Obsiadają wciąż ławeczkę
I biadolą…tak troszeczkę.
Siwe włosy i nadwaga,
Taka to ekipa klawa.
- „Bieda Panie i złodziejstwo
To nie żadne dobrodziejstwo”.
- „Za komuny lepiej było,
Lepiej jadło się i piło”.
- „Sąsiad auto sobie kupił,
Kasę ma, bo ludzi łupi”.
- „Ten z parteru ma dziewczynę,
Ale ją w chałupie trzymie”.
- „Mecz Pan widział ??
- „Nie widziałem”.
- „To tak jak ja…chociaż chciałem”.
- „Co żeś Pani taka struta ?”
- „Gotowanie to pokuta !
Nad obiadem właśnie myślę,
Tak ogólnie…niezbyt ściśle…”
- „A cóż będzie ? Może rosół ?”
I się włącza kilka osób…
Siadłam chwilkę na balkonie,
Głowa w ciężkich myślach tonie…
Pachnie groszek i maciejka,
Gawron na mnie krzywo zerka,
Komosa mnie łechce w nogę
I wyciszyć się nie mogę…
Chichot z ławki mnie rozprasza…
- „To Sąsiadko może kasza ? „
Już wiem kto i co gotuje,
Wiem co w „bloku” się szykuje,
Kto co ukradł, co kto kupił,
Kto się „puścił”, kto się upił…
Wiem, choć wiedzieć nie mam chęci…
Zapach groszku w nosie kręci…
A tak spokój sobie cenię…
Na ławeczce poruszenie…
- „Jutro ! Jutro się spotkamy !”
- „Wreszcie sobie pogadamy !”
Cisza…Spokój…Liść szeleści…
Myśli nabierają treści…
O czym ja pomyśleć chciałam ?
Hmm…No o czym ? Zapomniałam…
Dwa światy...
Bardzo Ważni Goście
piątek, 24 sierpnia 2012
czwartek, 23 sierpnia 2012
W poszukiwaniu uśmiechu...
Od kilku dni zaparłam się niczym oślica i postanowiłam napisać Wam coś optymistycznego, coś wesołego, coś co na chwilę oderwie Was od szarej rzeczywistości....
Orzesz...(ko)...
Ja to sobie umiem znaleźć zadania ponad siły...
Szperam, szukam, wyczytuję i nijak znaleźć coś radości godnego...
A że pewnie się zaraz zaczną maliki z pytaniami co mi się porobiło, że milczę znowu jak zaklęta, więc rzutem na taśmę temacik jakiś wyszperałam...
Każdy szanujący się Obywatel naszego Kraju zna film "Nie lubię poniedziałku"...Każdy zna, a nawet jeśli nie zna to poniedziałków nie lubi...
Czy znacie chociaż jedną Osobę, która by za owym poniedziałkiem tęskniła ?? No właśnie...
Poniedziałek to taka tygodniowa "sierota",tolerowana i niekochana, którą wszyscy najchętniej omijali by szerokim łukiem...Jakby się oczywiście ominąć go dało...
Są nawet tacy, którzy żeby traumy w sobie nie pogłębiać nadają poniedziałkom swoje własne nazwy...Sama często nazywam go "przedwtornikiem"...
Ale nie w tym rzecz...
Rzecz w tym, że amerykańscy Uczeni (uwielbiam ten zwrot, który niczego nie dowodzi) udowodnili, iż nie taki poniedziałek straszny jak się w niedzielę wydaje...
Przedstawiciele Stony Brook University w stanie Nowy Jork przeprowadzili badania (jeśli sondę telefoniczną można uznać za badania) i oświadczyli publicznie, że poza piątkiem wszystkie dni tygodnia są równie traumatyczne...
Co do piątku to zgadzam się w zupełności, bo przecież wizja dni wolnych wyzwala w nas same pozytywne emocje, ale żeby tak na przykład czwartek traktować jak poniedziałek ??
Hmmm...
Czy te pseudo naukowe badania cokolwiek zmienią ?? W życiu !!
Poniedziałek to poniedziałek i nijak go zamienić na inny dzień tygodnia się nie da...No chyba, że tak zaszalejemy w weekend, że obudzimy się we wtorek, albo w środę ze wszystkimi objawami kociokwiku...
