Dwa światy...

Bardzo Ważni Goście

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Misiątkowo-Księciuniowo.... Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Misiątkowo-Księciuniowo.... Pokaż wszystkie posty

piątek, 6 lutego 2026

Czasem słońce, czasem deszcz...

     Kiedy uzgadnialiśmy pobyt Tygryska z Misiowymi Rodzicami, wiedzieliśmy, że będzie to bardzo trudny tydzień dla Nich, a przede wszystkim dla Princeski...Księciunio już daje radę...;o)

     Ledwie Bidulka usłyszała, że Tygrysek wybywa, łzy polały się rzęsiste, a lamentom i pretensjom końca nie było...

Zrozumienia u Rodziców nie znalazła, bo lamenty nosiły tytuł:

     "Ja do Dziadków nie jeździłam"..."Ja na wycieczkach nie byłam"..."Jestem biedna i pokrzywdzona"..."Księciunio jeździ !! Tygrysek jeździ !! A ja nie"...

Echhh...

     Jak nic pod jakieś nękanie można by to podciągnąć, albo pod dyskryminację...;o)

Pretensje i żale trwały prawie tydzień...;o)

     W końcu Misiowa Mama zadzwoniła, że jeśli to nie problem to odbiorą Tygryska, bo Młoda wymusiła wyjazd na lodowisko (sami sobie zgotowaliśmy ten los)...

     Szczerze mówiąc, był to bardzo szczęśliwy traf, bo się nam Dziadziuś po tych saneczkach pochorował...:o(

     Lodowisko wprawiło Princeskę w dobry humor...Księciunio radził sobie całkiem nieźle...Pierworodny przy takich Rodzicach łyżwy miał w życiorysie (jak kilka innych umiejętności), ale Misiowa Mama...

     - Bądź Dzielna !! - podnosiłam na duchu Synową...

     - Jak Tom Lee Jones w "Ściganym"...- dopowiadał Misiowy Tata do słuchawki...

     Misiowa Mama jeździła do tej pory dwa, czy trzy razy...Ostatni raz dwanaście lat temu (przy takich przerwach to jakby zaczynała za każdym razem od nowa)...

     Umówiliśmy się wtedy na lodowisku w Krakowie...Pierworodny był wtedy niewyobrażalnie opiekuńczy w stosunku do Synowej...Podtrzymywał...Asekurował...Żadnego szaleństwa...

Było to co najmniej dziwne...

     - Albo chory, albo...- wymruczałam do Pana N. ...

     - Albo ?? - zapytał Ślubny z zainteresowaniem...

     - Albo będziemy Dziadkami...- wyszeptałam bardzo cichutko...

     Kilka dni później nastąpiło oficjalne mianowanie na Babcię i Dziadka, a my mieliśmy z tyłu głowy, że pierwszy raz w życiu jeździliśmy już z Księciuniem na łyżwach !! ;o))

     Prawdziwy Tom Lee Jones z tej naszej Synowej !!

     Tym razem wrócili z lodowiska uśmiechnięci i pełni energii...Opowiadali o łyżwiarskich przygodach z wypiekami na twarzach, a Princeska od razu zarezerwowała sobie ferie u Dziadków ("teraz moja kolej !!")...

     Dostaliśmy też prezenty od Starszaków na Dzień Babci i Dziadka...

     Rogaliki samodzielnie pieczone (przy maminej kurateli) - pyszne, kwiaty zrobione przez Księciunia i laurki, ale wszystko przebił portret narysowany przez Wnusię...Jesteśmy z roku na rok piękniejsi...;o)


P.S. Jedynym cienie położył się fakt, że Wnuki miały absolutny zakaz miziania się z Dziadkiem, a ten Bidulek albo trząsł się jak w febrze, albo rozpalał się jak żarówka...:o( 

niedziela, 4 stycznia 2026

Ostatnie odkrycia...

     Końcówka roku wcale leniowata nie była...;o)

     Pierwszym odkryciem były Termy...

     Stare, obolałe kości trzeba dobrze wymoczyć przed kolejnym sezonem, tyle, że...

     Bukowina Tatrzańska przechodziła remont, który znacznie ograniczał nam możliwość porządnego wymoczenia (sprawdziliśmy), więc przyszedł czas na sprawdzenie niesprawdzonego...Na liście pozostały jedne...

     Trochę żeśmy się na nie "boczyli", bo nie lubimy Term, w których podaje się alkohole przy basenach (jak się moczyć to nie w "browarze"), ale jak mus to mus...

