Dwa światy...

Bardzo Ważni Goście

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dagusiowe opowiastki.... Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dagusiowe opowiastki.... Pokaż wszystkie posty

środa, 23 marca 2016

Jak te Baby po wyroku...

     Wszyscy już wiedzą, że rządy przejęła Pani Wiosna ??
Pewnie !!
Można przegapić przyjście Jesieni, albo Zimy, ale jeszcze nie słyszałam, żeby ktoś przegapił Wiosnę...
     Wiosna piękna jest i kropka !!
Rytuały powitalne bywają różne...
Jedni robią kukiełki i je potem topią albo palą...
Inni idą na pierwszy wiosenny spacer, by się upajać...Z tym "upajaniem" to różnie bywa, bo czasem Pani Wiosna wcale po przyjściu nie jest łaskawa...
W tym roku łaskawa była średnio...
     Będąc genetycznymi opornikami, w tym roku postanowiliśmy zmienić rytuały i w pierwszy dzień Wiosny pocięliśmy na zachód...
     "Nagusek" spisywał się świetnie...Winda też się nie zacięła między piętrami...Przygód zero...
A kiedy otworzyły się drzwi windy, na korytarzu czekał Kto ??
     Dagusia !!
Najprawdziwsza w Świecie nasza Dagusia !!
Nastąpiło oczywiście radosne "przyduszanie"...
     Kiedy widziałyśmy się ostatni raz ??
Hmmm...
Jakieś dziesięć lat temu ??
Ale wtedy były całkiem inne okoliczności...
     Tym razem miałam Dagusię na wyłączność...No prawie...Pan N. też miał "kawałek" Dagusi dla siebie...
     Nastąpiło zwiedzanie przestrzeni...Zachwyty terytorialne (jakbyście nie wiedzieli, to Dagusia pięknie haftuje, więc zachwycać było się czym)...A potem Dagusia zamieniła nas w tuczniki, albo inne oposy (opasy)...
Były przepyszne kluski śląskie z gulaszem i sałatką z topinamburem...Były wyborne lody z bitą śmietaną...Przy "babce" postanowiliśmy złożyć protest, bo kiwaliśmy się na krzesełkach z przejedzenia...
Gdyby nas Rodzice tak dobrze nie wychowali, zleglibyśmy przeżartymi zwłokami na Dagusiowych kanapach...
     No i oczywiście były pogaduchy...
Masę pogaduchów...
Gadaliśmy nawet z pełnymi ustami...
Hmmm...
Przy takich przysmakach trudno było mieć "puste" usta...
     I wyobraźcie sobie, patrzymy nagle na zegar...

Autentyczny Dagusiny zegar...
     A ten zdrajca wiarołomny pokazuje, że musimy już wracać do Zaścianka !! (Na zdjęciu jest godzina naszego przyjazdu)...
No to lipa...
Koniec dobrego...
     Wiosna powitana...Dagusia przyduszona...Kierunek Zaścianek...
Po powrocie gadałyśmy przez dwie godziny na GG...
Jak te Baby po wyroku...

P.S. Siedziały w "pudle", przez dziesięć lat, dwie Baby... Nadszedł dzień końca odsiadki...Stoją Baby przed bramą więzienia, ściskają się serdecznie i mówią...Jak się spotkamy, to sobie pogadamy...;o)

piątek, 29 stycznia 2016

Szukam pracy...

     Nie, żeby mi się znudziła rola Domowej Kury Grzebiącej, bo genetycznie nie mogę się doczekać prac ziemnych na naszym Wrzosowisku, ale czasem wpadają mi w oko takie perełki "etatowe", że aż mnie z krzesełka podnosi...
     Kilka miesięcy temu znalazłam anons, że jedna z fabryk czekolady szuka testerów...Aż się pośliniłam na samą myśl delicji, jakimi mogłabym opychać się bez ograniczeń...
Mniammm...
     Cudny etat dla łakomczucha...
Jeść...Pałaszować...Degustować...
I jeszcze kasiorkę za to dostawać ??
Ale wtedy przyszło z nagła ostudzenie zapędów...
     No dobra...Czekolada czekoladzie nie równa...A jak mi każą degustować gorzką czekoladę ?? L4 wtedy wezmę, czy zgłoszę mobbing związkom zawodowym ??
Gorzka czekolada jest bleeee...
     Po analizie plusów i minusów, doszłam do wniosku, że na takie poświęcenie się nie zdecyduję...
     Pan N. odetchnął z ulgą, a ja w ramach rekompensaty "wcięłam" tabliczkę "mlecznej z orzechami"...Taką mogę degustować bez wstrętu...
I jakoś te moje zawodowe zapędy ostygły...
     Z krzesełka wyrwało mnie znowu kilka dni temu...
Ło Matko i Córko !!
Toż to ogłoszenie dla mnie !!
     Jedna z farm poszukuje pracownika, który w zakresie obowiązków będzie miał jedynie PRZYTULANIE MAŁYCH KÓZEK !!
     Biorę !!
Małe jest piękne...
     Już się widziałam otoczoną rozbrykanym stadkiem i tulącą do chudej piersi spragnione czułości kózki...
     Przy takim obrazie to nawet czekolada wymięka...
Moim planem podzieliłam się z Dagusią...
     - Też chcę !! - odrzekła mi niespodziewanie...
     - Co chcesz ?? Moje kózki ?? - zapytałam z niedowierzanie...
     - Chcę !! Będę sobie siedzieć i tulić...-argumentacja Dagusi-Kanapowca...
     - To moje kózki !! Wygryźć mnie chcesz z etatu !! - walczyłam o moje prawa pracownicze...
     - Nie bądź taka...- odwołała się Dagusia do naszej przyjaźni...
     - Etat masz !! - buntowałam się zajadle...
     - Ale w weekendy mam wolne !! Kózek chcę weekendowo...- Dagusia rozpoczęła tworzenie harmonogramu pracy...- Ty w tygodniu, ja w weekendy...Nie dasz rady obrabiać stada przez cały tydzień...- argumentowała...
     Zaczęłam analizować...
Fakt...Nie wydolę...
     - I ja mam więcej powierzchni do przytulania...- walnęła we mnie Dagusia rozmiarem...
Orzesz...(ko)
Krew półgóralska we mnie zawrzała...
     I pewnie bym o te kózki do ostatniej kropli krwi walczyła, gdyby nie fakt, że one biedaczki aż w Stanach tą samotność i brak czułości odczuwają...
     Wirtualnie nie ogarnę...Dagusia też nie...
     Ale przynajmniej się dowiedziałam co może Dagusię z kanapy ruszyć !!
     Poważnie rozważam zakup kózki na Wrzosowisko...;o) 

poniedziałek, 16 listopada 2015

Najpiękniejsza w klasie...

