Końcówka roku wcale leniowata nie była...;o)
Pierwszym odkryciem były Termy...
Stare, obolałe kości trzeba dobrze wymoczyć przed kolejnym sezonem, tyle, że...
Bukowina Tatrzańska przechodziła remont, który znacznie ograniczał nam możliwość porządnego wymoczenia (sprawdziliśmy), więc przyszedł czas na sprawdzenie niesprawdzonego...Na liście pozostały jedne...
Trochę żeśmy się na nie "boczyli", bo nie lubimy Term, w których podaje się alkohole przy basenach (jak się moczyć to nie w "browarze"), ale jak mus to mus...
Pojechaliśmy do Term Chochołowskich...
Obiekt duży, przestronny, dobrze zorganizowany...Strefa dla Nielotów imponująca (zawsze sprawdzamy, jakby była potrzeba) !! Gastronomia na przyzwoitym poziomie...
"Alkoholowy" basen odizolowany, więc zawiani Turyści piwskiem po plecach chlapać mi nie muszą...;o)
Dolny poziom trochę mroczny, ale poziom "0"...
Bulgotników pod dostatkiem, basen pływacki, leżanki z masażami...Wszystko jak trzeba...;o)
Ceny na normalnym poziomie, chociaż niedawno wprowadzono opłatę parkingową...;o)
Powtórzymy !!
Chociaż Bukowina po przebudowie też będzie kusić...;o)
Za Chochołowem przemawiać będzie jeszcze jeden fakt...
Wracając zmuszeni jesteśmy emocjonalnie do zakupu "łoscypków"...Dla Luckusia !! ;o)
Po wielkiej przygodzie w Dolinie Chochołowskiej, nasze psisko zapałało miłością wielką do "łoscypków" wszelkich rodzajów (wędzonych i nie wędzonych)...Laktozę Sierściuch toleruje kiepsko, ale owcze "mieszańce" mu służą, aż mlaska !!
Punkty sprzedaży w drodze z Bukowiny są umiejscowione bardzo kiepsko, albo nie mają wjazdów z drogi...
Punkt sprzedaży w drodze z Chochołowa jest świetny...Tuż przy drodze, bezpieczny zjazd...I nawet jeśli trochę zmarudzimy w basenach, przy budce jest magiczny guziczek, którym wzywa się Sprzedawcę...Sympatycznego Górala (jak On cudnie mówi !!), który ze szczerego serca dokłada do zakupów co tylko Mu w ręce wpadnie...A troskliwy jest ogromnie...;o)
Wiem, wiem...W grudniu "łoscypki" to podróby...;o) Ilość krowiego mleka w serkach wyczuwam na języku (uwielbiam)...Ale Lucki wsunął połowę dostawy, a na drugą połowę się ślinił...;o)
Odkrycie drugie...
- Babciu, a gdzie my jedziemy ?? - pytała Princeska dociekliwie...
- Do Muzeum...- wyjaśniłam...
- A do jakiego ?? - Śledcza drążyła...
- Do ciekawego...- kręciłam...;o)
Bo Dziadkowie wybierają Muzea szczególne...
Jeśli Muzeum Wojska Polskiego, to musi być samolot do zwiedzania i dotykania, albo okręt, w którym można przyciskać guziki, kręcić korbkami, albo zjeść drugie śniadanie w messie...
A jak wybierać Zamki i Pałace ?? Muszą mieć wieżę do wspinania (im wyższa, tym lepsza), jakieś tajemnicze podziemia, w których można zakuć się w dyby, albo przymknąć drzwi przed Rodzeństwem, ostatecznie jakaś armata, kula do przetoczenia, albo szyszak do przymierzenia...W Muzeum musi się coś dziać !!
Dzieciaki zaczęły kombinować, co czeka Ich tym razem...;o)
Interaktywne Muzeum Flipperów i Gier...
Księciunio stał przed wejściem i dumał...Dumał...Dumał...
I Eureka !!
"Interaktywne" !! - wrzasnął nagle...- będzie można dotykać !! - oznajmił Princesce...
Tygrysek miał minę: " nie wiem o co chodzi, ale wchodzę w to !!"...;o)
Mina Wnuków po wejściu ??
Princeska z Księciuniem dostali wypieków, a oczy aż Im łzawiły...Trzeba było pilnować, żeby sobie przez pierwsze minuty krzywdy nie zrobili...
A Tygrysek ??
Tygrysek oszołomiony zaczął tupać i podskakiwać, co uniemożliwiało rozebranie Nielota przez dłuższą chwilę...
Pozbawieni kurtek ruszyli biegiem, a my łapiąc plecaki w locie, pognaliśmy za Nimi...
Wrażenie było piorunujące !! ;o)
Zakres ekspozycji ?? Od bardzo starych flipperów (które były tylko do podziwiania), przez symulatory, stoły do gier zręcznościowych, pierwsze konsole komputerowe i telewizyjne, do kosmicznej kapsuły z misją bojową...Podłączone, sprawne, do korzystania !!
Wiek Zwiedzających ??
Bez ograniczeń !! ;o)
Kupujesz bilet i korzystasz z wszystkich urządzeń do zamknięcia Muzeum...Możesz wyjść na spacer (żeby oczy odpoczęły), albo coś wszamać (jak kiszki zaczną zagłuszać flippery) i wrócić, bo dostajesz "magiczną bransoletkę"...Świetne rozwiązanie !! Gratuluję pomysłu...;o)
Muzeum jest trzypoziomowe, eksponatów ponad dwieście (a kolejne przybywają), można siąść przy stoliczku...
No to ruszamy...




Szaleństwo, a ja musiałam słownictwo sprawdzić... flipper to wiem, ale fliper?..
OdpowiedzUsuńNie, no to ni wiem... flipper to niedobrze się kojarzy, stoły do gier podaje mi, że to fliper, kurczę... nie wiem w końcu... to jakbym pokręciła totalnie, lepiej tam nie wchodzę
UsuńNaprawdę serwują alkohol tym co w wodzie??? Ktoś im sprawdza promile?
OdpowiedzUsuńTe gry to absolutnie nie dla mnie, nie ma we mnie ani krzynki pociągu do tego rodzaju rozrywki ;)
W tym wypadku napisanie, że końcówka roku "nie leniowata", to tak jakby nic nie napisanie. Tyle odkryć i atrakcji - rewelacja, poziom cały czas wysoki, nudy nie ma ;)
OdpowiedzUsuńNie jestem wielbicielką wodnych atrakcji, ale piwo na basenach ??? Nie spodziewałam się, że ktoś wpadłby na pomysł picia alkoholu podczas zabaw wodnych. Okropność:)
OdpowiedzUsuńCzy ja już mówiłam, że podziwiam Was jako dziadków ? Jak czytam, to dochodzę do wniosku, że ja się nie nadaję na babcię, choć mam 5 wnuków i kocham ich nad życie:)
Cudowna, pełna humoru relacja! 😊
OdpowiedzUsuńTermy Chochołowskie wypadły świetnie (plus za brak „piwnego chlapania”), a wątek łoscypków dla Luckusia – bezcenny ❤️
Muzeum Flipperów to strzał w dziesiątkę: interaktywne, bez ograniczeń wiekowych i z zachwyconymi Wnukami. Babcia w akcji, Dziadek dzielny do końca – idealny dzień zapisany w pamiętniczku!
Ps. Ja jestem babcią dziewięcioro wnucząt 😁
Wow, aż zadyszki dostałam, pomysły nie słabną w swej atrakcyjności, a Wy już wypoczęci po Wrzosowisku też dajecie czadu!
OdpowiedzUsuń