Dwa światy...

Bardzo Ważni Goście

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lucky - Szczęśliwy Traf.... Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lucky - Szczęśliwy Traf.... Pokaż wszystkie posty

piątek, 29 maja 2026

Jak się dzieli psa na trzy...

      To, że my dostajemy na wiosnę "małpiego rozumu" wiedzą wszyscy moi Czytacze...Ale Lucky ?? No cóż...

Luckiego opętuje totalnie...;o)

     Na Wrzosowisku chce uczestniczyć we wszystkim, dowąchać się do "jądra ziemi", przekopać każdą krecią dziurę i bawić się w ganianego z kosami...Ale przede wszystkim pilnuje...


Pilnuje, a każdą wolną chwilkę poświęca na drzemki...

     Lubi te drzemki...Lubi spać...Wiek ma swoje prawa, a Lucky młodszy nie będzie...Według tablic kynologicznych ma już prawie osiemdziesiąt lat...Rodowy Senior...;o)

A że mamy na jego punkcie totalnego fioła, więc postanowiliśmy zorganizować w Stodole "budę"...Lucky kocha budy...;o) 


 A co to za dziwna poza ??

     Tak Lucky wygląda wieczorem...Nieprzytomnie zmęczony swoimi "obowiązkami" układa się na swoim metrażu, a Pan N. niespodziewanie zaczyna jeść kiełbaskę...I co ma zrobić biedny pies ??

Spać ?? Czy spróbować żebractwa ??

     No to psisko dokonało podziału psa w psie !!

     Poopa i tylne łapy śpią...Łepetyna i przednie łapy idą na kiełbaskę...Ale to był podział na trzy, a nie na dwa !!

Oczy aż krzyczały:

    "Podzielisz się kiełbaską ?? Tak ?? Ale wiesz, Ty jeszcze nie leżysz, to może mi przyniesiesz ??" ;o)

     Ten popis naszego Artysty wprowadził nas w wyśmienity nastrój, a śmiech było słychać w całej okolicy...;o)

     A poza tym ??

Pracujemy...Pracujemy...Pracujemy...

Wakacje już niedługo, a planów do realizacji zostało sporo...;o)

     Ale pierwsze truskaweczki już były...I czereśnie były...I rzodkieweczka...

     Ech, to nasze Wrzosowisko...

środa, 4 marca 2026

Nasza "Kałuża"...;o)

     Granicy strzeżemy tak...


Ojej...
Sorry...;o)
     Granicy strzeżemy tak !!


     Jeśli ktoś kocha Bałtyk, to na pewno Lucky...;o) Ileż było westchnień, mlaskania i ziewania (bo "Kałuża" jest za duża)...;o) No i morsowanie z moczeniem brzuchola...;o)
     Bałtyk od października do kwietnie jest cudny !! ;o)

czwartek, 12 lutego 2026

Żywot psa poczciwego...

Asekuruje

Bawi

Czuwa

Doświadcza

Eksploruje

Foszy

Gryzie

Hopsa

Inspiruje

Jojczy

Kocha

Lubi

Łaskocze

Mlaska

Niańczy

Obgryza

Psioczy

Raduje

Słucha

Towarzyszy

Uwielbia

Vetuje

Wymusza

Xoxo (uściski i całusy)

Yuppi (jest ambitny)

Zazdrości

Kogo to dotyczy ?? Jak myślicie ??

Bingo !!

     To Adresat tego wpisu !!

Lucky

      Nasz Sierściuch (według weterynaryjnych wyliczeń) kończy właśnie 12 lat !! A w sierpniu będziemy obchodzić 7 U-Rodziny...;o) Kudłate szczęście...;o)

Prezent oczywiście musiał być...;o)


Co na to Lucky ??

     Podszedł, zerknął, napił się, zjadł (zawsze w tej kolejności, jak rasowy dietetyk) i poszedł drzemać...Ot, żywot psa poczciwego...;o)

wtorek, 21 października 2025

Czwarte dziecko...

