Dwa światy...

Bardzo Ważni Goście

sobota, 11 lipca 2020

Przepis na urlop idealny...;o)

No i przybyło...
Troszkę kapryśne, ale przybyło...
LATO !!
     Ułożony plan oczywiście się skomplikował (bo od tego są plany), ale kilkudniowy poślizg zaowocował wyjątkowo udanym, żeby nie napisać wspaniałym urlopikiem...
Udało się !!
A jak ??
     Przepis jest prosty...


     Bierzemy jedną złocistą plażę (około trzy tony sianego piasku), jeden basen (dostosowany do użytkowników), kilka "skoczków" (płyt chodnikowych, których przeznaczenie odkrywają tylko Nieloty) i spory zapas pojazdów budowlanych...



 Obok montujemy ślizg wodny z "fontannami"...;o)


W pobliżu instalujemy plac zabaw z "bujawkami" różnego typu...


No i miejsce na wypoczynek, leżakowanie, albo "bardzo poważne rozmowy"...;o)
Potem można pomyśleć o spełnianiu marzeń...
     Od pierwszego przyjazdu na Wrzosowisko, Księciunio marzył o wspinaczce na jedno z drzew...Stary orzech o pochyłym pniu aż się prosił o zasiedlenie...Ale...No cóż...Mijał rok za rokiem a nóżki wciąż były zbyt krótkie, a rączki nie obejmowały konarów...
     Co roku Księciunio kombinował jak zdobyć swoje marzenie...Budował podesty, przyciągał krzesełka i drabinki, i ciągle ponosił porażki...
     Babcia z Dziadkiem musieli pomóc...;o)


Orzech dostał kilka przykręcanych rączek i...
Radosny śmiech naszego Wnuka był najlepszą "zapłatą" !!
Zachwyt !! Duma !! Radość !!


A wieczory przy świecach...W piaskownicy...;o)
Ale przedtem...


     Babcia pilnuje Princeski...Księciunio pilnuje roweru...Lucky pilnuje całości...
Była też praca...


     Princeska równała ścieżki, które sama "demolowała" (bo żwirek cudnie szurał)...
     Księciunio (Perfekcjonista) obserwował i to "demolowanie" i to "równanie", a potem fachowo brał się do pracy...


     Po dziadziusiowych "sianokosach" Wnuki ochoczo zabrały się do grabienia trawy...Księciunio awansował na Operatora Babcinych Grabek, Princeska z radosnym okrzykiem "Ja !! Ja !!" lekceważąco odrzuciła zabawkowe narzędzia i zaczęła przymiarki...
Dziadkowe grabie...
Uchhhh...
Babcine grabie...
Uchhhh...
Grabki do liści...
Uchhhh...I dwa razy pacnęły Ją w główkę stylem...
Princeska kucnęła z boku i zaczęła się nam przyglądać...
Nas te grabki jakoś lepiej słuchają...
     Po namyśle wzięła "zabawkowe" grabie (wcale nie malutkie) i dzielnie wywijała...
     Rośnie druga Pomocnica !!


A co w tym czasie robił najmniejszy urlopowicz ??


     Lucky pilnował Babci, Princeski, Księciunia i Dziadziusia...Dokładnie w takiej kolejności...
Pilnował całego Wrzosowiska !!
A najbardziej pilnował tę śliwkę...
     Nie wiem czym kierowały się szpaczki (stali rezydenci), ale ledwie dwa metry od Orzeszka uwiły gniazdo i Rodzina nam się powiększyła...
     Lucky nam je wystawił i czekał na reakcję, a potem roztoczył absolutną kuratelę nad mieszkańcami...Gniazdo absorbowało go bardzo...
A kiedy pojawiły się w nim maleńkie, wystające dziobki, Lucky wsiąkł całkowicie...Godzinami tak siedział...
     Wrzosowisko rozbrzmiewało śmiechem (aż do czkawki), radosnymi okrzykami i zachwytami naszych Wnuków...My śmialiśmy się równie radośnie i czekaliśmy na te okrzyki i zachwyty...Na szeroko rozwarte ramiona Princeski i bieg z górki z okrzykiem Babaaaa...Na zabawę w znikające noski, w której Princeska jest Specjalistką...Na mocny uścisk Księciunia kiedy przytulał się w nocy i posapywał mi do ucha ze słodkim westchnieniem...Na wieczorne brykanie z Dziadziusiem i teatrzyk zrobiony z babcinej sukienki i kotka "którysięniezgubił"...
Echhh...
     Wspaniały urlop...

sobota, 20 czerwca 2020

A one szaleją...