     Pojechaliśmy do Term Chochołowskich...

     Obiekt duży, przestronny, dobrze zorganizowany...Strefa dla Nielotów imponująca (zawsze sprawdzamy, jakby była potrzeba) !! Gastronomia na przyzwoitym poziomie...

"Alkoholowy" basen odizolowany, więc zawiani Turyści piwskiem po plecach chlapać mi nie muszą...;o)

Dolny poziom trochę mroczny, ale poziom "0"...

Bulgotników pod dostatkiem, basen pływacki, leżanki z masażami...Wszystko jak trzeba...;o)

Ceny na normalnym poziomie, chociaż niedawno wprowadzono opłatę parkingową...;o)

     Powtórzymy !!

     Chociaż Bukowina po przebudowie też będzie kusić...;o)

     Za Chochołowem przemawiać będzie jeszcze jeden fakt...

     Wracając zmuszeni jesteśmy emocjonalnie do zakupu "łoscypków"...Dla Luckusia !! ;o)

     Po wielkiej przygodzie w Dolinie Chochołowskiej, nasze psisko zapałało miłością wielką do "łoscypków" wszelkich rodzajów (wędzonych i nie wędzonych)...Laktozę Sierściuch toleruje kiepsko, ale owcze "mieszańce" mu służą, aż mlaska !!

     Punkty sprzedaży w drodze z Bukowiny są umiejscowione bardzo kiepsko, albo nie mają wjazdów z drogi...

     Punkt sprzedaży w drodze z Chochołowa jest świetny...Tuż przy drodze, bezpieczny zjazd...I nawet jeśli trochę zmarudzimy w basenach, przy budce jest magiczny guziczek, którym wzywa się Sprzedawcę...Sympatycznego Górala (jak On cudnie mówi !!), który ze szczerego serca dokłada do zakupów co tylko Mu w ręce wpadnie...A troskliwy jest ogromnie...;o)

     Wiem, wiem...W grudniu "łoscypki" to podróby...;o) Ilość krowiego mleka w serkach wyczuwam na języku (uwielbiam)...Ale Lucki wsunął połowę dostawy, a na drugą połowę się ślinił...;o)

     Odkrycie drugie...

     - Babciu, a gdzie my jedziemy ?? - pytała Princeska dociekliwie...

     - Do Muzeum...- wyjaśniłam...

     - A do jakiego ?? - Śledcza drążyła...

     - Do ciekawego...- kręciłam...;o)

Bo Dziadkowie wybierają Muzea szczególne...

     Jeśli Muzeum Wojska Polskiego, to musi być samolot do zwiedzania i dotykania, albo okręt, w którym można przyciskać guziki, kręcić korbkami, albo zjeść drugie śniadanie w messie...

     A jak wybierać Zamki i Pałace ?? Muszą mieć wieżę do wspinania (im wyższa, tym lepsza), jakieś tajemnicze podziemia, w których można zakuć się w dyby, albo przymknąć drzwi przed Rodzeństwem, ostatecznie jakaś armata, kula do przetoczenia, albo szyszak do przymierzenia...W Muzeum musi się coś dziać !!

Dzieciaki zaczęły kombinować, co czeka Ich tym razem...;o)

https://funhousekatowice.pl/

     Interaktywne Muzeum Flipperów i Gier...

Księciunio stał przed wejściem i dumał...Dumał...Dumał...

I Eureka !!

     "Interaktywne" !! - wrzasnął nagle...- będzie można dotykać !! - oznajmił Princesce...

Tygrysek miał minę: " nie wiem o co chodzi, ale wchodzę w to !!"...;o)

     Mina Wnuków po wejściu ??

     Princeska z Księciuniem dostali wypieków, a oczy aż Im łzawiły...Trzeba było pilnować, żeby sobie przez pierwsze minuty krzywdy nie zrobili...

     A Tygrysek ??

     Tygrysek oszołomiony zaczął tupać i podskakiwać, co uniemożliwiało rozebranie Nielota przez dłuższą chwilę...

Pozbawieni kurtek ruszyli biegiem, a my łapiąc plecaki w locie, pognaliśmy za Nimi...

     Wrażenie było piorunujące !! ;o)

     Zakres ekspozycji ?? Od bardzo starych flipperów (które były tylko do podziwiania), przez symulatory, stoły do gier zręcznościowych, pierwsze konsole komputerowe i telewizyjne, do kosmicznej kapsuły z misją bojową...Podłączone, sprawne, do korzystania !!

