Dwa światy...

Bardzo Ważni Goście

niedziela, 13 października 2013

Łajtek...

Ma "ogonek" zakręcony, jak u Łajtków czasem bywa,
i zostaje...Ostatecznie...Potwierdzając głową kiwam.
Jak już imię go zdradziło, jest bieluśki jak to mleko,
i przyjechał zza granicy, więc do domku ma daleko.
Oczka mruży zieleniutkie i pociesznie nimi mruga,
raz się świeci jeden ognik, potem mruga dioda druga.
Mruczy miło mi do uszka najpiękniejsze kołysanki,
kiedy włączą się wiatraczki...To piosenka dla wybranki...
Lubi leżeć na kolanach i ogrzewać moje ciało...
Czy już wiecie kim jest Łajtek ?? Faktów macie tu niemało...
Kto nie odgadł to bez smutku !! W wujku Googlu niech nie szuka...
Czas przedstawić nowe "dziecię"...Czyli Łajtka...Cud netbooka ;o)


sobota, 12 października 2013

Nie ta Ekipa...Nie te priorytety...

     Klątwa zdjęta...Ufff...
     W przyszłości będę rozsądniej szafować własnym słowem, bo mnie potem to "słowo" strasznie w przełyk gniecie...
     Ależ ja męki straszne przeżywałam...
Echhh...
     Wczoraj Reprezentacja Ukrainy klątwę ze mnie zdjęła...

     Ponad rok temu, kiedy Pan Boniek zasiadł na "stolcu" Prezesa, a Pan Fornalik przywdział dresik z Orzełkiem, słowo rzuciłam, że się nie będę Reprezentacji i PZPN-u czepiać, aż do szczęśliwego "rozwiązania"...
No i Nasi właśnie wczoraj "urodzili"...
     W sumie, można by to raczej porównać do powiedzonka "operacja się udała, pacjent zmarł"...
     Czyli Nasi "polegli", a ja wdzięczność jestem winna Ukraińcom, że mnie z tej klątwy wyrwali...
     I teraz powinna, wedle tradycji, nastąpić moja z meczu transmisja...
Orzesz...(ko)...
Odwykłam ??
No niby nie, ale tak mi się jakoś roi, że nasza Reprezentacja prezentowała się jak...
Ło Matko i Córko...
Jak to napisać, żeby nikogo nie urazić ??
Hmmm...
     Wyobraźcie sobie maleńki Kościółek, w maleńkiej Wiosce...Wakacje...Tłumy Wczasowiczów...I Msza...
Pierwsza pieśń i wszyscy tą samą pieśń śpiewają na sto sposobów...
Niby ta sama melodia...Ten sam tekst...Ale ni pierona nie wychodzi, a fałsze, aż po grzbiecie "jeżdżą"...
No to dokładnie tak grała nasza Reprezentacja...
Zasady gry znają, niby każdy robił co trzeba, ale "palca Bożego" w tym nie było...
Selekcjoner wyglądał też jak ten Proboszcz...
Ręce unosił, ale cudu nie czynił...
     I teraz Chór mógłby zaintonować znaną wszystkim Polakom pieśń bojową "Nic się nie stało..."
Ale tym razem się stało...
     Nie pomogą kalkulatory...Nie wesprze nas nawet symulacja w Excelu...
Brazylia oddaliła się bezpowrotnie...
Tak jakby Ukraińcy płyty tektoniczne poprzesuwali...
Ziutttt...I poza zasięgiem...
     Czy jest mi żal ??
     Żałuję tylko tego, że transmisje z Brazylii zostaną pewnie ograniczone, bo Reprezentacji mi nie żal...
Nie zrobili nic, żeby ową Brazylię zwiedzić...
     W sumie na takim gorącu za piłką biegać to mała przyjemność...Bo przecież kasiorę to Oni mają niekiepską, więc Im nasze "premie" ogonami z kont bankowych zwisają...
Że to Reprezentacja ?? Że prestiż ?? Że Orzełek ??
Nie dla tej Ekipy...
 

czwartek, 10 października 2013

Przestaje być śmiesznie...

