Dwa światy...

Bardzo Ważni Goście

czwartek, 9 stycznia 2014

Alkomat w samochodzie, to jak prezerwatywa w kieszeni...

     Nie wiem czy też macie takie wrażenie, ale ten 2014 to ma chyba z górki...Na pewno z górki...Dni zaiwaniają jakby im ktoś po łydkach bacikiem chlastał...
Echhh...
     A ja naiwna myślałam, że ten 2014 to taki bardziej stateczny będzie...
Nic z tego...
     No to i ja pędzę niczym ten struś Pędziwiatr...
     Początek roku to dla mnie biurokratyczny koszmar...Bazgranina...
     Pewnie aż do marca będę znowu nosić szumny tytuł "Papierzanki"...
     W ramach relaksu przysiądę sobie na chwilunię na blogowym zydelku...
Chociaż, szczerze mówiąc powinnam zlec pokotem...
Dlaczego ??
Bo mnie wczoraj Pan Premier znokautował...
Pac...
I leżę...
Dobrze, że mi "śliwa" pod okiem nie została...
     Pan Premier w ramach walki z pijakami za kierownicą zamierza wprowadzić obowiązkowe w samochodach alkomaty...
Ło Matko i Córko...
Przecież to nawet trudno ogarnąć rozumem...
Przynajmniej na trzeźwo tego się nie ogarnie...
Ale to właściwie "pikuś"...
Na poparcie premierowskiej propozycji zaraz zaczęły mnożyć się argumenty "za"...
     Osobiście najbardziej przemówił do mnie argument nowej Pani Rzecznik...
     "Przecież alkomat w niczym nie przeszkadza"...
Ot wot...Się Baba nagadała...
Od razu wyjaśnię...
     JESTEM ZAGORZAŁYM PRZECIWNIKIEM PIJAKÓW ZA KIEROWNICĄ !!
Dla mnie to bandyci, potencjalni mordercy i bezmózgowce absolutne...
A skoro bezmózgowce, a do obsługi alkomatu potrzeba chociaż odrobinę intelektu, więc dla mnie obowiązek posiadania owego urządzenia jest bezcelowy...Chyba, że któryś ze Szwagrów ministerialnych ma udziały w Firmach produkujących owe alkomaty...
Wtedy przynajmniej cel jest logiczny...
     Teraz Politycy mają kolejny temat zastępczy...
Jak dowalić pijakom za kierowcą, żeby przebić przedmówcę...
     A ja czekałam...Czekałam...Czekałam...
I się nie doczekałam...
     Jakoś żaden ze "szlachetnych" Mówców nie zaproponował, żeby w ramach walki z owymi pijaczynami przykład dać wymowny i zacząć od siebie...
Żaden nawet się nie zająknął...
     "Jednomyślnie zrzekamy się immunitetów poselskich w przypadku kontroli drogowych"...
Niby nic...
A jednak...
     I wówczas rozpocząć debatę na temat środków zaradczych tej pladze...
Teraz to wygląda jak dowalanie zza gardy...
5000...10 000...100 000 mandatu...
A my hyc za immunitet...
No i ten alkomat...
Masz alkomat to znaczy, że przepisów nie łamiesz...
To mniej więcej jak prezerwatywa w kieszeni...
Rozumu nie nauczy...

wtorek, 7 stycznia 2014

Skończył się urlopek !! Niech żyje urlopek !!

     - W pierjot !!! - zakrzyknęła dzisiaj Gordyjka, i jak zakrzyknęła tak zrobiła, może z mniejszym niż okrzyk entuzjazmem, ale poczłapała do pracy...
Echhh...
Jak ja lubię takie urlopki...
Czas popracować...
Kanapa odetchnęła z ulgą...
A Gordyjka ??
     Bidula żyje nadzieją zbliżającej się wiosny, nadchodzącego lata i...Urlopku !!
     Bo co jak co, ale planować urlopki to Gordyjka lubi najbardziej...:o)
Właśnie wczoraj Pierworodny przysłał linka...
     "Zerknijcie na to"... - tak pięknie napisał...
     No to zerknęliśmy...I wczoraj...I dzisiaj...I serca nasze aż szaleją z radości na myśl o niespodziewanej przygodzie...
Ale tym razem Gordyjka niczego nie zdradzi...
Ciiii...!!
Top sekret !!
Ani mru mru...!!
     A ślinka na sam widok po brodzie gordyjskiej ścieka...;o)

niedziela, 5 stycznia 2014

Zaścianek jest smutny bez Ciebie...

