Czy to koniec naszej "włóczęgi"...??
W żadnym wypadku !!
Dotarliśmy do domeczku w sobotę, ledwie żywi, ale z naładowanymi akumulatorkami...
Wieczorem zasiedliśmy podziwiać nasz "Dywizjon 303" w akcji, czyli meczyk BVB...
Nie udało się Chłopakom niestety, ale oczko było na czym zawiesić...
W niedzielę wieczorkiem ruszyliśmy znowu do Krakowa...
Umęczeni...Fakt...
Ale tego sobie odpuścić nie mogłam, bo czekałam na ten koncert długo...
W krakowskiej Rotundzie występował SDM...
Może nie taki jak w czasach świetności...Jakieś dwadzieścia lat temu...Ale poezji śpiewanej nigdy dość...
Sala z niecierpliwością czekała na pierwsze dźwięki gitary...
Miło było popatrzeć na twarze zgromadzonych Słuchaczy...
Nastolatki z "kitkami"...
Studenci dyskutujący o czymś energicznie...
"Średniaki" rozglądające się po sali...
I wyciszone klimatem Rotundy "Starszaki"...
Przestrzał wieku od dwa do sześćdziesiąt...
Niech mi ktoś powie, że nie lubimy poezji...
I zaczęli...
Początek był gorzki...
To już nie "Studenciaki", z którymi można "iść na wrzosowisko i zapomnieć wszystko"...
To Faceci po przejściach...
A życie Ich nie oszczędzało...
Tracili Przyjaciół...
Chorowali...
Przeżywali rozczarowania...
Młodzieńcze marzenia nie realizowały się Im tak jak nam...
Było gorzko...
Ich bieszczadzkie klimaty przykryła patyna...
Anioły przepędził wiatr...
Ale kiedy zaaplikowali Widowni kilka swoich "starych" piosenek odżyli...
Ich twarze się wygładzały w nostalgicznych uśmiechach, a Słuchacze chętnie śpiewali razem z Nimi...
Młodzi, bo dla Nich szlaki bieszczadzkie to przygoda...
Starsi, bo dla Nich to piękne wspomnienia...
W Rotundzie zapachniało bukowym lasem...
Z mroku sali uśmiechały się Anioły...
One wiedzą, że każda duszyczka na tej sali kocha Je ponad wszystko...
No bo jak można nie kochać Bieszczadzkich Aniołów...
A to specjalny Anioł dla moich Przyjaciół z WP...:o)















