Kiedy człowiek ma ogródek za progiem, z czasem przywyka do piękna...
Kiedy to piękno jest dostępne co kilka dni...Hmmm...
     Dozowany zachwyt smakuje bardziej...;o)
     Może dlatego moja duszyczka radośnie podskakuje kiedy kotwiczymy na Wrzosowisku ??
A tam cuda, cudeńka, cudenieczka...;o)

Już się więcej nie zmieści...
Biała z Misiowego Domku...


One kwitną, a ja zbieram...
Albo się należaczkowo upajam ich pięknem...


A grządka Matki Natury wygląda teraz tak...


Wszystkie okoliczne miedze "płoną" makami...

środa, 17 czerwca 2020

Niech moc będzie z nami...

     Nie jestem zwolenniczką prezydentury...Kandydatury pojawiające się w czasie wyborów są, no cóż, nijakie ??
     Raz na pięć lat przeżywam koszmar wyboru, wyboru "mniejszego zła"...
     A jeśli uważam, że ze złem jest jak z połowami ?? Jeśli ono zawsze jest równe ??
Brrr...
     Moje poglądy też nie mieszczą się "w ramach"...Mogę, bo nie przygniatają mnie partyjne zobowiązania, kontrakty, konszachty i inne "achty"...
Pic na wodę...
     Przecież wiadomo, że nasz Prezydent niewiele może...Chyba, że obiecywać...Obiecywać może bez ograniczeń...
     A kiedy już będzie po przeprowadzce, obietnice pójdą w kosmos, jak tysiące innych, których wysłuchałam przez swój żywot...
     Ale trzeba wybrać...
Nie zazdroszczę nam...
Dotychczasowe wybory też nie napawają optymizmem...
     Jak to było ??
     Rys historyczny z przymrużeniem oka...


1. Nikt Go nie wybierał, większość Nim gardziła,
w historię się wpisał, taka prawda była.

2. Dał nazwisko "Marce", odcinał kupony,
mógł się stać Postacią i spajać Miliony,
ale tak uwierzył w swoją wielką misję,
że co się odezwie, wywołuje scysję.

3. To historia całkiem żywa, 
każdy wiedział, że "spożywa",
miał prezencję i gadane - 
przyznawały wszystkie Panie,
życie lekkie wiódł, szalone,
i debeściarską miał Żonę.

4. Następnego ani nie zganię, ani nie pochwalę,
bo o zmarłych albo dobrze, albo wcale.

5. Czas był bolesny, żałoba, pogrzeby,
więc się Marszałkowie wepchnęli w szeregi.
Taki nasz pech,
było Ich Trzech.

6. Wspomnienie tego, uśmiech wywołuje,
bo gafy popełnia i tego nie czuje,
trochę zagubiony, trochę zadumany,
i chociaż był trzeźwy, bredził jak pijany.

7. Ten ma ksywek wiele, czyta co Mu każą
i chociaż jest kiepski, estymą Go darzą,
dla tych co pracują i uczciwie żyją,
podaje "marchewkę" przy pomocy kija.

Niestety, w historii nie było takiego,
który by mówił coś sensownego...

Niech więc moc będzie z nami,
w dniu kiedy będziemy Wyborcami...;o)

poniedziałek, 15 czerwca 2020

Psie marzenia...

     O czym marzy pies ??
O swobodzie ??
O przestrzeni ??
O terytorium ??
Może tak...
Może o tym marzą pieseły...
Ale nie Lucky !!
     Nasze wiosenne wyjazdy, z przyczyn od nas niezależnych, były jednodniowe...No cóż...Nocleg w drewnianym domku przy "-5" mógł się źle skończyć...
     Lucky dostał miejscówkę w sadzie, na palecie przykrytej bawełnianą agro...
     Bardzo uważnie nas pilnował, wiedział o każdym ruchu, pięknie informował i czekał...
Siedem, osiem godzin czekania...
A potem radosny bieg do samochodu i natychmiastowy sen...Skończył pracę !!
Nie bryka, nie biega radośnie bez celu...Pracuje...
     Najgorsze jest to, że całe Wrzosowisko traktuje jak dom i nie ma opcji namówić go na zrobienie kupy...
     Pierwszy nocleg przyjął ze zdziwieniem...(Ewidentnie nie pamiętał, że już spał na Wrzosowisku)...
     Koszyk ze śpiworkiem mu się podoba (chociaż mógłby być większy), podoba mu się, że śpimy w jednym pomieszczeniu (do sypialni nie ma wstępu), fajne jest poranne wychodzenie na siku (podwórko za progiem)...
I koniec "zachwytów"...
     Prawdziwa radość jest za progiem domeczku w Zaścianku...
     Nie może się doczekać otwarcia drzwi, radośnie pędzi do misek (tylko sprawdza), a potem musi sprawdzić każdą swoją zabawkę (jakby podejrzewał, że ktoś się nimi bawił)...
A potem siedzi na środku pokoju i się cieszy !!
     Lucky poukładał swój świat...
     Zaścianek to domeczek, ciepły, bezpieczny, ze znanymi regułami i codziennymi spacerami po lesie...
     Wrzosowisko to miejsce pracy i tylko on może nas ochronić przed wiewiórkami, psami, kotami i Sąsiadami...Tylko on wszystko czuje, słyszy i widzi...Nawet w nocy czuwa...

