Dwa światy...

Bardzo Ważni Goście

sobota, 27 sierpnia 2016

Taka jest prawda !!

Czy jest ktoś, kto nie zna tych uszu ??


Ktoś, kto nie zna tych oczu ??


Kto nie rozpoznaje tego nosa ??


Kogo nie rozczula ten uśmiech ??


No tak...Myszka Miki pełną gębą...


     Każdy też pewnie zna historię, jak to Pan Disney stracił prawa do królika Oswalda i stworzył tego przemiłego gryzonia...Jak podkładał własny głos pod porywające dialogi...A nawet, jak to Miki otrzymał swoje imię od Pani Lilian, która stwierdziła, że nadane przez autora imię Mortimer, jest zbyt dziewczęce...
     I chociaż nie ma przesłanek, że historia Mikiego została przekłamana, bo nawet stateczna Wikipedia podaje ją w pełnym zakresie, to powiem Wam szczerze...
Historia Mikiego to lipa !!
A właściwie bulwa...
     Myszka Miki powstała na Wrzosowisku i to wcale nie Pan Disney ją stworzył, ale Matka Natura !! I to Jej należy się Oscar !!
     Skąd wiem ??
Bo mam dowód !!
Dowód namacalny, niezaprzeczalny i bulwiasty !!
Ot co...


czwartek, 25 sierpnia 2016

Koniec lata, czyli Dożynki mają się dobrze...

     Wielkie miasta w swojej gonitwie już nie zauważają tego faktu...No, chyba, że w TV pokażą jakąś transmisję, ale i ona nie spotka się z zainteresowaniem Mieszczuchów...Małe miasteczka też jakoś przechodzą nad tym faktem bez uwagi...
Ten dzień ważny jest tylko dla Mieszkańców wsi...
     Dzień Dożynek...
     Jako Dzięcielina uczestniczyłam w owym święcie kilkukrotnie, ale raczej w charakterze "zjadacza smakołyków" (w dziecięctwie młodszym), albo jako "przytupywaczka" (w dziecięctwie starszym)...
Jako nastolatka uczestniczyłam raz i to nie bardzo szczęśliwie, bo po całonocnej potańcówce drzewo chciało mnie przytulić w charakterze nieboszczyka...
Na tym zakończyły się moje doświadczenia dożynkowe...
     W sumie, to nawet myślałam, że ten radosny zwyczaj umarł śmiercią naturalną wraz z rozwojem technologii...
Błąd odkryłam kilka dni temu, kiedy wracaliśmy z Wrzosowiska...
     - Ależ ruch !! - zauważył Pan N., bo na poboczach drogi aż się roiło...
     - Dożynki !! - zakrzyknęłam radośnie...
Ale więcej emocji nie było, bo przygotowania ledwie się zaczynały...
     Kiedy kilka dni później ruszyliśmy w drogę temat dożynek jakoś mi umknął...
Aż do tego momentu...


     Zdjęcia rewelacyjne nie będą, bo pogoda była kiepska, nokiśka w autku ma ciemno, a Pan N. nie zawsze mógł się zatrzymać...Ale czego nie zobaczycie, to sobie wyobraźcie...

Pierwszy gość już czeka...

Bez dobrej ochrony imprezy nie ma...

A to Gospodarz Remizy, bo Dożynki oczywiście w Remizie !!
Dożynki muszą mieć Starostę i Starościnę...

Kosz smakołyków już czeka na Gości...

A Dobra Gospodyni do ostatniej chwili dogląda trzody...

     Kręciłam się po "Nagusku" jakbym robaków dostała...Pan N. cierpliwie hamował, zatrzymywał się i wyglądał kolejnych atrakcji...
Niestety wiele zdjęć nie wyszło wcale, więc to tylko namiastka...
Namiastka ??
     Jak sobie przypomniałam Tłumy, które te "ozdoby" przygotowywały, ile przy tym śmiechu było, to powiem Wam, że i na moje serducho ta radość spadła kaskadą...
     Ludziom się chce !!
Chce się wymyślać, wykonywać, poświęcać swój czas...
Przecież nic nie musieli...
     A najbardziej budujący jest fakt, że wśród Wykonawców przestrzał wiekowy wynosił około 50 lat...
     Cudnie !!
     Tradycja żyje !!
I mam nadzieję, że żyć będzie w dobrym zdrowiu !!
     A że na zdrowie najlepsze są witaminki, więc i Wam odrobinę witaminek zostawiam...;o)

W tym roku śliwki nie obrodziły...Uwierzycie ??

wtorek, 23 sierpnia 2016

Dyskryminacja poprawna politycznie...

