Dwa światy...

Bardzo Ważni Goście

niedziela, 17 czerwca 2018

Będą niespodziałki !! ;o)

     Wydziwiamy...To już wiecie...
Ale nie ma lekko...
Upały upałami...Lato latem...Wakacje wakacjami...
Czas ruszyć mózgownicami...
     Dawno nie było zagadek...;o)

     Co to jest ?? Albo co to może być ??

Zagadka numer 1.
Dla ułatwienia dodam, że nie jest to podest pod pomnik (żadnej intencji)...;o) 
Wymiary ~3*3 metry.
Co powstanie na tym miejscu ??


Zagadka numer 2.
A tutaj co byście zrobili ?? 
Ten "placyk" jak widać, jest troszkę większy...;o)


     Czytając Gordyjkę, wiecie do jakich szaleństw jesteśmy zdolni i jakie pomysły miewamy...
Do dzieła !!
Ruszajcie mózgownicami !!
     Za prawidłowe rozwiązanie zagadek (lub wskazanie najbliższych prawdy rozwiązań) przewidziane są nagrody niespodziałki (bo z działki)...;o)

P.S. Tym razem nie będę odpowiadać na Wasze komentarze, żeby czegoś nie "wysypać" przez przypadek...Rozwiązania podam 20-tego wieczorem...
Powodzenia...;o)

piątek, 15 czerwca 2018

Te "miastowe" wydziwiają...

     "Ależ te miastowe wydziwiają"...Takim hasłem kwitujemy nasze pomysły i wybuchamy śmiechem...
Fakt...
Trochę wydziwiamy...;o)
     Ostatnio rozpoczęliśmy walkę z mrówkami...
Plaga...Prawdziwa plaga...
Mrowisko przy mrowisku...
Niszczą wszystko...
     No to wojna !!


Że osypane dziwnym zygzakiem ??
Daję słowo, że trzeźwa byłam nieprzyzwoicie...
     To szlak "mrowiskowy"...Otwór przy otworze...
     Na zdjęciu jest tylko fragment "szpitala", a ja tak obsypałam prawie cały sad...
     A że fajnych zajęć mam sporo, to w wolnej chwili, czyli w międzyczasie, zmajstrowałam to...


     Nie polecam, bo człek się po takim zabiegu klei do wszystkiego jak "kropelka", ale jakby co, to można się umyć naftą...Od niczego innego nie schodzi...;o)
     Mrówcze pielgrzymki zostały przerwane...
     Tyle, że jeszcze nie skończyłam, mimo, że "stary sad" został przez nas przerzedzony...
     No i nasz niewątpliwy sukces...
     Nie zamierzony, ale jednak sukces...;o)
     Jesienią ucinałam sztobry wierzbowe na rozsady i moczyłam je w starej piaskownicy...Ale potem jesień się totalnie zeźliła, prace ogrodowe wykluczyły ulewy godne potopu, więc sztobry przeleżały zimę...


     A potem wiosna eksplodowała i na sadzenie sztobrów zrobiło się zbyt późno (korzeni jeszcze nie miały), więc dalej leżakowały...
Przyszły upały...
     Nasza piaskownica zyskiwała fanów...
     Teraz to jest "centrum rozrywkowe" Wrzosowiska...
     Co najmniej dwa razy dziennie przybiega "nasza" Baśka...Wiewiórka...
Pije...Moczy łapki...Czasem wskakuje do środka...
Ostatnio takie pozy wyczyniała, że się popłakałam ze śmiechu (bezgłośnego, bo siedzieliśmy dwa metry obok)...
     W ruchu ciągłym do kąpieli i wodopoju jest kolejka...Ptasia kolejka...
     Bywa, że jesteśmy świadkami niesamowitych awantur, gdy któryś chce się wcisnąć bez kolejki...
Jakież tam się cuda dzieją w czasie tych kąpieli !!
     Jest i wskakiwanie "na dziób", jest wskakiwanie "na łapki", jest wychlapywanie wody skrzydełkami...A co bardziej ambitne jednostki to nurkują do wody prosto z drzewa...
Nawet pojęcia nie miałam, że ptaki bywają tak rozrywkowe...
     Jeśli w pobliżu nie macie zbiornika wodnego, to dajcie szanse skrzydlatym łobuziakom...Nalejcie wody do starej miski, ustawcie w pobliżu drzew, w cieniu...Widowisko macie gwarantowane, a i dobry uczynek będzie zaliczony...;o)
     My to już nawet monitorujemy stan wody, żeby sobie dziobów o dno nie porozbijały...;o) 

