Kurz na parkietach opadł...Kac gigant odespany...Śmieci po fajerwerkach uprzątnięte...
Nowy Roczek ma już trzy dni...;o)
A my znowu uśmiechamy się do siebie, wspominając "Gorączkę Sylwestrowej Nocy"...;o)
To był Sylwester Marzeń z Dwójką...;o)
Sylwester Marzeń, bo w Misiowym Domku...
Z Dwójką...Wnuków !!
A właściwie, to on był z Czwórką, bo była też Misiowa Mama, i Misiowy Tata...
Kurz na parkiecie nie osiadł, bo bardziej nas rajcowały biegi sprinterskie po salonie, niż tańce i hulanki...Ale kilka kawałków było odtańczonych...;o)
Kaca giganta też obsługiwał kto inny, bo poza symboliczną lampką szampana (pitego koło osiemnastej) i odrobinie Martini (w damskim wykonaniu), na stole stało jedynie Piccolo...
Śmieci po fajerwerkach pozbieraliśmy sami...Bo strzelane było...;o) Ale też znacznie wcześniej...
A wiecie kto najbardziej poświętował ??
Tak, tak...
Lucky !!
Po pierwsze, nie mógł się doczekać kolejnej wizyty u Dzieciaków...Chyba nam się psisko uzależniło...
Wizyta...Doba odsypiania...I czeka na kolejną, zachęcając nas do działania (biega do samochodu, rwie do napotkanych dzieci, siedzi na środku pokoju i czeka)...Nałogowiec...
Wspólna Wigilia...Odsypianie w Boże Narodzenie...Dzieci przyjechały w drugi dzień Świąt...Odsypianie...I do Sylwestra Lucky był gotowy 28-go grudnia...
Jak on czekał, że coś się będzie działo !!
A kiedy zaczęłam pakować manele, siadł w przedpokoju na samym środku, żebyśmy czasem psa nie zapomnieli...
Caluśką drogę nas pilnował, wciskając się między siedzenia...
Uczestniczył w zabawach...Biegał...Skakał...Imprezowicz na całego...
Uczestniczył nawet w pokazie fajerwerków, chociaż za nimi nie przepada...
To już wiemy z Wrzosowiska...;o)
Mając wkoło sady, strzelanie mamy sezonowo...
Lucky nie szaleje, nie panikuje...Przy nadmiarze bodźców szuka sobie budy...
Podobnie było w Misiowy Domku...Kiedy miał dość, wrócił do domu i siedział grzecznie, czekając na nasz powrót...
Podobnie się zachowuje kiedy Sąsiad wierci w ścianie, albo prowadzone są jakieś głośne prace...
Pilnowanie sześciu Osób, było jednak sporym wyczynem...
Lucky przed północą wsadził łeb do naszej torby, i "namawiał" śpiworek, żeby się rozłożył na podłodze...;o)
Trochę mu pomogłam...;o)
Psisko zaraz skorzystało z miejscówki i zasnęło snem sprawiedliwym, przegapiając i sylwestrowy toast, i sylwestrowe "strzelanki"...
Zapakowany do samochodu przespał całą drogę, a na miejscu długo namawialiśmy go do opuszczenia cieplutkiego grajdołka...
Przespał cały Nowy Rok (z przerwami na siku i jedzenie)...
Przespał 2-go stycznia (z przerwą na siku i jedzenie)...
I teraz śpi...
Psisko sylwestrowo zaszalało...;o)
Dziadziuś pograł na gitarze i był na wyłączność Księciunia...
Babcia pościgała się z Princeską i zrobiła pierwszą księciuniową przymiarkę...
Misiowy Tata pochwalił się wspaniałą konstrukcją, którą zbudował, bo Mu Gwiazdka w prezencie pewien model przyniosła...
Misiowa Mama rozpieszczała Dziadziusia rybką po grecku i troszkę mało pośpiewała (przeziębiona Bidulka)...
Księciunio zaraz po powitaniu zaczął się martwić pożegnaniem...
Princeska pierwszy raz nazwała Dziadziusia...Rzucane dotychczas "Dziadzia" było "mimowolne", teraz Dziadzia został "Gaga")...
Taki był Sylwester Marzeń !!
Najpiękniejszy...
Dwa światy...