     Dowiedziałam się ostatnio, że stwierdzenie:
     "Jestem Biały, i jestem z tego dumny" jest uznawane za objaw rasizmu...
Ze stwierdzeniem:
     "Jestem Czarny, i jestem z tego dumny" jest dokładnie odwrotnie...To wyraz odwagi...
Ło Matko i Córko...Chciało by się zakrzyknąć...
     Bo chociaż "córka" niewiele z tym faktem ma wspólnego, to bez bezpośredniego działania "matki" już się nie obejdziemy...
     A co z "Żółtymi", "Czerwonymi", "Zielonymi"...
O przepraszam, "Zieloni" się jeszcze nie ujawnili...
     No to właściwie jak z tą dyskryminacją jest ??
Mam mówić, że jestem brzoskwiniowa ??
A właściwie...Dlaczego mam być z tego faktu dumna ??
     Mój wpływ na kolor skóry był przecież żaden...Że o rozmiarze stopy nie wspomnę...
Po kiego więc, robić z tego wydumany problem międzynarodowy i tworzyć kolejne "nabuzowane" konflikty ??
Mogę poniekąd odczuwać dumę za Rodziców, że im się nawet nieźle udałam, ale i Oni wpływ mieli na kolor mojej skóry pośredni...
     To jest mniej więcej, jak w tej historyjce, którą niedawno w neciku czytałam...

     "Zebrała się liczna rodzinka na grillu, śmiechy, zabawa i luz...W kąciku, na ławeczce siedzi Prababcia i strasznie chichocze...
     - Z czego się tak Babciu śmiejesz...- zapytał Prawnuk...
     - A tak sobie pomyślała, że jakbym się z Dziadkiem nie przespała, to by Was wszystkich na Świecie nie było..."

Ponoć autentyk...
     I szczerze mówiąc...Bardzo bym chciała zobaczyć minę Prawnuka po tym komunikacie...;o)
     Taki mamy wpływ na swoje życie...Przynajmniej na początku...
     Wiadomo...Biała rasa zdominowała wszystko w sposób absolutny (poza koszykówką), albo przynajmniej usiłowała zdominować..."Czarni" od wieków mieli przechlapane, więc walkę o swoje wysysają z mlekiem matek...Ale czy z tego powodu mam się wstydzić koloru swojej skóry ??
Nigdy nie zrobiłam nic złego wobec innych ras...Ani ja ani członkowie mojej Rodziny...Mam jednak być powściągliwa w określaniu koloru skóry...
     Właściwie powinnam być wdzięczna losowi, że nie urodziłam się "białym" facetem, bo wtedy to już bym miała po całości przechlapane...
     Okazuje się, że można być "Kobietą, i odczuwać z tego powodu dumę", ale nie można być "dumnym Facetem "...Bo to jest szowinizm...
     I nijak rozumem ogarnąć nie mogę, kiedy przegapiłam opcję wyboru płci...Widać za szybko się na Świat pchałam...
     A skoro rozważania doszły już tak daleko, to dopełnię "czarę goryczy"...
     Wiecie co jest teraz największym "obciachem" ??
Być heteroseksualnym...I przyznać się do tego publicznie...
Zgroza !!
     Publicznie można być lesbijką, publicznie można być gejem, ale być hetero ??
To jak być ostatnim dinozaurem...
Dziw nad dziwami...
     Jakie jest więc teraz największe zagrożenie dla Świata ??
Biały Facet heteroseksualny !!
     Po trzykroć niepoprawny politycznie, i po trzykroć szowinista !!
Taki Facet powinien mówić o sobie:
     "Nie jestem czarną kobietą, lesbijką i odczuwam z tego powodu dyskomfort..."
     A gdyby rzeczony Facet był praktykującym katolikiem ??
Fanatyk gotowy...
Już nawet odzywać się nie musi...
     To może ta Prababcia powinna się była wzbraniać przed upojną nocą z Pradziadkiem ??
     Nie wspomnę, że ściągnęła nieszczęście na swoich Prawnuków...
Ona zbudowała coś z niczego !!
Zbudowała Rodzinę !!
Ma się tego wstydzić ??

sobota, 20 sierpnia 2016

Bohaterowie naszych czasów...