Gdzie wy znowu idziecie ??
To ja popilnuję "orzeszka"...
Wiewiórka tam jest !!
Jedziemy do domeczku ??
Jesteście bezpieczni !!
Bywa tak zmęczony, że zasypia na siedząco...
     Taki jest świat psa, który wychował się na wsi, i którego życie składa się z czuwania...
Te reguły narzucił sobie sam...
I nawet kiedy mu tłumaczę, że droga jest niebezpieczna i nie powinien przeskakiwać przez płot, w oczach ma wypisane:
     - No dobra...Wrócę...Ale co ty tam wiesz...
Psi bunt...
Dbał o siebie przez pięć lat i trudno mu zrozumieć, że nie musi...
Zna prawa wsi (pewnie lepiej niż my) i dokładnie się do nich stosuje...
     O czym marzy Lucky ??
Kiedy jest w domeczku, marzy o Wrzosowisku...Na Wrzosowisku marzy o domeczku...A w międzyczasie marzy o wycieczce do Dzieci i brykaniu z "Fumflem"...
     Świat Luckiego zrobił się przez te dziesięć miesięcy strasznie duży...

piątek, 12 czerwca 2020

Lato !! Przybywaj !!

Nie tylko różami żyją człowieki...
     Po dniu pełnym zajęć, kiedy pot strumieniami spływa po utyranych krzyżach i moczy majciochy, przychodzi czas na małe "conieco"...
     Samą rzodkiewką, cybuszkami i płatkami róż ciężko przeżyć, więc się Matula Natura ulitowała...
Kolacja rośnie...
A właściwie, już wyrosła...;o)




     Pieczareczki...
Hmmm...
     Pieczary ??
Ich rozmiar jest imponujący, i waga też...
Ewidentnie nie tylko makom deszczowy i chłodny maj posłużył...
     A my ??
No cóż...
     Przed nami "Wnuczy Sezon"...


     Chwaściory (dzikie zioła) suszą się na konstrukcjach, bo kompostowniki napchane pod "sufit"...


     A plac zabaw troszkę nam się "rozpuknął"...;o)


     Wszystkie konstrukcje przeszły "babciny test" i zyskały akceptację...A przy okazji, com się pobujała !! ;o)
     Część budulca czeka jeszcze na dziadkową inwencję, bo pomysły rodzą się niespodziewanie i spontanicznie...
     Dziadek się zamyśla, a potem rusza z kopyta...Najpierw kosi, przymierza, naciąga, mocuje, a potem:
     - Możesz spróbować ??
A Babcia rzuca wszystko i gna próbować...
     Ależ radocha !! ;o)
Teraz pozostaje czekać na przybycie Użytkowników...
Echhh...

środa, 10 czerwca 2020

Rozkwiecenie...

     Od początku roku wiedziałam, że to będzie rok "przestępczy", może nie przypuszczałam, że aż tak, ale cóż, jakoś tam przygotowana mentalnie byłam...
Wszyscy dostali "kopa" od 2020...
Wrzosowisko też dostało...
     Drzewka przemarzły, mimo zabezpieczeń, które ściągnęłam dopiero po "Zośce"...
     Krzewy przemarzły, mimo, że mościłam jak mogłam...
     Po 20 na plusie, obfitym kwitnieniu, przyszło -8 w nocy i wszystko poszło w kosmos...Możemy chodzić i kiwać głowami z ubolewaniem...
Warzywom też lekko nie było...
     Ogórki sadziłam dwukrotnie, aż w końcu powciskałam ziarna w ziemie, z wiele mówiącym: "na pohybel"...Wszystko właściwie siałam (włącznie z pomidorami), bo rozsad nie było, albo ich ceny były kosmiczne)...Na oko, jesteśmy sześć tygodni w plecy...
Tylko rzodkiewka idzie jak szalona...;o)
A właściwie nie tylko...
     Nieźle radzi sobie też moja Kraina Prawie Tysiąca Róż...

