-Babciu...Dawno nie było wyprawy...- zagaił Księciunio, a Babci zrobiło się durnowato na duszy...
Wyprawy !!
Całkiem dziadkowie zaniedbali temat !!
Nie wymyślili...
Nie przygotowali...
Nie zorganizowali...
Lipa...
Dobrze, że Młody komunikat puścił w eter wieczorem...
Rano wyprawa była gotowa...;o)
Przystanek Stopnica...
Mała Miejscowość...Kilka zabytków...Wiele takich miejsc na mapie...
Dlaczego więc Stopnica ??
Bo ma niezłych Gospodarzy, którzy świetnie wykorzystują możliwość XXI wieku...
W Stopnicy powstał ośrodek rekreacyjny godny Stolicy...Jest po prostu piękny...I jest w nim wszystko...
Jest tor dla rolkarzy, "hulajnogowców", czy innych rowerzystów...
Jest boisko do siatkówki plażowej (oczywiście z widownią)...
Jest plac zabaw dla dzieci młodszych...
Jest plac zabaw dla dzieci starszych...;o)
Księciunio był zachwycony !!
Ogromny plac cały w "pajęczynach"...Pomosty...Zjeżdżalnie...
Wyśmienity pomysł na spalenie nadwyżki energii...;o)
Jest basen, z rozsuwanym dachem i podgrzewaną wodą...Ekskluzywnie...;o)
Jest niewielki zalew przeznaczony na sporty wodne...Kajaczki...Rowerki...
I na tym właśnie zalewie, Księciunio po raz pierwszy pływał kajakiem !! Ale Babcia "sierota" była tak przejęta, że nie uwieczniła tego faktu na fotce...:o(
Księciunio był zachwycony...Siedział bardzo stabilnie...I z wielkim zaangażowaniem wiosłował (świetnie to robił)...Próbował nawet zmieniać kierunek rejsu, ale kajak był troszkę za ciężki na pięcioletnie łapeczki...
Wysiadł z wypiekami na twarzy i ogromnie przejęty...
A my byliśmy dumni !! Bardzo dumni...;o)
Rośnie kolejny kajakarz !!
Naładowany pozytywną energią Księciunio, wyzwał nas na pojedynek...
Bieg na trzysta metrów, ze startu niskiego...
Babcia kontra Księciunio...
Pojedynek wygrał Księciunio !!
Bieg na trzysta metrów, ze startu wysokiego...
Dziadziuś kontra Księciunio...
Pojedynek wygrał Księciunio !!
I znowu byliśmy z Niego bardzo dumni !!
Sześćset metrów biegu...Pilnował toru...Mimo zmęczenia (a było wielkie) przełamał się i dobiegł...
A potem pobiegł z Babcią sprawdzić, jak się skacze w dal...
Jest jeszcze siłownia na świeżym powietrzu...
Jest boisko do koszykówki...
Są korty...
Czego można jeszcze chcieć ??
Piękne obiekty...Zadbane...Trochę zaśmiecone, ale byliśmy tam po imprezie plenerowej...
Brawo Stopnica !! ;o)
Dwa światy...
Bardzo Ważni Goście
wtorek, 6 sierpnia 2019
środa, 31 lipca 2019
Między "pit stopami"...
Urlop zaczął nam się od totalnych upałów...I co się z tym wiąże, od totalnej suszy...
Jakim cudem Wrzosowisko przetrwało, nie mam pojęcia...My trwaliśmy siłą rozpędu...
Nie było czasu na marudzenie, bo mieliśmy dobę na zorganizowanie "placu zabaw" dla Wnuków...
W niedzielę mieli nawiedzić nas: Księciunio i Princeska (że o Misiowych Rodzicach nie wspomnę)...
Zaczęliśmy od basenu...
Ale hitem był Dziadziuś, a właściwie Jego "wpadanie" do basenu...
