Dwa światy...

Bardzo Ważni Goście

poniedziałek, 24 lutego 2014

Moja nowa przyjaciółka...Erika...

     Doby brakuje...Normalnie, doby brakuje...
     Albo mnie coś opętało, albo już sama nie wiem co jest...
Autentycznie styki mi się grzeją...
     Na cokolwiek nie spojrzę, zaraz mi się rodzą jakieś pomysły...
Jak nic to przez tą zimę mało wydarzoną...
Bo jakże tak...
     Jak śnieg przysypie, albo mrozem zetnie, to się człek widać na "przetrwanie" przestawia i mu się skowronki w mózgownicy nie lęgną...A jak w lutym wiosna przyjdzie...
Echhh...
Doby mało...
     Teraz to ja sobie powinnam siedzieć w długie zimowe wieczory, kocysiem otulona...Herbatka powinna parować z "kanarkiem"...A ja powinnam unosić się w niebycie zgromadzonych lektur...
Taki był plan...
No i zagwozdka...
Czytać ?? Czy nie czytać ??
Orzesz...(ko)...
     No to czytam...
Szczególnie wieczorami, ale takimi bardziej nocnymi, że tak powiem...
W dzień to mi się te wiosenne "skowronki" pitolą...
     I przyznam, że tym razem moja lektura wywołuje u mnie same pozytywne emocje...
Taka niespodziewana niespodzianka...
     Przedstawiam Wam dzisiaj Camillę Lackberg...Szwedzką Pisarkę, o której jeszcze kilka tygodni temu nie wiedziałam nic...No może prawie nic...
Pewne jest jedno...
O Jej kryminalnej Sadze miałam mgliste pojęcie...

1.Księżniczka z lodu,
2.Kaznodzieja,
3.Kamieniarz,
4.Ofiara losu,
5.Niemiecki bękart,
6.Syrenka,
7.Latarnik,
8.Fabrykantka aniołków. 

     Na dowód przedstawię fakt, iż będąc w posiadaniu połowy owej Sagi rozpoczęłam od środka...
Taka ze mnie niemota literacka...
     Rozpoczęłam od części, której tytuł najbardziej przemawiał do mnie "kryminalnie"...
     "Kamieniarz"...
     I kiedy po czterech wieczorach zamykałam ostatnią stronę, dłoń bezwiednie skierowała się na szczyt mojej zimowej stertki...
     Pani Camilla zyskała kolejnego Czytelnika...
Już wiedziałam, że nie odpuszczę...
     Jeśli lubicie klasyczne sensacje, gdzie trup ściele się gęsto, a główny bohater ma zdolności analityczne Einsteina, to szkoda czasu...
Nie ta kategoria...
     Saga Pani Camilli to opowieść o miejscach, które dobrze zna, o klimatach które kocha i ludziach, których życiorysy są Jej bliskie...To takie "bajanie" przy kawie...
Czyta się idealnie !!
A do tego coś z czym nie jest łatwo się oswoić...
Obraz szwedzkiego Miasteczka, wypisz wymaluj jak mój Zaścianek, tylko po szwedzku...
Wszyscy się znają...Każdy ma jakąś tajemnicę...I ten klimat...
Echhh...
Tylko, że mój Zaścianek nie ma morza...
No i trupów znajdujemy znacznie mniej...
Chociaż to akurat nie bardzo mi przeszkadza...
     Idealne książki na zimowe wieczory...Nawet jeśli zima nie dopisze...
     Na słoneczną plażę nie polecam, bo można z "zaczytania" zejść spalonym na "raczka"...
     W sumie, można by się było doczepić do kilku błędów wydawniczych, ale w zestawieniu z przyjemnością czytania i poznawania Szwecji bez sztampy i sztuczności, mogę przyjąć nawet, że jednostką monetarną w Szwajcarii jest korona...
Ot, taki lapsus...
Urok Eriki, głównej Bohaterki zaciera wszystkie "niedoróby"...
     To po prostu warto przeczytać...
A jeśli po przeczytaniu nie odczujecie zaskoczenia...
To znaczy, że po przeczytaniu setek powieści kryminalnych, wcale się na tym nie znam...:o)

sobota, 22 lutego 2014

Lepiej późno niż wcale, czyli Gordyjka zostaje Ekspertem...

