Dwa światy...

Bardzo Ważni Goście

środa, 11 grudnia 2019

Co z poduszkami ??

     Po dwóch dobach górskich wrażeń, pobudce prawie nocnej, zafundowanej przez Luckiego, przyszła pora na rodzinne świętowanie babcinych urodzin...
     Przybyły Dzieciaki !!
     Nas ucieszyły ogromnie, ale Lucky dwoił się i troił, żeby okazać należytą sympatię...Pierwszy raz wykazał taki entuzjazm w przyjmowaniu Gości...
     Uścisk Księciunia rozmiękczył Babcię absolutnie (On przytula całym sobą !!)...
     Princeska na widok Babci pięknie się uśmiechnęła i wyciągnęła łapeczki...Rozmiękczenie zostało zamurowane...A babcine serducho chyba nawet przestało bić na moment...
     Wnuki od razu przystąpiły do przenoszenia zabawek ze swojej szuflady do pokoju (uwielbiamy tę demolkę)...Lucky dyskretnie podsuwał grzbiet do drapania kolejnym członkom Rodziny...
A Dziadkowie...
Hmmm...
No cóż...
     Jak wiecie Babcię ogarnęła mania poduszkorobienia...Początkowo zamówiłam wypełniacza ledwie dwa kilo, eksperymentalnie...Ale, że zapotrzebowanie z nagła wzrosło, więc kolejne zamówienie opiewało na 10 kilogramów...Przesyłka dotarła pięknie zapakowana, a po otwarciu zaprezentowała się tak...


     Ledwie to worzysko ciągnęłam po podłodze...
Jakie było nasze pierwsze skojarzenie ??
     - Wnuki jak przyjadą to będzie ekstra zabawa !!
I była !!
     Wór położony przy "wspinaczkowej kanapie" świetnie się sprawdził jako materac i trampolina...Synowa wyraziła troskę, że przy takim zainteresowaniu, to z kolejnych, poduszkowych produkcji nic nie będzie...Księciunio zaproponował dokupienie jeszcze dziesięciu takich worków...A Babcia wspinała się na kanapę (tylko jak była jej kolejka), malowniczo spadała na worek, turlała się z gracją na podłogę, i wracała do kolejki...
Princeska pilnowała zasad...;o)
     Po kilku godzinach zabawy Misiowa Mama ogłosiła koniec szaleństwa, bo wszyscy byliśmy już mokrzy...;o)
     Babcia ustawiła wór w kącie i...
     Po kilku minutach okazało się, że Princesia darmo chleba nie je !!
Sama sobie wór wyciągnęła !!

Akcja wyciągania zakończona wywrotką...
I sukces !!
Pełen sukces !!


     Na propozycję powrotu do domu, Wnuki kategorycznie oświadczyły:
     - NIE !!
I wiecie co...
     To były moje najpiękniejsze urodziny !!
     Kichać na PESEL, jeśli można się poturlać ze "wspinaczkowej kanapy" na worek silikonowych wiórków w takim towarzystwie !!
     Tylko co z poduszkami ?? ;o)

niedziela, 8 grudnia 2019

Post do posta, czyli pokuta musi być...

