- Poczekaj Kochanie !! - usłyszałam za sobą głos jednej z Sąsiadek... - Babcia nie może tak szybko biegać, bo się przewróci !! Ale by widowisko było...- dodała...
Uśmiechnęłam się pod nosem...
Hmmm...
Kolejne Pokolenie zaczyna brykać po osiedlowych alejkach...
Fajnie jest...
Place zabaw się zapełniają...Na boiskach rwetes...Wieczorami słychać radosny, dziecięcy śmiech...
Na dodatek, nie musimy być konsekwentne, wyważone i racjonalne...
Teraz "babciujemy"...
Wolno nam wszystko...
No...Może prawie wszystko...
I kiedy właśnie w głowie kłębił mi się ten radosny korowód myśli swobodnych, usłyszałam...
- Nooo !! Byłaby afera !! Zaraz by było, że się Pani upiła !! I to przed południem !!
Zdrętwiałam...
Głos należał do pewnej Kobiety, której głównym posłannictwem życiowym jest obgadywanie, komentowanie i zainteresowanie...
Wie wszystko...Zna wszystkich...
Osiedlowy "omnibus"...
Przyspieszyłam kroku, żeby uniknąć kontaktu bezpośredniego, a "Zły" mi na ramieniu zachichotał...
- "Przed nią i tak nie uciekniesz !!"...
Fakt...
Baba, jak mucha, ma oczy wkoło głowy...
A swoją drogą...
Jak trzeba być walniętym na mózg, żeby w człowieku zrodziły się takie skojarzenia...
Upadająca Kobieta - Pijaczka...
I to tak bez przesłanek...
Czyli, że co ??
Że każdy przewracający się Człowiek to zdegenerowany alkoholik ??
Jakim torem idą myśli i skojarzenia tej Kobiety ??
Strach pomyśleć, że mogę się kiedyś potknąć na Jej "wizji"...
Dwa światy...
Bardzo Ważni Goście
niedziela, 29 listopada 2015
czwartek, 26 listopada 2015
Inwazja...
Dzień wstawał leniwie, otwierając powoli błękitne oczy świtu, przymrużone delikatnymi kłaczkami porannych mgieł...Rześkie powietrze wypierało sen...Słońce przeciągało się leniwie, sięgając coraz dalej swoimi delikatnymi promieniami...
Wrzosowisko powitało nas ciszą...
Nie taką ciszą bez szelestu...
Gałązki chrobotały leniwie na porannym wietrzyku...Bezlistne już takie...Zajesienione...
Na szczytach dyndają jeszcze przysuszone, ostatnie śliwki...Gdzieniegdzie kołyszą się orzeszki w popękanych otulinkach...
Brakuje kolorów...
Rdzawa trawa pochyla źdźbła, szykując się do przyjęcia śnieżnej kołderki...
Wrzosowisko usypia...
Powoli...Statecznie...
"Orzeszek" wtopiony do tej pory w szmaragdową zieleń, wydaje się jakby większy, jakby bardziej orzechowy...
Właściwie nic nie zapowiadało nagłej zmiany nastroju...
Krzątaliśmy się dziarsko wśród tych jesiennych pejzaży, kiedy nagle, wśród drzew zamigotały smukłe, milczące postacie...
Kroczyły niespiesznie, jakby i im udzielił się jesienny nastrój wyciszenia...
Zamarliśmy...
W głowie kłębiły się myśli...
Skąd ?? Kiedy ?? W jakim celu ??
Jedno było pewne...
Na Wrzosowisku nie byliśmy sami...
Mgliste postacie wychylały się zza drzew...Jakby nieśmiało...Jakby zadumane...
Aż chciało się krzyknąć: Kim jesteście ??
Ale one milczały...
Ulotne takie...Jakby nierealne...
Czyżby kosmiczni goście odwiedzili Wrzosowisko ??
Wrzosowisko powitało nas ciszą...
Nie taką ciszą bez szelestu...
Gałązki chrobotały leniwie na porannym wietrzyku...Bezlistne już takie...Zajesienione...
Na szczytach dyndają jeszcze przysuszone, ostatnie śliwki...Gdzieniegdzie kołyszą się orzeszki w popękanych otulinkach...
Brakuje kolorów...
Rdzawa trawa pochyla źdźbła, szykując się do przyjęcia śnieżnej kołderki...
Wrzosowisko usypia...
Powoli...Statecznie...
"Orzeszek" wtopiony do tej pory w szmaragdową zieleń, wydaje się jakby większy, jakby bardziej orzechowy...
Właściwie nic nie zapowiadało nagłej zmiany nastroju...
Krzątaliśmy się dziarsko wśród tych jesiennych pejzaży, kiedy nagle, wśród drzew zamigotały smukłe, milczące postacie...
Kroczyły niespiesznie, jakby i im udzielił się jesienny nastrój wyciszenia...
Zamarliśmy...
W głowie kłębiły się myśli...
Skąd ?? Kiedy ?? W jakim celu ??
Jedno było pewne...
Na Wrzosowisku nie byliśmy sami...