Rosarium
Biała dzika
Dzikus i "szalona róża"
Pączkowa
Kremówka
     Są jeszcze dzikie róże na płocie, różowe pnące, cytrynka, karminówka, okrywowa i biała, ale nie chcę Was kolcami po oczach kłuć...
Wszystkie przetrwały i wszystkie szaleją, jakby chciały nam zrekompensować smuteczki...
I nie ma co...
Mam co robić...
     Zbieram płatki, zasypuję (cukrem), ugniatam, zalewam (spirytusem i olejem)...Prawdziwe, różane szaleństwo...
A Matka Natura robi nam niespodzianki...
     W drewniaku założyła sobie...


"Plantację" maku !!
     Pąków są dziesiątki, więc jest szansa na rozkwiecenie, nie tylko różane...
Zaczyna być kolorowo !!
     Zaczyna być pięknie !! ;o)

niedziela, 7 czerwca 2020

I po tajemnicy...

     Zgodnie z danym słowem, dzisiaj rozwiązanie księciuniowej zagadki...
Od razu powiem, to była trudna zagadka !!
     Noti słusznie zauważyła, że musiało to być coś tematycznego i że udział Babci był w tym znaczny...;o)
     Grażynka ma pierwiastek dziecięcy słusznych rozmiarów (i niech Jej tak zostanie), 50% sukcesu...;o) Ewidentny Fachowiec od pląteczek...;o)
Uwaga !! Uwaga !!
     PLĄTECZKA to NITKA !!
     Każda Hafciarka i Krawcowa przyzna rację, że nic nie ma większych tendencji do plątania niż pląteczka...Tfu, tfu...Nitka...
     Nie wiem skąd wie to Księciunio, ale widocznie jest dobrym Obserwatorem (o dziwo, Babci się nie plątało)...
     A wiadomo, że tam gdzie nitka to jest szycie, a gdzie jest szycie to są różne dodatki krawieckie i akcesoria różne (przydasie)...
ZŁAPANKA jest "przydasiem" !!
     ZŁAPANKA to HACZYK !!
     Nie pamiętam jak wpadł w księciuniowe oczka, ale musiał być ważny, skoro dostał nowe imię...;o)
Tajemnica rozwiązana...
     Szkoda, że Księciunio coraz rzadziej posługuje się dziecięcym darem słowotwórstwa...

piątek, 5 czerwca 2020

Dziecięce neologizmy...

     Uwielbiam dziecięcy język !!
     Czy zauważyliście jak perfekcyjnie dzieciaki umieją nazwać rzeczy, których nazwy nie znają ??
     Dla Pierworodnego prowadziłam specjalne zapiski w Jego kronice:
- MAMBO - coś strasznego;
- DZI - pić;
- KUKU - zegar;
- CIACH CIACH - śrubokręt;
- PUK PUK - młotek;
- KARO - karty do gry;
- TASIA - taśma magnetofonowa;
- BATA - samolot;
- TOTEK - (wiadomo) kotek;
- KOWAŁ - dziękuję;
- BEBELEK IO IO - karetka pogotowia;
- SIULUDEK - krasnoludek;
- POBADKA - herbatka;
- PATEPA - tapeta;
- HIHOPOTAM - hipopotam;
- CHUMOMOREK - muchomor;
- SKITNĄŁ - usechł (kwiatek);
- KUJKA - igła;
- BRZĘSZCZKA - żyto;
- BRZDĘK - osa;
- SKLASZCZYŁ - zgniótł.
     Piękne !! Prawda ??
     Niewiele ich właściwie było, bo Pierworodny łapał słowa bardzo szybko, a że miał przy tym wspaniałą pamięć i dykcję, więc te perełki rozrzewniały nas bardzo...
     Córcia była chorowitkiem, więc mówienie przyszło trochę późno i niestety bez "nowalijek"...Po prostu już wiedziała jak się co nazywa...Jedyny Jej wkład w rozwój języka to było:
     AJO AJO !!
     Tak wołała Brata i to były pierwsze sensowne dźwięki Jej dziecięctwa...
Nie "mama", nie "tata"...
     Córcia skoncentrowała się na dwóch "słowach": "AM" (jedzenie) i AJO AJO (Brat)...
Widocznie reszta była mało istotna...;o)
     Jak przemówiła to pełnymi zdaniami...
Echhh...
     Wynalazki Księciunia są piękne !!
     Niestety Babcia jakoś weny nie miała do ich zapisywania, więc większość umknęła pamięci...Ale...
     Mam dwie perełki...
Łatwo nie będzie !!
Test ile pierwiastka dziecięcego w Was drzemie...;o)
     Co to jest ??
1. PLĄTECZKA
2. ZŁAPANKA
     Rozwiązanie zagadki podam w następnym wpisie, ale mam nadzieję, że podejmiecie wyzwanie...;o)


P.S. A ja poczekam na słowotwórstwo Princeski...;o)

środa, 3 czerwca 2020

Upierdliwy, czy idealny ??

