Dwa światy...

Bardzo Ważni Goście

czwartek, 9 sierpnia 2012

Do zobaczenia w "pośredniaku"...

        Przeczytałam dzisiaj na jednym z portali jak Pan Premier i Panowie Ministrowie szykują się do zbliżającego się, kolejnego kryzysu...
     Serce mi w piersiach podskoczyło radośnie, bo się takiej troski po Panach Ministrach nie spodziewałam, że o panu Premierze nawet nie wspomnę...
     Ja tu sobie żyję spokojnie, trochę popracuję, trochę poodpoczywam, a Oni nawet w czasie wakacji o moje dobro się troszczą...
Samarytanie, prawdziwi Samarytanie...
To, że kasiorę za to swoje rządzenie otrzymują wręcz kosmiczną nie ma nic do tego, bo przecież mogli by nic za ową kasę nie robić i w błogim lenistwie do końca kadencji docierpieć...A robią !! Troszczą się !! Przewidują !! Zaradzają !!
     Łaskawcy...
     Może po krótce streszczę owo dzieło...
     "Jest źle, a będzie jeszcze gorzej"...
Koniec streszczenia...
Aaaa...Zapomniałam o streszczeniu "recepty"...
     "W związku z niższymi niż zakładano wpływami z podatku VAT nie wyklucza się konieczności podniesienia owego podatku o dwa punkty procentowe"...
Śliczności recepta...
     To ja Wam teraz powiem Panowie Ministrowie, że o panu Premierze nie wspomnę...
     W skutek podniesienia podatku VAT o jeden punkt procentowy z polskiego rynku zniknęło wiele jednoosobowych firm, które Wam do tej pory niezły obrót w budżecie robiły...Skoro zniknęły, to nie tylko nie macie tego jednego punktu procentowego, ale nie macie również pozostałych dwudziestu dwóch punktów..."Punkty" owe stanęły w kolejce do "Pośredniaka" i będziecie Im teraz wypłacać zasiłek przez pół roku co najmniej...Przy okazji nie zapomnijcie o "dziurze" w ZUS-ie, bo tam też już składeczki nie wpłyną, a ubezpieczenie bezrobotnego z tego biednego budżetu pokryjecie...
"Dochodóweczka" też kuleje ?? 
Jak mi przykro...
To nie będzie pieniążków na następne podwyżki dla Pań i Panów Posłów...
     Czy mnie te prognozowane "dwa punkty" VAT-u bolą tak bardzo ??
A gdzież by...
     Skoro demokratycznie Was wybrano to jestem ostatnią, która by Wasze kompetencje podważała...
Ale że "demokracja" to taka "bestyjka" co w dwie strony działa to i ja samarytanką się stanę...
Żebyście drodzy Panowie Ministrowie, że o Panu Premierze nie wspomnę troszczyć się tak o mój los nie musieli, i tych moich "niezarobionych" pieniążków w budżetowej skarbonie nie trzymali, to ja Wam kłopot z głowy zdejmę...
     Wy mnie dwa punkty, a ja Wam dwadzieścia pięć w darze oddam, taka rozrzutna będę, i jeszcze w promocji "dziurę" w ZUS-ie powiększę...
Zdyscyplinowana w "ogonku" do "pośredniaka" stanę, bo na "utrzymankę" to ja odrobinę zbyt wiekowa jestem, a jak mnie większa bieda przyciśnie to pewnie i z opieki społecznej skorzystam...
     Skoro Wy żyjecie na koszt Podatników, to i ja spróbuję owych delicji...
     A po kolejnych wyborach pewnie się w jednym "pośredniaku" spotkamy...

