Dwa światy...

Bardzo Ważni Goście

poniedziałek, 6 kwietnia 2020

Dobre nowinki...;o)

A kiedy minie czas zarazy i Świat odzyska życia blaski,
siądziemy z kijem przy ognisku i upieczemy...Co ?? Kiełbaski !!


Lackuś drewna pilnuje
i już się oblizuje...;o)

P.S. Kolejna, dobra nowina !! Lucky biega swobodnie !! Nie ma smyczy...Nie ma linek...;o)
Pozostał tylko GPS...;o)
     Nie skusiła go wiewiórka, dwa koty, dwóch rowerzystów, dwóch motocyklistów i dwójka pieszych !! Komunikuje...Wystawia...I czeka na reakcję...
     Duma nas rozpiera !! :o)

sobota, 4 kwietnia 2020

Jeszcze jedna ofiara COVID 19...

     No i tego nie ogarniam...Chyba mi się szare komórki skurczyły, albo mi się "sami wiecie co na mózg rzuciło"...
Przed tą logiką wymiękam...
     W dniu 3 kwietnia 2020 roku Minister Środowiska wydał zakaz wstępu do lasów...
Nie powiem...Spodziewałam się...
     Małe Miasteczka i Wsie obrywają rykoszetem za Mieszkańców blokowisk wielkomiejskich...To też rozumiem...Przynajmniej staram się...Bo przecież do tej pory to my byliśmy tą zacofaną częścią społeczeństwa, która nie rozumie wyzwań cywilizacji i nowoczesności...
     W każdym razie obowiązuje zakaz wstępu do lasu (nie dotyczy myśliwych)...
I pierwszy nonsens...
     Nasze Osiedle jest kilkadziesiąt metrów od lasu, większość Piesolubnych tam odbywa spacery, większość psów nawet nie przymierza się do zanieczyszczania trawników drepcząc nerwowo do "zbawiennych" ścieżek lasu (w tym Lucky)...Lasu są hektary, setki hektarów...Na godzinnym spacerze widuję z daleka czasem dwie, a czasem trzy osoby...
     Po ogłoszonym zakazie będę paradować alejkami Osiedla !!
     Będę paradować wśród Brukarzy, którzy właśnie przebudowują alejki, wśród Emerytów, którzy właśnie robią zakupy, wśród Dzieciaków wyprowadzanych "na wietrzenie"...Będą w tym Tłumie również Pracownicy Spółdzielni, którzy muszą swoje obowiązki wykonać, Dostawcy, którzy coraz tłumniej nawiedzają domy...I wśród tych, którzy wyszli zaczerpnąć powietrza, ale idą do pracy...
     Na alejkach spotkam przynajmniej dwadzieścia Osób, które będę mijać "nos w nos", bo chodniki mamy wąskie...
     Czyżby zachorowań w naszym Kraju było tak mało, że trzeba poprawić pozycję w "rankingach umieralności" ??
     A może fakt iż mamy tylko jeden przypadek zachorowania w całym Powiecie niepokoi Pana Premiera ??
     Ten zakaz jest głupi i zły !!
     Logika ewidentnie zaraziła się koronawirusem...
     A pewnie i ja byłabym zdrowsza, gdybym w swej ciekawości nie przeczytała Dziennika Ustaw z dnia 31 marca 2020 roku (nr 566)...
Istotną część zaznaczyłam kolorem...(Wrzuciłam spory fragment, żeby nie było, że interpretuję, albo przeinaczam): 

