Dwa światy...

Bardzo Ważni Goście

poniedziałek, 18 lutego 2019

Wale - ntynką...

Pan N. lubi robić niespodzianki...

     Siedzieliśmy z Księciuniem w domciu, robiąc rzeczy ważne, bardzo ważne i mniej ważne, kiedy zadźwięczał sygnał domofonu...
     - Babciu...Ktoś do Ciebie dzwoni...- zauważył Małolat...
Podniosłam słuchawkę, wcisnęłam przycisk i wróciłam do "ważności"...
     - Babciu...Kto to ?? - dociekał Wnuk...
     - Listonosz...- odparłam...
     Ledwie usiadłam odezwał się głos naszego domowego szczekacza (dzwonek do drzwi mamy szczekający)...
Otwieram drzwi, a tam, dobrze znane mi liczko naszego Listonosza (tego od paczek)...
     - To dla Pani, zapłacone...Na pewno dla Pani !! - podkreśla, pomny widocznie poprzedniej przesyłki, której nie zamawiałam i wiedzy o zamówieniu nie miałam, więc na progu niczym Rejtan walczyłam...
     Nim mi dolna szczęka podniosła się do wysokości brody, stałam w otwartych drzwiach z paczką w dłoniach, a po Listonoszu kurz na schodach opadał...
     - Co to ?? - zapytał Księciunio...
     - Nie wiem...Otwieramy ?? - zapytałam...
Wnuk aż poczerwieniał na twarzy, bo pasjami lubi niespodzianki...
     Ledwie zawartość paczki mignęła z opakowania, Księciunio wrzasnął:
     - Ślafroczek !!
I pognał pędem do sypialki...
Moja broda znowu opadła do wysokości kolan...
     Zanim wygrałam nierówną walkę z opakowaniem, Wnuk już wrócił, przytulając do piersi swoją "kicię" (kocyk z tygryskiem)...
Dlaczego ??
     Bo mały Zbój od razu skojarzył, że paczka zawiera mięciuśki szlafrok (taki sam ma Misiowa Mama), a Księciunio pasjami lubi się miziać w ten szlafrok, trzymając w objęciach "kicię" (równie mięciutką)...
     Potem nastąpiła walka słowna o przymierzanie (żeby się mógł pomiziać), a Babcia musiała wykazać się wielkim hartem ducha...
     - Już czas zbierać się po Dziadziusia na przystanek...
To był idealny argument !!
     Księciunio odpuścił i czekał cichutko, aż przygotuję wyjściowe ciuszki...
     Był taki cichutki i zamyślony, że ze dwa razy zaglądałam co poczyna...
I nagle przywalił...
     - Babciu !! A dlaczego ten Pan dał Ci ślafroczek ??
Zonk...
     - To od Dziadziusia prezent...- wyjaśniałam...
     - Gdzie pisze ?? - dociekał młodociany Detektyw...
Ha !! Tu mnie ma...
     - Nie pisze...Jest tylko numer telefonu...- zaczęłam się plątać...
     - A ten Pan zna Dziadziusia ?? - dalej drąży Młody...
     - To Listonosz, więc wszystkich zna...- ucięłam, mając nadzieję na zakończenie...
Przyspieszyłam proces ubierania...
Młody umilkł...
     Dotarliśmy na przystanek...Przewóz przyjechał prawie o czasie...Ustawowe mizianie z Dziadkiem...
     - Dziadziuś !! Babcia dostała ślarfok od Pana !!
News dnia !!
Mina Dziadka i Babci ?? Bezcenne...;o)

P.S. Mam nadzieję, że nie słyszała tego żadna z osiedlowych plotkarek...;o)

środa, 13 lutego 2019

Straszna tęsknota...

