Dwa światy...

Bardzo Ważni Goście

czwartek, 15 października 2020

Strategia...;o)

 Kiedy ci życie bardzo przywali,

światła nadziei nie ma w oddali,

odwróć się tyłem, to nie jest głupie,

i zacznij wszystko mieć w "czarnej d***e"...;o)

niedziela, 11 października 2020

Psy galeryjne...

     Przymuszeni koniecznością nabycia tekstyliów, udaliśmy się do pewnej galerii...No cóż...Jak mus to mus...

     Zakupów opisywać nie będę, ale pewne zjawisko wbiło się nam w oczęta dziwnym dysonansem...

     Przy tak zwanej okazji, zahaczyliśmy o część spożywczą, a tam, wśród regałów, maszerował młody człowiek z piesełem na smyczy...

Odrobinę nas to zdziwiło...

     Młody człowiek maszerował dziarsko, pieseł zdezorientowany, kręcił się na tej smyczy totalnie zagubiony...Obwąchiwał regały...Obwąchiwał ludzi...Koszmar dla psiego nosa...

Na uwagę, zwróconą przez jedną z Klientek, młody człowiek zareagował butą i arogancją...

Wolno mu...

     Zdziwiło nas to niebywale...

     Stoiska z wędlinami i mięsem...Stoiska z rybami...Stoiska z pieczywem i ciastami...A w środku pies ??

     Piesolubna jestem do obłędu, ale tego zjawiska zrozumieć nie mogę...

     Wiem, że w czasie upałów, czy mrozów, markety "otworzyły" drzwi dla naszych czworonożnych przyjaciół, ale chyba poszli o krok za daleko...

     Zaczęliśmy się zjawisku przyglądać...

     Piesek-zakupowicz przeżywał kolejną traumę stojąc w kolejce przy kasie...

     Ale na galeryjnej alejce maszerował kolejny "dumny właściciel"...Z piesełkiem rasy uznawanej za niebezpieczną, oczywiście, bez kagańca...

     Na ławeczce siedziały dwie młode dziewoje z kolejnym pieskiem...

     Spacer z czworonogiem w galeriach stał się hitem sezonu ??

Naliczyłam cztery czworonogi...

Galeria spora...Cztery psy nie tłum...

Jeśli jednak stanie się to standardem, to następnym razem będzie czterdzieści...

     Właściciele nie mogą się obyć bez swoich przyjaciół nawet w czasie zakupów ??

     Siedzenie na ławeczce w galerii ma zastąpić psi spacer ??

     A co z klientami, którzy mają "psie alergie" ??

     Kolejny pomysł, który w założeniach miał być dobry, a skończy się totalną katastrofą...

I dla ludzi...I dla psów...  

środa, 7 października 2020

Urodzinowy misz-masz...cz.2

     Potwierdzenie vouchera było "pikusiem", chociaż telefonom i sms-om końca nie było...W końcu dostałam ostatni, najważniejszy numer...

     I teraz dopiero zaczęły się schody...

Na realizację mamy dwa tygodnie...

Do zsynchronizowania mamy kilka elementów...

1. Wolny dzień Pana N.

2. Wyjazd na Wrzosowisko

3. Wolny dzień posiadacza numeru

4. Prognoza pogody

     Nie będę opisywać perturbacji, bo pewnie ze dwa tomy encyklopedii bym zapełniła...Ale ten wpis i tak będzie długaśny...;o)

W końcu, głos w mojej "nokiśce" oznajmił...

     - Jestem na miejscu...Warunki dobre...Za ile możecie być ??

Ufff...

     Rzeczywistość ogarnialiśmy w takim tempie, że nawet Lucky starał się nie podkładać łap (a uwielbia to robić, żebyśmy o nim nie zapomnieli)...

     Godzinę później...

Za chwilkę rozpocznie się nasza przygoda...;o)

     A to jej główna bohaterka...