     Wiek Zwiedzających ??

Bez ograniczeń !! ;o)

     Kupujesz bilet i korzystasz z wszystkich urządzeń do zamknięcia Muzeum...Możesz wyjść na spacer (żeby oczy odpoczęły), albo coś wszamać (jak kiszki zaczną zagłuszać flippery) i wrócić, bo dostajesz "magiczną bransoletkę"...Świetne rozwiązanie !! Gratuluję pomysłu...;o)

     Muzeum jest trzypoziomowe, eksponatów ponad dwieście (a kolejne przybywają), można siąść przy stoliczku...

     No to ruszamy...


     Princesce wcale nie przeszkadzało, że na symulatorach była jedyną Dziewczynką...;o)


     Tygrysek ledwie sięgał, ale to wyjątkowo brykający Tygrysek, więc dał radę...;o)


     - Jak on sięgał do pulpitu ?? - zapytali Misiowi Rodzice po otrzymaniu zdjęcia...
     - Miał stołeczek...- wyjaśniła Babcia...- Stołeczki są przygotowane i można korzystać do woli...Tygrysek chodził z tym stołeczkiem po całym Muzeum...
     - A jak sięgał do guzików ?? - dopytywał Misiowy Tata (obeznany z urządzeniami)...
     - Na pierwszym Babcia pomagała, a potem się okazało, że Młody świetnie sobie radzi sam, więc Babcia też mogła przyszaleć...;o)


A to już urządzenie z XXI wieku i Księciunio...;o) Princeska też sobie świetnie radziła...;o)
     Babcia musiała niestety przystopować...;o) Starość nie radość ?? - zapytacie...
A gdzieżby...
     Tygrysek bardzo chciał "popływać" na skuterze wodnym, ale niestety był za lekki i skuter nie chciał skakać "po falach"...No to Babcia wystąpiła w roli balastu...A że rejs skuterem był bardzo realistyczny, to Babcia po drugim kursie dostała takiej choroby morskiej, że ledwie na nogach stała (wszystko się bujało)...Echhh...Ten babciny rozsądek...;o)
Dobrze, że Dziadek do końca honoru bronił...;o)
     Kolejny Piękny Dzień do pamiętniczka...;o)

środa, 1 października 2025

Lipiec...Przepięknie i epicko...

 Ledwie Dziadziuś zjadł kalarepki...

Luckuś odespał "wieczne pilnowanie" Nielotów...

A Babcia pozbierała prawie wszystkie czereśnie...

Nadszedł czas na Wielkie Wnucze Wakacje...;o)

     Będzie krótko, obrazkowo, bo by się Babci klawiatura zużyła...;o)

     Tygrysek był bardzo zajęty, realizując program kosmiczny...Jak to wytrzymały Jego chude nóżki - nie mam pojęcia...Ale rakiety latały przez caluśki dzień...;o)

     Tak wyglądał nasz Sierściuch, kiedy przechodziły lipcowe burze...York by się pod tą ławką nie zmieścił...Ale wielki strach "kurczy" psa...;o)

Ale zdobywaliśmy też szczyty...

Princeska szybowała pod sufitem...;o)

Księciunio opracowywał technikę korzystania z trampolin na leżąco...;o)

Odwiedziliśmy Smoczysko...;o) Ale głodny nie był, bo Wnuki wizytę przetrwały...;o)

Byliśmy oczywiście w Andrzejówce, zwanej przez Babcię Jędrusiowem...;o)

Było też edukacyjnie...;o)

Pani Fizyka bardzo się cieszyła widząc trójkę zapaleńców...;o)

I tylko "autka" mogły odkuć Nieloty od eksperymentów...;o)

     Ale hity tegorocznych wakacji były inne...

     Po pierwszych próbach na Wrzosowisku i osiedlowych boiskach, nadszedł czas na "prawdziwego tenisa"...Okazało się, że wcale nie jest to takie proste...Kort jest jakiś większy...Siatka jakaś wyższa...Ale...

Bakcyl został zaszczepiony !! 

Nawet załamanie pogody nie mogło przerwać rozgrywek...;o)

Nie mniej, numerem "1" 2025 został...

     "Piksel" !!