     Kto ??
Klient !!
     Pracując przez kilka lat w handlu (u siebie, więc inna perspektywa), miałam, jak każdy sprzedawca swoje spostrzeżenia...Bywali klienci, na widok których, rozpromieniałam się niczym słoneczko w pochmurny dzień...Bywali i tacy, którzy umieli mi ten uśmiech wcisnąć w gardło z ewidentną potrzebą przyduszenia...Jak to wśród ludzi...
     Mając jednak za sobą lata pracy na stanowiskach administracyjnych (zarządzanie handlem i gastronomią), wyćwiczyłam w sobie "świętą cierpliwość" i "uśmiech na zawołanie"...Ot, potrzeba stanowiskowa...Byłam między szefami, pracownikami i klientami...
     Teraz, kiedy występuję w przyrodzie jako ten ostatni element, chętnie korzystam z zawodowych doświadczeń...;o)
     A że w stadzie zawsze raźniej, więc mamy z Panem N. podobne podejście...
     Jakimi jesteśmy klientami ?? Upierdliwymi, czy idealnymi ?? A może zwykłe z nas przeciętniaki ??
     Opowiem Wam dzisiaj, jak kupowaliśmy telewizor...;o)
     Nie ukrywam, większość zakupów robimy w sieci, ale są rzeczy, których kurierom nie powierzymy (elektronika zajmuje w tym rankingu pierwsze miejsce)...
     Odbiornik miał być stosunkowo nie duży (takie nasze założenie dla ochrony utyranych oczu i przeznaczonego lokum), miał mieć wszystkie niezbędne bajery (do zakupu zmusiły nas wymogi techniczne nowego przesyłu), no i właściwie tyle...
     Pan N. z poświęceniem szperał w necie, żeby namierzyć owo cudo i stwierdził:
     - Jeden Producent, jeden model...Chyba że chcesz kolubrynę na całą ścianę ??
Orzesz...(ko)
     Okazało się, że Naród teraz kupuje telewizory o gabarytach znacznych, żeby "calami" przebić sąsiada...
Echhh...
     Skoro już "wybraliśmy"...;o) Ruszamy na zakupy...
     Plan najpierw dotyczył Zaścianka, bo czasu wiele nie było na marnotrawienie, a przede wszystkim, chcieliśmy owo cudu naocznie ocenić...
Z reguły takie wypady kończą się u nas stwierdzeniem:
     - To prawdziwy Zaścianek...
Ale na pohybel...Może chociaż go zobaczymy na wystawce ??
     Pierwszy sklep...Ponoć ten model jest...Znamy nawet cenę...
Przeszukaliśmy alejki z RTV...Ni chuchu...
     W końcu Pan N. przyuważył odrapane i poobklejane pudło wciśnięte między stojaki...
Kiepsko to wyglądało...
     Pan z obsługi, poproszony o potwierdzenie znaleziska i podanie ceny, ruszył do komputera...
Owszem, to ten model...Cena...
     Popatrzyliśmy na siebie ze Ślubnym, podziękowaliśmy i ...Tyle nas widzieli...
     Na nasze oko, telewizor był już przynajmniej w kilku domach (pudełka źle znoszą transport, rozcinanie i klejenie)...A podana cena rozjechała się Panu Sprzedawcy z oferowaną na rynku...
Dlaczego ??
     Drugi sklep...
     Pan Sprzedawca nawet wykazał pewne zainteresowanie (zapytał w czym może pomóc), ale że oferował "półki" z zakresu "niska" i "wysoka", więc żeśmy się ze swoją zachcianką nie załapali...
     Trzeci sklep...
     Obsługa zajęta...Inwentaryzujemy stan półek...Lipa...
Rzucamy: "Do widzenia"...
     Pan Sprzedawca właśnie przyjmuje dostawę, transportując urządzenia małym wózkiem...
W oko wpada mi logo "naszego Producenta"...
     - A to jaki model ?? - pytam Pana N., a On już lustruje pudło na wózku...
Pech chce, że pudło leży "na odwertkę"...
     - Jaki to model ?? - pyta Ślubny Pana Sprzedawcę objuczonego wielkim pudłem...
We dwóch zaglądają...
Jest !!
     - Ile kosztuje ?? - pyta Pan N. dla ścisłości...
Podana cena dziwi nas bardzo...Ewidentnie się Pan Sprzedawca pomylił...
     - Będzie w sprzedaży ?? - pyta Ślubny...
     - Jak wprowadzę dostawę...Za czterdzieści minut...- wyjaśnia Sprzedawca...
     - Poczekamy...- stwierdzamy zgodnie...Ale w końcu idziemy na "spacerek", żeby Chłopakowi nad głową nie stać (strasznie tego nie lubiłam)...
     "Spacerek" był króciutki...Ledwie dziesięć minut...
     Rzeczywista cena jest wyższa niż podana przez Pana Sprzedawcę na parkingu (ha!!), ale i tak jest sporo niższa niż oferowana na rynku...
     Dziesięć minut później kroczy Pan N., a za nim drepcze Gordyjka...Łączy nas pudło z telewizorem...
     Pan Sprzedawca pożegnał nas stwierdzeniem, że była to jedna z najszybszych transakcji jakich dokonał (gdyby się nie uparł, że trzeba rozciąć pudło i obejrzeć zawartość, byłoby jeszcze szybciej)...
     Całość (od dostawy do wyjścia) trwała 20 minut !!
My wiedzieliśmy czego chcemy...
Pan Sprzedawca wiedział po co przychodzi do pracy...
     I w ten sposób pierwszy raz od kilkudziesięciu lat kupiliśmy "coś" w Zaścianku...;o)
     Ale jakimi jesteśmy klientami ??
W sklepie numer jeden: upierdliwymi...
W sklepie numer dwa: przeciętnymi...
W sklepie numer trzy: idealnymi ??