Wtedy poniedziałek zapewne zyska w naszych oczach...Ale tego to ja Wam raczej nie życzę...
Pozostająca w nieustannej niechęci do przedwtornika...
Gordyjka...
sobota, 18 sierpnia 2012
Jak ja lubię tą Ministrę !! Bardziej niż Ministry wszystkie ...
Przyznam, że we mnie półgóralska krew zawrzała, kiedy
wysłuchałam naszej Pani Ministry i Jej pomysłów na uzdrowienie sportu…
Orzesz…(ko)…
Toż większych herezji dawno nie słyszałam…
Najpierw oczywiście było o tym, że na Igrzyskach wypadliśmy
słabo, żeby nie powiedzieć beznadziejnie, o tym, że polski sport potrzebuje
reform (znowu), a później Pani Ministra przedstawiła swoją jedynie słuszną
receptę na tego sportu uzdrowienie…
Klękajcie Narody…
W momencie kiedy wszystkie sportowe środowiska zastanawiają
się jak ten temat ugryźć i jak się do ewentualnych konsultacji przygotować,
Pani Ministra okazuje się już wie…
Cuda…Prawdziwe cuda…
Co wie ??
Ano wie na ten przykład, że
środki powinny być przeznaczane na dyscypliny, z których mamy narodowy
pożytek, czyli na te w których zdobyliśmy jakieś medale…
Czyżby to znaczyło, że program „Orlików” zostanie zamknięty,
bo nie dość że w piłce nożnej medalu nie było to nawet nam się Reprezentacja
nie zakwalifikowała ??
Czyżby to oznaczało, że na lekką atletykę środki zostaną
wycofane, a przynajmniej na te jej dyscypliny, w których sukcesów nie odnosimy
??
Czyżby ograniczenia owe dotyczyły na przykład Siatkarzy,
którzy ledwie kilka tygodni wcześniej byli okrzyknięci Bohaterami za wygranie
Ligi światowej ??
A może pozamyka się baseny, żeby kosztów nie generowały ??
Nie mam pojęcia co pani Ministra chce ograniczać…
Budowanie „Orlików” nie poprawi sytuacji w piłce nożnej,
jeśli nie da się środków na ich utrzymanie, na Trenerów, na Zawodników, na
wyposażenie…
To tylko takie zaspokojenie ambicji pewnego Piłkarza Amatora…
Kiedyś
na każdym trawniku młodzi Chłopcy walczyli zaciekle strzelając gole to bramek z
kamieni…
Teraz nie tylko te trawniki są puste…Puste są również „Orliki”…
No
chyba, że grają na nich Trzydziestolatkowi, albo Tatusiowie z kilkuletnimi
Synami…
Nie jest to ani potencjał, ani zaplecze…
Co do lekkiej atletyki, to niestety muszę rozczarować Panią
Ministrę…Niewiele się już da „obciąć”…
Lekkiej atletyki w naszym Kraju nie
ma…
Tych kilkuset Zapaleńców, którzy głównie za własne środki tworzą i prowadzą
kluby sportowe siądzie w końcu w miękkich fotelach z gazetami w rękach…
W sumie skoro nie ma wyników to po co ograniczać środki ??
Zabrać wszystko, Związek rozwiązać, stadiony zaorać…
No nie…
Trzeba kilka groszy
zostawić na zakup „młotków”, „dysków”, czy innych „kul”, bo Miotaczy mamy
świetnych…
Z Siatkarzami też tak lekko nie pójdzie, bo przynajmniej na
plażach chętnie sobie Naród piłeczkę odbija, więc jakoś tam dyscyplina rozwijać
się będzie…
No i nie wypada pominąć faktu, że Siatkarze przywieźli do
Kraju milion dolarów, od których zapłacono niebagatelne podatki (około 340 tys.