Princeska najpierw niepewnie badała sytuację wzrokiem po dziadziusiowym plusku...Nawet dała się dwa razy podpuścić na ochlapanie, a potem, nagle...Dziecięcym, słodkim głosikiem oznajmiła...
- Dziadziu...Bach !!
Nie jest skora do konwersacji...W "babskim ględzeniu" ograniczała się do tej pory do: tak, nie, mama, baba (wszyscy członkowie rodziny poza mamą) i bama, albo maba (do Księciunia)...Taka była skromna w rozmowach...
- Dziadziu...Bach !! - pojawiało się za każdym razem, kiedy tylko Dziadziuś wygramolił się z basenu...
Pierwsze rozumne zdanie Princeski...;o)
No to Dziadziuś w basenie lądował...Hmmm...Kilkanaście razy !!
Do momentu, aż Princeska zaczęła robić przymiarki, żeby towarzyszyć Dziadziusiowi w tych "bachach"...
A potem "sprawa się rypła"...
Princeska dowiedziała się, gdzie znika Jej starszy Brat...
Ona z Misiowymi Rodzicami pojechała do domku, a Księciunio został na Wrzosowisku...
Doczekać się nie mógł !!
A na dodatek, na grządce pod orzechem wyrósł...
I trzeba było szybko wypróbować jak się jeździ...
Musiało się jeździć wyśmienicie, bo Babcia "natrzaskała" sporą kilometrówkę...
A nazajutrz Księciunio zapragnął wjechać na tę górkę przed nami...I wjechał !! Chociaż Babcia miała wcale nie pomagać...
Sapał, wzdychał, upocił się jak szczurek...Ale wjechał !!
Po co ??
Bo z tej górki traktory jeżdżą "na luzie"...Ta jazda na "luzie" fascynowała Księciunia od początku wrzosowiskowych wizytacji...Musiał spróbować !!
No to Babcia w promocji dostała niezły sprint...
Wieczorem Księciunio usypiał z błogim uśmiechem, słuchając "Sierotki Marysi"...
Wakacje to wspaniały wynalazek...;o)
Jakim cudem Wrzosowisko przetrwało, nie mam pojęcia...My trwaliśmy siłą rozpędu...
Nie było czasu na marudzenie, bo mieliśmy dobę na zorganizowanie "placu zabaw" dla Wnuków...
W niedzielę mieli nawiedzić nas: Księciunio i Princeska (że o Misiowych Rodzicach nie wspomnę)...
Zaczęliśmy od basenu...
![]() | |
| Te folie to nie dekoracja, ale element odstraszający owady... |
![]() | |
| Nie pytajcie kto siedzi na tym drzewie...;o) |
![]() |
| Teraz są już dwa "bociany"...;o) |
Princeska najpierw niepewnie badała sytuację wzrokiem po dziadziusiowym plusku...Nawet dała się dwa razy podpuścić na ochlapanie, a potem, nagle...Dziecięcym, słodkim głosikiem oznajmiła...
- Dziadziu...Bach !!
Nie jest skora do konwersacji...W "babskim ględzeniu" ograniczała się do tej pory do: tak, nie, mama, baba (wszyscy członkowie rodziny poza mamą) i bama, albo maba (do Księciunia)...Taka była skromna w rozmowach...
- Dziadziu...Bach !! - pojawiało się za każdym razem, kiedy tylko Dziadziuś wygramolił się z basenu...
Pierwsze rozumne zdanie Princeski...;o)
No to Dziadziuś w basenie lądował...Hmmm...Kilkanaście razy !!
Do momentu, aż Princeska zaczęła robić przymiarki, żeby towarzyszyć Dziadziusiowi w tych "bachach"...
A potem "sprawa się rypła"...
Princeska dowiedziała się, gdzie znika Jej starszy Brat...
Ona z Misiowymi Rodzicami pojechała do domku, a Księciunio został na Wrzosowisku...
Doczekać się nie mógł !!
A na dodatek, na grządce pod orzechem wyrósł...
I trzeba było szybko wypróbować jak się jeździ...