Mgliste postacie wychylały się zza drzew...Jakby nieśmiało...Jakby zadumane...
Aż chciało się krzyknąć: Kim jesteście ??
Ale one milczały...
Ulotne takie...Jakby nierealne...
Czyżby kosmiczni goście odwiedzili Wrzosowisko ??
wtorek, 24 listopada 2015
Epitafium...
Już dawno postanowiłam, że po śmierci mam zostać skremowana...Pierworodny dostał nawet instrukcje, że gdyby koszt pochówku był wygórowany, to może mnie trzymać w słoiku, w piwnicy...Solennie obiecałam, że nie będę straszyć, pohukiwać i trzaskać się łańcuchami...
Ale gdyby...Gdyby moją powłokę cielesną miał okrywać monumentalny pomnik "ku czci", to powinno się na nim znaleźć epitafium:
Baba sine causa
(Baba bez rozsądku)
Jak niektórzy z Was pewnie zauważyli, jesteśmy na bieżąco po premierze ostatniej części Igrzysk: Kosogłos cz.2
Tego typu twórczość to jeden z "kotów", które opętały mnie zupełnie...
No to decyzja, pięć minut przy kompie i bilety zległy na stoliku podręcznym...
A potem włączyła mi się funkcja myślenie...
Może trzeba by sprawdzić, co też mi w czasie tego seansu zaserwują ??
No to sprawdziłam...
Ale gdyby...Gdyby moją powłokę cielesną miał okrywać monumentalny pomnik "ku czci", to powinno się na nim znaleźć epitafium:
Baba sine causa
(Baba bez rozsądku)
Jak niektórzy z Was pewnie zauważyli, jesteśmy na bieżąco po premierze ostatniej części Igrzysk: Kosogłos cz.2
Tego typu twórczość to jeden z "kotów", które opętały mnie zupełnie...
No to decyzja, pięć minut przy kompie i bilety zległy na stoliku podręcznym...
A potem włączyła mi się funkcja myślenie...
Może trzeba by sprawdzić, co też mi w czasie tego seansu zaserwują ??
No to sprawdziłam...
"Osoby, którym nie zalecamy korzystania z
foteli 4DX: dzieci do lat 4 lub o wzroście poniżej 100 cm, kobiety w
ciąży, osoby niepełnosprawne, osoby starsze, widzowie ze schorzeniami
serca, kręgosłupa lub szyi, osoby z chorobą lokomocyjną, osoby chore na
epilepsję lub wrażliwe na efekty występujące podczas seansu (gwałtowny
ruch, jaskrawe światło, itp).
Dzieci do lat 7 mogą korzystać z kina tylko pod opieką osób dorosłych.
Astygmatyzmu nie napisali pewnie przez przeoczenie...
Ło Matko i Córko...
Sama sobie ten grób kopię...
Profilaktycznie łyknęłam magnez i potas...Do torebki zapakowałam dwa woreczki (jakby co)...I Pan N. powiózł nas do Krakusowa, pocieszając, że jakoś przetrwam...
Żeby w pełni na epitafium zasłużyć pożarłam pół ogromnej porcji lodów czekoladowych (zapomniałam, że w tej knajpce porcja lodów ma rozmiar XXXL) i wypiłam koktail truskawkowy (prawie cały)...
I bez 4DX zrobiło mi się niewyraźnie...
I bez 4DX zrobiło mi się niewyraźnie...
Prawdziwa jazda po bandzie...
Jak było, zapytacie ??
Odlotowo !!
Fotele latały we wszystkich kierunkach, tak że na długo mam dość lotów helikopterami... Podłoga się trzęsła...Grzmiało i błyskało...Wiatr wiał...Mgła się unosiła...Woda chlapała w twarz...A główni Bohaterowie mało, że mi po odciskach nie chodzili...No i te oddechy zmiechów prosto w ucho...
Do tego dołóżcie zapachy różanego ogrodu, lasu, zgniłego ciała, podziemnej stęchlizny, smolnej mazi...
Orzesz...(ko)...
Fakt...Kilka razy musiałam zdjąć okulary, żeby odzyskać kontakt z rzeczywistością, i żeby nie grzmotnąć w podłogę...Po kilku próbach zrozumiałam, że patrzenie na falujące fotele to nie jest to co mój żołądek lubi najbardziej...
Fakt...Kilka razy musiałam zdjąć okulary, żeby odzyskać kontakt z rzeczywistością, i żeby nie grzmotnąć w podłogę...Po kilku próbach zrozumiałam, że patrzenie na falujące fotele to nie jest to co mój żołądek lubi najbardziej...
Wyobraźnię można wyłączyć...
O dziwo, nawet fabuły nie dało się zepsuć, więc pełna wrażeń opuściłam salę o własnych siłach, a woreczki wykorzystam przy kolejnej okazji...
A okazja już czyha...
"Gwiezdne Wojny" to już nasza tradycja (pierwszy film, na który zaprosił mnie Pan N. 35 lat temu)...
Nie ma opcji...
