Dwa światy...

Bardzo Ważni Goście

wtorek, 14 marca 2017

Naszym czasom...

Dwudziesty pierwszy wiek, lot w kosmos, technologie,
nie liczy się już nic, wystarczy, że jest modnie.
"Top Model" daje wzór i tego się trzymamy,
choć często w głębi duszy coś odmiennego mamy.
Patrzymy i słuchamy, i przyswajamy w mig,
choćby to tylko był manipulacji trick.
"Żyj tak jak inni żyją, nie potrzebą, lecz chwilą" -
to się staje dewizą, przyswajalną i miłą.
Inteligencja ? Wiedza ? - Przeżytek byłych wieków,
idź za tłumem, i w tłumie, a będziesz "Top", człowieku.
"Specjalista" podpowie, w internecie przeczytasz,
to recepta na życie. Tak należy i kwita !
Nie bądź nigdy w "ogonie", nie wybiegaj do przodu,
znaj swe miejsce w szeregu i je zajmij za młodu.
Lecz jeśli w tobie jarzy się choćby mała iskra,
to niech jarzy się mocnej. Nie pędź tak ! Chwilkę przystań !
Spójrz dokoła i zrozum, zagoniony człowieku,
że to "wiek" jest dla ciebie, a nie ty dla "wieku",
że parodią tych czasów stał się zwykły "pic",
a wtedy wokół siebie zauważysz: NIC.
Tłum bezmyślny co pędzi, i czas co ucieka,
i w tłumie tym rozpoznasz drugiego Człowieka.
Takiego co zrozumiał, w którym też się tli,
który sercem rozpoznał zmarnowane dni.
I wyjdziecie do przodu, lub zwolnicie w "ogonie",
I niech iskra się jarzy...Może z czasem zapłonie...

niedziela, 12 marca 2017

Całe tłumy "nieśmiertelnych"...

     Zawsze sporo jeździliśmy samochodem...Bywały czasy, że do cukierni oddalonej o kilkaset metrów, odpalaliśmy "maszynę"...Z "Dropsikiem" to byłam chyba połączona krwioobiegiem...Z "Naguskiem" jest już inaczej, bo korzystam głównie jako pasażer...Przynajmniej na razie...
Ale, jak wiecie, niezłą ilość kilometrów trzaskamy miesięcznie...
     Jako kierowca często "rzucałam mięsem" na bezmózgowość niektórych kierujących...Jako pasażer, to mi często "mięsa" brakuje...
     Mamy na trasie skrzyżowanie (nie, żeby jedno), ale to jest dosyć trudne do przejechania, bo świateł nie posiada, a obowiązujące zasady pierwszeństwa nie wszystkim są znane...Skrzyżowanie z reguły jest "nabite po czubek", bo to trasa przelotowa w dwóch ważnych kierunkach...Ma też kilka przejść dla pieszych i "pięknie" usytuowany przejazd kolejowy (jednej z ruchliwszych tras)...
Zbliżając się do celu oboje maksymalnie się koncentrujemy, bo nawet oczy w koło głowy nie wystarczają...Nawet "Naguska" dzielimy na pół...Lewa strona Pana N., prawa strona moja...
I powiem Wam, że ludzie bywają genetycznie nieśmiertelni...
     Skrzyżowanie nabite na maxa, po przejściach pielgrzymki całe przepełzają...Z lewej nadjeżdża samochód z kierunkiem w lewo (czyli blokuje prawie wszystkie wyjazdy) i zonk...Kierująca na samym środku raptownie zwalnia, bo...
Bo jej rąk zabrakło...
Nam zabrakło "mięsa"...
     Czyżby pani była niepełnosprawna ??
Umysłowo na pewno !!
     Paniusia prowadziła, zmieniała biegi, włączała kierunkowskaz, jedną ręką...
Bo w drugiej miała komórkę, przez którą właśnie dyskutowała...
     To, że jadący za nią nie zaparkował w bagażniku, to był cud...I jego szczęście, bo przecież "najechanie" ma tylko jedno rozstrzygnięcie mandatowe...
     To, że my nie walnęliśmy jej w przód, to zasługa refleksu Pana N. i ograniczonego zaufania, jakim kierujemy się na drogach...
     Ale prawdziwy cud, to był, że jej kierowca "TIR-A" nie zmiótł z tego padołu, bo na twarzy miał wypisaną rządzę krwi...
     Kobieta trzem Ludziom zawdzięcza, że do domu wróciła...
Czy zauważyła ??
Nie !!
Bo przecież rozmawiała przez telefon...
     My nawet radio przyciszamy przed tym skrzyżowaniem...
W sumie...Miło spotkać "nieśmiertelną" na swojej drodze...
A spotykamy ich często...
     Całe tłumy "nieśmiertelnych komórkowców"...
  