Musiało się jeździć wyśmienicie, bo Babcia "natrzaskała" sporą kilometrówkę...
A nazajutrz Księciunio zapragnął wjechać na tę górkę przed nami...I wjechał !! Chociaż Babcia miała wcale nie pomagać...
Sapał, wzdychał, upocił się jak szczurek...Ale wjechał !!
Po co ??
Bo z tej górki traktory jeżdżą "na luzie"...Ta jazda na "luzie" fascynowała Księciunia od początku wrzosowiskowych wizytacji...Musiał spróbować !!
No to Babcia w promocji dostała niezły sprint...
Wieczorem Księciunio usypiał z błogim uśmiechem, słuchając "Sierotki Marysi"...
Wakacje to wspaniały wynalazek...;o)
sobota, 27 lipca 2019
Raj dopieszczony...
- Robimy "pit stopa" ?? - zapytał z nadzieją w głosie Pan N.
- Czas najwyższy !! - odpowiedziałam, zajmując miejsce na leżaczku...
Ufff...
- Poczytam Ci gazetkę...- oznajmił Ślubny biorąc do ręki smartfona...
- Poczytaj...- zgodziłam się chętnie, bo nawet w cudownej głuszy przyda się odrobina informacji...
Pan N. zaczął wywijać smartfonem we wszystkie strony...
- Nie mam połączenia...- wymruczał, kontynuując gimnastykę nadgarstka...
- Spróbuj wystawić nogę...- odmruczałam, i zachichotaliśmy zgodnie...
Wiele lat temu mieliśmy telewizor, który cudnie działał tylko wtedy, kiedy Pan N. wystawiał nogę spod kołdry i unosił ją wysoko...Taka technika...;o)
Tym razem obyło się bez dodatkowych "przekaźników"...Fale niesione wiatrem trafiły w końcu w dłoń Ślubnego i w Jego smartfona...
Nastąpiła chwila ciszy, a Pan N. pracowicie przewijał strony...
- Nic Ci nie poczytam...- oznajmił po kilku minutach...- Tu nic nie ma...
- Czego chcesz ?? Sezon ogórkowy, to nawet newsy siedzą na polach...- i odruchowo zerknęłam na zagony, na których Ukraińcy uwijali się wśród ogórków...
- Ty wiesz, że nawet Gordyjka nic nie pisze !! - z udawanym oburzeniem stwierdził Ślubny, a ja wybuchnęłam śmiechem...
- Bo to leniwa Baba jest !! - skomentowałam i umilkłam...
Sad tętnił życiem...Liście szemrały na wietrze...Ptaki pracowicie zbierały pokarm z wykoszonego trawnika...Jaskółki uczyły się latać, nurkując tuż nad naszymi głowami...Gdzieś tam zapiał kogut...Pies zaszczekał bez przekonania...
"Pójść na Wrzosowisko i zapomnieć wszystko"...
Właśnie tak...
Gdzieś tam, ludzie żrą się między sobą...
Gdzieś tam, jeden na drugiego szczuje...
Gdzieś tam, pieniądz jest ważniejszy niż uśmiech...
Gdzieś tam...
I niech to "tam" trzyma się ode mnie z daleka...
"Róbmy swoje"...
Tajemnica Wszechświata...
To jest właśnie to, co dało mi Wrzosowisko...
Inną perspektywę...
Skoro jedyną istotną rzeczą w życiu jest czas, to po co rozmieniać go na drobne ??
Uśmiechnęłam się bezwiednie usiłując wyśledzić, gdzie jaskółki mają gniazda...Pan N. przyłączył się do śledzenia...
Pojawiały się na niebie z nagła, kręciły niewyobrażalne piruety, i znikały...
Robiły swoje...
- Może się kawusi napijemy ?? - zapytałam prawie szeptem...
- To ja czajnik nastawię...- Pan N. zerwał się z leżaka...
Raj dopieszczony...
- Czas najwyższy !! - odpowiedziałam, zajmując miejsce na leżaczku...