wtorek, 12 czerwca 2018

Wszystkie wonie Wrzosowiska...

     Nie tak dawno wspominałam, że Pan N. obdarował mnie prawie stoma krzewami róż, i że jako Kobieta, znajduję się w czołówce posiadaczek "królowej kwiatów"...
Stanowczo odmówiłam liczenia kwiatów...
Dlaczego ??
Bo taki widok zastaliśmy ostatnio...


     Łososiowa zdążyła przez cztery dni rozkwitnąć i przywiędnąć...Cytrynowa przekwitła...A okrywowego "malucha" podarowałam w poprzednim wpisie Reni...
Chcecie to liczcie...Nieźle nadają się w miejsce baranów lub innej rogacizny, którą się liczy w bezsenne noce...
     Gdyby jednak zdjęcia oddawały również zapachy, to oka byście nie zmrużyli...;o)
     Nasze Rosarium rozszalało się na dobre...
     Ale lawenda też całkiem nieźle sobie poczyna...
Żniwa już się rozpoczęły...


     Pogoda była taka, że z lubością siedziałam w cieniu i pletłam wianuszek...;o)
     Bardzo fajne zajęcie na upały...I bardzo pachnące...;o)

niedziela, 10 czerwca 2018

Nie ma dnia dobrego na śmierć...

     Poznałyśmy się w blogosferze...
Ona skomentowała...
Ja odpowiedziałam...
I już wiedziałam, że spotkałam "Jeża"...
Z wierzchu igły, a pod spodem mięciuchny...
     Nie komentowała często...
     Wybierała sobie tematy...
     Czekała na chwile...
     Kiedy nie zaglądała zbyt długo, wrzucałam tekst, który podziałał by Jej na percepcję...Prowokowałam...
Wiedziałam, że zagląda, że czyta...
     Ale cóż mogła pisać o naszych Wnukach, albo o urokach Wrzosowiska ??
     To nie są tematy dla "Jeży"...
Kiedy otwierałam "puszkę Pandory" komentarz pojawiał się natychmiast...
Kolce kłuły...
Nie byłam dłużna...
Przecież po to pisała ??
     Przychodziła...Znikała...Ale była...
     Wiedziałam, że jest...
Daleka i najeżona...Z własnymi poglądami...Z wyrobionym zdaniem...
     Nie żadna tak "Mamałyga", czy "Lelija"...
     Baba z jajem...
Dzisiaj się dowiedziałam, że odeszła...
Renia...

Najbardziej kłująca...

     Nie ma dnia dobrego na śmierć...
     Wiem, że będzie "podczytywać" w milczeniu..."Jeże" już takie są...
     A ja będę sobie wyobrażać ten błysk w Jej oczach i palce nerwowo stukające w klawisze...
     "Jeże" rozumieją się bez słów...



wtorek, 5 czerwca 2018

O Kierowniku Wrzosowiska i nieposłuchanej grzeczności...;o)

     Każdy, kto rozpoczynał jakąś inwestycję wie, że bez Kierownika nic się zrobić nie da...Kierownik musi być !!
     A że Wrzosowisko czeka w tym roku całkiem niezła "rewolucja urlopowa", więc po zrobieniu planów, przygotowaniu terenu i sporządzeniu listy zakupów, zaczęliśmy się za owym Kierownikiem rozglądać...
     Okazało się, że odpowiednie kompetencje miał tylko Jeden !!


