Wyremontowana scena...Światła lekko przygaszone...Samotny fortepian...Lekki pomruk Widowni...Tak właściwie zaczyna się każde przedstawienie...
No nie...
Jest jeszcze ta magiczna chwila "przed", w której czuje się delikatne igiełki zaciekawienia i zniecierpliwienia...
A potem ??
Potem powinno być już tylko lepiej...
Powinno...
Chociaż nie zawsze się udaje...
Rzadko bywamy w tym przybytku, chociaż mamy do niego przysłowiowy rzut beretem...
Wczoraj po raz któryś z rzędu przekonałam się dlaczego...
Solistka...Solista...Akompaniator...
Repertuar, którego właściwie nie można zepsuć, choćby się Wykonawca bardzo starał...
Operetka od wielu wieków broni się sama...
Dwie prezentacje i zaczyna prześladować mnie myśl, że jeśli teraz wykonamy strategiczny odwrót, to będzie katastrofa...Siedzimy bardzo blisko sceny...
Solistka w bardziej niż średnim wieku usiłuje wydać z siebie odpowiednie dźwięki...Frazy grzęzną gdzieś między przeponą, a krtanią...Biała suknia mająca podkreślić walory Amantki, zwisa nieforemnie i kłuje w oczy spranymi falbanami...
Przyłapuję się na tym, że kiedy brakuje Jej tchu zaczynam odruchowo wspomagać Ją oddechem...Przy wyższych partiach zaciskam palce na dłoni Pana N. ...
I znowu nie dała rady...
Solista w równie średnim wieku z nonszalancją usiłuje przybliżyć Widowni arkana operetkowych niuansów, wdzięczy się, uwodzi, podryguje...
W czasie podrygów spod fraka wylewa się ponadnormatywna ilość tkanki tłuszczowej...Ona też chce się zaprezentować godnie...
Lubieżny uśmieszek przywodzi mi na myśl bardziej Satyra niż Apolla...
Pan Solista radzi sobie z frazami znacznie lepiej, chociaż słychać "zamykane" z nagła dźwięki...
To będzie bardzo długi występ...
Spoglądam na pomarszczoną szyję Amantki, na cellulit widoczny w blasku lamp, na ociekające potem czoło Amanta...
I nagle, moje myśli biegną w całkiem innym kierunku...
Zaczynam Im współczuć...
Będąc Profesjonalistami mają zapewne świadomość, iż Ich występy znacznie odbiegają od "poziomu"...Nie mogą już ufać ani swojemu głosowi, ani swojemu ciału...Pamiętają czasy własnej świetności i muszą ten stan rzeczy zaakceptować...
Gorzej...
Muszą go zaakceptować publicznie...
Fakt...Na widowni zasiadają głównie tacy jak Oni "Średniacy", ale to przecież Oni muszą zabawić, zaciekawić, porwać...
No to się starają...
Solistka wdzięczy się zalotnie wyciągając pomarszczoną szyję...Solista uwodzicielsko trzęsie brzuchem...
Czuję zażenowanie...
Czy kiedy zaczynali swoje kariery wiele lat temu, myśleli o takiej chwili ??
Nawet nie wiem, czy lubią to co robią...
Ich twarze są aż do bólu sztuczne...
Ostanie dźwięki fortepianu...Światła przygasają...Szmer pustoszejącej widowni...
Ufff...
Jak to dobrze, że nie muszę nikogo udawać...
Dwa światy...
Bardzo Ważni Goście
poniedziałek, 17 marca 2014
sobota, 15 marca 2014
Dwie doby poza życiorysem...
Od kilku tygodni w Zaścianku panuje "cholera"...Nie to, żeby taka prawdziwa, ale też nieźle daje popalić...
Ledwie żywi "Klienci" pobliskiej Przychodni zachodzili do Sklepu i zdawali mi drobiazgowe relacje z tempa w jakim się owa "cholera" rozprzestrzenia...
Szło jej nieźle...