poniedziałek, 1 czerwca 2020

Dopadły Babcię tiule...

     Kiedy Gordyjka już ogarnie "hektary" ugoru, a kosteczki przestaną boleć, to czas na obowiązki domeczkowe...
     Kiedy Gordyjka ogarnie już obowiązki domeczkowe, Lucky odzyska kawałek swojego "podwórka" na środku pokoju, a z kątów nie wyglądają paszczęki kurzaków, czas na obowiązki prawie zawodowe...
     Lawiny papierów mnożoną się przez pączkowanie !!
     Jeśli położysz na biurku jeden dokument, to nie wiadomo kiedy robi się z nich sterta i napastliwie się przygląda...
     Kiedy jednak Gordyjka przegarnie już te sterty chwatów, kurzu i papierów, to...
     Najpierw przybyło pudło...


W trzy minuty było rozpakowane i przejrzane...
I zaczęła się realizacja pomysłu...



     Z każdą warstwą nabierało "toto" wyglądu, a Babcia Gordyjka chichotała cichutko...
Będzie się działo !!
Princeska preferuje dres i trampki...;o)
     Ale kiedy "toto" już wisiało na wieszaku, a Gordyjka poszła na przymusowe wietrzenie z Luckim (czyli spacerek do lasu), dopadła ją wizja totalnej niedoróby...
     Spódniczka owszem, ale gdzie koczek Baletnicy ??
No to pudło znowu się otworzyło...
     W tym czasie przyszedł sms: pas Princeski to 55 cm...
     To odpowiedź Synowej na zapytanie, które przesłałam dzień wcześniej, ale się Princeska na Babcię wypięła i poszła spać "przed kurami"...;o)
     Mierzy Babcia spódniczkę...Nie wierzy !!
Mierzy drugi raz...I trzeci...
I znowu chichocze...
     Dokładniutko 55 centymetrów !!
No to zmajstrowała Gordyjka jeszcze to...

Dwugroszówka dla perspektywy...
I pozostała przymiarka...
     Princeska zachwycona falbankami nie była, ale na propozycję ukazania się Misiowej Mamie przerwała natychmiastowe rozbieranie (wszystkie kobiety kochają zachwyty)...;o)
Po należytych zachwytach Mamy, Babcia zaproponowała...
     - Idź się pokazać Dziadziusiowi...


I tak się ta prezentacja odbyła...;o)
Dziadziuś należycie się pozachwycał (miał prezentowane falbanki pojedynczo), Babcia pozachwycała się należycie...;o)
     Baletnica w dresie...;o)
     Ale fruwające falbanki intrygowały i zaczęły się podobać...
     Co nie zmienia faktu, że kiedy Babcia zaproponowała zdjęcie ozdoby, Princeska przyjęła to z entuzjazmem...
     Jakoś będziemy musiały to wypośrodkować...;o)

sobota, 30 maja 2020

Dwie bardzo poważne rozmowy...

