Dwa światy...

Bardzo Ważni Goście

sobota, 13 października 2018

Nie kopać leżącego...

     Oglądaliście mecz piłki nożnej Polska - Portugalia w LN ??
Pytanie retoryczne...;o)
Ja oglądałam...
     Nie, żebym wierzyła w jakieś przeistoczenie naszej Reprezentacji...Miałam czosnek do obrania...;o)
Zajęcie nijakie, więc i na "nijactwie" można było oko zawiesić...
     Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem oznajmiłam...
"Nawet zeta bym na Naszych nie postawiła"...
     Kiedy przestałam kibicować Naszym ??
Kiedy Nasi przestali grać...;o)
A właściwie, kiedy zauważyłam dziwne dziwności...
     Jak Nasi grają każdy wie (przynajmniej każdy kto trochę chociaż kibicuje, albo ma kibica w domu), więc ze sporym zdziwieniem obserwowałam co się dzieje z Naszą Reprezentacją w międzynarodowych rankingach...Szliśmy jak burza !!
Deklasowaliśmy rywali, przesuwając się z tygodnia na tydzień...O mały figiel bylibyśmy wystrzelili w kosmos, tyle, że po drodze przytrafiły się MŚ w Rosji...
Najdziwniejsze było to, że czym mniej żeśmy grali, tym lepiej żeśmy w tych rankingach stali...
     Pan Boniek ma łeb na karku !!
Strategia: pierwsza klasa...;o)
     Wśród ogólnie panującego entuzjazmu, słowa krytyki się nie przebijały...
Potem były sparingi przed Mistrzostwami...
"Bieda z nędzą"...
Ale entuzjaści znowu przejęli kontrolę nad realistami...
"To strategia Selekcjonera !!"
"Uderzymy z nienacka !!"
A może z "nacka" ??
     Uderzenie było solidne...Niektórych Kibiców do dzisiaj tyłki bolą...
Nie wyjść z Grupy, żaden wstyd...
Chyba, że gra się bez ambicji, bez polotu i bez ochoty...
Wtedy trochę obciachu jest...;o)
     Wymieniono Selekcjonera i znowu miało być cudnie...
     I nadszedł dzień meczu z Portugalią...
Media szalały...
Właściwie, to przed meczem mieliśmy już wygraną w kieszeni...
Ale kieszeń była dziurawa...;o)
     Wina kieszeni !!
     Wina Kubiców !! (przeczytałam wypowiedź pewnego Piłkarza, który twierdził, że brak było odpowiedniego dopingu)
     Wina Portugalczyków !!
Niewinnych tej porażki jest dwóch...A właściwie dwoje...
Selekcjoner i Kadra...
Eureka !!
     Obejrzałam ten mecz...
     Obejrzałam i nie żałuję...
Każda kobieta lubi mieć rację...;o)
     Ale był moment, w którym roześmiałam się radośnie i szczerze...
Bramka Kuby...
     Lubię tego "Łobuza"...Chociaż bywały chwile, w których bym Go "zadusiła gołymi ręcami" (wypowiedź po EURO 2012)...Ale lubię Go...
Może dlatego, że jest boiskowym Rzemieślnikiem...
     Co do bramki Piątka, wypowiadać się nie będę...
Młody Gniewny idzie po swoje...;o)
Chociaż Jego talent odrobinę mnie niepokoi...
     Będzie kolejnym "Kapustką", który spali się zaraz po starcie ?? Będzie Lewandowskim, którego nie lubię z przyczyn różnych ?? Czy może wyrośnie na "drugiego Kubę" ??
Czas pokaże...
Mam tylko prośbę maluśką do Pana Brzęczka...
     Niech Pan nie powołuje Piątka do Kadry !!
     Niech się Chłopak rozwija, niech się uczy od najlepszych, niech poznaje tajniki piłki nożnej...
     Nasza Reprezentacja nie nauczy Go niczego...
A mnie może zabraknąć czosnku do obierania...;o)

piątek, 5 października 2018

Kłamstewka nijakie...