Istnieje pewna zależność w "przyrodzie"...
     Im mniej Gordyjki na blogu, tym więcej Babci w Zaścianku (lub gdziekolwiek indziej)...;o)
Tym razem bezplanowo, spontanicznie...
     - Macie jakieś plany na dzisiaj ?? - zapytał Pierworodny przez fonka...
     - Nie...- odpowiedziałam, przesuwając w pamięci wszystko "na dzisiaj"...
     - Bo Młody...
No cóż...
Pierworodny nie musiał mówić nic więcej...
     Księciunio zapragnął podróży do Dziadków na "dwie nocki"...
Powód ??
Inwentaryzacja !!
     Księciunio, jak tylko nie ma Go w Zaścianku przez dłużej niż dwa tygodnie, pała wielką potrzebą zinwentaryzowania swoich dóbr, czyli zabawek...
     Bo przecież po Jego wyjeździe, Babcia z Dziadkiem nic nie robią, tylko się bawią !! Jego zabawkami !!
Budują z klocków wypaśne domy i garaże...Konstruują wspaniałe estakady z desek...Tworzą konstrukcje z kulodromu i kulośmiga...
Dziadkowie już tacy są...;o)
     "Dwie nocki" idealnie wystarczają na taką inwentaryzację...
     I jest szansa zgarnąć przy okazji jakiś prezencik...;o)
Dzieciaki XXI wieku są bardzo inteligentne i spostrzegawcze...
Księciunio nie jest wyjątkiem...
     Przy okazji może się trafić jakaś wyprawa (za wyprawami Księciunio tęskni ogromnie)...
     A może Dziadkowie jeżdżą bez Niego na Wrzosowisko ??
Katastrofa !!
"Dwie nocki" minęły piorunem...
Zabawki zinwentaryzowane (a nawet posprzątane po zabawie), Dziadziuś grzecznie pracuje (odbierał Dziadziusia po pracy z przystanku), stos papierów na babcinym biurku nie stopniał...Czyli wszystko w porządku...;o)
     Można wracać do domku !!
     Pierwszy raz z wielką ochotą !!
Aż się Dziadkom serca radowały !!
Jak On nie lubił powrotów do Krakowa...Brrrr...
     Teraz to już Jego domek, Jego pokój, Jego piętrowe łóżko...
     Ale żeby nie było, że tylko inwentaryzacja, więc Babcia wpadła na taki pomysł...


     Razem z Księciuniem zrobiliśmy ogromną mapę wypraw...Pół ściany...
     Jeszcze nigdy Wnuk nie zaangażował się tak bardzo...Wycinał, wybierał (zdjęcia na miniaturki), podawał, przytrzymywał, a nawet wspinał się na taboret...I wszystko z radosnym piskiem i śmiechem...
Księciunio kocha wyprawy !!
     - Babciu...Kiedy ta wiosna przyjdzie...Powiedz...No kiedy ?? - pytał wyglądając przez okno...
     - Już niedługo Kochanie...- mruczałam, prosząc Matkę Naturę o zmiłowanie...
     - Niedługo to 5 minut ?? - pytał Księciunio...- Bo ja 5 minut poczekam...
Echhhh...
     WIOSNO !! Przybywaj !!
     Bo pewien Mały Człowiek strasznie za tobą tęskni...

wtorek, 5 lutego 2019

O Antonim farciarzu i jego Obsłudze...

     Pragnę Wam dzisiaj przedstawić postać nietuzinkową...
Antonio Buras...
Przez przyjaciół zwany Tośkiem...


     Wpisując w googla "dachowiec" pewnie znalazła bym przynajmniej z tuzin podobnych egzemplarzy, ale Tosiek...
No cóż...
Tosiek to farciarz !!
Przez bardzo duże "F"...


     Od razu Was uspokoję, że nie zmieniłam orientacji i w dalszym ciągu jestem piesolubna, a sierściuchy (znaczy koteczki) lubię w wydaniu "pozaustrojowym", czyli: jak najdalej ode mnie...
Tosiek dokładnie tak ma...Jest daleko...
     Na czym polega jest szczęście ??
     Jego Obsługa od ponad roku zastanawiała się nad znalezieniem odpowiedniego władcy...Poprzedni odszedł na błękitną, kocią polanę i w domostwie powiało nudą (to był władca typu "Neron", wkoło się pali, a ja poezję tworzę)...Obsługa poczuła się porzucona...
     Wzorzec władcy został skrupulatnie określony, wici po świecie rozpuszczone (sama w tym udział miałam podsyłając adres Gosianki naszej Wrocławskiej) i...
Lipa...
A właściwie, bezkocie...
     Kiedy już myślałam, że sprawa umrze śmiercią naturalną, a porządek w mieszkaniu zwycięży nad kocimi zapędami, usłyszałam w słuchawce...
"Mamy kotka !!"
Okrzyk był entuzjastyczny...
     "Mogę Ci wysłać zdjęcia ??" - zapytał pełen nadziei głos Dagusi...
Orzesz...(ko)
Ślij...
No to przysłała...