Muszę polatać z misiami na motocyklach...;o)
niedziela, 22 listopada 2015
Prawdziwe zagrożenie...
Czego boimy się najbardziej ??
Wojny...
Możemy zwalczyć w swoim życiu wiele przeszkód, ale na konflikt zbrojny wpływ mamy niewielki...Słowo "wojna" wywołuje w nas dreszcze przerażenia...
Dokąd ma miejsce w odległych nam zakątkach świata, kiwamy głowami i współczujemy Ofiarom, jeśli zbliża się do naszych granic, zaczynamy się bać...
A strach bywa czasem gorszy niż sama wojna...
Ale dzisiaj nie będzie ani o wojnach, ani o współczesnym zagrożeniu jakim jest terroryzm, chociaż o terroryzmie będzie...
O terroryzmie medialnym...
Akurat w tym temacie to mamy niezłe doświadczenia...
Pamiętacie te hasła wypisywane na ścianach "TV kłamie !!" ??
Manipulacja informacjami w czasach komuny doszła do perfekcji...
O prawdziwych wydarzeniach w Kraju człowiek więcej dowiadywał się w kolejce po pietruszkę niż oglądając dziennik...
Do dzisiaj pamiętam wypieki na twarzy, kiedy słuchało się "Wolnej Europy"...
Antena z drutu przyczepiona do rury od kaloryfera (przynajmniej moje radio tak działało), fale "uciekające" w najważniejszych momentach i wzrok wpatrzony w ulicę, którą mógł nadjechać "nasłuchiwacz"...
Te audycje były wtedy jak światełka w tunelu...
Kiedy moi Rodzice uczestniczyli w strajkach, siedziałam samotnie w ciemnym mieszkaniu i przerażona czekałam na jedno słowo...
"Pacyfikacja"...
Często budziłam się o świcie z głową na odbiorniku...
Dlaczego wspominam teraz te traumatyczne przeżycia ??
Bo koło historii znowu się domknęło...
Media stały się orężem...
Podają "papkę", ogłupiają, przekłamują...
To już nie jest "władza", to dyktatura...
I nawet nie ma znaczenia, czy są prywatne...
Manipulacje zaczęły się już dawno, ale ostatnio przybrały taki rozmiar, że oglądając "wiadomości" można się uśmiać bardziej niż na kabarecie...
Najbardziej prawdopodobną z informacji stała się prognoza pogody...
Nie będę przytaczać przykładów "wystąpień przeciw Imigrantom", "ustaleń politycznych w sprawie Syrii", czy "zależności finansowych Francji i USA w walce z terroryzmem", posłużę się drobnym przykładem z naszego podwórka...
Przed nami konferencja klimatyczna w Paryżu...
Dla przeciętnego Obywatela jest to kolejne spotkanie grupy Polityków, na którym sobie pogadają, fotkę zrobią i do domów się rozjadą...
Szczególnie, że nasze dotychczasowe reprezentacje nie bardzo starały się błyszczeć na owych spotkaniach...Potem wracały i ogłaszały sukces...
Miło...
Czego by jednak nie mówić, konferencje te mają dla nas ogromne znaczenie...
Tam toczy się walka o nasz przemysł wydobywczy i przetwórczy...
Tam będą się ważyć losy milionów z nas...
Tam, być może, zdecyduje się, że nasi Górnicy przestaną palić opony pod Sejmem i Ministerstwem Gospodarki...
To właśnie Ich, te "sukcesy" na konferencjach klimatycznych interesują najbardziej...
I nagle się okazuje, że Media nie są tym tematem zainteresowane...
Dziwne ??
Przedwczoraj jedna ze stacji telewizyjnych pokazała fragment wywiadu udzielonego przez Prezydenta Dudę rozgłośni radiowej...
Zajęta byłam domowymi czynnościami, kiedy moja mózgownica przyswoiła co mówi...
"Europa musi zrewidować swoje stanowisko, bo to nie Polska jest największym problemem, ale Azja, Ameryka Północna i Południowa..." (cytat z pamięci)
Bingo !!
Czyżby ta najprostsza z prawd miała ujrzeć światło dzienne ??
Czyżby ktoś zauważył, że nasze "całe trucie" to ledwie drobny ułamek tego co w atmosferę wrzucają Chińczycy ??
Słuchałam z zapartym tchem...
Poinformowany o wywiadzie Pan N. spojrzał na mnie z niedowierzaniem...
- Sam zobaczysz !! - naiwnie stwierdziłam...
I Pan N. nie zobaczył...
Przez cztery godziny śledziliśmy wiadomości na tej stacji...
Obejrzeliśmy Teleexpress...Ten "Extra" też...
Potem zaliczyliśmy "Panoramę"...
A w "Wiadomościach" pokazano jedno zdanie, wycięte z kontekstu i nie mówiące niczego...
Ręce opadają...Że o majtkach nie wspomnę...
Był czas antenowy na pokazywanie jakiś durnych sondaży powyborczych i zachłystywanie się faktem, że gdyby teraz były wybory, to JKM miałby 22 posłów...