     Idealna rozrywka dla miłośników gier komputerowych...;o)

Piksele gwarantuje organizator, a kursorem są "człowieki"...;o)

     Po godzinie skakania po "monitorze", nawet bieliznę mieliśmy mokrą od potu !! Ale zabawa była przednia !! ;o)

Podsumowując...Cytuję:

     Księciunio: " Iść do Stodoły o 19-tej to nie wstyd"... (Nie musieliśmy zaganiać Wnuków do spania, bo bardzo pilnowały odpoczynków)...

     Princeska: " To był najpiękniejszy dzień w moim życiu !!"... Usłyszeliśmy to siedem razy !! ;o)

     Tygrysek: " Babciu !! To jest epickie !!"...Nie mam pojęcia skąd czterolatek wytrzasnął "epikę", ale używał jej tak poprawnie, że poza uśmiechem rozczulenia, wywoływało to totalne zdziwienie...

     Pożegnanie Princeska z Tygryskiem przyjęli normalnie (nastąpiło nasycenie Dziadkami), Księciunio zacisnął zęby i jakoś dał radę (profilaktycznie skrócił pożegnanie)...

     Piękny to był lipiec !! Przepiękny i epicki !! ;o)

sobota, 13 września 2025

Powrót do przeszłości...

     Zegar tyka i tyka, i tadamm...Wrzesień...Ale jaja...

     Właściwie, gdyby nie zdjęcia, to już bym miała problem z ogarnięciem tej czasoprzestrzeni...

     I jak zacząć, po tak długim "pit-stopie" ??

Chyba chronologicznie będzie najrozsądniej...

     No to "powrót do przeszłości"...Czerwiec...

     Zdemolowany "Misiowy Domek" spowodował rozpoczęcie wakacji naszych Wnuków sporo wcześniej, a my cieszyliśmy się z tego niemiłosiernie...;o)

     Będzie krótko, żeby nie przynudzać...;o)

     Pierwszym znakiem, że rozpoczynają się wspólne wakacje jest zmiana miejscówki dla Luckiego...Jazda z przodu jest rewelacyjna !! ;o)

     W sadzie pojawiła się "kopuła", a Dzieciaki nie wahały się jej używać...;o)


     A w Stodole udało się zagospodarować kawałek podłogi i urządzić "sypialkę"...;o)
     Że Dzieciaki wcinają popcorn w łóżkach ??
Hmmm...

      Bo to kino na leżąco było...;o) Pokemony rządziły przez wiele wieczorów...;o)


     Tygrysek nauczył się jeździć na rowerku...;o)


     Babcina jajecznica uzyskała tytuł "Najlepsza Jajecznica na Świecie"...;o)

     I nadeszło pierwsze pożegnanie...


Ale smuteczków nie było...
Bo za parę dni, za dni parę...;o)

niedziela, 11 maja 2025

Zajawki kwietniowo - majowe...

        Jaka jest jedynie słuszna prawda (nie ta góralska) ??

     Emeryci na nic czasu nie mają !!

Co ewidentnie widać na gordyjskim blogu...;o)

     Od grudnia jesteśmy zakręceni jak słoik korniszonów na zimę...Niby pośpiechu nie ma (bo pośpiech jest wskazany przy łapaniu pcheł), ale w terminarz trudno się wbić...

     Jakby Matka Natura czasem nie zawirowała w pogodzie, to zapomnielibyśmy co znaczy "poleniuchować"...Chociaż i z tym bywa różnie, bo zawsze coś nam się z nagła "urodzi"...;o)

No to czas na zajawki...

     1. Święta były spokojne i radosne zarazem, bo...

     Gościliśmy Misiową Rodzinkę, a krótki spacer z Luckim zmienił się w wielką leśną wyprawę...Wnuki postanowiły zrobić sobie sesję zdjęciową na każdym powalonym pniu...;o)

     2. Skrzydlaci przyjaciele...

     - Kiedy odpalam kamerkę, mam dziwne wrażenie, że któregoś dnia zobaczę wścibski dziób "Brygadzisty"...- rzuciłam pewnego dnia...

Pan N. zamilkł, a po chwili zapytał:

     - Może być taki ??


Ło Matko i Córko !!

     Przedstawiam naszego Brygadzistę...Kosa Rezydenta...

     To on rządzi w starym sadzie...To on asystuje Panu N. przy koszeniu trawników...To on podgląda nas zaciekawiony , przysiadając na daszkach i wyśpiewując hymny na cześć Matki Natury...To on buduje na Wrzosowisku pierwszy gniazdo...