Bardzo Ważni Goście
piątek, 3 stycznia 2020
poniedziałek, 30 grudnia 2019
niedziela, 29 grudnia 2019
Takie nam "grzybki" wyrosły pod choinkami...
Nasza choinka w tym roku była niespodziewanie niespodziewana...Dlaczego ??
Bo właściwie wcale jej miało nie być !!
Uzgodniwszy z Misiowymi Rodzicami, że Wigilię spędzimy wspólnie w Misiowym Domku, postanowiliśmy z Panem N., że my zadowolimy się ozdobami-zamiennikami...
I tyle z planów !!
Jezusek zachichotał i z zakupów celowych: "szukamy przejściówki do kranu w kuchni", wróciliśmy do Zaścianka z choinką...;o) Żywą choinką, na dodatek...
Małe marzenia trzeba spełniać !!
A jodełka w doniczce była moim marzeniem od lat...
Ale najpierw Dzieci były zbyt małe...
Potem pojawił się pies-rozrabiaka...
Potem Dzieci wyrosły...
Pojawiły się Wnuki...
I ciągle był pretekst do ubrania dużej, sztucznej choineczki...
W tym roku pojawiły się argumenty "za"...
1. Prezenty będą mieć miejscówkę pod inna choinką.
2. Lucky nie jest rozrabiaką.
3. Drzewko ma już swoje miejsce na Wrzosowisku.
Alleluja !!
Okoliczne ptaszyny zaraz się zwiedziały, i obsiadły gęsto naszą jodełkę, Gwiazdka wspaniale się zaprezentowała na czubeczku, całość dopełniła piękna kartka od Lenki...
Cudności...
Zgodnie z nową tradycją Babcia napisała i wydała trzeci tom "Księciuniowych Wypraw"...Nakład oczywiście ograniczony do dwóch egzemplarzy...
Jeden Księciuniowy...
Drugi dla Babci i Dziadka...
W środku zdjęcia z wypraw i wierszyki "na temat"...
Księciunio po raz pierwszy siadł na kanapie i dokładnie obejrzał prezent, zachwycając się swoimi wyczynami...
Hitem numer jeden były wrocławskie krasnoludki...
Hitem numer dwa był Lucky, obśmiany, obpiszczany i zatupany (że o prezentacji zdjęcia ogółowi nie wspomnę)...
Musiało się podobać !!
Ale Babcia popełniła jeszcze jedno "dzieło" prawie literackie...
Dziadziuś pod choinką znalazł to...
Wrzosowisku wybiło pięć lat...
Nasz zagrzybiony ugorek...
Filip...Nie nasz pies, którego podejrzewamy o maczanie łapek w adopcji Luckiego...;o)
Pierwsze oznaki cywilizacji...
Dobre wróżby...
Radości małe i duże...
I nasz ogród zaczyna rozkwitać...
Echhh...
Dobrze, że pot po kartkach nie spływa...;o)
Tak się Babcia spisała w tym roku...
A co Gwiazdka Babci przyniosła ??
Ha !!
Nie ma mocnych !!
Na pewno się Babci pochwali...;o)
Bo właściwie wcale jej miało nie być !!
Uzgodniwszy z Misiowymi Rodzicami, że Wigilię spędzimy wspólnie w Misiowym Domku, postanowiliśmy z Panem N., że my zadowolimy się ozdobami-zamiennikami...
I tyle z planów !!
Jezusek zachichotał i z zakupów celowych: "szukamy przejściówki do kranu w kuchni", wróciliśmy do Zaścianka z choinką...;o) Żywą choinką, na dodatek...
Małe marzenia trzeba spełniać !!
A jodełka w doniczce była moim marzeniem od lat...
Ale najpierw Dzieci były zbyt małe...
Potem pojawił się pies-rozrabiaka...
Potem Dzieci wyrosły...
Pojawiły się Wnuki...
I ciągle był pretekst do ubrania dużej, sztucznej choineczki...
W tym roku pojawiły się argumenty "za"...
1. Prezenty będą mieć miejscówkę pod inna choinką.
2. Lucky nie jest rozrabiaką.
3. Drzewko ma już swoje miejsce na Wrzosowisku.
Alleluja !!
Okoliczne ptaszyny zaraz się zwiedziały, i obsiadły gęsto naszą jodełkę, Gwiazdka wspaniale się zaprezentowała na czubeczku, całość dopełniła piękna kartka od Lenki...
Cudności...