piątek, 10 marca 2017

Rozpoczynamy życie "na dwa domy"...

     W moim kalendarzu księżycowym zaczyna być "bazgrato...Nasiona podzielone na "grupy siania"...Sadzonki zamówione...Terminy urlopowania Pana N. wyznaczone nawet z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem...Pogoda ??
     Pogoda zawsze jest, tylko czasem nie taka o jakiej marzymy...
Matka Natura jest łaskawa dla "waryjatów"...
Na to liczymy...
     Chociaż, nawet jak kapie, siła nieziemska Wrzosowiska, przyciąga nas okrutnie i mimo podpowiedzi rozsądku (ktoś ponoć twierdzi, że z wiekiem rozumu przybywa), tniemy na północ z prędkością "światła"...Z całym szacunkiem dla "Lotnych" i radarów...
     W Zaścianku układamy plan prac...Na Wrzosowisku go zmieniamy...Taka tradycja...
     Póki marzec, mamy czas na prace, których nawet nie ruszymy w sezonie...
Przekopanie kolejnego miejsca w sadzie ??
W sezonie zapomnij !!
     Po pierwsze, prace ziemne odpadają ze względy na twardość gruntu (bez siekiery możesz pomarzyć)...
     Po drugie, jest milion innych rzeczy do zrobienia...
No to zaczynamy...
     Pan N. walczy z "sadowym warzywniakiem" przy pomocy szpadla, ja przez cztery godziny macham pędzlem, olejąc sufit w "Orzeszku"...Mało mi się szyja od odwróciła w drugą stronę...
Rzut oka na budzące się zagony...

Nasza ozimina, czyli czosnek wystawia głowę...
Pierwszy krokusik, który dedykuję Dagusia...Ona wie dlaczego...;o)

     I obolały powrót do domu...Nawet się nie odzywamy do siebie, żeby nie marnować resztek sił...
     - Jutro chyba nie damy rady...- komunikuje Pan N.
     - Aha...- przyznaję Mu rację...
Kolacja o 19:30...
O 20:00 cisza nocna...
     - Na którą nastawiamy budziki ?? - pytam dla ścisłości...
     - Ja na 5:50...Zrobię kawę...Ty nastaw na 6:00...
Tyle w temacie braku sił...

Na błękitno jest fajnie...
     Pan N. wraca do szpadla, ja ruszam na zagony, bo mnie podkusiło kupić dymkę (powinnam mieć zakaz wstępu do sklepów ogrodniczych, bo zawsze coś wykombinuję)...Dymki w planach nie było...Ale taka samotna leżała w tej siateczce...Tak tęsknie "piszczała"...

Waryjatka...
     No to posadziłam prawie 200 cebul...Kolejny eksperyment...
Po kiego ja te plany robię ??
Hmmm...
Krzyż "pęka"...Biodra odpadają...Kolan w bólu nie czuję...
     No to poszłam robić płot do warzywniaka...Bo mi się w międzyczasie koncepcja zmieniła...
     Nie to, żeby dobrowolnie...Na system poziomy brakło by gałęzi...No to rozebrałam co zrobiłam i zaczęłam od nowa...Będzie na "pionowo" z uwzględnieniem rozmiaru kury...
Ale, w międzyczasie rzucam okiem...
     Kwietniki zaczynają szaleć...Szczególnie "drewniak"...Chyba przedobrzyłam...;o)
"Tu podsypię...Tam osłonię...Podleję ziółkami..."
A teraz truchleję na widok kolejnych, nocnych przymrozków...
Echhh...