Ufff...
- Poczytam Ci gazetkę...- oznajmił Ślubny biorąc do ręki smartfona...
- Poczytaj...- zgodziłam się chętnie, bo nawet w cudownej głuszy przyda się odrobina informacji...
Pan N. zaczął wywijać smartfonem we wszystkie strony...
- Nie mam połączenia...- wymruczał, kontynuując gimnastykę nadgarstka...
- Spróbuj wystawić nogę...- odmruczałam, i zachichotaliśmy zgodnie...
Wiele lat temu mieliśmy telewizor, który cudnie działał tylko wtedy, kiedy Pan N. wystawiał nogę spod kołdry i unosił ją wysoko...Taka technika...;o)
Tym razem obyło się bez dodatkowych "przekaźników"...Fale niesione wiatrem trafiły w końcu w dłoń Ślubnego i w Jego smartfona...
Nastąpiła chwila ciszy, a Pan N. pracowicie przewijał strony...
- Nic Ci nie poczytam...- oznajmił po kilku minutach...- Tu nic nie ma...
- Czego chcesz ?? Sezon ogórkowy, to nawet newsy siedzą na polach...- i odruchowo zerknęłam na zagony, na których Ukraińcy uwijali się wśród ogórków...
- Ty wiesz, że nawet Gordyjka nic nie pisze !! - z udawanym oburzeniem stwierdził Ślubny, a ja wybuchnęłam śmiechem...
- Bo to leniwa Baba jest !! - skomentowałam i umilkłam...
Sad tętnił życiem...Liście szemrały na wietrze...Ptaki pracowicie zbierały pokarm z wykoszonego trawnika...Jaskółki uczyły się latać, nurkując tuż nad naszymi głowami...Gdzieś tam zapiał kogut...Pies zaszczekał bez przekonania...
"Pójść na Wrzosowisko i zapomnieć wszystko"...
Właśnie tak...
Gdzieś tam, ludzie żrą się między sobą...
Gdzieś tam, jeden na drugiego szczuje...
Gdzieś tam, pieniądz jest ważniejszy niż uśmiech...
Gdzieś tam...
I niech to "tam" trzyma się ode mnie z daleka...
"Róbmy swoje"...
Tajemnica Wszechświata...
To jest właśnie to, co dało mi Wrzosowisko...
Inną perspektywę...
Skoro jedyną istotną rzeczą w życiu jest czas, to po co rozmieniać go na drobne ??
Uśmiechnęłam się bezwiednie usiłując wyśledzić, gdzie jaskółki mają gniazda...Pan N. przyłączył się do śledzenia...
Pojawiały się na niebie z nagła, kręciły niewyobrażalne piruety, i znikały...
Robiły swoje...
- Może się kawusi napijemy ?? - zapytałam prawie szeptem...
- To ja czajnik nastawię...- Pan N. zerwał się z leżaka...
Raj dopieszczony...
sobota, 29 czerwca 2019
Czerwiec miesiącem róż ??
Rosarium spisuje się na medal...Wysiadam z samochodu i banan wypełza na twarz...
Czyżby czerwiec był miesiącem róż ??
Nie do końca...
Tym razem show skradły...
Te, to dopiero się popisują !!
A kolejne tylko czekają na "detonację"...;o)
To może czerwiec miesiącem lilii ??
![]() |
| Jakość kiepska, ale zapach powalający... |
![]() |
| To też rózie, tylko malusieńkie... |
![]() | ||
| Imieninowa kwitnie ponownie... |
![]() |
| Ta startuje w różanej olimpiadzie... |
![]() |
| Pierwszy kwiat, imieninowej, pnącej... |
![]() |
| Cytrynkowa ledwie dźwiga ten ciężar... |
![]() |
| A to olimpijska medalistka... |
![]() |
| Róża twardzielka, wystawiona na zachodnie wiatry... |
![]() |
| Imigrantka, szukała nowego domu... |
Nie do końca...