     Miał kompetencje i kask !! Bo wiadomą jest rzeczą, że takich poważnych prac bez kasku przeprowadzać nie można...
     Kierownik skrupulatnie zbadał poziom przygotowanego piasku...


     - Dziadziusiu !! Tego piasku jest za mało !! - oznajmił...
     - Trzeba jeszcze zamówić ?? - upewniał się Dziadziuś...
     - Tak !! Zamówimy taką wielką wywrotę !! - komenderował Kierownik...
     - No to zamówimy... - zgodził się Dziadziuś...- Jak na wakacje przyjedziesz, to zamówimy...Żebyś mi pomógł go przewieźć taczką...
     Liczko Kierownika pokraśniało, a oczka śmiały się radośnie do widoku tej wielkiej wywroty...;o)
     - A co Ty Dziadziusiu robisz ?? - zapytał Kierownik...
     - Pokrzywy wyrywam...- odparł Dziadziuś...


     - To ja nie...- stwierdził Kierownik...
     Wiadoma rzecz !! Gdzie by tam Kierownik pokrzywy wyrywał...;o)
Ale rekonesans zrobić trzeba...
I to szybciutko !! Żeby nawet aparat nie dał rady złapać...


A potem tak bardziej dokładnie...


Żeby niczego nie przeoczyć...;o)
     Babcinym krokodylkiem Kierownik pozbierał plastikowe butelki (które miały strzelać przy zmianie temperatur i straszyć kreta)...


I padł był nasz dzielny Kierownik od nadmiaru tych zajęć...


Dziadziuś z "Kubusiem Puchatkiem" przyszli Kierownikowi z pomocą...;o)
     Wszystko na Wrzosowisku było fajne !!
     I ogromne łóżko, które Dziadziuś zrobił (i można było poskakać przed snem)...I wiadro z kranikiem, gdzie można było umyć rączki (bardzo się te rączki Kierownikowi brudziły)...I kibelek z wiaderka, zwany przez Kierownika "toaletą" (tak się ta "toaleta" spodobała, że siusiania było zbyt mało)...I jedzenie posiłków w ogrodzie...I bieganie w pidżamie...I zbieranie truskawek i porzeczek...
     I tylko zbieranie czereśni nie do końca było fajne, bo Babcia wlazła na drzewo, i wchodziła coraz wyżej, i Kierownik strasznie się o Babcię bał...
     - Babcia !! Ty złaź !! - żądał kategorycznie i odwracał głowę, żeby tego nie widzieć...
     A kiedy Babcia słuchać Kierownika nie chciała, to uderzał w wyższą "Instancję"...
     - Dziadziuś !! Babcia wlazła jeszcze wyżej !! No !! Dziadziuś !!
     Ale czereśnie Kierownikowi bardzo smakowały...;o) A strzelanie pestkami było wyśmienitą zabawą...;o)
     Tak spędziliśmy weekend "Dzieniodzieckowy"...
Najpiękniej jak się da...;o)
     Wrzosowisko zyskało Kierownika, a my naładowaliśmy "baterie" Wnukiem...
     I już nie możemy doczekać się wakacji...
     Trzymajcie kciuki za księciuniową grzeczność, bo to warunek naszych wakacji !! A z tą grzecznością to Księciunio ma trochę problemów...Wcale nie chce Go słuchać...;o)

czwartek, 31 maja 2018

Nigdy nie byłam "stąd"...

