniejszym, warzy się właśnie, pyszna mikstura na szkodniki i choroby...
- łupinki z cebuli i cebula,
- rumianek (dobry na wszystko),
- majeranek...
Bez przypraw...
Chociaż wygląda to na pierwszej jakości żur...
Po zagotowaniu, trzymam to na ogniu przez 30 minut, a następnie "przechodzi" zapachem do wystygnięcia...
Z 5 litrów naparu wychodzi 18 litrów roztworu (stężenie można regulować dowolnie), którym spryskuje się roślinki...
I precz mówimy mszycom, miodówkom, skoczkom, przędziorkom i mrówkom...A rumianek leczy rany...
Pan N. z pełnym poświęceniem pryskał roślinki (przecedzonym roztworem)...
Z resztą, Pan N. w ogóle był bardzo zajęty, bo pomagał również swojej czarownicy...
To już "wielki gar"...
Kiedyś służył do gotowania pieluch i ciuszków naszych Dzieciaków...Potem leżakował w piwnicy, czekając na lepsze czasu (był pojemnikiem na "coś tam"), a teraz rozpoczął karierę ma Wrzosowisku...
Karierę znamienną...
Tutaj, to dopiero się "działo"...;o)
- rumianek,
- skrzyp polny,
- tasznik pospolity,
- glistnik jaskółcze ziele,
- kilka liści babki pospolitej,
- kocimiętka...
A jaki był zapach !!
To jest miksturka "ku zdrowotności"...Samo "dobre" w jednym garze...
Z 20 litrów wywaru wychodzi 100 litrów mikstury...Do podlewania...Najlepiej "na korzeń"...
Tego już wszystkim nie wystarczyło...
Dostały truskaweczki i krzaczki w sektorze "truskawkowym"...Dostały poziomeczki...I nasze młode jabłonki...
No i jeszcze odrobinka została dla tui, którą otrzymaliśmy w darze od Siory mojej umiłowanej...Zaczyna nam bidulka okrutnie marnieć...Nie Siora...Tuja...
Żebym sprawiedliwie dobra rozdzielała czuwał on...
Nasze kontakty nabrały w tym roku innego wymiaru...
Jego skowyt na powitanie jest już mniej rozpaczliwy...Raczej wyraża radość ze spotkania i oczekiwanie na kąski ukryte w naszych bagażach...Przybiega też na pożegnanie, jakby chciał wykluczyć możliwość "zapomnienia o psie"...
Nowością totalną jest, że zaczął się przymilać o jedzenie w czasie naszych posiłków, a nawet szturchać nas łapkami...Kiedy do niego "przemawiam", usiłuje ze mną dyskutować !! Pierwsza taka rozmowa była niezapomnianym przeżyciem i okrutnie mnie rozczuliła...Podstawia też grzbiet i uszy do drapania...
I chociaż wydaje się to niemożliwe (z racji budowy jego psiego ciałka), podskakuje radośnie na nasz widok...
Absolutnie zawłaszczył sobie nas i Wrzosowisko...Broni i terytorium i bywalców...A bywa w tej obronie bardzo agresywny (wyrzuca nawet swoich współmieszkańców)...
Filipa się już nie wyrzekniemy...
Może łapy i grzbiet należą do Sąsiada...Ale serce, oczy i ogon są nasze...A najbardziej nasz jest Filipowy żołądek...
Ale i nam coś się od życia należy...
Ostatnio należała się nam kiełbaska z ogniska i...
Ziemniaczki pieczone w popiele...Z domowym masełkiem...
Czyli znak, że przetrwaliśmy pierwszy w tym roku nocleg na Wrzosowisku...
Cudnie było...
Echhh...;o)
środa, 15 czerwca 2016
Modlitwa alergika...
O najwspanialsze, o smaku lata,
Pozwólcie swojej pokornej słudze,
Nie obsypujcie milionem krost
chudej postury i słuszny wzrost,
nie barwcie twarzy tysiącem bąbli,
które wciąż drapie i z żalu skomli,
darujcie szyi długie liszaje,
Wy takie piękne, tak smakowite,
Jem was i cierpię, lato czy zima,
Niech więc w tym roku będzie inaczej,
niech po konsumpcji gorzko nie płaczę,
niech nie dostaję złowrogiej czkawki,
niedziela, 12 czerwca 2016
Puszka Pandory...cz.14
- Przyszła kartka od Twojej Siostry !! - zakomunikowałam Panu N., kiedy odpoczywaliśmy po weselnej "zadymie" Pierworodnego...