Czy ja już pisałam, że nie lubię tulipanów ??
     A to będzie nowy cykl zdjęciowy...
Ciekawe co z tego wyjdzie...


Potem zrobimy z tego panoramę...
     Wrzosowiskowe "rosarium" od marca do...Hmmm...;o)

środa, 8 marca 2017

Czym skorupka za młodu...

     Wiosna zaczyna dreptać nieśmiało, każdy z nas rozgląda się tęsknie za zielonościami, co bardziej gorliwe jednostki ruszają do ogrodowych prac...Skoro tak...
     Posiadanie zagonka, czy areału w doniczka, powoduje, że człek zaczyna kombinować co też uczynić, żeby te nasze roślinki piękniejsze i roślejsze były, niż te "u sąsiada"...
Czyli co ?? 
Nawożenie !!
     Na rynku multum jest różnych "medykamentów", kolorowe opakowania kuszą potencjalnych Ogrodników, a ja zaczynam kombinować "po naszemu", czyli "przytulam" naturę...
     Na gnojówkę stanowczo za wcześnie, wywary można stosować jak temperatura wpełznie wyżej 15 stopni, co pozostaje ??
     Jeśli potrzebujemy nawozów wapniowych, to skarbnicą będą skorupki jaj...
     To jednorazowe opakowanie jajecznicy jest z reguły wywalane do odpadów...
     My składujemy skorupki systematycznie, a kiedy doschną, mielę je na proszek, a potem podsypuję roślinki...Dobrego wapnia nigdy dość !!
     Pominę oczywiście fakt, iż taki mielony proszek jest świetnym "wzbogaceniem" diety przy rozwapnieniu kości...Tak, tak...Mielone skorupki można wcinać (byle z umiarem), na sucho, albo rozpuszczać je w soku z cytryny...W smaku paskudne (próbowałam to wiem), ale przebija wszelkie preparaty...
     Skorupka jaja składa się w 95% węglanu wapnia, czyli "podstawy" wszelkich preparatów wapniowych...
     Wywalasz skorupki ?? No to kiepski robisz interes...
     Te "bidule" mogą uratować układ kostny człowieka, układ kostny zwierzaka i układy wzrostu i odporności roślin...
Matka Natura pięknie to wykombinowała...
     W promocji do węglanu wapnia dołożyła selen, cynk, miedź i stront, a jeśli kurka nie pochodzi z terenów przemysłowych, to w skorupkach nie znajdzie się żadnych metali ciężkich, ani związków nieprzyswajalnych...Cudo !!
No to zbieram...


Mielę...


I stosuję...
Wiwat skorupki jaj !!
Wiwat kury !!

P.S. Ogrodnikom doniczkowym ośmielę się przypomnieć, że marzec jest idealną porą na zastosowanie do roślin naparów z rumianku (przeciw chorobom) i skrzypu polnego (na wzrost i ulistnienie)...;o)

niedziela, 5 marca 2017

Prośba została wysłuchana...