     Jak każda szanująca się Gospodyni Domowa, Gordyjka ubrała dzisiaj buciki i powędrowała uzupełnić zapasy...
Polowanie na "dziczyznę" uskuteczniła wczoraj, więc dzisiejsze zakupki miały być bez emocji...
     Człapie sobie, człapie...Ptaszęta świergolą...Duszyczka w Gordyjce się cieszy...
Wiosna w lutym ?? 
Toż to jak kumulacja w Lotto !!
No to sobie Dziewuszka niespiesznie człapie...
Siateczki powoli się napełniają...
Portfelik się opróżnia...
     Wchodzi Gordyjka do jednego z osiedlowych Sklepików i w progu ją zamurowało...
     - Jak dobrze, że Pani przyszła !! - krzyknęła na jej widok Pani Właścicielka... - Czekałam od wczoraj !!
Rozejrzała się Gordyjka wkoło, kogóż to tak radośnie wita Kobieta i nijak euforii zrozumieć nie może...
Orzesz...(ko)...
Czyżby to jej skromna osoba takie emocje spowodowała ??
     - Dzień dobry...- odpowiada grzecznie i czeka na jakieś wyjaśnienia...
     Pani Właścicielka czeka z niecierpliwością, aż Gordyjka zakupy skompletuje, a kiedy ta do kasy podchodzi, Właścicielka przymilnie się uśmiecha...
     - Widzi Pani...Mamy problem ogromny...Mąż wczoraj przywiózł nowe słodycze...Opisy takie jakieś nieprecyzyjne...Czort wie co się w tych papierkach kryje...A Klient przecież musi wiedzieć co kupuje...
I Pani Właścicielka zamilkła zawstydzona...
     - Tak ?? - zapytała Gordyjka, bo ów wywód nie tłumaczył gromkiego powitania...
     - Ja na diecie jestem...Ewusia, nasza Pracownica też się odchudza...Mąż się na tym nie zna...A Pani... - wymruczała nieśmiało i zamilkła znowu...
     Stoi Gordyjka i gapi się na Panią Właścicielkę niczym gawron...Oczka szeroko otworzyła...Gębusia otwarta...
Ło Matko i Córko...
Cóż to jest ??
     - Ja bardzo Panią proszę...- duka Pani Właścicielka...- niech Pani powie co to warte...- i podaje na otwartej dłoni garść cukierków...
     Nim do makówki gordyjskiej dotarło cóż to wszystko znaczy, już miała gębusię pełną słodyczy, a Pani Właścicielka kasowała zakupy...
     Sklepik zapełnia się Klientami...Pani Właścicielka skrupulatnie notuje...Gordyjka wcina cukierki...
     - Bardzo pani dziękuję !! - słyszy na pożegnanie...- A to dla pani !! - i w siatce gordyjskiej ląduje woreczek cukierków...
Echhh...
     "Żeby mnie takim ekspertem obwołali jakieś czterdzieści lat temu...Albo chociaż trzydzieści...Wtedy to ja dopiero spuścik miałam..." - myśli sobie Gordyjka...
Ale Ekspert to Ekspert...
     Lepiej późno niż wcale...;o)

piątek, 21 lutego 2014

Dzień Ukrainy...

Nie umarła jeszcze Ukraina
 
Nie umarła jeszcze Ukraina ani chwała, ani wolność,
Jeszcze do nas, bracia Ukraińcy, uśmiechnie się los.
Zginą wrogowie nasi jak rosa na słońcu,
Zapanujemy i my bracia, w naszym kraju.
 
Duszę, ciało poświęcimy dla naszej wolności,
Pokażemy, żeśmy bracia, z kozackiego rodu.
 
Staniemy bracia do krwawego boju od Sanu do Donu,
Panować w domu ojców nie damy nikomu.
Czarne Morze się uśmiechnie, dziad Dniepr rozraduje,
W naszej Ukrainie dola się odmieni.
 
        Duszę, ciało poświęcimy dla naszej wolności,
        Pokażemy, żeśmy bracia, z kozackiego rodu.
Praca rąk i zapał szczery swoje dopowiedzą
I wolności pieśń huczna po kraju się rozleje,
Za Karpaty się odbije i po stepach zagrzmi,
Chwała Ukrainy stanie między narodami.
 
Duszę, ciało poświęcimy dla naszej wolności,
Pokażemy, żeśmy bracia, z kozackiego rodu.
 
P.S. Ukraina spływa krwią...Jak kiedyś my...
      Ukraina łyka gorzkie łzy...Jak kiedyś my...
      Ukraina żyje nadzieją...Jak kiedyś my...
      