Dwa tygodnie temu ze stu dwudziestu czterech Przedszkolaków na zajęcia chodziło dwudziestu pięciu...Rejestracja do Lekarza graniczyła z cudem...A z drzwi "Przychodni" wystawały nogi...
Z każdym dniem patrzyłam w lustro z większym niepokojem...
Przy takim natłoku "Dobrych Ludzi", którzy mnie "nawiedzali" mój organizm musiał skapitulować...Ja wiem, że nie mieli złych intencji...Wiem, że nie robili tego specjalnie...
Ot, taka nieżyczliwa życzliwość im z tego wyszła...
I kiedy już myślałam, że przetrwam, że tym razem mój organizm wspierany codziennie odeprze atak...
Padłam...
Całkiem się rozpłaszczyłam...
Późnym popołudniem, w środę, ciałem zaczęły wstrząsać niewiarygodne dreszcze...Z zimna dygotałam cała, a szczęka wydzwaniała skocznego obertasa...Nim zdążyłam zamknąć sklep i dojść do domu byłam "ugotowana"...
We łbie szurało coś niewyraźnie, a w żołądku pląsało stado motyli...
Nawet nie pamiętam jak weszłam do mieszkania...
Pamiętam jedynie jaką estymą obdarzyłam klozetową muszlę...A ona przytuliła mnie czule...Miłość od pierwszego objęcia...
Potem podobno był czwartek i piątek...
Tak przynajmniej być powinno...Jeśli jeszcze na tej Planecie obowiązuje jakiś kalendarz...
"Cholera" całkiem mną owładnęła...
Leżałam jako te zezwłoki...
Objawów nie było właściwie żadnych...
No może ból gardła...
Ale z takim bólem to można przeżyć i sto lat...
A jak przeżyć kiedy człek ma dwie lewe nóżki z cytrynowej galaretki ??
I ten łeb z przemeblowaniem...
To musiało być przemeblowanie, bo takiego szurania nic innego powodować nie mogło...
Szurrr...Szurrr...Szurrr...
No to się zezwłoczyłam...
Leżałam i czekałam, aż się to nieszczęsne przemeblowanie skończy (dobrze, że to nie były meble z Ikei, bo by pewnie jeszcze skręcali i zbijali)...No i te nóżki...
Echhh...
Dwie doby poza życiorysem...
Ledwie żywi "Klienci" pobliskiej Przychodni zachodzili do Sklepu i zdawali mi drobiazgowe relacje z tempa w jakim się owa "cholera" rozprzestrzenia...
Szło jej nieźle...
Dwa tygodnie temu ze stu dwudziestu czterech Przedszkolaków na zajęcia chodziło dwudziestu pięciu...Rejestracja do Lekarza graniczyła z cudem...A z drzwi "Przychodni" wystawały nogi...
Z każdym dniem patrzyłam w lustro z większym niepokojem...
Przy takim natłoku "Dobrych Ludzi", którzy mnie "nawiedzali" mój organizm musiał skapitulować...Ja wiem, że nie mieli złych intencji...Wiem, że nie robili tego specjalnie...
Ot, taka nieżyczliwa życzliwość im z tego wyszła...
I kiedy już myślałam, że przetrwam, że tym razem mój organizm wspierany codziennie odeprze atak...
Padłam...
Całkiem się rozpłaszczyłam...
Późnym popołudniem, w środę, ciałem zaczęły wstrząsać niewiarygodne dreszcze...Z zimna dygotałam cała, a szczęka wydzwaniała skocznego obertasa...Nim zdążyłam zamknąć sklep i dojść do domu byłam "ugotowana"...
We łbie szurało coś niewyraźnie, a w żołądku pląsało stado motyli...
Nawet nie pamiętam jak weszłam do mieszkania...
Pamiętam jedynie jaką estymą obdarzyłam klozetową muszlę...A ona przytuliła mnie czule...Miłość od pierwszego objęcia...
Potem podobno był czwartek i piątek...
Tak przynajmniej być powinno...Jeśli jeszcze na tej Planecie obowiązuje jakiś kalendarz...
"Cholera" całkiem mną owładnęła...
Leżałam jako te zezwłoki...
