Co jakiś czas ukazują się informacje, że nasi Studenci zdobywają międzynarodowe laury, konstruując jakieś niebywałe wręcz pojazdy...A to łaziki międzyplanetarne...A to pociągi do tuneli aerodynamicznych...A to samochody jeżdżące "na niczym"...
Cudnie !!
Czterema kończynami kciuki trzymam, żeby nasi Studenci profity za swoje wynalazki zbierali hurtowo !!
Ale, że z Wynalazcą i Konstruktorem mam kontakty bezpośrednie od kilkudziesięciu lat, więc wiem ile trudu wymagają takie wynalazki...
Od roku ubolewaliśmy okrutnie, że na Wrzosowisku wszystko musimy transportować na własnych nogach, że o krzyżach nie wspomnę...Czasem wspieraliśmy się jakąś miską, albo płachtą...Ale wzdychaliśmy do jakiegoś pojazdu strasznie...
Echhh...
Z tym, że ów nasz magiczny pojazd miał spełniać kilka bardzo wygórowanych warunków...
Ot, zagwozdka...
Po pierwsze, primo...Miał posiadać drewniane kółeczka, tak proste i siermiężne w budowie, że nawet nasi Dziadkowie za głowy by się z rozpaczy złapali...
Pan N. szukał kółeczek ponad pół roku...
I kiedy już całkiem byliśmy zdeterminowani, żeby projekt jednak troszeczkę unowocześnić...
- Mam !! - wrzasnął doniosłym głosem mój ślubny Konstruktor...
Ufff...
Zapobiegawczo zamówiliśmy sześć sztuk, żeby się w trakcie budowy nie okazało, że z przyziemnego wózeczka wyjdzie jakiś "Łunochod II"...
Przybyły...
Z czułością wielką powitaliśmy nasz nabytek i pognaliśmy na Wrzosowisko, gdzie zalegały "belki nośne" konstrukcji...
Pan N. postanowił przenieść stolarnię z Wrzosowiska do Zaścianka, deklarując prace konstrukcyjne w tak zwanym "międzyczasie"...
Co się z tym wiązało ??
Przez trzy tygodnie nasz "duży pokój" wyglądał jakby przez niego co kwadrans przechodziło tornado i stado bocianów...
W roli "stada bocianów" występowaliśmy my...
Powiem w skrócie...
Wszystkie tory przeszkód budowane przez naszych Komandosów do "biegów terenowych" wymiękają !!
Gdyby nam zlecono budowę takiego "toru", to w życiu nikt by go w jednym kawałku nie pokonał, a zużycie gipsu na urazówce wzrosło by jak w sezonie narciarskim w Zakopcu...
Ot, co...
Ale konstrukcja nabierała kształtu...
Powoli, bo powoli...Ale nabierała...
Wszak ogarnialiśmy po dwa "etaty", więc tego międzyczasu pozostawało niewiele...
Kiedy powstała konstrukcja nośna zapachniało wiechą...
Pozostało dzieło rozebrać, przetransportować na Wrzosowisko, złożyć i użytkować na chwałę Konstruktora i nadwyrężonych krzyży...
No tak...
Zapomniałam, że trzeba jeszcze dopasować go do orzeszkowego wystroju otoczenia...
I oto jest...
Kółeczka rozkosznie kołyszą się na nierównościach, skrzypiąc przy tym miarowo...
Dyszel zrobiony z ułamanego styla od szpadelka (mamy zapas, bo Pan N. już złamał kilka szpadelków), trzymak to uchwyt od gaśnicy samochodowej, krata była kiedyś ekspozycją stałą w sklepie komputerowym...Nawet drzewo, po części, jest z odzysku...
Tylko te magiczne kółeczka nabyliśmy drogą kupna...;o)
A do tego...
Tak, tak, moi Drodzy...
To "wywrotka" !!
Jeden ruch i cała "fura" ląduje na malowniczej stercie...Nawet uklepana...
Jazda testowa nastąpiła kiedy pieliłam warzywka...
Właściwie, to ich najpierw usłyszałam...
Wszyscy wkoło słyszeli !!
Piękny wózeczek wybudował mój Konstruktor !!
Przepiękny !!
W wolnej chwili domajstruje "boczki", żeby konstrukcja była dopełniona i można wystąpić o patent...;o)
Na taki teren to najlepszy na gąsienicach... Coś jak goliat, tylko oczywiście z inną zawartością...:)))
OdpowiedzUsuńSkrzynka granatów też by się przydała...;o)
UsuńTo się zawsze może przydać.:) Stokrotce na działce znaleźli...:)))
UsuńNie mam tyle "szczęścia"...Wykopałam jeden pocisk i to całkiem dziurawy...;o)
UsuńNo i oczywiście przekaż Konstruktorowi wyrazy uznania.:)
OdpowiedzUsuńWyrazy uznania Konstruktor sam sobie przeczyta...;o)
UsuńCudo ten wózeczek i taki elegancki i taki praktyczny...
OdpowiedzUsuńPodziwiam...
Macie fajne hobby oboje i pasujecie tak do siebie wspaniale :-)
Pozdrawiam weekendowo!
Fakt!! Taki elegancki, że mu tylko żabotka brakuje...;o)
UsuńPiękny :) i taki dopracowany :))
OdpowiedzUsuńŁącznie ze skrzypieniem kółek, jak się okazuje ;)
Skrzypienie było najtrudniejsze!! ;o)
UsuńNie ma to jak "męski" pomyślunek!
OdpowiedzUsuńI "męska" wyobraźnia...;o)
UsuńA ten wózeczek w przyszłości jakie zwierzę pociągowe będzie ciągnąć??. Tak tylko pytam...
OdpowiedzUsuńNamawiamy kreta do współpracy...;o)
UsuńSuper pracusie wykombinowały super wózek :))
OdpowiedzUsuńOdpadkowóz...;o)
UsuńI bez boczków już tej konstrukcji i jej konstruktorowi należy się nagroda!!!!
OdpowiedzUsuńI pomyśleć że ja z tym konstruktorem kiedyś czekoladę w Wedlu piłam. Ma się te znajomości!!!!
Bo te konstrukcje właśnie dzięki czekoladzie powstają...;o)
UsuńBrawo! Pomysł zacny a i wykonanie perfekcyjne...
OdpowiedzUsuńTrudno się z Tobą nie zgodzić...;o)
UsuńTak te drewniane koła to jest to, chociaż ostatnio na giełdzie staroci widziałam metalowe, też zacne i też by pewnie skrzypiały ino inaczej. Najbardziej podoba mi się jednak pomysł z wywrotką :)
OdpowiedzUsuńPamiętasz drewniane wózki do wożenia dzieci, takie na wzór drabiniastych. Jak zaczynałam pracę w przedszkolu w 81 to były takie na stanie, tak mi się skojarzyło, ze fajny byłby dla Księciunia ;)
Skojarzyłaś idealnie !! Dlatego wózeczek musi mieć boczki !!
UsuńCzytasz nam w myślach ?? ;o)
Pewnie należymy do tych, którzy znają tego samego "Józefa" ;)
UsuńAleż jestem dumna, że znam Was "od dziecka".....
OdpowiedzUsuńPrawie od pieluch...;o)
Usuń