środa, 19 lutego 2014

Do Pana Premiera...

     Drogi Panie Premierze...

     Na wstępie pragnę zaznaczyć, iż użycie formy "drogi" nie oznacza bynajmniej, że się będę czepiać autostrad, czy innych dróg szybkiego ruchu, albo wymawiać koszty związane z polityką prowadzonego przez Pana Rządu...
Bynajmniej...
     Podziwiając wyczyny naszych Olimpijczyków byłam mimowolnym świadkiem, kiedy ogłosił Pan wszem i wobec, iż zamierza Pan rozważyć możliwość budowy krytego toru łyżwiarskiego i to właśnie jest powodem mojej dzisiejszej korespondencji...A że prośba jest gorąca, to odrobina "wazeliny" nie zawadzi...
     Oczywiście, jak najbardziej popieram samo założenie, bo aż wstyd pomyśleć, że nasz Mistrz Olimpijski miałby teraz trenować na jakimś parkingu przy markecie, albo placyku za śmietnikiem...
     Dokąd Mistrzem nie był, to pół biedy, ale teraz to już nijak nam nie wypada...
     Tak więc, kryty tor łyżwiarski powstać powinien...
     Moje wątpliwości wzbudził jednak fakt lokalizacji owego obiektu...
     Nadmienił Pan nieśmiało, iż owa budowla powstać by miała w Krakowie lub Zakopanem...
     Dlaczego ??
     Kraków już sam w sobie atrakcji ma multum, a Zakopane jako centrum olimpijskie wzbudza we mnie, jak i u większości Kibiców spore obawy...
Może niech się owo Zakopane skoncentruje bardziej na budowie jakiś dróg dojazdowych, bo przecież desantem spadochroniarskim Olimpijczyków zrzucać nie będziemy...
Argumentacją popierającą owe Miasta jest ponoć fakt organizacji Igrzysk 2022...
No cóż...
Z tego co się zdążyłam zorientować, to część dyscyplin ma się odbywać w Myślenicach i katowickim Spodku, więc niekoniecznie tor musi być w Krakowie, czy Zakopanem...
     Mam dla Pana Premiera piękną lokalizację...
     Bardzo proszę o wybudowanie krytego toru łyżwiarskiego w moim Zaścianku !!
Nie to, żebym z egoizmu owej inwestycji się domagała...
Logika !! Logika Panie Premierze...
     Zaścianek leży przy drodze krajowej, pięknie wyremontowanej, więc problemy logistyczne rozwiązane bez nakładów...
Okolica sprzyja treningom w terenie, bo i równinki mamy i pagórków kilka się znajdzie...
Powietrze w porównaniu do takiego Krakowa, to jak Szwajcaria, bo przemysł został całkiem przez ostatnie dwudziestolecie zniszczony...
Baza hotelowa jest całkiem niezła, a i wolnych terenów pod zabudowę mamy sporo, a jak się Pan Premier z decyzją pospieszy, to może zamiast "galerii", którą chcą nam na siłę nasi Radni sprezentować, właśnie coś sensownego powstanie...
Mamy kompleks basenów, i mały stadion sportowy...
(Chociaż akurat te obiekty to mało do Europy pasują, ale jakby już ten tor budowali to może trochę materiałów budowlanych by zostało i co nie co można by było odrestaurować...)
A jakby Sportowcom przyszła ochota zaszaleć, to do Wielkiej Cywilizacji mamy z Zaścianka ledwie rzut beretem...
     Co do bazy noclegowej, to nadmienię, iż dla Zbysia Bródki to ja mogę w ostateczności osobistą sypialnię oddać, żeby się Chłopak dobrze przed startami wyspał i równie skutecznie Holendrów ponękał...(Do Holendrów nic nie mam, bo Oni zawsze mają depresję...)
     Do Władz Zaścianka mojej prośby nie kieruję, bo tam od lat jak w góralskiej "kumoterce"...Stan osobowy ten sam, tylko Woźnica się zmienia...A z doświadczenia wiem, że jak Pan Premier nie każe, to Oni nawet paluchem nie kiwną...
Ale, że niewiele do tej pory robili to potencjał w Nich drzemie ogromny...
     Jak więc Pan Premier zauważył, Zaścianek to idealne wręcz  miejsce dla krytego toru łyżwiarskiego, bo nie tylko, że będzie miał wpływ na formę naszych Zawodników, ale również znacznie podniesie formę Mieszkańców Zaścianka...I tą fizyczną...I tą finansową...Że o prestiżu nie wspomnę...
Mając nadzieję, na rozważenie mej gorącej prośby...
Pozostająca z nadzieją...