środa, 8 sierpnia 2012

Jestem wyrodnym Dziwolągiem...:o)

     - Coś Ty taka uśmiechnięta ?? - zapytała od progu wchodząca właśnie Znajoma...
     - A co ?? Stało się coś ?? - zapytałam, bo nijak ogarnąć nie mogłam, czemu moje lico ma świecić jakimś traumatycznym wyrazem...
     - Jak co !! - prawie wykrzyknęła Znajoma... - syndrom opuszczonego gniazda... - wyjaśniła...
Wyjawieniu owej tajemnicy towarzyszyła salwa mojego śmiechu...
     - Orzesz...Ty... - wydusiłam łapiąc oddech między napadami "głupawki"... - aleś wymyśliła...
     - No co !! Syndrom jest ?? Jest !! To musowo, żebyś była kolejną "ofiarą"... - kontynuowała temat Znajoma, bardzo poważnym tonem...
     - Ja wyrodna matka jestem... - próbowałam się wyłgać z tematu...
     - Wyrodna nie wyrodna, syndrom mieć musisz... - autorytatywnie obwieściła Znajoma...
Hmmm...
     - To może mam i nic o tym nie wiem ?? - łagodziłam...
Znajoma spojrzała na mnie z nadzieją...
     - Posprzątałaś już całą chałupę ?? - rozpoczęła dochodzenie...
     - Nie bardzo...jakoś na porządki natchnienia nie mam... - wyznałam...
     - To może ciasta pieczesz ?? - próbowała...
     - Deser na tą niedzielę zrobiłam...Liczy się ?? - wyliczałam...
     - Nie...Jeden deser to lipa...Może z obiadkami do Młodych jeździsz ?? - Znajoma spojrzała z lisim błyskiem w oku...
     - Zdurniałaś ?? A po kiego mam się Im po chałupie plątać ?? - zaczynałam czuć się niepewnie...
     - To może dzwonisz codziennie po nowiny ?? - próbowała Znajoma z innej beczki...
     - Nie dzwonię... - było mi coraz bardziej "niewyraźnie"...
W oczach Znajomej pojawił się wyrzut...
     - To może przeniosłaś swoje uczucia macierzyńskie na Córkę ?? - Znajoma nie odpuszczała...
     - A co miałam przenosić...Córcia już od dawna "na swoim"... - dochodzenie zaczęło mnie bawić...
     - Hmmm... - widać było, że Znajoma z coraz większym trudem przyswaja moje odpowiedzi...- to może chociaż kłócisz się z Panem N. ??
     - A niby o co ?? -tym razem ja rozpoczęłam dochodzenie...
     - No nie wiem...o cokolwiek... - widać było, że Znajomej brakuje już inwencji...
     - Nie mamy czasu na pierdoły...Po weselu pojechaliśmy na kilka dni w Bieszczady...Potem urządziliśmy w pokoiku sypialnię...A teraz to już standard, dom, praca, dom, praca...
     - No to rzeczywiście syndromu nie macie... - wyszeptała ze smutkiem Znajoma... - Dziwolągi jesteście jakieś...
     Kiedy zniknęła za winklem z dziwnym wyrazem twarzy przypomniałam sobie nagle...
     - Wysłałam do Młodego sms-a, bo poczta do Niego przyszła !!
     Mogłam chociaż tym sms-em poprawić Jej humor...
     Tylko czy jeden sms można uznać za objaw syndromu opuszczonego gniazda ??

wtorek, 7 sierpnia 2012

Taka sobie filozofia...

