Dwa światy...

Bardzo Ważni Goście

wtorek, 24 lutego 2015

Zwykłe istnienie...

On, Informatyk z zamiłowania,
Ona, Dziewczyna "od obliczania".
Nie wiedzieć czemu, w słoneczny dzionek,
pomysł szelmowski błysnął im w głowie...
Zamiast wieść życie stadne leniwie,
postanowili błysnąć na niwie.
I nim rozsądek do głów powrócił,
Notariusz aktem o biurko rzucił.
Precz poszły kompy, na bok papiery,
czas zwalczać chwasty, na ręce cztery...
"Nagusek" zyskał nową swą rolę
i teraz będzie zasiedlał pole..
Dlaczego ?? Po co ?? Skąd pomysł taki ??
By miast "ikonek" posadzić krzaki ??
By zamiast krzesła i biurka w domu,
wydzierać chaszcze pod miejsce plonu ??
Po co motyką machać w strug pocie,
albo szpadelkiem babrać się w błocie ??
Odpowiedź prosta, jak cep w budowie,
bo o tym marzy miastowy człowiek !!
Po to na urlop w plener ucieka,
bo tam go kusi pole i rzeka,
i czas, co zegar go nie odmierza,
bryza powiewu pośród drzew świeża,
rosa co błyszczy brylantów mgnieniem...
I takie sobie, zwykłe istnienie...

P.S. Sezon na "Wrzosowisku" ogłaszam otwarty...:o)

poniedziałek, 23 lutego 2015

niedziela, 22 lutego 2015

Tajemnica słowa "INTERPRETACJA"...

