Dwa światy...

Bardzo Ważni Goście

niedziela, 29 maja 2016

Puszka Pandory...cz.7

     Końcówka września była wyjątkowo zimna i deszczowa...A my codziennie maszerowaliśmy ulicami rodzinnego Miasta i szukaliśmy kwatery...Ja znalazłam kilkanaście...Pan N. znalazł kilka...Na widok wózka z dzieckiem wszyscy zamykali nam drzwi przed nosem...
Może dobrze, że tak padało, bo nie musiałam ukrywać łez...Po prostu sobie spływały...
     - Dziecko...Dlaczego płaczesz ?? - zapytała mnie Staruszka, do której zapukałam z pytaniem o kwaterę...
I wtedy, pierwszy raz w życiu nerwy mi puściły...
Obcej Kobiecie opowiedziałam wszystko...
     Pan N. z Pierworodnym w wózku stali na deszczu, a ja wyrzucałam z siebie całą nagromadzoną gorycz i żal...
     - Mam pokoik...- wyszeptała Staruszka...
Nie dotarło to do mnie...
     - Mam pokoik...Nie płacz...Jeśli chcecie, zamieszkajcie...- powtórzyła...
     Pan N. też nie uwierzył od razu...
     Nie było wody...Nie było łazienki...Piec był dziurawy...Z sufitu sypała się słoma...Okna trzymały się w ramach z przyzwyczajenia...A Sąsiadom za sam wygląd dałabym dożywocie...
To była prawdziwa ruina w jednej z "zakazanych dzielnic"...
Najpiękniejsza ruina...Bo nasza...
Mój Ojciec pomagał nam w przeprowadzce...
Wnosił telewizor...
To że go nie upuścił, sklasyfikowaliśmy w kategorii cudów...Łez nie umiał powstrzymać...
Zobaczył...Postawił telewizor i zwiał...
Chyba był wstrząśnięty...
My byliśmy po prostu szczęśliwi...
     To, że koc powieszony w oknie przymarza do szyb ?? Szczegół...
     To, że kran z wodą był zamarznięty przez całą zimę ?? Szczegół...
     To, że do wychodka trzeba było biegać na podwórko ?? Szczegół...
     Pod oknami mieliśmy ogródek, a gruszki rwaliśmy prosto z drzewa, siedząc na parapecie...
Zaczęliśmy żyć własnym życiem...
     I wtedy Siostra Pana N. znowu uciekła od Męża do Ojca...
Przyszła do nas...Była zrozpaczona...Załamana...Łzy płynęły Jej "Niagarą"...
Wtedy powiedzieliśmy Jej co myślimy...
     "Jesteś wykształcona, masz świetną pracę, jeśli się zdecydujesz odejść na stałe, pomożemy Ci, Dzieci będą miały opiekę, bo i tak siedzę w domu...Ale może najpierw wstrząśnij Szwagrem...Pozew zawsze możesz wycofać..."
     Wysłuchała nas...Kiwała głową ze zrozumieniem...Przyznawała rację...Postanowiła to przemyśleć...
     Po dwóch dniach dowiedzieliśmy się, że wróciła do Męża i z detalami opowiedziała o naszej rozmowie...Tak na zgodę...
Wystawiła nas jak dwie kaczki...
Dobrze, że Szwagier nie polował...
     Czym tłumaczyliśmy to ??
     Miłością...Nic innego nie przychodziło nam do głowy...Tylko miłość może człowieka tak zaślepić...W końcu byliśmy "specjalistami" od miłości...

cdn ...