     Kiedy byłam nastolatką, nawet wspominać Go, było niebezpiecznie...W podręcznikach nie figurował, a jeśli już trafiła się jakaś notka, to była raczej pobieżna z negatywnym przesłaniem...
     Moją wiedzę o Nim zawdzięczam Psorce, która umiała w niepojęty sposób okiełznać mój niewyparzony jęzor, a jednocześnie otwierała kolejne "drzwi" do wiedzy...
To Ona podtykała mi lektury z "drugiego obiegu", Ona wyczarowywała zakazane "przedruki", a w końcu umożliwiła korzystanie z Biblioteki, do której dostęp mieli tylko "Wybrani"...
Wtedy pokochałam Go miłością wielką...
I chociaż nie we wszystkim się z Nim zgadzałam, stał się dla mnie wzorem Polityka, Przywódcy, Wodza...
     "Dziadek"...Marszałek...Piłsudski...
Godzinami dyskutowałyśmy o Jego polityce, analizowałyśmy decyzje...
     Psorce zawdzięczam, że nie wylądowałam w "poprawczaku" za poglądy polityczne...
     "Dziadkowi" zawdzięczam gorycz z jaką przyszło mi żyć od tych nastoletnich czasów...
     I nieodmiennie wspominam Jego cytaty, których odniesienie do dzisiejszych czasów jest jakby "wycięte z popołudniówki"...
     Ale właściwie nie o Marszałku chciałam napisać...On miał być tylko Źródłem...
     Każdy kto śledził przez ostatnie lata poczynania naszych posłów wie, że tworzenie Ustaw nie jest Ich silną stroną...Właściwie od 1989 roku ustawodawstwo stało się aż do bólu przewidywalne...
     Projekt...Miesiące pracy...Ustawa...Głosowanie...A po dwóch-trzech tygodniach okazuję się, że nawet funta kłaków nie jest to warte, że o papierze, na którym został ów akt wydrukowany, nie wspomnę...
Prosty przykład sprzed kilku tygodni...
     Liberalizacja Ustawy o ochronie przyrody i ustawy o lasach, popularnie zwana "prawem do wycinki"...
     Od wielu lat wszyscy czekali na tę nowelizację...Wszak Art 64 Konstytucji gwarantuje nam prawo własności...Skoro tak, to dlaczego sadząc drzewo kupione za własne pieniądze, na działce kupionej za własne pieniądze, musieliśmy zabiegać o zgodę na jego wycinkę i wnosić opłaty administracyjne ?? Wszyscy zgodnie pukali się w głowy na ten legislacyjny absurd...
     Bywało, że dziedziczona nieruchomość miała mniejszą wartość, niż wymagana przepisami opłata za wycięcie rosnących na niej drzew...
     Przepisy dokładnie określały, które drzewo ile kosztuje, gdzie je trzeba zmierzyć, żeby określić wielkość, a na urzędniczych biurkach zalegały sterty wniosków...
Po co to wszystko ??
     Wydawało mi się to niepojęte, bo skoro ja je posadziłam, dbałam o nie, a w końcu z jakiejś przyczyny zdecydowałam się je ściąć, to chyba jako Obywatelka tego Kraju mam większe prawa niż drzewo ??
Ale każdy sądzi wedle siebie...Jak mawia stare powiedzenie...
     Ja nawet starą, schorowaną i trzaśniętą przez piorun śliwę oglądałam przez rok, zanim decyzja o wycince zapadła (chociaż drzewa owocowe "pod ustawę" nie podpadały)...Orzecha, którego kazano nam ściąć ze względu na instalację wodą, prawie opłakałam, i przez tydzień chodziłam jak chmura gradowa...
     Mam swoje lata i żadne z posadzonych przez nas drzew już nie osiągnie takich rozmiarów...
     Kiedy więc weszło w życie nowe prawo o wycince, uśmiechnęłam się tylko z uczucie "odzyskania prawa do własności"...Bez konieczności korzystania z jego zapisów...
     Świerczki, które mamy w dobytku mogą spać (stać) spokojnie...Nikt tak ładnie nie szumi jak one...;o)
     A potem ogłuszyła mnie informacja, że w całym Kraju przeprowadzane są wycinki hurtowe...Wycinki przydrożne...Wycinki skwerów...Wycinki na nieużytkach...
Deweloperzy "szaleją"...Działki zmieniają właścicieli szybciej niż notariusze są w stanie spisywać akty...Rynek pił spalinowych przeżywa prawdziwy bum...
     A że takie informacje z reguły "litości" nie uznają, to trzasnęło we mnie, że głównym rejonem takich działań stały się tereny miejskie...
Świat oczadział, czy mnie klepek brakuje ??
Czy człowiek to jest aż tak durne stworzenie, że bezmyślnie będzie niszczył wszystko w koło, byle tylko napchać kabzę ??
I tutaj pozwolę sobie zacytować Marszałka po raz pierwszy:

"Tylko dzięki zaiste niepojętej, a tak wielkiej i niezbadanej litości boskiej, ludzie w tym kraju nie na czworakach chodzą, a na dwóch nogach, udając człowieka."