     Matka Natura była przez ostatnie dni bardzo łaskawa dla Zaścianka...
Ledwie otwieraliśmy zaspane oczka, a już słoneczko wołało radośnie...
     Na spacerek !! Na spacerek !! Chodźcie już Śpioszki...
Z tymi Śpioszkami to nie do końca była prawda...
     My wstawaliśmy normalnie...To Siora pilnowała kanapy do południa...
Taki ma Bidula system pracy...
     No to wstawaliśmy cichutko i zaszywaliśmy się w kąciki, żeby się Siora dodrzemała do pełna...
Kawusia..."Śniadanko"...I w drogę...
A wieczorkiem Siora śpiewała codziennie tą samą przyśpiewkę...
     Prześlijcie zdjęcia...Prześlijcie zdjęcia...Prześlijcie zdjęcia...
Nawet ładnie Jej to wychodziło...;o)
     Wczoraj wieczorem w Zaścianku zaczął padać deszcz...
     Siekł po parapetach zapamiętale...Bębnił w szyby jednostajnie...
No tak...
Nawet niebiosom nie jest do śmiechu...
     Siora pojechała...
     Co prawda udało się nam jeszcze wymoczyć Ją w magicznych źródłach...
     Ale, że to Stworzenie kanapowe, więc gustowało raczej w rozrywkach "stacjonarnych"...
Zganiana z jednego "leża", gramoliła się zaraz na drugie...
A w przerwach degustowała sauny...
Echhh...
     Potem wsiadła do pociągu i pojechała...
     W Zaścianku znowu zrobiło się cichuśko...Łzawo tak jakoś...Deszczowo...

sobota, 4 stycznia 2014

Zimą Królewienką być trudno, czyli "zdobywamy" Zamek w Ogrodzieńcu...

     Nie tak dawno temu, za górami, za lasami, dwie nadobne Królewienki postanowiły znaleźć dla siebie siedzibę...
A że były to wyjątkowo roztropne Królewienki , z mało zasobnymi trzosami, postanowiły zasiedlić zamek już stojący od wieków, który do tej pory swoich Królewienek nie miał...
     Królewienki wszelkie, a te w szczególności duszyczki mają takie bardziej pacyfistyczne, to w celach zdobycznych wzięły ze sobą Rycerza o wielu przymiotach i odwadze sięgającej kosmosowi...
     Ruszyli ku swemu celowi...
     Królewienki z niecierpliwością ogromną swego przyszłego zamczyska wyglądały...
     Rycerz znany jako Pan N. z Zaścianka, powoził karocą...
     Jechali przez bory ciemne...Jechali przez pogórki strzeliste...Jechali przez drogi kręte...
     Aż dojechali...
     Pan N. zaparkował karocę, a Królewienki niczym dwie łanie pognały włości swe przyszłe podziwiać...

     Podziwiały...Podziwiały...Podziwiały...
     A że dwa dni wcześniej poświętowały znacznie, więc o mało, że nie przegapiły wielkich rozmiarów obwieszczenia, iż owe przez nie umiłowane zamczysko, właśnie na sezon zimowy zostało zamknięte...
     Rycerz Pan N. spojrzał z niedowierzaniem na owo obwieszczenie...
     Spojrzał na zawiedzione minki swoich Królewienek...
     I podjął wyzwanie !!
     Nie będzie nam tu żadne obwieszczenie planów posylwestrowych marnować !!
     - Chcecie Waćpanny owego Zamczyska ?? - zapytał...
     - Chcemy !! - odpowiedziały zgodnie Królewienki...
     - No to ruszamy zdobyć niezdobyte !! - obwieścił i w kąt się zaszył, żeby strategię zdobywczą obmyślić...
A Królewienki ruszyły swoje Zamczysko poznawać...
     Królewienka Liluśka wybierała takie raczej ukryte zakamarki, wpełzając z ogromnym zainteresowaniem w każdą, nawet najmniejszą szparę...
     Królewienka Gordyjka szukała dla siebie miejsc bardziej, że tak powiem cywilizowanych...
Ale stan owej budowli pozostawiał wiele do życzenia...


     Jak przetrwać w skromnych progach (bo sufitów to ów Zamek raczej nie posiada) zbliżającą się, ciężką zimę ??
     Królewienka Liluśka bardzo starała się znaleźć dla siebie jakieś godne miejsce...
     Rycerz, Pan N. z Zaścianka, gotów był pomocą służyć w owym trudnym zadaniu...
     Ale cieplej się im biednym od tego nie robiło...
     Spojrzały Królewienki ze smutkiem na swoje Zamczysko...
Spojrzały na malownicze skały...
"Niedźwiedzia"...
"Sfinksa" i "Lalkę"...
     I postanowiły, że nawet nie wypada, żeby takie nadobne Królewienki w "niedokończonym" Zamku królowały...
     Pożegnały się więc grzecznie ze swymi Poddanymi...
I tęsknie na mury umiłowane spoglądając...
Do swojego lokum w Zaścianku powróciły...

P.S. W największym z Orlich Gniazd, Zamku w Ogrodzieńcu, miały zaszczyt Was gościć: Królewienka Liluśka, Królewienka Gordyjka i Rycerz Pan N. z Zaścianka...;o)

piątek, 3 stycznia 2014

Świętowanie na dwa i pół...