1. Nowa rozrywka.

     Nie da się ukryć, że przebywanie Luckiego z Nielotami jest zawsze konstruktywne...Ponoć mentalnie i intelektualnie psiaki są na poziomie trzylatków, więc bliżej im do Nielotów, niż do Doroślaków...To jak małe dzieci w piaskownicy...;o)

     Lucky na Wrzosowisku nie opuszcza Dzieci nawet na moment, czuwa całodobowo...Czuwa...Pilnuje...Obserwuje...I uczy się na potęgę...

     Jego inteligencja, oceniona w Schronisku jako "poziom średni", znacznie przekracza "średniactwo", a nas nieustannie doprowadza do śmiechu, wzruszeń i podziwu...;o)

     Dobrze, że to "głupie bydle" nawet nie wie jakie jest mądre...;o)

     Dzieciaki z wielkim zaangażowaniem bawiły się na Wrzosowisku w "chowanego"...Miejscówek masa...Wszystko w "zamkniętej przestrzeni"...Dziadkowie mogli odetchnąć...

     Lucky w tym czasem drzemał w pobliżu nas, można powiedzieć, że miał "na chowanego" wywalone...

     Dzieciaki wróciły do Misiowego Domku, na Wrzosowisku zapanowała cisza...

     - Gdzie jest pies ?? - pytam Pana N., bo z reguły nie odrywa się od mojej łydki...

     - Już długo go nie widziałem...- odpowiada Ślubny...

Ki czort ??

     Chodzę, szukam, w zakamarki zaglądam, krzaki lustruję...Pies wsiąkł...

Wołam, gwiżdżę, cmokam...Cisza...

     Zbliżam się do "kopuły", która była dla Dzieciaków "bazą" i nagle słyszę psisko galopujące w moją stronę...Dopadł "kopuły" (oczywiście przede mną) i cieszy się niewyobrażalnie, podryguje, podskakuje, ogon mało się nie urwie...Echhh...

     Przez miesiąc "chowany" był najlepszym wypełnieniem psiej nudy !!

     Kontekst tych działań naszego "Jedynaka" był jasny..."Nie potrzebujecie Dzieci !! Też tak umiem !!"...Bo Sierściuch zazdrosny jest bardzo...;o)

2. Gaduła.

     Dlaczego psy nie umieją mówić ?? Bo by nas zagadały na śmierć !! Nasz nauczył się gadać w tym roku...Mamy przechlapane...;o)

     Przebywając z Dzieciakami, które są Gadułami okrutnymi, psisko widocznie stwierdziło, że jak nie zacznie gadać to będzie stracone...Po milionie "Babciu, Babciu" i "Dziadku, Dziadku" w wykonaniu Nielotów...Lucky zaczął "gadać"...Mruczy, skiełczy, wzdycha...Nie jak pies...To brzmi jak pełne zdania, jakby coś opowiadał...Dźwięki są różnorodne...A jak się człowiek odrobinę wysili, to można zrozumieć sens tych "wypowiedzi"...Mamy gadającego psa !! Utrapienie...;o)

Pysk mu się nie zamyka...;o)

3. Strategia.

     I kolejne "uczłowieczenie"...Ponoć tylko człowiek ma zdolności analizowania sytuacji i planowania zachowań...Ponoć...

     Lucky uwielbia jeździć na Wrzosowisko, i uwielbia wracać do domciu, cieszy się z tych czynności analogicznie, więc nie mamy pojęcia co by wybrał ostatecznie...

     Kiedy wracamy wieczorami do domu, nie trudno się domyśleć, że jego miska jest pusta, nieodmiennie jednak pędzi galopem, żeby sprawdzić jej zawartość...

     Jest w dalszym ciągu "na diecie", więc w brzuchu zawsze jest rezerwa na dobry kąsek, a podany posiłek znika bez marudzenia...

     Niedawno, Lucky wrócił z porannego spaceru i pobiegł do miski...Uważnie sprawdził, czy nie przemycam w kurczaku tabletek (codziennie sprawdza) i przystąpił do jedzenia...Zjadł równiutkie pół posiłku, jakby ktoś linijką odmierzył...Oblizał się i podziękował (zawsze dziękuje)...

Byliśmy totalnie zdziwieni...