     No to "nadejszła wiekopojmna chwiła"...
Ufff...
     Po trzymiesięcznych przygotowaniach, ruszyliśmy w kierunku naszego Wrzosowiska...
Tym razem grabki i motyczki pozostały w domeczku, a my uzbroiliśmy się w tekę papierów...
     Czas zacząć "walkę" z Urzędnikami...
     Każdy kto miał chociaż kawałeczek ziemi (nie mówię o tej w doniczkach), wie, że bez całego stosu "zezwoleń", to może sobie na tej ziemi, ewentualnie, "bąka puścić"...
O "puszczeniu" czegokolwiek innego decydują Urzędnicy...
No to "do boju"...
     Przepisy i ustawy "ogarniałam" przez miesiąc...Drugi miesiąc tworzyłam "wnioski o zezwolenia"...Potem zaczęłam wydzwaniać i zasięgać wiedzy "u źródła"...
No cóż...
Wiedziałam, że lekko nie będzie...
     Słowem kluczowym owych "zezwoleń" była "INTERPRETACJA"...
     Zaczęliśmy oczywiście od "Geodezji", bo wiadomo, że żadnych zezwoleń nie otrzymamy bez porządnej mapy...
     Pan "od map" okazał się Człekiem przesympatycznym, uczynnym i tak zaangażowanym, że "banan" sam jakoś zajaśniał na naszych obliczach...
Ależ Mu zależało !!
     Bez zbędnych "nacisków" z naszej strony, udzielił nam nawet wskazówek, co też uczynić mamy z "szopą", która na mapach jest, a w rzeczywistości to już jej od kilku co najmniej lat nie ma...
Można by nawet stwierdzić, że jesteśmy w posiadaniu "szopy wirtualnej"...
A niech tam...
Od przybytku, głowa nie boli...
     Uzbrojeni w mapy i "wnioski" ruszyliśmy do "Gminy"...
     Tam, nasze "banany" zgniły zaraz po grzecznym "dzień dobry"...
     Pan Urzędnik okazał się Egzemplarzem mało życzliwym, żeby nie powiedzieć, że swoją funkcją był "przytłoczony"...
Nawet w papiery nie zerknął (że o awarii oprogramowania komputerowego nie wspomnę), i oświadczył, że na tych gruntach budować się nie możemy...
Jament !!
Budować??
Jakie budować ??
Skoro chcemy jedynie postawić domek narzędziowy, żeby nie taszczyć tych grabi i motyk ??
Nie !! I kropka...
     Mnie ręce opadły, bo już widziałam, jak stosy "odwołań" będę tworzyć, zamiast tą motyczką dzielnie machać...
A w Panu N. chyba ta moja "półgóralska" krew zawrzała...
I nagle z sąsiedniego biurka rozległ się głos:
     - Państwo chyba wcale nie muszą występować o to zezwolenie...
Głos był spokojny, wyważony...
Zamarliśmy zbiorowo...Ja, Pan N., i "Urzędnik Oportunista"...
     - Domek nie jest mieszkalny, nie ma fundamentów...To do "Starostwa" trzeba zgłosić...Jakby były jakieś problemy, to proszę wrócić do nas... - kontynuował Głos...
Do Was ??
W życiu !! 
Do Ciebie Głosie Urzędnika, z przyjemnością...(pomyślałam sobie)
     - Tylko tych wniosków nie pokazujcie...- usłyszeliśmy przekraczając próg...
Wioski ?? Jakie wnioski ?? My żadnych wniosków nie mamy...
     Ruszyliśmy na "podbój" Starostwa...
     Pani w Starostwie wyglądała na smutną...Na dodatek przerwaliśmy Jej śniadanie, więc wiedziałam, że lekko nie będzie...
Każdy wie, że śniadanie, to najważniejszy posiłek dnia...
Wystąpiliśmy w roli śniadaniowych intruzów...
     Dostaliśmy nowy "wniosek" do wypełnienia, Pani służbowo poinformowała nas co mamy wypełnić, a co pozostawić...
     Z racji odległości postanowiliśmy nie zwlekać i zajęliśmy stanowisko przy stoliku, na korytarzu...
Ja wypełniałam, Pan N. rysował...
Poczułam się jak w trzeciej klasie Podstawówki...
Tam też tak spędzaliśmy czas...
Na wniosek Pani zareagowała:
     - Taki wniosek nie przejdzie...
Orzesz...(ko)...
A cóż temu wnioskowi brakuje ??
     - Budynek nie ma fundamentów...Nie przejdzie...
Ki czort ??
     Tym razem Panu N. ręce opadły, a we mnie zawrzała ta "półgóralska" posoka...
     Nachyliłam się do Pani i wyszeptałam głosem najsłodszym ze słodkich (no wiecie, taki szeptany ulepek, co może gardziel zaklajstrować na amen)...
     - Wozimy narzędzia prawie sto kilometrów...Niechże nam Pani pomoże...
Pani wzrok na mnie podniosła i...
     - To nie mogą być bloczki betonowe...To muszą być stopy betonowe...- wymruczała...
Ło Matko i Córko !!
Korekty dokonałam natychmiast, przy pomocy długopisu i parafki Pana N. ...
     - To nie daje Państwu gwarancji, że wniosek zostanie przyjęty...- usłyszałam na "do widzenia"...
Powietrze ze mnie uszło...
     Skąd Petent ma wiedzieć, jaka "interpretacja" przepisów obowiązuje danego Urzędnika ??
     A może owa "interpretacja" przed śniadaniem jest inna, a po śniadaniu inna ??
     Sympatyczna Pani Sekretarka wykonała ksero, wniosek przyjęła "do rozpatrzenia" i rozpoczęliśmy proces "oczekiwania na decyzję"...
Właściwie, to na brak decyzji...
Bo jak nic nie przyjdzie przez miesiąc, to znaczy, że te "stopy" wystarczyły, a jak stworzą jakąś bumagę, to trzeba będzie się odwoływać...
     - Kawa i obiad, czy obiad i kawa ?? - zapytał Pan N.
     - Kawa i obiad !! - musiałam uporządkować stan chaosu szarych komórek...
Przy drobiowej roladce zdecydowaliśmy, że zawalczymy o "wodę"...
Przecież sporty ekstremalne lubimy ogromnie...
     - Zobaczmy przynajmniej, gdzie te "wodociągi" są... - zachęcał Pan N.
Dobrze Chłopak kombinuje...
Terytorium nieznane...Godzina późna...Procedury złożone...
Rekonesans zrobić trzeba...
     Po kwadransie wychodziliśmy z "Wodociągów" z "zezwoleniem na przyłącze" w garści i namiarami na Projektanta...
Orzesz...(ko)...
Przecież to też Urzędnicy byli ??
A może nie ??
Z tego wrażenia musieliśmy posiedzieć w "nagusku" bezczynnie...
We łbach nam się kotłowało...
Odnieśliśmy sukces, czy nie ??
Hmmm...
No cóż, czas pokaże...

sobota, 21 lutego 2015

piątek, 20 lutego 2015

Żyrandolowe dylematy...