     Właściwie, to nic wielkiego...
     Patrząc na dzisiejsze standardy, kłamią wszyscy...
Prezydenci...Premierzy...Ministrowie...Posłowie...Politycy...
Lista jest tak długa, że trudno ogarnąć jej koniec...
     Ale po co nam kłamstewka nijakie ??
Nie pojmuję...
Czas na opowieść...
     W Zaścianku zamieszkaliśmy ponad trzy dekady temu i w krótkim czasie pozyskaliśmy wiedzę, że budowlańcy wiele starań dołożyli, żeby instalacja wodno-kanalizacyjna wpisała się w nasze życiorysy na stałe...
My zalewamy Sąsiadów...
Sąsiedzi zalewają nas...
Symbioza wodno-kanalizacyjna...
     Przez te dekady opanowaliśmy "zimną krew" i "stalowe nerwy" do perfekcji...
Wylew z sedesu dwie godziny przed I-wszą Komunią ??
Pikuś...
Fontanna ze zlewozmywaka ??
Pikuś...
Woda kapiąca z sufitu w przedpokoju o 3-ciej w nocy ??
Pikuś...
Symbioza zobowiązuje...
     Przez trzydzieści lat nie było z tym sąsiedzkich problemów...Nawet zadośćuczynienie nie bywało praktykowane, bo przecież następny mogę być ja ??
     Kilka dni temu, siedział sobie Pan N. w "świątyni dumania", a lubi sobie posiedzieć i podumać bardzo...
     - Kapie nam z sufitu !! - zakomunikował, i zaczął zabezpieczać nasz majątek ruchomy...
     Ja pobiegłam na górę, uprzedzić Sąsiadkę, że kolejne korzystanie z łazienki może się zakończyć "biblijnym potopem"...
     - Ale ja nie korzystałam z łazienki !! - zakomunikowała mi Sąsiadka...
Ki czort ??
Przecież słyszeliśmy cieknącą z kranu wodę...
     Ruszam wyżej...
Może jakaś rura w pionie pękła ??
     - Ale ja nie korzystałam z łazienki !! - komunikuje mi kolejna Sąsiadka...
Ło Matko i Córko...
Toż więcej Sąsiadek nie mamy !!
     Kto tą wodę z kranu lał ??
     Poinformowany o wynikach przebieszki Ślubny, marszczy czoło...
Teoretycznie, może to być jakaś poważniejsza awaria...
     - Trzeba to zgłosić !! - podejmujemy decyzję...
     Jakby się "winny" znalazł, to byłby "Pikuś", ale jak "winowajcy" nie ma, to czort znajet, jakim remontem ten wyciek może się skończyć...
Dzwonię do "Ducha Opiekuna", czyli naszego Ubezpieczyciela...
     - Po pierwsze oświadczenie od Sąsiadki, że została poinformowana, po drugie wezwać "Spółdzielnię", potem dopiero zgłosić "szkodę"...
     No to bazgram to "oświadczenie", bo Sąsiadka taka bardziej "zakręcona" jest...
Biegnę znowu...Podpisuje...
Wzywam...Zgłaszam...Czekam...
Przybiega Sąsiadka...
     - Co ja właściwie podpisałam ?? - (mówiłam, że jest zakręcona)...Czyta...- Bo wiecie, jak my z Sąsiadem żyjemy...I łzami w oczach świeci...
Orzesz...(ko)
     Wkracza Pan "Remontowy" ze Spółdzielni...Sprawę bagatelizuje...Wkurza Pan N., bo wychodzi na to, że jakimś cudem możemy sobie tę wodę z sufitu lać sami...
Aż kusi, żeby spróbować...
     Idzie do Sąsiadki, puszcza wodę...I sufit kapie...
Czyli jednak...
Prosta awaria...
Ingerencja Sąsiada w instalację wodną w zupełności by wystarczyła, gdyby...
Gdyby Sąsiadka powiedziała prawdę...
     - Myłam się tylko...Może coś się zapchało...Mąż naprawi po powrocie z pracy...
Koniec awarii...Kropka...
     Ale małe kłamstewko wywołało lawinę...
     - Ja za to płacić nie będę ?? - pyta mnie Sąsiadka, a ja patrze na Nią wzrokiem "bazyliszka"...
Na końcu języka mam:
     - Kłamstwa kosztują...Zawsze...
Taka prawda...
     Więc po co nam te "kłamstewka nijakie" ?? Niczego nie przynoszące...
    

środa, 3 października 2018

Dwieście lat !!

Powiem dzisiaj Wam w sekrecie,
bo pewnie tego nie wiecie,
że to właśnie dziś,
urodziny ma mój Ptyś !!
Sto lat, sto lat - woła wiatr,
w zdrowiu, szczęściu - dwieście lat !!
Sto lat, sto lat - śpiewa ptak.
i z radością - dwieście lat !!
Sto lat, sto lat - śpiewam ja,
że fałszuję - każdy zna...;o)
Niech Ci życie szczędzi trosk,
smutek top jak miękki wosk.
Rok po roku niechaj mija,
a los niech Ci zawsze sprzyja !!