Tym razem show skradły...
Te, to dopiero się popisują !!
A kolejne tylko czekają na "detonację"...;o)
To może czerwiec miesiącem lilii ??
poniedziałek, 24 czerwca 2019
Nie mamy gruszy...
Powykrzywiana stała w sadzie,
strasząc suchymi konarami,
pień zharatany od piorunów,
koroną sypała gruszkami.
Przez cztery lata w pocie czoła,
lepiłam rany starej gruszy.
Przyciąć konary jeszcze trzeba,
może owocowanie ruszy ??
Rok temu to nam się udało !!
Grusza jak panna na wydaniu,
darami swymi tak sypnęła,
że spory trud był w ich zbieraniu.
Ale w owocach swych ukryła,
smaki dzieciństwa dziś nieznane,
bo rosła dzika, zapomniana,
a jej konary niepryskane.
Za każdym razem na jej widok,
uśmiech wypływał na me usta,
czy się kwieciła różowato,
czy już po zbiorach stała pusta.
I wiatr zakręcił Wrzosowiskiem,
pień stary dłużej nie wytrzymał.
Na Wrzosowisku wieje pustką,
bo starej gruszy już tam nie ma.
Pozostawiła korzeń w ziemi,
z którego słodycz swą czerpała,
i mały odrost przy pniu starym...
Czyżby: Wciąż żyję !!! - nim wołała ??
środa, 12 czerwca 2019
Wszystko jest cacy...
Ja wiem, że większości moich Czytaczy ta rozrywka jest obca ( co świadczy o niewątpliwej inteligencji Osób tu zaglądających), ale doszłam ostatnio do bardzo odkrywczych wniosków...
Powszechnie wiadomo, że nasza Służba Zdrowia (czytaj: "chora służba") jest mało wydolna (delikatnie mówiąc) i od przynajmniej trzydziestu lat boryka się z systemowymi trudnościami...
NFZ (czyli, kolejny twór do wyprowadzania pieniędzy), ogłasza co kilka lat jakieś odkrywcze rozwiązanie, ale "kołderka jest za krótka", czyli z "próżnego i Salomon nie naleje"...
I kiedy pewnego dnia wgapiałam się tępo w TV, przesuwając w palcach kordonek (bo właśnie mnie dopadła wena twórcza), olśniła mnie myśl tak prosta, jak "konstrukcja druta"...
To się dzieje !!
Znaleźli rozwiązanie !!
Bez fanfar i ogłaszania kolejnej reformy...Bez błysku fleszy i wywiadów...
Znaleźli rozwiązanie na nasze problemy zdrowotne (a przynajmniej na ich część), skrócili kolejki do specjalistów i...To wszytko bez nakładów finansowych...Mało, że bez...Wszystko w cenie abonamentu...;o)
Jak to działa ??
Na apatię, depresję, stany lękowe, a nawet autyzm, zalecałabym oglądanie wiadomości na TVP !!
Takiego ładunku pozytywnej energii nie przyniesie Wam żaden specjalista, żadna terapia...Wszystko jest tak piękne, tak malownicze, tak radosne, że żadna depresja tego nie wytrzyma...
W celach prozdrowotnych powtarzają najbardziej optymistyczne informacje po kilka razy, dla utrwalenia...
Terapię można stosować od bladego świtu, aż po ciemną noc, więc nie ma potrzeby dopasowywania terminów...
A że zdrowie psychiczne w Narodzie ma się ostatnio coraz gorzej, to dla równowagi znaleziono również rozwiązanie dla Osób z przeciwnego "bieguna"...
Na nadmierne stany euforyczne, nadpobudliwość, a nawet ADHD zalecałabym oglądanie informacji na TVN !!
Dawka złych wieści, dramatycznych wydarzeń i przysłowiowej "czarnej du.." jest tak porażająca, że każdego "nerwusa" sprowadzą na ziemię...
Mechanizm przekazów jest właściwie prosty...To taka "kocia technika"...