     Wczoraj na jednym z blogów przeczytałam wpis o tym, jak wielu Księży żyje w związkach "partnerskich" i posiada, zakazane prawem kanonicznym "rodziny"...
Wpis ów, jak łatwo się domyśleć wywołał zagorzałą dysputę...
     Zapragnęłam i ja, przepełniona grafomańską próżnością, głos w debacie owej zabrać, chociaż jak zawsze "z innej" strony...
     Lat temu wiele, kiedy jeszcze nasze Dzieciaczki były Dzieciaczkami, a my mieliśmy "młodzieńcze marzenia", wybrałam się ze Znajomą na spacer do tak zwanego "miasta"...
     Eskapada była to karkołomna i okrutnie męcząca, bo nasze Osiedle od owego "miasta" jest trochę oddalone, a środków komunikacji, że tak powiem publicznej, wówczas jeszcze nie było...
Zapakowałyśmy ekwipunek i pociechy małoletnie, i ruszyłyśmy w drogę...
     Nasz szlak wiódł przez trasę szybkiego ruchu...
     Kiedy ruszyłam z wózkiem i kilkuletnim Berbeciem ku schodom podziemnego przejścia dla pieszych, moja Znajoma na głos wyraziła swoją dezaprobatę...
     - Zdurniałaś ?? Będziesz się po schodach tłuc z całym tym majdanem ??
     - Zawsze się tłukę to mogę i teraz... -wyjaśniłam spokojnym głosem...
     - No to co Dziewczyny ?? Ścigamy się ?? - rzuciła Znajoma i przy aprobacie swoich Córeczek ruszyła "górą", przez dwie jezdnie i pas zieleni...
Oczywiście nie miałam szans...
Pierworodny popatrzył na mnie ze smutkiem...
     - Przegramy... - wyjęczał...
     - Wygramy... - odpowiedziałam -może nie dzisiaj, ale wygramy...
     Po kilku latach Znajoma zadzwoniła w pewien piękny, słoneczny dzień...
     - Młodą potrącił samochód...U nas na górce...
Zamarłam ze słuchawką przy uchu...
     - Jest trochę poobijana...
Ulga świsnęła mi wstrzymywanym oddechem...
     Kiedy Pierworodny wrócił ze szkoły już na progu widziałam, że wie...
     - Miałaś rację Mamo...Wygraliśmy...- ale nie widać było po Nim satysfakcji ze zwycięstwa...
     Znajoma była starsza ode mnie, bardziej doświadczona, ale zakładała, że wystarczy Dzieciom powiedzieć o zagrożeniach, wystarczy przypominać, upominać, napominać...
Nie zgadzałam się z Jej teorią...
Wiedziałam, że żadne słowa nie przemawiają tak do wyobraźni jak te, które popiera się działaniem...
     Czy trzeba wiele, żeby dawać przykład, a nie tylko "kłapać jadaczką po próżnicy" (jak mawiał mój Bieszczadzki Dziadek)...??
     Trzeba tylko myśleć...I przewidywać...
     Nic nie dzieje się bez przyczyny...
     Nasze Dzieciaki nawet jeśli bardzo się spieszą nie "przeskakują" na drugą stronę...Mimo, że już dawno przestały być "Dzieciakami"...
     Życie to przecież zbiór ulotnych momentów, a wystarczy moment, żeby to życie stracić...
     Decydując się na rodzicielstwo, decydujemy się nie tylko na radości, ale również na odpowiedzialność za nasze Pociechy...
     Podobnie jest z Księżmi...
     Jeśli posługa kapłańska jest Ich wyborem...
     Jeśli czują w sobie powołanie...
     To muszą ową posługę przyjąć z "całym dobrodziejstwem inwentarza"...
     Uczyć moralności nie będąc moralnym, to po prostu niemoralne...
     Nie oceniam i nie krytykuję...
     Skoro jednak celibat jest częścią "kodeksu postępowania" to należy go przestrzegać...Ot i cała filozofia...
     

niedziela, 5 sierpnia 2012

Balkonowe delicje...

                            Zza ramienia zerka,
                            powabna maciejka...




     Groszek oko kusi,
     choć wcale nie musi...







                           Słonecznik dostojny,
                           z mszycą toczy wojny...




Zieleń nas otacza,
balkon ubogaca...







                           Siedzę na ławeczce,
                           by sapnąć troszeczkę...




A wszystkiego pilnuje,
sówka co zezuje...





                            Kiedy noc zapada,
                            rusza kanonada...
                            nosy atakuje,
                            świerszczyk pomrukuje...


sobota, 4 sierpnia 2012

Polska (ze sobą) walcząca...