     Wieczór sylwestrowy rozpoczął się od szperania za śpiewnikami...Pamięć to my mamy dobrą, tylko że krótka jest lebiega, więc bez śpiewników to możemy sobie ewentualnie pomruczeć...
Mruczando w Sylwestra jest wykluczone...
No i rozpoczęliśmy nasz koncert...
     Nie mam pojęcia jak przyjęli nasze wrzaski Sąsiedzi, ale chyba źle nie było, bo ani Straż Miejska, ani Panowie w niebieskich mundurkach nas nie zaszczycili nawiedzinami...Co o naszych rykach sądziła Siora, można się tylko domyślać z "kamiennej" twarzy...
Lekko Bidula nie miała...
     No bo jak tu się skupić nad pisanymi tekstami, skoro w ucho wpadają całkiem inne treści ??
Echhh...
     To było takie świętowanie na dwa i pół...
     My świętowaliśmy, a Siora obecna była ciałem, a duchem niekoniecznie...
W końcu wybiła magiczna godzina 22-ga...
Ufff...
Tak się nam porobiło, że ta 22-ga była dużo ważniejsza niż Sylwek...
Enter...
I Siora została "odkuta" od lapciaka...
     Nasze gardła o tej porze były już nieźle nadwyrężone...
Ale jak mus to mus...
     Siora została świątecznie udekorowana...
I pozostało oczekiwać na Nowy Roczek...
     Przybył jak zawsze niespodziewanie...
     Wszedł...Grzecznie się przywitał...
     A my z ulgą przyjęliśmy fakt, iż nie jest niemowlakiem...
Ufff...
Pranie pieluch odpada...
Nawet spojrzenie miał takie bardziej rozumne...
     Nie ma co...Szykuje się całkiem niezły Roczek...;o)

czwartek, 2 stycznia 2014

Sztuka piękna, czyli jak to było z podduszaniem...

     Podduszanie to wcale nie jest takie proste zajęcie, jakby się na pozór wydawało...
Podduszanie to sztuka...
Nawet, można by powiedzieć, że sztuka piękna...
Ta podduszana oczywiście "Sztuka"...
Ja na ową "Sztukę" czekałam od 10 lipca 2012 roku !!
Wzór cierpliwości jestem...:o)
     Czekałam...Czekałam...Czekałam...
     A to podduszanie kumulowało mi się okrutnie...
     Normalnie "boa dusiciel"...
     W końcu los się nade mną ulitował, a komórka zadzwoniła...
     - Nie wiem gdzie jestem...Pociąg stoi w szczerym polu...Wkoło ciemności egipskie...Podobno jeden przystanek został...Ooooo!! Fajerwerki !! Myślisz, że to na moją cześć ?? - wypluła jednym zdaniem moja "Sztuka" do podduszania...
     Ogarnęłam czym prędzej zniecierpliwione szare komórki i wyplułam w rewanżu...
     - Jak jeden przystanek to jesteś w Będzinie...Musowo, że czczą taką Personę...Będzie jeszcze czerwony dywan i płatki róż...Dojeżdżamy...
     Pan N. zaparkował "naguska" na miejscu dla "zaopatrzenia", bo po krótkiej konsultacji stwierdziliśmy, że pełny wiktuałów bagażnik na miano "zaopatrzenia" zasługuje, i ruszyliśmy dziarskim krokiem przyduszać...
A tu zonk...
     Wieki caluśkie na sosnowieckim Dworcu nasze nadobne stópki nie gościły, więc pojęcia nie mieliśmy zielonego, że tam klamki od Dworca pochowali...
Budynek niby jest, tyle, że nijak do niego wkroczyć nie można...
     - Może podziemiem ?? - domyślał się Pan N.
     - Może...
     Ależ się to nasze rodzinne Miasto ucywilizowało...New York...New York...
     "Pan Megafon" właśnie obwieścił, iż nasza Sztuka wjedzie na tor pierwszy przy peronie drugim...
Ufff...
Uwaga...
Wjeżdża...






Mięsieńki w pełnej gotowości...Ryjek sam się w banana wygina...
Jeszcze chwileczka...
Jeszcze momencik...





Wyłaź Bestyjo !!
A ta nic...
Stoi na tym korytarzu i się chichra...
A to oporna Sztuka !!
W końcu wylazła...





No !!
I pewnie gdyby nie Pan N. to jeszcze byśmy tak stały...
Bo nijak się było od owego podduszania powstrzymać...
A że apetyczne z nas Kobietki to więcej zdjęć nie będzie, bo się w Panu N. taka ochota do podduszania obudziła, że nas zgarnął w duecie...
Hmmm...
W sumie, takie stadne podduszanie też jest fajne...
Mam swoją "Sztukę piękną"...

środa, 1 stycznia 2014

Noworocznie...;o)

Mieczysławie !!  Bądź łaskawy !!
Podaj z rana wiadro kawy...
Podaj wody, albo soku...
skoroś Pierwszym w Nowym Roku.

Biedne Twoje imieniny,
które od północy czcimy,
choć o Tobie pamięć płocha...
Jakby Ciebie nikt nie kochał...

Niech więc, będzie Twą zasługą,
że kac nie zagości długo,
że nam zejdzie z głowy ból...
Boś Ty Noworoczny Król !!