     W komentarzach do poprzedniego postu domagaliście się piękna, normalności i radości życia...I wtedy pomyślałam, że mam coś najbardziej odpowiedniego...
Coś, co miało zagościć na moim blogu już miesiąc temu, ale ciągle wpadało mi pod paluchu coś innego...
Może blogowe skrzaty specjalnie to zrobiły ??
W każdym razie czas, żeby na gordyjskim blogu zagościły Pierwszaki, Dagusine Pierwszaki...
     Co trzy lata wysłuchuję takich samych relacji, no może nie takich samych, ale podobnych...
     Dagusia obejmuje wychowawstwo pierwszej klasy i dzieli się ze mną swoimi spostrzeżeniami...
Przyznam się Wam, że ogromnie lubię te Dagusine wynurzenia...Pełne troski, niepewności, oczekiwań i pragnień...A po trzech latach pocieszam Dagusię, kiedy żegna się ze swoimi Nielotami...
Ale nim się z nimi pożegna, zaczyna tak...
     "Narysujcie portret swojej Pani"...
I to się już stało blogową tradycją...
     Dagusia oczami Pierwszaków:

Dagusia "na okrągło"

Dagusia z "marsem" na czole.

Dagusia z Harrego Pottera.

Dagusia jako telewizyjna prezenterka.

Dagusia w kropki.

Dagusia na ludowo.

Dagusia na kacu.

Dagusia biedroneczka.

Jesienna Dagusia.

Dagusia w dwóch nastrojach.

A teraz mój ulubiony portret !!

Dagusia perfekcyjna !!

Zostaję wielką fanką Autora tego portretu !!

niedziela, 8 listopada 2015

Śliczności nigdy dość...

     Do gabinetu wkroczyła zatroskana Mama z siedmioletnią może Dziewczynką...
     - Panie Doktorze...Niech nam Pan pomoże...- rozpoczęła swój wywód Kobieta...- Córka od kilku tygodni ma problem z oczami...- kontynuowała...- Najpierw wybałuszała je okrutnie, jakby Ją coś w tych oczach uwierało, a teraz mruży oczy tak, że świata chyba niewiele widzi...Może to jakieś neurologiczne jest...Albo psychiczne...Już sama nie wiem co o tym sądzić...
     Lekarz przyglądał się Siedmiolatce z zainteresowaniem...
     Fakt...Powieki miała opuszczone na tyle, że wcale gałek widać nie było...Ale to wybałuszanie ??
     Doktor zaczął szukać w pamięci schorzenia, które dawałoby tak dziwne objawy...
A może na tych zajęciach mnie nie było ?? - analizował w myślach...
Wytrzeszcz...Mrużenie...
Ki czort ??
A na dodatek...Pacjentka czerwona jak burak...
Nadciśnienie u Siedmiolatki ??
     Czasy to były zamierzchłe...Lekarze wówczas swój fach znali, i nie ukrywali się za procedurami NFZ-u, więc Panu Doktorowi przyszła na myśl pewna diagnoza...Diagnoza trudna do przekazania...
Po namyśle poprosił Rodzicielkę Pacjentki o opuszczenie gabinetu...
Siadł koło Dziewczynki, uśmiechnął się łagodnie i zapytał:
     - A jak jest naprawdę z tymi Twoimi oczkami ??
     Dziewczynka zaczerwieniła się jeszcze bardziej, buźkę w podkówkę wygięła, a oczka jeszcze bardziej przymrużyła...
     - Powiedz...- namawiał Lekarz...- ja Cię nie wydam...
     Pacjentka drgnęła lekko...Spod przymrużonych powiek na Doktora spojrzała i wyszeptała...
     - To przez zakupy...
Medyka zamurowało...
Co zakupy mają wspólnego z całym ciągiem dziwnych objawów ??
Różnych rzeczy się spodziewał, ale "zakupy" ??
     - Opowiedz mi dokładnie jak było...- poprosił...
Uśmiechał się łagodnie...Po pleckach głaskał...
     - Opowiedz...
     - Bo Mamusia mnie po chlebek do sklepu wysłała, i jak stałam w kolejce, to dwie Panie mi się strasznie przyglądały i jedna z nich powiedziała, że ja mam takie wielkie, śliczne oczka... - zaczęła swoją opowieść Siedmiolatka...
     - Pewnie masz...Ale spod tych przymrużonych powiek to ich wcale nie widać...- łagodnie powiedział Lekarz, analizując w myślach, że stan owego "przymrużania" może wynikać z ogromnego zawstydzenia Dziewczynki...
     - I ja wtedy to sobie pomyślałam, że skoro one takie śliczne są i duże, to jak je trochę wybałuszę, to będą jeszcze śliczniejsze, i że każdy tą moją śliczność zauważy...
Doktora trochę przytkało...
     - No to jak się ktoś na mnie patrzył to wybałuszałam...I wybałuszałam...Coraz bardziej...Czasem to mnie z tego wybałuszania aż głowa bolała !! - wyznała Pacjentka z widoczną ulgą...
     - No i co ?? Ktoś tą Twoją śliczność zauważył ?? - dociekał Lekarz, jak mu tylko mowa wróciła po ogromnym zdziwieniu...
     - Tak...- wymruczała niewyraźnie Dziewczynka...- Mamusia...I zaraz powiedziała, że to musi jakaś choroba być, bo takiego wytrzeszczu to Ona nigdy nie widziała, i że mnie się chyba coś z głową stało...
     - No tak...- wtrącił Doktor...- Mamusia się o Ciebie zmartwiła...- podsumowywał próbując zapanować nad cisnącym się na usta śmiechem...- Ale teraz już się nie wybałuszasz ??
     - No nie...- potwierdziła Siedmiolatka...- Bo jak Mamusia zaczęła o tych chorobach mówić, to ja się strasznie wystraszyłam, że mi z tej śliczności coś się rzeczywiście stanie, i postanowiłam, że już się wybałuszać nie będę...A żeby się Mamusia nie martwiła, to już tą całą śliczność postanowiłam poświęcić i oczy mrużyć...
Doktor poczerwieniał na twarzy i chrząkał wymownie...
     - I nie pomogło ?? - zapytał krztusząc się okrutnie...
     - Nie...- potwierdziła Dziewczynka...- Mamusia na to mrużenie to się jeszcze bardziej zmartwiła i zaraz mnie chciała do jakiegoś specjalisty zapisać, ale Jej Tatuś wytłumaczył, że najpierw to może lepiej do zwykłego Doktora...- wyznało Dziecko...
     - Bardzo rozsądnie Tatuś doradził...- podsumował wywiad Pan Doktor i odetchnął z ulgą...Jego medyczny autorytet nie legł w gruzach...Nie miał również zaległości w medycznej edukacji...
Żadna medyczna literatura pewnie takie przypadku nie opisała...
     Nie mam pojęcia, jak Pan Doktor skłonił Dziewczynkę do otworzenia oczu...Nie wiem też jakich użył argumentów, żeby się dla "śliczności" nie wybałuszała...
Jedno wiem na pewno...
     Dagusia była zawsze Osóbką roztropną !! Bo to Jej historyjkę z dzieciństwa próbowałam nieudolnie opisać...;o)

poniedziałek, 2 lutego 2015

Tuptuś...Reinkarnacja...