PIERWSZA BARDZO POWAŻNA ROZMOWA:

     - Ale żeby było sprawiedliwie, to następnym razem z Dziadkami pojedzie Princeska...- stwierdził Misiowy Tata...
     Księciunio spojrzał na Babcię takimi oczami, że się pod Babcią kolana ugięły (mimo, że siedziała na leżaku)...
     Babcia wiedziała, że ta rozmowa musi się kiedyś odbyć, że rozpacz Wnuka będzie ogromna i że Dziadkowie muszą murem stać za Misiowymi Rodzicami...
     - Tak będzie...- zaczęła Babcia...- Raz będziesz jeździł z nami Ty, a raz Princeska...
     Księciunio siedział na drugim leżaku bladziusieńki, oczka były całkiem wilgotne...
     - A wiesz, że jest też druga strona tych wypraw...- kontynuował Misiowy Tata...- Będziesz miał Mamę i Tatę tylko dla siebie...Kiedy ostatnio tak było ??
     Księciunio zmarszczył czoło...Dumał...
     - Nie pamiętam...- wyznaje...
     - My też nie pamiętamy !! - podchwyciła Babcia...
     - Będziemy mogli grać na kompie i ogramy Mamę w grzybki, a może nawet ruszymy na rowerową wyprawę do tego wielkiego lasu...
     Twarzyczka Wnuka odzyskuje powoli kolory, ale widać, że argumentacja średnio trafia...
     - Princeska jest jeszcze mała, więc to nie będą długie wyprawy...- próbuję uspokoić emocje...- Najpierw jeden dzień...Jedna nocka...
     Księciunio cały czas przetwarza informacje i zaczyna układać sobie wszystko w młodej główce...Zaczyna wyliczać co by mógł robić z Tatą (ciągle zajętym w gabinecie) i z Mamą (ciągle zajętą opieką nad Princeską), i zaczyna się uśmiechać...
     Teraz potrzebuje czasu, żeby to "przetrawić"...

     Dwa dni później, kiedy odstawiamy Księciunia do Misiowego Domku i nadchodzi czas pożegnania, Wnuk rzuca w nas "atomówką"...
     - To jutro Princeska pojedzie do Was...
     Babcina pupa zawisa w powietrzu (właśnie wsiadałam do samochodu)...
Młody przetrawił...
Tyle że filozofia Pięciolatka była wyjątkowo logiczna...
     "Jak najszybciej weźcie Princeskę (skoro musicie), a potem to już będzie moja kolej..."
Echhh...

DRUGA BARDZO POWAŻNA ROZMOWA:

     Princeska na Wrzosowisku była w sobotę...W niedzielę, bladym świtem przyczłapała do sypialni Rodziców, stanęła nad Misiowym Tatą i...
     - Tata, Gaga, brumbrum...- oznajmiła...
W wolnym tłumaczeniu informacja brzmi tak:
     - Tata jedziemy do Księciunia !!
Ponieważ Misiowy Tata nie podejmował tematu, Princeska ponowiła prośbę...
     - Tata, Gaga, brumbrum, Baba, hauhau !!
Czyli:
     - Tata jedziemy na Wrzosowisko do Księciunia, Babci i Luckiego...
     Formy "tata" Princeska używa niechętnie, więc się ewidentnie Dziewczyna starała...;o)
     Ale po kategorycznym sprzeciwie Rodziciela, nastąpił sprzeciw Córki...
I wybuchła karczemna awantura o Wrzosowisko !!
     Princeska robiła wszystko, żeby wymknąć się do przedpokoju, ubrać buty i ruszyć w wymarzoną podróż...
     Rodzice robili wszystko, żeby "Żywioł" okiełznać (a "Żywioł" to nie byle jaki)...
     Skończyło się płaczem, fochami i poważną rozmową Misiowego Taty z Princeską...

     Jak nic szykują się nam "wojny wrzosowiskowe"...;o)

P.S. Od razu rozwieję wątpliwości...Wyprawy w duecie też przewidujemy, ale do tego to nawet na torturach się nie przyznamy, bo nastąpiłby "Sajgon" z "Kambodżą" jednocześnie...;o)

czwartek, 28 maja 2020

"Pępek" babcinego Świata...