Jeśli na TVP pokazane jest coś, co można uznać za sukces, TVN bierze tego samego newsa i odwraca "kota ogonem"...
Przekop mierzei: TVP - sukces logistyczny; TVN - katastrofa ekologiczna.
500+: TVP - przyrost naturalny i więcej pieniędzy w obiegu; TVN - brak rąk do pracy i przekupstwo polityczne.
Marsze prorodzinne: TVP - obrona wartości rodzinnych; TVN - atak narodowców.
Można wyliczać w nieskończoność, bo w Kraju wiele się dzieje...
"Normalnych" (jeśli tacy jeszcze przetrwali) będzie ta retoryka mierziła, ale...
No cóż...Ta terapia nie jest dla "Normalnych"...
System ten jest o tyle uniwersalny, że jeśli nawet przesadzi się z terapią "optymistyczną" na TVP, to można w kilka sekund przełączyć się na TVN, bez konieczności rezerwowania terminów...
I to wszystko w cenie abonamentu !!
Zapytacie co z Polsatem ??
Na Polsacie idą w tym czasie reklamy...;o)
Tam z reguły idą reklamy...Można by nawet powiedzieć, że to takie reklamowe "perpetuum mobile"...
Ale i to, po dłuższym zastanowieniu, można uznać za terapeutyczne...
Polsat ćwiczy w Widzach, dawno zapomnianą cnotę, cnotę cierpliwości...;o)
Nadawcy przejęli ciężki trud terapeutyczny...Właściwie "po angielsku"...
NFZ odetchnął z ulgą, bo spory problem zszedł był mu z głowy...
Kolejki w przychodniach zdrowia psychicznego się co prawda nie zmniejszyły, ale pacjentów nie przybywa w zastraszającym tempie...
Czyli, że TVP ma rację ??
Wszystko jest cacy ??
Powszechnie wiadomo, że nasza Służba Zdrowia (czytaj: "chora służba") jest mało wydolna (delikatnie mówiąc) i od przynajmniej trzydziestu lat boryka się z systemowymi trudnościami...
NFZ (czyli, kolejny twór do wyprowadzania pieniędzy), ogłasza co kilka lat jakieś odkrywcze rozwiązanie, ale "kołderka jest za krótka", czyli z "próżnego i Salomon nie naleje"...
I kiedy pewnego dnia wgapiałam się tępo w TV, przesuwając w palcach kordonek (bo właśnie mnie dopadła wena twórcza), olśniła mnie myśl tak prosta, jak "konstrukcja druta"...
To się dzieje !!
Znaleźli rozwiązanie !!
Bez fanfar i ogłaszania kolejnej reformy...Bez błysku fleszy i wywiadów...
Znaleźli rozwiązanie na nasze problemy zdrowotne (a przynajmniej na ich część), skrócili kolejki do specjalistów i...To wszytko bez nakładów finansowych...Mało, że bez...Wszystko w cenie abonamentu...;o)
Jak to działa ??
Na apatię, depresję, stany lękowe, a nawet autyzm, zalecałabym oglądanie wiadomości na TVP !!
Takiego ładunku pozytywnej energii nie przyniesie Wam żaden specjalista, żadna terapia...Wszystko jest tak piękne, tak malownicze, tak radosne, że żadna depresja tego nie wytrzyma...
W celach prozdrowotnych powtarzają najbardziej optymistyczne informacje po kilka razy, dla utrwalenia...
Terapię można stosować od bladego świtu, aż po ciemną noc, więc nie ma potrzeby dopasowywania terminów...
A że zdrowie psychiczne w Narodzie ma się ostatnio coraz gorzej, to dla równowagi znaleziono również rozwiązanie dla Osób z przeciwnego "bieguna"...
Na nadmierne stany euforyczne, nadpobudliwość, a nawet ADHD zalecałabym oglądanie informacji na TVN !!