     - A co z psem ?? Do Misiów ?? - zapytał Pan N.
     - W żadnym razie !! Do dwójki Dzieci niestabilnego psa nie oddamy...Mam hotel...- uspokoiłam Ślubnego...
Bo to był mój osobisty sukces !!
     Znalazłam hotel ledwie kilka kilometrów od Zaścianka i to właściwie "po drodze" naszych głównych ścieżek...
Ufff...
     Do Wieliczki mamy kawałek, więc to by była "wyprawa w wyprawie" (tam urlopy spędzał nasz Cezary)...
     Mieliśmy podjechać sprawdzić warunki, poznać Właścicielkę...Czasu brakło...
Na pohybel...
I tak wiedzieliśmy, że lekko nie będzie...
     Lucky na widok krat wpada w totalną panikę !! Wiemy, bo śmieciowisko mamy okratowane...
     Trauma po schronisku ledwie zabliźniona...Zaufanie leniwie się budzi...
     Prawdziwy cios w plecy !!
     Hotelik nieduży...Teren wiejski...Posesja ogrodzona...Budynek odizolowany...I Właścicielka...
     Powitanie...Dwa zdania wymienione...I już wiemy, że mamy przyjemność poznać kolejnego Człowieka Pozytywnie Zakręconego !!
     Pani Dominika na twarzy ma wypisaną zwierzolubność...;o)
     Lucky czuł się niepewnie...Był posłuszny, ale zagubiony...Wszedł do boksu, siadł i zamarł...W oczach miał wypisane pytanie:
     - Co Wy robicie ?? Za co ??
     Szybko podałam książeczkę zdrowia, pojemnik z przygotowanym jedzonkiem (żeby chociaż smaki miał domowe) i zwialiśmy prawie biegiem...
     Wieczorem otrzymaliśmy sms-a od Pani Dominiki...
     "To bardzo grzeczny piesek, bardzo skupiony na człowieku, już po pierwszym spacerze sam wrócił do swojego boksu"...
     Pani Dominika zajmuje się zawodowo "wychowywaniem opornych zwierzaków", więc takie komplementy powinny nas podbudować...
Podziałało odwrotnie...
Bo to co Pani Dominika uznała za sukces, dla nas było "porażką"...
     "Bardzo grzeczny", bo wróciły stare strachy...
     "Skupiony na człowieku", bo przerażony...
     "Wrócił do boksu", bo tam nas widział ostatni raz i najchętniej pewnie, wcale by z niego nie wychodził (a jak przyjadą i mnie nie znajdą ??)...
     Szczerze mówiąc mamy też odrębne zdanie co do psiej pamięci...;o)
     Ale Lucky był pod bardzo dobrą opieką !!
     Pani Dominika to "Dusza Człowiek" !!
     A kiedy przyjechaliśmy po niego, wybiegł z boksu i jednym skowytem wylał z siebie te wszystkie lęki...Powitanie było serdeczne i krótkie...Lucky był "wykończony"...
     Prawdopodobnie nie spał przez ten czas wcale...
     Z kupami jak wiecie mamy "jazdy" totalne, więc nie zdziwiło nas, że nie zrobił "na obcym terenie" nic...
     Stres spowodował totalną biegunkę, więc przez dobę nasze życie koncentrowało się pod psim ogonem...A uregulowane już pory spacerów rozjechały się jak Mgławica Oriona;o)
Ale po dobie, kiedy nosek w końcu stał się zimny i wilgotny, a Luckuś na spacerze spotkał Swoje Dzieci (!!), Świat znowu wypiękniał !!
Nastąpiło cudowne ozdrowienie...;o)
     I znowu zrobi się post do posta...;o)

czwartek, 5 grudnia 2019

Jednym tchem...

     Powinnam zacząć od rachunku sumienia i żalu za grzechy...Powinnam, bo zaniechanie to paskudztwo, a ja zaniechałam...
     Nie pomoże tłumaczenie, że czas mi się skurczył, że obowiązków przybyło, że wpadłam w wir reala i nijak się było wyplątać...
     Zaniechałam i kropka !!
O premierze to już pewnie Autorka zapomniała...
Przesyłka od wieków czekała...
A ja, niemota, wiedząc co mnie w niej czeka, dłoni nie wyciągnęłam, okularów nie założyłam, strony nie odwróciłam...
     Ojciec Czas jednak łaskawy...Wyciął kilka kwadransów z życiorysu i dał wytchnienie...A wytchnienie to nie byle jakie !!


     Wyruszyłam w podróż przepiękną z Sienkiewiczem...
Bajka !!
Ptasie mleczko !!
Rarytas po prostu...
     Dobrze przeczuwałam, że po tej podróży...