Będzie odlotowo !!

     Oczywiście, przygodę rozpoczyna Pan N., bo to w końcu, Jego urodzinowy prezent...(Ja bym Mu nigdy tego nie zrobiła)...;o)

     No to ziutttt...


I po kwadransie miękkie lądowanie...

     Pan N. był zachwycony !!

     A ja "pośliniona" do pasa...;o)

     Czyli, pora na "przyczepkę", a właściwie, instruktaż jak się kręcić w cudzy prezent...;o)

A potem było jeszcze lepiej...

     Przy tym seledynowatym kwadraciku (przy hangarach) stoi Pan N. z Luckim...;o)

Kazimierza Mała...

Kazimierza Wielka...

Na horyzoncie Beskid Sądecki...

W dole, pełnowymiarowe boisko (dowód na dyndanie w przestworzach)...;o)

I dowód, że to jednak ja majstruję te fotki...;o)

I że nikt nie maluje piękniej niż Matka Natura...;o)

A ja uhahana jak dzieciak...

I niestety...

Koniec przygody...

     Kierunek lotnisko...

Lądowanie...

I ten, który dodał nam skrzydeł...

     A potem długo musiałam się tłumaczyć Luckiemu, że zostawiłam go na lotnisku, a sama poleciałam sobie bez pieseła...

I był cały wieczór psiego miziania...

I koszmarki po zaśnięciu...

Dla Luckiego to było bardzo trudna popołudnie...

Dla nas odlotowe !!

     Było cudnie !!

     Wręcz, niebiańsko...;o)

poniedziałek, 5 października 2020

Ninja z fantazją...;o)

     Jestem fanką "Ninja Warrior", mogę nawet powiedzieć, że zagorzałą fanką...

Jeśli umknie mi odcinek wtorkowy, poluję na niedzielną powtórkę...

To jeden z nielicznych programów, które oglądam z dużą przyjemnością...

Tutaj nic nie zależy od "widzimisię"...

Pewnie, gdyby nie "wygórowany PESEL" to bym się skusiła...;o)

     Ale skoro tylko "dusza we mnie młoda", pozostaje oglądać, trzymać kciuki i czuć ten "nie mój" dreszczyk emocji...

     Chociaż, na pierwszy rzut oka jest to program dla "Mięśniaków", o "Mięśniakach", to wierzcie mi na słowo...Oprócz mięśni potrzebna jest również wiedza z anatomii, z fizyki, z matematyki, a i odrobina polszczyzny przydaje się w czasie wywiadów...;o)

     Można oczywiście próbować na zasadzie "fantazji ułańskiej" i "instynktu pierwotnego", ale to z reguły kończy się marnie...A właściwie...Kończy się tak jak powinno...Basenem zimnej wody...;o)

     Czy mam "swoich" pewniaków ??

     Nie mam...Mój podziw wzbudza każdy kto się decyduje na tą ekstremalną przygodę...Chociaż...

     Z całą pewnością mocniej kciuki trzymam za "Szczypiorki", które na tle "Mięśniaków" wyglądają bardziej niż skromnie...Jeśli startuje trzech Braci, to moim Faworytem jest Najmłodszy...;o) Jeśli to Małżeństwo, to oczywiście "zmowa jajników"...;o)

Lubię patrzeć jak nonszalancja bywa "karana"...

Lubię odczytywać koncentrację i skupienie, które procentują mimo niedoborów siłowych...

I na tę dumę, która wypisuje się na twarzach Uczestników po "wbiciu" bączka...

Cieszę się razem z nimi...;o)

     Proste reguły...Decydujesz Ty i Twój organizm...

     Bo jak nie podziwiać Uczestnika, który dźwiga swoje sto kilogramów na rękach i przekłada dźwignie "płyty głównej" ??