(A jakbym miała siusiaka to bym była mężem Męża)...
Żenada...
I przerażenie...
Jak bardzo Media są w stanie kreować naszą rzeczywistość ?? Jak mocno ingerują w stan naszej wiedzy o Świecie ?? Co "sprzedają" nam w ramach abonamentu ??
Papkę !!
I żeby nam tylko ta "papka" ością w gardle nie stanęła...
Wojny...
Możemy zwalczyć w swoim życiu wiele przeszkód, ale na konflikt zbrojny wpływ mamy niewielki...Słowo "wojna" wywołuje w nas dreszcze przerażenia...
Dokąd ma miejsce w odległych nam zakątkach świata, kiwamy głowami i współczujemy Ofiarom, jeśli zbliża się do naszych granic, zaczynamy się bać...
A strach bywa czasem gorszy niż sama wojna...
Ale dzisiaj nie będzie ani o wojnach, ani o współczesnym zagrożeniu jakim jest terroryzm, chociaż o terroryzmie będzie...
O terroryzmie medialnym...
Akurat w tym temacie to mamy niezłe doświadczenia...
Pamiętacie te hasła wypisywane na ścianach "TV kłamie !!" ??
Manipulacja informacjami w czasach komuny doszła do perfekcji...
O prawdziwych wydarzeniach w Kraju człowiek więcej dowiadywał się w kolejce po pietruszkę niż oglądając dziennik...
Do dzisiaj pamiętam wypieki na twarzy, kiedy słuchało się "Wolnej Europy"...
Antena z drutu przyczepiona do rury od kaloryfera (przynajmniej moje radio tak działało), fale "uciekające" w najważniejszych momentach i wzrok wpatrzony w ulicę, którą mógł nadjechać "nasłuchiwacz"...
Te audycje były wtedy jak światełka w tunelu...
Kiedy moi Rodzice uczestniczyli w strajkach, siedziałam samotnie w ciemnym mieszkaniu i przerażona czekałam na jedno słowo...
"Pacyfikacja"...
Często budziłam się o świcie z głową na odbiorniku...
Dlaczego wspominam teraz te traumatyczne przeżycia ??
Bo koło historii znowu się domknęło...
Media stały się orężem...
Podają "papkę", ogłupiają, przekłamują...
To już nie jest "władza", to dyktatura...
I nawet nie ma znaczenia, czy są prywatne...
Manipulacje zaczęły się już dawno, ale ostatnio przybrały taki rozmiar, że oglądając "wiadomości" można się uśmiać bardziej niż na kabarecie...
Najbardziej prawdopodobną z informacji stała się prognoza pogody...
Nie będę przytaczać przykładów "wystąpień przeciw Imigrantom", "ustaleń politycznych w sprawie Syrii", czy "zależności finansowych Francji i USA w walce z terroryzmem", posłużę się drobnym przykładem z naszego podwórka...
Przed nami konferencja klimatyczna w Paryżu...
Dla przeciętnego Obywatela jest to kolejne spotkanie grupy Polityków, na którym sobie pogadają, fotkę zrobią i do domów się rozjadą...
Szczególnie, że nasze dotychczasowe reprezentacje nie bardzo starały się błyszczeć na owych spotkaniach...Potem wracały i ogłaszały sukces...
Miło...
Czego by jednak nie mówić, konferencje te mają dla nas ogromne znaczenie...
Tam toczy się walka o nasz przemysł wydobywczy i przetwórczy...
Tam będą się ważyć losy milionów z nas...
Tam, być może, zdecyduje się, że nasi Górnicy przestaną palić opony pod Sejmem i Ministerstwem Gospodarki...
To właśnie Ich, te "sukcesy" na konferencjach klimatycznych interesują najbardziej...
I nagle się okazuje, że Media nie są tym tematem zainteresowane...
Dziwne ??
Przedwczoraj jedna ze stacji telewizyjnych pokazała fragment wywiadu udzielonego przez Prezydenta Dudę rozgłośni radiowej...
Zajęta byłam domowymi czynnościami, kiedy moja mózgownica przyswoiła co mówi...
"Europa musi zrewidować swoje stanowisko, bo to nie Polska jest największym problemem, ale Azja, Ameryka Północna i Południowa..." (cytat z pamięci)
Bingo !!
Czyżby ta najprostsza z prawd miała ujrzeć światło dzienne ??
Czyżby ktoś zauważył, że nasze "całe trucie" to ledwie drobny ułamek tego co w atmosferę wrzucają Chińczycy ??
Słuchałam z zapartym tchem...
Poinformowany o wywiadzie Pan N. spojrzał na mnie z niedowierzaniem...
- Sam zobaczysz !! - naiwnie stwierdziłam...
I Pan N. nie zobaczył...
Przez cztery godziny śledziliśmy wiadomości na tej stacji...
Obejrzeliśmy Teleexpress...Ten "Extra" też...
Potem zaliczyliśmy "Panoramę"...
A w "Wiadomościach" pokazano jedno zdanie, wycięte z kontekstu i nie mówiące niczego...