- To chyba ją z lotniska wysłała...- skwitował...
Fakt...
Kartka była bardzo kolorowa...Bardzo serdeczna...I pełna pozytywnych odczuć...
- No tośmy się postarali...- podsumował ją Pan N. ...
Lekko nie było...
Najpierw Siostra Pana N. wprowadziła chaos organizacyjny pod hasłem "nie chcę sprawiać kłopotu", co zaowocowało tym, że z niepokojem wyglądaliśmy przez okno...Umówiona godzina spotkania już dawno minęła...Ale dotarła...Siostrzeniec też dotarł...Nawet w towarzystwie Dziewczyny...
W Ślubie nie uczestniczyli...Bo to wbrew...
W błogosławieństwach nie uczestniczyli...Bo to wbrew...
Ale wesele Im się podobało...
Z resztą...
Robiliśmy wszystko, żeby Im się podobało...
Na drugi dzień, w ramach "poprawin" zorganizowaliśmy wycieczkę...Wycieczkę totalnie "odjechaną"...Wszystkim ubyło jakieś trzydzieści lat...
Pan N. znowu się uśmiechał spoglądając na Siostrę...
I mogłabym uznać tą wizytę za jedno wielkie pasmo szczęśliwości, gdyby nie to, że nie wytrzymała...
Pakując swoje tobołki wręczyła nam plik "nawracającej" literatury, a na widok Kapliczki z Jezuskiem, którą mamy w przedpokoju, zapytała...
- A cóż ten facet taki smutny ??
- On już tak ma...- odpowiedziałam, chociaż na końcu języka miałam całkiem inną odpowiedź...
To się teraz nazywa "poprawnością polityczną"...
Tolerancja...
Trzeba tolerować poglądy i przekonania innych, i to, że oni nie tolerują twoich poglądów i przekonań...
Nowa definicja...
Ale w czasie pożegnania byłam serdeczna...Bardzo się starałam...A fakt, że Celnicy skrupulatnie "przetrzepali" Siostrę Pana N., przyjęłam jako swojego rodzaju, rekompensatę...
No cóż...
Bywam wredna...
To jednak nie był koniec mojej wredności...
Kiedy otrzymaliśmy ów list od Szwagra, postanowiliśmy nawiązać kontakt z Siostrzenicą, bo epistoła zawierała kilka bardzo groźnie brzmiących gróźb...
W necie można znaleźć wszystko, więc i Siostrzenica Pana N. się znalazła...
List zeskanowałam i wysłałam...
Po kwadransie Siostrzenica zadzwoniła...
- Nie martwcie się...To nic nie znaczy...On ciągle tak grozi, ale jest zbyt leniwy, żeby cokolwiek robić...Mamę poinformuję przy okazji...
Nie martwcie się ??
Orzesz...(ko)...
Już kiedyś słyszeliśmy podobne zapewnienia...
Po tygodniu przyszedł kolejny sms od Szwagra...Potem następny...I następny...
Mieliśmy dość tego "bezpieczeństwa" i "nie martwienia"...
Poproszona o kontakt Siostra Pana N. oddzwoniła...
- Zrobisz coś z tym ?? - zapytałam bez zbędnych serdeczności...
- Ale co ?? Ja chcę tylko spokoju !! Niech On się ode mnie odczepi !! - usłyszałam...- Rozwodzić się nie będę, bo muszę chronić Dzieci i nie mam zamiaru patrzeć na Niego nawet na sali sądowej...
Ło Matko i Córko...
Kosmos...
- Całe życie traktowaliście mnie jak gówno i teraz też mam po Was sprzątać ?? Mam totalnie w tyłku, co zamierzasz zrobić !! Macie się zbiorowo ode mnie odchrzanić !!- gejzer mojego słowotoku wybuchł...
Mój język niestety nie był tak cywilizowany jak przedstawiłam...
W słuchawce zapanowała cisza...
- Ale...- rozpoczęła zdanie Siostra Pana N. ...