     Głodny pojedzie na Wrzosowisko ??

No cóż...

     Podejrzewaliśmy, że jest to premedytacja, ale uwierzyć w to, było trudne...

     Po wieczornym powrocie do domciu, szczęki nam opadły...To było działanie celowe !!

     Na widok w połowie wypełnionej miseczki, psisko z radości aż zaskiełczało !! W końcu miseczka nie była pusta po powrocie...;o)

Bardzo zadowolony pochłonął swoje "zapasy", a potem siadł na środku pokoju i czekał na kolację (jak zawsze)...To była rezerwa na przetrwanie...;o)

     Tak nam się psisko uczłowiecza...;o)

     Przy trójce Nielotów wiele rzeczy uzgadniamy mailami i sms-ami, bo "gumowe uszy" działają całodobowo...W perspektywie mamy ukrywanie planów przed psem...Póki się Sierściuch czytać nie nauczy...;o)

     Czwarte Dziecko w Rodzinie...;o)

wtorek, 7 października 2025

Kwartalna zajawka wrzosowiskowa...

      Wrzosowisko posmutniało...

     Lucky przez trzy dni odsypiał, chrapiąc niemiłosiernie...;o)

A Dziadkowie ??

No cóż...

     Matka Natura nie miała nad nami litości...Wrzosowisko rodziło jak oszalałe, a my to zbieraliśmy, obrabialiśmy, i pot nam po poopach spływał...;o)

     Nasza maleńka "Genowefa Pigwa" (1,4 m), obsypana była "bez pojęcia", a owoce były wielgachne i tak pachnące...

     Głogu zebrałam maleńką część, bo na koniec sezonu ręce odmawiają posłuszeństwa...

     To był wyjątkowo obfity rok...;o) Wszystkiego otrzymaliśmy "po kokardy"...;o) Słoików deficyt...Miejsca w piwnicy brak...;o)

Gordyjka uchachana ponad miarę...;o)))

     I powoli przyszła pora kończyć wrzosowiskową zabawę...

     Na pierwszy ogień poszedł "ludziowy" basen...(Mieliśmy też psi basen i ptasi basen)...

     Lucky jak tylko zauważył co się szykuje, szybko przybiegł i zajął miejscówkę w swoim basenie..."Mojego nie ruszaj !!"...Pamiętacie jak trudno było go przekonać do basenu ??

W tym roku miłość do basenu rozgorzała !! Ależ on kochał ten basenik !! ;o)

     Jak bardzo ??

Tak !!

     Wymyty basenik suszył się zawieszony na kopule, a Sierściuch leżał pod nim i pilnował !! Nie mógł zrozumieć procesu sprzątania basenu...Rozpacz wypisana była na psim pysku...

     "Dlaczego ?? Po co ?? Zrobiłem coś złego ?? Nie kochasz mnie ?? "...

A mnie się serducho krajało...:o(

Po dwóch tygodniach jeszcze zagląda, czy się basenik nie pojawił...:o(

Z resztą...

     Lucky w tym roku bardzo się zmienił (rozwinął ??), co składamy na karb pobytu z Dzieciakami...Obserwował i mimowolnie przyswajał...Może kiedyś opiszę jak nam psisko "sczłowieczało" ??

     Póki co wracam do mielenia pigwy...;o)

środa, 1 października 2025

Lipiec...Przepięknie i epicko...

 Ledwie Dziadziuś zjadł kalarepki...

Luckuś odespał "wieczne pilnowanie" Nielotów...

A Babcia pozbierała prawie wszystkie czereśnie...

Nadszedł czas na Wielkie Wnucze Wakacje...;o)

     Będzie krótko, obrazkowo, bo by się Babci klawiatura zużyła...;o)

     Tygrysek był bardzo zajęty, realizując program kosmiczny...Jak to wytrzymały Jego chude nóżki - nie mam pojęcia...Ale rakiety latały przez caluśki dzień...;o)

     Tak wyglądał nasz Sierściuch, kiedy przechodziły lipcowe burze...York by się pod tą ławką nie zmieścił...Ale wielki strach "kurczy" psa...;o)

Ale zdobywaliśmy też szczyty...