     W życiu nie przypuszczałam, że mały gryzoń wyzwoli w Was aż takie emocje...Dosadne komentarze...Gniewne maile...
Hmmm...No cóż...
     Kategorycznie oświadczyłam, że mimo nacisków, nie doprowadzę Tuptusia do reinkarnacji, nie spowoduję zmartwychwstania, i nie będę wymyślać historyjek...
Dzisiaj, za sprawą Dagusi muszę owo oświadczenie odszczekać...
Hau, hau, hau...
     Dagusia, łagodna Dziewuszka, przez swój genetyczny upór spowodowała, że Tuptuś powraca w gordyjskie progi, i to powraca w sposób nietuzinkowy...
Dagusia postanowiła mi udowodnić, że Tuptuś zasługuje na drugą szansę...
Wydrukowała moje bazgrolenie i odczytała je przed bardzo wymagającym Forum...
Tuptuś zawędrował do klasy III, której jest Wychowawczynią...
Się porobiło...
Czy miałam tremę ??
Ogromną !!
A potem Dagusia zawiadomiła mnie radośnie...
"Masz pocztę !"
To co zastałam w mailu zaparło mi dech i nawilżyło oczęta...
Nasz Tuptuś !! A nawet jeszcze piękniejszy !!



Gardło miałam zaciśnięte w totalnym bezdechu...
Tuptuś w tylu odsłonach !!
Ale nie tylko Tuptuś zasłużył sobie na uwagę Recenzentów...

Tuptuś z nochalami !!


Tuptuś z Mamą nochalem i coś niemarchewkowego...

I najbardziej wzruszający z obrazków...

Mama nochal płacze nad umierającym Tuptusiem...

     Kochani...To wszystko było dokładnie tak !! Jota w jotę !! 
     Teraz historia o Tuptusiu jest kompletna...

poniedziałek, 2 czerwca 2014

Węzeł szwajcarski, czyli jak się "namieszało"...

     Jest pewna Osoba, która nasze górskie wypady znosi bardzo źle, żeby nie powiedzieć, że ich nie znosi...
     Kiedy w zeszłym roku obejrzała nasze zdjęcia z tatrzańskiej wędrówki, kategorycznie oświadczyła, że nigdy więcej nie chce wiedzieć o naszych wypadach...
Chyba, że dopiero po powrocie...
Bo Ona się denerwować za nas nie będzie...
     Któż się taką troską wykazał ??
Dagusia !!
Oczywiście, że Dagusia...
     Pomna złożonego przyrzeczenia miałam okrutny dylemat, czy skoro mam zachować w tajemnicy wyjazdy w Tatry, to Alp też to dotyczy ??
Hmmm...
Ale jeśli nie powiem, to jaka panika ogarnie Dagusię, kiedy przez kilka tygodni nie otrzyma żadnych śladów mojego żywota ??
     Orzesz...(ko)...
Nijak było z tego wybrnąć...
No to powiedziałam...
Komentarz Dagusi nie nadaje się do publikacji...
     Tym razem Dagusia domagała się informacji "w miarę możliwości"...
     Kiedy więc po kilku dniach pobytu na szwajcarskiej ziemi, postanowiliśmy nasz pobyt przedłużyć, pierwszą Osobą, do której zamierzałam wysłać maila była Dagusia...
     Połączenie internetowe było tak na zasadzie "jak wiatr zawieje", więc kiedy w czasie wysyłania poczty otrzymałam komunikat "usługa niemożliwa do realizacji" zachowałam stoicki spokój...
Wieczorem udało mi się wysłać maila do Siory...
A że było to na krótko przed pierwotnie planowanym powrotem do Polski, więc poprosiłam moją Siorę umiłowaną, żeby Dagusię powiadomiła...
Otwieram drugie konto pocztowe, a tam już odpowiedź od Dagusi...
     Zonk...!!
A to mi necik psikusa wyciął...Niby nie nadał, a poszło...
Ważne, że jakoś powiadomić się dało...
Ufff...

     Siora, jako jednostka wyjątkowo życzliwa i znająca "dagusine zajawki", mailika przyswoiła i postanowiła do Dagusi zadzwonić, żeby ewentualne pytania wyjaśniać na bieżąco...
     Dzwoni raz...Dzwoni drugi...
     I w tym właśnie momencie sobie przypomniała, że przecież ranek jest piękny i Dagusia pewnie w pracy przebywa, a wiadomo, że Nauczyciel lekcji nie przerwie, żeby przez fonka ćwierkać...
Postanowiła Siora sms-ka wysłać, że to nic pilnego, i że zadzwoni wieczorkiem...
     Tyle, że nie zdążyła, bo jak tylko zaczęła dziobać te literki, zadzwoniło Jej młodsze Dziecię, które właśnie wyemigrowało i newsy były okrutnie przez Matulę (czyli Siorę) oczekiwane...
     Nowiny były bardzo pomyślne, więc się Siorze mojej całkiem o sms-ku zapomniało...

     Dagusia lekcję prowadzi, a tu nagle telefon dzwoni...Nim dotarła do biurka by na wyświetlacz zerknąć, fonek się wyłącza...
Nieodebrane połączenia...
Numer Siory...
Nie dzwoniła od pięciu lat...
Wniosek ??
     Leżę "rozplaszczona" pod jakąś skałą szwajcarską i ducha we mnie nie ma...
     Dagusia mało zawału nie dostałą...
Lekcję przerwała...Do Siory dzwoni...A tam zajęte...
Jak nic zawiadamia wszystkich o nieszczęściu...
     No bo cóż innego by to być miało ??
     Te kilkanaście minut skróciło ponoć żywot Dagusi o kilka lat...
W końcu się jakoś zgadały...

     Ja w tym czasie radowałam się kolejnymi eskapadami, a po powrocie do Kraju niezwłocznie zapukałam do dagusinej gaduły...
     To co przeczytałam, to się nawet do czytania nie nadawało !!
     Wszytko na mnie Dagusia jednym ciągiem "wylała"...
A ja czytałam i uśmiechałam się radośnie...

      Mieć takich Przyjaciół to skarb nad skarbami !!

     Nawet się człowiek sam o siebie martwić nie musi...:o) 

 

czwartek, 6 marca 2014

Dagusine poprawiny...

