Dzieje się, oj, dzieje...
Miesiąc deszczu...Aż się nam roślinki potopiły...
Miesiąc słońca...Aż popaliło liście...
Ale co dało radę, to klękajcie Narody !!
Rośnie, że aż strach się bać...
Miały być jednak zajawki...
Proszę bardzo...
1. Leszczyna...
Obsypana jak "sama nie wiem co", ale pewnie nie spróbujemy jednego orzeszka, więc uwieczniam dla Potomnych...
Dlaczego nie spróbujemy ??
Bo "Baśka" ma je wszystkie zinwentaryzowane i na ustępstwa nie idzie...Orzechy są baśczyne...Kropka...
2. Akacja...
To pewnie sprawka wiecznych wichur, ale Matka Natura się sprawiła...Pięknie rośnie !! Że na środku parkingu ?? Matka Natura samochodami nie jeździ, więc skąd miała wiedzieć ??
Akacja czeka na końcówkę sierpnia i zamieszka koło koleżanki z zeszłego roku...(Tamta rosła za płotkiem, więc przeszkadzała tylko wizualnie)...Będą tworzyć zaporę przy płocie...;o)
3. Aronia...
Właściwie rośnie na wygnaniu...Ale o dziwo, od posadzenia całkiem nieźle sobie radzi...Po zeszłorocznym boomie aroniowym, nie spodziewałam się wiele...Zakwitła skąpo...Potem przyszły nocne mrozy...
Po czerwcowych ulewach i lipcowych spiekotach, okazało się, że to były super warunki...
Jagody są dwukrotnie większe niż dotychczas...
I zaczął się wyścig...
Aronia dojrzewała w swoim tempie...Ja zaglądałam przy każdej wizycie, oczekując czarnego błysku...Przeciwnicy byli sprytni i przebiegli...
Mieszkają tutaj...
Tuż za płotkiem...
Całe stada !!
My, albo one...Ptaszory...;o)
Dlatego nasza aronia jeszcze nigdy nie została z krzewów zerwana "w sam raz"...Zawsze dobę przed...
Teraz też już się mrozi...;o)
4. Gniazdko...
Udało się !!
W tym roku się udało !!
Cztery lata temu odkryliśmy gniazdko w chaszczorach...Rodzice chyba nie spodziewali się naszej obecności i prób porządkowania...No i kilku kocich rozbójników też nie przewidzieli...
Próbowaliśmy ratować gniazdko razem z jajami, ale ponieśliśmy klęskę...Porozbijane skorupki były tego dowodem...
W zeszłym roku szpaczki wybrały sobie śliwkę przy basenie...
Księciunio bardzo się starał być cichutko, kiedy w gniazdku pojawiły się pisklaki...
Póki były malusie, jakoś szło...Kiedy podrosły...
Gordyjka gnała za pisklakami po całym Wrzosowisku (razem z Księciuniem) i łowiliśmy uciekinierów...Złapany, wsadzony do gniazda...Kolejny wyskakiwał spłoszony...I znowu bieg...
A rodzice siedzieli na orzechach i się przyglądali...
Oczywiście wymiękliśmy po kilku (nastu) próbach...
Szpaczki się przeniosły na obrzeża sadu...
W tym roku ...
Gniazdko było na śliwce, ledwie dwa metry od warsztatu i "orzeszka"...
Nasze szpaczki są wyjątkowo towarzyskie...I praktyczne !!
Widzicie pięknie wplecione w gniazdko nasze sznurki ?? Posprzątały Wrzosowisko...;o)
My udawaliśmy, że ich nie widzimy...
One udawały, że ich tam nie ma...
Tylko Lucky bardzo angażował się w proces wychowawczy, stercząc pod śliwką godzinami...
Dwa pisklaki były na pewno...Może więcej ??
Te dwa się prezentowały (z dziobka)...
Pod koniec lipca nagle ucichło...Szpaczki nie nurkowały z pełnymi dziobami...Gniazdko opustoszało...
Pierwszy raz udało się nam "odchować" młode...;o)