Gordyjka :o)

P.S. Jeśli moją epistołę będzie czytał któryś z Doradców Pana Premiera, to pokornie proszę o jej wydrukowanie i położenie w widocznym miejscu, na biurku Pana Premiera...Co by się w jakiejś "zamrażalce" nie zapodziała...

poniedziałek, 17 lutego 2014

Daj nam Boże więcej takich "porażek"...

     Od kilku dni jak wiecie obecna jestem tak bardziej cieleśnie, bo duszyczka podskakuje na wzgórzach wokół Soczi...
     Aż mi dech zapiera, kiedy pomyślę, że za kilka dni ta pożywka się zakończy, a Igrzyska przejdą do historii...
    Nic nie wyzwala tak pięknych emocji jak rywalizacja sportowa...
Przynajmniej u tych, którzy wiedzą jak wiele wysiłku owa rywalizacja wymaga...
     Nie będę piać hymnów pochwalnych o naszych Medalistach...
     Właściwie miałam póki co o Igrzyskach nie pisać, ale...
No właśnie...
     Przed chwilą zakończyła się rywalizacja drużynowa w skokach i weszłam nieopatrznie na komentarze pod jednym z reportaży...
I tak mną zabulgotało, że się paluchy same na klawiaturze układają...
     Zajęliśmy najlepsze w historii miejsce...
     Nasi Reprezentanci nie odstawali od światowej czołówki...
     Liczyliśmy się wśród potęg narciarskich...
A komentarze to jad, gorycz i epitety...
Jesteśmy wredni...
Po prostu wredni...
Z każdego sukcesu umiemy zrobić porażkę...
     Kamil się kaja...Janek płacze...Maciek zamilkł...A Piotrek...Echh...Tego to już chyba zlinczują zaraz po lądowaniu...
     Zamiast radosnych gratulacji, wyrzuty i pretensje...
Jesteśmy wredni...
     A jeśli już nie będzie żadnego medalu ??
     Czy to umniejszy wartość tych zdobytych ??
     Wysiłek Justyny, Kamila i Zbyszka okaże się mniejszy ??
     Staniemy za nimi murem, czy będziemy wypominać nieudolność ??
Jestem wściekła !!
Jest mi wstyd...
     Chłopaki !! Byliście wspaniali !! Zrobiliście wszystko na co dzisiaj było Was stać !!
     Kamil nie musi być perfekcyjny w każdym skoku, tylko dlatego, że jest podwójnym Mistrzem Olimpijskim...
     Janek nie powinien dzisiaj ocierać żadnych innych łez poza łzami dumy ze swojego startu...
     Maciek powinien stanąć z podniesioną głową i tym swoim nieśmiałym uśmiechem...
     A drugi skok Piotrka był po prostu świetny...
     Czwarte miejsce Drużyny na Zimowych Igrzyskach...
Porażka ??
Daj nam Boże więcej takich "porażek"... 

niedziela, 16 lutego 2014

Walentynkowe świętowanie, czyli cośmy zmalowali...