piątek, 27 maja 2016

Puszka Pandory...cz.6

     Dlaczego tak skrupulatnie wszystko opisuję ?? Bo to wszystko miało znaczenie...Każda obelga była jak część fundamentu, na którym musieliśmy budować nasze życie...
     Ale ograniczę się jedynie do "Puszki Pandory"...Chociaż nie tylko ona waliła nas po łbach...
     Pierwsze rodzinne spotkanie było zaskakująco spokojne...Do Teścia nagle dotarło, że będzie miał Potomka...Takiego prawdziwego...Noszącego Jego nazwisko...
To miało dziwne konsekwencje...
     Teść zaczął o mnie dbać...
     Podsuwał mi "lepsze kąski", wygodniejsze krzesło, a nawet zamykał okno, kiedy skarżyłam się na przeciągi (Teść chorował na astmę, więc w mieszkaniu zawsze miał pootwierane okna)...
Swoim zachowaniem wywoływał szok u własnych Dzieci...
My przyjmowaliśmy to z wdzięcznością...
Siostra Pana N. miała z tym problem...
     Jej małżeństwo już wówczas nie układało się najlepiej...To uciekała od Męża do Ojca...To uciekała od Ojca do Męża...
Szczerze mówiąc, nie mieliśmy pojęcia o co w tym wszystkim chodzi...
Ale przestała bywać u Byłej Dziewczyny...
Co prawda kwartał po naszym ślubie, ale zawsze coś...
Cieszył nas każdy objaw sympatii...
Wtedy, byliśmy przekonani, że Jej zachowania kreuje w jakiś sposób Szwagier...
Nawet "szpile" w rodzaju:
     - Trzymacie się ciągle za ręce jak przedszkolaki...
albo:
     - Jak będziecie tyle po ślubie co my, to przestaniecie się całować publicznie...
Nie robiły na nas wrażenia...Postanowiliśmy być ponadto...
     Byłam w szóstym miesiącu ciąży, kiedy to Ona ogłosiła "radosną nowinę"...
Oczekiwali drugiego dziecka...
     Teść w nerwach (nie akceptował Zięcia w dużo większym stopniu niż mnie),poszedł z wizytą do mojego Ojca...Nawalili się jak "mesershmity" i doszło do rękoczynów...
To była trudna szkoła życia...
     Siostra Pana N. zaczęła oczekiwać względów jakie Teść "okazywał" mnie...
Teść drugą ciążę Córki potraktował jak idiotyzm...
Siedzieliśmy w tym wszystkim po uszy...
     Kiedy urodziłam, zrobiło się jeszcze gorzej...
Teść "oszalał" na punkcie Wnuka...Moi Rodzice też oszaleli...
My, życzliwością i serdecznością, usiłowaliśmy rekompensować Siostrze i Szwagrowi ten wybuch uczuć...
Organizowaliśmy wspólne wypady...Zapraszaliśmy na wspólne imprezy...
Ale ciągle byliśmy na straconej pozycji...
Zawsze było nie tak...
I znowu cała wina spadła na Szwagra...
     Tak się chroni tych, których się kocha, a Pan N. Siostrę kochał...
     Potem Pan N.wyjechał w delegację...
     Zostałam sama z dzieckiem i całym tym bałaganem...
     On pracował po kilkanaście godzin dziennie i brał wszystkie dodatkowe dniówki, żeby więcej czasu spędzać z nami...Ja usiłowałam przetrwać...
Przynajmniej "rozrywki" rodzinne ograniczyły się do moich Rodziców...Niewiele było dni, kiedy oboje byli trzeźwi...Awantury na porządku dziennym...
Od obcej kobiety, na ulicy, dowiedziałam się, że nic nie robię w domu, zaniedbuję dziecko, nawet własnej bielizny nie wypiorę...Źródłem tej wiedzy była moja Mamciaśka...
Poczułam się, jakby mnie ktoś traperem w brzuch kopnął...
     To były długie dwa lata...
     Teść wpadł w "fazę" i raz kochał Pana N., a raz Jego Siostrę...Ja wróciłam na pozycję "tej", albo "onej"...Szwagier miał przypisany epitet...
Jedyną stałość uczuć zyskał sobie nasz Pierworodny...
Ale my nigdy nie wiedzieliśmy co zastaniemy...Miłość, czy nienawiść...
     Po dwóch latach Pan N. wrócił z delegacji...15 lipca...
     22 lipca przeprowadzaliśmy się do Teścia...
Życie pod jednym dachem z moją Mamciaśką stało się niemożliwe...
Życie z Teściem też wydawało się nam niemożliwe, ale bezdomność nie była rozwiązaniem...
     Wytrzymaliśmy dwa tygodnie...Dwa tygodnie z Teściem ?? To było jak zaliczenie korony Himalajów...
     Pan N. wystąpił o przydział kwatery...

cdn ...
 