     Bohaterstwo miewa różne wymiary...Jedni poświęcają życie, Inni zdrowie, a jeszcze Inni codziennie tworzą coś, co przybiera z czasem wymiar bohaterstwa...
     Niewątpliwy prym w tworzeniu bohaterskich legend mają Amerykanie...Czasem to mam wrażenie, że nie dość iż tworzą to bohaterstwo, to jeszcze w nie wierzą...
Widać "taki mają klimat"...
     Niewątpliwie każdy z nas Ich "bohaterów" zna...




     Wydumani...Uplastycznieni...Od wielu lat porywają Tłumy swoimi wyczynami...
     Aż zazdrość brała kiedy rozprawiali się z przestępcami ratując od zguby swoich Przyjaciół, Rodaków, Miasta, a nawet Ojczyznę...
     Teraz możemy przestać zazdraszczać !!
Ufff...
     Od kilku dni i my mamy swojego "Bohatera"...


     Wspaniały jest !! No nie ??
     Co prawda nie znam jeszcze Jego zasług dla mojej Ojczyzny, ale skoro został tak uhonorowany to te zasługi muszą być prima sort...Bo "sort" ma Facet prawidłowy...
     Z niecierpliwością czekam, aż te swoje zdolności zaprezentuje...
     Może będzie latał jak Supermen i wykazywał się kosmiczną wręcz siłą ?? (Potencjał ma...)
     A może będzie sprytny jak Batman i pod osłoną nocy będzie walczył o sprawiedliwość ?? (O prawo też...)
     A może jest zwinny jak Spiderman i wyplącze nas z każdej niedoli ?? (Ta zwinność może być dyskusyjna...)
     A może ma inne zdolności ??
Na przykład: Świetnie się ślizga na wazelinie...
No cóż...
     Mnie uczono, że każdy Bohater ma Honor...
Widocznie standardy się zmieniają...

P.S. Grafiki pożyczyłam od Wujka Googla, więc jeśli będzie potrzeba to oddam...;o)Dziękuję...

piątek, 19 sierpnia 2016

Olimpiadowisko...