Zgodnie z nową tradycją Babcia napisała i wydała trzeci tom "Księciuniowych Wypraw"...Nakład oczywiście ograniczony do dwóch egzemplarzy...
Jeden Księciuniowy...
Drugi dla Babci i Dziadka...
W środku zdjęcia z wypraw i wierszyki "na temat"...
Księciunio po raz pierwszy siadł na kanapie i dokładnie obejrzał prezent, zachwycając się swoimi wyczynami...
Hitem numer jeden były wrocławskie krasnoludki...
Hitem numer dwa był Lucky, obśmiany, obpiszczany i zatupany (że o prezentacji zdjęcia ogółowi nie wspomnę)...
Musiało się podobać !!
Ale Babcia popełniła jeszcze jedno "dzieło" prawie literackie...
Dziadziuś pod choinką znalazł to...
Nasz zagrzybiony ugorek...
Filip...Nie nasz pies, którego podejrzewamy o maczanie łapek w adopcji Luckiego...;o)
Pierwsze oznaki cywilizacji...
Dobre wróżby...
Radości małe i duże...
I nasz ogród zaczyna rozkwitać...
Echhh...
Dobrze, że pot po kartkach nie spływa...;o)
Tak się Babcia spisała w tym roku...
A co Gwiazdka Babci przyniosła ??
Ha !!
Nie ma mocnych !!
Na pewno się Babci pochwali...;o)
piątek, 27 grudnia 2019
Świąteczni Magicy, czyli magia Świąt działa...
Świąteczny zgiełk ucichł...Kuchenny kurz osiadł...Kolejne Boże Narodzenie przeszło do wspomnień...
I chociaż zajęta byłam nieprzytomnie, to moją uwagę przykuł pewien fakt...
Czytając świąteczne życzenia i przesłania, często spotykałam stwierdzenia, że to nie o zastawiony stół chodzi, nie o zakupową gonitwę, nie o stosy prezentów pod choinką, ale o duchowe piękno przeżywania kolejny raz tajemnicy Narodzin...
Poniekąd...
Ale, że uwielbiam wciskać "kij w mrowisko", a na różne zjawiska mam zdanie odrębne od Ogółu, więc i tym razem wykażę się oporem...
Zacznijmy od tych nieszczęsnych zakupów...
Fakt...My od lat robimy zakupy świąteczne znacznie wcześniej, żeby świątecznej zadymy uniknąć...Menu ustalam z kilkutygodniowym wyprzedzeniem, na jego podstawie robię listę zakupową i ze statecznością matrony oczekuję godziny "PW", czyli "Przygotowania Wigilijne" czas zacząć...
Co roku jednak, wymykamy się na "zakupowy spacer" w godzinach szczytu...
Po co ??
Żeby zobaczyć jak bardzo Ludziom zależy, jak taszczą ogromne siaty, jak pchają zapakowane niewyobrażalnie wózki, jak z namaszczeniem stoją w kolejce po rybki, albo wybierają jeszcze jeden prezent dla Cioci, której nie widzieli od wieków...
To są prawdziwe Tłumy szczęśliwych Ludzi !!
I chociaż czasem wkrada się jakieś zdenerwowanie, niepotrzebna niecierpliwość, to odchodząc od kasy rzucają "Wszystkiego dobrego", "Wesołych Świąt", albo zwykłej "Pomyślności"...
Pojawia się uśmiech na upoconych od wysiłku twarzach, obcy Ludzie oddają uśmiechy...
Ot, magia Świąt...
I przychodzi godzina "PW"...
Przygotowania Wigilijne...
Każda Gospodyni wie, że większej zadymy kuchennej nie ma w całym roku...
I nie wiem jak ma "każda", ale ja tę zadymę kocham !!
Uwielbiam "rozpoczynać" z tym drżeniem niepewności, że się wyrobię ze wszystkim...
Uwielbiam "kończyć" z bolącym krzyżem, ścierpniętymi nadgarstkami i zawrotem głowy...
Bo pomiędzy jest "uwielbiam"...
Kocham tych dla których to robię, więc kocham to robić...
Proste jak konstrukcja cepa...
Mieszam kapustę z grochem i widzę w niej skrzywioną twarz Córci, kiedy pierwszy raz w życiu jej spróbowała...
Lepię stertę ruskich pierogów, i w każdym z nich widzę uśmiechniętą twarz Pierworodnego, kiedy na stole pojawiała się makutra "z czubem" wyładowana tymi delicjami...
Przygotowuję rybkę i słyszę jak Pan N. cmoka z rozkoszy, oblizując palce...
Odhaczam kolejne, przygotowane potrawy z listy i widzę śliczne dołeczki mojej Synowej, kiedy z wdziękiem uśmiechała się do nas na pierwszej wspólnej Wigilii...Dwanaście dań Ją zaskoczyło...I była nieprzyzwoicie piękna z tym zaskoczeniem na twarzy...
Piekę rogaliczki i już nie mogę się doczekać miny Księciunia, który będzie grzecznie próbował "prawie każdego dania", byle dotrwać do końca i móc wyciągnąć rączkę do patery...
A w tym roku doszło kolejne wspomnienie "kochania"...
Princeska spróbowała grzybowej zupki z łazankami, zrobiła śliczne "bleeee", i najpiękniej na Świecie uśmiechnęła się do Babci...
To jest prawdziwa Magia Świąt...
Magia ukryta w farszu do pierogów, w rogalikach, w kapuście z grochem, czy między rybimi ostkami...
Ale zanim ta magia nastąpi stajemy przy stole, bierzemy opłatek i składamy sobie życzenia przy blasku choinki...
Jedni życzą sobie tradycyjnie Wesołych Świąt, inni przyziemnie pełnego portfela...
Ja w tym roku miałam szczęście składać życzenia świąteczne razem z Princeską...
Ta mała Istotka była bardzo przejęta...
Trzymała opłatek w dwóch rączkach, łamała go ślicznie i wciskała każdemu do ust...
Piękne to były życzenia !!
Dwuletnie serduszko dodawała do każdego kawałeczka...
A kiedy Księciunio składał życzenia Dziadziusiowi, życzenia zdrowia i szczęścia, i...i...i...Nie mógł Bidulek sprecyzować tego co chce powiedzieć...I w końcu, nieśmiało wymruczał...
"I żebyś częściej przyjeżdżał do Misiowego Domu"...
Serducho Dziadziusia zatrzymało się na moment...
Ileż tęsknoty i miłości było w tym życzeniu ??
Ogrom !! Prawdziwy ogrom !!
Taka jest Magia Świąt...
W każdym z nas jest Cząstka Boga...
Każde Dziecko jest Darem Największym...
Kolejną Cząstką, która obdziela Świat bezinteresowną miłością, bezkresną tęsknotą i sobą...
A cóż znaczyłyby te Święta bez prezentów pod choinką ??
Byłyby niepełne...To fakt...
Z premedytacją każdy drobiazg zapakowaliśmy osobno...Prezentów był stos wielki !!
Nie, nie wydaliśmy majątku...Nie zaciągnęliśmy kredytów...Właściwie, nawet nie nadwyrężyliśmy konta bankowego...To były drobiazgi, które miały wywołać uśmiech...Ot, co...
Dziadziuś i Misiowa Mama robili zdjęcia i nakręcali filmy...
Misiowy Tata pomagał Princesce rozpakowywać prezenty...
Babcia z Księciuniem pomagali Gwiazdce w obdarowywaniu...
Jakiż On był szczęśliwy !!
Wybierał prezent...Składał mozolnie literki...I z piskiem radości biegł wręczyć Obdarowanemu...
Był dumny, że dobrze wybrał...
Był dumny, że umie przeczytać...
Był dumny, że wręcza...
A Babcia ukradkiem ocierała łzy wzruszenia...
Princesce spodobało się tak bardzo, że zaczęła wciskać te prezenty pod choinkę, żeby wręczać jeszcze raz...
To jest Magia Świąt !!
Babcia nie zdążyła poczytać o Narodzinach Jezuska...Brakło czasu na rodzinne śpiewanie kolęd...Księciuniowi i Princesce brakło nawet sił, żeby nas uściskać na pożegnanie...Od nadmiaru wrażeń i emocji po prostu "padli"...
A my cichutko spakowaliśmy co trzeba, ubraliśmy szelki Luckiemu, który dzielnie uczestniczył w naszym Świętowaniu i wróciliśmy do Zaścianka...
Wypełniało nas takie szczęście, że niewiele rozmawialiśmy po drodze, uśmiechając się do siebie i wspominając magiczny, wigilijny Wieczór...
Magia trwa...
I niech trwa wiecznie...
Przenoszona z pokolenia na pokolenie...
W zakupowym rozgardiaszu...W kuchennych zapachach...W opłatku łamanym małymi rączkami...I w łzach babcinego szczęścia...
Wszyscy jesteśmy "Magikami" !!
I chociaż zajęta byłam nieprzytomnie, to moją uwagę przykuł pewien fakt...
Czytając świąteczne życzenia i przesłania, często spotykałam stwierdzenia, że to nie o zastawiony stół chodzi, nie o zakupową gonitwę, nie o stosy prezentów pod choinką, ale o duchowe piękno przeżywania kolejny raz tajemnicy Narodzin...
Poniekąd...
Ale, że uwielbiam wciskać "kij w mrowisko", a na różne zjawiska mam zdanie odrębne od Ogółu, więc i tym razem wykażę się oporem...
Zacznijmy od tych nieszczęsnych zakupów...
Fakt...My od lat robimy zakupy świąteczne znacznie wcześniej, żeby świątecznej zadymy uniknąć...Menu ustalam z kilkutygodniowym wyprzedzeniem, na jego podstawie robię listę zakupową i ze statecznością matrony oczekuję godziny "PW", czyli "Przygotowania Wigilijne" czas zacząć...
Co roku jednak, wymykamy się na "zakupowy spacer" w godzinach szczytu...
Po co ??
Żeby zobaczyć jak bardzo Ludziom zależy, jak taszczą ogromne siaty, jak pchają zapakowane niewyobrażalnie wózki, jak z namaszczeniem stoją w kolejce po rybki, albo wybierają jeszcze jeden prezent dla Cioci, której nie widzieli od wieków...
To są prawdziwe Tłumy szczęśliwych Ludzi !!
I chociaż czasem wkrada się jakieś zdenerwowanie, niepotrzebna niecierpliwość, to odchodząc od kasy rzucają "Wszystkiego dobrego", "Wesołych Świąt", albo zwykłej "Pomyślności"...
Pojawia się uśmiech na upoconych od wysiłku twarzach, obcy Ludzie oddają uśmiechy...
Ot, magia Świąt...
I przychodzi godzina "PW"...
Przygotowania Wigilijne...
Każda Gospodyni wie, że większej zadymy kuchennej nie ma w całym roku...
I nie wiem jak ma "każda", ale ja tę zadymę kocham !!
Uwielbiam "rozpoczynać" z tym drżeniem niepewności, że się wyrobię ze wszystkim...
Uwielbiam "kończyć" z bolącym krzyżem, ścierpniętymi nadgarstkami i zawrotem głowy...
Bo pomiędzy jest "uwielbiam"...
Kocham tych dla których to robię, więc kocham to robić...
Proste jak konstrukcja cepa...
Mieszam kapustę z grochem i widzę w niej skrzywioną twarz Córci, kiedy pierwszy raz w życiu jej spróbowała...
Lepię stertę ruskich pierogów, i w każdym z nich widzę uśmiechniętą twarz Pierworodnego, kiedy na stole pojawiała się makutra "z czubem" wyładowana tymi delicjami...
Przygotowuję rybkę i słyszę jak Pan N. cmoka z rozkoszy, oblizując palce...
Odhaczam kolejne, przygotowane potrawy z listy i widzę śliczne dołeczki mojej Synowej, kiedy z wdziękiem uśmiechała się do nas na pierwszej wspólnej Wigilii...Dwanaście dań Ją zaskoczyło...I była nieprzyzwoicie piękna z tym zaskoczeniem na twarzy...
Piekę rogaliczki i już nie mogę się doczekać miny Księciunia, który będzie grzecznie próbował "prawie każdego dania", byle dotrwać do końca i móc wyciągnąć rączkę do patery...
A w tym roku doszło kolejne wspomnienie "kochania"...
Princeska spróbowała grzybowej zupki z łazankami, zrobiła śliczne "bleeee", i najpiękniej na Świecie uśmiechnęła się do Babci...
To jest prawdziwa Magia Świąt...
Magia ukryta w farszu do pierogów, w rogalikach, w kapuście z grochem, czy między rybimi ostkami...
Ale zanim ta magia nastąpi stajemy przy stole, bierzemy opłatek i składamy sobie życzenia przy blasku choinki...
Jedni życzą sobie tradycyjnie Wesołych Świąt, inni przyziemnie pełnego portfela...
Ja w tym roku miałam szczęście składać życzenia świąteczne razem z Princeską...
Ta mała Istotka była bardzo przejęta...
Trzymała opłatek w dwóch rączkach, łamała go ślicznie i wciskała każdemu do ust...
Piękne to były życzenia !!
Dwuletnie serduszko dodawała do każdego kawałeczka...
A kiedy Księciunio składał życzenia Dziadziusiowi, życzenia zdrowia i szczęścia, i...i...i...Nie mógł Bidulek sprecyzować tego co chce powiedzieć...I w końcu, nieśmiało wymruczał...
"I żebyś częściej przyjeżdżał do Misiowego Domu"...
Serducho Dziadziusia zatrzymało się na moment...
Ileż tęsknoty i miłości było w tym życzeniu ??
Ogrom !! Prawdziwy ogrom !!
Taka jest Magia Świąt...
W każdym z nas jest Cząstka Boga...
Każde Dziecko jest Darem Największym...
Kolejną Cząstką, która obdziela Świat bezinteresowną miłością, bezkresną tęsknotą i sobą...
A cóż znaczyłyby te Święta bez prezentów pod choinką ??
Byłyby niepełne...To fakt...
Z premedytacją każdy drobiazg zapakowaliśmy osobno...Prezentów był stos wielki !!
Nie, nie wydaliśmy majątku...Nie zaciągnęliśmy kredytów...Właściwie, nawet nie nadwyrężyliśmy konta bankowego...To były drobiazgi, które miały wywołać uśmiech...Ot, co...
Dziadziuś i Misiowa Mama robili zdjęcia i nakręcali filmy...
Misiowy Tata pomagał Princesce rozpakowywać prezenty...
Babcia z Księciuniem pomagali Gwiazdce w obdarowywaniu...
Jakiż On był szczęśliwy !!
Wybierał prezent...Składał mozolnie literki...I z piskiem radości biegł wręczyć Obdarowanemu...
Był dumny, że dobrze wybrał...
Był dumny, że umie przeczytać...
Był dumny, że wręcza...
A Babcia ukradkiem ocierała łzy wzruszenia...
Princesce spodobało się tak bardzo, że zaczęła wciskać te prezenty pod choinkę, żeby wręczać jeszcze raz...
To jest Magia Świąt !!
Babcia nie zdążyła poczytać o Narodzinach Jezuska...Brakło czasu na rodzinne śpiewanie kolęd...Księciuniowi i Princesce brakło nawet sił, żeby nas uściskać na pożegnanie...Od nadmiaru wrażeń i emocji po prostu "padli"...
A my cichutko spakowaliśmy co trzeba, ubraliśmy szelki Luckiemu, który dzielnie uczestniczył w naszym Świętowaniu i wróciliśmy do Zaścianka...
Wypełniało nas takie szczęście, że niewiele rozmawialiśmy po drodze, uśmiechając się do siebie i wspominając magiczny, wigilijny Wieczór...
Magia trwa...
I niech trwa wiecznie...
Przenoszona z pokolenia na pokolenie...
W zakupowym rozgardiaszu...W kuchennych zapachach...W opłatku łamanym małymi rączkami...I w łzach babcinego szczęścia...
Wszyscy jesteśmy "Magikami" !!
środa, 25 grudnia 2019
Boże Narodzenie 2019
Błyszczą światełka,
Nadzieja wielka,
i od dnia tego,
wszystkiego dla Was dobrego !!
niedziela, 22 grudnia 2019
Prezencik na Nowy Rok...
W świątecznej zadymie postanowiliśmy wyciąć jeden dzień i pognaliśmy na północ...Lucky został na gospodarstwie, a my z teczką papierów szturmowaliśmy pewien bardzo ważny Urząd...
Tak, tak...
Postanowiliśmy zadbać o noworoczny prezent...
Złożyliśmy zgłoszenie budowy naszej wrzosowiskowej warowni...
Co z tego wyjdzie ??
Nie mamy pojęcia...
Wniosek przeleży "rok", a później otrzymamy "wyrok"...
Noworoczny prezent ustawi nam cały rok...
Jeśli będzie pozytywny, to odciski na dłoniach i pot na poopie wystąpią w ilościach hurtowych...
Jeśli będzie negatywny, to rozpoczniemy batalię intelektualną na paragrafy, przepisy i inne dyrdymały...