     Wrzuciłam wczoraj tekst o Dagusi, a że Dziewuszkę ową pasjami lubi również moja Siora, więc zaraz po "dzieńdoberku" umieściłam na "gadule" informację...
     "Dagusia miała wypadek"...
Siedziałam i oczekiwałam siostrzanej reakcji...
A tu lipa...
     Zapracowana na kilku etatach Siora, przygotowująca do życiowej podróży w Nieznane swoje Drugorodne Dziecię, ani kropeczki nawet nie postawiła...
No to czekam...
     Po godzinie, pozostawiony na "gadule" komunikat, całkiem wywietrzał z dziurawej pamięci...
     Leżę sobie wieczorkiem w domeczku, na TV spoglądam...Pan N. drzemie przed nocną zmianą...A tu komóreczka z nagła zaczyna skoczną muzyczkę nadawać...
Jakie licho ??
     Spojrzałam na wyświetlacz i aż mi ciarki po grzebiecie przeleciały...
Komunikat !!
Orzesz...(ko)...
Zapomniałam newsa zdementować...
     Zatroskany głos Siory nie pozostawiał złudzeń...Zrobiłam wrażenie...
Echhh...
Wyłgałam się w sposób perfidny...
     - Poczytaj na blogu - oznajmiłam, bo czułam, że jak zacznę Jej przez telefon rzecz wyjaśniać, to mi się oberwie jak nigdy dotąd...
     Liczyłam, że jak się odrobinkę pośmieje z dagusinej przygody, to Jej fusy opadną...
     Musiało podziałać, bo nawet na gadule nie oberwało mi się potężnie...Chociaż odpalałam ją dzisiaj z lekkim lękiem...
     Uffff...;o)

środa, 5 marca 2014

Ciasta krwią okupione...

     Co i rusz pojawiają się doniesienia o agresywnych zachowaniach Kibiców, o Ich wandalizmie i burdach...Sama kilka razy już ten temat podnosiłam...
Ale w życiu bym nie przypuszczała, że boisko może brać odwet...
Szczególnie, że "Ofiarą" owego boiska stała się, bliska memu sercu Dagusia...
     Nie wiem niestety, które barwy klubowe Niewiasta owa reprezentuje, ale że wkład w boiskowy "wandalizm" od kilku dni ma, to pewne...
A było to tak...
     Dagusia miała urodzinki...Urodzinki osiemnaste, jak każda Niewiasta w Jej wieku...A że uroczystość owa miejsce miała w sobotę, więc poczęstunek niosła Dagusia do pracy w nowym tygodniu...
Pudło ze smakołykami było rozmiarów sporych, bo wszak Współpracowników Dagusia ma grono znaczne...
     Zaparkowała Bidulka pod Szkołą...Manele zebrała...I dumnym krokiem ruszyła...Pudło niczym skarb największy do serca tuliła...
I nagle...
     Jak się krawężnik na Nią nie rzuci !!
     Jak pod nóżki smukłe swoimi kantowościami nie podpełznie !!
     Jak statecznej równowagi nie zachwieje !!
     Po prostu...Z takim wrednym krawężnikiem Dagusia szans nie miała...Ot co !!
Ostatnim wysiłkiem tylko Jej w makówce zaświtała myśl: "Ratuj pudło !!"
No to Dagusia pudło niczym matula dziecię do piersi przytuliła mocno...
     Pewnie by ten pojedynek z krawężnikiem wygrała, gdyby nie fakt, że to był spisek !!
     Ledwie krawężnik Jej się między nogami zaplątał, a już na Dagusię ruszyła boiskowa bramka...
     Dwóch na jedną Bidulkę !!
     Jak Ją nie trzaśnie owa bramka w ramię !! Jak nie walnie metalową siatką po twarzy !! Jak nie uderzy metalową rurą w policzek !!
Aż biednej Dagusi w oczach pociemniało...
     A krawężnik dokłada !!
     Bach w jedną nogę !! Bach w drugą nogę !!
I już Dagusia do parteru sprowadzona...
     Ale dzielna Wojowniczka pudła nie puściła !!
Widząc upór Dagusi agresorzy odpuścili...
     Krawężnik wrócił potulnie na swoje miejsce...Bramka udawała, że wcale jej tam nie było...
     A Dagusia ruszyła do Szkoły...
     Kolana obydwa rozbite...Ramię całe posiniaczone...Na twarzy sino-czarne pręgi...
     Długo będzie Bidulka pamiętać te urodzinki...Oj długo...
     I te ciasta krwią okupione...Echhh...

piątek, 23 sierpnia 2013

Egzorcysta potrzebny od zaraz...