Princeska szybowała pod sufitem...;o)

Księciunio opracowywał technikę korzystania z trampolin na leżąco...;o)

Odwiedziliśmy Smoczysko...;o) Ale głodny nie był, bo Wnuki wizytę przetrwały...;o)

Byliśmy oczywiście w Andrzejówce, zwanej przez Babcię Jędrusiowem...;o)

Było też edukacyjnie...;o)

Pani Fizyka bardzo się cieszyła widząc trójkę zapaleńców...;o)

I tylko "autka" mogły odkuć Nieloty od eksperymentów...;o)

     Ale hity tegorocznych wakacji były inne...

     Po pierwszych próbach na Wrzosowisku i osiedlowych boiskach, nadszedł czas na "prawdziwego tenisa"...Okazało się, że wcale nie jest to takie proste...Kort jest jakiś większy...Siatka jakaś wyższa...Ale...

Bakcyl został zaszczepiony !! 

Nawet załamanie pogody nie mogło przerwać rozgrywek...;o)

Nie mniej, numerem "1" 2025 został...

     "Piksel" !!

     Idealna rozrywka dla miłośników gier komputerowych...;o)

Piksele gwarantuje organizator, a kursorem są "człowieki"...;o)

     Po godzinie skakania po "monitorze", nawet bieliznę mieliśmy mokrą od potu !! Ale zabawa była przednia !! ;o)

Podsumowując...Cytuję:

     Księciunio: " Iść do Stodoły o 19-tej to nie wstyd"... (Nie musieliśmy zaganiać Wnuków do spania, bo bardzo pilnowały odpoczynków)...

     Princeska: " To był najpiękniejszy dzień w moim życiu !!"... Usłyszeliśmy to siedem razy !! ;o)

     Tygrysek: " Babciu !! To jest epickie !!"...Nie mam pojęcia skąd czterolatek wytrzasnął "epikę", ale używał jej tak poprawnie, że poza uśmiechem rozczulenia, wywoływało to totalne zdziwienie...

     Pożegnanie Princeska z Tygryskiem przyjęli normalnie (nastąpiło nasycenie Dziadkami), Księciunio zacisnął zęby i jakoś dał radę (profilaktycznie skrócił pożegnanie)...

     Piękny to był lipiec !! Przepiękny i epicki !! ;o)

sobota, 13 września 2025

Powrót do przeszłości...

     Zegar tyka i tyka, i tadamm...Wrzesień...Ale jaja...

     Właściwie, gdyby nie zdjęcia, to już bym miała problem z ogarnięciem tej czasoprzestrzeni...

     I jak zacząć, po tak długim "pit-stopie" ??

Chyba chronologicznie będzie najrozsądniej...

     No to "powrót do przeszłości"...Czerwiec...

     Zdemolowany "Misiowy Domek" spowodował rozpoczęcie wakacji naszych Wnuków sporo wcześniej, a my cieszyliśmy się z tego niemiłosiernie...;o)

     Będzie krótko, żeby nie przynudzać...;o)

     Pierwszym znakiem, że rozpoczynają się wspólne wakacje jest zmiana miejscówki dla Luckiego...Jazda z przodu jest rewelacyjna !! ;o)

     W sadzie pojawiła się "kopuła", a Dzieciaki nie wahały się jej używać...;o)


     A w Stodole udało się zagospodarować kawałek podłogi i urządzić "sypialkę"...;o)
     Że Dzieciaki wcinają popcorn w łóżkach ??
Hmmm...

      Bo to kino na leżąco było...;o) Pokemony rządziły przez wiele wieczorów...;o)


     Tygrysek nauczył się jeździć na rowerku...;o)


     Babcina jajecznica uzyskała tytuł "Najlepsza Jajecznica na Świecie"...;o)

     I nadeszło pierwsze pożegnanie...


Ale smuteczków nie było...
Bo za parę dni, za dni parę...;o)

niedziela, 11 maja 2025

Zajawki kwietniowo - majowe...

        Jaka jest jedynie słuszna prawda (nie ta góralska) ??