" Dziennik Ustaw – 6 – Poz. 566

§ 9. 1. Ograniczenia, o których mowa w § 8 ust. 1: 
 1) pkt 1 lit. a–j oraz pkt 2, polegają na całkowitym zakazie prowadzenia działalności; 
 2) pkt 1 lit. k, polegają na całkowitym zakazie, w okresie od dnia 1 kwietnia 2020 r. do dnia 11 kwietnia 2020 r., prowadzenia działalności, z wyłączeniem realizacji usług polegających na zapewnieniu miejsca zakwaterowania dla osób:  
a) objętych kwarantanną lub izolacją,  
b) wykonujących zawód medyczny w rozumieniu art. 2 ust. 1 pkt 2 ustawy z dnia 15 kwietnia 2011 r. o działalności leczniczej (Dz. U. z 2020 r. poz. 295), 
 c) w związku z wykonywaniem przez nie czynności zawodowych lub zadań służbowych, lub pozarolniczej działalności gospodarczej, lub prowadzenia działalności rolniczej; 
 3) pkt 3, polegają na obowiązku zapewnienia, aby w trakcie sprawowania kultu religijnego, w tym czynności lub obrzędów religijnych, na danym terenie lub w danym obiekcie znajdowało się łącznie, zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz pomieszczeń, nie więcej niż: 
 a) 50 osób, wliczając w to uczestników i osoby sprawujące kult religijny lub osoby dokonujące pochowania lub osoby zatrudnione przez zakład lub dom pogrzebowy w przypadku pogrzebu – w okresie od dnia 12 kwietnia 2020 r. do odwołania, 
 b) 5 uczestników, oprócz osób sprawujących kult religijny lub osób dokonujących pochowania, lub osób zatrudnionych przez zakład lub dom pogrzebowy w przypadku pogrzebu – w okresie od dnia 1 kwietnia 2020 r. do dnia 11 kwietnia 2020 r. "

     Wychodzi na to, że Rząd korzysta z usług jasnowidza !!
     31 marca 2020 roku już wiedzieli, że 12 kwietnia uczestnictwo w Mszach Św. będzie można zwolnić z zakazu !! 
     W Wielką Sobotę (11.04) wirus będzie nam jeszcze groził w niewyobrażalnym wymiarze (5 uczestników), ale w Niedzielę Wielkanocną wirus Kościołom odpuści (50 uczestników)!! Ale reszta obostrzeń pozostaje bez zmian ??
     To są prawdziwe jaja !!
     Jeśli to naciski Episkopatu, to ja za taką "organizację" dziękuję pięknie...
Wśród Wiernych będzie grupa "Wybrańców" ??
Będą jakieś zapisy, zaproszenia, miejscówki ??
Czy Księża będą "w ciągu" Msze odprawiać całodobowo??
Z dezynfekcją czy bez ??
Czy "grupy ryzyka" też będą w tym szaleństwie uczestniczyć ??
     Młodzież ma Starszym robić zakupy, żeby nie narażali się na zagrożenie, a za tydzień Starsi poczłapią do Kościoła ??
     Logika umarła na COVID 19 !!
Nazwijmy rzeczy po imieniu...
To jest głupota !!
     Panie Premierze !!
     Ogarnijcie się !! Odpocznijcie !! Napijcie się wody...Cokolwiek !! Bo zaczynacie gonić w piętkę...

czwartek, 2 kwietnia 2020

Sznurkowy rygor...