     Dla ścisłości dodam, że nie jest to kotek Dagusi...Dagusia jest Ciocią Tośka...
(To już jest spory fart)...;o)
     Obsługą podstawową jest Becia...
(To fart numer dwa)...;o)
     A teraz cała lawina farciarstwa...


     Tosiek był "skazany" na schronisko...Miał tam trafić ze względu na alergie, czy inne problemy poprzedniej Obsługi...
     Kobieta zamieściła ogłoszenie, Dagusia je znalazła, i chociaż nie spełniał żadnego z założonych wcześniej wzorców kotecka, pocięły po niego w pośpiechu...
I wiecie jak to jest...
     Czasem człowiek wybiera zwierzaka, czasem zwierzak wybiera człowieka...
     Zobaczyły Tośka, Tosiek spojrzał Im w oczy, przytulił się, zamruczał i już jechał do swojego nowego pałacu...


     Nie muszę chyba pisać, że od tej chwili Obsługa dostała totalnego kota na punkcie kota ??
     Młody, przystojny, rozrywkowy, miziaty, ciekawy świata...Prawdziwy pogromca niewieścich serc...


     Obie wpadły po uszy...
     Trochę schorowany, ale ponoć wszystko można wyleczyć miłością...
     A uszy, oczy, jelita, czy co tam jeszcze, wyleczy weterynarz...
Miał być czarny z krawatką (jeśli dobrze pamiętam) - bo taki był "wzorzec"...
Miał być odchowany - bo Obsługa pracuje zawodowo...
Miał być zdrowy - bo odejście "wzorca" było bardzo bolesne...
     Jedno spojrzenie wystarczyło, żeby Tosiek wszystkie te plany zreformował...Po kociemu...


     Tak już jest ze zwierzakami...
To spojrzenie znają piesolubni, kotolubni i zwierzolubni...
Na takie spojrzenie nie ma szkieł korekcyjnych...
Bo w tym spojrzeniu widać miłość i duszę...
     Taki farciarz z tego Tośka...

P.S. W Wigilię pożarł Im rybę...Ale nie tak, żeby pożreć i tyle...Tosiek uszczknął po ociupince z każdego kawałka, żeby nie było wątpliwości czyja jest zawartość półmiska...Obsługa rozpływała się w zachwytach nad jego inteligencją...A ja ?? No cóż...Pozostaję piesolubna...;o)

niedziela, 3 lutego 2019

Obyś cudze dzieci uczył...

     Głośno ostatnio jest o protestach Nauczycieli...ZUS chce kontrolować Ich zwolnienia lekarskie...Ministra opowiada o profitach jakie czerpią z zatrudnienia...Co bardziej wyrywni Internauci wypominają Im te dwumiesięczne wakacje...A ja z ulgą wzdycham, że nie dałam się "wrobić" w nauczanie, chociaż ponoć miałam predyspozycje...;o)
     Wyobraźcie sobie to...
     Gdzieś w Polsce...Za górami i lasami jest szkoła, w której dyrekcja wpadła na wyśmienity pomysł...Do jednej klasy integracyjnej wcisnęła wszystkie "trudne" Dzieciaki...Ogarniacie ??
Rozwiązanie wydaje się wręcz idealne...
     Statystyki (uwielbiam to stwierdzenie w odniesieniu do edukacji) innych klas poszybowały w górę...Logiczne ??
     Problematyczna jest tylko jedna klasa...
Czyli ??
     Może to Nauczyciel sobie z wyzwaniem nie radzi ??
     Przecież Nauczyciele zawsze narzekają na warunki swojej pracy...
To ten też pomarudzi, pomarudzi...I przestanie...
Jakoś ten rok, czy dwa wytrzyma...
     Na zgłaszane zastrzeżenia dyrekcja nie reaguje, albo reaguje śmiechem: "Ty sobie poradzisz"...
     I eksperyment na żywym organizmie trwa...
     Z jednej strony Dzieciaki zdrowe...Z drugiej strony Dzieciaki z problemami...W środku tej zadymy Nauczyciel...
A nie...
Jest jeszcze jedna strona: Rodzice...
Każda z tych "stron" została w tym eksperymencie pokrzywdzona...
     Dzieciaki zdrowe nie mają edukacji na odpowiednim poziomie, bo Nauczyciel codziennie raczej "walczy o życie" niż naucza...
     Dzieciaki z problemami nie mają należytej opieki, bo każdy z Nich potrzebuje specjalistycznego wsparcia i maksimum uwagi (jeśli edukacja ma być skuteczna), a posadzenie "autystyka" z "nadpobudliwcem" to jak klasowa puszka Pandory (chociaż gorszym rozwiązaniem jest posadzenie w jednej ławce dwójki "nadpobudliwców")...
     Rodzice każdego z tych Dzieci mają problem, bo ta "integracja" ma wymiar (wybaczcie to porównanie), niemieckiej imigracji...
Miało być pięknie, wyszło do d..y...
Chociaż, integracja oczywiście istnieje...
Integracja w tą "drugą stronę"...
     Dzieci jak gąbka, chłoną wszystko...
Nauczyciel...
No cóż...
     Z każdym dniem nabiera przekonania, że wszystkie Jego wysiłki skierowane są jedynie na "przetrwanie"...
     Musi przetrwać On i Jego Uczniowie...
Wyobraziliście sobie to wszystko ??
Macie Dzieci, albo Wnuki w wieku szkolnym ??
To wiem co teraz czujecie...
Ja jestem przerażona...
Księciunio za parę lat pójdzie do szkoły...
     Za górami, za lasami jest taka szkoła...Gdzieś w Polsce...
     A jeśli ten "eksperyment" stanie się standardem ??
     Nie takie rzeczy już nasza "edukacja" przerabiała...

