Kilka dni temu TV nadawała wywiad z Panem P.
Patrzę...Słucham...I skóra mi na plecach cierpnie...
Orzesz...(ko)...
Ależ Ci Rosjanie Wywiad mają pierwsza klasa !!
W życiu bym nie przypuszczała...
Ale w duszyczce zrobiło mi się tak bardziej niewyraźnie...
Przyznać się ?? Czy się nie przyznać ?? Oto jest pytanie...
Szczególnie, że po kilku minutach Pan Premier zdementował owego newsa i zapierał się jak żaba błota, że paluchów żeśmy w tym nie maczali...
To co ja biedna sierota teraz mam zrobić ?? Skoro nawet Pan Premier murem za mną stoi ??
Cóż takiego się wydarzyło ?? - pytacie...
Chodzi mi o informację jaką Pan P. wyartykułował do Mediów, że to ponoć Polacy Ukraińców szkolili...
Politycy różnych opcji dementowali...Ministrowie dementowali...Pan Premier dementował...
I nijak teraz ogarnąć rozumem nie mogę...
Przyznać się ?? Czy się nie przyznać ??
Może moje przewiny już przedawnieniu uległy ??
Hmmm...
No cóż...
Niech będzie na mnie...
Wśród wielu przesympatycznych krewnych posiadałam w dorobku Wujka, nomen omen, Ukraińca...
Nic mi nie było do wujkowej narodowości, bo mieszkał w przemyskim, mówił po polsku (choć ze śpiewnym akcentem) i nigdy o tym nie rozprawiał...Dowiedziałam się przez przypadek...
Nie miałam z Wujaszkiem bliskich kontaktów, bo widziałam go raptem kilka razy w życiu...
Jeden z tych razów jest właśnie problematyczny...
Dziecięciem byłam wówczas płochym, warkocze mi na wietrze powiewały i w otoczeniu uznawana byłam za tak zwane "żywe srebro"...Teraz nazywa się to ADHD...
W czasie bieszczadzkich wakacji Rodzice postanowili nawiedzić właśnie owego Wujaszka...
Wujek miał w dorobku Córkę...
Do towarzystwa to Ona nijak mi się nie nadawała, bo w wieku była randkowym, więc na ów wojaż boczyłam się markotnie...Szykowało mi się kilka dni rozprawiania, która kiecka ładniejsza i który chłopak bystrzejszy...Ohyda !!
Zajeżdżamy...A tam, na podwórku...Bryka sobie Młodzieniec lat kilku...
A to promocja !!
Młodzieniec okazał się Siostrzeńcem Wujaszka, który właśnie był przybył w odwiedziny...Wypisz wymaluj z Ukrainy...
Choć Ukrainy to wtedy ponoć na Świecie nie było...
Po kilku pierwszych, badawczych spojrzeniach...Zlustrowaniu ilości posiadanych strupów, zadrapań i siniaków, oceniliśmy zgodnie, iż może i mamy inną narodowość, ale jesteśmy z "jednej parafii"...
Nim minął kwadrans siedzieliśmy już zgodnie na jednym konarze sporej lipy...
Po godzinie byliśmy już starymi Kumplami...
W ramach zacieśniania stosunków międzynarodowych wypróbowywaliśmy nasze umiejętności...Było ściganie się po asfaltowej szosie (co spowodowało histerię u Mamciaśki), było włażenie na drzewo na wyścigi (tu histerię wykazała Ciocia), było również rzucanie kamieniem do celu...To histerii nie wywołało...
Ale biorąc pod uwagę wypowiedź Pana P. dotyczącą szkolenia Ukraińców w naszym Kraju, nabrałam wątpliwości...
Przyznaję...
Rywalizację w rzucaniu kamieniami wygrałam i pokazałam Chłopakowi kilka niezbędnych elementów...Jak trzymać...Jak podkręcać...Jak ruszać nadgarstkiem...
Już po kilku próbach załapał, co tylko potwierdziło teorię owej wspólnej "parafii"...