     Emeryci na nic czasu nie mają !!

Co ewidentnie widać na gordyjskim blogu...;o)

     Od grudnia jesteśmy zakręceni jak słoik korniszonów na zimę...Niby pośpiechu nie ma (bo pośpiech jest wskazany przy łapaniu pcheł), ale w terminarz trudno się wbić...

     Jakby Matka Natura czasem nie zawirowała w pogodzie, to zapomnielibyśmy co znaczy "poleniuchować"...Chociaż i z tym bywa różnie, bo zawsze coś nam się z nagła "urodzi"...;o)

No to czas na zajawki...

     1. Święta były spokojne i radosne zarazem, bo...

     Gościliśmy Misiową Rodzinkę, a krótki spacer z Luckim zmienił się w wielką leśną wyprawę...Wnuki postanowiły zrobić sobie sesję zdjęciową na każdym powalonym pniu...;o)

     2. Skrzydlaci przyjaciele...

     - Kiedy odpalam kamerkę, mam dziwne wrażenie, że któregoś dnia zobaczę wścibski dziób "Brygadzisty"...- rzuciłam pewnego dnia...

Pan N. zamilkł, a po chwili zapytał:

     - Może być taki ??


Ło Matko i Córko !!

     Przedstawiam naszego Brygadzistę...Kosa Rezydenta...

     To on rządzi w starym sadzie...To on asystuje Panu N. przy koszeniu trawników...To on podgląda nas zaciekawiony , przysiadając na daszkach i wyśpiewując hymny na cześć Matki Natury...To on buduje na Wrzosowisku pierwszy gniazdo...

     Podobno kosy żyją średni 2,5 roku, ale bywają osobniki, które dożywają dwudziestu lat...Sądząc po nawykach, ten jest z nami od początku...;o)

     3. Olimpiada w Zaścianku...


Na miejsca...

Gotów...

Start !!

     Pełna oprawa !! Fotoreporter uwieczniał zmagania...Kibice (niezależni) dopingowali...

Miejsce I: Princeska (z dwustumetrową przewagą),

Miejsce II : Tygrysek (czterysta metrów biegu to ogromny dystans dla czterolatka),

Miejsce III : Babcia (przeżyła !!)...;o)

     4. Wspinaczka wysokogórska...

Ponoć Babie na drabinie niepolitycznie...;o)

     A że polityka jest ostatnią rzeczą jaką bym się przejmowała, więc mam drabinę i nie waham się jej użyć...;o)

     5. Z sierściuchami zawsze jest dobra zabawa...

Pies Podorzechowy...

Kot nadrzewny...

Kabareciarze w akcji...;o)

     6. Miała Baba koguta...

Właściwie ma...;o)

     7. Trele morele...

     Lubię morele...Jak ja lubię morele !!

     Nie trudno zgadnąć, że bez morelek Wrzosowisko byłoby niepełne...

     Jedną z nich poprzednia fala mrozów przemroziła bardzo...Żal straszny, bo kwitła pięknie i można się było spodziewać pierwszych zbiorów...Echhh...

Druga...

Są !!

     Jakby co, to zinwentaryzowane i pilnowane !! ;o)

     Tylko niech się już te mrozy skończą !!

Zośka !! Do ciebie mówię !! ;o)

czwartek, 8 maja 2025

Cena życia...

     Pan N. zgłosił się na ochotnika do "pokolacyjnego" ogarnięcia Wrzosowiska...Gordyjka z Luckim wybierali się na spacer...Hmmm...

     Do dzisiaj nie wyjaśniliśmy psiej tajemnicy...Czym różni się chodzenie po Wrzosowisku bez hasła "idziemy na spacerek", a chodzenie po Wrzosowisku z hasłem "idziemy na spacerek"...Tylko Lucki umie to rozróżnić...

     Zbliżamy się do obrzeży starego sadu...Lucki jak szczeniaczek obwąchuje każde źdźbło trawy...

     - Nie mogę zejść !! - słyszę nagle donośny komunikat Ślubnego...

Ki czort ??

Kończyny Mu zanikły z przepracowania ??

