Dwa światy...

Bardzo Ważni Goście

sobota, 8 lutego 2014

Ten "Cormoran" jest nielotem...

     Skoro całe popołudnie i wieczór spędziłam przed komputerem, tworząc stosy dokumentów, to chyba czas najwyższy, żebym odrobinkę odpoczęła...
     Czyli ?? 
     Czyli siadłam przed monitorkiem i znowu zaczęłam klepać w klawisze...
Echhh...Nałóg...
Na dodatek będzie też o nałogu...
Kolejnym jaki mam w dorobku...
     Co jest najlepsze na długie zimowe wieczory ??
     Oczywiście poza Igrzyskami...;o)
     Na długie zimowe wieczory najlepsze jest: czytanie !! Czytanie kryminałów w szczególności...
No to zapodałam sobie kolejne czytadełko...
     "Wołanie Kukułki" Roberta Galbraitha...
Nie znacie ??
Znacie, znacie !!
     Pan Robert to taki "wojownik gender"...Bo właściwie Pan Robert jest Kobietą i to dosyć sławną na dodatek...
     Pan Robert to Joanne Rowling, czyli sławetna Autorka "Harrego Pottera"...
     Dlaczego wydała kryminał pod pseudonimem ??
     Wersja oficjalna podaje, iż nie chciała, żeby potencjalni Czytelnicy sugerowali się Jej dotychczasową twórczością...
     Dlaczego Facet, a nie Kobieta ?? O tym media milczą...
     W każdym razie, pozycja owa znalazła się na mojej "gwiazdkowej" liście...
     Nie powiem...Od początku wiedziałam z kim mam przyjemność, bo problem "autorstwa" został rozwiązany przy pomocy "przecieku"...Hmmm...
     "Harrego" przeczytałam w całości...
     Po pierwsze dlatego, iż moje Dziecięta były wówczas w idealnym wieku do tej lektury, a ja starałam się podtykać książki, które znałam...
     Po drugie dlatego, że sposób pisania Pani Rowling bardzo mi odpowiadał...
Idealne książki dla znękanych codziennością duszyczek...
    No to ruszyłam zapoznać się z "dorosłą" twórczością Autorki...
Hmmm...
Jak można zauważyć, "Pan Robert" miał u mnie spory zapas "dobrych emocji"...
Miał...Bo już nie ma...
     Kryminał jest...Poprawny...
I tyle można by było napisać...
     Z każdą przeczytaną stroną "dobre emocje" topniały...
     Jak na mój gust, Autorka o tak niesamowicie rozwiniętej wyobraźni, nie powinna ładować się w literaturę faktu...
Grozi to po prostu "katastrofą"...
     Szereg pochlebnych opinii jakie przeczytałam  świadczą jedynie o tym, że ich Autorzy albo czytają niewiele kryminałów, albo...Hmmm...Znajomi "Królika"??
No cóż...
Zachwytów brak...
     Nijakość...Przeciętność...Poprawność...
     Chyba odrobinę zbyt mało, żeby kontynuować kryminalną sagę o Cormoranie Striku...


czwartek, 6 lutego 2014

Nie tylko ryby głosu nie mają...

     Szczerze mówiąc to się już nawet pisać na ten temat nie chce...
     Ale że uwielbiam prezydenckie "nie kcem ale muszem", więc klepię w te klawiszki...
     Kroplą goryczy była dotacja Pana Ministra od kultury...
     Biedna ta nasza kultura to ją z małej literki trzasnę...
     Pan Minister ponoć przekazał na Świątynię Opatrzności Bożej 6 milionów złotych...
Pikuś...
Niechby dał i sześćdziesiąt...
Tyle, że inne dotacje "kulturalne" to ledwie 600 tysięcy...
Czyli można to uznać za "przegięcie"...
     Na dodatek, żeby się czasem pod jakiś paragraf nie władować, to Pan Minister oficjalnie przekazał tą kasiorkę, nie na Świątynię, ale na Muzeum...
Muzeum Jana Pawła i Kardynała Wyszyńskiego...
Echhh...
     Co prawda, ten drugi w testamencie wstrzemięźliwości nie zalecał, ale z tego co mnie się o uszy obiło, to też w zaszczytach nie gustował...Ten Pierwszy...
Orzesz...(ko)...
     Ten Pierwszy to się już chyba w grobowcu na głowę odwrócił, bo boków to Mu pewnie brakło...
     Testament testamentem, a racja po stronie żyjących...
     Tak by można problem podsumować...
Nie chciał pomników ?? 
Pomników ma już setki, a następne rosną jak grzyby po deszczu...
Nie chciał placów i ulic ?? 
Trudno znaleźć miejscowość bez takowego przybytku...
Nie chciał aby Jego prywatne notatki zostały upublicznione ?? 
No to wydajemy !! Na chwałę Pana !!
     Gdzie nasza pokora ?? Gdzie posłuszeństwo do woli Zmarłego ?? Gdzie zwykłe ludzkie zrozumienie ?? Gdzie przyzwoitość ??
Aż się boje kwietniowego "cyrku"...
     "Nie budujcie mi pomników" - powiedział... - "Wesprzyjcie Chorych, Potrzebujących, Nieszczęśliwych"...
No cóż...
     Ten mądry Człowiek nie przewidział jednego...
     Chorzy...Potrzebujący...Nieszczęśliwi...I Zmarli głosu nie mają...
Liczy się tylko kasa...