P.S. Nie wiem czy wiecie, bo ja to wiem,
       Ptyś to jest Dziadziuś, czyli Pan N.

niedziela, 30 września 2018

Księciuniowe zakończenie sezonu turnusów...;o)

     Po czterech, tak udanych turnusach, okazało się nagle, że skończyły się wakacje...Princesce "stuknął" roczek...Księciuniowi "wybiło" cztery...
     Ojciec Czas jest nieubłagany...;o)
Jeśli Księciunia jest wszędzie pełno, to Princeska...
Ło Matko i Córko...
Z temperamentu, wypisz - wymaluj, Babcia Gordyjka...
Świat zbyt ciasny...;o)
Misiowy Tata, w natłoku obowiązków, ledwie żyje...
Misiowa Mama już chyba nawet nie wie, że żyje...
My dalej, z nieukrywaną radością, pędzimy na każde wezwanie...;o)
     "Dziadowskie Pogotowie"...(Tylko przywilejów na drodze nie mamy)...
     - Babciu...- szepcze do telefonu Księciunio...
     - Słucham Kochanie...- też szepczę odruchowo...
     - Babciu, przyjedźcie...Tęsknię...- i babcine oczka z nagła się pocą...
Jak na taką tęsknotę odpowiedzieć, że coś innego jest do zrobienia ??
Nie ma na Świecie nic ważniejszego !!
     I nagle Matka Natura podniosła szlaban...
     Chyba też lubi ten zgiełk na Wrzosowisku, te poranne obchody Małego Gospodarza, te głośne zachwyty nad kwiatuszkami (choćby to tylko koniczyna była)...
     No to ruszamy na "piąty turnus"...;o)
     Do ekipy wrzosowiskowej dołącza Misiowy Tata (to dopiero niespodzianka i radość dla Księciunia)...
     Chłopaki zaczynają stawiać płot...
     Cztery lata temu nie widzieliśmy takiej potrzeby, a przestrzeń cenimy sobie bardzo, ale życie pokazało, że pewnych rzeczy nie "przeskoczymy"...
     Przez Wrzosowisko przebiega szlak migracji zwierzaków...
Sarny ładują się nam w truskawki...Zające obgryzają "byle zielone"...Okoliczne psy grasują w kompostowniku, robią totalny bajzel...A Sąsiad...
No cóż...
Zakwalifikowałam Sąsiada do zwierzaków ??
Może słusznie...
     Dokąd odnajdywaliśmy ślady Jego bytności na Wrzosowisku, w czasie naszej nieobecności...Pikuś...
     Kiedy wlazł nam w nocy na posesję, i zarządził się naszą własnością...Miarka się przebrała...
     Przeczuwaliśmy "jazdy" w Jego wykonaniu, ale my Mu na "włości" nie włazimy, więc wara...
I totalnie mnie nie interesuje, że zawsze "tędy łaził"...Że jest chorym człowiekiem (ma schizofrenię i alkoholizm)...
     Skoro Rodzina (wcale Im się nie dziwię) się na Niego wypina, my nie czujemy przymusu bezpośredniego, żeby w tym szaleństwie uczestniczyć...
     Dał popisówę, kiedy przyjechały z wizytą nasze Dziewczyny...Misiowa Mama i Princeska...
Wywalił okno...Rzucał jakimiś garami...Klął jak zrzeszenie szewców (jeden by tylu wulgaryzmów nie ogarnął)...
     Piąty turnus rozpoczęliśmy od wizyty Policji u Sąsiada...
     Tym razem Służby wezwał drugi Sąsiad, po personalnych wyzwiskach i groźbach karalnych...
Jedyny Człowiek, który pomagał temu "Szaleńcowi"...
W efekcie, zrobiło się w okolicy bardzo cichutko...;o)
     Chłopaki pracowali ciężko...
     Księciunio po śniadanku szeptał do Babci...
     - Babciu, ja pójdę pomagać Chłopakom...
     A potem z dumą dźwigał młotek, kombinerki, albo sekator...(Ten duży, Babciu wiesz)...
     Były ogniska...Była resztka "magicznych patyczków"...A nawet drzemka w namiocie...
Było wszystko co trzeba...
No...Może poza pożegnaniem...
     - Jedziemy ?? Gdzie ?? Tylko nie do Krakowa...- mruczał Księciunio...
     A Doroślakom odpowiedź przez gardła nie przechodziła...;o)

czwartek, 27 września 2018

Spiskowa nie tylko teoria...;o)