środa, 25 maja 2016

Puszka Pandory...cz.5

     Pan N. rozpoczyna "igranie z ogniem"...
     Rano jeździ do pracy...Wracając odwiedza mnie w Bibliotece (wiwat miejsca publiczne)...Potem gna do Niej...Wieczorem przychodzi do mnie i kontynuujemy "rozliczenia z przeszłością"...Analizujemy każdy krok...Przygotowujemy się oboje do czekającej nas walki...Potem Pan N. idzie na Dworzec i wsiada do pociągu, żeby dospać do rana wygodniej niż na ławce w parku...
W domu ma dalej "kipisz"...
     Moim Chłopakiem jeszcze nie jest...
     Jej Chłopakiem właśnie przestaje być...
Ciągle się miotamy, bo Ona ma maturę...
Perfidne...
     Mamy miliony wyrzutów sumienia...Emocje nami miotają jak tsunami falami...To się przytulamy rozczuleni...To snujemy najbardziej tragiczny koniec...
     - Porozmawiam z Siostrą...Ona zrozumie...- rzuca pewnego dnia Pan N. ...
Siostra !!
Że też wcześniej nie wpadliśmy na to rozwiązanie...Najprostsze z możliwych...
     Ale nim dochodzi do tej rozmowy, Pan N. ma dość...
Sypia po dwie godziny na dobę...
Stres Go wykańcza...
     - Muszę dzisiaj z Nią porozmawiać...Dłużej nie dam rady...Co Ty na to ?? - ciągle czekał na akceptację...
     - Walczmy...- mówię, chociaż wiem, że to słowo wcale nie odzwierciedla tego, co nas czeka...- Tylko pamiętaj...Od tej chwili mówimy sobie wszystko o wszystkim...Kąsanie będzie bolesne...
     Poszedł...
To były bardzo długie dwie godziny mojego życia...
Wrócił roztrzęsiony...
Siadł koło mnie, wziął mnie za rękę i siedzieliśmy w milczeniu...
Po bardzo długim czasie powiedział:
     - To chyba będzie trudniejsze niż sądziliśmy...
Miał rację...
Poszliśmy na wojnę z całym naszym Światem...
Walnęliśmy "atomówką", a fala uderzeniowa była przed nami...
     W ciągu doby straciliśmy wszystkich "Przyjaciół"...Poza Jednym...
     W ciągu doby Sąsiedzi przestali odpowiadać na moje "dzień dobry"...
     W ciągu doby moja Mama przestała się do mnie odzywać, a Ojciec skwitował sytuację "po moim trupie"...
Autentyczne podżeganie do przestępstwa...
     W ciągu doby Siostra Pana N. stanęła na Jego progu...Z pretensjami...
     Kazała Mu kupić bukiet kwiatów, iść przeprosić i wrócić do Niej, bo ja jestem zwykłym "k...szonem"...
     I chociaż wydawało się nam to niemożliwe, nawet Ojciec Pana N. wyraził sprzeciw...
Okazałam się złem wcielonym...
     Była Dziewczyna przesłała Panu N. rachunek z wyliczoną, ogromną rekompensatą, za zjedzone przez Niego posiłki, zużytą wodę i coś tam jeszcze...
Zostaliśmy wyalienowani całkowicie...
     Kiedy odważyliśmy się iść z wizytą do Ciotki Pana N., którą uważał za bardzo serdecznego i poczciwego Człowieka...Ciotka wyciągnęła Go do kuchni i przekonywała, że nie powinien się wiązać dla pieniędzy...
Dla pieniędzy ??
Okazało się, że Siostra Pana N. już u Cioci była...
Do epitetów pod moim adresem,dołączyła fakt, iż mój Ojciec jest dyrektorem jednego z największych w okolicy przedsiębiorstw...
Ło Matko i Córko...
     Wyprowadzana z błędu Ciotka, miała coraz większe oczy...