     Wytnijmy wszystkie !! Tyle miejsca się "marnuje" pod skwery i parki...Zbudujmy biurowce...Połóżmy kostkę brukową...Wylejmy asfalt...Posadźmy tuje w pojemnikach...A potem zróbmy zatrważające badania na temat smogu na terenach miejskich !! Będzie ekstra zabawa...

     I tutaj po raz drugi skorzystam z cytatów, bo we mnie krew półgóralska zawrzała:

"Naród wspaniały, tylko ludzie k*rwy".

     Bo trzeba być ostatnim ogniwem w teorii Darwina, żeby coś takiego zgotować własnym dzieciom, wnukom, czy prawnukom...
Zostawmy im gołą ziemię i przesłanie Madame de Pompadour:

"Po nas choćby potop".

A wiecie co jest najdziwniejsze ??
     Kiedy jechaliśmy na Wrzosowisko, a trasa prowadzi nas przez sto kilometrów terenów rolniczych, tam gdzie owe obostrzenia najbardziej ludzi dotykały, to zauważyliśmy na całej trasie ledwie kilka ściętych drzew (dokładnie 11)...Właściwie pojedyncze sztuki...W tym pięć starych lip, które rosły między drogą, a polem ornym i ewidentnie przeszkadzały w pracach polowych...
Nawet na działkach, które przeznaczone są na sprzedaż nikt z piłą nie szalał...Chociaż pewnie ich wartość, przynajmniej wizualna, by wzrosła...
     Ściąć jest łatwo...
     Ale gdzie wtedy szukać cienia w czasie upałów ?? Pod kurtyną wodną ?? A jeśli taka gospodarka spowoduje zmianę cieków wodnych i ujęcia zanikną, lub zejdą w glebę ?? To co wtedy ??
Melioracji już nikt nie uczy...
Gospodarowanie drzewostanem znają już tylko Leśnicy...
     Zaczniemy wodę produkować w laboratoriach, a dla drzew zorganizujemy skanseny ??
I wrócę znowu do czasów nastoletnich...
     Mieliśmy wówczas głupie prawo...Właściwie, to prawa mieli nieliczni, a reszta miała tylko natłok obowiązków...Ale jakoś lawirowaliśmy między tymi durnymi przepisami, dostosowując co się da, i jak się da, do codziennego życia...Zatraciliśmy tą narodową zdolność ??
Staliśmy się teraz bardziej "praworządni" ??
I wtedy mi zaświtało...

"Głową muru nie przebijesz, ale jeśli zawiodły inne metody należy spróbować i tej". 

     Może takie obwarowanie trzeba do tej Ustawy "o wycince" wcisnąć ?? Zanim drzewo zetniesz, to się rozpędź i walnij łbem w pień !! Jeśli rozum nie wróci...Cóż...Nie wszyscy muszą być mądrzy...
Jedno jest pewne...
     Politycy mają kolejny "temat zastępczy" i nie wahają się go użyć...
     Media mają kolejny "gorący temat" i zaczynają "gonić w piętkę", usiłując wykryć następny mord na drzewostanie...
     Jaka jest realna prawda ??
Tego nie wiedzą nawet najstarsi Górale...
Ale pewnym się wydaje, że Marszałek słowa dotrzymał... 

"Myślałem już nieraz, że umierając przeklnę Polskę. Dziś wiem, że tego nie zrobię. Lecz gdy po śmierci stanę przed Bogiem, będę go prosił, aby nie przysyłał Polsce wielkich ludzi".

     I chociaż nie jedno miał Dziadek "na sumieniu" musiał się Panu Bogu spodobać, bo prośby tej wysłuchał...
  

piątek, 3 marca 2017

Przedwiosenna inwentaryzacja...

     Powolutku i na Wrzosowisku zaczyna coś wiosennie drgać...Irysy niestety te swoje "drgania" życiem przypłacą, bo mroźne noce dały im popalić...Zobaczymy...
     Ale teraz odważniejszych znalazło się wielu...Żeby nie powiedzieć zbyt wielu, bo Wrzosowisko, jak co roku zaskakuje...Rozważam wyznaczenie nowej strefy klimatycznej: wrzosowiskowej...
Zobaczcie sami...
 

To baziulki wierzbowe, poziomki i truskawki...


 Aronia, czarna porzeczka i agrest...