Od razu się przyznaję, że szkolenie trwało dosłownie kilka minut i żadnego wynagrodzenia za to nie otrzymałam (to jakby Fiskus się doczytał)...
Ale nie to leży mi na sercu największym ciężarem...
Echhh...
Jakby to powiedzieć...
Oddałam owemu Siostrzeńcowi Wujaszka moją procę !!
Piękna była...Wyważona...Z bukowego drzewa...Gumka z dętki od roweru...Sama karby malownicze scyzorykiem wycięłam...
Cudo a nie proca !!
Trochę mi nawet żal było ją oddawać, ale mój ukraiński Towarzysz z takim pożądaniem na nią patrzył, że chyba w życiu żaden facet tak na kobietę nie spoglądał...
A ja po powrocie do Dziadków mogłam sobie takich proc cały arsenał zmajstrować...
No to dałam...
I to właśnie problem...
Pan P. o uzbrajaniu co prawda nic nie mówił, ale czort Go znajet...Może zapomniał ??
W każdym razie takiego całkiem czystego sumienia w kwestii szkolenia Ukraińców nie mamy...
No i ta proca nieszczęsna...
Bo nie dość, że szkoliłam, to na dodatek uzbroiłam !!
Jakby co...To tą procę biorę na siebie, Panie Premierze...;o)
Dwa światy...
Bardzo Ważni Goście
piątek, 7 marca 2014
czwartek, 6 marca 2014
Dagusine poprawiny...
Wrzuciłam wczoraj tekst o Dagusi, a że Dziewuszkę ową pasjami lubi również moja Siora, więc zaraz po "dzieńdoberku" umieściłam na "gadule" informację...
"Dagusia miała wypadek"...
Siedziałam i oczekiwałam siostrzanej reakcji...
A tu lipa...
Zapracowana na kilku etatach Siora, przygotowująca do życiowej podróży w Nieznane swoje Drugorodne Dziecię, ani kropeczki nawet nie postawiła...
No to czekam...
Po godzinie, pozostawiony na "gadule" komunikat, całkiem wywietrzał z dziurawej pamięci...
Leżę sobie wieczorkiem w domeczku, na TV spoglądam...Pan N. drzemie przed nocną zmianą...A tu komóreczka z nagła zaczyna skoczną muzyczkę nadawać...
Jakie licho ??
Spojrzałam na wyświetlacz i aż mi ciarki po grzebiecie przeleciały...
Komunikat !!
Orzesz...(ko)...
Zapomniałam newsa zdementować...
Zatroskany głos Siory nie pozostawiał złudzeń...Zrobiłam wrażenie...
Echhh...
Wyłgałam się w sposób perfidny...
- Poczytaj na blogu - oznajmiłam, bo czułam, że jak zacznę Jej przez telefon rzecz wyjaśniać, to mi się oberwie jak nigdy dotąd...
Liczyłam, że jak się odrobinkę pośmieje z dagusinej przygody, to Jej fusy opadną...
Musiało podziałać, bo nawet na gadule nie oberwało mi się potężnie...Chociaż odpalałam ją dzisiaj z lekkim lękiem...
Uffff...;o)
"Dagusia miała wypadek"...
Siedziałam i oczekiwałam siostrzanej reakcji...
A tu lipa...
Zapracowana na kilku etatach Siora, przygotowująca do życiowej podróży w Nieznane swoje Drugorodne Dziecię, ani kropeczki nawet nie postawiła...
No to czekam...
Po godzinie, pozostawiony na "gadule" komunikat, całkiem wywietrzał z dziurawej pamięci...
Leżę sobie wieczorkiem w domeczku, na TV spoglądam...Pan N. drzemie przed nocną zmianą...A tu komóreczka z nagła zaczyna skoczną muzyczkę nadawać...
Jakie licho ??
Spojrzałam na wyświetlacz i aż mi ciarki po grzebiecie przeleciały...
Komunikat !!
Orzesz...(ko)...
Zapomniałam newsa zdementować...
Zatroskany głos Siory nie pozostawiał złudzeń...Zrobiłam wrażenie...
Echhh...