     - Znamy się od dziecka...Chodziliśmy do jednej klasy...Już w szkole zadurzyliśmy się kompletnie...A mój Ojciec jest Suwnicowym...
Prawda nas wyzwoli...
     Ciotka rzeczywiście miała dobre serce...
     - Matko Boska...- skwitowała...- Dzieci !! Co dalej ??
Na to pytanie odpowiedzieć nie umieliśmy jeszcze...
     Każdą nową "bajkę" opowiadaliśmy sobie ze szczegółami, żeby się nie dać omotać...Każdą wolną chwilę spędzaliśmy razem, żeby maksymalnie ograniczyć ingerencję osób trzecich...
Z trudem akceptowaliśmy wizyty Siostry i Szwagra Pana N. u Jego byłej Dziewczyny...A bywali często...Na korytarzu witali się tylko z Nim...Ja byłam niewidzialna...
Zaczęliśmy żyć "obok"...
     Udawałam, że nie widzę spluwających na mój widok Sąsiadek...Udawałam, że nie robią na mnie wrażenia odwracający się na ulicy Znajomi...Udawałam, że nie słyszę rzucanych szeptem epitetów...
Wojna trwała...
Przewaga po stronie "przeciwników" była znaczna...
     Moja Mama nagle zmieniła zdanie...Pod wpływem Baba Jagi (Babci), która na przekazaną nowinę zareagowała niespodziewanie...
     - Zięcioszek ?? Zawsze mówiłam, że idealnie do siebie pasują...
Takiego Sprzymierzeńca się nie spodziewałam...
     Pod wpływem Mamy Ojciec nie domagał się już mordu z zimną krwią...
Zaczęliśmy łapać równowagę...
     Ojciec Pana N., po przeprowadzonej rozmowie, zaczął odpowiadać na moje powitania...A Pan N. nagle odzyskał dom...To było coś !!
     I kiedy sytuacja powoli się zaczęła normować, stanęliśmy znowu pod ścianą...
     Wpadł w gościnę "dziki bocian"...
     Problem był jeden...Pan N. dopiero za miesiąc kończył dwadzieścia lat...
     Moja Mama wpadła w prawdziwą histerię...
To Ją wybraliśmy jako pierwszą do "dobrej nowiny"...Wydawała się nam najbardziej "po naszej stronie"...
Jej reakcja spowodowała, że nowina nie wydawała się nam już taka "dobra"...
     Przygotowaliśmy się do kolejnej "wojny światów"...
Powrotu Ojca z pracy czekałam jak wyroku...
     Skoro Mama ryczy już cztery godziny i rzuca mi w twarz najgorszym "mięsem", to czego się możemy spodziewać dalej ??
     - I czemu ryczysz ?? - walnął Ojciec z grubej rury...- To cieszyć się trzeba, a nie ryczeć...
     Tyle było w temacie przyszłego Wnuka...
Umieli nas zaskoczyć...
     Reakcja Ojca Pana N. była również wyważona...
     Strzelił pogadankę o ewentualnym ożenku "dla majątku" (czyli opcja mojego bogactwa się rozprzestrzeniała), po czym zapytał, czy Pan N. chce się żenić...
     - No to trzeba będzie sprzedać akordeon...(mój przyszły Teść inwestował w instrumenty muzyczne)...
Koniec tematu...
     Poinformowanie Siostry Pan N. wziął na siebie...
Wygłosił prostą formułkę:
     - Żenię się...
     Co zaowocowało tym, że Szwagier szybciej dobiegł z nowinami do mojego bloku, niż Pan N. ...
     Była Dziewczyna została poinformowana natychmiast...
Ale efekt był chyba inny od zamierzonego...
     Sąsiadki przestały pluć w miejscach publicznych, i co prawda z niechęcią, ale odpowiadały na moje "dzień dobry"...
     Zadziałała moc ciąży i lęk o futra w szafie...