Dolarów), więc jeśli nawet nam trochę ciśnienie na Igrzyskach podnieśli, to
pożytek jest z Nich znaczny…
Jeśli chodzi o pływaków, to można rozważyć wypuszczenie wody
z basenów, tych kilku, które spełniają jeszcze jakieś tam normy, bo pomysłu,
żeby startowali na golasach forsować nie wypada…
Stypendia dla Sportowców są tak
skromne w wymiarze, że już obcinać nie ma z czego…
Pamiętam jak Otylka jechała
na swoje pierwsze międzynarodowe zawody…Gdyby nie działania Klubu i hojność
prywatnych Osób to nawet na kostium pieniędzy nie miała, a przecież tam właśnie
stała się naszą wieloletnią Bohaterką…
Może niech więc Pani Ministra zacznie swoje reformy od
ograniczenia biurokracji w Ministerstwie Sportu i Związkach, a pozyskane środki
niech przeznaczy na prawdziwy rozwój sportu, tam gdzie on ma miejsce…
piątek, 17 sierpnia 2012
Może z tej "kropli" będzie "tsunami"...
Kilka dni temu pod gordyjski enter podszedł link do pewnej strony i dzisiaj postanowiłam Wam o tym opowiedzieć...
Wiecie, że polityka jest dla mnie tematem wywołującym alergię, a szczególnie polityka w wydaniu współczesnym...
Kiedy więc ten mój palec "klepnął" ENTER zaczęłam z uwagą czytać zamieszczone na tej "stronce" informacje...
W pierwszej chwili myślałam, że jakiś "Oszołom" chce namieszać Ludziom w głowach (Przepraszam Twórcę owej strony), bo zamierzenia owego "Ruchu" są dosyć abstrakcyjne w zestawieniu z rzeczywistością...
Później zaczęłam czytać Forum i po kilku dniach doszłam do przekonania, że Ludzie tam piszący wierzą w to, że można dokonać zmian...
Jedni powołują się na patriotyzm, inni na logikę, ale cel wyznaczyli sobie jeden...Polska w innych realiach.
Czy Im się uda ?? Nie mam pojęcia...
Czy wygrają rozpoczętą walkę ?? Nie wiem...
Wszak podobnych inicjatyw pojawiało się już w naszym Kraju wiele...Ale niewątpliwie są zaprzeczeniem stagnacyjnego powiedzenia:
"Gdyby Starość - mogła, gdyby Młodość - chciała"...
Poszukują w necie Ludzi uczciwych, chcących się podzielić swoją wiedzą, doświadczeniem i przede wszystkim takich, którym dobro naszej Ojczyzny leży na sercu...
Może więc zechcecie poświęcić chwilkę na zapoznanie się z ową stronką...
http://www.ruch-demokratyczny.pl/
środa, 15 sierpnia 2012
Miłość przetopiona na smalec...
Było to dawno temu...W czasach kiedy Pielgrzymka na Jasną Górę była oznaką "wypaczenia", a udział w niej odnotowywany był w "bardzo ważnych aktach"...W czasach kiedy temat "Cudu nad Wisłą" był tematem tabu, a Marszałek Piłsudski był przedstawiany jako wróg Narodu nr 1...W czasach kiedy nasze Wojsko świętowało swój dzień w rocznicę bitwy pod Lenino...
15 sierpnia w Parafii "mojego dzieciństwa" był świętowany "odpust"...
Jakoś tak genetycznie zakodowałam, że jest to dzień szczególny...
Tym razem chcę Wam jednak opowiedzieć o rzeczy bardziej przyziemnej...
Przyziemnej, ale właśnie związanej z ową datą...
Przyziemnej, ale właśnie związanej z ową datą...
Opowiadałam Wam kiedyś (u "starej" Gordyjki) o prezencie przedślubnym jaki sprawił mi Pan N., ale że nie wszyscy ten tekst znają, więc pobieżnie go powtórzę...
Pan N. przed naszymi zaślubinami został delegowany przez nasze Mamy na targowisko, celem nabycia drobiu mającego stanowić karmę dla weselnych Gości...
Misja to była trudna...
Pewnie, gdyby moja Mamciaś mogła przewidzieć efekty owej misji to by wolała podać Gościom suchary...
Misja to była trudna...
Pewnie, gdyby moja Mamciaś mogła przewidzieć efekty owej misji to by wolała podać Gościom suchary...
Pan N. niestety z misji się nie wywiązał, bo drobiu na targu nie było, ale z pustymi rękami nie wrócił...