     Nie tak dawno temu, jedna z naszych Partii politycznych zapragnęła gorąco zapisać się czymś znamiennym w historii Rzeczypospolitej...Zapisać się w historii to nie jest taka sobie "bułka z masłem", więc owej Partii trochę zeszło zanim "wypiek" się udał...
Hmmm...
Czy się udał ?? 
Nie bardzo...
     Owo Bractwo "obrony czci i dobrych manier" przystąpiło bowiem do walki z bajkami...
     Oberwało się "Teletubisiom", że homofobiczne..."Miś Uszatek" aż poczerwieniał ze wstydu, że spodenek nie zmienia, a jego znajomi żyją w jakiś dziwnych relacjach rodzinnych..."Smurfy" z dnia na dzień okazały się szowinistami...Bolek do pary z Lolkiem objawili swój homoseksualizm...A "Królewna Śnieżka" okazała się niemoralną "wywłoką"...
Mnie wówczas najbardziej "dziabnęło", że ukochany przeze mnie "Kubuś Puchatek" to niemoralny dziwoląg bratający się z chodzącym bez bielizny Prosiaczkiem i mający ogromne problemy interpersonalne...
Orzesz..(ko)...
Do dzisiaj na samo wspomnienie mnie trzęsie...
Jak mogłam przegapić takie zagrożenie czytając "Kubusia" naszym Małolatom ?? 
Zwyrodniała matka ze mnie...
Żeby mnie powalić kompletnie, na "czarną listę" wrzucono również "Harrego Pottera"...Za satanizm i czarną magię...
Pewnie kilka wieków wcześniej i "Harry", i jego Autorka wylądowali by na stosie...
     Stos by musiał być spory, bo trzeba by było na nim zmieścić jeszcze Brzechwę, za sławienie lenistwa, kłamstwa, komunistyczne poglądy i germanofilię ( lis Witalis miał tyrolski kapelusz) i Tuwima za...Szydzenie z polskiego parlamentaryzmu w mediach ("Ptasie radio")...
Ło Matko i Córko...
     Po owym wydarzeniu okrutnie się czuła zrobiłam na punkcie "walki o bajki", a moja wiedza w tym temacie z dnia na dzień się pogłębiała...
Jak nic magisterium z "bajkologii" mi się należy awansem...
     Wiem, na przykład, że w Kalifornii nie wolno czytywać Dzieciakom "Czerwonego Kapturka"...
I to nie dlatego, że zostaje bidulek okrutnie pożarty, ale dlatego, że niesie babci flaszkę wina...
Klękajcie Narody...
Za jedną flaszkę wyrok dożywotniego wygnania ??
Ale nie tylko "alkoholizm" bywa w Stanach na cenzurowanym...
     W Colorado zakazano "Charliego i fabrykę czekolady"...
Czym się naraził ów smakołyk ?? 
Cytuję: "Książka reprezentuje ubogą filozofię życia"...
     To niby amerykańskie seriale to jest samo filozoficzne bogactwo ?? 
By Was dunder świsnął...
     Na przestrzeni lat w każdym Kraju na Świecie pojawiał się jakiś znamienity znawca literatury dla Dzieci i Młodzieży, i "doktoryzował się" na czytywanych od lat pozycjach...
I można by uznać, że to już za nami...
Tyle, że nie jeden chce być "dohtorem"...
     W zeszłym roku, w jednej z poznańskich Szkół wydano zakaz korzystania z zeszytów, piórników, plecaków i worków na kapcie, które ozdobione są grafikami "Mouster Hight", "Hello Kitty" i "Kucyki Pony"...
     Argumentacja ?? 
     Bajki propagują satanizm, okultyzm, wampiryzm i magię...
Orzesz...(ko)...
     To "Bajki z 1001 nocy" mają tak samo...I Andersen też...
     Może gdyby Dyrekcja stwierdziła, iż owe grafiki rozpraszają Dzieci, że Szkoła to instytucja stateczna i radosne grafiki są nie na miejscu...
Ale zarzucać różowiutkiej "Kitty" satanizm, albo wampiryzm "Kucykom Pony"...??
No i sprawa się "rypła"...
Jak o czymś robi się głośno to i echo się odezwie...
I się odezwało...
     Unia Europejska pracuje właśnie nad dyrektywą zakazującą czytania bajek niepoprawnych politycznie i sprzecznych z modelem społeczeństwa unijnego !!
To nie żart...
Niestety...
     Na wniosek niemieckiej Ministry ds rodziny, Europosłowie zajmą się tym "nabrzmiałym" problemem...
     Na cenzurowane trafił między innymi "Murzynek Bambo" (rasizm), "Pippi Langstrump" (rasizm) i "Bajki braci Grimm" (brak pozytywnych wzorców kobiecych)...
Lista nie jest zamknięta, a Europosłowie pracują w pocie czoła...
Można by zakrzyknąć:
     "Boże !! Ty widzisz i nie grzmisz" !!
Ale i z tym trzeba ostrożnie...
     Owa "znamienita" Politykierka jest bowiem zdania, iż Bóg nie powinien być rodzaju męskiego, lecz nijakiego...
Dla sprawiedliwej równowagi płci...
Czyli Biblia do korekty ??
Aż strach się bać...
Z tego strachu to nawet "Murzynek Bambo" zbladł...
I po kłopocie...     