Objawów nie było właściwie żadnych...
No może ból gardła...
Ale z takim bólem to można przeżyć i sto lat...
A jak przeżyć kiedy człek ma dwie lewe nóżki z cytrynowej galaretki ??
I ten łeb z przemeblowaniem...
To musiało być przemeblowanie, bo takiego szurania nic innego powodować nie mogło...
Szurrr...Szurrr...Szurrr...
No to się zezwłoczyłam...
Leżałam i czekałam, aż się to nieszczęsne przemeblowanie skończy (dobrze, że to nie były meble z Ikei, bo by pewnie jeszcze skręcali i zbijali)...No i te nóżki...
Echhh...
Dwie doby poza życiorysem...
środa, 12 marca 2014
Kiepska perspektywa...
Kilka dni temu byłam uczestniczką pewnej bardzo poważnej dysputy i muszę przyznać, iż podniesiony wówczas problem jakoś mi pozostał "za pazurami"...
Rodzice przyszłorocznej Maturzystki mają dylemat "co dalej"...
Przyznam, że Im nie zazdroszczę...
Kiedy nasze Pociechy ruszały w tak zwany szeroki Świat, wytyczne od nas dostały jasne...
Syn miał się zagnieździć na AGH-u, ewentualnie na WAT-cie...
Córka miała podbijać "Jagiellonkę"...
Opcji pośredniej wcale nie braliśmy pod uwagę...
No cóż...
Oboje uczyli się bardzo dobrze, chociaż przyznam szczerze, że wyniki Syna znacznie poprawiał "urok osobisty", bo podejście do Nauczycieli miał niesamowite...
Nie twierdzę bynajmniej, że wiedzy nie posiadał, ale należał do gatunku tak zwanych "zdolny, ale leń", więc po kilku latach przestały nas dziwić oceny od "1" do "6"...
Ale zawsze jakoś z opresji wychodził cało, a matura w Jego wykonaniu to już był prawdziwy popis...
Po czterech latach "zasiedlania" AGH-u stanął na progu i oświadczył, że więcej tam nie wróci...
Hmmm...
W tydzień znalazł sobie pracę i z każdym dniem wyglądał na bardziej szczęśliwego...
Opcja "pośrednia" jakoś sama się zaaklimatyzowała...
Teraz pracuje sobie Chłopak w przyzwoitej Firmie, robi to co lubi i jeszcze mu dobrze za to płacą...Czyli jest OK...
Córka zgodnie z planem strategicznym podbija "Jagiellonkę"...Właściwie, kończy już to "podbijanie", bo został Jej ostatni semestr...
Co będzie dalej ?? Tego nawet najstarsi Górale nie wiedzą...
Natłok Humanistów na rynku pracy jest tak ogromny, że może być nieciekawie...Chociaż w kwestiach zawodowych jakoś sobie Dziewczyna już od kilku lat radzi...
Córka zawsze była "Dzięciołem"...
Echhh...
Żebym ja miała taki zapał do nauki jak Ona...
Ale wracam do tematu...
Co dalej po maturze ??
Co poradzić własnemu Dziecku, żeby Go nie skrzywdzić ??
Jak pokierować, żeby za kilka lat nie było etatowym Bezrobotnym ??
Nie mam pojęcia...
Sporo mam kontaktów z Młodzieżą, i przyznaję...
Recepty nie ma...
Widzę, jak wielu z Nich, po bardzo dobrych kierunkach Studiów rozsyła setki CV i traci wiarę w siebie, albo znajdują jakieś zajęcie "na przetrwanie"...
Widzę, jak absolwenci "zawodówek" drukują jedno CV i idą do pracy jeszcze przed rozdaniem świadectw ukończenia szkoły, by po kilku miesiącach "łapania" praktyki zwiewać na Zachód...
I co poradzić ??
Ucz się dziecko ucz, bo nauka to potęgi klucz !!
A jak już będziesz miało dużo tych kluczy to zostaniesz Portierem...??
Kiepska perspektywa...