     Z coraz większym smutkiem przyjmuję fakt, że za kilka dni znowu będę pstrykać pilotem do TV i szukać "czegokolwiek"...Teraz nie muszę...
Olimpiada zapewnia mi odpowiednią ilość rozrywek...
     Przynajmniej w rozgrywkach sportowych dzieje się coś z sensem...Może nie zawsze, ale w większości...
     Naszym idzie różnie...
     Jedni trafili z formą idealnie "w ten dzień" i z niekłamanym zachwytem ukazują nam własne wzruszenia...Drudzy pracowali na sukces przez kilka, bądź kilkanaście lat i wyszła z tego totalna lipa...Jeszcze inni potraktowali wyjazd do Rio jak przygodę, albo sponsorowaną wycieczkę...Można i tak...
     Kwestii dopingu poruszać nie mam zamiaru, bo wulgaryzmów staram się na blogu nie używać...To, że ponoć wszyscy biorą też nie przemawia do mojej wyobraźni, bo skoro tak, to lepiej chyba zrezygnować z wszelakich rozgrywek sportowych i zawiesić buty na przysłowiowym kołku...
     Ale podsumowań sportowych też dzisiaj nie będzie...
     Oglądam, dopinguję, chwilami przeżywam ogromnie i wczytuję się w informacje z Rio, jakbym sobie chciała zrobić zapas tej dobrej energii...Z tym, że z tą dobrą energią to różnie bywa...
     Czytujecie artykuły o naszych Sportowcach i komentarze jakie się pod nimi ukazują ??
Nie polecam !!
     Pomijając fakt, iż Dziennikarze podkręcali atmosferę już kilka tygodni przed Igrzyskami i robili z naszych Reprezentantów totalnych Tytanów, w absolutnym oderwaniu od osiąganych przez Nich wyników, zastanawia mnie postawa tak zwanych Kibiców...
Przynajmniej Oni mają o sobie takie mniemanie...
     W komentarzach pojawiają się takie sformułowania, że klękajcie Narody...
Nawet, jeśli artykuł dotyczy sukcesu...
     Chyba rzeczywiście jakiś wirus panuje nad Światem, bo tyle jadu i nienawiści to ja dawno nie widziałam...
     Weźmy na przykład Siatkarzy...
     Pierwsze mecze grupowe i zachwyt taki, że aż się słodko od czytania pod językiem robiło...Pan Antiga z zawadiackim uśmieszkiem udzielał wywiadów, a w necie królował zachwyt nad Jego wizerunkiem w koszulce z Orłem na piersiach...
     Jeden mecz i nasi Siatkarze urośli do rangi absolutnych Mistrzów Olimpijskich...
     Nikt jakoś nie wspominał jak ciężko było się Im zakwalifikować, jak wiele trudu kosztował Ich bilet do Rio, ile zgryzoty przynieśli swojemu Trenerowi...
     Skoro się dostali i mecz wygrali, to opcja przegranej przestała być brana pod uwagę...
A potem ??
     W ciągu 48 godzin z Herosów, Bohaterów, Niszczycieli, zmienili się w Cieniasów, Łamagi i Nieudaczników...
     No fakt...Mogli z tymi Hamerykańcami powalczyć zdziebełko, przynajmniej w drugim secie, ale skoro przegrywali z Nimi prawie zawsze, to skąd teoria, że akurat ten meczyk to będzie bułka z masłem ??
     Czyżby Amerykanie gdzieś ogłosili, że Im na olimpijskim medalu nie zależy ??
Tak się składa, że przed meczami stwierdziłam ze smutkiem...
     - Coś mi się wydaje, że Siatkarze wtopią, a Szczypiorniści pójdą dalej...
Kasandra ze mnie pełną gębą...;o)
     Skąd taki pomysł, skoro Szczypiornistom mecze szły jak po grudzie ??
No cóż...
     Skoro Siatkarze ledwie się w olimpijskie progi wcisnęli, to racjonalnie rzecz biorąc szanse medalowe mieli marne...Tak na babski rozum...
     Oczywiście, że mogli zaskoczyć...Oczywiście, że gdyby wylosowano Im Kanadyjczyków to szanse wejścia dalej (przynajmniej teoretycznie) mieli większe...
Ale Chłopaki wracają do domu...
     Na tyle Ich było stać...
I za to Im trzeba podziękować...
Dziękuję...
     Za dobrą energię...Za kilka wspaniałych meczy...I za ten szelmowski uśmiech Pana Stefana, chociaż od kilku dni się nie uśmiecha...
     Szczypiorniści poszli dalej...
Jak daleko zajdą ??
Tego nawet Oni nie wiedzą...
     W ostatnim meczu przypomnieli sobie jak umieją grać...Bo umieją !!
     Tyle, że wyrokowanie czegokolwiek w Ich przypadku jest niemożliwe...
Są nieobliczalni...
     Mogą przegrać z kretesem i gubić najprostsze nawet piłki, albo grać jak natchnieni i przydusić Przeciwników do parkietu...
     Ale ja uparcie będę się w tym przypadku trzymać Bajki Pana Krasickiego...

 "Miłe złego początki, lecz koniec żałosny.
Nie chciały w jarzmie chodzić woły podczas wiosny,
W jesieni nie woziły zboża do stodoły,
W zimie chleba nie stało, zjadł gospodarz woły."

Świetnie pasuje do naszych obu reprezentacji...
     A reszta ??
No cóż...
     Jednym wyszło, Inni się starali...Nic nie zmienia faktu, że znaleźli się w ścisłym gronie Reprezentantów z całego Świata...Sami w sobie są bogactwem...
A dla nałogowych Krytykantów mam dwie sugestie...
     1. Rzuć paczkę chipsów i puszkę z piwem, rusz pupsko z kanapy i pokaż jak wspaniałym byłbyś Reprezentantem, ile tytułów byś zdobył, ile medali byś przywiózł...Nie chce Ci się ?? To pokaż chociaż jakim jesteś Debeściakiem w życiu codziennym, w pracy zawodowej, w czymkolwiek...Klepanie literek w necie to nie jest osiągnięcie...
     2. Masz Dzieci ?? To nie zwalniaj Ich z wychowania fizycznego...Może to właśnie w Nich drzemie duch wielkiego Sportowca...Może za kilka lat będziesz ronił łzy wzruszenia patrząc na swojego Potomka...A jeśli Im się nawet nie uda, to ważne, że spróbują, że poczują smak potu, gorycz porażki...
     To budzi w Człowieku szacunek do trudu innych...
 