     To był spisek...Wyrafinowany, perfekcyjny spisek...
     Po trzecim turnusie na Wrzosowisku, który udało się zorganizować całkiem niespodziewanie, Babcia zerknęła w kalendarz i okazało się, że jest połowa sierpnia...
     Połowa sierpnia ??
Echhh...
Dziadziuś snuł plany, co to jeszcze zdziałamy na tym naszym ugorze...
     - Ty się tak nie rozpędzaj !! - studziła zapędy Babcia...- Princesia ma za tydzień roczek, niespełna miesiąc został do urodzin Księciunia, a Wielka Urodzinowa Wyprawa gdzie ??
     - A nasz płot ?? - posmutniał Dziadziuś...
     - Dokładnie w tym samym miejscu !! - i Babcia przełączyła się na tryb organizacyjny...
     Jeśli Dziadziuś weźmie urlop "na płot", to z WWU lipa, jeśli weźmie na WWU to płot zostanie w lesie...
Jak to pogodzić ??
     - Miałeś ochotę na Hyperiona ?? - podstępnie zaczęła Babcia...
     - Ale Księciunio za mały...- zgłosił zastrzeżenia Dziadziuś...
     - Za to Pierworodny w sam raz...- kombinowała Babcia...
     - Co Ty kombinujesz ?? - dociekał Dziadziuś...
Plan spodobał Mu się "od pierwszego strzału"...
     - Dzwoń !! - zatwierdził...
No to zadzwoniłam...
Oczywiście do Misiowych Rodziców zadzwoniłam...;o)
     Miałam już sprawdzone, że Księciunio będzie mógł skorzystać ze sporej części atrakcji (w Bajkolandzie)...Wiedziałam, że Babcia nie będzie przymuszana do żadnych ekstrawagancji, bo jasno określone są zakazy (choroby kręgosłupa i serca eliminują z atrakcji), ale świetnie się sprawdzi jako osoba towarzysząca...;o)
Misiowi Rodzice też sprawę przeanalizowali...
     I wówczas właśnie Księciunio zapragnął kolejnego turnusu...Turnusu w Zaścianku !!
A niech będzie turnus w Zaścianku, Robaczku nasz kochany...
(Księciunio ciągle podejrzewa, że jak Go w Zaścianku nie ma, to Babcia z Dziadkiem bawią się Jego zabawkami)...;o)
     No i przyszedł dzień spiskowej praktyki...
     - Dzisiaj pojedziemy na Urodzinową Wycieczkę !! - zakomunikowałam (wizja płotu na Wrzosowisku uratowana)...
Księciunio oczywiście, przyjął propozycję z należytym entuzjazmem i ruszyliśmy...
     Kierunek Zator...Energylandia !!
     Księciunio nie miał pojęcia, że prawie w tym samym czasie, wyruszyła druga Ekipa tej ekspedycji...
     Misiowy Tata, Misiowa Mama i Princeska !!
Ależ to było spotkanie !!
Księciunio z Princeską tak piszczeli na swój widok, że aż nam w uszach świdrowało...;o)
     A że pogodę Babcia zamówiła odpowiednią, więc cztery godziny spędziliśmy w sektorze "wodnym"...Piaszczysta plaża...Leżaczki...Parasole...Podgrzewane baseny...Zjeżdżalnie...I pyszna kawa...;o)
     Zaraz potem się okazało, że do Hyperiona jest tylko 30 minut czekania...;o)
     No to Chłopcy pobiegli do kolejki (Dziadziuś z Tatą), a reszta organizowała obiadek...
Chłopaki wrócili usatysfakcjonowani...
     - Nie pojedziesz na tym !! - zakomunikował Pierworodny swojej Żonie, co było ewidentnym znakiem, że urządzenie spełniło Jego oczekiwania...;o)
     Babcia zaliczyła wszystkie "słoniki", "koniki", "stateczki", "łódeczki"...Z odrobiną nostalgii wspomniała zaliczone wszystkie kolejki górskie w paryskim "disneylandzie"...I po namowach dała się skusić na...