     Pamiętacie tą bajeczkę, w której książę miał z grona zawoalowanych księżniczek wybrać tą, która jego serduszkiem zawładnęła ?? Pewnie, gdyby nie pomoc pracowitych pszczółek, do dzisiaj by się biedak głowił...No bo jak z gromady jednakowo odzianych pannic, zakrytych od stóp do głów, miał wyłonić tą jedyną ??
     Czuję się dokładnie jak ten księciunio...
Może tylko "walorów" w portfelu mam mniej...No i nocy poślubnej nie będzie...
     Mam sobie wybrać Prezydenta...
Kandydaci zgłaszają się chętnie, bo i nobilitacja znaczna, i dochody niezgorsze...
A ja stoję, a właściwie siedzę, i czuję się chyba bardziej jak ten osiołek co mu "w żłoby dano", niż jak koronowana głowa...
Teraz już rozumiem stwierdzenie, że komuś "korona ciąży"...
Mnie ciąży okrutnie...
     No bo jak wybrać kogoś, o kim właściwie nic nie wiem...
Księciunio przynajmniej wiedział, że kocha, a ja ??
     Z tym "kochaniem" Prezydentów, to u mnie raczej kiepsko...
     Wychodzi na to, że albo jestem mało uczuciowa, albo zbyt wymagająca...
Bo, oczywiście, nie śmiem twierdzić, jakoby z tymi Kandydatkami było coś nie tak...
     No to słucham, czytam, myślę, i już kołomyję mam w głowie zupełną, który to ze szlachetnych Kandydatów, na "tronie" Rzeczypospolitej ma zasiąść...
     Można by na przykład zapytać każdego z Nich, co też Mu w duszy gra, albo zagra, po ewentualnym wyborze, ale do tego to się Kandydaci nie palą...
Którąś już "kadencję" z rzędu, debatujemy o debacie...
Orzesz...(ko)...
Doktorat już może robić każdy z Obywateli, w tym szlachetnym temacie...
Tyle, że wiedzy o Kandydatach z tego nie przybędzie...
     Co stoi na przeszkodzie, żeby TV poświęciło dwie godzinki czasu antenowego, i zapytało każdego z nich o ważne tematy ??
     Kilka pytań...Kilka krótkich odpowiedzi...I wizerunek gotowy...
Nie ma co mówić o wygranych czy przegranych...
Każdy wybierze swoją "opcję"...
     Trudne ??
Bynajmniej...
     Przynajmniej w demokracjach tak to powinno się odbywać, moim skromnym zdaniem...
     Poglądy...Płynność wypowiedzi...Wiedza...Prezencja...Kultura osobista...A nawet odporność na stres...
Taka "kandydacka" piguła"...
     Chcesz być Prezydentem, to się przygotuj, zaprezentuj...
     Jeżdżenie z deklamacjami, akademiami, czy innymi wiecami, może być atutem dodatkowym...Ale przecież nie dotrzesz do każdego Obywatela...Nie każdemu przedstawisz swoje racje... 
     Obywatel musi w tym czasie pracować, musi opiekować się Dzieckiem, musi zająć się milionem przyziemnych czynności, o które Ty, jako Kandydat, troszczyć się nie musisz...
     Dlaczego więc, mamy z tymi debatami problem ??
     Chyba sami Kandydaci traktują Wybory Prezydenckie jak błahostkę...Preludium do Wyborów Parlamentarnych...
Tam jest siła...Tam jest władza...I tam są pieniądze...
     To po co nam Prezydent ??
Czyżby "żyrandole" były aż tak cenne ??

wtorek, 17 lutego 2015

Zmajstrowałam słoneczko...

     Za oknami szaro-buro...Na ulicach ciaprucha...A mnie się marzy słoneczko, w pełnym wymiarze...
Słoneczko !!
Cip, cip...Gdzie jesteś ??
     Chyba Słoneczko na "cip, cip" nie reaguje, bo ani myślało pokazać swoje złote liczko...
     No to Gordyjka postanowiła, że sobie słoneczko, domowym sumptem zmajstruje...
     A tak szczerze mówiąc, to ją ten pomysł od dawna kusił...
No to najpierw zmajstrowała sobie szkic...


A potem się zabrała za dziobaninę wykałaczkową...


No i słoneczka cudnie w gordyjskim domku zaświeciły...



     A że witrażówki i szkło nie bardzo "kochają" aparaty fotograficzne, więc kolejne efekty próbowałam uchwycić przy błysku lampy...


I te słoneczka są takie bardziej słoneczkowate...


A że hurt jest zawsze lepszy niż detal...


To mam zapas...
Jakby się wiosna ociągała z przybyciem...;o)