     Albo Chłopaka, któremu "odcina tlen", ale tak się w sobie zacina, że na bezdechu wdrapuje się w siedmiometrowym "kominie", dedykując swój wyczyn ukochanej Babci (dała by Ci Babcia burę za takie cudaczenie)...;o)

     Dla jednych - przygoda, dla innych - wyczyn życia...

     Dla mnie rozrywka, po której odrobinę bolą mięśnie, bo tak "pomagam" (szczególnie "Szczypiorkom")...

     Ale czekam na pierwszego w Polsce Wojownika Ninja...Na pierwszego, który zdobędzie Górę Midoriyama...

     I każdemu z Uczestników życzę tego z całego serducha !!

     Nie macie "dobrze pod sufitem", ale Wasza fantazja zasługuje na uznanie...;o) 

sobota, 3 października 2020

Urodzinowy misz-masz...

     - Będziesz musiała to ogarnąć...- Stwierdził smutno Pan N., a ja mimo tego, że nerwy mieliśmy na agrafkach, zaczęłam analizować problem...

No cóż...

     Pan N. otrzymał od swoich Współpracowników nietypowy prezent urodzinowy...

Chcieli oryginalnie...Chcieli dobrze...Wyszło...Hmmmm...

A teraz my usiłowaliśmy dopasować możliwości do realiów...

     - Musimy się z tym przespać...Może się coś poukłada...- wymruczałam, oglądając otrzymane wydruki...

     Kolacja dla czterech osób...

Cudności !!

Tyle, że kierunek nie ten...Misiowych Rodziców nie zaprosimy, bo tylko kłopot by z tym mieli...Branie na wynos to abstrakcja, bo koszt paliwa na dojazd byłby spory, a czasowo objazd trwał by pół dnia...

     - A może Mała da się zaprosić ?? - wyartykułował Ślubny, dokładnie w tym momencie, kiedy ta odkrywcza myśl zaświtała mi w mózgownicy...

     - Mała !! - potwierdziłam...

     Mała, to Mała...Na kartach tego bloga czasem zwana Panią B., jest naszą Przyjaciółką z dzieciństwa...Takiego bardzo dziecięcego dzieciństwa...

     Taplałyśmy się w jednych kałużach...Grzebałyśmy patykami w jednej stercie piachu...Wisiałyśmy na tym samym trzepaku...

     Jak się poznałyśmy ??

Ją, Mama wystawiała w wózku przed dom...

Mnie, Dziadkowie wystawiali w wózku na balkon...

Potem było buszowanie po złomowisku i okolicznych ruderach, parasolki z liści łopianu, włażenie na drzewa, płoty i dachy...

W szóstej klasie przyszła do naszej szkoły...Siadłyśmy w jednej ławce...

     Jeśli się mówi, że przeciwieństwa się przyciągają, to nasz przykład powinni opisać w Encyklopediach...

A że Pan N. chodził do tej samej klasy, więc i dla Niego jest to kawał dzieciństwa...

     Mała podawała nasze pierwsze liściki, pisane alfabetem Morse`a...Tylko Ona wiedziała, że mamy się ku sobie, a z czasem, że tworzymy parę...Była Świadkiem na naszym ślubie...

Mała...

     Tylko z Nią, kiedy rozmawiamy, nie muszę kończyć zdania...

     Tylko Ona pamięta, jaką ksywkę miałam w czasach "sportowych"...

Ale wracajmy do prezentu...

     Lekko nie było, bo Pan N. pracuje w innym systemie, Pani B. w innym...Trzeba dogadać sprawy transportowe...Zarezerwować stolik...A czasu na realizację pozostało mało...

     Po dwóch dniach wydzwaniania i sms-owania...Ufffff...

Pierwszy sukces !! 

     No to na Zachód !! Stolica województwa śląskiego czeka...

     Dotarliśmy przed czasem...Zgodnie z zasadą: lepiej pół godziny wcześniej, niż minutę za późno...

Dzwonimy do Małej...Poza zasięgiem...W domu pusto...