Patrzę na Ślubnego jak sroka w gnat, i nijak nie ogarniam komunikatu...

Piwniczki nie zasypało...Na osy i szerszenie za późno...Lęk klaustrofobiczny dopadł Biedaka z nagła ??

Myślenicę przerywa kolejny komunikat...

     - Zawołaj Luckiego...Mamy zająca...

Ufff...

Zając nie dzik, wyprosić łatwiej...;o)

Zamieniamy się rolami...

     Pan N. z Luckim wycofują się do kuchni...Gordyjka rusza do walki z sierściuchem...

Co na to Lucki ??

Totalne oburzenie !!

On szedł na spacerek !! Spacerki są fajne !! Co to za nowe dziwactwa ??

     Pan N. wykazuje się wielką inwencją, żeby psisko porzuciło Gordyjkę samotną...;o)

A Gordyjka ??

     Rozgląda się po terenie...Pod drzwiami siedzi bieda...Tfu tfu...Zając...

     Maleństwo...Chudzina...Mokry i przerażony...

     Na gordyjskie kroki (maksymalnie wyciszone), zwierzak reaguje totalną paniką i usiłuje kruchym ciałkiem przebić stalowe drzwi, albo przebić ziemną skarpę...

     "Zając ze strachu może dostać zawału serca" - tak mówił Bieszczadzki Dziadek...

     Gordyjka susem dopada zwierzaka, mocno łapie garstkę kości w dwie ręce (w rękawicach) i...

Ło Matko i Córko !!

Ależ on wrzeszczał !!

     W życiu się nie spodziewałam, że w takim maleńkim ciałku drzemie taki wrzask...A jak łapkami przebierał, żeby się odbić "od powietrza" i zwiać w nieznane...

     "Cichutko maluchu"...- szeptała Gordyjka...- "Jeszcze moment i będziesz wolny"...

     A zając darł się, jakby obdzierali go żywcem ze skóry...;o)

     Przełożenie dłoni przez płotek, rozluźnienie uchwytu i...Sierściuch znikał w wysokiej trawie dzikiej ścieżki...

     - Już...- Gordyjka zakomunikowała zakończenie akcji Panu N. ...

     - Dałem mu dwie kostki i skórkę z boczku...- Pan N. robi rachunek psiego sumienia...

     I Gordyjka, strażniczka psiej diety, musi łyknąć to bez popitki...

     Cóż znaczą dwie kostki i skórka z boczku, wobec zagrożenia zajęczego życia ??

     Pan N. wrócił do przerwanego "okrzątania", a Gordyjka z Luckim wrócili na "spacer"...

     Psisko prostą drogą pokazało którędy zając wszedł, którędy wyszedł i gdzie ruszył w zajęczy szlak...A Gordyjka starała się usunąć z wyobraźni wizję maleńkiego zajęczaka w psiej paszczy...Ot, dwie kostki i skórka...;o) 

środa, 12 marca 2025

Cudnie !!

     Żyjemy !! ;o)

     Po kołobrzeskim maratonie ruszyliśmy na południe, sprawdzić czy nam ktoś Gór nie zaiwanił...;o)

No dobra...Na hydromasaże żeśmy pojechali...;o)

A później ??

     W drodze kupna nabyliśmy odpowiednią ilość specyfików przeciwbólowych i ogłosiliśmy wielkie otwarcie sezonu wrzosowiskowego, a że Matka Natura łaskawa...

Ło Matko i Córko...I Córko i Matko...

     Przynajmniej nie musimy siedzieć nad terminarzem i analizować wszystkiego do obłędu...Fantazja niesie Seniorów...;o) (Chachamy się z tego przez cały czas - może nam kiedyś przejdzie)...;o)

Czas nabrał innego wymiaru !!

No to szalejemy, jakby jutra miało nie być...

     A nowości ??

Misiowi Rodzice obchodzili okrąglutkie urodziny...

Misiową Rodzinkę dopadła zaraza, która całą Małopolskę wycięła z obiegu (leków brakowało nawet w ościennych województwach)...

Nasz Sierściuch otrzymał logistyczne wsparcie...