Rodzice przyszłorocznej Maturzystki mają dylemat "co dalej"...
Przyznam, że Im nie zazdroszczę...
Kiedy nasze Pociechy ruszały w tak zwany szeroki Świat, wytyczne od nas dostały jasne...
Syn miał się zagnieździć na AGH-u, ewentualnie na WAT-cie...
Córka miała podbijać "Jagiellonkę"...
Opcji pośredniej wcale nie braliśmy pod uwagę...
No cóż...
Oboje uczyli się bardzo dobrze, chociaż przyznam szczerze, że wyniki Syna znacznie poprawiał "urok osobisty", bo podejście do Nauczycieli miał niesamowite...
Nie twierdzę bynajmniej, że wiedzy nie posiadał, ale należał do gatunku tak zwanych "zdolny, ale leń", więc po kilku latach przestały nas dziwić oceny od "1" do "6"...
Ale zawsze jakoś z opresji wychodził cało, a matura w Jego wykonaniu to już był prawdziwy popis...
Po czterech latach "zasiedlania" AGH-u stanął na progu i oświadczył, że więcej tam nie wróci...
Hmmm...
W tydzień znalazł sobie pracę i z każdym dniem wyglądał na bardziej szczęśliwego...
Opcja "pośrednia" jakoś sama się zaaklimatyzowała...
Teraz pracuje sobie Chłopak w przyzwoitej Firmie, robi to co lubi i jeszcze mu dobrze za to płacą...Czyli jest OK...
Córka zgodnie z planem strategicznym podbija "Jagiellonkę"...Właściwie, kończy już to "podbijanie", bo został Jej ostatni semestr...
Co będzie dalej ?? Tego nawet najstarsi Górale nie wiedzą...
Natłok Humanistów na rynku pracy jest tak ogromny, że może być nieciekawie...Chociaż w kwestiach zawodowych jakoś sobie Dziewczyna już od kilku lat radzi...
Córka zawsze była "Dzięciołem"...
Echhh...
Żebym ja miała taki zapał do nauki jak Ona...
Ale wracam do tematu...
Co dalej po maturze ??
Co poradzić własnemu Dziecku, żeby Go nie skrzywdzić ??
Jak pokierować, żeby za kilka lat nie było etatowym Bezrobotnym ??
Nie mam pojęcia...
Sporo mam kontaktów z Młodzieżą, i przyznaję...
Recepty nie ma...
Widzę, jak wielu z Nich, po bardzo dobrych kierunkach Studiów rozsyła setki CV i traci wiarę w siebie, albo znajdują jakieś zajęcie "na przetrwanie"...
Widzę, jak absolwenci "zawodówek" drukują jedno CV i idą do pracy jeszcze przed rozdaniem świadectw ukończenia szkoły, by po kilku miesiącach "łapania" praktyki zwiewać na Zachód...
I co poradzić ??
Ucz się dziecko ucz, bo nauka to potęgi klucz !!
A jak już będziesz miało dużo tych kluczy to zostaniesz Portierem...??
Kiepska perspektywa...
wtorek, 11 marca 2014
Oddawać moją kasiorę !!
Sygnał telefonu wbił się w delikatnie sączącą się muzyczkę płynącą z radyjka...
Aż podskoczyłam na krześle...
Że też telefon dzwoni zawsze wtedy jak jestem nad czymś wyjątkowo skupiona...
Echhh...
Miły męski głos przywitał się ze mną grzecznie i oznajmił...
- Nazywam się "Popierdułka Iksiński", dzwonię do Pani z "Idealnego banku". Czy Pani Gordyjka ??
Orzesz...(ko)...- pomyślałam sobie - będą mi kolejny kredyt wciskać, chyba już setny w tym roku...
Bo nie wiem jak Wy, ale ja już otrzymałam od początku roku ofert kredytowych tyle, że nawet moje prawnuki by tego zadłużenia spłacić nie dały rady...
Prawdziwy "telefoniczny" majątek...
Ale coś mnie tknęło, i zamiast stałej formułki "nie jestem zainteresowana Waszą ofertą", potwierdziłam dane...