Wrócił z Pimpusiem...Ślepym jeszcze szczeniaczkiem, który miał być spełnieniem marzeń jego przyszłej żony, czyli mnie...
Wrócił z Pimpusiem...Ślepym jeszcze szczeniaczkiem, który miał być spełnieniem marzeń jego przyszłej żony, czyli mnie...
Moja radość była wprost proporcjonalna do niezadowolenia Rodziców, a Pan N. podpadł Teściowej zanim Ją miał...
Czym charakteryzował się Pimpuś, że pamiętam tego czworonoga przez dwadzieścia sześć lat ??
Pimpuś był najbardziej skundlonym kundlem wśród kundli...
Miał wygląd kundla, charakter kundla i naturę kundla...
Jeśli dodacie do tego fakt, iż jego proces wychowawczy przypadł akurat w czasie kiedy we mnie wybuchły instynkty macierzyńskie spowodowane ciążą, to obraz Pimpka będzie prawie pełny...
Pimpuś jadł kapustę kiszoną, pił mleko ze szklanki, sypiał przy moim brzuchu oczywiście na łóżku, i był rozpuszczony jak tak zwany "dziadowski bicz"...
Czy był głupi ??
W życiu...
To było tak mądre psisko, że czasem miałam wrażenie, że za moment usłyszę jego miękkie słowa...
"Kocham Cię Mała"...
Pimpek umiał bezceremonialnie okazać, że w moim związku małżeńskim zajmuje miejsce dużo ważniejsze niż prawowity Małżonek, umiał okazać swoją dezaprobatę mszcząc się za wyrządzone krzywdy (kiedy rodzinnie poszliśmy do kina na film karate urządził nam w domu prawdziwy "Klasztor Shaolin" blokując drzwi wejściowe i "siekając" trzydzieści jednorazowych pieluch oczekujących na Użytkownika), umiał znikać niczym Fantomas na swoje psie włóczęgi i łajdactwa, no i przede wszystkim umiał zawsze znaleźć drogę do domu...
Z racji tych ostatnich umiejętności był psiakiem znanym w kilku Dzielnicach...
Z racji tych ostatnich umiejętności był psiakiem znanym w kilku Dzielnicach...
Acha !!
Pimpek miał jeszcze jedną umiejętność totalnie "nie psią", Pimpek przez ulicę przechodził po pasach rozglądając się zawsze uważnie (tą zdolnością wzbudzał prawdziwy podziw nawet u Milicji)...
Pimpek miał jeszcze jedną umiejętność totalnie "nie psią", Pimpek przez ulicę przechodził po pasach rozglądając się zawsze uważnie (tą zdolnością wzbudzał prawdziwy podziw nawet u Milicji)...
Kiedy urodził się "Młody" Pimpek zmienił się dosłownie z dnia na dzień...
Po pierwszym szoku, kiedy to wlazł pod łóżeczko i spoglądał na nas bardzo zagubiony, Pimpek przeszedł do kontrataku...
Kiedy Młody zaczynał płakać, Pimpek zaczynał wyć i szczekać...Wynikiem tego Młody lądował w moich ramionach, a Pimpek na kolanach...
Zaintrygowany procesem karmienia (z butelki) przestał jeść i pić oczekując resztek po Młodym...
Zostawiony na warcie przy łóżeczku był lepszy niż czujnik ruchu, bo wiedziałam o każdej zmianie pozycji Dziecka...
Pimpek bezapelacyjnie i bez żadnej ingerencji z naszej strony przeniósł wszystkie swoje uczucia na Młodego...
Czasy to nie były miłe, całe dnie spędzało się w kolejkach "za wszystkim", a że reszta Rodzinki pracowała zawodowo, więc zaopatrzenie domu spadło na mnie, na Młodego, no i oczywiście na Pimpka...
Każde zakupy były jak ekspedycja...
Jednego mogłam być na owej ekspedycji pewna pozostawiając Dziecko w wózku przed sklepem...Młody był bezpieczny...
