Dwa światy...

Bardzo Ważni Goście

wtorek, 25 lipca 2017

Wielkie Szczęście...

     Wiecie kiedy Wrzosowisko wygląda najpiękniej ??
Kiedy podejmuje najmilszego Gościa !!


     Kwiaty piękniej pachną...Słońce mocniej świeci...Nawet niebo jest bardziej błękitne...
Tym razem Księciunio towarzyszył nam bez Rodziców...
     Było budowanie estakady z desek, tak żeby samochody miały po czym jeździć...Było podlewanie pomidorków księciuniową konewką...A potem się okazało, że w piaskownicy jest zbyt mało piasku, i Księciunio zarządził jego uzupełnienie (sam też bardzo dzielnie nosił piasek w wiaderku)...
Zabawa była przednia !!
Szkoda tylko, że potem tak bardzo za Nim tęsknimy...
     A że tym razem nasz urlop był wyjątkowo księciuniowy, więc i tęsknotki teraz są okrutne...
     Była wielka wyprawa na zamek w Rabsztynie...Była wielka wyprawa na Wrzosowisko...No i ta największa...Wielka wyprawa do ZOO w Chorzowie...
     Jak to jest, że taki mały Człowieczek tak ładuje człowiekowi akumulatory ?? Że po stokroć powtarzane "a co to ??" powoduje nieustanny uśmiech ?? Że ciągły szczebiot nie męczy, a wręcz dodaje sił ?? Że tupanie z radości na widok żyrafy wyciska człowiekowi łzy wzruszenia ??
Hmmm...
     A czeka jeszcze tyle wspaniałych wypraw...Wielkich wypraw !! Bo na małe wyprawy jeżdżą małe dzieci, a Księciunio jest już duży !! No i jest naszym Szczęściem...Wielkim Szczęściem...

sobota, 22 lipca 2017

Luksusy dla Ateny...

     No to czas na wrzosowiskowe pomysły...
     Ten pomysł nie był jak iskra, nie wybuchł był z nagła i nie rozpalił nas do czerwoności...To był pomysł jak wulkaniczna lawa...Rozpalał się powoli, ewaluował, temperaturę wrzenia uzyskał dokładnie wtedy, kiedy dostarczono nam ostatnią porcję budulca...
Nastąpiła "erupcja"...Właściwie dosłownie, bo Pan N. prawie się "zapalił"...
     Na Wrzosowisku rozpoczęło się budowanie Partenonu...


     Nie, żebym miała zapędy zostać Ateną Partenos, bo do dziewictwa mi daleko, ale z każdym wbijanym słupkiem jakaś powaga się rozbudzała, na tym naszym chwastami porosłym wzgórku...
     Atena chyba wystraszyła się rywalizacji, bo nim Pan N. dobrze się rozkręcił, taką ulewę nam nad Wrzosowisko ściągnęła, że poznaliśmy przy okazji wymiar podwójnej prędkości światła...Z taką właśnie prędkością chowaliśmy narzędzia, a drzewo ratowaliśmy plandeką...
     Tak gnałam, że nawet nie zrobiłam zdjęcia, jak pięknie wyglądała nasza Niagara...
     - Nie wściekaj się...- tłumaczyłam Atenie...- Przecież nasz Partenon drewniany, do marmurów mu daleko...Ja też pod poopskiem mam leżak, a nie jakiś tron...Odpuść trochę...Daj popracować...
     Odpuściła...
     I chociaż plan musiał zostać troszkę zmodyfikowany, bo grubaśne deski jednak nam przemokły (widocznie potrzebowały prędkości światła do sześcianu), prace Pan N. kontynuował...


     Co budujemy ??
     Zagrodę dla źrebaków...;o) Ihhhha !!
     Jak skończymy, to Wam powiem...;o) A właściwie, pewnie pokażę, bo mówienie niczego nie wyjaśni...
     Wyszło trochę bardziej jak "kasztel", niż jak Partenon...


     A że urlopik się kończył, czas się kurczył, więc Pan N. "rzutem na taśmę" dorobił jeszcze to...


     Trzy mosteczki, prawie zwodzone...;o)
Jakoś się tak przytulniej zrobiło...


     Atena odetchnęła z ulgą, mimo, że zamieniłam leżak na krzesło...Pan N. zrealizował prawie w całości urlopowe plany...A Gordyjka...


czwartek, 20 lipca 2017

Od czegoś trzeba zacząć...