Ręce opadają...Że o majtkach nie wspomnę...
Był czas antenowy na pokazywanie jakiś durnych sondaży powyborczych i zachłystywanie się faktem, że gdyby teraz były wybory, to JKM miałby 22 posłów...
(A jakbym miała siusiaka to bym była mężem Męża)...
Żenada...
I przerażenie...
Jak bardzo Media są w stanie kreować naszą rzeczywistość ?? Jak mocno ingerują w stan naszej wiedzy o Świecie ?? Co "sprzedają" nam w ramach abonamentu ??
Papkę !!
I żeby nam tylko ta "papka" ością w gardle nie stanęła...
piątek, 20 listopada 2015
Co się dzieje w psiej głowie ??
Od dawna nie gościł tu Filip i pewnie niektórzy z Was zakładają, że sprawa dziwnej, psiej miłości poszła w niebyt...
Bynajmniej...
Czekałam po prostu, co ten sierciuch może jeszcze wydumać, bo to że duma jest pewne jak w banku...
Pamiętacie jak pisałam, że na Wrzosowisku mieliśmy Gości ??
Wspominki miłe, ale odległe...
To była końcówka sierpnia...
Filip zachowywał się jak zawsze, towarzyszył nam we wszystkich czynnościach, albo wylegiwał się przy naszych leżaczkach...Goście odjechali...My też spakowaliśmy nasze manele...Filip wrócił do swojego domu (przynajmniej tak zakładamy)...
I tutaj zaczęła się zagwozdka...
Przy kolejnej wizytacji Filip nie przybiegł się z nami przywitać, nie wpadł nawet na małą przekąskę...Siedział za płotem i od czasu do czasu zerkał...
To było bardzo dziwne zachowanie...
Nie zasiadł również na skraju drogi, kiedy odjeżdżaliśmy...
Ki czort ??
Analizowaliśmy to przez kilka dni, i jedyny logiczny wniosek jaki nam się nasuwał, to fakt, że dostał zakaz od swojego Pana...
No bo żeby głodny pies nie przyszedł na wyżerkę ??
Tego jeszcze w historii świata nie było...
Przez chwilę obawialiśmy się, że może dostał wciry za to bytowanie całodniowe w naszym towarzystwie, ale tę myśl odganialiśmy z całej mocy...
Filip dał nam kosza...I tej wersji się trzymaliśmy...
Kolejne wizyty utwierdzały nas w tym przekonaniu...
Właściwie to trochę nam ulżyło...
Nie będzie psiej tęsknoty, kiedy przestaniemy bywać na Wrzosowisku regularnie...
Wrzesień to był miesiąc ewidentnie ochłodzonych stosunków...
W październiku na Wrzosowisku nie bytowaliśmy wcale, bo zległam powalona kumulacją chorób...
W listopadzie Filip się "odobraził"...
Najpierw nieśmiało zabierał kąski i biegł pałaszować je na drodze publicznej, a potem...
Kiedy otworzyłam drzwi Naguska usłyszałam spazmatyczny wręcz szloch Filipa, wycie, piski, radosne szczeki, wszystko mieszało się w jeden ogromny psi rwetes...
Przy powitaniu usiłował nawet podskakiwać, co przy jego budowie nie jest wskazanym objawem radochy...
Towarzyszący mu Myszowaty (młodszy egzemplarz Filipa) nie okazywał nam takiej estymy, ale równie radośnie machał cienkim ogonkiem...
Filip biegał za nami krok w krok...Myszowaty zachowywał bezpieczną odległość...
Kiedy z nagła lunęło schowaliśmy się w Orzeszku, a Filip usiłował się wprosić na siłę...
Potwierdzony zakaz przyjął z pokorą i zniknął...
Wypiliśmy kawusię, zerknęliśmy gospodarskim okiem na nasze poletko i postanowiliśmy ruszyć w drogę, bo ulewa nie zachęcała do prac ziemnych...
Pan N. odpalił Naguska, a ja kończyłam domykanie kłódek...
Kiedy ruszyłam w stronę podjazdu, spod rury wydechowej wyjrzał radośnie roześmiany pysk Myszowatego...A tuż za nim, równie radosny pysk Filipa...
Niczym torpeda ruszyłam zatrzymać manewr ruszania Pana N. ...Krzyczałam...Machałam...I śmiałam się w głos, bo takiej symbiozy pod Naguskiem to jeszcze nie widziałam...
Ślubny zdążył zareagować i psie żywoty zostały uratowane...
A że obu sierściuchom nie można odmówić sprytu, więc kiedy zauważyły niesiony przeze mnie woreczek, czym prędzej spod Naguska wypełzły...
Dary mają swoją siłę perswazji...
Wysypałam zawartość przy drodze...
Psiaki monitorowały uważnie zawartość torebki i nagle...
Filip rzucił się na Myszowatego, złapał go za gardziel i przydusił, dając do zrozumienia, że podarunek jest jego własnością i nie zamierza się nim dzielić...
Myszowaty zrozumiał...
A ja stałam jak zamurowana...