     Może to genetyczne ??
     Może pęd za "lepszym życiem" moich Przodków, został mi jakoś genetycznie przekazany ??
     Moja Prababcia Marysia porzuciła swój dom i ruszyła wraz z Mężem szukać "chleba"...
Przybyli do mojego Rodzinnego Miasta i osiedli wraz z Córką (nie mam pojęcia o Rodzeństwie Baby Jagi) na stałe...To pierwsze pokolenie "Nomadów"...;o)
     Mój Ojciec porzucił rodzinny dom w wieku szesnastu lat...
     Trochę pobłąkał się po Świecie i wybrał Śląsk...Tam poznał Mamciaśkę...
I się urodziłam...
Taki mieszaniec kielecko-bieszczadzki...W jednej ręce scyzoryk, w drugiej sztacheta...;o)
     Jakoś przetrwałam okres edukacji...
     A potem zaczęłam kombinować, jak też z tego mojego "Rodzinnego Miasta" zwiać...
     Nigdy jakoś nie poczułam sentymentu, przywiązania, czy jakie tam licho siedzi w człowieku...
     Nawet teraz, po latach, bywam kiedy muszę i uciekam z prędkością światła...
"Rodzinne Miasto" to na pewno nie jest moja kropka na mapie...
     Kiedy zamieszkaliśmy w Zaścianku...No cóż...
     Od dziecka byłam zauroczona słonecznym Rynkiem, kocimi łbami i tym niespiesznym rytmem życia...Ale szybko pojęłam, że "Autochtoni" nie lubią obcych...
Po ponad trzydziestu latach wiem, że nie lubili, nie lubią i lubić nie będą...
Miejsce urodzenia jest dla Nich najprostszą z wykładni...
     A ja ??
No cóż...
Szybko przestałam się zachłystywać niespiesznym rytmem życia...
     W Zaścianku bywałam...Spałam...Jadłam...
     On żył swoim życiem...Ja swoim...
Ani to miłość, ani to nienawiść...
Lubię przysiąść na słonecznym Rynku...Lubię pospacerować po krętych uliczkach (kiedy ja ostatnio po niech spacerowałam ??)...Lubię widok kościelnej wieży...
Ale nie jestem "stąd"...
     I przyszła pora na Wrzosowisko...
Historia zatoczyła koło...
Wróciłam do Krainy Przodków...(Przynajmniej w pewnym sensie)...
Sadzę...Sieję...Pielę...Zbieram...
Siadam na ławeczce przed "Orzeszkiem" kiedy Słońce układa się do snu...
Spoglądam w niebo przez koronki śliwkowych liści...
     Stąd też nie jestem...
     Nic nie wiem o historii tej Ziemi...Nic nie wiem o jej Mieszkańcach...
Przyjeżdżam i odjeżdżam...
Taki ze mnie "Nomada"...

poniedziałek, 28 maja 2018

Kobiety lubią kamyki...;o)

     - A na imieniny co chcesz ?? - zapytał jakiś czas temu Pan N.
Hmmm...
Co ja mogę chcieć ??
Ciuchy ??...Lipa...
Kosmetyki ??...Lipa...
Biżuteria ??...Lipa...
     Do listopada będę tak monotematyczna, że poza tenisówkami, bermudami i podkoszulkiem potrzebuję jedynie motyki...
To wszystko mam...
     Ale znając zapędy Ślubnego wiedziałam, że nie odpuści...
     A że trafiły nam się zakupy w pewnym, mało kobiecym przybytku, więc...
     - Te kamienie kup mi na imieniny !! - ufff...
Pan N. nie protestował...
Wiadomo, jak się baba uprze, to siły nie ma...;o)
     No to dostałam na imieniny kamienie !!


Dokładnie rzecz ujmując...
74 kilo kamieni...Otoczaków o orzechowym odcieniu...;o)
Cudny każdy z osobna i zbiorowo w worku...
     A w pierwszej "wolnej chwili" rozebrałam "niagarę"...


(Bo mi się wapienie do kwietnika skończyły)...
     I zaczęłam przebudowę obcobrzmiącego wodospadu, na rodzimą "siklawę"...


     Trochę ją tu mało widać, ale odkryłam to dopiero po powrocie do domeczku...;o)
     Jak skończymy te nasze "rewolucje" to pewnie zyska na urodzie...;o)
     A mnie i tak się duszyczka cieszy na takie cudności !!
     Bo kto powiedział, że kobiety mogą kochać tylko szlachetne kamienie ?? ;o)