P.S. - był i nie ma...

poniedziałek, 28 stycznia 2019

Czasem trzeba Jednego Człowieka...

     Żeby Was nie pozostawiać w minorowych nastrojach, opiszę dalszy ciąg moich "pitowskich" przygód...
Nie odpuściłam...
     Nick mnie zobowiązuje do walki z "supełkami"...Skoro Olek Macedoński dał radę, to i Gordyjka zawalczyć musi...
     Kiedy Panie z Sali Obsługi US kategorycznie odmówiły przyjęcia dokumentów w formie papierowej, poprosiłam o rozmowę z "Wyższą Instancją"...
     Po ubolewaniach i słowach zrozumienia usłyszałam kategoryczny sprzeciw, ale...
(Pamiętacie, że co jest przed "ale" się nie liczy ??)
     Pani Kierownik podsunęła mi pewne rozwiązanie...
Może nie całkiem "z literą prawa", tym niemniej, prawa nie łamiące...
Chociaż trudno było mi się z tym pogodzić...
     Postanowiłam ruszyć sumienia "Biur Rachunkowych"...Biura jednak sumień nie mają, a ich Pracownicy też muszą się kierować literą prawa (czytaj: interesami i finansami)...Po przeliczeniu kosztów wyszło mi jasno, że taka "zabawa" będzie znacznie kosztowniejsza niż wykupienie "klucza" (na który nas nie stać)... 
     Przemyślałam rzecz na spokojnie, przespałam problem i postanowiłam zadzwonić do Ministerstwa Finansów...Jeśli nawet ten telefon niewiele zmieni w tym roku (bo na zmiany za późno), to może uchylą zatrzaśnięte drzwi na kolejne lata...
Ostatecznie w tym roku mogę się "podłożyć"...Trudno...
     W jednym Departamencie mnie przełączyli, bo to nie Ich problem...W drugim odebrała Kobieta, a właściwie oddzwoniła...
     Naświetliłam sprawę, Pani wykazała zainteresowanie, współczucie i troskę, poradziła napisać oficjalne pismo i właściwie...Rozmowa skończyła się jak kilkanaście innych...
Pozostała jedynie pozytywna kwestia, że być może w przyszłym roku...
Echhh...
Postanowiłam drążyć dalej...
     Zadzwoniłam do Ministerstwa Sportu i Turystyki...
     W końcu, gdzie mam szukać wsparcia, jak nie u "swoich"...
Rozmowa była mało pocieszająca...
     Mam napisać pismo, mam zebrać kilka lub kilkanaście podobnych jednostek, zebrać podpisy...
Z Zaścianka ??
Super...
     W tym czasie zadzwoniła do mnie ponownie Pani z MF...
Dobrej Duszy ten problem zaległ na serduchu...
     Znalazła rozwiązanie !!
     Co prawda, z tego co zrozumiałam ruszyła "Wyższą Instancję", ale chwała Jej za to...
     Dziękuję Ci Dobra Duszo !! Z całego gordyjskiego serducha DZIĘKUJĘ !!
     Nawet sobie nie wyobrażasz Dobra Duszo, jak wiele serdecznych życzeń płynie w Twoją stronę i z jak wielkiego mroku niemożności mnie wyrwałaś...
     