cdn ...  

poniedziałek, 23 maja 2016

Puszka Pandory...cz.4

     Kolejna impreza toczyła się leniwie...Pan N. pobrzdękolił na gitarce...Gardła od śpiewania bolały należycie...Karty do "Flirtu" odjechały razem z "Kuzynem"...
Nawet gadać nam się już nie chciało...
     - Nie możesz u mnie nocować...- informuje Pana N. "Przyjaciółka"...- Mama z Bratem przyjechali, śpią w moim pokoju...
     - Do domu o tej porze też wrócić nie mogę... - spokojnym głosem informuje Pan N.
Spojrzenia obojga lądują na mnie...
     - Miejsca na podłodze dosyć, jakaś poduszka się znajdzie...- ulegam presji wzroku...- Ale Rodzice wracają z pracy przed siódmą, więc pobudkę robimy o świcie...
     "Przyjaciółka" idzie do domu, my zostajemy w trójkę...Ja, Pan N. i nasz wspólny Przyjaciel...
Chłopaki leżakują na podłodze...
To się nazywa "gościnność"...
     I nagle, w nocnej ciszy, słyszę cichy szept Pana N. ...
     - Porozmawiaj ze mną...
Zaczyna mówić, a ja usiłuję bezgłośnie przełykać ślinę...
     - Chciałem Ci przynieść tą torebkę...Bardzo chciałem...Ale w domu mi się "skotłowało", a Ona powiedziała, że nie chcesz mnie znać... Że masz mnie dość, bo byłem tylko kolegą z klasy...Tak było ?? - pada na koniec pytanie...
     - Nie...- słyszę własny szept...
     - Potem grałem dla Ciebie w parku, ale nie chciałaś mnie słuchać...Wszyscy słuchali, tylko nie Ty...- mówił z wyrzutem...
     - Podglądałam Cię z balkonu...- wyznałam...
Nasz wspólny Przyjaciel głośno przełknął ślinę...
     - Kiedy Ona się przysiadła, to pomyślałem, że to dobry pretekst, żeby bywać w waszym bloku i żeby Cię spotykać...- kontynuował Pan N. ...
     - To nie był chyba najlepszy pomysł...Za kilka miesięcy się pobierzecie... - włączyłam się do rozmowy...
     - Czyli, że to jednak nic nie znaczyło ?? - pada pytanie i mnie znowu jest trudno oddychać...- Nigdy nie twierdziłem, że się z Nią ożenię...
     Szach - Mat...
Nasz wspólny Przyjaciel zrywa się z podłogi i robi energiczne pompki...
My w milczeniu dajemy Mu czas, żeby się wyszalał...
     Pan N. siada przy mnie i zaczynamy rozmawiać...
Tak jak dwa lata temu...Szczerze do bólu...Bo boli...
Nie mamy pojęcia jaki będzie efekt końcowy owej rozmowy...
     Pan N. opowiada jak to wyglądało z jego strony...Ja wylewam swoją gorycz w przeciwnym kierunku...
Nasz Przyjaciel leży w ciemnościach, słucha i milczy...
     - Powiedz tylko słowo...- prosi nad ranem Pan N. ...
Nie umiem...
     Już wiem, że to co nas łączyło to nie było jakieś durne zauroczenie, że kilka osób "maczało paluszki" w tym, żebyśmy nigdy ze sobą nie porozmawiali, że po tej rozmowie wiele rzeczy będzie całkiem innych...Ale co dalej ??
     Co, jeśli rozwalimy wszystko i zaczniemy budować coś, co nie przetrwa nawet kilku miesięcy ?? Co, jeżeli oboje się mylimy, a łączy nas jedynie wspomnienie szkolnego zauroczenia ??
     - Nocleg to żeście mi zgotowali pierwsza klasa...- oświadcza nasz wspólny Przyjaciel...- Chyba bym wolał nocować pod mostem...Ale...Musicie coś z tym zrobić...- informuje nas dobitnie...
     "Mundrala"...

cdn ...