     No dobra...Według planu powinna być pod prysznicem...Pod prysznicem komórki nie odbierze...;o)

Jeden telefon, drugi, trzeci...Sygnał i poczta...

Ku czort ??

     Teraz próbuje Pan N. ...

Mamy rezerwę czasową, więc bez paniki...;o)

Ale kiedy czas się kurczy, próbujemy ponownie "wbić się" na chatę...

     Jest Syn Małej !!

     Teraz On, zaniepokojony milczeniem Mamy, zaczyna wydzwaniać...

     Decyduje się nawet, zasięgnąć "języka" u Siostry...Może Ona wie coś, o tajemniczym zniknięciu ??

     Zaczynamy już nawet podejrzewać jakąś "stłuczkę", bo Mała jak my, genetycznie nie lubi się spóźniać...

     Kiedy jesteśmy sekundy od paniki, dzwoni moja komórka...

Mała !! Ufff !!

     Okazało się, że jeden z Rektorów, jednej z Uczelni, przemawiał znacznie dłużej, niż było planowane...Echhh...

     Te kilka minut spowodowało, że Mała ruszyła w drogę, w totalnej godzinie szczytu, a jak to wygląda, wie tylko ten, kto jeździ o tej porze na śląskich drogach...Korki do korków...;o)

Komórka wyciszona, bo ani na inauguracji, ani w samochodzie sygnał dzwonka nie był wskazany...;o)

     Bez kolejnych emocji (nawet miejsce parkingowe udało się upolować), zasiedliśmy w sympatycznie urządzonej knajpce (Chata z Zalipia) i mogliśmy dać się rozpieszczać...

     A rozpieszczali nas tak...

     Kelnerzy życzyli nam powodzenia, a my przystąpiliśmy do konsumpcji...

     - Zdradzicie mi w końcu, co to za okazja ?? - zapytała Mała...

     - Świętujemy wspólne urodziny Dobrego Rocznika...;o) - odpowiedziałam, i streściłam prezentową "zadymę"...

     I tak właśnie powinno się świętować !!

     Wyśmienite towarzystwo...Dobre jedzenie...Tylko szkoda, że tak krótko !!

     Chociaż sam pomysł i dzisiaj uważamy za dziwny...;o)

     A po powrocie do domu, zaczęłam dogłębnie analizować prognozy pogodny...

     Urodzinowy prezent Pana N. ma jeszcze drugą część...;o)

     Szczerze mogę wyznać, że jeszcze "dziwniejszy"...;o)

     Tym razem, oprócz organizacji "ludzkiej", potrzebujemy łaskawości Matki Natury...

Na pohybel !!

Musi się udać...;o)

     Czego urodzinowo życzę Panu N. !! (Oprócz zdrowia, powodzenia, radości, szczęści, sił, itp, itd...)

Buziole !! ;o)

piątek, 2 października 2020

Dziwny jest ten rok...

     Właściwie bardzo dziwny...

     Po majowych mrozach, które spadły na rolników i ogrodników jak "grom z jasnego nieba" nikt nie spodziewał się plonów...Przemarzło wszystko...

Ale Matka Natura i tym razem pokazała nam "figę"...

     Może, gdyby przewidywania meteorologów się sprawdziły, i przynajmniej w Polsce, susza dokończyła zniszczenia, to rzeczywiście teraz zbieralibyśmy "korzonki" w lasach...Ale woda spadła...W sumie spadło jej sporo, a wiem co mówię, bo mamy działkę w wyjątkowo suchym regionie, na dodatek między dwoma prądami powietrznymi, więc pada wkoło, tylko nie u nas...

Ale popadało...

Jesteśmy miesiąc podlewania do "przodu"...

     Nie zmienia to faktu, że świat się zmienia, klimat się zmienia i przyroda też się zmienia...

     Zioła w tym roku kwitły w sobie tylko znanym terminie, cztery-sześć tygodni "obsuwy"...