Co takiego wydarzyło się we wrześniu, że Filip ochłodził nasze kontakty ?? Co spowodowało, że wpuścił Myszowatego na Wrzosowisko, a jednocześnie podkreślił "prawo własności" ?? Jakie tajemnicze zachowanie zaprezentuje nam przy kolejnej wizycie ??
Zawsze myślałam, że znam się trochę na piesowatych...
Jakoś instynktownie rozpoznawałam zachowania...
A tutaj zonk...
Nie mam pojęcia co się dzieje w psiej głowie...
Może Wy wiecie ??
Bynajmniej...
Czekałam po prostu, co ten sierciuch może jeszcze wydumać, bo to że duma jest pewne jak w banku...
Pamiętacie jak pisałam, że na Wrzosowisku mieliśmy Gości ??
Wspominki miłe, ale odległe...
To była końcówka sierpnia...
Filip zachowywał się jak zawsze, towarzyszył nam we wszystkich czynnościach, albo wylegiwał się przy naszych leżaczkach...Goście odjechali...My też spakowaliśmy nasze manele...Filip wrócił do swojego domu (przynajmniej tak zakładamy)...
I tutaj zaczęła się zagwozdka...
Przy kolejnej wizytacji Filip nie przybiegł się z nami przywitać, nie wpadł nawet na małą przekąskę...Siedział za płotem i od czasu do czasu zerkał...
To było bardzo dziwne zachowanie...
Nie zasiadł również na skraju drogi, kiedy odjeżdżaliśmy...
Ki czort ??
Analizowaliśmy to przez kilka dni, i jedyny logiczny wniosek jaki nam się nasuwał, to fakt, że dostał zakaz od swojego Pana...
No bo żeby głodny pies nie przyszedł na wyżerkę ??
Tego jeszcze w historii świata nie było...
Przez chwilę obawialiśmy się, że może dostał wciry za to bytowanie całodniowe w naszym towarzystwie, ale tę myśl odganialiśmy z całej mocy...
Filip dał nam kosza...I tej wersji się trzymaliśmy...
Kolejne wizyty utwierdzały nas w tym przekonaniu...
Właściwie to trochę nam ulżyło...
Nie będzie psiej tęsknoty, kiedy przestaniemy bywać na Wrzosowisku regularnie...
Wrzesień to był miesiąc ewidentnie ochłodzonych stosunków...
W październiku na Wrzosowisku nie bytowaliśmy wcale, bo zległam powalona kumulacją chorób...
W listopadzie Filip się "odobraził"...
Najpierw nieśmiało zabierał kąski i biegł pałaszować je na drodze publicznej, a potem...
Kiedy otworzyłam drzwi Naguska usłyszałam spazmatyczny wręcz szloch Filipa, wycie, piski, radosne szczeki, wszystko mieszało się w jeden ogromny psi rwetes...
Przy powitaniu usiłował nawet podskakiwać, co przy jego budowie nie jest wskazanym objawem radochy...
Towarzyszący mu Myszowaty (młodszy egzemplarz Filipa) nie okazywał nam takiej estymy, ale równie radośnie machał cienkim ogonkiem...
Filip biegał za nami krok w krok...Myszowaty zachowywał bezpieczną odległość...
Kiedy z nagła lunęło schowaliśmy się w Orzeszku, a Filip usiłował się wprosić na siłę...
Potwierdzony zakaz przyjął z pokorą i zniknął...
Wypiliśmy kawusię, zerknęliśmy gospodarskim okiem na nasze poletko i postanowiliśmy ruszyć w drogę, bo ulewa nie zachęcała do prac ziemnych...
Pan N. odpalił Naguska, a ja kończyłam domykanie kłódek...
Kiedy ruszyłam w stronę podjazdu, spod rury wydechowej wyjrzał radośnie roześmiany pysk Myszowatego...A tuż za nim, równie radosny pysk Filipa...
Niczym torpeda ruszyłam zatrzymać manewr ruszania Pana N. ...Krzyczałam...Machałam...I śmiałam się w głos, bo takiej symbiozy pod Naguskiem to jeszcze nie widziałam...
Ślubny zdążył zareagować i psie żywoty zostały uratowane...
A że obu sierściuchom nie można odmówić sprytu, więc kiedy zauważyły niesiony przeze mnie woreczek, czym prędzej spod Naguska wypełzły...
Dary mają swoją siłę perswazji...
Wysypałam zawartość przy drodze...
Psiaki monitorowały uważnie zawartość torebki i nagle...
Filip rzucił się na Myszowatego, złapał go za gardziel i przydusił, dając do zrozumienia, że podarunek jest jego własnością i nie zamierza się nim dzielić...
Myszowaty zrozumiał...
A ja stałam jak zamurowana...
Co takiego wydarzyło się we wrześniu, że Filip ochłodził nasze kontakty ?? Co spowodowało, że wpuścił Myszowatego na Wrzosowisko, a jednocześnie podkreślił "prawo własności" ?? Jakie tajemnicze zachowanie zaprezentuje nam przy kolejnej wizycie ??