sobota, 21 maja 2016

Puszka Pandory...cz.3

     Byliśmy z tego samego otoczenia...Mieliśmy tych samych Znajomych...Bywaliśmy na tych samych imprezach...
Z czasem zaczęłam to akceptować...
     Przecież nie odetnę się od Świata, tylko dlatego, że się potknęłam ??
Wyglądali na szczęśliwych...
     Minął rok...
I właściwie wszystko wróciło do równowagi...
     Oni mieli siebie...Ja miałam swoje marzenia i plany...Czasem zabolało w serduchu, kiedy jechaliśmy razem windą, albo kiedy jechałam windą z Siostrą Pana N. ...Bywała często...
Ewidentnie Ich związek się rozwijał...
     I pewnego dnia zadzwonił dzwonek u drzwi...
     - Słuchaj...Marek wypił szklankę wódki i stracił przytomność... - poinformowała mnie "Przyjaciółka"... - Może Twoja Mama będzie umiała pomóc ??
Ha...Ha...Ha...
Mamciaś ?? 
     Już sobie wyobrażam jak pomaga...Właśnie padła na kanapę zmożona ilością wchłoniętych promili...
     - Zmuście Go do wymiotów, podawajcie płyny i nie dajcie zasnąć...A najlepiej wezwijcie Pogotowie...- skwitowałam...
Ale to stało się właśnie zaczynem do odnowienia kontaktów...
Szklanka wódka wypita przez obcego Faceta...
Marek oprzytomniał po tych kilku zabiegach...
Oni zaczęli bywać u mnie...Ja zaczęłam bywać u Nich...
     Że byłam naiwna ??
No cóż...Nikt nie jest idealny...
     W pokoju "Przyjaciółki" widziałam wiele śladów, świadczących o stałym bytowaniu Pana N. ...Jej Rodzina traktowała Go jak "swojaka"...
     Oczywiście, że rozpoczęliśmy kontakty od "rachunku sumienia"...Jak się ma siedemnaście lat, pasjami lubi się takie dyskusje...
     "Przyjaciółka" poinformowała mnie, że planują ślub zaraz po maturze...Ja wyrzekłam się "wszelkich praw" do młodocianej miłostki...Pan N. milczał...
     Kiedy przyszli złożyć mi życzenia urodzinowe na "osiemnastkę", byłam już nieźle zmęczona świętowaniem...Nie uczestniczyli w obchodach oficjalnych...
Aż taka durna nie byłam...
     Znowu były zapewnienia, wyjaśnienia, "duperele"...I Pan N. dalej milczał...
Ale milczący to On był zawsze...
Właściwie oboje do wylewnych nie należeliśmy...
     "Przyjaciółka" mówiła, ja kiwałam głową, Pan N. słuchał...
Spotkanie towarzyskie jak się patrzy...
     Po kilku miesiącach sporadycznych kontaktów, na jednej z imprez, przypadkowo całkiem, towarzyszył nam mój "Kuzyn"...Właściwie obcy Chłopak...Chrześnik mojego Ojca (Syn Kolegi z pracy)...
Towarzyszył i szczerze mówiąc, miał ogromny wpływ na to, co wydarzyło się później...
"Kuzyn" przywiózł z sobą karty do "Flirtu"...
Znacie to ??
Ręcznie robione kartoniki z pytaniami i odpowiedziami...
Właściwie nic nie znaczący dialog, który można prowadzić w nieskończoność...
Kilka osób, każda z plikiem kart w ręce...Nikt nie widzi jak toczy się rozmowa...
Karta...Numer...
     I dostaję od Pana N. takie pytanie, że serce mi staje w poprzek, oddech zamiera w piersiach, a na twarzy mam "piwonię"...
     - Czy to nic nie znaczyło ??
Miliony myśli...
Podnoszę głowę i widzę wpatrzone we mnie, orzechowe oczy...
Jaja sobie robi ??
Wkręca mnie ??
Do ramienia ma "przyklejoną" potencjalną "Narzeczoną"...
Co jest grane ??
Właściwie dosłownie...
     Towarzystwo bawi się wyśmienicie, a my zaczynamy jakąś dziwną partię "szachów"...
     Koniec imprezy witam z ulgą...
To nie było normalne...
     Ale Towarzystwu tak bardzo podoba się flirtowanie bez konsekwencji, że wymuszają na mnie ponowne zaproszenie "Kuzyna"...
     - Nie zapomnij kart !! - żegnają Go ze śmiechem...
     W mojej głowie rozgrywa się totalna wojna rozsądku z uczuciami...
Co dalej ??

cdn ...