- Pragnę zaznaczyć, że nasza rozmowa jest rejestrowana...- oznajmił męski głos...
A rejestruj sobie do woli - przez łepetynę mi przeszło...
- Słucham...- oznajmiłam, żeby sobie nie myślał ów "Popierdułka", że mu głosu skąpię...
- Przygotowaliśmy dla Pani Firmy wyjątkową ofertę...- zaczął swoje kuszenie i głos zawiesił...Wedle znanych mi standardów miałam w tym momencie okazać zainteresowanie...
Niedoczekanie - pomyślałam sobie, dzwonisz to się wysil !!
Męski głos widocznie się nie doczekał odpowiedniej reakcji, bo wyartykułował...
- Mam dla Pani dwadzieścia pięć tysięcy bezzwrotnej pożyczki...
Ło Matko i Córko !!
Wreszcie jakaś przyzwoita oferta !!
Toż takie dwadzieścia pięć koła uzupełniło by idealnie nadszarpnięty z lekka budżet domowy...
Aż mi się ryłko w "banana" wygięło !!
- Proszę je przywieźć do Firmy !! - oznajmiłam szybko, żeby się czasem Pan "Popierdułka" nie rozmyślił i z oferty nie zrezygnował...
W słuchawce zapanowała cisza...
I znowu cisza...
Cisza...
A potem....
Dryń...Dryń...Dryń...
Pan się rozłączył...
Orzesz...(ko)...
A moje dwadzieścia pięć koła ??
Nawet adresu podać nie zdążyłam...!!
Aż podskoczyłam na krześle...
Że też telefon dzwoni zawsze wtedy jak jestem nad czymś wyjątkowo skupiona...
Echhh...
Miły męski głos przywitał się ze mną grzecznie i oznajmił...
- Nazywam się "Popierdułka Iksiński", dzwonię do Pani z "Idealnego banku". Czy Pani Gordyjka ??
Orzesz...(ko)...- pomyślałam sobie - będą mi kolejny kredyt wciskać, chyba już setny w tym roku...
Bo nie wiem jak Wy, ale ja już otrzymałam od początku roku ofert kredytowych tyle, że nawet moje prawnuki by tego zadłużenia spłacić nie dały rady...
Prawdziwy "telefoniczny" majątek...
Ale coś mnie tknęło, i zamiast stałej formułki "nie jestem zainteresowana Waszą ofertą", potwierdziłam dane...
- Pragnę zaznaczyć, że nasza rozmowa jest rejestrowana...- oznajmił męski głos...
A rejestruj sobie do woli - przez łepetynę mi przeszło...
- Słucham...- oznajmiłam, żeby sobie nie myślał ów "Popierdułka", że mu głosu skąpię...
- Przygotowaliśmy dla Pani Firmy wyjątkową ofertę...- zaczął swoje kuszenie i głos zawiesił...Wedle znanych mi standardów miałam w tym momencie okazać zainteresowanie...
Niedoczekanie - pomyślałam sobie, dzwonisz to się wysil !!
Męski głos widocznie się nie doczekał odpowiedniej reakcji, bo wyartykułował...
- Mam dla Pani dwadzieścia pięć tysięcy bezzwrotnej pożyczki...
Ło Matko i Córko !!
Wreszcie jakaś przyzwoita oferta !!
Toż takie dwadzieścia pięć koła uzupełniło by idealnie nadszarpnięty z lekka budżet domowy...
Aż mi się ryłko w "banana" wygięło !!
- Proszę je przywieźć do Firmy !! - oznajmiłam szybko, żeby się czasem Pan "Popierdułka" nie rozmyślił i z oferty nie zrezygnował...
W słuchawce zapanowała cisza...
I znowu cisza...
Cisza...
A potem....
Dryń...Dryń...Dryń...
Pan się rozłączył...
Orzesz...(ko)...
A moje dwadzieścia pięć koła ??
Nawet adresu podać nie zdążyłam...!!
poniedziałek, 10 marca 2014
Okres godowy rozpoczęty...