     Kiedy ostatnio usłyszeliśmy wystąpienie Pana Premiera, mało nam szczęki nie opadły z wrażenia...Do tej pory zakazy nie robiły na nas większego wrażenia...Można by rzec, że wcale nas nie dotyczyły...
     Zakupy, tak zwane "grubsze" robiliśmy od lat raz w miesiącu...Bo najpierw praca zawodowa i ogrom obowiązków ograniczały czas wolny, a potem się okazało, że to bardzo dobry system...
Zawsze wiem co mam w lodówce, czy zamrażarce, więc menu nie jest problemem...Na lodówce wisi kartka na której zapisuję "braki", więc lista zakupowa tworzy się sama...;o)
     Zakupy bieżące (pieczywo, nabiał i "duperele") ogarniałam raz w tygodniu w okolicznych sklepikach, lub "po drodze", jeśli dopadał nas sezon wrzosowiskowy...
Zakupolubni nie jesteśmy, więc reszta (zakupy obuwnicze, czy odzieżowe) ogarniamy przy okazji zakupów "grubszych"...
     Po kilkunastu, czy kilkudziesięciu godzinach pracy na "ugorze" spacery nie są naszą domeną, więc od sierpnia ogarniamy tylko obowiązkowe spacery z Luckim...Psina wybredna nie jest, więc dwa razy dziennie po "prawie godzinie" wystarcza mu w zupełności...
     Preferujemy jedzenie domowe, więc zamknięcie restauracji, czy barów nie jest dla nas obciążeniem psychicznym...
     Czas wolny od czterdziestu lat spędzamy głównie z sobą, więc "wojny małżeńskie" też nam nie grożą, a mijanki w przedpokoju mamy opanowane do perfekcji...
     A że logiczni jesteśmy do bólu, więc po ogłoszeniu ograniczeń Pan N. przesiadł się z "przewozu" do "naguska" i dojeżdża do pracy sam...Przynajmniej jedno zagrożenie możemy wyeliminować...
     Najboleśniejsze okazało się, że nie możemy widywać się z Wnukami i Dziećmi...
My zdrowi (teoretycznie)...
Oni zdrowi (teoretycznie)...
I zero kontaktu osobistego, a telefony króciutkie, bo Księciunio źle je znosi...Nie rozumie zakazów...
Czasem Synowej udaje się wymknąć, to jakieś nowinki przekaże...
Ale ogólnie lipa...
Jak mus to mus...
Z tym, że ostatnie obostrzenia walnęły w nas potężnie...
     Pan Premier zapowiedział, że mamy się poruszać w odległości dwóch metrów...
Jak ??
     Od czterdziestu lat chodzimy "za rękę", albo "pod rękę" !!
     Jak wymusić na percepcji taką zmianę ??
     Ja nawet nie wiem jak się chodzi "w parach" osobno !!
     - Może weźmy jakiś sznurek dwumetrowy ?? - zapytał Pan N. po wysłuchaniu komunikatu...
Popatrzyłam na Niego jak na Zjawę...
     Ciekawe kto ma o tym sznurku pamiętać ??
     Mam iść za Ślubnym, jak za Arabem ??
     A może przed, żeby ewentualny atak tygrysa szablozębnego brać na chudą klatę ??
     A może obiegać Ślubnego w rytualnym tańcu godowym ??
Ja wiem, że to ma być ułatwienie dla Służb, żeby nie musiały ganiać z mandatami za każdą napotkaną parą, ale...
Na litość Boską !! Panie Premierze !!
Sypiamy w jednym łóżku, siedzimy na jednej kanapie, poruszamy się na tym samym metrażu, a na dodatek korzystamy z jednego "klopa"...I nagle za progiem mamy wrzeszczeć do siebie przez ulicę ?? Po czterdziestu latach nabytych przyzwyczajeń ??
     Fakt, wychodzimy we dwójkę rzadko, bo stosujemy się do rygorów, ale tym trudniej będzie pokonać przyzwyczajenia...
     Chyba, że potrenujemy w domu...Szału przestrzennego nie mamy, ale dwa metry sznurka się zmieszczą...;o)
     Więc gdybym się długo nie odzywała, to wiedzcie, że sznurek poszedł w ruch i leżymy gdzieś w kącie nim omotani...;o)

wtorek, 31 marca 2020

Detronizacja...