czwartek, 19 maja 2016

Puszka Pandory...cz.2

     Nie analizowałam tego...Miłość braterską Pana N. przyjęłam jako coś absolutnego, a autorytet starszej Siostry pozostał we mnie jako aksjomat...
     Człowiek musi mieć jakieś Wzorce, a jak się ma piętnaście lat, to Wzorce są niezbędne...
Dla nas Wzorzec był jeden...
     Skończyła świetną Szkołę...Miała świetną pracę...Powodziło się Jej dobrze...Genialnie grała na gitarze...Pisywała własne teksty...Urodziła piękną Córeczkę...
     Czy coś mogło podważyć taki Autorytet ??
W Rodzicach nie mieliśmy oparcia, więc Siostra pozostała jedyną Opoką...
Dla Pana N. naturalnie...Dla mnie pośrednio...
     Ale bardzo się starałam, żeby mnie zaakceptowała...Choćby z opowieści Pana N. ...
     Czy opowiadał o mnie ??
Nie wiem...
Ale wiem, że nie na wszystko byliśmy wówczas gotowi...
     Skończyliśmy Szkołę podstawową...Szkoły średnie wybraliśmy, przez przypadek, po sąsiedzku...Tyle, że mieliśmy dla siebie coraz mniej czasu...
No i...Pozwoliliśmy, żeby wtrącił się między nas ktoś trzeci...
Nie...Nie była to Siostra Pana N. ...
     W czasie jednego ze spotkań posprzeczaliśmy się...Nie mam pojęcia o co...Musiało to być coś bardzo durnowatego...
     Ja wyszłam trzaskając drzwiami...Pan N. nie wybiegł za mną...
Ambicje szesnastolatków bywają dziwne...
Problemem stała się moja torebka, która została na miejscu...
     Pan N. w uporze czekał, aż po nią przyjdę...
     Ja w uporze czekałam, aż On mi ją przyniesie...
     Rozwiązaniem stała się moja Koleżanka, którą wówczas miałam za Przyjaciółkę...
Poprosiłam Ją o przysługę...
Ona chętnie przystała na propozycję...
     Zawsze twierdziła, że Chłopak z klasy jest dobry na pierwszą miłość, że w Panu N. nie ma "nic ciekawego", że nie rozumie "co mnie opętało"...
Poszła, wzięła torebkę i wróciła...
     - Mówił coś ?? - zapytałam...
     - Nic...- odpowiedziała...
My zaczęliśmy mijać się bez słowa...
No może nie do końca...
     Pan N. siadywał w Parku pod moim blokiem i grywał na gitarze...
     Ja siadywałam na balkonie i przyglądałam się godzinami...
     Z czasem, coraz częściej, na owej ławeczce zaczęła przesiadywać również moja "Przyjaciółka"...
Pan N. ewidentnie zyskiwał przy bliższym poznaniu...
No i w końcu, dla Niej nie był "kolegą z klasy"...
     Perfidię losu podkreślał fakt, że "Przyjaciółka" mieszkała w tym samym bloku...
Teraz spotykaliśmy się w drodze do szkoły...Spotykaliśmy się na klatce schodowej...Czasem jeździliśmy razem windą...
     Za jednym zamachem "pozbyłam się" Chłopaka i Przyjaciółki...
Ot...Bywa...

cdn...

wtorek, 17 maja 2016

Puszka Pandory...cz.1

     - Napisz o tym... - stwierdził Pan N. w czasie ostatniej, przeprowadzanej przez nas "długiej Polaków rozmowy"...
     - Ale to jest cholerna zadra w serduchu... - oponowałam...
     - Napisz...To nasza wersja życia... - nalegał...
Może rzeczywiście ??
     Człowiek przecież przeżywa jakieś wzloty i upadki, analizuje, kieruje się jakimiś przesłankami, i to jest właśnie życie...
     Może nasze doświadczenia, kiedyś, komuś, przyniosą ulgę, albo rozwiązanie ??
     W końcu, to właśnie subiektywne odczucia kreują rzeczywistość...
     - Pamiętasz ?? Tak skrzętnie ukrywaliśmy alkoholizm Twojego Ojca, że kiedy zapił się na śmierć, według Córci to my byliśmy patologią, a nie On... - argumentował Ślubny...
To prawda...
Oberwaliśmy wtedy za naszą miłość rykoszetem...
Cholernie bolało...
     - Może nasze Wnuki będą chciały poznać nasz punkt widzenia...- "wiercił" dalej Pan N.
Może...
     A wszystkie te dywagacje rozpoczęły się od starego stwierdzenia: Z rodziną, to najlepiej na zdjęciu...
     To nie będą wpisy radosne, żółć pewnie aż będzie kapała z "kart" bloga, ale...
     Podobno nie ma nic lepszego na poprawę nastroju, niż cudze nieszczęście, więc niech Wam się humory poprawiają zbiorowo...
     Otwieram "puszkę Pandory"...