     Owoce dojrzewały dziwnie, napęczniałe od wody, pękały od niemiłosiernego nagrzewania słonecznego...

     Warzywka też sobie nie krzywdowały...;o)

Gdzie ta dziwność ??

     Początek października i kwitną rumianki, jaskółcze ziele i dziurawiec (po raz drugi)...

     Kwitną i owocują truskawki...

     I to nie tylko odmiany, które robią to do mrozów...


     "Ostara" owocuje w tym roku jak szalona...Do tej pory zbieraliśmy o tej porze dwa-trzy owocki...Teraz zbieram i robię dżemiki w ruchu ciągłym...


     To jest dziwne...Senga Sengana...

     Truskawka owocująca raz, głównie w czerwcu, rozkwita coraz obficiej...


I owocuje...

Jeśli zapowiadane przymrozki nie przyjdą, to zdążą dojrzeć !!

     Ale to zaskoczyło mnie jeszcze bardziej...



     Leszczyna zakwitła !!

     Nasza ma ciężkie życie, wody niewiele, słońca nadmiar, w koło masa "sąsiadów"...

Trudno się nie rozczulić...;o)

     Matka Natura sprezentowała nam maj we wrześniu...Miło...

     Trzeba będzie krócej czekać na wiosnę...;o)

wtorek, 29 września 2020

Ludzie ludziom...

     - Niech mi Pani powie, jest ten wirus, czy go nie ma ?? - zapytała mnie pewna wiekowa Niewiasta, uśmiechając się jak zawsze życzliwie...

     - Jest...- odpowiedziałam...

Twarz Jej poszarzała, uśmiech znikł...

     - Ile razy w życiu chorowała Pani na grypę ?? - zapytałam, kontynuując...

     - Dwa, może trzy...- wyliczała Niewiasta sięgając we wspomnienia...

     - A na grypę co roku umiera od 1,5 do 2 tysięcy ludzi, i nikt nie chrzani o chorobach współistniejących...Raczej się słyszy o powikłaniach pogrypowych...- starałam się mówić spokojnie...

     - Te komunikaty w TV mnie dobijają...- wyznała...

     - Wyłączyć TV, słuchać muzyczki, i to takiej, przy której nogi same podrygują !! Te komunikaty o niczym nie informują !! Ilość zakażonych zależy od ilości przeprowadzanych testów, które na dodatek są wadliwe i pokazują co chcą...Politycy potrzebują uspokoić nastroje to testów jest mniej, jak potrzebują postraszyć, to jest więcej...A na Covida, moim zdaniem umiera co piąty wykazany w statystykach...(Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że co siódmy...To było takie moje "na oko"...)

     - Po co oni to robią ?? - zapytała Niewiasta...

     - Bo mogą...- odpowiedziałam...

     - Orzesz...- wyrwało się Starszej Pani...

I przeszłyśmy do tematów bardziej "towarzyskich" na poprawę nastroju...

Bo właściwie, cóż my wiemy o Covidzie, pół roku po ogłoszeniu alertu ??

Wiemy, że jest wirus...

     Skąd jest ??

     Pierwszymi Ofiarami byli Chińczycy, co o niczym nie świadczy, bo na terenie Chin laboratoria mają wszyscy "wielcy" tego Świata...A w teorię "zmowy" nietoperzy już chyba nikt nie wierzy...

     Po co go wypuszczono ??

     Teorii spiskowych jest wiele...Depopulacja..."Oczyszczenie" ludzkości z jednostek słabych (starszych i schorowanych)...NPŚ, czyli Nowy Porządek Świata - cokolwiek to znaczy...

     Ja bym raczej zapytała: Po co nad nim pracowano ??

I to pytanie mrozi krew w żyłach...

     Od kiedy ta zaraza nam zagraża ?? 

Analizując sytuację chińską, przynajmniej od jesieni 2019 roku...