Jabłonki, wiśnia i czereśnia...
     Wszystkie rośliny czekają jak biegacze w blokach startowych, po komendzie "gotów"...
Ale "prymusi" nie czekali...
  

Krokusy i szafirki...
     Uwielbiam ten moment, kiedy spod ziemi ukazują się seledynowe czubeczki...Coś z niczego...
Nawet chyba moment kwitnienia nie sprawia mi takiej radości...
     Krokusów, sądząc po liczebności, będzie cztery razy więcej niż rok temu...Za cztery lata trzeba będzie chyba zmienić nazwę Wrzosowiska...Krokusowisko ??
     Ale nasz pobyt nie kończył się na zachwytach...
     Pan N. poczuł w sobie artystyczną duszę i postanowił zostać Rzeźbiarzem...


Wyrzeźbił "Drzewo"...W drzewie...;o)

Pięknie Mu wyszło...
     - Będziesz miała świetny wieszak na pranie...- zakomunikował mi Ślubny...
(!!!)
     - Wieszak ?? To będzie piękny kwietnik !! - awans chorej śliwy był pewny, zaraz po tym jak Pan N. skończył swoje dzieło...
     - Aaaaa...- podsumował, nie zgłaszając sprzeciwów...
Ja też nie próżnowałam...


To moje stanowisko pracy...
A to praca...


Właściwie, to początek pracy...
     Urządzam warzywniak w sadzie...Południowe zbocze nie bardzo służy naszym warzywkom, więc spróbujemy zafundować im odrobinę cienia...Ale zanim ten płotek wybuduję...Echhh...
     No i jeszcze jedna fotka...Dowód na to, że Wrzosowisko tak całkiem samotne nie było...


     Sarenki gościły u nas wielokrotnie (sądząc po śladach) i w niezłej liczebności...Ewidentnie kusiła je ozimina Sąsiada...


środa, 1 marca 2017

Na ratunek grzeczności...

