W latach 1954-1956 w jednym z sosnowieckich parków powstało Egzotarium...Kilkanaście lat później zwiedzała je pewna Dziewuszka na chudych nóżkach, nieodmiennie się zachwycając...Upłynęło znowu kilkanaście lat i zabieraliśmy tam Pierworodnego na jesienne i wiosenne spacery...Lubił to miejsce tak jak my...
I znowu Ojciec Czas musiał wielokrotnie obrócić klepsydrę...Babcia z Dziadkiem i Księciuniem przekroczyli próg Egzotarium...I jak dotychczas powitała nas rzeźba małej dziewczynki (to jest Zosia, córka Autora - Stefana Chorembalskiego)...Gordyjski supełek znowu się "zacisnął"...;o)
Kiedy Princeska podrosła do egzotycznej podróży...Egzotarium było w przebudowie...
Budowali i budowali...A my nie mogliśmy się doczekać nowego obiektu...
A potem...
Nie mogliśmy się "wbić", bo w holu zawsze były tłumy...;o(
- Może spróbujemy do Egzotarium ?? - padła propozycja i tym razem...
No to próbujemy !!
Mimo naszych wątpliwości, hol był pusty !!
Tygrysek podszedł do kasy i cichutkim głosikiem poprosił:
- Dzień dobry, poproszę o bilet dla Babci i Dziadka...
Ależ to dzielny Tygrys !!
Egzotarium przeprowadziło tygodniową akcję "Dzień Babci i Dziadka", jeśli Wnuk poprosił o bilety to przysługiwała Dziadkom zniżka 50% od przysługującego biletu...W razie wnuczej nieśmiałości Pani w kasie pomagała ze wszystkich sił...;o)
Możemy się zachwycać...;o)
![]() |
| Znakomity matematyk...;o) |
Akwaria i woliery robią wrażenie...Mogą spokojnie konkurować z tymi włoskimi...;o)
- Nie ma małpek !! - usłyszałam rozżalony głos Pana N.
Echhh...
No nie ma...
Trochę szkoda, bo małpki dodawały energii spokojnemu otoczeniu...;o)
Ale rybki się Tygryskowi podobały bardzo, i znowu pojawił się temat: "bo Rodzice nie chcą mieć zwierzaka"...;o)
Co jest pośrednią zachętą dla Dziadków, żeby się zdecydowali na posiadanie chomiczka (dla Księciunia), króliczka (dla Princeski) i kotka (dla Tygryska)...Małpi rozum gwarantowany...;o)
- Musi Wam wystarczyć Luckuś !! - ucięłam, zanim się temat rozwinął...
I przyszła pora na powolne wyciszanie Wnuka...
Kolejny dzień spędziliśmy stacjonarnie w Miśkolandzie...
W sobotę pozostało Chłopakom sprawdzić, czy się saneczki nie zepsuły...
A potem była niedziela...








Czuję się, jakbym spacerował z Wami po Egzotarium – od pierwszych zachwytów Dziewuszki po radosne przygody Tygryska. To naprawdę urocze, jak każda generacja ma swoje małe rytuały i wspomnienia związane z tym miejscem. Fajnie też, że pokazujesz, jak dziecięca ciekawość i energia potrafią nadać wyjątkowy rytm zwykłemu spacerowi. Czuć w tym wszystkim prawdziwą rodzinę, z humorem i drobnymi troskami – po prostu życie pełne miłości i wspólnych chwil.
OdpowiedzUsuń