No cóż...
Głupsza nie będę...;o)
     Księciunio biegał od atrakcji do atrakcji...Niektóre zaliczał cztery razy (bo musiał jechać z każdym z nas)...
     Princeska po sutym obiadku przespała w tym zgiełku ponad godzinę i ruszyła robić to co Jej podobało się najbardziej...Ruszała ścieżką przed siebie !!
     Tłum rozstępował się przed maleńką Wędrowniczką, a ta zasuwała nie bacząc na goniące Ją towarzystwo...;o)
     Dzień upływał tak szybko, że dopiero o zmroku zorientowaliśmy się, że przegapiona została "pora lodów"...;o)
     Chłopaki ruszyli na jeszcze jedną atrakcję...


     - Jechali już ?? - zapytała mnie Synowa...
     - Nie wiem...Po podeszwach nie poznaję...- wymruczałam, patrząc z zaciekawieniem na wykonywane przez wagoniki akrobacje...


     Energylandia rozbłysła kolorowymi światełkami...Misiowi Rodzice odjechali do Krakusowa, uwożąc ledwie żywą od wrażeń Princeskę (na moje oko zrobiła jakieś 5 kilometrów na maleńkich nóżkach)...Nas pożegnał pochód bajkowych postaci pod komendą Energusia...


Księciunio zapakowany do "Naguska" wymruczał sennie...
     - Babciu...Czy my możemy tu przyjechać jeszcze raz ??
     - Oczywiście Kochanie...Jeśli Ci się tylko podobało, to możemy tu przyjechać jeszcze sto razy...- odpowiedziałam...
     Nasz Okruszek się uśmiechnął sennie i nim minęliśmy tablicę "Zator", spał już mocno...
Babcia z Dziadkiem uśmiechali się delikatnie...
     Urodzinowa Wycieczka udała się wspaniale !!

wtorek, 25 września 2018

Jak się Baba uprze...;o)

     Dzień wstał wyjątkowo przyjazny...Przyjazny do pracy...Słoneczko delikatnie przebijało się przez chmurki, wietrzyk drzemał gdzieś w konarach śliw...
     - Dzisiaj robię ścieżki w "rosarium"... - oświadczyłam...
I ruszyłam do pracy, nim Pan N. stwierdził, że to za ciężka robota...
     - To Ci chociaż podwiozę taczkę żwirku, żebyś tego targać wiaderkiem nie musiała...- zakomunikował...
     Pieliłam, układałam obrzeża z drewnianych plastrów, usypywałam ścieżki...
Robota szła, aż miło...
     Kiedy w taczce zaświtało dno, spojrzałam na "rosarium" z dumą...
Zaczęło przypominać "ogródek"...
     - To może kawy się napijemy ?? - zarządził "pit stopa" Ślubny...
     - Może być...- chętnie przystałam...- Zadzwonię do Miśków, jak Księciunio po turnusie się trzyma...
Sięgam do kiszeniu po komórkę i...
Nie ma !!
Przewijam te kieszenie jakby ich sto było, o gabarytach zbliżonych do kontenera...
Nie ma !!
Rozglądam się po warsztacie, podnoszę kubeczki, pod którymi nie zmieściła by się nawet paczka zapałek...
Nie ma !!
     Komóreczkę co prawda, mam malusią (telefon służy do dzwonienia), ale żeby tak wsiąkła ??
     Pan N. poinformowany o zgubie, wydzwania na mój numer...
Poza zasięgiem !!
Ki czort ??
     Może mi wypadła z kieszeni, jak te ścieżki równałam ??
Wpadam do "rosarium", żwirek palcami grabię...
Nie ma !!
Pod każdą roślinkę zaglądam, każdy krążek drewniany podnoszę...
Nie ma !!
Orzesz...(ko)
     A jak mi wypadła przy stercie żwiru koło "orzeszka" ??
To kilka ton do przerzucenia...
     Wzięłam "pazurki", bo paluchy miałam do krwi zdarte od tego "grabienia" w "rosarium" i "dziabam" pazurkami...
Nie ma !!
Pan N. ciągle wydzwania...
Może jak krążków szukałam ??
Przerzuciłam całą stertę...
Nie ma !!
     - Trzeba te ścieżki całe przesiać...- stwierdza Pan N.
A mnie dusza łka...
Cztery godziny roboty pójdzie w kosmos !!
     - Poczekaj...Pomyślę, gdzie jeszcze łaziłam...- próbuję pertraktować...
Ale jedyne co wymyśliłam, to konieczność wsparcia...
Ruszyłam w sad i mruczę...
     "Święty Antoni Padewski..."
Bez Niego misja nie ma szans powodzenia...
Powtarzana "mantra" zmusza szare komórki do wysiłku...
Nie ma !!
     Pan N. podjeżdża taczką i zaczynamy niszczyć całą moją pracę...
     Zbieramy żwirek...Przesypujemy go powoli z łopaty...
Nie ma !!
     "Rosarium" jest znowu "kwietnym ugorem"...
Ruszam znowu z "pazurkami" do sterty pod "orzeszkiem"...
Ponownie drepczę przez Wrzosowisko, zaglądając pod każdy liść...
Znowu podnoszę każdy drewniany krążek...
Wiem, że to bezcelowe, ale coś muszę robić...
     - Usiądź...Odpocznij... - uspokaja mnie Ślubny...
"Święty Antoni Padewski..."
Ale usiadłam...
     Kiedy skończyłam ścieżki, też usiadłam...Pan N. poszedł nastawić wodę na kawę...
Koncentruję się tak, że aż mi się w głowie kręci...
Usiadłam i...
Przechylam się przez oparcie krzesła i moje serducho zamiera...
Komórka leży na bloczka koło stołu !!
Kiedy siadałam kieszeń się "rozłożyła" i komóreczka zrobiła "hyc"...
Upadła na drewniana podkładkę i nie było słychać...
Oparła się o nogę stołową, więc jej widać też właściwie nie było...
     A brak zasięgu ??
     Upadając z wysokości metra, walnęła na tyle mocno, że tylna obudowa spadła i bateria się wysunęła...
Ot, przypadek...
     Nerwy puściły...Kilka łez potoczyło się po policzkach...Antoni otrzymał godne podziękowanie...
A ja ??
     Wypiłam kawusię, podciągnęłam portki, komóreczkę położyłam na stole w warsztacie (pogłaśniając sygnały) i ruszyłam do "rosarium" układać ścieżki...
Miały być ?? To będą !!
     Bo jak się Baba uprze...;o)