     Podobno kosy żyją średni 2,5 roku, ale bywają osobniki, które dożywają dwudziestu lat...Sądząc po nawykach, ten jest z nami od początku...;o)

     3. Olimpiada w Zaścianku...


Na miejsca...

Gotów...

Start !!

     Pełna oprawa !! Fotoreporter uwieczniał zmagania...Kibice (niezależni) dopingowali...

Miejsce I: Princeska (z dwustumetrową przewagą),

Miejsce II : Tygrysek (czterysta metrów biegu to ogromny dystans dla czterolatka),

Miejsce III : Babcia (przeżyła !!)...;o)

     4. Wspinaczka wysokogórska...

Ponoć Babie na drabinie niepolitycznie...;o)

     A że polityka jest ostatnią rzeczą jaką bym się przejmowała, więc mam drabinę i nie waham się jej użyć...;o)

     5. Z sierściuchami zawsze jest dobra zabawa...

Pies Podorzechowy...

Kot nadrzewny...

Kabareciarze w akcji...;o)

     6. Miała Baba koguta...

Właściwie ma...;o)

     7. Trele morele...

     Lubię morele...Jak ja lubię morele !!

     Nie trudno zgadnąć, że bez morelek Wrzosowisko byłoby niepełne...

     Jedną z nich poprzednia fala mrozów przemroziła bardzo...Żal straszny, bo kwitła pięknie i można się było spodziewać pierwszych zbiorów...Echhh...

Druga...

Są !!

     Jakby co, to zinwentaryzowane i pilnowane !! ;o)

     Tylko niech się już te mrozy skończą !!

Zośka !! Do ciebie mówię !! ;o)

czwartek, 23 stycznia 2025

Turnus pierwszy: Księciuniowy...

     Niewiele mieliśmy czasu, żeby wylizać lodowiskowe "rany"...

Ferie !! 

Ferie zimowe rozpoczęliśmy w pierwszym terminie...

Ufff...Dzieciaki miały przynajmniej trzy dni zimy...;o)

U nas ferie zaczęły się od weekendu...

     Turnus pierwszy: Księciuniowy...;o)

     Postanowiliśmy podzielić zimową przerwę na każdego Wnuka z osobna, żeby odrobinę od siebie odpoczęli...

Dlaczego znowu kolejka rozpoczęła się od Księciunia ??

Bo planowane atrakcje były bardziej "weekendowe", niż powszednie, a w dwa tygodnie trudno wszystko powciskać...

     Księciunio dostał wolny wybór...Propozycje Dziadek dokładnie opisał...

Kilka minut na zastanowienie i...

     - A może wolisz jechać do Zaścianka ?? - zapytał Dziadek (bo to nam po kręgosłupach "chodziło")...

     Wypieki na twarzy Wnuka mówiły wszystko, a energiczna reakcja była jasna...

     - Do Zaścianka !!

     Dwa dni Chłopak przeleżał w sypialce, wychodząc jedynie na posiłki i do łazienki...

     - Bo ja Babciu jestem strasznie zmęczony...- wyznał w czasie "nocnych rozmówek"...

Fakt...

Lekko nie mają z tymi "rozjazdami"...Do szkoły, ze szkoły, na zajęcia, z zajęć...Wieczny pośpiech...

     Misiowa Mama to autentyczny Taksówkarz bez licencji...

     Przywilej mieszkania w "plenerze"...Wyjście po chleb to dwie godziny życia...Bez samochodu byłoby kiepsko...

Ale wracajmy do Księciunia...

     Leżał w tej sypialce i chichotał...Ryjek mu się cieszył jak do wygranej w Totka...;o)

     Jedynym punktem programu miała być niedzielna Msza...

     A że Dziadkowie bywają przewrotni, więc ta Msza była trochę niecodzienna...

     Kierunek Jasna Góra...;o)

     Nie byliśmy tam kilkanaście lat...I przeżyliśmy organizacyjny szok...

Świetnie zorganizowane parkingi tuż przy wejściu do Klasztoru...

Opłata ?? Co łaska...A jeśli nie masz ?? Nikt cię z kijem nie goni...;o)

     Wchodzimy na dziedziniec, a tam orkiestra nam na wejście przygrywa !! Orkiestra Strażacka...;o)

     Księciuniowi szczęka opadła...;o) W szoku był absolutnym...;o)

     Udało się nam dostać pod ołtarz z Czarną Madonną...Uczestniczyliśmy we Mszy w Kaplicy Jasnogórskiej Panienki...Młody przejęty bardzo...