     Każdy wie, że dziecięca logika opiera się na prostej przesłance, bywają rzeczy na "tak" i na "nie", kompromisy rodzą się później...
     Proces wychowawczy, to właśnie lawirowanie umiejętne między tymi dwoma stwierdzeniami, albo ich lekkie naginanie...Zasadniczo rzecz ujmując, kiedy dziecko pojmie znaczenie tych słów, to rodzice zaczynają mieć "przekichane"...
     - No i jestem skonfliktowany z Synem...- oświadczył mi ostatnio Pierworodny, opowiadając przez telefon wydarzenia ostatnich dni - Księciunio kategorycznie stwierdził, że grzeczny już nie będzie...
Ło Matko i Córko...
Się porobiło...
     Ale, że każdy problem gdzieś ma swoje podłoże, więc zaczęliśmy drążyć temat...
     Jakimi zawiłymi ścieżkami owa "grzeczność" pobłądziła, że się Księciunio tak z nagła zbuntował ??
     I po analizie dogłębnej nam wyszło, że winni są Mikołaj i Gwiazdka !!
Niezbadane są ścieżki dziecięcej logiki !!
     Ten "wredny" grudzień, obfitujący w dary wszelakie, rozświetlony choinkowymi ozdobami, składający się z wielu radosnych doznań, stał się przyczynkiem Księciuniowego buntu...
     O co pyta Mikołaj zanim wręczy prezent ??
Oczywiście !!
     "Czy byłeś grzeczny ??"
     O co pyta Gwiazdka zanim wyszpera prezent spod choinki ??
Jasne !!
     "Czy byłeś grzeczny ??"
     Księciunio grzeczny był nad podziw, więc ani Mikołaj, ani Gwiazdka, na prezentach nie oszczędzali...
Ale...
Ale potem Księciunio też był grzeczny...
Cały styczeń był grzeczny...
Trzydzieści jeden grzecznych dni..
I co ??
Nic...
     Cała grzeczność poszła na zmarnowanie, bo ani Mikołaj, ani Gwiazdka nie przyszli...A każdy pytał...
     Grzeczny jesteś ?? A Bastuś grzeczny ?? Jesteś grzecznym Chłopczykiem ??
I lipa !!
     No to nam się Księciunio zbuntował...Właściwie nie nam, tylko Rodzicom...
     Grzeczności odmówił, a na dodatek, kiedy chcieli uczestniczyć w zabawie prezentem od Gwiazdki, który otrzymał u nas, kategoryczny sprzeciw ogłosił krzycząc "moje"...
     Mieszanka wybuchowa...
Sprzeciw i prawo własności...
     - No to macie "przechlapane"...- "pocieszałam" Pierworodnego...
     - Mamy...- podkreślił Pierworodny świadomość rodzicielską...- Bierzemy na przetrzymanie...
Ha !!
     Jeśli Księciunio ma chociaż "promil" uporu po Babci, to prędzej się zacznie golić, niż odpuści...
     Pierworodny ma więcej niż "promil" i nie odpuszcza, chociaż już dawno się goli...
     Mediacje !!
     Taki konflikt można było rozwiązać jedynie poprzez działania zewnętrzne...
No to Dziadkowie "pocięli" z odsieczą...
     Kiedy już Rodzina była w komplecie, przystąpiliśmy do działania...
     - Słyszeliśmy, że Mama była wyjątkowo grzeczna ostatnio (mina Księciunia, który siedział na rękach u Dziadka, wyrażała jednocześnie zaskoczenie i przerażenie), i w związku z tym mamy dla Niej prezent...
     Na widok sporego pudełka oczy Księciunia zrobiły się dwa razy większe...
     Dołożyliśmy oczywiście uściski i buziaki, podkreślając grzeczność Mamy radosnymi okrzykami (pominę fakt, iż był to spóźniony prezent urodzinowy)...
     - Tata też był grzeczny, troszkę mniej niż Mama, ale też bardzo, więc też dostanie prezent (Księciunio poczerwieniał na buziulce, a oczka Mu się trochę nawilżyły, a przy okazji mocniej przytulił się do Dziadka)...Ten prezent też był urodzinowy, ale dla odmiany lekko "przyspieszony"...
     I oczywiście, dołożyliśmy sporą dawkę "przytulasów" i buziaków, za tą Tatową grzeczność...
     Nastąpiła idealna cisza...
Księciunio to chyba nawet wolniej oddychał...
     - Bastuś to ponoć ostatnio miał trochę kłopotów z grzecznością...- zawiesiłam głos, i zobaczyłam "najpiękniejsze oczy Świata" wpatrzone we mnie z przerażeniem...- Ale tej grzeczności, która była na mały prezent by wystarczyło...A od dzisiaj to chyba będzie z nią jeszcze lepiej...
     I kiedy schylałam się po bastusiowy pakunek, zauważyłam nieśmiały uśmiech Wnuka...
     A potem był gejzer radości...
     Przez kolejne cztery godziny bawił się tak pięknie i grzecznie (!!), razem z Dziadkiem i Tatą (!!), że Synowa nie mogła w to uwierzyć...
     Dziadek nawet mógł zagrać na organach, które do tej pory były "moje !!"...
     Trochę zmanipulowaliśmy tą dziecięcą logikę...Odrobinę nadszarpnęliśmy autorytet Mikołaja i Gwiazdki, ale kiedy Pierworodny wychodził nas odprowadzić do "Naguska" i stwierdził...
     - Jak wrócę to pójdziemy się kąpać...
Księciunio dziarsko ruszył do łazienki przygotowywać wannę...
     Tym razem my uśmiechnęliśmy się delikatnie...
     Grzeczność chyba została uratowana...
Czy na długo ??
Tego nie wiem, ale może wystarczy jej do kolejnych odwiedzin...;o)

P.S. Przy okazji odkryłam tajemnicę, dlaczego każdy Wnuk powinno mieć Babcię i Dziadka...Dziadek nawet w ogromnym sklepie zabawkowym od razu wie, który samochód godny jest uwagi !! Która piłeczka sprawi największą radość...Albo którym zwierzakiem można się bawić godzinami...
Babcia dla odmiany, usmaży serowe pączusie wielkości nakrętki od butelki, których widok rozpromienia małą buziulkę i powoduje przypływ ogromnego, pączkowego apetytu...;o)