sobota, 22 września 2018

Sienkiewicz z recyklingu...

     - Kumpel ma półkę książek i chce je wyrzucić...- obwieścił Pan N. po powrocie z pracy i zerkał na moją reakcję...
     - Jak to wyrzucić ?? - dociekałam, bo jakoś rozumem komunikatu objąć nie mogłam...- Jakich książek ?? - dopytywałam...
     - Jakich ?? Nie wiem...Ma mi podać tytuły...- wyjaśniał Ślubny...- Chce wyrzucić bo Mu półka potrzebna...
Inteligencja mi widać stępiała, bo nijak tego pojąć nie mogłam...
     - A do Biblioteki zanieść nie może ?? Choćby w szkole jakiejś, albo w osiedlowym klubie ?? Przecież wszędzie by Mu te książki chętnie wzięli ?? - kontynuowałam śledztwo...
     - Nie mam pojęcia...- podsumował Pan N. i już się pod nosem uśmiechał, bo Jego ślubna zaczęła inwentaryzować miejsce na półkach...
     "Orka na ugorze", szczerze mówiąc, bo na nasze półki wciśnięte jest już znacznie więcej niż ich możliwości...
     Dobę później już wiedziałam, że choćbym miała bieliznę na balkonie trzymać, to te "sieroty" dom  znalazły...
- Trzej Muszkieterowie;
- Królewicz i Żebrak;
- Nędznicy.
I sienkiewiczowska klasyka...
- Pan Wołodyjowski;
- Ogniem i mieczem;
- W pustyni i w puszczy;
- tom Opowiadań;
- dwa tomy Nowel.
     Piękne, płócienne wydania w twardych oprawach, szyte, starsze niż my...
Dla książkowego "szajbusa" - perełki...
Siedziałam na kanapie głaszcząc chropowate okładki i mruczałam pod nosem...
     - Hugo na śmietnik ?? Twain na śmietnik ?? Sienkiewicz na śmietnik ?? To co nam zostanie ?? Papier toaletowy ??
     Klasyczna czcionka z lat pięćdziesiątych...Pożółkłe kartki...Treść na wspomnienie której, bezwiednie się uśmiechałam...
     - Już macie dom...- mruczałam do "sierotek"...
Chociaż dalej nie mam dla nich miejsca...
Właściwie mam...
     Teraz zamieszkają w sypialni, bo każdą z naszych książek muszę przeczytać...
     Będę przewijać strony i wyobrażać sobie, ilu Ludzi przede mną je przewijało...Ponad sześćdziesiąt lat...Ile łez wycisnęły te strony...Ile spowodowały uśmiechów...
     Na śmietnik ??