Nikt obcy nie mógł się nawet zbliżyć do wózka...Kiedy Młody zaczynał płakać, Pimpek tak zmyślnie skakał do wózka, że ten delikatnie się kołysał...Kiedy potrzebna była moja pomoc Pimpek wył niczym syrena alarmowa...
Pimpek kochał Młodego ogromnie, a Młody rósł w tej miłości i zaczęliśmy się obawiać, że pierwszym Jego słowem nie będzie ani "mama", ani "tata", ale właśnie "Pimpek"...
To do Pimpka młody "siadł", to pies nauczył Młodego "raczkować" (co prawda Młody raczkował tyłem, ale kierunki marszu zawsze mieli jednakowe), no i czego się można spodziewać, Młody miał pierwszeństwo do psiej miski...
Nie przerażajcie się !!
Nie karmiłam Pierworodnego "psią karmą"...
Młody jadał po prostu z dużo większym apetytem ze swojej miseczki ustawionej na miejscu "psiej miski"...I bardzo szybko się usamodzielnił w tym temacie...
Kiedy Jego rówieśnicy "pluli" wmuszanymi zupkami, Młody karmił łyżeczką nie tylko siebie, ale i psa...Co prawda ilość łyżeczek potrzebnych do tej czynności była ogromna ( trzeba było wymienić po każdym "psim lizaniu), ale ten obraz był piękny...
Nie przerażajcie się !!
Nie karmiłam Pierworodnego "psią karmą"...
Młody jadał po prostu z dużo większym apetytem ze swojej miseczki ustawionej na miejscu "psiej miski"...I bardzo szybko się usamodzielnił w tym temacie...
Kiedy Jego rówieśnicy "pluli" wmuszanymi zupkami, Młody karmił łyżeczką nie tylko siebie, ale i psa...Co prawda ilość łyżeczek potrzebnych do tej czynności była ogromna ( trzeba było wymienić po każdym "psim lizaniu), ale ten obraz był piękny...
Skoro wszystko było takie piękne to dlaczego dzisiejszy dzień jest taki szczególny ??
Dlatego, że dwadzieścia sześć lat temu, właśnie 15-tego sierpnia wyszliśmy na spacer i nigdy więcej już Pimpka nie zobaczyłam...
Zniknął jak Fantomas...
Ruszył na te swoje psie podboje i ślad po nim zaginął...
Młody przeżył to strasznie...
Były i wywieszane ogłoszenia...Było poszukiwanie w terenie...Było zgłoszenie do Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami i w schroniskach...Były ogłoszenia w prasie...
Było zrywanie się po nocach z przeświadczeniem, że słyszy się w oddali znajome szczekanie...
Po kilku tygodniach beznadziejnych poszukiwać w końcu trafiliśmy na ślad...
Pimpek, kiedy był już zbyt zmęczony często szukał pomocy u Znajomych lub Rodziny...Jeden z Braci mojej Mamy znalazł w pojemniku na śmieci obrożę Pimpka z przyklejonym do niej adresem...
Wiadomość ta wbiła się we mnie ogromną zadrą...
Pimpek został zabity dla psiego smalcu...
wtorek, 14 sierpnia 2012
Herosi żyją obok nas...
Tak się jakoś gorzkawo ostatnio zrobiło u Gordyjki, że czas chyba odrobinę osłodzić to nasze szare rozgoryczenie...
A cóż bardziej osładza, niż opowieść o kimś, kto generuje ową słodycz niczym cukrownia...
Kiedyś już gościła na moim blogu owa Postać, sercu memu bliska, więc może tylko skrótowo Jej historie nakreślę...
Z Panią B. znamy się od zawsze i tutaj nie ma żadnej przenośni, bo mimo usilnych starań, pierwszego kontaktu przypomnieć sobie nie możemy...Różnie się nasze losy układały, bo były okresy symbiozy ogromnej, i lata wyciszenia, ale nasze drogi jakoś się zawsze splatały...
Pani B. jest totalnym przeciwieństwem Gordyjki...
Po dwudziestu prawie latach rozłąki przymusowej, jaką nam zaaplikował Mąż, że tak powiem Pani B., pewnego dnia połączył nas...internet.
Serducha zadrgały "stara pieśnią" i odzyskałyśmy to co podobno jest w życiu najważniejsze...Przyjaźń...
