Dwa światy...

Bardzo Ważni Goście

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Witrynkowo.... Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Witrynkowo.... Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Na pohybel Ksaweremu, czyli o przeterminowanych prezentach...

     No i jak tam Wasze łapówki od Świętego Mikołaja ??
Kiepsko ??
     No cóż...W tym roku to raczej Ksawery rządził a nie Mikołaj...
Moja zastawiona na Mikusia pułapka...






Odniosła raczej kiepski skutek...Mimo, że przewidziałam nawet wcześnie zapadający zmrok...





Świeciło...Mrugało...I lipa...
     Poza wyciem wichru nie doszły do mnie odgłosy kroków, zapowiadających nagłe wzbogacenie...
     Też sobie ten Ksawery nie miał kiedy zacząć wiać tylko akurat jak Mikołaj rusza w Świat...
Niech go dunder trzaśnie...
     No tak...Ale przecież Mikuś z tymi prezentami przez rok nie będzie się łajdaczył...Pomijam już, że durnowato by z tym pełnym workiem wyglądał, ale przecież bywają prezenty z datą przydatności do spożycia...
Więc...??
     Wychodzi na to, że z poślizgiem, bo z poślizgiem, ale "dowody mikołajowej wdzięczności" możemy jeszcze otrzymać...
Ale się porobiło...
     Może się Mikuś z Gwizdorem dogada ?? Albo z Gwiazdką ?? Albo z Aniołkiem ??
     Mnie tam wszystko jedno z kim będzie pertraktował, ważne żeby moje prezenty do mnie dotarły...
Ot co !!
     Dla pewności dołożyłam na witrynce kilku kumpli w pozach "zachęcających" i odrobinę światła...
Nie ma co Mikusiowi żałować...





     Jeszcze się zbiesi Staruszek za to ksawerowe podwiewanie i dogada się z Zającem...
     Wtedy to już na maksa nam się prezenty przeterminują...

niedziela, 24 marca 2013

Panie Generale to jest kura !!

     Właściwie teraz to tak raczej bociany są na "tapecie", że takie biedniuśkie, umarznięte i wygłodniałe, ale że mnie całkiem inne ptaszysko męczy od kilku miesięcy, więc zaniecham dzisiaj troski o bociana...
Moją uwagę absorbuje kura...
Kura dodam, drapieżna...
Że co ?? Że nie ma drapieżnych kur ?? Że to ptaszęta wyjątkowo pacyfistycznie do Świata nastawione, a na dodatek producentki naszych śniadań i obiadków ?? 
Lipa !! 
Też tak myślałam kilka miesięcy temu...
     Zaczęło się od tego, że przed Świętami Bożego Narodzenia przeglądałam magazyny jednego z naszych Dystrybutorów i jakoś mi się tak ręka "omskła" na dział "Dekoracje"...
Przypadeczek...
Czysty przypadeczek...
     Pooglądałam, główką pokiwałam, ale że całkiem co innego zamierzałam u Nich kupować, więc dział "Dekoracje" pozostał dziewiczym...
Ale kura już swoje ziarno zasiała...
Krwiożerczy dziób wbiła mi w duszę...
Pazurami się pamięci uczepiła...
Żeby precyzyjnie rzecz ująć, kur sztuk kilka...



     Boże Narodzenie minęło, Nowy Roczek osiedlił się już na dobre, a mnie przy każdym zamówieniu owe kury pod paluchy się pchały...
     Handlować kurami nie zamierzam, bo się na nich znam kiepsko, ale perspektywa "jajecznych" Świąt ciągle mi się z owym kurzym wizerunkiem nakładały...
No to "klepnęłam"...
Na pohybel...
Wtedy to się dopiero zaczęło...
Ciągle mi się "pod kopułą roiło, jak też owe drapieżne ptaszyska udekorować, żeby wstydu swojemu drobiowemu rodowi nie przyniosły...
Jak nic mi się rozumek do kurzego skurczył...
I znowu zaczęłam swoje dziobanie...
Ale tym razem szpileczkami w styropianie...



     Po dwóch kurzelczych dziełach moje paluchy kategorycznie odmówiły posłuszeństwa...A że widocznie zaspokoiłam drapieżność owej gadziny, więc potulnie poszły zasiąść na grzędzie...







Tfu...Tfu...Tfu...
Na wystawce...







Postanowiłam złowić Wiosnę na kury...;o)

środa, 5 grudnia 2012

Nadmiar pomysłów bywa zabójczy...


     Wiecie jak to mówią..."Jak kogoś robota lubi"...
Echhh...
Ja to chyba jestem ulubionym dziecięciem owej roboty...
     Tradycyjnie grudzień to miesiąc, w którym rozpoczynam coroczny maraton papierzany i na zmiany owego stanu "zapapierzenia" się nie zanosi...
Zestawienia, sprawozdania, podsumowania, bilanse i takie tam matematyczne nudy...
     Niewątpliwą rozrywką wśród tych mało porywających czynności są przygotowania świąteczne, pichcenie, strojenie i dyrdymały, które duszkę cieszą...
Duszkę cieszą i czas na "papierzenie" zabierają...
     Pomijam, że ambitnie postanowiłam sobie uporządkować nasz firmowy magazyn, więc drukuję, sprawdza, przenoszę...itd...itd...
     Wbrew logice moja duszyczka postanowiła znaleźć sobie w tym całym zawirowaniu jakąś odskocznię, i zamiast postawić choineczkę i zaświecić lampeczki (całorocznie wiszą ukryte na ścianie), ja...
No właśnie...
Ja sobie umyśliłam zrobić gruntowną dekorację ...
     Pozamawiałam fizelinki, steropianki, piórka, cekinki i inne takie cudeńka i wybudowałam sobie na wystawce góry ośnieżone, niebo rozgwieżdżone i zasadziłam las...
A co !!...
Podatku gruntowego mieć od tego nie będę...;o)
Żeby nie było...
     Wszystko zaczęło się od tasiemki ledowej, którą Pan N. zamówił w Chinach, a ja dołożyłam do tego poronione pomysły...



A potem moją magiczną krainę zasiedlił bałwanek i mikołajki...



To taka mikołajkowa wersja...
W kolejce czekają już świecące aniołki i ledowa szopka...
Chyba mnie "zły" opętał...
Teraz jeszcze choineczka...stroiki na lampy...kilka ozdóbek na półeczki...
I padnę trupem...