     No to czas na grafomanię...Chociaż nie powiem, jedno oko i ucho nastawione na "odbiór"...
Igrzyska pochłonęły nas zupełnie...Echhh...
Ale ten temat będzie chyba zasługiwał na osobne bazgranie...
     Dzisiaj będą informacje "z frontu", czyli o tym cośmy zmalowali przez ostatnie dni...
     Świętowanie walentynkowe rozpoczęliśmy jak wiecie od wizyty u Zębologa...Żeby sprawiedliwości dziejowej stało się zadość fotelem podzieliliśmy się z Panem N. sprawiedliwie...
To chyba jest to, o czym mówi przysięga małżeńska...
"Na dobre i na złe"...
      Po tak rozpoczętym świętowaniu pozostało nam tylko dzieło owo kontynuować, a że nasza najfajniejsza Szefowa dała nam wolny dzień, więc ruszyliśmy "na Urzędy"...
Odkładane od kilku tygodni sprawy miały doczekać się szczęśliwego końca...
I nie powiem...
     Walentynki to świetny dzień na urzędowe "załawienia"...
     Urzędnicy jacyś tacy uśmiechnięci i spolegliwi...Nawet Pani "na zastępstwie", mimo wstępnej dezaprobaty ruszyła "swoją szanowną" z krzesełka...
Sukces !! 
Sto procent realizacji...
I niewątpliwa satysfakcja...
Przynajmniej na kilka tygodni mamy spokój...Ufff...
     Potem był walentynkowy spacerek i walentynkowa kawusia...Kawusia dodam niespodziankowa...
Do piątku byliśmy przekonani, że najlepsze "latte" podają na Rynku w Mławie...
No i niespodzianka !! 
Dokładnie tak jak w przysłowiu...Cudze chwalicie, swego nie znacie...
Zaścianek cudnie nas zaskoczył...
To była bardzo niespodziewana niespodzianka...
Szczególnie, że "latte" miało bardzo sympatyczne towarzystwo...Szarlotkę i serniczek na ciepło z lodami...
Być łasuchem to nie łakomstwo, to stan ducha...;o)
     Ale prawdziwe świętowanie nastąpiło dopiero w sobotę, czyli ruszyliśmy na łyżewki...
Kiedy Zbysiu Bródka zdobywał dla nas złoty medal, my wspieraliśmy Go z całych sił krążąc po naszym ulubionym lodowisku...
Ewidentnie "panczeny" to praca zbiorowa...;o)
     Tyle, że tym razem nasze "łyżewkowanie" miało wpływ nie tylko na ilość zdobytych przez naszą Reprezentację medali, ale również na rozwój poezji...
Pan N. popełnił rymcioklepkę...

Lód w Katowicach, nie w ciemię bity,
Szkrab mały na lodzie nie został ubity,
Fajnie się jeździło,
za szybko skończyło,
ran ciętych nie ma,
a reszta to ściema...

     A że poezja wymaga ponoć interpretacji, więc ośmielę się donieść, iż Pan N. poświęcił swoje szanowne cztery litery, aby ratować pewnego Szkrabka od upadku...
Dzisiaj przy każdym ruchu dodaje sobie otuchy stwierdzając...

"Ale Szkrabek cały"...;o)

czwartek, 13 lutego 2014

Każde wypełnienie powoduje ubytek...;o)

     Jeszcze przed chwilą siedziałam w pięknym, nowoczesnym gabinecie, a nasz "etatowy" Doktor Pawełek z uśmiechem się ze mną droczył...
     - Ja bym leczył...
     - A ja chcę wyrwać...
     - Lepiej leczyć...
     - A ja chcę wyrwać...
     - Ale on całkiem nieźle wygląda...
     - A ja chcę wyrwać...
     - Jak tam Pani chce... - spojrzał na mnie Pawełek...- Ale gorsze ratowałem...On chyba Panią lubi...
     Orzesz...(ko)...
     Po kiego wybrałam sobie Dentystę, który zna się na zębowych uczuciach ??
Pawełek postanowił zaatakować moją "ekonomiczną" naturę...
     - Finansowo wyjdzie Pani na to samo, a w promocji ząb zostanie...
Ło Matko i Córko...
     - Znieczulonko damy...Wyczyścimy...Uzupełnimy..Będzie jak nowiutki... - zachwalał Pawełek...
By Cię "Czorcie"...
     - No dobra...Leczymy...
     I nim zdążyłam się usadowić, Pawełek już był gotów do pracy...Pewnie bał się, że w ostatniej chwili zmienię zdanie...
     Zamknęłam oczy i mimowolnie się uśmiechnęłam...Chociaż moja wyobraźnia podsunęła mi taki oto obraz...





A teraz...
     Leżałam sobie wygodnie na mięciutkim foteliku...Zamiast warczącej machiny, wiertełko delikatnie brzęczało, a w ustach zamiast kłębiącej się ligniny, posapywał leniwie ssak...
Echhh...
     Kiedy otwierałam oczy, widziałam uśmiechniętą twarz Doktora Pawełka...
     W czasie zabiegu nie zabawia mnie "dysputą"...Wie, że nie lubię "gadanych" wizyt...
     "Przed"...Owszem...
     "Po"...Z przyjemnością...
Ale w trakcie zabiegu zmykam "do wyobraźni"...
     - Gdzie dzisiaj byliśmy ?? - zapytał Pawełek kończąc zabieg...
     - U Dentysty w mojej "podstawówce"...- odpowiedziałam...
Pawełek uśmiechnął się szelmowsko...
No cóż...Jego wówczas jeszcze na Świecie nie było...
     Ząb rzeczywiście wygląda jak nowy...
     Nawet ubytek w portfelu nie boli...;o)