Pani B. nie jest moją "Psiapsiółką", nie jest "Kumpelą", nie jest nawet "Przyjaciółką"...Pani B. jest Przyjacielem...
Nie przesiadujemy z sobą godzinami (odległość wyklucza to niestety)...Nie kontaktujemy się w trybie ciągłym i nie przekazujemy wszystkich "nowinek"...
Ale kiedy w naszym życiu zdarzy się coś ważnego to pierwszym wybieranym w telefonie numerem, jest numer Pani B.
Pani B. jest od wielu lat Samotną Matką, która bezdennie kochała swojego Męża, i która została przez niego "puszczona w trąbę"...
Nie było mnie wówczas przy Niej i właśnie dlatego odczuwam do owego pana bardzo skrajne uczucia...
Nie dość, że okazał się szubrawcem, to pozbawił Panią B. jakiegokolwiek wsparcia...
Ale Pani B., Niewiasta może i skromnych "rozmiarów", ale dzielności ogromnej i z serduchem jeszcze większym, rozpoczęła samodzielny etap życia...
Podjęła pracę, która zabezpieczała w jakimś stopniu potrzeby Jej i Dzieci, odsunęła na plan dalszy swoje życie osobiste i wychowała te Dzieci na przyzwoitych ludzi...
Kilka miesięcy temu Pani B. oznajmiła mi w rozmowie telefonicznej...
- Wiesz...u nas w firmie jakoś tak kiepsko. Chyba będę musiała poszukać pracy...
Ciarki mi po kręgosłupie przeleciały, bo Pani B. młódką nie była, a rynek pracy jaki jest każdy wie...
Słówkiem się jednak o moich wątpliwościach nie odezwałam, bo skoro ja o trudnościach miałam wiedzę, to Pani B. również ją zapewne posiadała...
- Co zamierzasz ?? - zapytałam rzeczowo...
I wtedy dopiero mało nie padłam z wrażenia...
- Wracam do zawodu... - wyznała mi Pani B.
Pani B. była kiedyś Pielęgniarką, ale w związku z całym ciągiem reform służby zdrowia zmuszona była pracę zmienić i dawno już temu uprawnienia swoje straciła...
- Jak ?? - zapytałam...
- Muszę zdać egzaminy, podjąć staż i znaleźć miejsce pracy... - usłyszałam...
Plan, przyznać musicie, dobry...
Przez kilka tygodni zakuwała więc materiał w objętości przypominający sześciotomową Encyklopedię...Odkopywała z niebytu pamięci nazewnictwo, procedury, itp...
Potem zadzwoniła...
- Zadałam !!
Nasz entuzjazm wylewał się chyba Operatorom z centralek...
- Teraz muszę znaleźć gdzieś staż... - dodała później...
Znalazła...
Przez trzy miesiące wstawała o świcie i jechała do pracy ...
Z pracy jechała na staż w szpitalu...
Sypiała po kilka godzin...
W domu bywała Gościem...
Staż nie był płatny, więc musiała wyszperać kilka groszy ze skromnego budżetu na dojazdy...
Przez trzy miesiące bałam się zadzwonić, żeby nie przerwać Jej czasem krótkiej drzemki, albo chwilki poświęcanej Dzieciom...
Zadzwoniła po stażu...
- No to jestem "Strzykawa" z uprawnieniami...- oświadczyła, a ja poczułam dumę...
Po zawieruchach weselnych jakoś tak czas przyspieszył nagle, więc kiedy zobaczyłam znajomy numer na wyświetlaczu poczułam wyrzuty sumienia...
"Nie zadzwoniłam"...
- A Wy to jeszcze żyjecie ?? - zapytała ze śmiechem (Pan N. był również Jej Kolegą szkolnym)...
- Przepraszam Maleńka...tak się jakoś zakręciłam...- wydusiłam...
- Oczekuję zdjęć na maila !! - zażądała... -A poza tym, zmieniłam pracę...!! Jestem Strzykawą od kilku dni, już nawet zawodowo !!
Orzesz...(ko)...
Udało się Jej !! Udało się !!
Pani B. jest Herosem !!
piątek, 10 sierpnia 2012
Nowy wymiar macierzyństwa...