Kolejna mnie nie zawiedzie...
     A skoro mamy już taki prezentowy miesiąc, więc polecam Wam owe książeczki obiema garstkami...
     Dla miłośników pięknie napisanej literatury...
     Dla zgłębiaczy wiedzy powszechnie niedostępnej...
     Dla wędrowników, którzy utartych szlaków nie lubią...
Wiedza i inspiracja !!
     Agnieszka Zielińska ponownie spisała się na medal !!
Gratulacje Agniesiu !! Wymiatasz...;o)
     Tylko straszny niedosyt czuję...
     Albo Ci nasi Geniusze zbyt mało podróżowali, albo ja mam ten "dech" zbyt głęboki...;o)
     Przypuszczam, że wrócę do Sienkiewicza, tak jak wróciłam do Mickiewicza...Żeby się podelektować, uchwycić detale, przeanalizować...
     I znowu czekam, kiedy ogłosisz kolejną nominację dla któregoś z Twórców...
Podróże literackie...Z ??
     Na pewno z Agnieszką Zielińską !!

wtorek, 3 grudnia 2019

Przykład idzie z dołu...;o)

     Wiele lat temu mój Chrzestny przebywał na kontrakcie w Libii, i stamtąd właśnie przysłał kartkę świąteczną z listem...Ot, właściwie nic ciekawego...
     Ale w tym liście było zdanie, które wywołało u mnie ogromne pragnienie...
     "Cóż Wam pisał będę więcej, całą zimę przechodziłem w trampkach"...
Ło Matko i Córko !!
Nie dosyć, że w moich ukochanych trampkach, to jeszcze całą zimę !!
A zimy wówczas bywały u nas że hoho...
     Wujaszek z kontraktu wrócił już wieki temu...Właściwie, to On już wieki temu odszedł na Błękitną Polanę...Klimat nam się ociepla...Boże Narodzenie często bywa cieplejsze niż Wielkanoc...Zamiast bałwana lepimy zające...
I tak jakoś wszyscy zaczynamy tęsknić do śniegu...
     No to proszę bardzo...Jakby tego śniegu zimowego nie było, a Boże Narodzenie się rozbłociło...;o)
     Zdjęcia robione przed chwilką, w zaściankowym lesie...





     A to użytkownik tego lasu, który nie wahał się włazić wszędzie...;o)
     Pupsko zmarzło, łapy zmarzły, uszy zmarzły...


 
Po powrocie ani na miski nie spojrzał, wskoczył na swoją kanapę i domagał się otulenia...


Chyba pójdę za jego przykładem...;o)

niedziela, 1 grudnia 2019

Góry moje, Góry...

     Wszystko zaczęło się od koperty...
     Nie, nie...Nie zostaliśmy skorumpowani...Bynajmniej !!
Pan N. wrócił z pracy i wręczył mi kopertę...
     - Zobacz...- powiedział...
Zajrzałam...Przeczytałam...I "zdębiałam"...
     W środku koperty był voucher na dwudniowy pobyt w pewnym, słodkim hoteliku...
Orzesz...(ko) !!
     Urodzinowy prezent Pana N. od Współpracowników...
Nie ma co...Piękny prezent !!
A że kierunek wybrali słuszny, więc się Wasza Gordyjka odrobinę pośliniła...;o)
     - Wybierz termin i rezerwuj...- oznajmił Ślubny...
     Żonę ma spolegliwą (przynajmniej w takich tematach), więc w godzinę wszystko było załatwione...
Praktyczna jestem do bólu, to ogarnęłam dwa w jednym...
     Urodzinowy prezent Pana N. zrealizowałam na...Hmmm...Swoje urodziny !! ;o)
     Właściwie, to ogarnęliśmy trzy w jednym, bo skoro mam urodzinki w Andrzejki (jeszcze raz dziękuję Wszystkim na ogromny pakiet życzeń !!)...
     No to ruszamy...


Już wiecie dokąd ??



Serducho się radowało nieziemsko...


A One coraz bliżej...


I w końcu baza wypadowa...





"Malinowy Potok" w Białce Tatrzańskiej...
I One !!