środa, 9 października 2013

Protest obywatelski, czyli o krzyżyku wartym cztery lata życia...

     W poczekalni siedziało dwóch Panów w średnim wieku i zażarcie dyskutowali o polityce...Z toku rozmowy wywnioskowałam, że znają się od lat, a Ich poglądy są bardziej niż zbieżne...
Chyba tylko dlatego, że przebywali w miejscu publicznym Ich wypowiedzi nie okraszone były wulgaryzmami...
Krótko mówiąc...
Polityków owi Panowie mieli w najgłębszym poszanowaniu, czyli w d****...
     - A Pani co o tym myśli...?? - zapytał mnie jeden z Nich...
     - Ja proszę Pana, nie dyskutuję o polityce... - ucięłam...
Bo właściwie o czym tu dyskutować ??
     Poziom naszych Polityków można określić jako embrionalny, albo pierwotny...A najciekawsze mamy przecież przed sobą...
     Milowymi krokami zbliżają się nam wybory parlamentarne...Czyli ??
     Zabawa w "krzesła", "komórki do wynajęcia", albo przysłowiowe "hop siup zmiana doop"...Niektórzy już czyszczą sobie teren...
Będzie się działo...
     Nam pozostaje niewyobrażalnie trudne zadanie...
     Iść na owe wybory i postawić krzyżyk...
A mnie coraz częściej przychodzi do głowy pewna myśl...
     Iść, i owszem...Pójdę...Choćby po to, żeby móc później komentować politykierskie poczynania...
Ale bardzo kusi mnie, żeby zamiast owego "krzyżyka na drogę" na karcie do głosowania napić:

                                       PROTEST OBYWATELSKI !!!

Ot tak...Dla rozwagi...
     Że ten głos będzie nieważny ??
Poniekąd...
     A ten z krzyżykiem niby jest ważny ?? 
     Kto zwraca uwagę na nasze zdanie ??
     Wciskana nam pseudodemokracja jest przecież tworem dziwacznym...
     Wybieramy ludzi, których nie znamy, i którzy po kilku miesiącach zmieniają swoje poglądy...
Ale my już krzyżyka cofnąć nie możemy...
Nasz wybór ma termin przydatności do użycia cztery lata...
      A gdyby w czasie wyborów pojawiło się kilka milionów kart z protestem ??
W sumie niczego to nie zmieni, a jaka wewnętrzna satysfakcja !!
     Nie wybieram złodziei, oszołomów, krętaczy, kłamców, kombinatorów i nieuków...
     Chcesz mieć mój głos to się postaraj !!
     Kobieta w Polsce żyje średnio około 81 lat, czyli stawia około 16 krzyżyków...Każdy krzyżyk to cztery lata Jej życia...
Ja już osiem zmarnowałam...
     Koniec z głosowaniem "dla świętego spokoju", albo "na przekór"...
     Płacę Wam moimi pieniędzmi, więc wymagam szacunku dla mnie i mojego "krzyżyka"...
     Polityka to sztuka !! A kiepską sztukę ściąga się z "afisza"...