- Na "ale" miałaś czas przez trzydzieści lat, czas się skończył...Oczekuję reakcji i spokoju, bo wyobraź sobie również mam Rodzinę, również mam Dzieci...I nie zamierzam uczestniczyć w cudzym życiu, tylko dlatego, że taki masz kaprys...
To była furia...Ślepa furia...Niewiele takich furii w życiu doświadczyłam...
Całe życie byłam zła, więc mogłam być tą złą...
Całe życie byłam wredna, więc mogłam dosięgnąć szczytu wredoty...
Całe życie nosiłam Ich w "garbie" i nagle zapragnęłam się wyprostować...
Taki mój kaprys...
Oczywiście, skrupulatnie poinformowałam Pana N. o przebiegu dysputy, żeby znowu "ktoś, gdzieś" nie usiłował wbić nam klina...
- Nareszcie !! - skwitował...- Siebie są warci !! A jak gówno traktują nas zbiorowo, nie tylko Ciebie...
To prawda...
Po zaślubinach Pierworodnego, kiedy Młodzi dopiero co wrócili z podróży poślubnej, dostałam informację od Znajomej, że na FB Siostrzeniec właśnie ogłosił, że się ożenił i oczekuje potomka...
Na FB ??
Informacja nas poraziła...
To jesteśmy Rodziną, czy nie jesteśmy ?? A jeśli nie jesteśmy, to kim dla Nich jesteśmy ?? Bo obcych Ludzi powiadomili...
Może Rodziną jesteśmy tylko dla Szwagra ?? I to tylko kiedy jest nieźle wstawiony ??
Ale ponoć Szwagier to nie Rodzina...
Więc ??
Może tą "Puszkę Pandory" sami żeśmy sobie zgotowali, kierując się młodzieńczymi uniesieniami i wspomnieniem braterskiej miłości Pana N. ??
- Napisz o tym...- poprosił Pan N. ... - Może komuś to pomoże...
- To jeszcze zbyt wielka zadra w serduchu...- próbowałam oponować...
- Napisz...Bo wiesz...Tam gdzieś, w środku, to ja Ją ciągle kocham...- wyznał...
Zachichotałam...
Czyli jednak Rodzina ??
P.S. Czy ciąg dalszy rodzinnej zawieruchy nastąpi ?? Nie wiem...Ale moja opowieść kończy się w tym momencie...
- To chyba ją z lotniska wysłała...- skwitował...
Fakt...
Kartka była bardzo kolorowa...Bardzo serdeczna...I pełna pozytywnych odczuć...
- No tośmy się postarali...- podsumował ją Pan N. ...
Lekko nie było...
Najpierw Siostra Pana N. wprowadziła chaos organizacyjny pod hasłem "nie chcę sprawiać kłopotu", co zaowocowało tym, że z niepokojem wyglądaliśmy przez okno...Umówiona godzina spotkania już dawno minęła...Ale dotarła...Siostrzeniec też dotarł...Nawet w towarzystwie Dziewczyny...
W Ślubie nie uczestniczyli...Bo to wbrew...
W błogosławieństwach nie uczestniczyli...Bo to wbrew...
Ale wesele Im się podobało...
Z resztą...
Robiliśmy wszystko, żeby Im się podobało...
Na drugi dzień, w ramach "poprawin" zorganizowaliśmy wycieczkę...Wycieczkę totalnie "odjechaną"...Wszystkim ubyło jakieś trzydzieści lat...
Pan N. znowu się uśmiechał spoglądając na Siostrę...
I mogłabym uznać tą wizytę za jedno wielkie pasmo szczęśliwości, gdyby nie to, że nie wytrzymała...
Pakując swoje tobołki wręczyła nam plik "nawracającej" literatury, a na widok Kapliczki z Jezuskiem, którą mamy w przedpokoju, zapytała...
- A cóż ten facet taki smutny ??
- On już tak ma...- odpowiedziałam, chociaż na końcu języka miałam całkiem inną odpowiedź...
To się teraz nazywa "poprawnością polityczną"...
Tolerancja...
Trzeba tolerować poglądy i przekonania innych, i to, że oni nie tolerują twoich poglądów i przekonań...
Nowa definicja...
Ale w czasie pożegnania byłam serdeczna...Bardzo się starałam...A fakt, że Celnicy skrupulatnie "przetrzepali" Siostrę Pana N., przyjęłam jako swojego rodzaju, rekompensatę...
No cóż...
Bywam wredna...