     Do analiz historyczno-politycznych się nie mieszam, bo ani wiedzy odpowiedniej, ani potrzeby nie mam...Ale odkąd sięgam pamięcią pierwszy sierpnia był Ich dniem...
Dniem Powstańca Warszawskiego...
     Kiedy chodziłam jeszcze do szkoły wywołałam sporą konsternację u Nauczycielki historii oświadczając, że Powstańcy wcale nie mieli politycznej świadomości, i były im obojętne historyczne reperkusje...
Do dzisiaj mam w uszach ową ciszę jaka zapanowała w klasie...
Dla mnie Powstańcy to byli Młodzi Ludzie, którzy walczyli o swoje miasto...
     Może ten, kto włączył ów "zapalnik", kto dał tą ostatnią "iskrę" ową świadomość posiadał, ale nikt mi nie wmówi, że dziewięcio -, czy dziesięciolatek mają wyrobione poglądy polityczne...
W pewnym sensie można by to uznać za manipulację...
     Fakt jednak pozostaje, że owi Młodzi Ludzie za broń chwycili i walczyli, chociaż nie musieli...Ginęli za swoje Miasto, chociaż mogli iść na współpracę z Niemcami i jakoś sobie życie układać...
Mogli, ale wybrali inaczej...
W sumie "Powstania" to nasza narodowa specjalność...
     Kiedy więc zbliża się owa pamiętna data z przyjemnością wpatruję się w poorane zmarszczkami twarze Powstańców i ze wzruszeniem wsłuchuję się w drżące wzruszeniem głosy...
To taka "żyjąca historii"...
"Podręczniki", których nie trzeba czytać...Wystarczy posłuchać...Jeśli oczywiście ma się na to ochotę...
No cóż, jedni ową ochotę mają, inni nie...Demokracja...
     Ci z Was, którzy oglądali mecz Śląska Wrocław zapewne zauważyli, jak pięknie do owej rocznicy przygotowali się Kibice...
     W czasie meczu została rozwinięta przygotowana wcześniej flaga narodowa z napisem:

             NIECH MÓWIĄ, ŻE KLĘSKA, ŻE CZCIĆ NIE NALEŻY,
      ŚLĄSK WROCŁAW JEST DUMNY Z POWSTAŃCZYCH ŻOŁNIERZY.

     Pojawił się baner ze zdjęciem Powstańca, na barierkach powieszony był inny z napisem "Powstanie Warszawskie" i znak "Polski walczącej", a w sektorze, Kibice utworzyli z białych kartonów datę "1944"...
To było piękne...Po prostu piękne...
     Ci młodzi Ludzie pamiętali o Powstańcach nie tylko pierwszego sierpnia, ale długo przedtem, skoro tak dobrze do owego "świętowania" się przygotowali...
Więc można...
     Mecz co prawda skończył się prawie jak to nasze Powstanie, bo porażka Śląska była znaczna, ale w sercu pozostała jakaś serdeczność, maleńka iskierka otuchy...
     A potem obejrzałam Wiadomości, i owa otucha została w okrutny sposób zgaszona...
     Uroczystości na Kopcu Powstania...
     Żenada...Wstyd...Smutek...
     Nie uszanowano historii, i co najbardziej boli, nie uszanowano historii żyjącej...
     Łamiący się wzruszeniem głos generała Zbigniewa Ścibor-Rylskiego był tego najlepszym przykładem...
Wstyd...
     I wtedy do mojej świadomości dotarła przerażająca myśl, że osiągnęliśmy jako społeczeństwo już taki poziom nienawiści, że gdyby teraz miało wybuchnąć jakiekolwiek powstanie, to najpierw "wytłukli" byśmy się nawzajem...
Nie "najeźdźca" byłby wrogiem, ale sąsiad zza ściany, który reprezentuje inną opcję polityczną...
Mordowali byśmy w imię wydumanych racji w domach, na ulicach, w Kościołach...
Mordowali byśmy Kobiety, Dzieci i Starców...
Jak barbarzyńcy...
Teraz mordujemy słowami...Słowa nie zabijają...Słowa ranią...
Ale ile trzeba słów, by rany okazały się śmiertelne ?? 
Ile trzeba słów, żeby wyjąca tłuszcza chwyciła za broń i zaczęła zabijać ??
     Mawia się, że w Powstaniu Warszawskim zginął kwiat polskiej Młodzieży...
Szkoda...
Bo gdyby dożyli naszych czasów, mam nadzieję, że mimo podeszłego wieku sprawili by niezły omłot tym wyjącym gnojkom...
Tak, ku przestrodze...