Kiedy słońce odpowiednio nagrzeje skutą mrozem ziemię, z nor wypełzają Stworzenia ciepłolubne...
Poruszają się niespiesznie na dwóch tylnych kończynach, wystawiając zadowolone "ryjki" do słońca...
Z reguły kroczą w licznych stadach ciągnąc za przednie kończyny swoje rozwrzeszczane Potomstwo...Zdarzają się jednak Osobniki dwójkowe lub tak zwane Single...
Dwójki szemrzą coś do siebie nostalgicznie i co chwilę zbliżają do siebie swoje otwory gębowe, co może dać złudne wrażenie, iż nadeszła pora karmienia...
Nic bardziej mylnego...
U tych Ssaków, rozpoczyna się w ten sposób okres godowy...
Samce przybierają pozy poważne, nadopiekuńcze, a niektóre Jednostki wręcz romantyczne...
Samice, charakteryzują się barwnym, krótkim okryciem...Im okrycie krótsze, tym Samica bardziej gotowa do godów...
Tak zwane Single rozpoznać można po nerwowym rozglądaniu się po terytorium...
Samotne Samce szczególną uwagę przykładają do długości okrycia Samic...
Samice chichocząc nerwowo, prezentują swoje walory...
To widomy znak, że zbliża się wiosna...
Im cieplej, tym większe zbiegowiska na terenach zielonych, górzystych, wodnistych, określanych potocznie jako tereny rekreacyjne...
Wielką estymą cieszy się u owych Stworzeń wszelkiego rodzaju ptactwo...
W czasie wylęgu, ptactwo owo karmione jest ponad miarę różnego typu przysmakami, przez Osobniki różnej płci i różnego wieku...
Bywa, że w czasie owego karmienia Stwory wydają radosne okrzyki (szczególnie młodsze Egzemplarze) i energicznie wymachują kończynami...
I ja tam byłam...Choć nie karmiłam...A co widziałam to zapisałam...;o)
Poruszają się niespiesznie na dwóch tylnych kończynach, wystawiając zadowolone "ryjki" do słońca...
Z reguły kroczą w licznych stadach ciągnąc za przednie kończyny swoje rozwrzeszczane Potomstwo...Zdarzają się jednak Osobniki dwójkowe lub tak zwane Single...
Dwójki szemrzą coś do siebie nostalgicznie i co chwilę zbliżają do siebie swoje otwory gębowe, co może dać złudne wrażenie, iż nadeszła pora karmienia...
Nic bardziej mylnego...
U tych Ssaków, rozpoczyna się w ten sposób okres godowy...
Samce przybierają pozy poważne, nadopiekuńcze, a niektóre Jednostki wręcz romantyczne...
Samice, charakteryzują się barwnym, krótkim okryciem...Im okrycie krótsze, tym Samica bardziej gotowa do godów...
Tak zwane Single rozpoznać można po nerwowym rozglądaniu się po terytorium...
Samotne Samce szczególną uwagę przykładają do długości okrycia Samic...
Samice chichocząc nerwowo, prezentują swoje walory...
To widomy znak, że zbliża się wiosna...
Im cieplej, tym większe zbiegowiska na terenach zielonych, górzystych, wodnistych, określanych potocznie jako tereny rekreacyjne...
Wielką estymą cieszy się u owych Stworzeń wszelkiego rodzaju ptactwo...
W czasie wylęgu, ptactwo owo karmione jest ponad miarę różnego typu przysmakami, przez Osobniki różnej płci i różnego wieku...
Bywa, że w czasie owego karmienia Stwory wydają radosne okrzyki (szczególnie młodsze Egzemplarze) i energicznie wymachują kończynami...
I ja tam byłam...Choć nie karmiłam...A co widziałam to zapisałam...;o)
niedziela, 9 marca 2014
Jaja sobie robię...
A co Gordyjka majstruje w tak zwanej wolnej chwili ??
Gordyjka jaja sobie robi...;o)
Jajcarstwo opanowało mnie na maksa...:o)
Gordyjka jaja sobie robi...;o)
Jajcarstwo opanowało mnie na maksa...:o)
sobota, 8 marca 2014
Jak sobie zepsuć własne Święto...
Skuszona delikatnymi promykami słońca i realizując plan rozruchowy przed majową ekspedycją, ruszyłam dzisiaj do Zaścianka...
Plan był skrupulatnie zakreślony... Księgarnia...Pasmanteria...Kosmetyczny...
Dźwigania nie zakładałam, bo zakupki miały być "symboliczne"...
Chodziło raczej o "człapanie" niż o wydawanie kasiory...
Człapię więc sobie niespiesznie, Zaściankowi się przyglądam, aż tu nagle...
- Wszystkiego najlepszego !! - słyszę gromkie życzenia i rozglądam się ciekawie, któż tak komu życzy serdecznie...
Na chodniku przystanęło dwóch, może dwudziestoletnich Młodzieńców i uśmiechają się do mnie serdecznie...
Orzesz...(ko)...
Ale się porobiło...
- Dziękuję i nawzajem...- odpowiadam z uśmiechem...
Chłopców nie znałam wcale, ale miłych życzeń nigdy dość...
Uszłam ledwie kilkanaście kroków, gdy znowu usłyszałam...
- Wszystkiego najlepszego...- od mijanych młodych Dżentelmenów...
Mam Was !! Pomyślałam sobie...Teraz już się zaskoczyć nie dam...
Zaścianek dzisiaj rozkwitał dobrymi życzeniami...
Twarze Kobiet rozpromieniały się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki...
Mili Panowie...Dziękujemy Wam pięknie !! To była prawdziwa niespodzianka !!
I pewnie mogła bym zakończyć opowiadanie o przygodzie w Zaścianku, gdyby...
No właśnie...
W planach miałam odwiedziny w sklepie kosmetycznym znanej marki...
Wzięłam koszyczek...Podeszłam do regału...Wygarnęłam znany mi produkt za całe 14,99 i ruszyłam do kasy...
Przede mną stały dwie Panie w wieku +/- 30 lat...
Jedna zapłaciła rachuneczek 140 złotych...
Druga prawie 100 złotych...
Pakowały swoje zakupy, kiedy Pani Kasjerka nabiła moje 14, 99 zł i podała mi ładnie zapakowaną czekoladkę...
- To dla Pani od Producenta...
Skwitowałam to uśmiechem, bo w taki dzień zdarzyć się może wszystko...I już miałam odejść od kasy, kiedy zaczęła się zadyma...
Stojące przede mną Klientki wypluły z siebie cały potok pretensji do Pani Kasjerki...
O co ??
O tą czekoladkę !!
One przecież zapłaciły znacznie większe rachunki...One są stałymi Klientkami...
A czekoladkę dostałam Ja !!
Złodziejstwo !! Kombinatorstwo !! Kumoterstwo !!
Nim ogarnęłam temat wylano na Panią Kasjerkę wiadro pomyj...
Młoda Dziewczyna patrzyła na mnie jakby szukała ratunku i usiłowała wytłumaczyć, że tylko ten Producent dostarczył słodycze i tylko do Jego produktów może je wydawać...
Ja odruchowo wyciągnęłam czekoladkę w celu oddania Pani Kasjerce...
Zrobiło się nieprzyjemnie...
Kiedy zbliżył się do nas Pan Ochroniarz, nerwowe Niewiasty opuściły sklep...
Miny miały kwaśne i burczały coś pod nosami...
Pani Kasjerka i Pan Ochroniarz zaczęli mnie przepraszać...
Wyszłam ze sklepu i uśmiechnęłam się do siebie...
Nic nie zepsuje mi dzisiejszego Dnia...
Pan N. porozkładał w całym mieszkanku słodycze...
Pierworodny co prawda zainfekowany, ale za chwilkę odśpiewamy Mu "sto lat", bo właśnie dzisiaj ma urodzinki...
Zakupy z listy upolowane w komplecie...
Słoneczko cudnie grzeje...
Jest pięknie...
A czekoladka ??
No cóż...Chyba jej konsumować nie będę...Istnieje we mnie obawa, że mi zaszkodzi...;o)
Plan był skrupulatnie zakreślony... Księgarnia...Pasmanteria...Kosmetyczny...
Dźwigania nie zakładałam, bo zakupki miały być "symboliczne"...
Chodziło raczej o "człapanie" niż o wydawanie kasiory...
Człapię więc sobie niespiesznie, Zaściankowi się przyglądam, aż tu nagle...
- Wszystkiego najlepszego !! - słyszę gromkie życzenia i rozglądam się ciekawie, któż tak komu życzy serdecznie...
Na chodniku przystanęło dwóch, może dwudziestoletnich Młodzieńców i uśmiechają się do mnie serdecznie...
Orzesz...(ko)...
Ale się porobiło...
- Dziękuję i nawzajem...- odpowiadam z uśmiechem...
Chłopców nie znałam wcale, ale miłych życzeń nigdy dość...
Uszłam ledwie kilkanaście kroków, gdy znowu usłyszałam...
- Wszystkiego najlepszego...- od mijanych młodych Dżentelmenów...
Mam Was !! Pomyślałam sobie...Teraz już się zaskoczyć nie dam...
Zaścianek dzisiaj rozkwitał dobrymi życzeniami...
Twarze Kobiet rozpromieniały się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki...
Mili Panowie...Dziękujemy Wam pięknie !! To była prawdziwa niespodzianka !!
I pewnie mogła bym zakończyć opowiadanie o przygodzie w Zaścianku, gdyby...
No właśnie...
W planach miałam odwiedziny w sklepie kosmetycznym znanej marki...
Wzięłam koszyczek...Podeszłam do regału...Wygarnęłam znany mi produkt za całe 14,99 i ruszyłam do kasy...
Przede mną stały dwie Panie w wieku +/- 30 lat...
Jedna zapłaciła rachuneczek 140 złotych...
Druga prawie 100 złotych...
Pakowały swoje zakupy, kiedy Pani Kasjerka nabiła moje 14, 99 zł i podała mi ładnie zapakowaną czekoladkę...
- To dla Pani od Producenta...
Skwitowałam to uśmiechem, bo w taki dzień zdarzyć się może wszystko...I już miałam odejść od kasy, kiedy zaczęła się zadyma...
Stojące przede mną Klientki wypluły z siebie cały potok pretensji do Pani Kasjerki...
O co ??
O tą czekoladkę !!
One przecież zapłaciły znacznie większe rachunki...One są stałymi Klientkami...
A czekoladkę dostałam Ja !!
Złodziejstwo !! Kombinatorstwo !! Kumoterstwo !!
Nim ogarnęłam temat wylano na Panią Kasjerkę wiadro pomyj...
Młoda Dziewczyna patrzyła na mnie jakby szukała ratunku i usiłowała wytłumaczyć, że tylko ten Producent dostarczył słodycze i tylko do Jego produktów może je wydawać...
Ja odruchowo wyciągnęłam czekoladkę w celu oddania Pani Kasjerce...
Zrobiło się nieprzyjemnie...
Kiedy zbliżył się do nas Pan Ochroniarz, nerwowe Niewiasty opuściły sklep...
Miny miały kwaśne i burczały coś pod nosami...
Pani Kasjerka i Pan Ochroniarz zaczęli mnie przepraszać...
Wyszłam ze sklepu i uśmiechnęłam się do siebie...
Nic nie zepsuje mi dzisiejszego Dnia...
Pan N. porozkładał w całym mieszkanku słodycze...
Pierworodny co prawda zainfekowany, ale za chwilkę odśpiewamy Mu "sto lat", bo właśnie dzisiaj ma urodzinki...
Zakupy z listy upolowane w komplecie...
Słoneczko cudnie grzeje...
Jest pięknie...
A czekoladka ??
No cóż...Chyba jej konsumować nie będę...Istnieje we mnie obawa, że mi zaszkodzi...;o)
Subskrybuj:
Posty (Atom)

.jpg)
.jpg)