To jednak nie był koniec mojej wredności...
Kiedy otrzymaliśmy ów list od Szwagra, postanowiliśmy nawiązać kontakt z Siostrzenicą, bo epistoła zawierała kilka bardzo groźnie brzmiących gróźb...
W necie można znaleźć wszystko, więc i Siostrzenica Pana N. się znalazła...
List zeskanowałam i wysłałam...
Po kwadransie Siostrzenica zadzwoniła...
- Nie martwcie się...To nic nie znaczy...On ciągle tak grozi, ale jest zbyt leniwy, żeby cokolwiek robić...Mamę poinformuję przy okazji...
Nie martwcie się ??
Orzesz...(ko)...
Już kiedyś słyszeliśmy podobne zapewnienia...
Po tygodniu przyszedł kolejny sms od Szwagra...Potem następny...I następny...
Mieliśmy dość tego "bezpieczeństwa" i "nie martwienia"...
Poproszona o kontakt Siostra Pana N. oddzwoniła...
- Zrobisz coś z tym ?? - zapytałam bez zbędnych serdeczności...
- Ale co ?? Ja chcę tylko spokoju !! Niech On się ode mnie odczepi !! - usłyszałam...- Rozwodzić się nie będę, bo muszę chronić Dzieci i nie mam zamiaru patrzeć na Niego nawet na sali sądowej...
Ło Matko i Córko...
Kosmos...
- Całe życie traktowaliście mnie jak gówno i teraz też mam po Was sprzątać ?? Mam totalnie w tyłku, co zamierzasz zrobić !! Macie się zbiorowo ode mnie odchrzanić !!- gejzer mojego słowotoku wybuchł...
Mój język niestety nie był tak cywilizowany jak przedstawiłam...
W słuchawce zapanowała cisza...
- Ale...- rozpoczęła zdanie Siostra Pana N. ...
- Na "ale" miałaś czas przez trzydzieści lat, czas się skończył...Oczekuję reakcji i spokoju, bo wyobraź sobie również mam Rodzinę, również mam Dzieci...I nie zamierzam uczestniczyć w cudzym życiu, tylko dlatego, że taki masz kaprys...
To była furia...Ślepa furia...Niewiele takich furii w życiu doświadczyłam...
Całe życie byłam zła, więc mogłam być tą złą...
Całe życie byłam wredna, więc mogłam dosięgnąć szczytu wredoty...
Całe życie nosiłam Ich w "garbie" i nagle zapragnęłam się wyprostować...
Taki mój kaprys...
Oczywiście, skrupulatnie poinformowałam Pana N. o przebiegu dysputy, żeby znowu "ktoś, gdzieś" nie usiłował wbić nam klina...
- Nareszcie !! - skwitował...- Siebie są warci !! A jak gówno traktują nas zbiorowo, nie tylko Ciebie...
To prawda...
Po zaślubinach Pierworodnego, kiedy Młodzi dopiero co wrócili z podróży poślubnej, dostałam informację od Znajomej, że na FB Siostrzeniec właśnie ogłosił, że się ożenił i oczekuje potomka...
Na FB ??
Informacja nas poraziła...
To jesteśmy Rodziną, czy nie jesteśmy ?? A jeśli nie jesteśmy, to kim dla Nich jesteśmy ?? Bo obcych Ludzi powiadomili...
Może Rodziną jesteśmy tylko dla Szwagra ?? I to tylko kiedy jest nieźle wstawiony ??
Ale ponoć Szwagier to nie Rodzina...
Więc ??
Może tą "Puszkę Pandory" sami żeśmy sobie zgotowali, kierując się młodzieńczymi uniesieniami i wspomnieniem braterskiej miłości Pana N. ??
- Napisz o tym...- poprosił Pan N. ... - Może komuś to pomoże...
- To jeszcze zbyt wielka zadra w serduchu...- próbowałam oponować...
- Napisz...Bo wiesz...Tam gdzieś, w środku, to ja Ją ciągle kocham...- wyznał...
Zachichotałam...
Czyli jednak Rodzina ??
P.S. Czy ciąg dalszy rodzinnej zawieruchy nastąpi ?? Nie wiem...Ale moja opowieść kończy się w tym momencie...
Subskrybuj:
Posty (Atom)
