środa, 17 sierpnia 2016

Pierwsze oznaki jesieni...

     Nie tak dawno ekscytowaliśmy się każdym listeczkiem, który wypełzał z zimowego kokonu...Właściwie tyle co...
A teraz...
     "Popatrz Miły, znowu idzie jesień..."
     Nie powiem...Obfita jest...Kolorowa...Ale jesień...
W tym roku wpełzła znacznie szybciej...Cichaczem...
Trzeba sobie żywot kolorami doprawić...


Taką bambaryłą...
     Dalie się rozkwieciły...Niby letnie, ale tak jakoś jesiennie wyglądają...Poważnie...
Może dlatego, że kolorystycznie się jakoś tak dobrały...Białe...Bordowe...Czerwone...


Ale serducho radują...
     Chociaż zagony "na dole" radość sprawiają większą...


Trzy pory roku w jednym koszyku...


     Albo dwie pory roku w jednej foremce...
I tak się jakoś nostalgicznie zrobiło...
Echhh...
     A cóż jest bardziej romantycznego niż...


Zachód Słońca na Wrzosowisku ??


No, może tylko on...


     Tak wygląda Filip, który udaje, że wcale go tutaj nie ma...Taka niewidzialna piesa...

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Życie w rytmie cha-cha...

     Każdy chyba zna teorię o szklance do połowy pełnej (albo pustej)...
     Dla racjonalnego osobnika stan tego naczynia wydaje się identyczny, tyle, że racjonalne osobniki występują w przyrodzie dosyć rzadko...Ot, takie "białe kruki"...
Każdy z nas kieruje się w większym, lub mniejszym stopniu emocjami...
To skąd właściwie wynika ta różnica ??
     Możemy przeprowadzić drobny eksperyment...
Nalej pół szklanki wody i idź na godzinny spacer...
Jeśli po powrocie do domu na widok szklanki Twoje serce aż podskoczy z radości, to jesteś Optymistą, jeśli od progu zaczniesz się martwić, że picia masz za mało...No cóż...
     Ale ostatnio przeczytałam teorię, która dużo bardziej przypadła mi do gustu...
     Optymista, to taki ktoś, kto nawet jeśli się musi w życiu cofnąć o krok, to wcale się nie cofa ...Optymista tańczy cha-chę !!
Ot co...
     I ta teoria ogromnie mi się podoba...
Lubię cha-chę...
Zawsze lubiłam...
A kroki w tył ??
     Te lubię trochę mniej, ale życie jest życiem, i zrobiłam ich chyba tyle, że na Równik by wystarczyło...
     Tyle, że w cha-chy ten krok w tył daje odbicie, daje moment na zastanowienie...I już można brykać do przodu, a nawet wykonać jakiś obrót...
     Nawet jak człowieka coś przywali do poziomu, zaliczy totalny nokaut, to przecież w tańcu też tak się zdarzyć może...
     Przywaliłeś ?? No to albo zrywasz się energicznie i wracasz do znanego rytmu, albo...Albo poleż chwileczkę, odpocznij, zbierz myśli...Zawsze możesz powiedzieć, że "podłoga" wydawała Ci się taka samotna, że postanowiłeś ją przytulić...
     Optymista tak już ma...
     Widzi całe pole chwastów, to cieszy się, że mu zioła wybujały, i że łąka pięknie kwitnie...Moknie jak cholera, to patrzy w kałuże i cieszy się na widok odbijającego się w nich nieba...I chociaż wie, że czasem będzie musiał wykonać ten krok w tył, to tańczy...
     Bo Optymiście nawet serducho bije w rytmie cha-cha...;o)