wtorek, 4 lutego 2014

Szczyt grafomanii...

Kiedy będę bladym trupem,
czyli w ziemi złożę pupę...
Świat mi będzie zwisał cały,
choćby się i cuda działy.
Czy to w skrzynce, czy w słoiku...
Będzie koniec i po krzyku.

"Czy żałujesz" - Piotruś spyta - 
"Boś żywotna dość kobita"...

I zadumam się przez chwilę,
czy me życie było miłe...
I do wspomnień zrobię oko...
Spojrzę z góry, choć wysoko...
Święty Piotr przygładzi brodę...

"Już zawrócić Cię nie mogę !!"

Rzeknę głosem anielicy,
na co może u mnie liczyć...

"Nie chcę śpiewać w waszym chórze !!
I nie będę dumać w chmurze !!
Grać na harfie nie potrafię !!
Na co się więc w niebie łapię ??"

Piotr zadumał się strapiony,
zerknął bystro w Świata strony...

-" Mam ja z tobą "krzyżyk pański"...
zostań więc Skrybą Niebiańskim !!
Spisuj to co nie spisane,
na niebiańskim naszym łanie !!"

Terytorium zlustrowałam,
za pisanie się zabrałam...

W mig się lament podniósł spory
i rozpierzchły się Anioły,
bo czymś pisać przecież muszę !!
Brak mi piór i karteluszek...
Więc co bardziej bujne skrzydła...
Przerzedziłam !! Ja przebrzydła...
A że papier w deficycie,
to na szatach bazgram skrycie...

Wezwał Piotr mnie na dywanik...

-"Ty masz nasze prawa za nic !!
Popłoch siejesz wśród Aniołów !!
Zamiast żyć z nimi pospołu...
Skończ napady chuligańskie !!
Mam tu pozwolenie Pańskie...
Masz internet...Masz lapciaka...
Niech to będzie korzyść jaka !!"

Uśmiech barwi moje lico...
Teraz będę Anielicą !!
Choć żem trupem, ja nieboga...
Nie przestanę pisać bloga !! ;o)

poniedziałek, 3 lutego 2014

To nasz dzień !!

     Wczoraj odbyłam przesympatyczną rozmowę, z pewną bardzo memu sercu miłą Duszyczką...
Po wymianie wszystkich "ochów" i "achów", Duszyczka owa rzecze do mnie...
     - Taki mam humor zważony przez te jutrzejsze urodziny...
Orzesz...(ko)...
     Co nam się kochany Narodzie porobiło ??
     Toż urodziny to najważniejsze życiowe święto i nijak bez humoru ten dzień szczególny obchodzić !!
     Że latka mijają ??    
     Że gładkie liczko z lekka zmarszczki poorały ?? 
     Że oczka już tego płomienia nie rzucają ??
A kichać to !!
     Urodziny to urodziny !!
Kto ma je hucznie świętować jeśli nie my ??
Odrobina egocentryzmu jeszcze nikomu nie zaszkodziła...
     Skoro otoczenie do porządku dziennego nad naszymi urodzinami przeszło, należy owym otoczeniem wstrząsnąć należycie !!
Nie żadne tam chandry, depresje i inne stany szczególne...
O nie !!
Radość !! Uśmiech !! Serdeczność !!
     Kwiatów nikt nie dał ?? To do kwiaciarni i sponsorować sobie bukiecik...Choćby skromny...
     O torcie nikt nie pomyślał ?? To biegusiem do cukierni i choćby to była drożdżówka z makiem, ale urodzinowa być może...
     Uroczystej kolacji brak ?? To numer do najbliższej pizzerii i niech przynajmniej wątroba o owych urodzinkach przynajmniej ze dwa dni pamięta...
     Czas i tak płynie, więc po kiego czorta mamy się tym przejmować ??
     To nie numer pesel jest wyznacznikiem naszego wieku...To nie zmarszczki decydują jaka będzie przyszłość...
     Bo przecież po każdych urodzinach mamy przyszłość przed sobą !!
Że krótszą niż rok temu ??
     Jakoś w czasie "osiemnastki" nikt się tym nie przejmuje...;o)