Dawka złych wieści, dramatycznych wydarzeń i przysłowiowej "czarnej du.." jest tak porażająca, że każdego "nerwusa" sprowadzą na ziemię...
Mechanizm przekazów jest właściwie prosty...To taka "kocia technika"...
Jeśli na TVP pokazane jest coś, co można uznać za sukces, TVN bierze tego samego newsa i odwraca "kota ogonem"...
Przekop mierzei: TVP - sukces logistyczny; TVN - katastrofa ekologiczna.
500+: TVP - przyrost naturalny i więcej pieniędzy w obiegu; TVN - brak rąk do pracy i przekupstwo polityczne.
Marsze prorodzinne: TVP - obrona wartości rodzinnych; TVN - atak narodowców.
Można wyliczać w nieskończoność, bo w Kraju wiele się dzieje...
"Normalnych" (jeśli tacy jeszcze przetrwali) będzie ta retoryka mierziła, ale...
No cóż...Ta terapia nie jest dla "Normalnych"...
System ten jest o tyle uniwersalny, że jeśli nawet przesadzi się z terapią "optymistyczną" na TVP, to można w kilka sekund przełączyć się na TVN, bez konieczności rezerwowania terminów...
I to wszystko w cenie abonamentu !!
Zapytacie co z Polsatem ??
Na Polsacie idą w tym czasie reklamy...;o)
Tam z reguły idą reklamy...Można by nawet powiedzieć, że to takie reklamowe "perpetuum mobile"...
Ale i to, po dłuższym zastanowieniu, można uznać za terapeutyczne...
Polsat ćwiczy w Widzach, dawno zapomnianą cnotę, cnotę cierpliwości...;o)
Nadawcy przejęli ciężki trud terapeutyczny...Właściwie "po angielsku"...
NFZ odetchnął z ulgą, bo spory problem zszedł był mu z głowy...
Kolejki w przychodniach zdrowia psychicznego się co prawda nie zmniejszyły, ale pacjentów nie przybywa w zastraszającym tempie...
Czyli, że TVP ma rację ??
Wszystko jest cacy ??
sobota, 8 czerwca 2019
O tym, jak Księciunio stracił taczkę...
Od marca Księciunio cierpi...
Zeszłoroczna, przychylna aura sprawiła, że Księciunio już od marca oczekiwał "otwarcia sezonu" na Wrzosowisku...
Nie pomogły smutne spojrzenia...
Nie pomogło nieśmiało szeptane:
- Wyprawy dawno nie było Babciu...
Echhh...
Planowana na kwiecień "ekspedycja płotowa" też skończyła się fiaskiem...
Księciunio rozchorował się kilka dni przed planowanym terminem...
I sama nie wiem, czy bardziej cierpiał przez chorobę, czy przez fakt, że nie może jechać...
Nawet "Wielka Wyprawa Wrocławska" nie skończyła się jak trzeba...Chociaż był już maj...
Jakby Matka Natura brała odwet za zeszły rok...
Dopiero pod koniec miesiąca prognozy zaczęły "przemawiać ludzkim głosem"...
Szybki telefon do Misiowych Rodziców...
Jest akceptacja !!
Ale, że Meteorologom jakoś ostatnio, mało wierzymy, więc komunikat głosił...
- Zapraszamy Cię do Zaścianka...
Bardzo się ucieszył...;o)
Ale kiedy na drugi dzień ruszyliśmy "naguskiem", a trasa była jakoś tak znana...
Aż bał się uwierzyć !!
Ale kiedy uwierzył...
Popłakał się ze szczęścia !!
Babcię z tego wszystkiego też pokapało...
Wnuk nam na Wrzosowisku rozkwitł...Oczy się błyszczały...Policzki płonęły...Wszędzie zaglądał...Wszystko sprawdzał...Gospodarz !!
A po kilku godzinach czekała kolejna niespodzianka...
Przyjechał Misiowy Tata i Princeska...
I się zaczęło...
Tak Wnuki pomagały Dziadziowi budować "świątynię dumania"...;o)
Potem przyszła pora na rozpakowanie samochodu...