     Wiem, że darzycie Dagusię sympatią...
     Ja wręcz uwielbiam Jej "coś Ci opowiem", rzucane na "gadułę"...
     Ale tym razem Jej opowieści wcale nie były miłe dla oka i ucha...
Dagusię chyba "zły" opętał...
     Jak wiecie Dagusia jest Nauczycielką, i gdyby nie to, że obruszyła by się na mnie okrutnie, to napisała bym, Świetną Nauczycielką, bo Jej opowieści o Dzieciakach przepełnione są czułością i ciepłem...
Ona po prostu kocha te swoje Dzieciaki...
A że przy okazji czegoś Ich uczy ?? 
Przypadeczek...;o)
     Po dziewięciu miesiącach ciągłego "dla Dzieci", "o Dzieci", "bo Dzieci", Dagusia wypatruje wakacji jak kania dżdżu...Nawet chyba kania owego deszczu wypatruje z mniejszym utęsknieniem...
A że i ja z reguły rozpoczynam wówczas wojażowanie, więc obie przytupujemy z niecierpliwością i z nostalgią spoglądamy na kalendarz...
Echhh...
     W tym roku jednak, było inaczej...Nie to żebyśmy  mniej "przytupywały"...
     Dagusia jako miłośniczka "wakacyjnego świętego spokoju" postanowiła, że przed wakacjami przeprowadzi zaległy remont...
Wedle planu prace remontowe miały zostać zakończone przed ostatnim dzwonkiem, a pokoik miał prezentować w czasie wakacji nowiuśki wystrój...
Zaczęło się więc od remontu...
     Ekipa delikatnie mówiąc trafiła się Jej mało rozgarnięta...Pan Majster każdą sugestię Dagusi kwitował stwierdzeniem "NIE"...Pan "Czeladnik" bardzo się starał, ale umiejętności Mu nie wystarczało...Prace wykonywane były opieszale i byle jak...
Dagusia znosiła to wszystko dzielnie...
Aż do momentu, w którym się okazało, że ściany dopiero co wymalowane prezentują się paskudnie...Krzywizny...Zacieki...Plamy...
Wizja remontu w czasie wakacji stawała się coraz bardziej realna...
Dagusia zmieniła ekipę...
No cóż...
     Nowa Ekipa (właściwie Ekip), spisała się dzielnie, ale Dagusia miała już w swoich planach dwutygodniowy poślizg i sporo straconych nerwów, że o pieniądzach nie wspomnę...
Przyszedł czas na meblowanie...
     Wybrała Dagusia Firmę, dobrała kolorki, określiła fason i czekała na pomiary...
     Przyjechał Pan Fachowiec, pomierzył, sugestii wysłuchał, a na Dagusine wątpliwości odpowiadał niezmiennie...
     "Nie ma sprawy, zrobi się"...
Pozostało Dagusi czekać na realizację zamówienia...
Najpierw przywieźli kanapę...
Dokładnie taką, jakiej nie chciała Dagusia...
Po czym kanapę zabrano, a w czasie telefonicznego kontaktu dowiedziała się Bidula, że teraz to Oni jej tej kanapy nie dostarczą, bo w pierwszej połowie lipca Szef jest na urlopie, a w drugiej połowie na urlop idzie Pracownik...
Czyli lipa...
Dagusi pozostało pierwszy miesiąc wakacji spędzić na materacu albo innej karimacie...
Po miesiącu kanapa dotarła...
Może nie ta "wymarzona", ale "mogła być"...
     Teraz miały dotrzeć mebelki...
Dotarły...
Z poślizgiem lekkim, ale dotarły...
Tyle, że i wymiary odbiegały od potrzeb, i mebelki w niektórych elementach były po prostu uszkodzone...
Dagusia zażądała wymiany...
Panowie mało się na takie fanaberie nie popluli !! 
A to nam się marudne Babsko trafiło !! 
Nie dość, że Jej człowiek meble z miesięcznym ponad poślizgiem do domu tarabani to Ta jeszcze wybrzydza...
Echhh...
Na dagusine monity telefoniczne Panowie najpierw nie odpowiadali wcale, a potem bluznęli na Nią pretensjami...
Taka kultura !! 
Bo Klient swoje miejsce znać musi...
     Już wówczas proponowałam Dagusi egzorcyzmy, bo jak nic "zły" Jej się w domostwo władował...
Aż dostaję info na "gadułę"...
     "Złamałam kość w stopie, sześć tygodni usztywnienia..."
Ło Matko i Córko...
Dagusia ?? Dziewczę stacjonarnie-kanapowe ?? Gdzież Ona właziła...??
Nie właziła...
Potknęła się na progu...
Tak niefortunnie...
Teraz to przynajmniej mogła spokojnie w domciu siedzieć i na te mebelki czekać...
Dotarły...
     Wydawało by się, że teraz to już nic wakacyjnego spokoju Dagusi nie zakłóci...
Tyle, że od dwóch dni Dagusia walczy z szambem w domu...
     Zapchała się główna rura od WC i Dagusia ma w łazience wszystko co wydalają przewody pokarmowe Sąsiadów...
     Pięknie wyremontowane mieszkanko...Nowiuśkie meble...Usztywniona noga...Chora Mama...I gówna na podłodze...Cudności !!
     Do końca wakacji jeszcze siedem dni...Zaczynam ze strachem odpalać "gadułę"...
Co jeszcze z atrakcji może przytrafić się naszej Dagusi ??
Brrr...

czwartek, 6 czerwca 2013

A to pasztet...

     Cala Polska żyje ostatnio zbliżającą się "śmieciową rewolucją"...Jedni tracą intratne stanowiska, drudzy liczą w marzeniach kokosy jakie na tych śmieciach zrobią...
Każdy wie, że śmieci to żyła złota...
A czasem jeszcze więcej...
     Dagusia też wie...
     Nawet wie lepiej niż my wszyscy razem wzięci...
     Skąd ta wiedza ??
     Dagusia postanowiła, a właściwie została przymuszona przez okoliczności, do przeprowadzenia remontu...
Tak się złożyło, że zasiedlany przez Nią lokal ma pewien defekt...
Od lat w jednym z pokoi spada sufit...Ot tak...
Nie jeden Budowlaniec już sobie zęby na tym suficie połamał...A sufit jak odpadał tak odpada...
Kaprys ma taki...
Żeby się tylko sypał to pół biedy...Dagusiny sufit spada płatami...
No to czas na kolejne "siekacze" następnego Budowlańca...
Ofiarę Dagusia już upatrzyła...
     Remont jak to remont...Przeżyć trudno...
     Pełna zapału Dagusia postanowiła rzetelnie się do owego kataklizmu przygotować...
Naszykowała potężne wory śmieciowe, żeby przy okazji selekcję w szafach przeprowadzić...
Podzieliła odzienie według kategorii: 
- nowa-do schowania, 
- stara- do wyrzucenia, 
- szarobura - do remontu...
Worzyska powiązała solidnie i pełna poświęcenia na śmietnik wyniosła...
Ufff...
Już sobie miała Bidula przysiąść na chwilunię, kiedy do drzwi zadzwoniła...
No kto ??
Wiadomo !! 
Anusia, Siostrzyca umiłowana...
Anusia nie bacząc na umęczone liczko Dagusi zagoniła Ją Bidulkę do segregowania zalegających na regałach papierzysk...
Jedna sterta - WAŻNE...
Druga sterta - na śmietnik...
     Kiedy zmrok zapadał misja tworzenia śmieci była na ukończeniu...
Dagusia wór zawiązała i...
Ło Matko i Córko...
Nijak go Bidulka udźwignąć nie mogła...
Z odsieczą przybyła Anusia...
Wór w cztery ręce złapały i posapując równomiernie do śmietnika ruszyły...
Anusia klapę od kontenera uniosła...
Zamach wzięły Siostrzyce zamaszysty i...
Wzrok Dagusi padł na wystające z kontenera "szmatki"...
     - A co tu robi moja nowiutka piżamka ?? - zapytała Anusię...
Anusia zamarła trzymając w objęciach potężne worzysko...
     - I ten sweterek też taki sam jak ten co ostatnio kupiłam... - kontynuowała Dagusia...
Anusia oparła worzysko o kontener...
     - To skąd to ?? - zapytała...
     - Ja chyba... - zawahała się Dagusia... - pomyliłam worki... - wyznała...
     - I co ?? - zapytała mało przytomnie Anusia...
     - Trzymaj klapę !! - wrzasnęła Dagusia...
I nim Anusia zdążyła zareagować, Jej Siostra już nurkowała w kontener...
Piżamka...Sweterek...Koszulka...
Dagusia z obrzydzeniem wygrzebywała swoje ciuszki...
     - Kijka mi daj !! - komenderowała...
Już Anusia klapę kontenera puszczała...
Klapa zachwiała się niepewnie...
     - Klapę trzymaj !! - zmieniła zdanie Dagusia i ruszyła na kijkowe poszukiwania...
Uzbrojona w kosturek rozpoczęła dogłębniejszą analizę śmietnika...
     - Oooo... - wymruczała po chwili Dagusia...
     - Co masz ?? - z zainteresowaniem zapytała Anusia przerywając spazmatyczny śmiech...
     - Ktoś ma w domu króliczka...- oznajmiła Dagusia...
Anusia ryknęła perlistym śmiechem...
     - Koszulka...- wyszperała kolejny ciuszek Dagusia...
I to by było na tyle...
Dagusia straciła cała swoją najlepszą garderobę...
Śmietnikowi Szperacze zdążyli już przeprowadzić wstępną selekcję...
Widocznie te łaszki nie były w Ich guście...
A Dagusia ??
     Dagusia zamierza przez jakiś czas udawać Menela...Może ją ten Sąsiad "od króliczka" na pasztet zaprosi ??