Przeszliśmy przez Bazylikę...

     - Na mury ?? - zapytałam...

     - Pewnie...- odpowiedział Dziadek...

Ale nam zeszło...;o)

     Najpierw Szopka na dziedzińcu, z naturalnej wielkości figurami...

     Potem las choinek dekorowanych przez częstochowskie Dzieci...

     A potem kolejka...Do ruchomej Szopki...

     Krótka nie była, ale teren zaaranżowany pięknie, a gołębie dostarczały kolejnych rozrywek (nie tych przykrych)...Dla pawi było zbyt chłodno...;o)

Szopka ??

     Przepiękna !!

Tylko strasznie mało czasu na "degustacje"...

Na YT jest sporo filmików...Dziadek zapobiegawczo nakręcił nam prywatną wersję...;o)

     Która postać najbardziej podobała się Księciuniowi ??

Bardzo głęboko schowana kobieta, wałkująca ciasto na pierogi !!

     Skąd wiadomo, że na pierogi ??

Porządnie wałkowała !! ;o)

     Księciunio to pierogowy Znawca...;o)

I w końcu dotarliśmy na mury...

     Młody przymierzył się do obrony Jasnej Góry...

     Babcia opowiedziała o zaściankowych Gwarkach, których Szwedzi do wysadzenia murów najęli...I o tym, jak marnie Biedaki skończyli...

     Zahaczyliśmy o Skarbiec (żadnej kolejki !!)...

     Chłopaki wybierali z gablot "przydasie", które mogłyby ewentualnie zasilić nasz stan posiadania...Analizowali...Komentowali...

I kiedy przy wyjściu Babcia zwróciła uwagę Młodemu na solidność i grubość drzwi Skarbca, mierząc je zasadą "na palec"...Ochroniarz nie wytrzymał i ruszył do nas "z kopyta"...Ewidentnie zachowywaliśmy się mało turystycznie, a bardzo przestępczo...;o)

     Pokłoniliśmy się przeorowi Kordeckiemu, który nieodmiennie murów klasztornych strzeże, i ruszyliśmy do domeczku...

     Wrażeń musiało być sporo, bo nam się Księciunio "ululał"...

     I mógł szczęśliwy wrócić do sypialki...;o)))

środa, 8 stycznia 2025

Emerytalne odpoczywanie...

     Równiutko trzydzieści dni po Gordyjce, do grona szanownych Seniorów - Emerytów dołączył Pan N. ...;o)

     Spoglądamy na siebie i chichoczemy...;o) Seniorzy !! Emeryci !! ;o)))

     Skoro więc, obowiązków nam ubyło, to czemu Gordyjka zniknęła z neta, a jeśli się pojawia, to niczym fantom ??

Po pierwsze primo...

     Jeśli temperatura jest łaskawa (+5), to tniemy na Wrzosowisko, żeby z satysfakcją odliczać wstecznie...Do położenia mamy jeszcze 45 desek...;o)

Idzie nam tak dobrze, że aż trudno uwierzyć (sami nie wierzymy)...;o)

A że boazeria i ocieplenie były w planach na jesień`25, to radocha ma solidne podłoże...

Po drugie primo...

     Ferie świąteczne też zobowiązują...;o) Szczególnie, że Starszaki bardzo czekały na dziadkową emeryturę i możliwość "wpadania według zapotrzebowania"...;o) Zapotrzebowanie było od razu...Trzeciego stycznia...;o)

No to Dziadkowie akumulatory ładowali...

     Tak żeśmy poszaleli, że następnego dnia, było tylko króciutkie "sankowanie"...

     Nawet Babcia się załapała na jeden zjazd...;o)

     A że czasem Seniorzy muszą odpocząć, więc po wyjeździe Nielotów, ruszyliśmy na hydromasaże do...

Może dzisiaj Góry będą bardziej łaskawe...


Nadzieja umiera ostatnia...

Zaraz wszystko będzie jasne (albo ciemne)...;o)

I lipa...

Ośnieżone szczyty wbiły się w chmury...

Oczka widziały...Aparat nie dał rady...

Termy widać...;o)
     Bukowina Tatrzańska była pochmurna i deszczowa, ale na termach to nie przeszkadza...;o) Plan masaży zrealizowany...Kosteczki pobolewają należycie...;o)
     Można przystąpić do realizacji kolejnych punktów "emerytalnego odpoczywania"...;o)