     Chodziliśmy do jednej klasy w Szkole podstawowej...On niepozorny Chudzielec...Ja niepozorny Chudzielec...Nic nas nie wyróżniało z tłumu...
Nooo...Właściwie wyróżniało...Oboje uprawialiśmy sport, więc tacy całkiem bezimienni nie byliśmy wcale...
     Co spowodowało, że stanęliśmy obok siebie na szkolnym korytarzu i nasze oczy rozbłysły zauroczeniem ??
     Na to pytanie nawet najstarsi Górale nie znają odpowiedzi...
Tak się stało, i już...
Jednego byliśmy pewni...
To co nas łączy ma pozostać naszą sprawą...
     W klasie porozumiewaliśmy się przy pomocy karteczek pisanych alfabetem Morse`a...Na szkolnych korytarzach zawsze staliśmy z "Asystą"...Popołudniami spotykaliśmy się na boiskach lub w ustronnych miejscach Parku...
     Nie było namiętnych całusów...Nie obściskiwaliśmy się jak szaleni...Po prostu, godzinami gadaliśmy...O sobie, o rodzinie, o marzeniach...
     Po kwartale Pan N. przyznał mi się, że gra na gitarze, a ja pokazałam Mu swój skrzętnie ukrywany zeszyt z wierszydłami...
Bardziej Przyjaciele, niż Para...
     Łączyło nas również to, że w naszych Rodzinach alkohol był bardzo ważnym elementem...Rozwalał nasze Rodziny od środka...
     Po roku znaliśmy wiele swoich tajemnic i pierwszy raz poszliśmy do kina...W sąsiednim Mieście, żeby nas nikt nie zobaczył...
Wtedy też, pierwszy raz chwyciliśmy się za ręce...
Mieliśmy po czternaście lat...
Piękny wiek na pierwszą miłość...
     W czasie wakacji pisywaliśmy do siebie listy...Takie prawdziwe...Papierowe...Mamy je do dzisiaj...
     Pan N. przysyłał mi ekspresy polecone, co Listonosz u moich Bieszczadzkich Dziadków ogromnie przeżywał...A ja najpierw mocno przytulałam kopertę...
Wiedziałam, że te przesyłki są ponad budżet Pana N. ...
Pan N. był biedny...
     Chociaż miał coś, a właściwie Kogoś, kogo zazdrościłam Mu ogromnie...Miał starszą Siostrę...
Ich więź była potężna...
     To właśnie w owe wakacje, Siostra Pana N. wychodziła za mąż...
     Przeżywał to, chociaż musiałam to wyczytać między wierszami...
     Ja wiedziałam, jak się żyje w samotności...Pan N. miał się tego dopiero uczyć...
Tego Mu nie zazdrościłam...
Rok szkolny powitaliśmy z ulgą...
     Kiedy na Świat przyszła Siostrzenica Pana N., nasze rozmowy zyskały kolejny temat...
Był dumny...
     Jego Świat poszerzył się o kolejnego Człowieka...Maleńkiego, fakt...Ale bardzo ważnego...
Pan N. został Ojcem Chrzestnym...
Wtedy poznałam Siostrę Pana N. ...
     Pewnie, gdyby to była zapowiedziana wizyta, to przeżywałabym to bardzo, ale Pan N. w czasie jednego ze spacerów wtrącił:
     - Zajrzymy do mojej Siostry...Mam coś do załatwienia...
Pode mną ugięły się nogi...
     Siostra Pana N. była dla mnie Tytanem, Ideałem, Wzorcem...
Ona chyba nawet mnie nie zauważyła w przedpokoju...
W końcu, byłam tylko koleżanką Jej Brata...

cdn...