 

środa, 8 maja 2013

O Dagusi Tygrysicy i lodowym przysmaku...czyli dzieło Nielota ;o)

     Jednym z objawów wiosennego przesilenia jest...Wylęg...
     Tak, tak...
     Nie jakieś tam zmęczenie wiosenne, ani inne przesilenia, ale właśnie wylęg Nielotów...
Osobiście już od początku marca spoglądam tęsknie w stronę sąsiadującego ze sklepikiem Przedszkola...
Wyjdą, czy nie wyjdą ?? 
Oto jest pytanie...
W tym roku, jak wszystkie wiosenne symptomy Nieloty z wylęgiem się spóźniły...
No cóż...Nieloty potrzebują słoneczka prawie tak samo jak Gordyjki...
     Siedzę sobie teraz, drzwi otwarte, ptaszęta świergolą, a Nieloty harcują na placu zabaw...
Wiosna pełną gębusią...
     Dagusia ze swoimi Nielotami też wylęgła...
     Ale, że Nieloty ździebełko starsze, to wylęgła ambitnie...Do teatru...
Już sobie wyobrażam tą zawieruchę...
Banda Nielotów i Dagusia...
Teatr jeszcze stoi...
Przynajmniej w necie nie ma informacji, żeby popadł w ruinę z przyczyn nieznanych, więc zakładam, że stoi...
Dagusia też to jakoś przeżyła, bo sprawozdanie otrzymałam na "gadułę"...
Co prawda, mam pewne podejrzenia co do stanu Dagusiowego umysłu, bo sprawozdanie mi przysłała o 5:00 (!!), ale się przecież czepiać nie będę...
     Po nakarmieniu duszy swoich Nielotów, Dagusia, jako Niewiasta rozsądna postanowiła wkupić się nieco w łaski swoich Podopiecznych i zaprosiła swoją Klasę na lody...
     Nie to, żebym zaraz jakąś korupcję w tym wyczuwała, ale jak nic był to chyba dowód wdzięczności, że tego Teatru nie zdemolowali...
     Nieloty zajęły się zlizywaniem i mlaskaniem, a Dagusia łapała oddech...
     I nagle zmroziła Ją myśl okrutna...
     Jeden z odprowadzających Ich Tatusiów, prosił gorąco, żeby Jego Syn lodowego przysmaku nie konsumował...
Przyczyna była zdrowotna, a konsekwencje owej konsumpcji katastrofalne...
Dagusine kolana ugięły się w rozpaczy...
Spojrzała na owego Ucznia, zaklinając w myślach rzeczywistość...
Liże !!
Energicznie...Zachłannie...Z lubością...
Można by nawet uznać, że wiedzie prym w owym lizaniu...
Spora część śmietankowego przysmaku zniknęła już w Jego paszczęce...
     Dagusia poczuła zaciskające się na Jej gardle dłonie Tatusia...Poczuła pęd z jakim jutro wpadnie do klasy z wyrzutami...Wręcz usłyszała ten słowotok okrutny, który podważał będzie Jej pedagogiczne umiejętności...
Niczym tygrysica ruszyła w stronę Chłopaka...
Pewnie, gdyby się Chłopczyna ataku spodziewała to i opór byłby większy, a tak...
Stateczna zawsze Dagusia loda jednym ruchem z małej rączki wyrwała i niczym cykutę z obrzydzeniem do kosza wrzuciła...
Nim Dzieciak się zorientował, już dzierżył w dłoni batonika...
Batonik Chłopakowi nie zagrażał...Ufff...
     Nazajutrz Dzieci miały w czasie lekcji narysować obrazek "z wycieczki"...
     I tak oto prezentuje się dzieło owego antylodowego Chłopczyka...

wtorek, 26 marca 2013

"Lot" na zmiotce, czyli jak Anusia z Dagusią kazamatów uniknęły...

     Święta z reguły wyzwalają w Kobietach nieodkryte dotychczas pokłady energii...
Sprzątają, wymiatając najdrobniejsze nawet prószki kurzu, wystają w gigantycznych "ogonach", żeby tylko na świątecznym stole niczego nie zabrakło i pichcą, pichcą, pichcą...
Tak objawia się miłość...
Miłość najprawdziwsza...
     Ale i od miłości czasem odpoczynek się należy, więc postanowiłam dzisiaj tekścik wrzucić, taki bardziej regeneracyjny...

     Kilka dni temu, Dagusia, jak co dzień udała się bladym świtem do pracy...Do rozpoczęcia obowiązków miała jeszcze kilka minut, kiedy zadzwoniła Jej komóreczka, podrygując radosną melodyjką przypisaną Szanownej Dagusinej Rodzicielce...
Szanowna Dagusina Rodzicielka ma zwyczaj wydzwaniać do Dagusi po kilkanaście razy na dobę, więc oznakowanie tych połączeń wydaje się jak najbardziej zrozumiałym...
Jako, że Dagusia jeszcze obowiązków nie rozpoczęła, więc połączenie odebrała...
     - Co się stało Mamo ?? - zapytała i ze zdziwieniem usłyszała w słuchawce...
     - To nie Mama...To ja, Anusia... - zakomunikował zasapany głosi Dagusinej Siostrzycy, Anusi...
     - Co się stało ?? - to pytanie padło już z Dagusinych usteczek z oznakami stresu...
     - Z Mamą wszystko w prządku, ale ja potrzebuję Twojej pomocy... - i Anusia rozpoczęła przybliżanie rozmiaru swoich kłopotów...

