Trochę nam zeszło w tym roku...;o)
Sześć tygodni przechorowanych...
Tydzień buszowania w Kałuży...
I czas na maraton...;o)
Wrzosowisko spokojne, wyciszone, a my ??
Tradycyjnie...;o) Nie wiadomo w co ręce włożyć...
To zaczniemy na luzaku...
![]() |
| Gordyjskie przedwiośnie... |
![]() |
| Marcówka... |
![]() |
| Strażnik kiełbasy... |
A kiedy wracaliśmy 15 marca do domeczku, na polach przy "bocianim szlaku" jadły kolacje one...Dwa bociany !! Nadzieja wiecznie żywa...;o)
Dały radę przebić się przez dymy, ostrzały i energetyczne zawirowania...Mam nadzieję, że reszta też się przebije...Świat bez bocianów byłby smutny...;o)



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz