Dwa światy...

Bardzo Ważni Goście

środa, 6 sierpnia 2014

Pachnie miłością...

     Miewacie sentyment do ciuchów ??
Pewnie tak...
     Każdy w swoim życiu miał jakiś ulubiony sweterek, albo buty...
Czasem trzymane przez wiele lat w zakamarkach szafy, albo na strychu...
Taki ciuch, który pachnie inaczej niż każdy inny...Taki, w którym przeżyliśmy coś niesamowitego...
Każdy tak ma...
Mam i ja...
Ale tym razem nie o moich ciuchach będzie...
     To są wyjątkowe ciuszki...Pierwsze...
     Ciuszki, które Mamciaśka zrobiła dla swojego pierwszego Wnuka...
     Pamiętam Jej delikatny uśmieszek, kiedy siadała z robótką w fotelu...

Pierwszy sweterek naszego Syna...
Pięknie w nim wyglądał...
Ale jeszcze piękniej prezentował się w czerwieni...

Czerwień podobno przeciwdziała "urokom"...
     Kilka dni temu garderoba Pierworodnego została przekazana w kolejne, godne ręce...
     Bardziej symbol, niż odzież...Bo to już ani modne, ani ładne...
     Ale przecież pachnie dokładnie tak, jak ponad dwadzieścia lat temu...
Pachnie miłością...

wtorek, 5 sierpnia 2014

Nowy ochroniarz...

     Czy ja Wam już pisałam, że nie lubię kotowatych ??
Pewnie pisałam...
     Właściwie to ja nic przeciw sierściuchom nie mam...No, może poza faktem, że nie szczekają...
Szczekający sierciuch jest ok...
Ale dzisiaj, przyszedł do sklepu pewien "ochotnik"...
     Dokładnie nie wiem, na jakie stanowisko aplikował, ale po kilku kwadransach było pewne, że informatyka interesuje go ogromnie...
     Zaczął dosyć lękliwie...
Pokręcił się przed wejściem...Zajrzał do środka...I spłoszony dźwiękiem telefonu zwiał na zewnętrzny parapet...

Porozglądał się...Poprawił fryzurę...I znacznie odważniej wkroczył do sklepu...

Siadł...I usiłował wtopić się w tło...
     Czy w tym sklepie przebywa jakiś kotek ??
     No co Wy !! W życiu !!
Koteczka nie ma...
     Po czym ruszył na rekonesans...
Przyklejony do regałów wśliznął się za ladę...Zlustrował sprzęt przyjęty do serwisu...Pozaglądał do pudełek z towarem...A później...
Otarł się dwa razy o moje nogi i nim się zorientowałam już mi siedział na kolanach !!
Ło Matko i Córko...
     - Mamy kotecka !!  -wrzasnęłam do Pana N., i żeby sobie mój Ślubny nie pomyślał, że o tego w głowie mi chodziło, poczłapałam na zaplecze...
Koteczek ani drgnął...
Mało tego !!
Sierciuch paskudny tak kombinował, żeby mi pod dłoń łepetynę wetknąć !! Niby, że on wcale nie chciał drapania, ale tak jakoś wyszło...
     Zwiedził naszą toaletę, serwis, przedsionek i dokonał wyboru...
     Koteczek zamierzał pracować w serwisie...
     Tajemnicza postać Pana N., która rzucała mu pudełeczka i prychała zabawnie, ogromnie koteczkowi przypadła do gustu...
Doszło do tego, że się kocisko za reklamą schowało, pozycję przybrał "do ataku", a końcówka ogonka mało mu się nie urwała...
Głowy sobie uciąć nie dam, ale coś mi się wydaje, że się nawet uśmiechał...
Zdegustowany stoickim spokojem Pana N. opuścił w końcu zaplecze...
Chwilkę posiedział "za winklem", jakby się Pan N. jeszcze namyślił, potem usiłował wgramolić się na stertę opakować na płyty, żeby w końcu zająć pozycję przy wejściu...

Jak nic będziemy mieli nowego ochroniarza !!
     Dlaczego z tego wydarzenia mam tak mało fotek ??
     Bo Wasza Gordyjka to autentyczna gapa i o sesji fotograficznej nawet nie pomyślała !!
Hmmm...
No tak...
     Zapomniałam, że Gordyjka nie lubi sierciuchów...;o)

niedziela, 3 sierpnia 2014

Tyj patriotycznie...