     Wędrówki nie będzie, bo ani czasu nie mamy, ani przygotowania...Ale popatrzeć miło...;o)
Chociaż wędrówka była...W pewnym sensie...
Po schodach w Hotelu (korzystanie z windy w Górach uznaliśmy za nietakt)...;o)
     - Pokój zabaw z "kuleczkowem"...
     - Basen...
     - Grota solna (nie polecam, bo strasznie śmierdzi chlorem, a odgłosy z basenu nie sprzyjają relaksowi)...
     - Sauny...
     - Sala rozrywkowa z bilardem i grami...
     - Stół do ping ponga...
     Wszędzie nowiutko, czyściutko i miła Obsługa...
     Szczególnie Pani z Recepcji, która poświęciła nam sporo czasu, i z determinacją oprowadzała po pokojach (już pewnie wiecie, co nam się w głowach lęgło)...;o)
     Do obiadokolacji wszystko było na plus...
     Mieliśmy nawet kilka kwadransów, żeby się Białce przyjrzeć z bliska...
A potem...
Potem była obiadokolacja...
Ja rozumiem, że to wyjazd po cenach promocyjnych...
Ja rozumiem, że przed sezonem...
Ale skoro ja wstałam od stołu głodna (a "dożarta" nie jestem), to czym się niby miałam z tym "wrogiem" podzielić ??
Średnio smaczne...Ilości mikrusie...
Spora część Turystów prosto z jadalni ruszyła do Białki szukać żarła...
Trochę obciachowo to wyszło...;o)
     Śniadanie w formie bufetu było już OK...
Bemary uzupełniane, pieczywo donoszone, talerze wymieniane na pełne...
To może Oni tę kolację już podzielili przed podaniem ??
Połowa dla nas...Połowa dla "wrogów"...
     Wyjedliśmy wieczorem z bagaży wszystko, co za szybko nie "uciekało"...;o)  Popiliśmy winkiem malinowo-jabłkowym, góralskiej produkcji...Które okazało się winem jabłkowym, bo maliny były tylko na etykiecie...;o)
I poszliśmy spać...
A właściwie leżeć...
     Madejowe łoża...;o)
Ale Góry były !!
I w nocy...







     Tak, tak...Spadł śnieg...
     Może w ilościach niewielkich, ale reklamacji składać nie będziemy...;o)
     Pożegnaliśmy "Malinowy Potok" i ruszyliśmy na Termy białczańskie...
     Wiele dobrego słyszeliśmy od Znajomych...To może "przebiją" Bukowinę ??
Nie przebiły...
     Strefy pooddzielane bramkami...Bramki od natłoku ciągle się blokowały, więc tworzyły się gigantyczne kolejki ociekających wodą "Nagusów"...Ratownik zamiast pilnować basenu, stał i odblokowywał elektroniczne nieszczęście...
     Nie podobało się nam również, że do części basenów można było wchodzić z piwem, drinkami, czy innymi napojami...
     Mam zażywać kąpieli w soku do piwa, czy w wodzie termalnej z minerałami ??
     Szczególnie, że jak na weekend przystało, tłum był znaczny, dzieciaki szalały, więc ciągle ktoś kogoś poszturchiwał...
     Nigdy jeszcze nie wyszliśmy z basenów przed czasem...Nigdy !! Więc musiał być ten pierwszy raz...
     Baseny w pewnym momencie wyglądały jak chińskie plaże...Same głowy wystające z wody...
Jakby "zacytować" Korę...
     "Głowy, głowy, setki głów...Wszystkie robią chlup, chlup, chlup"...;o)
     - Jedziemy po Luckiego ?? - zapytał Pan N.
     - Najwyższa pora...- potwierdziłam...
Bo nasze psisko też było w hotelu...Psim hotelu...
Wiedzieliśmy, że zniesie to kiepsko...
Ale o tym będzie następnym razem...
     Czy to był udany wyjazd ??
Pewnie !!
Góry wynagradzają wszystko !!
Nawet jeśli podziwia się Je, jedynie na horyzoncie...;o)

środa, 27 listopada 2019

Komu, komu ?? ;o)

     Zaglądam na bloga, a tam kurz i pajęczyny...
Echhh...
     Całkiem mnie ten real pochłania...
     Przez ten sezon ogrodniczo-polny nazbierało się tyle zaległości, że nawet wydłużenie doby nic nie da...Kwartał bym musiała wydłużyć...
     Misję poduszkową zakończyłam sukcesem...Księciunio dostał drugi tapczan...Princeska ma misiowe podusie...I chociaż "mercedes" zabezpieczony przed kurzem, stoi i odpoczywa, Babcia rozpoczęła kolejną "misję"...
     Misję "serwetkowo-obrusową"...
Ponoć idą Święta...
     Sukcesu sobie nie wróżę, bo dłonie układają się bardziej pod "motykę" niż pod szydełko, ale sama sobie zgotowałam ten los, więc dziobię...;o)
     Księciunio ospę przeszedł eksternistycznie, więc jeden kamień z serca spadł, ale że "syzyf" zawsze coś zmajstruje, więc zaraz obsypało Princeskę...Obsypało dubeltowo...Widocznie mieli spory zapas krostek...Trzeba trzymać kciuki za Misiową Mamę, żeby tę kumulację przetrwała...;o)
     Lucky, jak na genialnego psa przystało, tydzień temu włączył tryb "zabawa"!!
     Zaczęło się od nakręcanej myszki (dzięki obserwacjom na Wrzosowisku), potem stado myszek nam się rozmnożyło i dostał myszkę piszczącą...Z tej to dopiero jest uciecha !!
Ale prawdziwy podziw wzbudził w nas w Misiowym Domku...
     Lucky włączył się do zabawy w "starego niedźwiedzia" !!
     Musiał to być dla niego wysiłek ponad miarę, bo po powrocie do Zaścianka dobę przespał...;o)
     Krótko mówiąc, żyję, mam roboty po "kokardy" i z przerażeniem w oczach odhaczam kolejną dobę...
     Mam do Was jednak interes, więc bazgrolę w wolnej chwili...
     O śliwkowej klęsce urodzaju pisałam, ale orzechowa klęska urodzaju powaliła nas na kolana (dosłownie, bo zbieraliśmy orzechy na czworakach)...
     Gdyby Ktoś z Was, potrzebował orzechów włoskich, tegorocznych, lekko podsuszonych, to bardzo proszę o kontakt:

gordyjka@gmail.com

     Chętnie się owym dobrem podzielimy !!

poniedziałek, 18 listopada 2019

Rodzina za oceanem...

     Pan N. od ponad trzech miesięcy zadaje Luckiemu to samo pytanie...
" Gdzie ciebie Pani znalazła takiego ??"
     Czasem to pytanie zadaje mnie, ale nie oczekuje odpowiedzi...
Lucky nieodmiennie nas zadziwia i zachwyca...
     Uczy się bardzo szybko, uważnie słucha i coraz bardziej socjalizuje się w nowych warunkach, co widać nawet po próbach zabaw (ostatnio dostał nakręcaną myszkę, ale przestała jeździć po godzinie)...
Coraz bardziej nam ufa...
     Ale nie będzie to kolejny wpis opiewający zdolności naszego psa...
     Lucky mieszkał z nami kilka tygodni, kiedy natrafiłam na tego demota (przepraszam Autora, że nie poprosił o zgodę na publikację, ale nie mam konta, jeśli to problem, demota natychmiast usunę)...


Pomijam fakt, że schronisko wpadło na genialny pomysł !!
Spójrzcie na psa !!

Lucky
     Słyszałam, że ludzie mają po trzy, czy cztery sobowtóry, ale psy ??
     Jeśli ten przystojniak z psiego Hogwartu jeszcze nie znalazł swojego domu, to niech Mieszkańcy Stanów Zjednoczony ruszą z odsieczą !! Bo jeśli zewnętrznie są tak do siebie podobne, to w schronisku jest złoto, a nie pies !! Florydo !! Działaj !!
A przy okazji...
     Zawsze marzył nam się wujek w Stanach (ciocia też może być)...
Marzenie się spełniło...;o)

piątek, 15 listopada 2019

Pierwsza Wojna Tapczanowa...