P.S. Mam nadzieję, że Duszyczka posłuchała mojego pyszczenia i ten dzień będzie przepięknie urodzinowy...Bo najlepsze życzenia to ja ślę nieustannie...:o)

sobota, 1 lutego 2014

Śnieżne szaleństwo...

     No i lipa, a nie zima...Przynajmniej w Zaścianku...Jutro zalegnie już błotnista maź...
     Czyli ??
     Trzeba zmysły paść w Krainach w góry i śnieg bogatych...
Poduchy na pupy !!

Śnieżne szaleństwo... 

I teraz się można napić herbatki z prądem...;o)

piątek, 31 stycznia 2014

To dopiero piękny awans...:o)

     Nie przychodzi często...Czasem raz w tygodniu...Czasem raz na miesiąc...Niewysoka Kobieta, która jest lewie kilka lat młodsza od mojej Mamciaśki...
     Czasem przychodzi kserować wyniki badań...Czasem przyjdzie tylko sobie "posiedzieć"...
     - Nie będę przeszkadzać... - szepcze i siada na krzesełku...
Kiedy nie ma Klientów snuje swoje opowieści...
     Opowiada o Dzieciach, o Wnukach, o tym jak została sama, o tym jak przez czterdzieści lat pracowała...Czasem potrzebuje po prostu pogadać...
     Nie jest samotna...
     Rodzina mieszka dwa bloki dalej i bardzo się cieszy z każdych Jej odwiedzin, ale Ona nie chce Im ciągle siedzieć "na głowie"...
     Kiedy kilka dni temu weszła, od razu wiedziałam, że stało się coś niedobrego...
Jej twarz była "wymięta" a w oczach lśniły łzy...
     - Wie Pani...Zawsze najbardziej bałam się dializ...To był taki podświadomy lęk...Nawet mi się śniły te potworne aparaty... - wyznała... - I chyba mnie nie ominą...
Trochę się orientowałam w Jej stanie zdrowia, więc ewentualne dializowanie było jak najbardziej realne...
Nie pocieszałam Jej...
Jeśli Ktoś odczuwa podświadomy lęk, to pocieszanki nie na wiele się przydadzą...
Posiedziała chwilkę w milczeniu i poszła...
     Wczoraj wkroczyła (!!) do sklepu, stanęła na środku, podparła się pod boczki i zawadiacko przekrzywiła głowę...
     - No i co ?? - zapytała...
Przez makówkę mi przeleciało, że powinnam coś zauważyć...
Fryzura ??  
Nowy płaszcz ??
Buty ??
     Orzesz...(ko)...
Kiepska jestem w te klocki...
     Kobieta stoi i emanuje wprost światłem wewnętrznym, a ja ni czorta "żarówki" znaleźć nie umiem...
     - Wygląda Pani na nieziemsko szczęśliwą... - rzucam niepewnie...
     - Haaa !! - radosny krzyk świadczył o tym, że trafiłam...- Zostałam Prababcią !!
     A potem jednym ciągiem usłyszałam skrupulatną relację jak ten fakt niesamowity się realizował...
     Jej relacji nie zakłócali wchodzący Klienci...Nie przeszkadzał Jej panujący zgiełk...I bynajmniej nie zamierzała siedzieć w kąciku...
     Była Królową !!
     Królową Prababcią !!
Uwielbiam takie newsy...

czwartek, 30 stycznia 2014

Dyplom to nie gwarancja...

     Na jednym z zaprzyjaźnionych blogów rozgorzała dyskusja: Czy lepszy jest "Plastyk-Pedagog", czy "Plastyk-Zapaleniec"??
     Dyskusja jak dyskusja, sama w sobie rozwiązania nie przynosi, bo kimkolwiek się jest, trzeba jeszcze mieć to "coś"...
     Ale, że dyskutować lubię namiętnie, więc dzisiaj będzie pewna opowiastka z życia wzięta...