Wyłgałam się w sposób perfidny...
- Poczytaj na blogu - oznajmiłam, bo czułam, że jak zacznę Jej przez telefon rzecz wyjaśniać, to mi się oberwie jak nigdy dotąd...
Liczyłam, że jak się odrobinkę pośmieje z dagusinej przygody, to Jej fusy opadną...
Musiało podziałać, bo nawet na gadule nie oberwało mi się potężnie...Chociaż odpalałam ją dzisiaj z lekkim lękiem...
Uffff...;o)
środa, 5 marca 2014
Ciasta krwią okupione...
Co i rusz pojawiają się doniesienia o agresywnych zachowaniach Kibiców, o Ich wandalizmie i burdach...Sama kilka razy już ten temat podnosiłam...
Ale w życiu bym nie przypuszczała, że boisko może brać odwet...
Szczególnie, że "Ofiarą" owego boiska stała się, bliska memu sercu Dagusia...
Nie wiem niestety, które barwy klubowe Niewiasta owa reprezentuje, ale że wkład w boiskowy "wandalizm" od kilku dni ma, to pewne...
A było to tak...
Dagusia miała urodzinki...Urodzinki osiemnaste, jak każda Niewiasta w Jej wieku...A że uroczystość owa miejsce miała w sobotę, więc poczęstunek niosła Dagusia do pracy w nowym tygodniu...
Pudło ze smakołykami było rozmiarów sporych, bo wszak Współpracowników Dagusia ma grono znaczne...
Zaparkowała Bidulka pod Szkołą...Manele zebrała...I dumnym krokiem ruszyła...Pudło niczym skarb największy do serca tuliła...
I nagle...
Jak się krawężnik na Nią nie rzuci !!
Jak pod nóżki smukłe swoimi kantowościami nie podpełznie !!
Jak statecznej równowagi nie zachwieje !!
Po prostu...Z takim wrednym krawężnikiem Dagusia szans nie miała...Ot co !!
Ostatnim wysiłkiem tylko Jej w makówce zaświtała myśl: "Ratuj pudło !!"
No to Dagusia pudło niczym matula dziecię do piersi przytuliła mocno...
Pewnie by ten pojedynek z krawężnikiem wygrała, gdyby nie fakt, że to był spisek !!
Ledwie krawężnik Jej się między nogami zaplątał, a już na Dagusię ruszyła boiskowa bramka...
Dwóch na jedną Bidulkę !!
Jak Ją nie trzaśnie owa bramka w ramię !! Jak nie walnie metalową siatką po twarzy !! Jak nie uderzy metalową rurą w policzek !!
Aż biednej Dagusi w oczach pociemniało...
A krawężnik dokłada !!
Bach w jedną nogę !! Bach w drugą nogę !!
I już Dagusia do parteru sprowadzona...
Ale dzielna Wojowniczka pudła nie puściła !!
Widząc upór Dagusi agresorzy odpuścili...
Krawężnik wrócił potulnie na swoje miejsce...Bramka udawała, że wcale jej tam nie było...
A Dagusia ruszyła do Szkoły...
Kolana obydwa rozbite...Ramię całe posiniaczone...Na twarzy sino-czarne pręgi...
Długo będzie Bidulka pamiętać te urodzinki...Oj długo...
I te ciasta krwią okupione...Echhh...
Ale w życiu bym nie przypuszczała, że boisko może brać odwet...
Szczególnie, że "Ofiarą" owego boiska stała się, bliska memu sercu Dagusia...
Nie wiem niestety, które barwy klubowe Niewiasta owa reprezentuje, ale że wkład w boiskowy "wandalizm" od kilku dni ma, to pewne...
A było to tak...
Dagusia miała urodzinki...Urodzinki osiemnaste, jak każda Niewiasta w Jej wieku...A że uroczystość owa miejsce miała w sobotę, więc poczęstunek niosła Dagusia do pracy w nowym tygodniu...
Pudło ze smakołykami było rozmiarów sporych, bo wszak Współpracowników Dagusia ma grono znaczne...