     Poduszkowa produkcja została dostarczona Właścicielowi, Księciunio poupychał poduchy w bazie, potwierdzając, że poduszki moro są najodpowiedniejsze...I Babcia mogła zamknąć rozdział numer 1...
     Do kolejnej produkcji zabrakło "wypychacza", więc postanowiłam przeskoczyć kolejkę (szycia), i w tak zwanym "międzyczasie" złożyć zamówienie...
Na drugi dzień dzwoni Synowa...
     - Mamo, jest problem...- niepewnie mi mruczy do ucha...
     - Co się stało ?? - bo wyobraźnię mam wybujałą, więc przejrzałam już wszystkie możliwe i niemożliwe kataklizmy...
     - Te poduchy moro są oki, ale tapczan...- słyszę w słuchawce...
I dębieję totalnie !!
     Trunków wysokoprocentowych nie używam, ćpanie (branie psychotropów) skończyłam kilka lat temu, i też mi do gustu nie przypadły...To jakim cudem tapczan popełniłam, i nijak go sobie w życiorysie przypomnieć nie mogę ??
Jaki kurna tapczan ?? 
Coś mi umknęło z umeblowania Miśków ??
Przez myślenicę przebijają się słowa Misiowej Mamy...
     - Bo Księciunio tą składaną poduszkę nazwał tapczanem...
Ufff...
Obie, szare komórki pracują prawidłowo i psychiatryk mi nie grozi !!
Skoro Księciunio mianował poduchę tapczanem, Jego wola...;o)
     - No i co z tym tapczanem ?? - pytam, żeby mi nic nie umknęło...
     - Ma piękną miejscówkę, pasuje jak ulał, Młody zachwycony, ale...- powoli duka Synowa...
     - Ale ?? - już widzę popękane szwy, albo urwanego rzepa...
     - Ale jak Princeska ten tapczan zauważyła, to położyła się wzdłuż i demonstruje, że to Jej "miara"...Od rana mam wojnę o tapczan !! - w końcu mam pełne zeznanie...
     - O masz babo placek...- mruczę do siebie...
     - Jakby Mama mogła...Jeszcze jeden taki...Taki sam...Bo teraz to się prawdziwa baza wojenna zrobiła...- wyznaje Bidula...- Pewnie się zapasy już skończyły, to parę dni przetrwam...Ale jakby się dało...
     - Jeszcze dzisiaj puszczę zamówienie !! Fakt, że posucha w wypełnieniu, bo zamówiłam eksperymentalnie, a że pomysły się mnożą, więc i tak muszę zamówić...- wyjaśniam, ale odpowiedź Synowej znika w strasznym wrzasku...
     Wojna trwa !!
To się porobiło...
     Pierwsza Wojna Tapczanowa...
Echhh...
     Za Nielotami człek nie nadąży...;o)

P.S. Jakby mnie ktoś szukał, to wiecie gdzie jestem...;o)

wtorek, 12 listopada 2019

Człowiek na właściwym miejscu...

     Po dogłębnej analizie, porównaniach, wyczytaniu wszystkich forów, decyzja zapadła...Pozostało odnaleźć źródełko posiadające w zasobach wybrany model...
     Dla Czytaczy spoza Kraju od razu donoszę...Kupić Brothera w Polsce to nie bułka z masłem...Drukarki, owszem, bywają już teraz w wielu punktach, ale maszyny do szycia ?? (Innych produktów wcale nie znajdziecie)...
     Polacy mają specyficzne podejście do zakupów...
Byle taniej, a najlepiej w promocji...
Nie ważne, że późniejsza eksploatacja niszczy budżet domowy...
Przerabiałam to milion razy w naszym sklepie...
     Mnie internetowe ścieżki zawiodły do dwóch punktów (wielu sklepów i serwisów maszyn to nie mamy)...
Dzwonię do pierwszego (bliższego)...
     - Macie w ofercie Brothery, czy są na stanie ?? - pytam po powitaniu...
     - A dlaczego Brother ?? - pyta pan sprzedawca, a ja mało z kanapy nie spadam...Mam się tłumaczyć z wyboru ??
     - Bo mam nabyte zaufanie do tej Firmy...Macie na stanie Brothery ?? - pytam ponownie...
     - Nie mamy...Zostawi Pani namiary to zorientuję się na kiedy możemy sprowadzić...
Zonk...
     Po kiego wrzucać na własną stronę produkt, którego się nie ma w sprzedaży ??
Pan Sprzedawca oddzwonił na drugi dzień...
     - Mogę sprowadzić za kilka dni...
Podziękowałam za usługę i uśmiechnęłam się w duchu...
Ja już wiedziałam gdzie jest mój Brotherek...;o)
     Punkt drugi (dalszy)...
     Pan Sprzedawca na telefoniczne pytanie wcale się nie zdziwił, zapewnił, że ma na stanie odpowiednią ilość (żeby nie zabrakło) i zaprosił serdecznie na zakupy... 
     Punkt na mapie Krakowa, maleńki...Bez szumnych banerów...Bez krzykliwych neonów...
     "KRAKMASZ"...
     W środku Pan Właściciel...Sprzedawca...Serwisant...Wszystko w "Jednym"...;o)
A przede wszystkim życzliwy i sympatyczny Człowiek...
Obsługa była perfekcyjna...
     Milion pytań ?? Na wszystkie są odpowiedzi...
     Wątpliwości ?? Rozwiane...
     Zanim skończyłam zdanie, Pan Łukasz już taszczył kolejny produkt do prezentacji...
     Uwielbiam Ludzi z pasją !!
     Kocham te moje "Nawiedzone Dusze", które czasem, z totalnym "odlotem" wędrują przez Świat...
     To ewidentnie jest Człowiek pozytywnie zakręcony !!
     Lubi to co robi, a że jest Fachowcem w każdym calu, więc robi to dobrze...;o)
     Jeśli więc, kiedyś, zapragniecie maszyny do szycia, albo będziecie potrzebowali serwisu, to polecam obiema garstkami !!
     Dostępność internetowa, telefoniczna...Ale jeśli możecie, to skorzystajcie osobiście...
     Do zakupów lub serwisu, otrzymacie masę pozytywnej energii, życzliwości i sympatii...;o)