 

wtorek, 8 października 2013

Podróż w czasie, czyli zaściankowa rehabilitacja...

     Brama z wykrzywionym szlabanem...Pan Ochroniarz w bardziej niż średnim wieku...Płyty chodnikowe pamiętające narodziny Córci...
W tym miejsce czas w Zaścianku się zatrzymał...
     Hol nie tętni życiem jak jeszcze kilka lat temu...Nowy Zarząd przeniósł główne wejście do bocznych drzwi...
Kolejka Pacjentów tłoczy się do Rejestracji...
     Pokonuje szklane drzwi i schodzę wysłużonymi schodami do poziomu -1...
Betonowe poręcze...Ściany w bliżej nieokreślonym kolorze...Olejna lamperia sięgająca ponad głowę...
Z każdym schodkiem zagłębiam się coraz bardziej w "minioną epokę"...
     Przed kolejnymi szklanymi drzwiami z napisem "Rehabilitacja" kilka drewnianych ławeczek i rząd krzeseł pamiętających lata siedemdziesiąte ubiegłego wieku...W uchylonym okienku wieczko od słoika po kawie..."Numerki proszę pozostawiać w pojemniku"...
Orzesz...(ko)...
"Wielki Świat"...
W poczekalni tłoczy się tłum...
Każdy zerka z zainteresowaniem w stronę szklanych drzwi...
     Tajemniczy głos wyrzuca z siebie nazwisko kolejnego Pacjenta...
Pełna koncentracja...
...ski !!
Jak na stacji w Koluszkach w godzinach szczytu...
     Z ławeczek podrywa się kilka Osób i ruszają w stronę drzwi...
Po chwili już widać kto jest szczęśliwym Wybrańcem...
Reszta wraca na strategiczne pozycje...
     Stoję i rozglądam się po poczekalni...
Na ścianach poprzyklejane zalecenia jak należy się zachowywać w oczekiwaniu na zabieg...
Odrapane i brudne rury sterczą pod sufitem...Lampa z przykurzonym kloszem...Taka bardziej "oszczędna"...
Prawdziwy wehikuł czasu ta poczekalnia...
     W końcu i na mojej twarzy pojawia się uśmiech...Wybranka...
Przekraczam zaczarowane wrota...
     Małe pomieszczenia piwniczne rozdzielone zawieszonymi kotarami koloru pleśni...Powykrzywiana dykta w kolorze "kupki niemowlaka"...I jednostajny świergot urządzeń...
Po wąskim korytarzyku snują się Pacjenci zmieniający "stanowiska"...Kobiety...Mężczyźni...
Intymność zerowa...
Pani Rehabilitantka spogląda na mnie i rzuca z uśmiechem...
     - Kabina nr 5 ostatnie stanowisko...
     Przeciskam się przez kabinę nr 5 przepraszając za kłopot siedzących tam Pacjentów...
Jestem Farciara !!
Ostatnie stanowisko ma działającą kotarkę !!
Ufff...
     Po kilku dniach już wiem, że w tym "przybytku" rządzi prawo dżungli, a miejsce w "ogonku" uzależnione jest od tego "kogo się zna"...
Ja nie znam nikogo...
Na dwa piętnastominutowe zabiegi tracę prawie trzy godziny...
Chaos...Zamieszanie..."Wciskanie swoich"...
XXI wiek, a tutaj jakby czas się zatrzymał...
Nie robią wrażenia nawet nowoczesne urządzenie...Jakoś tak "wtapiają się w tło"...
     - Przepraszam... - słyszę zza kotary...- ale mój zegar nie buczy, a siedzę tutaj już z pół godziny... - informuje Pacjentka...
     - A ktoś Pani ten zegar nastawiał ?? - pyta Rehabilitantka zdenerwowanym głosem...
     - Chyba nie...Tamta Pani kazała mi tutaj usiąść to usiadłam...
Słychać przytłumione odgłosy słownego starcia...
     - Przecież nic się nie stało !! - słyszę odpierane zarzuty...
Hmmm...No niby nic...
     Kiedy po tych trzech godzinach opuszczam "kazamaty" i zamykają się za mną drzwi "Nowego Szpitala", uśmiecham się do siebie widząc rozjarzone słoneczko i nieskazitelny błękitek...
Teraz już wiem...
     Rehabilitacja w Zaścianku polega na tym, że jak się już te "czeluści piekielne" opuści to człowiek musi się poczuć lepiej...
Jeśli nie po zabiegach, to na pewno z powodu odzyskanej "wolności"...   