     No to jestem...
     Ale jakoby mnie nie było, bo pourlopowe "wszystko na raz" dopadło mnie bez litości...
Nie mam pojęcia kiedy to wszystko ogarnę...
     Jak było na urlopie ??
     Dokładnie tak jak w piosence SDM-u, nie znałam dnia, nie znałam miesiąca, że o godzinie nie wspomnę...Wrzosowisko pochłonęło mnie w zupełności...Chociaż w tym roku trochę przytomniej podeszliśmy do tematu...Było też odpoczywanie !! ;o) Chociaż pewnie trudno Wam w to uwierzyć...
     Ale zaczęłam od "żniw"...
     Na pierwszy ogień poszedł oczywiście rumianek...


     Ten jest dla nas...Dla Wrzosowiska suszę ogromne wiechcie razem z zielem...Wiadomo...Rumianek jest dobry na wszystko...;o)
     A kiedy moje magiczne pudło szeleściło już odpowiednio, na Wrzosowisku zagościł...


     Tak, tak...Dziurawiec...
     Usadowił się w kąciku, rósł dyskretnie i pięknie wybujał...
Zmarnować ??
Nie godzi się !!
     Szczególnie, że w dziurawcu moc drzemie okrutna...Bo to i na drogi moczowe zdrowe, i na żołądek pomaga, działa uspokajająco i antydepresyjnie, wzmacnia pigmentację skóry, pomaga w gojeniu ran wszelkiego typu, no i jest niezastąpiony w płukaniu gardła, jamy ustnej, czy przyzębia...Cud miód malina...
     Czyli, żniwa...


     Skoro zaczęłam od żniw, to co mnie może jeszcze urlopowo zaskoczyć ??
Hmmm...
Wszystko !!
Od pogody począwszy, a na urlopowych atrakcjach skończywszy...
     Ale, że zajęta jestem teraz niemożebnie, więc ciekawość musicie okiełznać i jeszcze troszkę na sprawozdanie poczekać...;o)

poniedziałek, 3 lipca 2017

Międzylądowanie...

     SDM zabrzmiał Wam smętnie na urlopowe pożegnanie, więc postanowiłam dzisiaj pożegnać się obrazkowo...
     Po "międzylądowaniu" pozostawiam to...


 Spójrzcie jak się pięknie uśmiechają !!

sobota, 24 czerwca 2017

Cztery nogi...

     Odległość to rzecz względna...Wiadomo...
     Dla Kosmonauty parę kilometrów to ledwie mrugnięcie powiek, dla Lotnika to ziewnięcie, ale sześć i pół kilometra dla Trzylatka ?? To dopiero kosmos !!
A i do tych trzech latek jeszcze troszkę brakuje...
Nie brakuje jedynie ochoty na zabawę i prawdziwego genu zdobywcy...
     Ucięliśmy sobie z Księciuniem poobiednią drzemkę, a właściwie drzemkę między obiadową i kiedy wsunęliśmy sporą porcję makaronu z truskawkami, zapytałam...
     - Ruszamy na wielką wyprawę ??
     Księciunio jest chętny na wszystko czego nie zna, więc zanim spakowałam plecak, dreptał niecierpliwie w przedpokoju...
     - Babcia chodź !! Na wielką wyprawę !! - poganiał mnie nieustannie...
No to Babcia ruchy przyspieszyła...
     A potem były polne drogi, leśne gęstwiny, górki, dolinki i...Zamek !! Najprawdziwszy z prawdziwych...
     Księciunio zdobył Zamek w Rabsztynie !!


     Jak na prawdziwego Rycerza przystało...
     Był nawet na baszcie z herbowym sztandarem...Mimo, że nikt takich małych Turystów nie uwzględnił budując schody...;o)
     A potem była drożdżówka z soczkiem i zdjęcie upamiętniające ten wielki wyczyn...

 
     Ciekawe ile jeszcze tras pokonają te "cztery nogi"...;o)

czwartek, 22 czerwca 2017

Ojcostwo...Męska sprawa...

     Dzień Ojca...Trochę w cieniu...Trochę "przy okazji"...A przecież ojcostwo to najbardziej męska z męskich spraw...
Bez tej "Drugiej Połówki Jabłka" nawet ogryzek by nie powstał...
     Tak się złożyło, że w naszym rodzinnym archiwum męska część Rodziny jest bardzo skromnie prezentowana...Może dlatego, że ruszyli w podróż do Nieba zbyt szybko ?? A może fotografowanie się uznawali za mało męskie...
     O zdjęciach naszych Pradziadków mogę pomarzyć...
Ale...