Długo zbierałam się w sobie, żeby ten temat poruszyć na blogu...Siedziało to we mnie jak zadra jakaś...Każdy news związany z tym tematem był kolejnym pretekstem do "myślenicy"...
Kiedy w mediach ukazały się pierwsze informacje, nie mogłam po prostu w to uwierzyć...
Chodzi mi o Madzię z Sosnowca...
Bardzo uważnie śledziłam wszystkie doniesienia w tym temacie, a oczami wyobraźni przenosiłam się do mojego rodzinnego Miasta, pokonując w myślach opisywane trasy...
Nic mi się w tych przekazach nie zgadzało...
Miotałam się w tej swojej myślenicy bardzo...
Wewnętrznie odczuwałam opór przed przyjęciem do świadomości, że Madzia mogła stać się Ofiarą własnych Rodziców...Własnej Matki...
Analizowane informacje dawały mi jedną pewność...Kłamią...Po prostu nie mówią prawdy...
Zeznania Matki dotyczące trasy jaką się poruszała z wózkiem, w styczniu, wieczorem, wykluczała Jej prawdomówność...
Tak się złożyło, że opisywaną drogę pokonywałam wielokrotnie...setki razy...
Jako dziecko, jako nastolatka, jako matka pchająca wózek...
Po jednym z wywiadów, tak chętnie udzielanych przez Rodzinę Madzi Pan N. nagle oświadczył:
- Hmmm...skoro są tacy idealni, to czemu Ją Mąż puścił wieczorem, samą z wózkiem ?? Mogli przecież razem iść do sklepu, a potem ruszyć do Rodziców...W życiu bym Cię samą nie puścił...
No i zadra została...
Została i siedzi do dzisiaj, bo pewnie prawdy o wydarzeniach z owego wieczoru nigdy nie poznamy...
Nawet jeśli Matka Madzi zostanie osądzona i skazana...
Wszyscy zaczęli analizować przyczyny tej tragedii...Jedną z nich był podobno młody wiek Rodziców...Niedojrzałość Matki...
Kilka miesięcy minęło i media miały następną pożywkę...
Poznaliśmy Rodziców Chłopczyka z Cieszyna...
Mogliśmy nadać mu ponownie prawdziwe imię...Szymuś...
Kolejna ofiara własnej Matki...
Tym razem odpadł argument o młodym wieku...O niedojrzałości...
Pewnie, gdyby nie fakt, iż starsze Dzieci oddawane były do Domu Dziecka, to Kobieta owa mogła by uchodzić za wzór macierzyństwa...Gdyby...
Ale Szymuś umierał podobno w strasznych męczarniach, a Dzieci były dla tej Kobiety swoistą kartą przetargową w kolejnych związkach...
Trzymała Facetów na ciążowej smyczy...
Czy to niedojrzałość ??
Przecież główną cechą niedojrzałości jest brak konsekwencji, a jedna i druga Pani wykazały się konsekwencją w stopniu znacznym...
Może to i makabryczna konsekwencja, ale konsekwencja...
Dzisiaj przeczytałam o kolejnej Mamusi, która przyznała się do dźgnięcia nożem swojej półtorarocznej Córeczki, bo ta nie chciała przestać płakać...
Pod artykułem znalazłam informację, iż Kobiecie, która uśmierci swoje Dziecko w czasie, lub tuż po porodzie grozi kara od trzech miesięcy do pięciu lat...Bo to szok poporodowy...
Orzesz...(ko)...
Jakim cudem jest nas trzydzieści sześć milionów ??
W sumie każda Kobieta po porodzie, szczególnie tym pierwszym, ma jakieś tam objawy owego szoku...
Trzy miesiące aresztu to się z reguły "przed sprawą" odsiedzi...
Jak to nazwać ??
Nie mam pojęcia...Po prostu brak mi słów...
Przez rok w naszym Kraju zostało zabitych trzydzieści noworodków...Czyżby to oznaczało, że Rodzicom nie odpowiadała Ich płeć, kolor oczu, może data urodzenia...
Takie okrucieństwo jest chyba ponad moje możliwości percepcyjne...
Subskrybuj:
Posty (Atom)