Zaparkowała Bidulka pod Szkołą...Manele zebrała...I dumnym krokiem ruszyła...Pudło niczym skarb największy do serca tuliła...
I nagle...
Jak się krawężnik na Nią nie rzuci !!
Jak pod nóżki smukłe swoimi kantowościami nie podpełznie !!
Jak statecznej równowagi nie zachwieje !!
Po prostu...Z takim wrednym krawężnikiem Dagusia szans nie miała...Ot co !!
Ostatnim wysiłkiem tylko Jej w makówce zaświtała myśl: "Ratuj pudło !!"
No to Dagusia pudło niczym matula dziecię do piersi przytuliła mocno...
Pewnie by ten pojedynek z krawężnikiem wygrała, gdyby nie fakt, że to był spisek !!
Ledwie krawężnik Jej się między nogami zaplątał, a już na Dagusię ruszyła boiskowa bramka...
Dwóch na jedną Bidulkę !!
Jak Ją nie trzaśnie owa bramka w ramię !! Jak nie walnie metalową siatką po twarzy !! Jak nie uderzy metalową rurą w policzek !!
Aż biednej Dagusi w oczach pociemniało...
A krawężnik dokłada !!
Bach w jedną nogę !! Bach w drugą nogę !!
I już Dagusia do parteru sprowadzona...
Ale dzielna Wojowniczka pudła nie puściła !!
Widząc upór Dagusi agresorzy odpuścili...
Krawężnik wrócił potulnie na swoje miejsce...Bramka udawała, że wcale jej tam nie było...
A Dagusia ruszyła do Szkoły...
Kolana obydwa rozbite...Ramię całe posiniaczone...Na twarzy sino-czarne pręgi...
Długo będzie Bidulka pamiętać te urodzinki...Oj długo...
I te ciasta krwią okupione...Echhh...
wtorek, 4 marca 2014
Znowu będzie na Babę...
Cały Świat zastanawia się od kilku dni jakie są przyczyny nagłej zawieruchy na Wschodzie...
Jedni doszukują się winnych na Majdanie w Kijowie...
Drudzy całą winą obarczają Pana P. ...
A ja wiem jedno...
Całą winę za rosnące zagrożenie przypisać trzeba Kobiecie...Ot co...
Owego newsa, co prawda, Media potraktowały po macoszemu, ale to akurat nie jest Ich winą, tylko dyskrecją Kochanków, ale odrobinę danych wyciekło...
Akurat wtedy wszyscy wgapiali się w TV śledząc poczynania Sportowców, i nijak Im do tego wszystkiego zaślubiny nie pasowały. Ale że każde działanie wywołuje z reguły jakieś konsekwencje, to i teraz ową "piankę" spijamy...
Pan P. ożenił się z Panią Alą...
On majętny ponad miarę i prężący mało urokliwą pierś sześćdziesięciojednolatka...
Ona przyzwoicie ładna, wygimnastykowana ponad miarę i trzydzieści lat młodsza...
Taki związek, to krótko ujmując "puszka Pandory"...
Aż strach się bać...
Cóż może ofiarować Facet w tym wieku uroczej Dziewczynie ??
Władzy nie odda, bo ją uwielbia...
Kasiory nie odda, bo ją uwielbia...
Zaszczytów nie odda, bo jest do nich wręcz genetycznie przywiązany...
Czyli musi się przy takiej Gimnastyczce nagimnastykować...
A z gimnastyką też może być różnie...
Tu zastrzyka...Tam zaboli...
Ot wot...Starość...
W moich rozważaniach upewniła mnie Pani M.
Tylko Kobieta mogła to dosadnie i logicznie wytłumaczyć...
"Stracił kontakt z rzeczywistością" - tak powiedziała...
To ja poproszę o przykład jednego, zadurzonego Faceta, który nie traci kontaktu z rzeczywistością...
Właściwie to On Biedak, stracił ten kontakt jak się na ów związek zdecydował, bo nijak rozumem ogarnąć, że Ala to tak z miłości okrutnej do Niego lgnie...