piątek, 3 sierpnia 2012

Już nie zagra...

     Odwiedził nas w sklepie tuż przed urlopem...Wszedł jak zawsze z promiennym uśmiechem i tuż za progiem oświadczył:
     - Potrzebuję sprzętu...Wnuk ma komunię...
Rzeczowość owa ogromnie mnie rozbawiła...
     - No to zdążył Pan w ostatniej chwili...Za dwa tygodnie zamykamy...
     Pan N. rozpoczął poszukiwania czegoś odpowiedniego, a ja ucięłam sobie przesympatyczne pogaduchy...
     Pana Stanisława znam od dwudziestu lat...Bywał Organizatorem imprez, w których uczestniczyliśmy z racji funkcji pełnionych przez Pana N.. Z ogromnym sentymentem wspominam owe imprezy, choćby dlatego, że odbywały się zawsze w Beskidach...Pan Stanisław był nieodłącznym ich symbolem...Zawsze uśmiechnięty, życzliwy, zaangażowany...Emanujący energią...
Spotkany przypadkowo na ulicy rozpromieniał się zawsze radosnym uśmiechem...
     - Muszę przyznać Panie Stanisławie, że pięknie Pan wygląda... - rzuciłam w czasie tej naszej przedurlopowej pogaduchy, a Pan Stanisław aż pokraśniał z radości...
     - Prawda ?? Przybrałem ostatnio nieźle na wadze !! Apetycik dopisuje...Jakoś po tej ostatniej chemii mi się poprawiło... - wyznał z nieukrywaną satysfakcją...
     - Czas najwyższy, żeby się Pan tego "dziadostwa" pozbył !! - potwierdziłam...
Pan Stanisław od kilku lat walczył z "raczydłem"...
Walczył dzielnie...
Zmienił tryb życia...Zmienił upodobania...Bez szemrania słuchał Lekarzy...
Leczenie momentami wywoływało bardzo przykre efekty...
     Ledwie kilka miesięcy temu Pan Stanisław ważył niewiele więcej niż ja, a na Jego uśmiechniętej twarzy wypisane było cierpienie...
Tym razem było inaczej...
Pan Stanisław kwitł...
     - Jeszcze trzy "chemie" i zagram z Wnukiem w piłkę... - oświadczył z dumą...
     Dwa dni temu Pan N. wrócił z pracy i zapytał ...
     - Widziałaś klepsydrę ??
     - Szłam prosto do sklepu...Nic nie widziałam...Kto ?? - czekałam na informację...
     - Stasiu... - wyszeptał Pan N.
Przed oczami zobaczyłam uśmiechniętą, pełną satysfakcji twarz Pana Stanisława i usłyszałam pełne otuchy słowa...
     "Jeszcze trzy chemie i zagram z Wnukiem w piłkę"...
Nie zagra...
Odszedł...
Dzisiaj Go pożegnamy...
     Niewiele o Nim wiem...Prawie Go nie znałam...Nie wiem jakim był Mężem...Nie wiem jakim był Ojcem...Nie wiem jakim był Dziadkiem...

Jak dla mnie odszedł po prostu dobry, życzliwy Człowiek...
 

czwartek, 2 sierpnia 2012

Olimpijska nierzeczywistość...