     Nadszedł dzień, w którym Wrzosowisko rozbrzmiewało jeszcze głośniejszym piskiem, śmiechem i zachwytami...
     Ledwie Dziadziuś zaparkował "naguska", Lucky zrobił pierwsze "siku", a Księciunio z tą swoją powagą Gospodarza zlustrował Rosarium, przy płocie zatrzymał się samochód...
     - Princeska !! - wrzasnął Księciunio...
     Lucky, który już miał zacząć obszczekiwanie, zakręcił pięknego młynka ogonkiem...
     Na Wrzosowisko przybyła nasza Gwiazda z Misiowym Tatą !!
     (Misiowej Mamie po dwóch miesiącach należał się dzień wytchnienia)...
Ależ to była radość !!
Princeska wypadła z auta z wrzaskiem:
     - GaGa !! (czyli Księciunio)
     A potem ruszyła z kopyta przed siebie...
(Princeski tak mają, że są szybsze niż wiatr)...
     Misiowy Tata, po powitaniu z Rodzicielami i prośbie, że kawy to by się napił...Złapał za szuflę i pięć minut później już przewoził piasek...
     - Tata !! - strofował Go Księciunio...- Ten piasek trzeba wozić na plażę, albo do piaskownicy !!
     - Ale mnie Dziadek mówił, że tutaj...
     - Źle !! Albo na plażę, albo do piaskownicy...- upierał się Młody...
     - To idź zapytaj Dziadka...- zaproponował Pierworodny...
     No to Księciunio poszedł, ale nie zapytał, bo Dziadek właśnie rozpalał ognisko i Młody zapomniał po co poszedł...


     Ale Dziadek z Misiowym Tatą zawiązali "spisek" i w końcu piasek lądował w piaskownicy...;o)
     W tym procesie Księciunio już uczestniczył, a Princeska się przyłączyła, chociaż kolejna "wojna" o seledynową taczkę spowodowała u Dziadków wyrzuty sumienia (że nie kupili dwóch)...Princesce malutka taczka z żółwikiem wcale się nie podobała...;o)
     Za to drabinka na drzewo i opony były cudne !!


I jazda taczką była cudna...


I spacer z Babą też był cudny...


"Pępek" babcinego Świata przeniósł się na Wrzosowisko


     Dzień był tak intensywny, że Wnuki bez szemrania wsiadały do samochodów...Do dwóch różnych samochodów...;o)
     Księciunio wynegocjował (przy pomocy Babci) jeszcze dwa dni urlopu...
     Princeska była tak zmęczona, że najbardziej fascynował Ją widok łóżka...
     Lucky z ulgą wskakiwał na tylną kanapę...

wtorek, 26 maja 2020

Nie tylko Wrzosowiskiem żyją człowieki...

     No cóż...Matka Natura nie bardzo się przez ten tydzień spisała...Bywało, że ulewy hamowały nasze wędrownicze zapędy...Bywało, że temperatura przykleiła się do "0" i jakoś nie chciała pełznąć w górę...Był nawet taki wieczór, kiedy po powrocie do Zaścianka, Babcia usłyszała...
     - Jutro Babciu, nie jedziemy na Wrzosowisko...
Ło Matko i Córko !!
     No to Dziadkowie cały wieczór grzebali w necie, żeby znaleźć jakąś godną miejscówkę (a łatwe to nie jest w "czasach zarazy"), głowami pokiwali nad umęczeniem Wnuka (pokonywał codziennie 200 kilometrów samochodem), i...
Pierwsze poranne słowa Księciunia ??
     - Babciu !! Trzeba jechać na Wrzosowisko !!
I tyle w temacie "zamiennych" miejscówek...
     Ale udało się nam odwiedzić okoliczny las...

Fumfle zawsze razem...


Prawdziwy "wędrowiec" ma dwa kosturki...
A nawet odwiedzić "stare kąty"...


     Zamek w Rabsztynie został zdobyty przez Księciunia pierwszy raz wiosną w 2017 roku...Nasz Rycerzyk miał wówczas 2,5 roku i całą podróż pokonał na własnych nóżkach (6 kilometrów)...Na stopnie wzgórza zamkowego wchodził na czworaka (sięgały mu do kolan), na stopnie wieży wchodził tą samą techniką, a ogrom przestrzeni po wejściu na górę wywołał pisk, śmiech i westchnienia...
     Tym razem było troszkę łatwiej...;o)




Tradycyjnie uwieczniliśmy pobyt...


Co zaowocowało tym...


     Bo Lucky od razu załapał, że Babcia z Księciuniem muszą robić coś bardzo fajnego i trzeba się przyłączyć (ma nawet lekkie zapędy do włażenia na drzewa)...Chociaż fotografować się nie lubi, a słupek był stanowczo zbyt wysoko...
     Niestety...
     Zamek jest znowu w remoncie (bez możliwości wejścia), a piękny plac zabaw straszy tabliczkami o "zarazie"...Nawet koniki się nie pasły...
     Ale wróciliśmy umęczeni, uśmiechnięci, a niektórzy z nas nawet wysikani...;o)