     Po stokroć DZIĘKUJĘ Pani Justyno!!

piątek, 25 stycznia 2019

List otwarty do Ministerstwa Finansów.

Witam.
     Od wielu miesięcy słyszę i czytam, jak wielką troską darzycie małe przedsiębiorstwa, ile dobrego czynicie dla ich rozwoju, więc postanowiłam Wam opowiedzieć jak wygląda to z perspektywy Zaścianka.
     W dniu 1 stycznia 2019 roku powstał obowiązek przesyłania informacji podatkowej drogą elektroniczną. Informatyzacja. Cyfryzacja. Nowoczesność.
     Bez względu na to, czy jesteś Pracodawcą dla jednej, czy dla stu Osób - klikasz i po kłopocie.
No to kliknęłam.
     Próbowałam jeden dzień, drugi dzień, trzeci dzień. Zakładałam problemy systemowe, blokady połączeń, działanie bramek i programów antywirusowych, w końcu skapitulowałam i skorzystałam z infolinii.
     Okazało się, że maleńkie Stowarzyszenie, Klub sportowy dla Dzieci i Młodzieży, którego roczny budżet z trudem i rzadko pokonuje barierę 10 000 zł rocznie (wliczając dotacje celowe), został potraktowany jak Klub Ekstraklasy. Wysłanie PIT-u 11, PIT-u 4R, czy rozliczeń CIT-8 wymaga płatnego klucza, albo usługi biura rachunkowego (oczywiście płatnej).
     80% działań Klubu to wolontariat. Nasze Dzieciaki nie biegają w "Najkach".    Każdy grosz oszczędzamy i przeznaczamy na wyjazdy na zawody, na opłaty startowe, na obowiązkowe licencje.
Cel od osiemnastu lat mamy jeden: dać alternatywę dla internetu i gier, pokazać rywalizację wartą naśladowania, dać radość wygranej i gorycz porażki - bo to uczy prawdziwego życia.
     Czy te wartości w Warszawie wyglądają inaczej ??
     Czy pieniądze wyduszone z tak mikrych organizmów finansowych jak nasze Stowarzyszenie uratuje budżet ?? A może przyczyni się do nagłego wzrostu PKB ??
     Nie pojmuję, dlaczego nie możemy skorzystać z danych autoryzacyjnych jak osoby fizyczne, przecież roczny przychód nawet z "najniższej krajowej" przekracza znacznie nasz budżet.
     Wydzwaniałam gdzie mogłam, każdy mnie rozumie, każdy mi współczuje i rozkłada bezradnie ręce.
Takie prawo obowiązuje. Taki przepis obowiązuje.
Kropka.
     Poszłam szukać pomocy w Urzędzie Skarbowym. W końcu, jest to najbliższa mi "instancja".
Spotkałam się ze zrozumieniem, ze współczuciem...
Ale taki jest przepis, takie jest prawo.
     A gdzie zwykła przyzwoitość ??
     Gdzie ta dbałość o najsłabszych ??
     Tego Ustawa nie przewidziała ??
Jestem rozgoryczona. Jest mi wstyd.
     W budżetowych miliardach zatraciło się człowieczeństwo.
     Nie mamy komputerów, radców prawnych, biur rachunkowych, siedziby w marmurach, a nawet bieżni.
     Mamy trzydziestkę Dzieciaków, które po lekcjach przebierają się w dresy, żeby pobiegać i kilku Zapaleńców, którzy usiłują Im to umożliwić.
     Przez całe lata wspierałam Ich działalność prowadząc dokumentację. I co mam teraz zrobić ?? Mam oświadczyć, że nie pojadą na zawody bo te pieniądze są mi potrzebne na wysłanie PIT-ów ?? De facto - pieniądze z Ich skromnych składek. I na kolejne też nie pojadą bo będę musiała wysłać CIT-y ??
     Ja rozumiem, że dla Was to nie jest problem, że taka "drobnica" w świecie finansów się nie liczy,
ale całej rzeszy uczciwych Ludzi skomplikowaliście życie i chciałam, żebyście o tym wiedzieli.

piątek, 18 stycznia 2019

Polak mądry po szkodzie ??