Patriotyzm Młodych, Starych,
różne miewa swoje miary...
Czasem drży poezją w duszy,
czasem pieśnią serce wzruszy.
I choć przepis nie jest znany,
wspomnisz Kraj swój ukochany...
Patriota !! To rozumiem !!
Widać go i w wielkim tłumie...
Lecz gdy miną czasy walki,
gdy brak wroga, tam gdzie szranki ??
Patriotyzm zmienia miarę,
możesz czuć go - lecz na wiarę...
Czas zamienił pola walki, 
w inne teraz stajesz szranki...
Już sztandary nie łopocą,
milkną strzały w dzień i nocą...
Bronią niech się jabłko stanie !!
Takie słyszy się wezwanie...
Niech ogryzek z tego jabłka,
będzie jak zmyślna pułapka !!
Teraz wojna, to zakupy !!
Więc zabierzmy Ruskim łupy !!
W każdym domu - kapuśniaczek !!
Bo nie może być inaczej...
Co na drugie ?? Kalafiorek !!
Jego kwiatki dosyć spore,
a z masełkiem i bułeczką,
zapełni nam brzuszki deczko...
Na deserek znowu jabłko,
kawał strucli z marmoladką,
a że "nadurodzaj" mamy,
cydr jabłkowy polecamy...
Śliwowice, porzeczkówki...
Pić !! Skończyły się wymówki !!
To cud dieta !! A wyniki ??
Znikną w nas wolne rodniki...
Precz cytrusy !! Precz banany !!
Czas ratować Kraj kochany !!
Nadprodukcja ?? Nadspożycie !!
Trzeba walczyć należycie !!
Tylko lęk się budzi taki...
Przed nami jeszcze ziemniaki...
 

piątek, 1 sierpnia 2014

Jak złowić Klienta, czyli wszystkie chwyty dozwolone...

     Nasz rynek zaczyna mnie przerażać...
     Nie liczy się jak, nie liczy się co, byle sprzedać...
     Gdzie w tym wszystkim jest Klient ?? 
     Klient w tym wszystkim jest "najważniejszy" !! Szczególnie Klient, którego da się zrobić "w trąbę"...
     Wczoraj Pan N. odebrał maila od pewniej Firmy, zajmującej się pisaniem oprogramowania antywirusowego...Treść owego maila wywołała u nas konsternację, żeby nie powiedzieć, że takie traktowanie ewentualnych Klientów, wywołało u nas wstręt...
     Nadawca wiadomości, zawiadamiał Pana N., iż na zlecenie banku (bliżej nieokreślonego), ale sprecyzowanego jako "twój bank", owa Firma przeprowadziła skanowanie antywirusowe telefonu z systemem Android, o numerze podanym i odkryła, iż telefon jest zainfekowany, co będzie skutkowało przejęciem kodów bankowych przez Hakerów (piszę z dużego "H", bo dobry Haker wart jest każdych pieniędzy ;o)...
Aby zabezpieczyć swój telefon, i rzecz jasna swoje konto bankowe, należy natychmiast zainstalować oprogramowanie antywirusowe z załącznika...
Owa troskliwość Firmy na "K" wywołała u nas, jak wcześniej zaznaczyłam, wstręt...
     Dlaczego ??
Otóż...
Nadawca owego maila poszedł "po bandzie"...
     1. Banki nie zlecają skanowania systemów swoich Klientów, ponieważ takie działanie jest sprzeczne z naszym prawodawstwem, a dane podane w banku (łącznie z numerem telefonu) stanowią tajemnicę handlową.
     2. Zeskanowany, ponoć, telefon nie jest numerem kontaktowym podanym w jakimkolwiek banku...
     3. Ów telefon nigdy nie miał oprogramowania "Android", bo staruszek z niego sędziwy...
     4. Chyba najważniejsze...W związku z przerwą urlopową, ów telefon jest od miesiąca WYŁĄCZONY !!
Czyli czegóż dokonali programiści z Firmy "K" ??
Dokonali cudu !!
Przeskanowali nieistniejące oprogramowanie w wyłączonym telefonie !!
I nawet wirusa znaleźli...
     Czy o to chodziło specjalistom z działu handlowego Firmy, która przecież funkcjonuje na naszym rynku od wielu lat ??
     Może zamiast "wciskać kit" trzeba by się przyjrzeć własnym produktom ?? Może czas zmodyfikować wygórowane ceny ?? Może trzeba popracować nad mniejszym obciążaniem systemów, żeby Klientom pracowało się wydajniej ??
Hmmm...
A właściwie...Po co taki wysiłek, nakłady, koszty ??
Prościej jest wysłać sto tysięcy maili...Maili, które niejednemu spędzą sen z powiek i spowodują proponowaną "instalację"...
Złapać...Przydusić...Nie wypuścić...
Ohyda !!