niedziela, 10 listopada 2019

Babcia - Poduszkowiec i pierwsza "jazda Mercedesem"...

     Zaczęło się jak zawsze...Od niczego...;o)
     - Muszę Młodemu kupić poduszki do tej Jego "bazy", bo zimą to Mu będzie ciągnęło po poopie...- stwierdziła Misiowa Mama...
     - Jakieś konkretne ?? - zapytałam grzecznie...
     - Takie większe, żeby były...Ze zwykłych będzie spadał...- usłyszałam odpowiedź...
No i Babcia robala połknęła...;o)
     Znalazłam hurtownię z fajnymi materiałami, po bardzo przyzwoitych cenach...Powybierałam (odpowiednio uśliniona)...Do koszyka wrzuciłam...Dzwonię do Synowej...
     - Te poduszki uszyję jak chcesz...Z polarka...
     Po wszystkich: ale to kłopot, Mama taka zajęta, dodatkowy bałagan, itd., itp...Dowiedziałam się w końcu, że wybór różowego tła był faux pas, którego Babcia uniknęła w ostatniej chwili...Princeska w różowościach przestała gustować...;o)
     No to Babcia wyrzuciła z koszyka wszystko co różowe, pozostawiła ulubione granaty i...Hmmm...Khaki...
Zamówienie zrobione, paczuszka (paczucha) dotarła...
     Wiecie już dlaczego blog mchem zarastał...;o)
     Gordyjka maszynę wywlekła z zakamarków i zasiadła...


     Tyle, że wiekowy Łucznik nie miał pojęcia, jaką ważną rolę dla niego szykowałam...
     Totalnie odmówił współpracy...
     Ilości rzuconych do niego wulgaryzmów, nie powstydziłby się wzięty szewc...
     Gorycz wylałam telefonicznie na Pana N. ...
Ale że uparciuch ze mnie straszny, więc nie odpuściłam...
     Rozebrałam, porozkręcałam, wyczyściłam, skręciłam...I w dobę, Łucznik był nówka sztuka !!
Tyle, że Ślubny w tym czasie już pułapkę naszykował...
     - Może już czas o nowej pomyśleć, fajne teraz są...
I zaczął mi na pocztę linki przesyłać, z owymi cudami...
No cóż...
     Pośliniłam się, ale że sknera jestem straszna (a dopiero co piękny prezent dostałam), więc dusza łkała, Łucznika naprawiałam i jak sroka w gnat w te nowomodne cuda się wgapiałam...
     Miałam faworyta, pewnie, że miałam...
     Po naprawczym sukcesie nadałam sobie tytuł "Mistrzuńcia" i przestałam przeliczać drobniaki na zakup maszyny...
Tyle, że Pan N. jak zacznie coś drążyć...
Echhh...
Się Chłopisko zaparło...
     Cztery dni później nastąpiła pokoleniowa zmiana warty...