Trzeba przymierzyć taczki i poczekać, może z tej dużej "coś" spadnie...;o)
Oooo !! Spadło !!
A potem w drogę...
Oczywiście, biegiem...;o)
Rośnie nam druga Pomocnica !!
Ale gdzie jest Księciunio ?!
Księciunio dostał od Dziadzia drewniane ścinki i komplet prawdziwych narzędzi (z wiertarką włącznie)...Siadł na środku piaskownicy i konstruował, budował, wiercił, skręcał...
Był tak tym pochłonięty, że nawet nie zauważył co robimy...
To byłby Piękny Dzień, gdyby nie pożegnanie...
Księciunio był w rozpaczy !!
A my razem z Nim...
P.S. Princeskę udało się nam "rozładować" do zera...;o) Dwie godziny przed wyjazdem zaczęła robić "papa" i posyłać całuski, a na widok łóżka radośnie się uśmiechała...;o)
Zeszłoroczna, przychylna aura sprawiła, że Księciunio już od marca oczekiwał "otwarcia sezonu" na Wrzosowisku...
Nie pomogły smutne spojrzenia...
Nie pomogło nieśmiało szeptane:
- Wyprawy dawno nie było Babciu...
Echhh...
Planowana na kwiecień "ekspedycja płotowa" też skończyła się fiaskiem...
Księciunio rozchorował się kilka dni przed planowanym terminem...
I sama nie wiem, czy bardziej cierpiał przez chorobę, czy przez fakt, że nie może jechać...
Nawet "Wielka Wyprawa Wrocławska" nie skończyła się jak trzeba...Chociaż był już maj...
Jakby Matka Natura brała odwet za zeszły rok...
Dopiero pod koniec miesiąca prognozy zaczęły "przemawiać ludzkim głosem"...
Szybki telefon do Misiowych Rodziców...
Jest akceptacja !!
Ale, że Meteorologom jakoś ostatnio, mało wierzymy, więc komunikat głosił...
- Zapraszamy Cię do Zaścianka...
Bardzo się ucieszył...;o)
Ale kiedy na drugi dzień ruszyliśmy "naguskiem", a trasa była jakoś tak znana...
Aż bał się uwierzyć !!
Ale kiedy uwierzył...
Popłakał się ze szczęścia !!
Babcię z tego wszystkiego też pokapało...
Wnuk nam na Wrzosowisku rozkwitł...Oczy się błyszczały...Policzki płonęły...Wszędzie zaglądał...Wszystko sprawdzał...Gospodarz !!
A po kilku godzinach czekała kolejna niespodzianka...
Przyjechał Misiowy Tata i Princeska...
I się zaczęło...
Tak Wnuki pomagały Dziadziowi budować "świątynię dumania"...;o)
Potem przyszła pora na rozpakowanie samochodu...
Trzeba przymierzyć taczki i poczekać, może z tej dużej "coś" spadnie...;o)
Oooo !! Spadło !!
A potem w drogę...
![]() |
| CBA - Czasem Bywam Aniołkiem...;o) |
Oczywiście, biegiem...;o)
Rośnie nam druga Pomocnica !!
Ale gdzie jest Księciunio ?!
Księciunio dostał od Dziadzia drewniane ścinki i komplet prawdziwych narzędzi (z wiertarką włącznie)...Siadł na środku piaskownicy i konstruował, budował, wiercił, skręcał...
Był tak tym pochłonięty, że nawet nie zauważył co robimy...
To byłby Piękny Dzień, gdyby nie pożegnanie...
Księciunio był w rozpaczy !!
A my razem z Nim...
P.S. Princeskę udało się nam "rozładować" do zera...;o) Dwie godziny przed wyjazdem zaczęła robić "papa" i posyłać całuski, a na widok łóżka radośnie się uśmiechała...;o)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
