     Kiedy uczęszczałam do szkoły podstawowej, zajęcia z plastyki prowadziła pewna Pani...
Plastyk z wykształcenia...
Plastyk z zamiłowania...
     Czy miała to "coś" ?? Nie wiem...Jeśli miała, to ja osobiście byłam na "niego" odporna...
     Plastykę lubiłam, chociaż mi Bozia specjalnie dużo talentu w tym kierunku nie dała...Ot wot...Przeciętniak...
     Tyle, że wybić się ponad przeciętność, przynajmniej w naszej klasie było trudno...
     Pani owa stosowała bowiem pewien "klucz"...Klucz ów otwierał drzwi do pozytywnych ocen...
Nie masz klucza ?? Dostatecznie...
     Prawdziwy talent plastyczny posiadały dwie Osoby...Goszcząca już kiedyś na moim blogu Pani B. i jeden z Kolegów, który umiejętności owe miał zapisane w genach...Rodzice byli wziętymi Architektami...
     I tak jak Kolega "Architekt" uznanie owej Pani zyskał już za sam fakt posiadania "nazwiska", tak Pani B. o owo uznanie ciągle musiała zabiegać...
No cóż...Tata był Dozorcą, a Mama zajmowała się ósemką Dzieci...
     Jednakże sam fakt posiadania przez Nich owego "klucza" był dla wszystkich zrozumiały...
     Niezrozumiałym był fakt, iż ów "otwieracz" posiadało również grono kilku Osób, których zdolności były wątpliwe, a zadawane prace wykonywało starsze Rodzeństwo lub Rodzice...
     Jak mierzyć się jedenastolatkowi z Maturzystą Technikum Budowlanego ??
Nijak...
Z roku na rok było tak samo...
Nawet w czasach, kiedy to właśnie Pani B. pomagała mi robić szkice, bo zajęta byłam całotygodniowymi treningami...
Wyżej "dostateczny" nie podskoczyłam...
     Przyjęłam do wiadomości, że talent plastyczny odziedziczyłam po Tatusiu...Jak wiecie, cokolwiek Ojciec narysował, wymagało to podpisu...
     I nagle dokonał się zwrot...
     Moje nazwisko coraz częściej było wymieniane na forum Szkoły...Czasem pojawiało się również w lokalnej prasie...
Kilka lat treningów zaczęło przynosić efekty...
Niektóre efekty były nawet dość zaskakujące...
     Kiedy po pewnych zawodach lekkoatletycznych Reprezentacja wróciła z pięknym pucharem, a Pan Dyrektor piał hymny pochwalne na nasz temat, Pani od plastyki zauważyła we mnie talent...
Ot tak...Z niczego...
W jednym tygodniu "dostatecznie"...W kolejnym "bardzo dobrze"...
Jakby mi ten "talent" nagle zaczął uszami wypływać...
     Zostałam posiadaczką "otwieracza"...
     Nie powiem, żebym ową Panią darzyła szczególną sympatią...
     Kiedy więc rozpoczęłam edukację w Szkole średniej i pierwszą Osobą jaką tam spotkałam na korytarzu była właśnie Ona, entuzjazmu nie okazałam...
     - Musisz przyjść na zajęcia !! - zakomunikowała kategorycznie... - Prowadzę tu kółko plastyczne...
Orzesz...(ko)...
     Po trzech "przypomnieniach" i monicie od Wychowawcy, że "Pani od plastyki prosi", poszłam...
     Zostałam Grupie przedstawiona jako "Jej odkrycie"...
Mało mi bielizna przez głowę nie spadła...
Na moje sprostowanie, że mnie chyba z kimś pomyliła, zareagowała nerwowym śmiechem...
     Żywot "Kółka" nie był długi...
     Zasady, które tak pięknie funkcjonowały w "podstawówce" nie znalazły zrozumienia u Nastolatków...
Ganienie za "niewłaściwe" odczucia wyrażane na odwiedzanych wystawach...
Wyśmiewanie za "niedojrzałość" twórczą...
I Zapaleńcy wykruszali się z każdymi zajęciami...
Ja odeszłam jako jedna z pierwszych, "wyzwolona" dzięki powołaniu do Reprezentacji Szkoły...
     Kiedy spotkałam Ją po latach, była zgorzkniałą starszą Panią...
Po wymianie kilku "grzeczności" wypaliła...
     - Plastyk byłby z Ciebie żaden...
Uśmiechnęłam się ze zrozumieniem...
To było prawdziwe "odkrycie"...;o)