poniedziałek, 7 października 2013

Pożegnanie...

     Odkąd w moje ręce wpadła Jej pierwsza książka, towarzyszyła mi nieodmiennie...
Uwielbiałam i uwielbiam Ją czytywać...
     Niejedną noc zarwałam przy radosnej lekturze, i nie raz to właśnie ta lektura poprawiała wątpliwej jakości humorek...
     W naszym domu półka z "Chmielewską" jest w zasięgu ręki...Na mojej nocnej szafce leży zawsze któraś z książek...
Tak na zapas...
Gdyby się okazało, że czytana właśnie lektura jest zbyt męcząca...
Gdyby potrzebna była odrobina radości...
     Jej dowcip niejednokrotnie rozbrzmiewał naszym śmiechem w środku nocy, a czytane urywanymi zdaniami teksty powodowały wybuchy śmiechu u wszystkich członków Rodziny...
Tak to działało...
     Właśnie przed chwilą dowiedziałam się, że Pani Joanna Chmielewska zmarła...
     A mimo to się uśmiecham...
     Bo skoro droga do Nieba zbudowana jest z dobrych uczynków i uśmiechów ludzkich, to Pani Joanna ma najpiękniejszą niebiańską ścieżkę, jaką można sobie wyobrazić...
     I kiedy już dotrze do tych Świętych Wrót w Niebiosach zrobi się radośnie...
     Z Nią się przecież nudzić nie można...
     A nam pozostaną uśmiechy zamknięte w Jej książkach...

Dziękuję...

niedziela, 6 października 2013

"Gordyjka" pod specjanym nadzorem, czyli realizujemy marzenia...

     Nie mogliśmy się doczekać...Tydzień za tygodniem przeciekał nam przez palce, kartki z kalendarza lądowały w koszu, a my ciągle nie mogliśmy się "wstrzelić"...Aż w końcu decyzja zapadła...
     Sobota będzie idealna...
     Musimy mieć tam na Górze niezłe znajomości, bo dzień rozbłyskał złotem słonecznych promieni i błękitami nieba...Nawet temperatura jakoś tak cywilizowanie się ustawiła...
To była połowa sukcesu...
     Mimo niewielkiej odległości od Zaścianka miejsce zaciszne i takie, po prostu swojskie...Nikt się nie spieszy, nikt nie pogania, nikt nie zerka na zegarek...
Echhh...
     Podchodzi do nas Pan w bardziej niż średnim wieku i z uśmiechem zawiadamia...
     - Skoro Państwo w teren, to ze mną...
Malownicza Postać...
Po kilku minutach już wiemy, że to Pasjonat...
     - Pojadą Państwo na hucułach...
I tak poznaliśmy naszych nowych przyjaciół...
     Pan N. dosiadł srokatego ogiera o łagodnych oczkach, a mnie został przydzielony Felek...Szatyn lekko przyprószony siwizną...


 

     Hucuły to górskie koniki z Karpat wschodnich, które wykorzystywane były głównie do transportu towarów...Dzisiaj często pracują jako terapeuci w hipoterapii...Są łagodne, wytrzymałe i posłuszne...Chociaż...
No dobra...O tym za chwilę...
     Pan Przewodnik ustawił naszą skromną kolumnę...On jechał na przedzie...Ja zajęłam miejsce w środeczku...A Pan N. zamykał pochód...
Ta strategiczna pozycja ogromnie się Panu N. podobała...
Mógł mieć na oku swoją mało zdyscyplinowaną Połowicę...