     Wsiadanie do samochodu stało się udręką, bo dusza wskakiwała, a poopa przyziemiała...Wnoszenie 20 kilogramów (kołobrzeskie goferki długo się nam będą w życiorysie plątać) było zagrożeniem dla naszych kręgosłupów...

Dwa lata szukaliśmy odpowiedniego podestu, który spełniałby wszystkie nasze oczekiwania...Echhh...

     A kilka sekund po zrobieniu tego zdjęcia zauważyłam, że jeden z nitów się rozsypał...

Nerwy ??

W życiu !!

     Kupując ten podest, wiedzieliśmy, że będzie wymagał "przerobienia po naszemu", bo wykonawca nie do końca przemyślał rozwiązanie...;o)

     Coś na poprawę nastroju, żeby się nam awaria podestu po głowach nie plątała ??

     Proszę bardzo:


Kolorowe krokusiki też powoli wyglądają...;o)

     A my sprzątany, grabimy, kopiemy, sadzimy...I jest nam cudnie !!

     Czego i Wam życzymy...♥

poniedziałek, 24 lutego 2025

Kołobrzeska fotorelacja...

       Ufff...To wypoczywanie jest strasznie męczące...Strasznie !!

     Skoro jednak przejechało się całą Polskę w poprzek, to nawet nie wypada siedzieć i odpoczywać...A poza tym...Do Kołobrzegu jeździmy po jod...;o)

     A jak ma być jod, to musi być otwarte Morze i okres sztormowy...No i odrobina "cywilizacji"...;o)

     Kołobrzeg "żyje" cały rok !! Dzięki Kuracjuszom...;o)

     Żeby jednak tej cywilizacji nie było za dużo, to miejscówki wybieramy na uboczach...Co prawda, tym razem "zdradziliśmy" Podczele na rzecz "Miasta", ale chodzenie zamiast jeżdżenia to było to..."Icusiowi" też należał się urlop...;o)

No to ruszamy...

Przyjechaliśmy wiosną...

     A że Zima nas lubi, więc zawróciła z północy i suto sypnęła śniegiem (że o mrozie nie wspomnę)...

     Najlepiej podziwiało się fale "przez szybkę"...Przy gorącej czekoladzie...;o)

     Tak świętowaliśmy Walentynki...♥

A Bałtyk się popisywał !! ;o)

     Lucky codziennie przysiadał przy wejściu na plażę, zaskoczony widokiem "wielkiej kałuży"...;o)

     Elegancko domknął klamrę "od Schroniska w Dolinie Chochołowskiej do mola w Kołobrzegu"...

     I krytycznie zmierzył wzrokiem mewę na deskorolce...;o)

     Obowiązkowym punktem była również ulubiona Kawiarnia Księciunia i Princeski...Luckiemu też się spodobała...;o) Piesolubni Właściciele zadbali o miski z wodą, a leżakujące sierciuchy nikomu nie przeszkadzają...;o) A kiedy poprosiliśmy o suchego gofra (na urlopach diety nie obowiązują), Pani Kelnerka chciała go zaserwować Luckiemu na wielkim talerzu (żeby się psiakowi nie wymknął)...


     Tyle zostało z pełnowymiarowego gofra...;o) Ewentualne problemy jelitowe postanowiliśmy wziąć na własne sumienia...;o) Ale się obyło bez rewolucji...;o)


Były zachody Słońca...


Były wschody Słońca...


     Czasem "Kałuża" chowała się we mgle...;o)
     Za to w promocji przypłynęły do nas łabądki, które bytują przy kołobrzeskim molo...Ewidentnie potrzebowały chwili wyciszenia...;o)


     A pożegnanie było na różowo !! Niestety zdjęcie tego nie oddaje...:o( 
     Codziennie robiliśmy średnio 18 tys. kroków (ponad 15 km)...
     Jodem napakowaliśmy się od stóp do głów...
     Malowniczych widoczków mamy pełne głowy...
I...
     W drodze powrotnej Gordyjka widziała BOCIANA !! :o)))

     Przygotowania do Wiosny uważam za zakończone...;o)