Zawsze myślałam, że znam się trochę na piesowatych...
Jakoś instynktownie rozpoznawałam zachowania...
A tutaj zonk...
Nie mam pojęcia co się dzieje w psiej głowie...
Może Wy wiecie ??
poniedziałek, 16 listopada 2015
Najpiękniejsza w klasie...
W komentarzach do poprzedniego postu domagaliście się piękna, normalności i radości życia...I wtedy pomyślałam, że mam coś najbardziej odpowiedniego...
Coś, co miało zagościć na moim blogu już miesiąc temu, ale ciągle wpadało mi pod paluchu coś innego...
Może blogowe skrzaty specjalnie to zrobiły ??
W każdym razie czas, żeby na gordyjskim blogu zagościły Pierwszaki, Dagusine Pierwszaki...
Co trzy lata wysłuchuję takich samych relacji, no może nie takich samych, ale podobnych...
Dagusia obejmuje wychowawstwo pierwszej klasy i dzieli się ze mną swoimi spostrzeżeniami...
Przyznam się Wam, że ogromnie lubię te Dagusine wynurzenia...Pełne troski, niepewności, oczekiwań i pragnień...A po trzech latach pocieszam Dagusię, kiedy żegna się ze swoimi Nielotami...
Ale nim się z nimi pożegna, zaczyna tak...
"Narysujcie portret swojej Pani"...
I to się już stało blogową tradycją...
Dagusia oczami Pierwszaków:
A teraz mój ulubiony portret !!
Zostaję wielką fanką Autora tego portretu !!
Coś, co miało zagościć na moim blogu już miesiąc temu, ale ciągle wpadało mi pod paluchu coś innego...
Może blogowe skrzaty specjalnie to zrobiły ??
W każdym razie czas, żeby na gordyjskim blogu zagościły Pierwszaki, Dagusine Pierwszaki...
Co trzy lata wysłuchuję takich samych relacji, no może nie takich samych, ale podobnych...
Dagusia obejmuje wychowawstwo pierwszej klasy i dzieli się ze mną swoimi spostrzeżeniami...
Przyznam się Wam, że ogromnie lubię te Dagusine wynurzenia...Pełne troski, niepewności, oczekiwań i pragnień...A po trzech latach pocieszam Dagusię, kiedy żegna się ze swoimi Nielotami...
Ale nim się z nimi pożegna, zaczyna tak...
"Narysujcie portret swojej Pani"...
I to się już stało blogową tradycją...
Dagusia oczami Pierwszaków:
![]() | |
| Dagusia "na okrągło" |
![]() | |
| Dagusia z "marsem" na czole. |
![]() | |
| Dagusia z Harrego Pottera. |
![]() | |
| Dagusia jako telewizyjna prezenterka. |
![]() | |
| Dagusia w kropki. |
![]() | |
| Dagusia na ludowo. |
![]() | |
| Dagusia na kacu. |
![]() |
| Dagusia biedroneczka. |
![]() | |
| Jesienna Dagusia. |
![]() | |
| Dagusia w dwóch nastrojach. |
A teraz mój ulubiony portret !!
![]() | |
| Dagusia perfekcyjna !! |
Zostaję wielką fanką Autora tego portretu !!
sobota, 14 listopada 2015
To jest wojna...
Dzisiaj siedziałam do 3-ciej w nocy i śledziłam wydarzenia w Paryżu...
Ściśnięty nerwami żołądek...Łzy cisnące się do oczu...Natłok myśli...
To była trudna noc...
Noc, w czasie której prawda objawiła się spływającą krwią niewinnych Ludzi...
Koniec mrzonek o bezpieczeństwie...
Tak zwany "cywilizowany Świat" poniósł kolejną klęskę...
A wiecie co mnie wkurzyło najbardziej ??
Multum przesyłanych do Francji depesz...Depesz pełnych wzniosłych słów...Depesz zapewniających o solidarności...Depesz, których treść mogę określić jednym: "bla bla bla"...
Ale Politycy spełnili swoją powinność...
Wysłali depeszę...Nabazgrali tweeta...
Za kilka miesięcy dramat Mieszkańców Paryża pójdzie w zapomnienie, tak samo jak los wielu Ofiar, które terroryzm ma już na swoim sumieniu...
Ofiary znowu zmienią kategorię i staną się "statystyką"...
Może zatrze je czas...Może pamięć zatrą kolejne Ofiary ataków...
Z "bleblania" Polityków wynika jedno...
Wobec terroryzmu jesteśmy bezbronni...
Nie można przewidzieć wszystkiego...Nie można zabezpieczyć wszystkich miejsc...Nie można...Po prostu nie można...
Wiedzą o tym Politycy...Wiedzą o tym Służby wywiadowcze...I wiedzą o tym terroryści...
My dowiadujemy się po kolejnym ataku...
Siedzimy w nocy i spoglądamy na ekrany telewizorów z przerażeniem...Widzimy ciała Ofiar wynoszone przez Służby ratownicze...Widzimy zakrwawionych Świadków wydarzeń...Widzimy Policjantów, którzy biegają po ulicach przy migotliwych światłach radiowozów...