     Zostaliśmy zdetronizowani !!
     Może radość z tego faktu jest raczej z gatunku "śmiech przez łzy", ale detronizacja po tylu wiekach jest jak światełko w tunelu...
Nadzieja na rozum??
     Cały Świat wie, że jesteśmy specjalistami od "obchodzenia przepisów", od "fantazji ułańskiej" i od "lotów na drzwiach od stodoły"...Ta przypadłość stała się naszym narodowym znakiem...
Kiedy więc przeczytałam (bądź usłyszałam) jaką inwencją twórczą popisywały się niedawno inne nacje, serducho radośnie zadrżało...
Fakt...Przepełnione smutkiem, ale z tą durną nadzieją na rozum...
     Mimo mojego sceptycyzmu, większość Polaków zachowuje się racjonalnie...
     Brawo My !! - chciałoby się zakrzyknąć zbiorowo...
     Ale kawałek "drogi na szczyt" jeszcze przed nami, więc zachowajmy pokerową twarz...Może się "wirus" nie domyśli, że z nami łatwo miał nie będzie...Nadzieja !!
     Wróćmy do tej "detronizacji"...
     Kiedy dowiedziałam się, że Włosi, po ogłoszeniu zakazów poruszania (z wyjątkami), ruszyli na spacery z pluszowymi pieskami na sznurku, albo z pluszowymi kotkami pod pachą...Nie przeczę...Zadziwiłam się bardzo...
Takie pomysły to przecież nasza specjalność !!
Ewidentnie włoski Rząd nie był na to przygotowany, przygotowując rozporządzenie o treści: "z wykluczeniem spaceru ze zwierzętami"...
No to Włosi przewietrzyli pluszowe pieski, kotki, tygryski i misie...
Ponad tydzień tak wietrzyli, zanim Rząd dał radę zrobić nowelizację i wlepić w rozporządzenie:" z wykluczeniem spaceru z żywymi zwierzętami"...
Głupota ??
Nie !!
Fantazja ??
Tak !!
     Bo człowiek jest nieśmiertelny, dokąd nie umrze...Czym młodszy, tym bardziej nieśmiertelny...
     Lubię Włochów, chociaż Ich "nadpobudliwość" działa mi czasem na nerwy...Ale są spontaniczni, radośni i energetyczni...
     Od Nich się zaczęło i właściwie nie mieli szans...Gdyby to "pierwsze uderzenie" poszło w nas, to (wybaczcie brutalność) "trupy zalegałyby na ulicach"...
     Włoska Służba Zdrowia idzie na ostatnich oparach...Porównajcie możliwości...
     Ale wracamy do tematu...
     Podobną drogą poszli Hiszpanie...
     Tam już maskotki nie były na topie, ale masowo rozkręcono interes "wypożyczania zwierząt"...
I dlaczego się Im dziwić ??
     Pogodę mają piękną, temperament nie mniejszy niż Włosi, i mają siedzieć zamknięci w domach ??
     Spacer stał się luksusem i każdy chce skorzystać...
Pies dobro luksusowe !!
Się porobiło...
     Wyszło na to, że to my jesteśmy poniekąd winni tej zarazy...
Zaraziliśmy Europę "fantazją ułańską"...
     A że zaraza lubi się rozprzestrzeniać w zawrotnym tempie, to trzecią "perełką" mojego wpisu będą Amerykanie...
     "W schroniskach i azylach brak zwierząt do adopcji"...
Ło Matko i Córko...
Oni nigdy półśrodków nie lubili...
     Tyle, że jak działania Włochów i Hiszpanów można uznać za przejaw tej naszej "fantazji", tak działanie Amerykanów jest objawem bezduszności...
     Co będzie za miesiąc, dwa, czy pół roku z tymi zwierzakami ?? Co z nimi będzie, kiedy spacer przestanie być "dobrem luksusowym" ?? Wrócą do schronisk, bo nikomu już potrzebne nie będą ??
     Przez miesiąc nic wielkiego się nie stanie, ale jeśli to będzie pół roku, to zwierzak przejdzie kolejną traumę...Porzucony jak jednorazowe rękawiczki, albo maseczka...
     No cóż...Egoizm objawia się różnie...
     Mam nadzieję, że nasz egoizm objawi się racjonalnie...
Dbam o siebie !! Siedzę w domu !! ;o)
Nawet Matka Natura nam pomaga, załamując pogodę jak tylko może...;o)
Przy takiej aurze, to ochotników na psie spacerki trudno znaleźć...;o)

niedziela, 29 marca 2020

Husky ?? Nie husky ?? Pisz pan: rasowy !!