     Od kilku dni wchodząc na portale "informacyjne" (od dawna nie informujące o niczym, a jedynie interpretujące rzeczywistość po swojemu), krzyczy do mnie hasło: "Stop agresji !!"... Maszerują Ludzie protestujący w milczeniu przeciwko zaistniałej sytuacji...Dramat...Tragedia...
Współczuję...
Z całego serca współczuję...
     I chociaż paluchy rwą się do napisania "ale", tym razem je powstrzymam...
Bo to ważne...
     Tyle, że ja przed 13-tym stycznia 2019 roku też nie zgadzałam się na agresję, też mówiłam "stop" przemocy, nie pojmowałam braku tolerancji (poza brakiem tolerancji dla głupoty)...
A Wy ??
     Skoro odpowiedź brzmi "nie", to kto na ową agresję i przemoc zezwalał ??
Kolejne retoryczne pytanie...
     Z tym, że problem nie jest problemem "marszów", "minut ciszy", "Orkiestry", czy Jurka Owsiaka...
     Morderca miał ponoć zdiagnozowaną schizofrenię paranoidalną...
     Trzydzieści lat temu po takiej diagnozie byłby objęty opieką...Po opuszczeniu więzienia zostałby umieszczony na oddziale szpitalnym, a jeśli "odstawiłby leki", zostałby zmuszony do ich przyjmowania...Nieludzkie ??
No cóż...
W świetle ostatnich wydarzeń...
     Przecież wokół nas żyją tysiące Schizofreników, niektórym podajemy rękę na powitanie, do niektórych się uśmiechamy na ulicy...To "normalni" Ludzie...
     Na leczenie muszą wydać zgodę (!!), muszą przyjmować leki (??)...
     Tak się zmieniło prawo i opieka medyczne...
Nic bez zgody Pacjenta...
     Matka tego człowieka dzwoni na Policję i zgłasza problem...Syn "słyszy głosy", odgraża się Politykom...Policja zawiadamia Służby więzienne...Służby nie widzą problemu...
W sumie, nie z takimi przypadkami mają do czynienie...
     Facet bierze nóż i morduje...
Policja jest bezradna (do chwili popełnienia przestępstwa)...
Służby więzienne są bezradne (do chwili wydania wyroku)...
     Morderca musi wydać zgodę na leczenie...Morderca powinien przyjmować leki...
     Jest ponoć chory psychicznie, ale ma podejmować racjonalne decyzje...
     Gdyby po wyjściu z więzienia zamordował kogoś innego, kogoś przypadkowego, kogoś z rodziny, nawet wzmianki by nie było...Może w statystykach policyjnych...
     Zginął Człowiek z pierwszych stron gazet...
"Stop agresji !!"
A wiecie co ??
     Ja agresję widzę tylko na portalach "informacyjnych"...Agresję widzę w telewizji...Agresję słyszę w radio...
     Więc mówię "STOP"...Nie czytam...Nie oglądam...Nie słucham...
     Tylko tej agresji mogę się przeciwstawić...
     Bo za płotem na Wrzosowisku mam Schizofrenika...
     W czasie ataków rzuca czym popadnie, pluje wulgaryzmami jak śliną, wywala drzwi i okna z futrynami...A potem skacze na skakance uśmiechając się życzliwie...
     Kopie dół w swoim sadzie i komunikuje Sąsiadom, że to dla Nich...
     Siedzi w krzakach i wykrzykuje do Sąsiada (jedynego Człowieka, który mu pomaga), że "łeb Mu ukręci"...A potem przynosi skrzynkę pomidorów na przetwory...
     Taka jest schizofrenia...
Czy została powiadomiona Policja ??
Przecież to groźby karalne...Realne zagrożenie życia...
No cóż...
     Przyjechali, zdyscyplinowali go słownie (cokolwiek to znaczy), zawiadomili Rodzinę, zalecili branie leków...
Bo nic więcej zrobić nie mogą...
Jak już kogoś zamorduje, to co innego...
     I chociaż powinnam płynąć "z nurtem" dla "świętego spokoju", to i w tym temacie zgłaszam zdanie odrębne...
     STOP GŁUPIEMU PRAWU !!
     STOP LEKCEWAŻENIU !!
Tej tragedii można było uniknąć !!
Skorzystajmy z tej "nauki"...