     Anusia rozpoczyna pracę mniej więcej w tych samych godzinach co Dagusia, więc bladym świtem ruszyła odśnieżać swoje autko...
Zapakowała do autka caluśki dobytek, przekręciła kluczyk w stacyjce i uzbrojona w zmiotkę swój nierówny pojedynek z zimą rozpoczęła...
Nagle do Jej uszu doleciał cichutki dźwięk...
     - Klik... - i centralny zamek autka postanowił właśnie zamknąć dostęp do ukochanego przez Anusię pojazdu...
     Anusię ów dźwięk zmroził bardziej niż zima przednie szyby samochodów...
     Zameczki pozamykane, kluczyk w stacyjce, torebeczka z telefonem i kluczami do domeczku leży dumnie na przednim fotelu...
     Z przyborów osobistych pozostała Anusi tylko owa nieszczęsna zmiotka...
     Pozaglądała przez okienka...Podumała chwilkę...I cóż było robić...Postanowiła w dyrdy pognać do Dagusi...
     Widok to musiał być niecodzienny...
     Niewiasta w słusznym wieku gnająca przez miasto ze zmiotką w dłoni...
     Dopadła Anusia Dagusinego domofonu i dzwoni...
     Dzwoni raz...Drugi...Trzeci...I nic...
     Problem w tym, że Dagusiono - Anusina Rodzicielka w opozycji jest do obsługi domofonu i jako żywo postanowiła z owym urządzeniem nie współpracować...
No to Anusia pod owym domofonem stoi i zmiłowania od niebios oczekuje...
Zmiłowały się...
Pani Sprzątaczka właśnie pracę skończyła i blok opuszczała, a że niecodzienny widok Niewiasty ze zmiotką i na Niej zrobił wrażenie, więc Anusię na korytarz wpuściła...
Ufff...
     Gna Anusia korytarzami i w duchu niebiosa o jeszcze jedną przysługę prosi...
Rodzicielka bowiem, jest również w opozycji do dzwonka do drzwi, a pukanie samo w sobie uważa za objaw grubiaństwa...
     Stanęła Anusia pod drzwiami i dzwoni...
     Rodzicielka w domu pomstuje na przerywanie Jej ciszy, ale do drzwi nie podchodzi...
     W końcu jednak i tym razem się niebiosa ulitowały, a właściwie ulitowała się Rodzicielka i z całą litanią wyrzutów drzwi otworzyła...
     Po takich perturbacja Anusia odzyskała kontakt ze Światem, czyli komórkę z numerem do Dagusi...
     - Ratuj Siora, bo mi przyjdzie szyby wybijać... - prosiła zakończywszy sprawozdanie...
     Dagusia zadzwoniła do zaprzyjaźnionego Pana Mechanika, który zdolności obu Sióstr zna dobrze i uzyskała pożądany kontakt do "Speca"...
     "Spec" miał ponoć talent posiadać, że zamki otwiera samą siłą woli...
     Że o wytrychach nie wspomnę...
     Przed Dagusią i Anusią rysowała się perspektywa wkroczenia na drogę przestępczą, bo chociaż zbrodniczy plan dotyczył osobistej własności Anusi, ale włam to włam...
     Pewnie się w całe zamieszanie musiał włączyć Święty Dyzma, Patron Złodziei, bo Pan "Spec" się zaparł i telefonu nie odebrał...
     Pozostała jedyna możliwość...
     Trzeba zadzwonić do autoryzowanego Serwisu i poprosić o pomoc...
     Nie licząc oczekiwania na przybycie, operacja trwała ledwie kilka minut...
     Anusi z ulgą odzyskała resztę swojego dobytku, autko przegrzane do granic wytrzymałości (caluśki czas było przecież włączone) odetchnęło z ulgą otwartymi drzwiami, a Pan Serwisant nadmienił...
     - Jakby coś się z zameczkiem działo to trzeba na Serwis, bo elektronika takich mechanicznych działań nie lubi, a jeśli by kiedyś Pani potrzebowała szybkę wybić, to radzę tą "od Kierowcy"...Najtaniej wychodzi...

     Tak to Anusia z Dagusią kazamatów za włam i wandalizm uniknęły... 
 

piątek, 22 lutego 2013

Kosmetyczne rozważania, czyli jak zostać mnichem...

     Ostatnio z wielkim zaangażowaniem roztrząsałyśmy z Dagusią zawartość naszych kosmetyczek...
Co prawda z próżnego to i Salomon ponoć nie naleje, ale jak się Baby uprą to i "próżne" roztrząsną...
A uporu to nam odmówić nie można...
Wytężałyśmy więc mózgownice wspominając co też w owych kosmetyczka zalega...
Można by to uznać za masochizm, bo niektóre wspomnienia sięgnąć musiały do czasów wręcz prehistorycznych, ale jak mus to mus...
Bodźcem do owej pracy umysłowej stała się zastosowana właśnie przez Dagusię maseczka, którą nobliwa Niewiasta (niby Dagusia) stosuje raz do roku, a której termin przydatności do użycia minął ledwie dwa lata temu...
Prawie świeżynka...
     Nasza inwentaryzacja kosmetyczkowa mizerne przyniosła efekty, bo jakoś obie nie pałamy sentymentem do "maziajstw" i "paćkajstw", ale skrzętnie wypełniła czas wymagany do upiększenia Dagusi...
W końcu na "gadule" ukazało się:
     - Czekaj !! Idę to zmyć...
No to czekałam...
Po kilku minutach Dagusia zakomunikowała...
     - Wywaliłam toto do kosza !! Nic piękniejsza nie jestem !! 
     - Nie dziwota !! Toż ideału żadna maseczka nie poprawi !! - odpowiedziałam... - ale swoją drogą, pomyśl, jakbyśmy żyły w jakiś historycznych czasach, to trzeba by było z tym "paćkajstwem" chodzić codziennie...
Dagusię chyba na chwilę moje wynurzenie przytkało, bo okienko "gaduły" świeciło pustką, aż w końcu odpisała...
     - Ja się na żadną arystokrację nie pcham !!
     - Chłopem pańszczyźnianym byś wolała ?? - zapytałam dla ścisłości...
     - Z moim genetycznym zamiłowaniem do "nicnierobienia" ?? -odpowiedziała Dagusia...
     - Nikt by Cię o zdanie nie pytał !! Grabie i w pole !! - precyzowałam...
     - To chłopem pańszczyźnianym też nie chcę !! - oświadczyła Dagusia...
     - W sumie racja...Na arystokratki się nie nadajemy...Do pańszczyzny ciągot nie mamy... - analizowałam... - Ale kimś być trzeba...Może zbójcą ?? Chcesz być zbójcą ??
     - Mowy nie ma !! Ja się na zbójcę nadaję jeszcze mniej niż na arystokratkę albo chłopa...- kategorycznie zaprotestowała Dagusia...
     - No to ja będę zbójcą !!  - podjęłam decyzję... - A Ty ??
     - Mnichem... - odpowiedziała Dagusia...- Nie pozostaje mi nic innego jak być mnichem...
     Aż się zachłysnęłam ową odpowiedzią...
     Dagusia rozwiązała odwieczny problem tak zwanych "powołań"...

piątek, 8 lutego 2013

Dobra analiza to podstawa...

