- Wiesz, stwierdziła, że on musi być bardzo chory, bo testament spisał...- opowiadał mi Pan N. po powrocie z pracy...
- Żartujesz ?? To my też nieświadomi, umrzykami jesteśmy...- odpowiedziałam, i bardzo nas to ubawiło...
No cóż, kilka lat temu spisaliśmy testamenty "dla bezpieczeństwa"...;o)
Prawo spadkowe zmienia się w naszym Kraju dosyć często (jak na tak stabilną dziedzinę), a że w nowych prawach często zdarzają się totalne prawne knoty, więc trudno wykluczyć, że i tutaj ktoś może zapomnieć przecinka, wpisać dziwne "albo" do nowelizacji, i rozpętać wojny spodkowe jakich świat nie widział...
Nasze zaufanie do legislacji jest mizerne...;o)
Poza tym mamy pewne doświadczenia w rolach spadkobierców...
Nie są to dobre doświadczenia...Nie zawsze zawinione przez Spadkodawców, komplikowały sytuację w rodzinie i powodowały dodatkową traumę po stracie bliskiej osoby...
Czym jesteśmy starsi, tym bardziej "nieśmiertelni"...Odkładamy decyzje w bliżej nieokreśloną przyszłość...
Mój Ojciec był takim "nieśmiertelnym"...
"Zrobię to, tamto, owamto"...Robił to przez prawie dwadzieścia lat...I pewnego dnia się nie obudził...
Zostawił po sobie spory "bałagan", a ja zamiast przeżywać żałobę, z dnia na dzień byłam na Niego coraz bardziej wkurzona...Jedyne dobre było to, że bałagan był "jednoosobowy", bo nie mam rodzeństwa...
Pan N. już tyle "szczęścia" nie miał...
Po co "organizować" własnym dzieciom taką traumę ??
Żyjmy i sto lat, ale nieśmiertelni nie jesteśmy...Pozostawienie bałaganu nie jest dobrym rozwiązaniem...
Wiem, że nie są to łatwe rozmowy, że dzieci często reagują na nie buntem, wręcz wrogością, ale potem będą nam wdzięczne...
My oprócz testamentów spisaliśmy "oświadczenia woli" dotyczące pochówku...To powinno jeszcze bardziej uprościć Im życie...
Odetchnęliśmy z ulgą...Jedna rzecz posprzątana...;o)