     Zaściankowy las stał się azylem przeciwwirusowym dla okolicznych mieszkańców...Do grona stałych użytkowników (czytaj: piesolubnych) dołączyła reszta Narodu...
     Nie powiem, wszyscy lepiej lub gorzej przyswoili sobie obowiązujące nakazy...Nawet jeśli drepczą tłumy, to drepczą w słusznych odległościach i z zachowaniem systemu dwójkowego (wyjątki oczywiście też się trafiają)...
     Można powiedzieć, że życie towarzyskie przeniosło się do lasu...Wracamy do "korzeni"...
     Sobotni wieczór był cudnej urody...
     Kilkanaście stopni na termometrze...Słoneczko zalotnie mruga z błękitów...Lekki wiaterek szeleści suchym listowiem...
     - Idziemy na spacerek ?? - pytam przekornie Luckiego...
     A ten już stoi "ubrany" w przedpokoju i śmieje się radośnie...
     Odkąd zrozumiał słowo "spacerek" radochy mamy jeszcze więcej...;o)
     Człapiemy sobie niespiesznie...
     Na leśnej ławeczce, przy jednym z głównych "traktów" siedzi trójka "Meneli" (nie lubię tego słowa, ale najlepiej obrazuje kto zasiadał)...
Są już odpowiednio "zmenelowani", więc przyciągam smycz, a Lucky posłusznie drepcze przy nodze...
     - To husky !! - autorytatywnie stwierdza jeden...
     - Nie...- zaprzecza kobitka...
     - Mówię ci, że to husky...- trwa wymiana zdań...
     - Mówię ci, że nie...
     - To jak wygląda husky ??
     Dłuższa chwila ciszy, więc zakładam, że kobitka usiłowała zmusić do pracy szare komórki...
     - Inaczej !!
Victoria !!
Proste jak budowa cepa...;o)
     Mijam ławeczkę, o dziwo nie słyszę gromkiego "dzień dobry", co jest zaskoczeniem, bo Menele zawsze grzecznie się witają...Ale kiedy jestem krok dalej, słyszę...
     - Proszę Pani !! Czy to husky ?? - pyta ten "autorytatywny"...
     - Nie...- wyjaśniam, a spoglądając na kobitkę, dodaję...- To mieszaniec sznaucera...
     - Aha...- wiedza dociera do adresata...- Sznau ?? Co ?? - docieka...
     - Mieszaniec SZNAUCERA...- prawie literuję...
     - Mówiłem ci, że rasowy !! - facet kończy dyskusję...
A ja mam "zrobiony" cały wieczór...
Człapiemy sobie niespiesznie...Chichoczę pod nosem...
Wiatr jakoś radośniej zaszumiał...

piątek, 27 marca 2020

Rzeczywistość w czasach zarazy...

     Jaka jest ??
     Pewnie niczym nie różni się od Waszej...
     Siedzę w domu...Zaliczam codzienny, godzinny spacer z psem do lasu...Raz w tygodniu uzupełniam zapasy (w osiedlowych sklepikach)...
     Pan N. pracuje...
     To wyzwanie nam wystarcza...
     Jego Firma nie ma możliwości zawieszenia, czy pracy zdalnej...Trzeba by było potem wszystko "zaorać" i zaczynać od nowa...
     Pracownicy dojeżdżają wspólnym przewozem (więc rozsądek mile widziany), potem przez osiem godzin przebywają w swoim gronie...
Poza dezynfekcją rąk i prysznicem niewiele można zrobić...
Od kilku dni "na bramie" mierzą Im gorączkę...
     Jeśli się trafi jeden "nadgorliwiec" to rozpęta się "piekło"...
Zakład zostanie bez obsługi, a Osiedle pewnie odetną od Świata...
Nie jedną grypę już nam tak sprezentowano...
Ale tego scenariusza staramy się nie brać pod uwagę...;o)
     Najgorszym "dopustem" jest fakt, że od trzech tygodni nie widzieliśmy Wnuków...I nie zapowiada się, że Je do Świąt zobaczymy...
     Księciunio odliczający skrupulatnie "wolne" Dziadziusia nerwowo do tego podchodzi...My czujemy się jak zdrajcy...
I chociaż ulgę przynosi fakt, że Misiowy Tata pracuje w domu (więc bezpiecznie), że mieszkają z dala od skupisk miejskich i dysponują ogródkiem, wiem, że lekko nie jest...
     Lucky po orędziu Prezydenta głębiej zakopał pod swoją kanapą wędzone, świńskie ucho, a w naszej sypialce schował sobie parówkę, jakby rozumiał, że idą ciężkie czasy...Ale zaliczył też wielki sukces...
     Lucky zaczął się bawić piłeczką !!
     Jedna z ostatnich traum została pokonana !!
     Nie mam pojęcia, kto z nas cieszył się najbardziej...;o)
No i jeszcze jeden sukces...


