Dwa światy...

Bardzo Ważni Goście

sobota, 13 kwietnia 2013

Żukowska i Korycki, czyli podróż na zaczarowanym dywanie...

     Piąteczek zaczął się mało piąteczkowo...
     Pan N. nawet nosa z serwisu nie wystawił, poobstawiany sprzętem wszelakim, a ja namiętnie ćwiczyłam skoki po drabinie porządkując kable...
Czy ja Wam już mówiłam, że nie cierpię porządkować kabli ?? 
Nie mówiłam ?? 
To mówię...
     Mogę nawet porządkować wentylatory (chociaż niekoniecznie), ale kable wywołują we mnie najgorsze instynkty...
Szczególnie, że mam kilka "zaszłości" po byłych Pracownikach i nijak nie umiem ogarnąć, co Autorzy mieli na myśli dokonując takich a nie innych opisów...
Echhh...
     Jak widzicie mojej piąteczkowe nastawienie powinno być byle jakie, ale nie było...
     Nie było, bo niczym sroka w gnat wpatrywałam się w zegar odliczając każdą minutkę do siedemnastej...
O siedemnastej bowiem, mój piąteczek miał stać się prawdziwym początkiem weekendu...
     Sklepik zabezpieczony, "Nagusek odpalony" i Gordyjka w towarzystwie Pana N. ruszyła do Krakusowa...
Już samo to poprawiało mi humorek znacznie, a jak jeszcze pomyślałam, że za chwilkę zanurzę się w mrokach salki koncertowej w Rotundzie to mi sam "banan" na twarzy rozkwitał...
     Co sił w mechanicznych koniach cięliśmy na koncert Dominiki Żukowskiej i Andrzeja Koryckiego...
     Pana Andrzeja poznaliśmy trzy lata temu na koncercie jubileuszowym podczas "Shanties"...
Wówczas, przyznam szczerze jakoś nam umknął...
W magicznej atmosferze Jego śpiewy były tylko jednymi z wielu...
W zeszłym roku odkryliśmy kolędę, którą Pan Andrzej śpiewał z Panią Dominiką...
Widocznie był to akurat "ten moment"...
Zaczęliśmy szperać...
Co śpiewają...Gdzie śpiewają...I kiedy...
Wczoraj śpiewali w Rotundzie...
Bilety mieliśmy już dawno...Z niecierpliwością czekaliśmy na pierwsze dźwięki...
Miało być balladowo...Okudżawa...Wysocki...Biczewska...
Wszystko jedno czy po polsku, czy po rosyjsku teksty, które zapadają w duszę...
Sala, czego można było się spodziewać, zapełniona, ale tym razem pojechaliśmy ze sporym wyprzedzeniem, więc miejsca mieliśmy wyborne...
No i zaczęli...


     Bez sztampy...Tak, jakby śpiewali dla grupy znajomych...
Repertuar też bez określonych wcześniej zasad...
     - Co mamy zaśpiewać ?? - zapytał Pan Andrzej z niewinnym uśmieszkiem...
     Sala zawrzała...
     Z kilkuset zgromadzonych gardeł wyrywały się propozycje obszernego śpiewnika...
Były piosenki żeglarskie...Były ballady...
A "sala" śpiewała razem z Nimi...
Było nam wszystko jedno czy śpiewamy z akompaniamentem, czy acapella, po rosyjsku, czy po polsku...
I o dziwo, wychodziło to całkiem przyzwoicie, chociaż ten dziwny "chór" widział się po raz pierwszy...
     Cisza panowała na sali tylko wtedy, kiedy śpiewała ballady Pani Dominika...
Jej magiczny głos przenikał człowieka na wylot i powodował "ciarki" na kręgosłupie...
Czarowała...Czarowała...Czarowała...
A my, jak na magicznym dywanie unosiliśmy się daleko...
Do zielonych lasów...Do błękitnych jezior...Do skotłowanego sztormem oceanu...
Tak było...
     Czas przestał istnieć...
     Ludzie uśmiechali się do siebie...
     Nikt się nie spieszył...
To był taki zwyczajny piątkowy wieczór...
  

22 komentarze:

  1. To pięknie spędzony piątek.Uwielbiam pobyt na występach tylko,że ostatnio coraz chętniej spędzam czas w domu.Czas robi swoje.Pozdrawiam.Ula

    OdpowiedzUsuń
  2. Zwyczajny, a jednocześnie niezywyczjany, widzę Twój błogi usmiech gordyjko :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. To był zaczarowany wieczór. Zazdroszczę Gordyjeczko, oj zazdroszczę...
    Pozdrawiam serdecznie, a na osłodę włączę sobie ich "Wariacje na tematy cygańskie" :)

    OdpowiedzUsuń
  4. jantoni341.bloog.pl13 kwietnia 2013 22:41

    A u nas na parkingu,
    fretki popodgryzały kable,
    ale też dowiedziałem się,
    że fiatowskie im nie smakują.
    To jednaj jakaś pociecha,
    pozdrawiam
    LAW

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Choć fretki na żarcie pazerne,
      to jednak wybredne...;o)

      Usuń
    2. jantoni341.bloog.pl14 kwietnia 2013 13:52

      Chyba jednak
      mają rację:
      nie jeść Fiata
      izolację.
      LAW

      Usuń
    3. Na wspomnienie FSO
      fretki kabli nie chcą ciąć...;o)

      Usuń
  5. To piękny mieliście wieczór, pozazdrościć :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawie noc, bo do domeczku dotarliśmy prawie jak Kopciuszek...;o)

      Usuń
  6. Pisałaś już o nich... tak jakoś pamiętam... a linów nie ma! i czego mam posłuchać?


    notaria

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O Shanties pisałam, o Nich wspomniałam, teraz Ich miałam w hurcie...;o) Linków nie wklejałam, bo nie mogłam się zdecydować które, a poza tym...Ty nie lubisz gitarek...;o)

      Usuń
  7. No to piękny był ten piatunio, u mnie niestety na odwrót, ale trudno, cieszę się, że u Was było fajowo
    pozdrawiam
    j

    OdpowiedzUsuń
  8. I na takie piątki warto czekać!

    OdpowiedzUsuń
  9. Pięknie piszesz o muzyce na żywo. Koncerty mają to do siebie, że potrafią zapierać dech w piersiach bardziej niż empetrójki. Kiedy to było, gdy ja ostatnio tak śpiewałam...
    Zazdroszczę wieczoru. Mój weekend spędziłam z komputerem. Pozdrawiam!
    http://thirteenth-heaven.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Człowiek pojęcia nie ma, ile mało znanych a wielkich talentów się gdzieś tam przewija. Nigdy nie słyszałam tych nazwisk, a muszą być dobrzy, skoro tak zachwalasz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Posłuchaj Dominiki...:o) sama się przekonasz...;o)
      Teksty Andrzeja też są całkiem...;o) szczególnie polecam "cytrynę"...:o)

      Usuń