Tak...
     To Pradziadek naszego Pierworodnego, czyli mój Bieszczadzki Dziadek...
Ojciec ósemki Pociech...
Dziadek piętnastki Wnuków...
Kiedy odszedł miał szóstkę Prawnuków...
     I chociaż spędzałam u Dziadków swoje najpiękniejsze wakacje, to nigdy nie patrzył na mnie tak, jak na naszego Syna...Jakby klapka "czułości" otworzyła się po latach...(Nie wspominając, że pozwalał Mu na wszystko)...;o)
     Ja po Dziadku odziedziczyłam włosy, upór i zamiłowanie do siadania na drabinie...;o)
     Może to wrodzony urok Pierworodnego, ale "maślane oczy" robił na Jego widok również Dziadek...


     Ten "ważniejszy" !! Którego nazwisko nosił "Mały Rozbójnik"...
     Był Ojcem dwójki Dzieci...A właściwie Matką i Ojcem, bo Teściowa zachorowała kiedy Pan N. był kilkuletnim Chłopcem...
Radził sobie z tym najlepiej jak umiał...
     Ale prawdziwą eksplozję uczuć wywoływał u Niego ten mały Człowiek...
Mógł wszystko !!
Grać na instrumentach muzycznych, których Teść miał sporo...Nie wyłączając skrzypieć, które w tym zestawie były "perłą w koronie"...Mógł kruszyć ciastkami, chociaż Teść był bardzo czuły na punkcie porządku...A z czasem pojawiła się "szuflada", w której Dziadek przechowywał smakołyki dla Wnuka i pasł Go nimi, mimo naszych sprzeciwów...
Doczekał czwórki Wnuków, ale ten jeden Wnuk był szczególny...
     Drugi Dziadek nie pozostawał w tyle...


     Jako Ojciec spisywał się nieźle...Chociaż w rodzicielstwie popisał się skromnie...
Miał jedną Córkę...
     Po urodzeniu mnie kąpał, bo Mama wykazywała w czasie kąpieli zbyt mało czułości (!!)...Godzinami chodził na spacery i opowiadał w tym czasie nieziemskie historie...Pokazał góry i nauczył pokory względem ich potęgi...
Był dumny ze mnie kiedy w wieku trzech lat wlazłam na słup energetyczny...Był dumny kiedy w wieku sześciu lat spadłam z płotu i nie uroniłam nawet jednej łzy, chociaż Mamie brakło opatrunków na rany od starych gwoździ...
     Nauczył jeździć na łyżwach (a nawet zrobił prywatne lodowisko w ogródku)...Nauczył jeździć na nartach...Na rowerze...Na wrotkach...Przeskakiwać płoty...Włazić na drzewa...
     To z Ojcem "załatwiałam" wybite szyby i szkolne "incydenty"...
     Był "ostatnią instancją", która dowiadywała się o moich kłopotach..."Instancją" od spraw "nie do załatwienia"...Z resztą radziłam sobie sama...
     Z tym durszlakiem spędził prawie cały urlop, bo Pierworodny pokochał karmienie kur...Rankiem zbiegał z ganku i właził prawie cały do króliczych klatek...Potem następowało karmienie kur...A potem...


     Moi Faceci ruszali w Świat...
Uwielbiam to zdjęcie...
     Pierworodny spędzał w nosidełku większość czasu...Złaził w ten sposób Beskidy i Bieszczady...Na "grzbiecie" swojego Taty...
     Tata Go kąpał (bo tylko Tata umiał tak "otrzepywać" po kąpieli, że całe mieszkanie wypełniał radosny śmiech), Tata sypiał w łazience siedząc na muszli klozetowej, bo szum wody usypiał Gagatka w czasie kolek, tylko Tata umiał naprawić "kota w butach"...
     No i był perfekcyjnym krokodylem...


     Popłoch na kąpielisku był tak ogromny, że nawet "obce" dzieciaki czmychały w popłochu...Chociaż prym w sprintach dzierżyła nasza Córcia...Pierworodny ze stoickim spokojem sześciolatka czeka, aż Tata wypłoszy "Dzieciarnię" i będzie można poskakać z ojcowych ramion "na główkę"...
Bywało również tak...


     Pod czujnym okiem Taty, Córcia czyni pierwsze "kroki" za kierownicą...Jej mina jest szczególna...Do pedałów Jej trochę brakowało, więc Tata pilnie śledzi tor jazdy, żeby pierwsza jazda nie zakończyła się kraksą...
     Wtedy jeszcze nie było "mody" na bycie Ojcem...
     Nikt nie nagłaśniał roli rodzicielskiej i wychowawczej...
     Ojców częściej spotykało się w piwiarniach niż na placach zabaw...
Bycie Ojcem to męska sprawa...
Niewiele o tym wiem...
     Ale wiem, że kiedy Facet wie jak być Ojcem, to życie Matki staje się łatwiejsze, a życie Dzieciaków piękniejsze...
     Ot, i cała tajemnica...