     Wrzosowisko bez smyczy !!
     Ależ to była radocha...;o)
Paradował jakby się do defilady szykował...;o)
     Wrzosowisko zimę przespało spokojnie, szkód żeśmy nie zauważyli...Wiosna budzi się powolutku...
     Narobiliśmy się oczywiście, jak na dwóch pracoholików przystało...Krzyże nam "uszami" wychodziły...;o)
     I przypomniałam sobie jedną z wypowiedzi "świecznikowca"...Jakoby epidemia była bardziej niebezpieczna dla wsi...
     Weź się chłopie ogarnij !!
Z Sąsiadami żeśmy pogadali na odległość 40 metrów...
W okolicznych sklepikach jest wszystko, włącznie z papierem toaletowym...
Apteki zaopatrzone "po sufit"...
Klienci przestrzegają wszystkich zaleceń...
     Z czym Ty chłopie masz problem ??
Tutaj nikt nie organizuje "koronaparty" !!
     Dobrze nam ten wyjazd zrobił...
     Świat "na hamulcu" tutaj wydaje się bardziej normalny...;o)

środa, 25 marca 2020

Czas ostrzyć dzidę...

     Z wiadomych przyczyn podczytuję teraz portale o piesełach i innych psicach...Toż to człek rozumem wszystkiego nie ogarnie...No to podczytuję...
     Behawiorystów tłumy całe...Treserzy prawie doskonali...
     Jedni wrzucają porady...Inni kuszą się o obszerne artykuły...Co bardziej wyrywni piszą książki...
Dlaczego ??
Bo mogą !!
     Przecież pieseły strajku nie ogłoszą, reklamacji nie złożą...
A nie powiem...
     Niektóre proponowane "eksperymenty" są wręcz kuriozalne...
O tych pisać nie będę, żeby się głupota nie rozprzestrzeniała...;o)
Ale...
Kilka perełeczek do percepcji mi przemówiło...
     Dowiedziałam się, że tak zwane "psie mamy", czy inni piesolubni, którzy wręcz genetycznie umieją się dogadać ze swoimi ulubieńcami, przypadłość ową mają po swoich praprzodkach...I to nie tych sprzed stu-dwustu lat...
     Ta genetyka przenosi się od tysiącleci i dotyczy czasów plemiennych, kiedy to nasi praprzodkowie udomowili wilkowate i przy ich pomocy polowali na strawę...
     Ponoć owo "udomowienie" zadziałało w obu kierunkach...
Właściwie logiczne...
Żeby się porozumieć potrzebny jest dialog !!
     Przemawiał praszczur do prapieseła...To mu prapieseł odpowiadał łaszeniem, podawaniem łapska i lizawkami...
     I taki praprzodek wiedział, że jak jest łaszenie to prapieseł chce do lasu, a jak łapę podaje to chce na łąkę...Proste ??
     Ale przecież w takim plemieniu podział obowiązków był ścisły, więc się myśliwym nikt w interes nie wciskał i nikt prapsiego języka nie poznał...
     Praprzodek swoją wiedzę przekazał potomkowi, ten następnemu, ten kolejnemu...I się po wiekach okazało, że się wie, ale "niewiadomoskąd"...
     W sumie, fajnie pomyśleć, że taki praprzodek byle ciurą nie był, i chrustu nie zbierał, tylko ze zwierzem dzikim przez puszczę pomykał i jeszcze dziksze stwory za uszy do wioski targał...
     To mi się bardzo spodobało !!
     Innym czytelnikom też, bo protestów w komentarzach nie było...
     Jak Świat Światem wiadomo, że niektóre egzemplarze ludzkie świetnie się ze zwierzakami dogadują !!