Toż On ma Dzieci w Jej wieku...
To tak, jakby z własną Córką sypiał...
Musiał sobie jakoś ten stan frustracji naprawić...
A że przy okazji zamieszał w całej Europie i kilku kawałkach Świata ??
No cóż...Bogatemu wolno...
Jedni doszukują się winnych na Majdanie w Kijowie...
Drudzy całą winą obarczają Pana P. ...
A ja wiem jedno...
Całą winę za rosnące zagrożenie przypisać trzeba Kobiecie...Ot co...
Owego newsa, co prawda, Media potraktowały po macoszemu, ale to akurat nie jest Ich winą, tylko dyskrecją Kochanków, ale odrobinę danych wyciekło...
Akurat wtedy wszyscy wgapiali się w TV śledząc poczynania Sportowców, i nijak Im do tego wszystkiego zaślubiny nie pasowały. Ale że każde działanie wywołuje z reguły jakieś konsekwencje, to i teraz ową "piankę" spijamy...
Pan P. ożenił się z Panią Alą...
On majętny ponad miarę i prężący mało urokliwą pierś sześćdziesięciojednolatka...
Ona przyzwoicie ładna, wygimnastykowana ponad miarę i trzydzieści lat młodsza...
Taki związek, to krótko ujmując "puszka Pandory"...
Aż strach się bać...
Cóż może ofiarować Facet w tym wieku uroczej Dziewczynie ??
Władzy nie odda, bo ją uwielbia...
Kasiory nie odda, bo ją uwielbia...
Zaszczytów nie odda, bo jest do nich wręcz genetycznie przywiązany...
Czyli musi się przy takiej Gimnastyczce nagimnastykować...
A z gimnastyką też może być różnie...
Tu zastrzyka...Tam zaboli...
Ot wot...Starość...
W moich rozważaniach upewniła mnie Pani M.
Tylko Kobieta mogła to dosadnie i logicznie wytłumaczyć...
"Stracił kontakt z rzeczywistością" - tak powiedziała...
To ja poproszę o przykład jednego, zadurzonego Faceta, który nie traci kontaktu z rzeczywistością...
Właściwie to On Biedak, stracił ten kontakt jak się na ów związek zdecydował, bo nijak rozumem ogarnąć, że Ala to tak z miłości okrutnej do Niego lgnie...
Toż On ma Dzieci w Jej wieku...
To tak, jakby z własną Córką sypiał...
Musiał sobie jakoś ten stan frustracji naprawić...
A że przy okazji zamieszał w całej Europie i kilku kawałkach Świata ??
No cóż...Bogatemu wolno...
niedziela, 2 marca 2014
Na krawędzi...
„Nigdy nie było dobrej wojny i złego pokoju.”
Benjamin Franklin
Stoimy na krawędzi...
piątek, 28 lutego 2014
Piłeś ?? Nie leć...
Tak sobie myślę od kilku dni, że Politycy lekko nie mają...
Zwyczajny Człowiek wsiada do samolotu, leci, wysiada i tyle...
A na takiego biednego Polityka, to co i rusz "napadają" jakieś niezdyscyplinowane Jednostki...
Na naszych Polityków uwzięły się Jednostki niemieckie...
Ledwie ucichły echa rozróby spowodowanej przez Pana R. na pokładzie niemieckiej jednostki latającej, a już następna afera z ich lotnictwem się szykuje...
Tak jakby nie wiedzieli, że nasi Politycy jak tylko Stolicę zasiedlą to już ważniejsi są od Pana Boga...
Gdzie czołobitność za sam fakt, iż niemiecką Ziemię depczą szlachetnymi stópkami ??
Nie ma !!
I tutaj zaczyna się problem...
Bo jak tu taki "Wybraniec" ma ze zwykłym śmiertelnikiem nawiązywać jakąś dysputę ??
I to dysputę po niemiecku...
A wiadomo, że oprócz kilku jednostek w tym języku wykształconych, w Narodzie panuje wiedza na poziomie dialogów z "Czterech Pancernych"...