     Wiecie, że do Dagusiowych opowiastek mam uczucie ogromne, kiedy więc zapytała:
     - Czy ja Ci już pisałam jak wprowadzałam w klasie literkę "P" ??
     Odpisałam, że pożądam owej opowieści chciwie i pobiegłam w te pędy do kuchenki nalać sobie pepsiorka, bo opowieści Dagusi nigdy krótkie nie były...

     " Kilka dni temu wprowadzałam w klasie literkę "P"...
     Jak to mam w zwyczaju cała klasa uczestniczyła w odkrywaniu rzeczy, które od owej literki się rozpoczynają, a znajdują się w klasie...
Były więc Pióra, Piórniki, Półeczki...W pewnej chwili zgłasza się Uczeń, taki z gatunku małomównych...
     - Proszę Pani ...
     - Słucham... - i czekam z zainteresowaniem...
     - Pupa...
     - Tak... - potwierdziłam przy chichotach w klasie - pupa jest na literkę "P"...
     Dzieci rzucały kolejne propozycje, a po kilku minutach ów Chłopiec znowu podnosi rękę...
     - Słucham ?? Co jeszcze jest w klasie na literkę "P" ??
     - Pośladki... - słyszę odpowiedź...
     - No tak... - i już wiedziałam, że lekko nie będzie...
Wyszukiwanie idzie coraz trudniej, ale widzę w górze rękę owego Chłopca...
     - Tak ?? - pytam...
     - Przedziałek !! - oświadcza Uczeń, a ja się rozglądam, który z Kolegów natchnął Go owym odkryciem...
     - Ale nikt w klasie nie czesze się z przedziałkiem ?? - oświadczam, po analizie stanu klasy...
     - Nie ten !! - oświadcza Młodzieniec... - Przedziałek w Pupie, między Pośladkami...".

     No i nie wytrzymałam...Łyk pepsi, który nieopatrznie właśnie miałam w ustach wylądował na monitorze, klawiaturze, biurku i kilku innych fajnych rzeczach...
Nie ma jak dobra analiza...;o)

wtorek, 18 grudnia 2012

Nie taka zła, jakby sie mogło wydawać...;o)

     Kilka dni temu południe Polski okryła śnieżna kołderka, a termometry, z zaciętością okrutną wskazywały dwucyfrowe wyniki pomiarów, na minusie...
Zapowiadana od kilku dni zima zagościła na dobre...
     O dziwo, wyjątkowo w tym roku Służby Drogowe na Południu zaskoczyć się nie dały...Wiem bo jeździłam...Tfu...Byłam wożona...
Niestety w dalszym ciągu moje "kierownikowanie" w "Nagusku" jest wykluczone...
Echhh...
Kochałam jeździć zimą...Takie zboczenie...
     Dagusia do mojego zamiłowania była zawsze w opozycji, a na zachwyty reagowała prawdziwym obrzydzeniem...
Dla Niej jazda po zaśnieżonych, oblodzonych drogach stanowiło traumę od pierwszego spadającego płatka, od pierwszego stopieńka poniżej skali, od pierwszej prognozy...
Trauma traumą, ale do pracy dojechać trzeba...A że Dagusia ma niewielki wybór w środkach komunikacyjnych, więc autko najbardziej potrzebne jest Jej właśnie w zimie...
Od października przygotowywała się do owej traumy psychicznie...
     Wstała więc pewnego ośnieżonego dnia, ze wstrętem na termometr spojrzała, a w Jej dobrej Duszyczce zalęgła się myśl potworna...
     "Będą z autkiem kłopoty"...
     Ubrała się cieplutko, torebki spakowała i ruszyła na parking ze skrobaczką w dłoni...Omiatała, odskrobywała i nim dzieło swoje dokończyła spocona była niczym w tropikach...
Cały czas jednak podświadomie lęk odczuwała, czy autko po nocnym przymrażaniu zaśpiewa silniczkiem...
Nie zaśpiewało...
Mimo kilkukrotnych prób nic a nic...
Dagusia przygotowana na zimową porażkę wymruczała do siebie smutno...
     "Wiedziałam, że tak będzie"...
I wezwała taksóweczkę...
     W pracy cały czas dumała jak z problemu wyjść...Akumulatorek naładowany...Kable wymienione...Ewidentnie autko rozchorowało się na jakąś poważną przypadłość...
Żeby gdzieś w trasie, to paleta i do Mechanika...Ale co teraz na osiedlowym parkingu zdziałać ??
     Dagusia postanowiła szukać pomocy u swojej Siostrzycy...
     Nie to, żeby Siostrzyca akurat w tym temacie jakiś szczególny dar posiadała...
Siostrzyca posiadała "Zaplecze"...
"Zapleczem" Siory byli Sąsiedzi, których zdolności słynęły w całej okolicy i to, że umieli naprawić nawet prom kosmiczny za darowiznę w formie wina w kartonie...
Dagusia postanowiła więc nawiązać kontakt bezpośredni z owymi Osobnikami...
Dręczyła Siorę telefonami caluśki dzionek...
A że Siostrzyca Dagusiowa w pracy potrzebuje skupienia i ciszy, więc po kilku godzinach w telefonie nieźle już "zgrzytało"...
     Dagusi serce krwawiło, bo miała w perspektywie brnięcie w zaspach przez kilka najbliższych dni...
     Jedna z Koleżanek widząc Jej rozpacz, zadeklarowała, iż odwóz z pracy ma, bo po Nią przybywa Małżonek i w ramach Koleżeńskiej przysługi na schorowane autko może życzliwym okiem spojrzeć...Może wiele wieczorem nie ujrzy, ale szansa jakaś jest...
     Zajechali na parking...Dagusia drżącą dłonią autko otworzyła...Za kierownicą miejsce zajęła...Dłonią sięgnęła do tajemniczego guzika, który ma zainstalowany jako "zabezpieczenie" przed złodziejami...I...
     Już wiedziała...
     Właśnie w tym momencie spłynęło na Nią objawienie...
     Tak bardzo ową zimową traumę do serca sobie przybrała Bidulka, że siadając rano do autka całkiem pomroki dostała i usiłowała odpali samochód nie wyłączając owego zabezpieczenia...
Teraz przekręciła kluczyk i autko zaśpiewało równomiernie zimową piosenkę...
     "Hu hu ha...Hu hu ha...nasza zima zła..."
     Dagusia zawstydzona okrutnie do popełnionego zaniechania się nie przyznała, Znajomym oświadczyła, że chyba się ociepliło i autko dech złapało, ale w "środeczku" aż się zaczerwieniła...
Bo jakże tak...
Po kilku latach wykonywania tych samych czynności...
Po kilku latach użytkowania owego magicznego guzika...
Echhh...   
     To tak w razie czego, jakbyście wszystko chcieli na zimę zwalić...;o)