czwartek, 31 lipca 2014

Przytulenie młodości...

     Od trzech lat usiłowałyśmy dograć terminy...To nie było proste...Ona zajęta nieprzytomnie obowiązkami codziennego dnia...Mój terminarz zabazgrany do ostatniej linijki...
Lipa...
     Cóż może być gorszego, niż odzyskanie Przyjaciela po dwudziestu latach i taka niemoc, żeby Go uścisnąć ?? Żeby móc znowu spojrzeć w oczy...
     Kiedy Pani B. złapała mnie telefonicznie w czasie naszego polowania na płytki podłogowe, aż mnie przydusiło...
Orzesz...(ko)...
Znowu lipa...Nawet nie pogadamy...
     Kiedy ja oddzwaniałam po kilku dniach, "światełko" ewentualnego spotkania nawet się nie zajarzyło...
Ale w trakcie rozmowy zapytałam nieśmiało...
     "Może byś przyjechała ??"...
I nagle w słuchawce zapanowała cisza...
     - A wiesz, że chyba dam radę...We wtorek mogło by być ??
     To była muzyka dla moich uszu !! Takie "utwory" lubię najbardziej...
     Ale w duszyczce zalęgł się niepokój, że do wtorku jeszcze daleko, że pewnie coś wypadnie w ostatniej chwili, że może o czymś żeśmy zapomniały...
Poniedziałkowego popołudnia nie mogłam się doczekać...
Dzwonię...
     - Właśnie brałam telefon do ręki... - oświadcza mi Pani B., a mnie znowu po kręgosłupie leci ten trupi ślad... - trochę mi się pokomplikowało... - wyznaje... - ale dam radę !!
Ufff...
     We wtorek ściskam moją Przyjaciółkę z czasów "prehistorycznych...
     Pani B. to Przyjaciel, którego znam od zawsze...
     Taki z czasów łażenia po płotach, chowania się w liściach łopianu, i taplania się w kałużach...
     Jedyny Przyjaciel, który wiedział o moich wszystkich porażkach...Jedyny, który znał moją "ksywkę"...
     Drugiego takiego Przyjaciela "zasiedliłam" jako żona...
     Pan N. też zna Panią B. od wieków...
     To Ona kryła nasze pierwsze młodzieńcze uniesienia...To Ona podawała liściki...To Ona kiwała głową z wyrozumiałością nad naszym zauroczeniem...
Ona też, była Świadkiem naszej małżeńskiej przysięgi...
Nigdy nie zawiodła...
     Teraz stała przed nami i znowu mieliśmy po czternaście lat...
     Jak miło tuliło się do serca naszą młodość...
Kiedyś mogłyśmy siedzieć godzinami i milczeć...
Milczenie z Przyjacielem to taka miła rzecz...
Tym razem na milczenie czasu nie było...
Któż wie, kiedy znowu będziemy mogły siedzieć w środku nocy i rozmawiać ??
Było o Dzieciach, o pracy, o życiu, o marzeniach...
O wszystkim co nas łączy i dzieli...
O nas...

poniedziałek, 28 lipca 2014

Porywacz na "M"...

     Przyszedł czas na pożywkę dla duszy...
     A cóż lepiej duszyczki pożywia niż muzyka ??
     Muzyka przez bardzo duże "M"...
     Zaścianek, jak wiele innych Miasteczek postanowił zorganizować Letni Festiwal Organowy...
     No cóż, skoro już posiadamy na stanie oryginalne organy autorstwa Pana Hansa Hummla, to nie wypada nawet takich Festiwali nie organizować...
A że Zaścianek pożąda takich Imprez sprawdziliśmy naocznie...
Może nie były to jakieś nieprzebrane Tłumy, ale Bazylika wypełniła się przyzwoicie Miłośnikami potężnych dźwięków...
     Wieczór mieli nam uświetnić Pan Dan Lonnqvist, Organista, Dyrygent, Wykładowca z Finlandii i Pani Urszula Mizia, Wiolonczelistka, Pedagog, Organizatorka życia muzycznego...
     I chociaż upał męczył Zaścianek od rana, postanowiliśmy, że przebijemy się przez ten skwar...