Jakikolwiek nie będzie, zapowiada się ciekawie...Bo przed nami rok "przestępczy", jak mawiał Pierworodny...
Przy okazji odwiedziliśmy Wrzosowisko...
I chociaż miałam milion obaw, że "wiosenna" pogoda spowoduje spustoszenie, nasz zagonek drzemie cichutko...Tylko truskawki trochę rozrabiają...
Pozabieraliśmy ostatnie zaszłości z dobytku, pożyczyliśmy spokojnego snu i wróciliśmy do domeczku...
A tutaj przedświąteczna kipisz...
Echhhh...
Przecież nie ogarnę pół roku w kilka dni ??
No to luzik...
Co ogarnę to ogarnę...Reszta będzie "przegarnięta" na po świętach...;o)
Z resztą...
Pierwszy raz będziemy spędzać Święta poza domem...Przynajmniej Wigilię...
Chociaż ma to być ponoć Wigilia za śniadaniem...;o)
Chyba czas brać się do roboty...
A Wy...
Trzymajcie kciuki za Urzędników !!
Niech Im klawiatury wypisują tylko zatwierdzenia projektów...;o)
Odciski i pot przyjmiemy z dobrodziejstwem inwentarza...;o)
Tak, tak...
Postanowiliśmy zadbać o noworoczny prezent...
Złożyliśmy zgłoszenie budowy naszej wrzosowiskowej warowni...
Co z tego wyjdzie ??
Nie mamy pojęcia...
Wniosek przeleży "rok", a później otrzymamy "wyrok"...
Noworoczny prezent ustawi nam cały rok...
Jeśli będzie pozytywny, to odciski na dłoniach i pot na poopie wystąpią w ilościach hurtowych...
Jeśli będzie negatywny, to rozpoczniemy batalię intelektualną na paragrafy, przepisy i inne dyrdymały...
Jakikolwiek nie będzie, zapowiada się ciekawie...Bo przed nami rok "przestępczy", jak mawiał Pierworodny...
Przy okazji odwiedziliśmy Wrzosowisko...
I chociaż miałam milion obaw, że "wiosenna" pogoda spowoduje spustoszenie, nasz zagonek drzemie cichutko...Tylko truskawki trochę rozrabiają...
Pozabieraliśmy ostatnie zaszłości z dobytku, pożyczyliśmy spokojnego snu i wróciliśmy do domeczku...
A tutaj przedświąteczna kipisz...
Echhhh...
Przecież nie ogarnę pół roku w kilka dni ??
No to luzik...
Co ogarnę to ogarnę...Reszta będzie "przegarnięta" na po świętach...;o)
Z resztą...
Pierwszy raz będziemy spędzać Święta poza domem...Przynajmniej Wigilię...
Chociaż ma to być ponoć Wigilia za śniadaniem...;o)
Chyba czas brać się do roboty...
A Wy...
Trzymajcie kciuki za Urzędników !!
Niech Im klawiatury wypisują tylko zatwierdzenia projektów...;o)
Odciski i pot przyjmiemy z dobrodziejstwem inwentarza...;o)
środa, 18 grudnia 2019
Księżniczka na silikonowym ziarnku...
Rozum albo się ma, albo nie...Mnie Bozia tego błogosławieństwa poskąpiła...;o)
Ale zacznę od początku...
Kiedy Dzieciaki wybyły z domciu, nasz rodowy metraż z nagła się powiększył...Wycieranie kurzu w pustostanie nie wchodziło w grę...Postanowiliśmy urządzić sobie sypialnię...
Nie jakieś cudo, bo na remontowanie polotu żeśmy nie mieli, ale solidne, drewniane łóżko i dobry materac w zupełności nas satysfakcjonowało...
Tośmy zaszaleli...
Drewnianych (prawdziwie drewnianych) mebli wiele w necie nie było, bo to domena Górali, ale materac, to było wyzwanie...
Analiza trwała kilka dni...
Posprawdzane wszystkie parametry, przydatności i inne takie...Przybyło toto przez Kuriera...Ciężkie jak fiks...
Ucieszeni jak dwie norki urządziliśmy intymny kącik w try miga...
Pierwsza noc...
Po dwóch godzinach spotkaliśmy się w kuchni i urządziliśmy sobie małżeńską herbatkę o 2-giej w nocy...