Nie możemy nic...
Możemy płakać...Możemy złorzeczyć...Możemy odczuwać współczucie...
Jesteśmy bezbronni ??
Chyba, że wśród tego poprawnego politycznie "bleblania" usłyszymy głos rozsądku, który da nam odrobinę nadziei...
Pan Dziewulski, komentujący nocny dramat Paryża, określił w prostych słowach zamierzenia terrorystów...
Destabilizacja...Strach...Panika...
To jest główna broń terrorystów...
Nie kałachy i granaty...
I trudno się z Nim nie zgodzić...
Czas, żeby cywilizowany Świat przyjął te zagrożenia do wiadomości...
Czas, żeby Ludzie zrozumieli na czym polega zagrożenie...
Antyterroryści zawsze przybywają po czasie...
Nie zejdziemy do piwnic, bo garstka oszołomów chce się "pobawić" granatami...Nie przestaniem korzystać z własnego życia, bo jacyś popaprańcy dostali w łapy kałacha...Strach to nie jest nic złego, bo często motywuje i daje nam siłę do działania...Łzy ciekną nam czasem z bezsilności, ale mogą być również objawem wściekłości...
Pozostaje jedynie zapanować nad paniką...
To jest wojna...
Na panikę nie ma miejsca...
I kiedy Politycy znowu będą "bleblać" bez sensu, my spójrzmy na Paryż jak na miejsce "po bitwie"...
Dzisiaj milczące i pogrążone w niewyobrażalnym smutku...
Ale jutro ??
Czy jesteśmy przygotowani na tę wojnę ??
Ściśnięty nerwami żołądek...Łzy cisnące się do oczu...Natłok myśli...
To była trudna noc...
Noc, w czasie której prawda objawiła się spływającą krwią niewinnych Ludzi...
Koniec mrzonek o bezpieczeństwie...
Tak zwany "cywilizowany Świat" poniósł kolejną klęskę...
A wiecie co mnie wkurzyło najbardziej ??
Multum przesyłanych do Francji depesz...Depesz pełnych wzniosłych słów...Depesz zapewniających o solidarności...Depesz, których treść mogę określić jednym: "bla bla bla"...
Ale Politycy spełnili swoją powinność...
Wysłali depeszę...Nabazgrali tweeta...
Za kilka miesięcy dramat Mieszkańców Paryża pójdzie w zapomnienie, tak samo jak los wielu Ofiar, które terroryzm ma już na swoim sumieniu...
Ofiary znowu zmienią kategorię i staną się "statystyką"...
Może zatrze je czas...Może pamięć zatrą kolejne Ofiary ataków...
Z "bleblania" Polityków wynika jedno...
Wobec terroryzmu jesteśmy bezbronni...
Nie można przewidzieć wszystkiego...Nie można zabezpieczyć wszystkich miejsc...Nie można...Po prostu nie można...
Wiedzą o tym Politycy...Wiedzą o tym Służby wywiadowcze...I wiedzą o tym terroryści...
My dowiadujemy się po kolejnym ataku...
Siedzimy w nocy i spoglądamy na ekrany telewizorów z przerażeniem...Widzimy ciała Ofiar wynoszone przez Służby ratownicze...Widzimy zakrwawionych Świadków wydarzeń...Widzimy Policjantów, którzy biegają po ulicach przy migotliwych światłach radiowozów...
Nie możemy nic...
Możemy płakać...Możemy złorzeczyć...Możemy odczuwać współczucie...
Jesteśmy bezbronni ??
Chyba, że wśród tego poprawnego politycznie "bleblania" usłyszymy głos rozsądku, który da nam odrobinę nadziei...
Pan Dziewulski, komentujący nocny dramat Paryża, określił w prostych słowach zamierzenia terrorystów...
Destabilizacja...Strach...Panika...
To jest główna broń terrorystów...
Nie kałachy i granaty...
I trudno się z Nim nie zgodzić...
Czas, żeby cywilizowany Świat przyjął te zagrożenia do wiadomości...
Czas, żeby Ludzie zrozumieli na czym polega zagrożenie...
Antyterroryści zawsze przybywają po czasie...
Nie zejdziemy do piwnic, bo garstka oszołomów chce się "pobawić" granatami...Nie przestaniem korzystać z własnego życia, bo jacyś popaprańcy dostali w łapy kałacha...Strach to nie jest nic złego, bo często motywuje i daje nam siłę do działania...Łzy ciekną nam czasem z bezsilności, ale mogą być również objawem wściekłości...
Pozostaje jedynie zapanować nad paniką...
To jest wojna...
Na panikę nie ma miejsca...
I kiedy Politycy znowu będą "bleblać" bez sensu, my spójrzmy na Paryż jak na miejsce "po bitwie"...
Dzisiaj milczące i pogrążone w niewyobrażalnym smutku...
Ale jutro ??
Czy jesteśmy przygotowani na tę wojnę ??
Subskrybuj:
Posty (Atom)