     Tak dawno nie marudziłam, że...Ło Matko i Córko...
     Czy ja czasem nie zapomniałam jak się marudzi ?? Hmmm...
     Od kilku dni pasjami oglądam wyczyny sportowe naszych Olimpijczyków, a że moment powrotu do pracy nadszedł, więc i czasu na wszystko nie wystarcza...
     Oglądam te wszystkie eliminacje, transmisje i retransmisje i pewnie podobnie jak wielu z Was robi mi się na serduchu coraz smutniej...
Nie to, żebym jakieś oczekiwania miała wygórowane, bo znając trochę realia sportowe wiem, że zdobyć medal to nie jest "bułka z masłem"...
W sumie, my to raczej dostajemy sportowego "suchara", ale właściwie ja nie o tym chciałam...A może o tym, tylko odrobinę inaczej...
     Ci co transmisje oglądają też pewnie ten dziwny proceder zauważyli...Proceder, który de facto, towarzyszy nam już od Euro...
Naszą sportową rzeczywistość kreują Dziennikarze...
Kreują tak bardzo, że Kibic, czy Widz nie mają najmniejszej szansy dowiedzieć się jaka jest rzeczywistość...Pod to "kreowanie" podciągnięci są nawet zapraszani do studia Goście...Niekoniecznie Fachowcy, ważne żeby główną linię kreowania trzymali...
     Jak w czasie Euro jakoś sobie z tym radziłam (włączałam jedynie transmisje meczy, omijając jak zarazę różne "Osobistości"), tak w czasie Igrzysk jest to niemożliwe, bo nawet na komentatorskich "stolcach" owe "Osobistości" zasiadają...
Nie mam pojęcia co owym "Osobistościom" na monitorach się wyświetla, bo jakieś dziwne mam odczucia, że oglądają całkiem co innego niż ja...
Echhh...
No dobra, zaprosili Ich, coś tam Im wypłacą, to niech sobie pogadają od serca...
Ale wróćmy do "kreowania"...
Zastanawia mnie pewna prawidłowość...
     Sportowcy mają pewną wiedzę, jakieś informacje mają Działacze sportowi, ale ma się to nijak do wiedzy jaką posiadają Dziennikarze...
Wszak to Oni przed rozpoczęciem zawodów przygotowali nas na deszcz medali...
Ani jeden Trener nie wypowiadał się w tym temacie, żaden Zawodnik nie zadeklarował owej pewności...W sumie nawet Kibice podchodzili do Igrzysk z rezerwą...A Dziennikarze wiedzieli...
Po kilku dniach wiedzę swoją "zresetowali" i nagle okazało się, że nasi Zawodnicy hurtem przeżywali jakieś przedstartowe traumy, że przygotowania to było pasmo porażek, że rywalizacja przedolimpijska nie dawała przesłanek na ten "deszcz"...
Teraz Dziennikarze grzmią !!
     "Było źle, jest źle, a będzie jeszcze gorzej" !!!
Orzesz...(ko)...
     A czochrajcie się !! Czochrajcie się i to małym grzebykiem !!
     Z choinki się zerwały Gamonie...
     Na lekcjach wychowania fizycznego siedemdziesiąt procent Dzieciaków nie ćwiczy...SKS-y wymarły już dawno śmiercią tragiczną, bo szkoły kasy na dodatkowe zajęcia nie mają...Kluby i Stowarzyszenia sportowe biedę klepią, że nawet myszy się powynosiły...
To niby skąd mamy mieć tych Medalistów ??
Sport bez zaplecza nie istnieje i żadne zaklinanie rzeczywistości nie pomoże...
Po Igrzyskach trochę się poględzi w temacie i na tym się skończy...
     Z czego więc mamy się cieszyć ??
     Cieszmy się, że na uroczystości otwarcia nasza Reprezentacja prezentowała się pięknie !! Bo jako żywo, na następnych Igrzyskach mogą wystąpić jedynie Działacze, maszerujący dziarskim krokiem, w garniturkach i pod krawatami, i snujący opowieści jak to onegdaj bywało... 
Czego sobie i Wam...nie życzę.