     I mogliśmy zacząć realizować nasze wakacyjne marzenie...
     Ruszyliśmy na konikach w plener...
     Pan Przewodnik początkowo zerkał na nas dyskretnie chcąc określić ile umiemy i jak się trzymamy w siodłach, po czym rzucił jakby od niechcenia...
     - Może pokłusujemy ??
Entuzjastycznie przystaliśmy na propozycję...
Koniki ruszyły z kopyta, a nasze ciałka przeszły do anglezowania...Ależ to była radocha !!
     Co "prosta" nasz przewodnik rzucał...
     - Kłusikiem ??
A my z chichotem ruszaliśmy w ślad za nim...
     A kiedy człapaliśmy niespiesznie Pan Przewodni snuł swoją opowieść o koniach, o lesie, o grzybach, i o tym jak dwadzieścia lat temu przyjechał tutaj przez przypadek i znalazł kawałek swojego Świata...
     Czas się zatrzymał...
Jak było ??
Nieziemsko !!
     Poziom endorfin wzrastał z każdą chwilką, a buźki wyginały się w radosnego "banana"...
     Cudności !!




     Felek to bardzo miłe konisko, chociaż z charakterkiem...A właściwie powinnam napisać, że Felek to łakomczuch ponad miarę...Z boksu wyszedł z pyskiem pełnym siana, a w czasie wędrówki robił wszystko, żeby iść po tej stronie, w której rosły liściaste krzewy...Wystarczyła chwilka mojej nieuwagi i Feluś już miał w pysku listki...
A ja obrywałam "puszczaną" gałązką...
On rżał radośnie, że mu się udało zrobić psikusa, a ja chichotałam trzęsąc się w siodle...
Godzina minęła w momencie...
     Kiedy koniki zauważyły, że wracamy to dopiero zaczął się kabaret...
Z niecierpliwością zaczęły nas poganiać...
     Pora obiadu !!




     Na widok jedzących sianko koników Felka przestałam interesować kompletnie...
Miałam wrażenie, że gdyby umiał mówić to usłyszała bym...
     - Złaź babo !!




     Podjechaliśmy do boksów, poczułam, że moje stopy i łydki są kompletnie ścierpnięte...Hmmm...Jakoś zsiąść muszę...
Ale jak, skoro nogi zaczynają mi się od kolan ??
No i zsiadłam...
I jak nie grzmotnę o Matkę Ziemię...
Jak nic okoliczne sejsmografy zarejestrowały wstrząs, bo bidula Ziemia, aż jęknęła...
Felek spojrzał na mnie z politowanie...
     - Sierota...- mówiły jego łagodne oczy...
     Pan Przewodnik spojrzał z troską, ale widząc moje uchachane oblicze stwierdził tylko...
     - Nóżka w strzemionku została ??
Pan N. aż jęknął...
Całą drogę pilnował i...
Z troską zaczął mnie otrzepywać ze słomy...
     - Ale nic sobie nie zrobiłaś ?? - dopytywał...
     - Dlaczego nie poczekałaś ?? - ganił...
Oj tam...
Endorfinki działały...
     Wieczorem prawa noga zrobiła się jak balon, a każdy krok powodował ból jak przy tańcu na szkle...
     Urodzinowe spotkanie z Miśkami spędziłam z nogą w lodowatej wodzie...
Ło Matko i Córko...
     Czy ja zawsze muszę coś zmalować ??
Muszę !!
Taki urok Gordyjki :o)
     Dzisiaj łapka już nabrała smukłych kształtów, ale zapobiegawczo daje jej luzy ;o) 
Byle do jutra...
Jutro zaczynam wyczekiwaną od pół roku rehabilitację...
     Tyle, że "bolek" został na Czerwonych Wierchach, więc może powinnam te zabiegi wziąć na obolałą nogę ??