Drugą noc spędziłam na starej kanapie...
Pan N. starał się być dzielny...
Po roku mieliśmy już dość z czubkiem...
Prozdrowotne właściwości tego ustrojstwa kończyły się w momencie ułożenia ciała...
Wywalić i kupić nowy ??
No cóż...Nababami nie jesteśmy...
Na wspaniałym "dziele" wylądowała puchowa kołdra w celach zmiękczenia...
Jakieś rozwiązanie...;o)
A my zaczęliśmy przeglądać nakładki na materace...
300-500 zeta i jakaś nadzieja na przespane noce jest...
Jakaś...Bo gwarancji nie ma, że nakładka się sprawdzi...
I mnie olśniło...Albo ogłupiło...W czasie szycia poduszek...
Uszyję nam nakładkę !!
To był właśnie objaw mojej głupoty...
Kręgosłup na agrafkach...Blokady ramion...Przeciążone dłonie...
I...
Klękajcie Narody !!
Jakim cudem udało mi się skończyć ??
Nie mam pojęcia...
Wielkie...Nieporęczne...Ciężkie...
Ale mięciutkie...;o)
Jak się spisuje ??
Pan N. śpi jak niemowlak !!
A ja ciągle jestem zbyt lekka...
Może mam błękitną krew i jestem jak ta księżniczka na ziarnku grochu ?? Może te silikonowe drobinki gniotą w "arystokratyczną" pupę ?? Nijak już tego nie ogarnę...
Na pohybel !!
Materac prozdrowotny w każdym calu...Nakładka jak obłoczek mięciusia...Użytkownik do niczego !!
Ot co...
Ale zacznę od początku...
Kiedy Dzieciaki wybyły z domciu, nasz rodowy metraż z nagła się powiększył...Wycieranie kurzu w pustostanie nie wchodziło w grę...Postanowiliśmy urządzić sobie sypialnię...
Nie jakieś cudo, bo na remontowanie polotu żeśmy nie mieli, ale solidne, drewniane łóżko i dobry materac w zupełności nas satysfakcjonowało...
Tośmy zaszaleli...
Drewnianych (prawdziwie drewnianych) mebli wiele w necie nie było, bo to domena Górali, ale materac, to było wyzwanie...
Analiza trwała kilka dni...
Posprawdzane wszystkie parametry, przydatności i inne takie...Przybyło toto przez Kuriera...Ciężkie jak fiks...
Ucieszeni jak dwie norki urządziliśmy intymny kącik w try miga...
Pierwsza noc...
Po dwóch godzinach spotkaliśmy się w kuchni i urządziliśmy sobie małżeńską herbatkę o 2-giej w nocy...
Drugą noc spędziłam na starej kanapie...
Pan N. starał się być dzielny...
Po roku mieliśmy już dość z czubkiem...
Prozdrowotne właściwości tego ustrojstwa kończyły się w momencie ułożenia ciała...
Wywalić i kupić nowy ??
No cóż...Nababami nie jesteśmy...
Na wspaniałym "dziele" wylądowała puchowa kołdra w celach zmiękczenia...
Jakieś rozwiązanie...;o)
A my zaczęliśmy przeglądać nakładki na materace...
300-500 zeta i jakaś nadzieja na przespane noce jest...
Jakaś...Bo gwarancji nie ma, że nakładka się sprawdzi...
I mnie olśniło...Albo ogłupiło...W czasie szycia poduszek...
Uszyję nam nakładkę !!
To był właśnie objaw mojej głupoty...
Kręgosłup na agrafkach...Blokady ramion...Przeciążone dłonie...
I...
Klękajcie Narody !!
Jakim cudem udało mi się skończyć ??
Nie mam pojęcia...
Wielkie...Nieporęczne...Ciężkie...
Ale mięciutkie...;o)
Jak się spisuje ??
Pan N. śpi jak niemowlak !!
A ja ciągle jestem zbyt lekka...
Może mam błękitną krew i jestem jak ta księżniczka na ziarnku grochu ?? Może te silikonowe drobinki gniotą w "arystokratyczną" pupę ?? Nijak już tego nie ogarnę...
Na pohybel !!
Materac prozdrowotny w każdym calu...Nakładka jak obłoczek mięciusia...Użytkownik do niczego !!
Ot co...
Subskrybuj:
Posty (Atom)