Do nas przybyła z prezentami świątecznymi (zamawianymi na chińskich portalach)...

     Autor "pomysłu" chyba nie przewidział Włochów i Hiszpanów...A jeśli przewidział ??

     Kilka tygodni temu pojawiła się pewna publikacja, wywiadu udzielił Szef jednego z amerykańskich oddziałów pulmonologicznych, który stwierdził, że w Europie (i nie tylko), źle opracowano procedury leczenia...Że uśmiercano Ludzi respiratorami...

     Mam, jak wiecie, specyficzny stosunek do odkryć amerykańskich Naukowców, ale Facetowi logiki odmówić nie można...Na swoim oddziale prowadził leczenie przy pomocy tlenoterapii i nie zmarł nikt...A przecież Amerykanie też nieźle od Covida oberwali...

     Jak diagnozować wirusa ??

Właściwie wszystko jest jego objawem...Sądząc po informacjach w necie, to (w naszych szpitalach) nawet rozbita głowa, albo rwa kulszowa...

Niedofinansowana służba zdrowia zaczyna robić "covidowe interesy"...

     Testy o niczym nie świadczą...Objawy o niczym nie świadczą...

Dzieciak wraca z przedszkola z katarem, rodzina ląduje na kwarantannie...

Do SANEPIDu dzwoni człowiek ze "wszystkimi" objawami, każą brać leki antygrypowe i nawet numeru telefonu nie zapisują...

     Czym leczyć ??

Właściwie niczym...

Ilu lekarzy, tyle terapii...

     Codziennie jesteśmy bombardowani informacjami o szczepionkach, ale o leku na wirusa cicho...Nikt nie pracuje nad lekiem ?? Wypuszczono "broń biologiczną" bez antidotum ??

A jeśli chodzi o szczepionkę...

Nie jestem antyszczepionkowcem, wiem ile dobrego mogą zdziałać, ale...

Nigdy nie zaszczepię się na grypę...

     Raz w życiu Pan N. skorzystał z tego "dobrodziejstwa", bo postanowiono uraczyć nim Jego zakład pracy (walka z grypową absencją)...Absencja była jeszcze większa...Pan N. mało nie zszedł w trybie nagłym po szczepieniu...Odporność spadła mu drastycznie...Przywlekał do domu infekcje z całej okolicy i kilku ościennych powiatów...Notorycznie mi je "sprzedawał"...Przechorowaliśmy wówczas dwanaście miesięcy, zanim nasze organizmy poradziły sobie z tym "medycznym wynalazkiem"...Nigdy więcej !!

Mojego entuzjazmu nie wzbudza również szczepienie covidowe...

     Wirusy ewaluują...Zmieniają się znacznie szybciej niż mogą ogarnąć to laboratoria medyczne (co widać po szczepionkach na grypę)...

     Szczepionka ma powodować rozbudzenie odporności organizmu...Logiczne...

     Rozbudzenie odporności organizmu na coś co już jest czymś innym ??

Sami lekarze nie bardzo wiedzą jak z tą ewentualną szczepionką postępować...

Jedni chcą szczepić grupy ryzyka (Starszych i Chorych)...

Drudzy chcą szczepić młodych i zdrowych, jako potencjale źródło rozprzestrzeniania (bezobjawowcy)...

     A ja testowała bym szczepionkę na Politykach i Dziennikarzach...

Skoro wykazują się takim covidowym zaangażowaniem...

     Wirusa mamy i będziemy mieć wokół siebie...Jest piekielnie "zjadliwy"...Pozostawia "pamiątki" na miesiące (mam nadzieję, że nie na lata)...Nie umiemy go leczyć i właściwie nic o nim nie wiemy...Nie atakuje w marketach, ale jest bardzo groźny w przychodniach (zamkniętych od pół roku)...

Świat powoli przywyka...

Ludzie powoli przywykają...

     Bo to ludzie ludziom zgotowali ten los...