     A właściwie...Przesiadłam się z "Malucha" do "Mercedesa"...
Kosmos !!
     Ale wśród zachwytów, nie zapomniałam o poduszkach dla Księciunia...
Trzy największe wyprodukowałam na Łuczniku...


Wymiary: 1m/1,6m
Dzielona na siedzisko i oparcie
Wsad: silikonowe kulki (antyalergiczne)
Powłoczka: bawełniana kora (dzielona na pięć komór, żeby siedziało się wygodnie)
Obszycie: polar z atestami dla dzieci, zapinany na rzepy
     Podusia rozłożona w poziom stanowi mięciutki materacyk, a morski wzorek jest uzupełnieniem wystroju pokoju.
     Ale to miało być "wyposażenie bazy" !!
A baza to wiadomo, poważna rzecz...;o)
To Babcia wymyśliła tak...


Duże podusie 60cm/60cm
Wypełnienie: silikonowe kulki
Powłoczki: bawełniana kora
Żeby siedziało się wygodnie, w środku poduszek, dwustronnie, wszyte guziki
Obszycie: polar zapinany na rzepy
     I to są ostatnie dzieła Łucznika...
Mała podusia (z resztek), powstała na Brotherze...;o)
Wrażenia ??
Jeszcze się nie znamy...
     Prosty w obsłudze (jak budowa cepa), intuicyjny, cichutki...Kilka rewelacyjnych nowinek technicznych, którymi nieustannie się zachwycam...
     Kolejka "do uszycia" długa, zima za pasem, to pewnie wiedzę poszerzę przez najbliższe tygodnie...Bo księciuniowe podusie były tylko na rozruch...;o)

P.S. Księciunio właśnie walczy z ospą, więc maskujące wyposażenie się przyda...

środa, 30 października 2019

Byle do wiosny...

Tak się nam wyzłociła...


Ruszając o świcie, może nie do końca jest tak urokliwie...


     Ale mgły opadają, słońce popisuje się promieniami, a błękity...Echhh...Te błękity !!
     Każdą wolną chwilę spędzamy na Wrzosowisku...Roboty huk...
Ręce omdlewają...Kręgosłupy bolą...Biodra odmawiają współpracy...
Jeszcze posadzimy...Jeszcze przekopiemy...Jeszcze przytniemy...Jeszcze zagrabimy...Jeszcze pozbieramy...Jeszcze...
     A na koniec pewnie zlegniemy plackiem, z objawami agonii...;o)
     Już pod koniec września wiedzieliśmy, że nie mamy szans z Matką Naturą...
     Prace techniczne (płoty), spowodowały, że prace ogrodnicze przesuwaliśmy w niebyt...
Ale były też chwilki milusie...

Płonęło ognisko, po którym został piękny żar z popiołem...
W żarze pod popiołem zmieściła się blaszka z ziemniaczkami...
Ziemniaczki pięknie się upiekły...
I wspaniale smakowały z masełkiem...
Ale zanim to wszystko nastąpiło...
     Gordyjka odstała przedweekendową kolejkę w "markiecie" i opuściła go z wielką radością i siatką pełną smakołyków...
     Najdumniejsza była z kaczych szyjek, które kupiła dla Luckiego...;o)
     Psisko jest na Wzrosowisku bardzo grzeczne, chodzi przy nodze bez smyczy, nie niszczy, nie zwiewa...Wzór psa !!

Kontroluje naszą pracę...
Czasem pomaga w kopaniu...
     No to jakaś nagroda być musi...
Padło na kacze szyjki...
     A psisko powąchało, spojrzało z wyrzutem i ostentacyjnie odwróciło się do Gordyjki du...To znaczy, ogonem...;o)
     Bo psisko już sobie smakołyki wyniuchało !!


Nie zdążyłam...
Już prawie...

Tak Lucky szamie pieczone ziemniaczki !!
A potem odpoczywa...


Fajne to nasze Wrzosowisko...;o)
I lubi robić niespodzianki !!

Nowy eksperyment...
Październikowe truskawki...

Ostatnia truskawka 2019 roku (27.10.19)
Wrzosowisko powoli będzie zasypiał...
My powoli wrzucamy na luz...
Lucky po trzech dniach pobytu w domu, czeka na kolejną wyprawę...
     Byle do wiosny...;o)