Niewątpliwą pomocą w takich sytuacjach bywa alkohol...
Wszak nawet Starożytni wiedzieli, że alkohol języki rozwiązuje...
Czyli założyć można, że się po kieliszku, czy dwóch, zasób słownictwa rozszerza...
Że nie w tym kierunku ??
Jak się jest Polskim Politykiem to kierunek nie jest istotny...Liczy się ranga !!
A tak poważnie rzecz ujmując...
Wstyd...Totalny wstyd...
Reprezentanci Narodu...
Nawet jeśli wina leżała by po stronie Obsługi, to bycie Politykiem zobowiązuje...
Przynajmniej w normalnych standardach...
Jeśli mam na tyle słabą głowę, że dwie buteleczki wina wyzwalają we mnie agresję...To nie piję w miejscach publicznych...
Przynajmniej ja bym tak zrobiła...
Tyle, że ja nie jestem Politykiem...
Zwyczajny Człowiek wsiada do samolotu, leci, wysiada i tyle...
A na takiego biednego Polityka, to co i rusz "napadają" jakieś niezdyscyplinowane Jednostki...
Na naszych Polityków uwzięły się Jednostki niemieckie...
Ledwie ucichły echa rozróby spowodowanej przez Pana R. na pokładzie niemieckiej jednostki latającej, a już następna afera z ich lotnictwem się szykuje...
Tak jakby nie wiedzieli, że nasi Politycy jak tylko Stolicę zasiedlą to już ważniejsi są od Pana Boga...
Gdzie czołobitność za sam fakt, iż niemiecką Ziemię depczą szlachetnymi stópkami ??
Nie ma !!
I tutaj zaczyna się problem...
Bo jak tu taki "Wybraniec" ma ze zwykłym śmiertelnikiem nawiązywać jakąś dysputę ??
I to dysputę po niemiecku...
A wiadomo, że oprócz kilku jednostek w tym języku wykształconych, w Narodzie panuje wiedza na poziomie dialogów z "Czterech Pancernych"...
Niewątpliwą pomocą w takich sytuacjach bywa alkohol...
Wszak nawet Starożytni wiedzieli, że alkohol języki rozwiązuje...
Czyli założyć można, że się po kieliszku, czy dwóch, zasób słownictwa rozszerza...
Że nie w tym kierunku ??
Jak się jest Polskim Politykiem to kierunek nie jest istotny...Liczy się ranga !!
A tak poważnie rzecz ujmując...
Wstyd...Totalny wstyd...
Reprezentanci Narodu...
Nawet jeśli wina leżała by po stronie Obsługi, to bycie Politykiem zobowiązuje...
Przynajmniej w normalnych standardach...
Jeśli mam na tyle słabą głowę, że dwie buteleczki wina wyzwalają we mnie agresję...To nie piję w miejscach publicznych...
Przynajmniej ja bym tak zrobiła...
Tyle, że ja nie jestem Politykiem...
wtorek, 25 lutego 2014
O Szewcu Gordyjce...
Mówiłam już, że mi skowronki w czerepie pitolą ??
No cóż...
Niekiedy tak pitolą, że aż słychać...
A kiedy te "wredoty" zorientowały się, że wiosna tuż tuż, to tak mną zakręciły, że aż mi się w makówce zakręciło...
Jak oprzytomniałam to na stole stało to...
Ewidentny dowód, że misie już się obudziły...
A żeby dać lepsze wyobrażenie o numeracji owego obuwia, wrzucę porównanie...
Jak nic zostanę Szewcem Gordyjką...
No cóż...
Niekiedy tak pitolą, że aż słychać...
A kiedy te "wredoty" zorientowały się, że wiosna tuż tuż, to tak mną zakręciły, że aż mi się w makówce zakręciło...
Jak oprzytomniałam to na stole stało to...
Ewidentny dowód, że misie już się obudziły...
A żeby dać lepsze wyobrażenie o numeracji owego obuwia, wrzucę porównanie...
Jak nic zostanę Szewcem Gordyjką...
Subskrybuj:
Posty (Atom)