     Chłód w Bazylice miał nam to zrekompensować...
     I się zaczęło...


     "Differencias sobre el canto Llano del Cavallero" Antonio de Cabecona, "Mein junges Leben hat ein End" Jana Pieterszoona Sweelincka, "Was Gott tut das ist wohlgetan" Johanna Pachelbela i zrobiło się mrocznie...
Taki urok naszych organ...
Ledwie muśnięte, a już narzucają Słuchaczowi swoje ciężkie, mroczne brzmienie...
Tak jakby tragiczna ich historia zapisała się w piszczałkach...
     Bledną złocenia...Freski tracą wyrazistość...Postacie na obrazach jakby spowijał mrok...
     Nuty skapują na duszę i robi się człowiekowi coraz smutniej, coraz trudniej...
Na każdy dźwięk czeka się z niepewnością...
     A może to tylko na mnie tak działają te organy ??
Chwila przerwy i nastrój radykalnie się zmienia...
Pan Lonnqvist przesiada się na inny instrument...
Nowe organy...

     Ich dźwięk jest bardziej współczesny, bardziej przyswajalny...Dźwięki skapują na duszę jak sok malinowy...Delikatny...Słodki...
A kiedy Pani Mizia włącza się ze swoją wiolonczelą oczy same zamykają się do "zasłuchania"...
     "Canon for Cello and Organ" Johanna Pachelbela, "Land of Hope and Glory op.39 No.1" Gioacchino Rossiniego, "Cuius animam" (z oratorium "Stabat Mater") Giullio Cacciniego, "La Foi op.95 No.1" Georga Goltermanna...
     Koniec ??
     Już ??
     A w duszyczce jeszcze drży wszystko, jakbym smyczkiem ją szarpała...
     I Bazylika się rozświetliła, jakby uśmiechy na twarzach Słuchaczy dodawały Jej blasku...
     To jest właśnie tajemnica prawdziwej muzyki...Takiej muzyki przez duże "M"...Ona jest jak kidnaper...Porywa i żąda okupu...
Twojej duszy...

niedziela, 27 lipca 2014

W opozycji do upału...

     Zapowiada się dzisiaj niezły upałek, to tak sobie pomyślałam, że taki post może się przydać...
     Zaczęło się od Teleexpresu...
     Informacja podana na ekranie po prostu nas zmroziła !! Spojrzeliśmy na siebie ze zdziwieniem w oczach...Komentarz zamarł nam na ustach...
Po chwili Pan N. wymruczał...
     - A nas tam jeszcze nie było ??
Fakt...Porażające !!
     Kiedy minęło nam zaskoczenie zadzwoniłam do Pierworodnego, żeby wyrazić nasze zdanie na temat Jego braku orientacji...
Pierworodny był równie zaskoczony jak my...
Pozostało nam naprawić niedopatrzenie, czyli zweryfikować sobotnie plany i ruszyć na Kraków...
Cel ??
     Ona !!

     Arena Kraków...
     Mieliśmy ją nawiedzić dopiero na wrześniowych meczach siatkarskich...

     Drogi jeszcze w budowie...Teren wokół w trakcie zagospodarowywania...Sama Arena przechodzi jeszcze kosmetykę...

     Ale całość wygląda imponująco !!
     Kraków ma wreszcie piękny obiekt sportowo-widowiskowy...

     I ma coś, co nas właśnie w sobotnie popołudnie przyciągnęło (przepraszam za jakoś zdjęć, ale moja nokiśka nie lubi zdjęć we wnętrzach)...

     Nie ma nic lepszego na upały niż lodowisko !!
     Było cudnie !!
     Tak cudnie, że odżałować nie możemy, iż "załapaliśmy się" na zakończenie jego działalności...
     Chociaż może to i dobrze ??
     Gdybyśmy się dowiedzieli wcześniej to balkonik byłby do dzisiaj w ruinie...