Dwa światy...

Bardzo Ważni Goście

niedziela, 12 czerwca 2016

Puszka Pandory...cz.14

     - Przyszła kartka od Twojej Siostry !! - zakomunikowałam Panu N., kiedy odpoczywaliśmy po weselnej "zadymie" Pierworodnego...
     - To chyba ją z lotniska wysłała...- skwitował...
Fakt...
     Kartka była bardzo kolorowa...Bardzo serdeczna...I pełna pozytywnych odczuć...
     - No tośmy się postarali...- podsumował ją Pan N. ...
Lekko nie było...
     Najpierw Siostra Pana N. wprowadziła chaos organizacyjny pod hasłem "nie chcę sprawiać kłopotu", co zaowocowało tym, że z niepokojem wyglądaliśmy przez okno...Umówiona godzina spotkania już dawno minęła...Ale dotarła...Siostrzeniec też dotarł...Nawet w towarzystwie Dziewczyny...
     W Ślubie nie uczestniczyli...Bo to wbrew...
     W błogosławieństwach nie uczestniczyli...Bo to wbrew...
Ale wesele Im się podobało...
Z resztą...
Robiliśmy wszystko, żeby Im się podobało...
     Na drugi dzień, w ramach "poprawin" zorganizowaliśmy wycieczkę...Wycieczkę totalnie "odjechaną"...Wszystkim ubyło jakieś trzydzieści lat...
     Pan N. znowu się uśmiechał spoglądając na Siostrę...
     I mogłabym uznać tą wizytę za jedno wielkie pasmo szczęśliwości, gdyby nie to, że nie wytrzymała...
     Pakując swoje tobołki wręczyła nam plik "nawracającej" literatury, a na widok Kapliczki z Jezuskiem, którą mamy w przedpokoju, zapytała...
     - A cóż ten facet taki smutny ??
     - On już tak ma...- odpowiedziałam, chociaż na końcu języka miałam całkiem inną odpowiedź...
     To się teraz nazywa "poprawnością polityczną"...
Tolerancja...
     Trzeba tolerować poglądy i przekonania innych, i to, że oni nie tolerują twoich poglądów i przekonań...
Nowa definicja...
     Ale w czasie pożegnania byłam serdeczna...Bardzo się starałam...A fakt, że Celnicy skrupulatnie "przetrzepali" Siostrę Pana N., przyjęłam jako swojego rodzaju, rekompensatę...
No cóż...
Bywam wredna...
     To jednak nie był koniec mojej wredności...
     Kiedy otrzymaliśmy ów list od Szwagra, postanowiliśmy nawiązać kontakt z Siostrzenicą, bo epistoła zawierała kilka bardzo groźnie brzmiących gróźb...
     W necie można znaleźć wszystko, więc i Siostrzenica Pana N. się znalazła...
List zeskanowałam i wysłałam...
Po kwadransie Siostrzenica zadzwoniła...
     - Nie martwcie się...To nic nie znaczy...On ciągle tak grozi, ale jest zbyt leniwy, żeby cokolwiek robić...Mamę poinformuję przy okazji...
     Nie martwcie się ??
Orzesz...(ko)...
Już kiedyś słyszeliśmy podobne zapewnienia...
     Po tygodniu przyszedł kolejny sms od Szwagra...Potem następny...I następny...
Mieliśmy dość tego "bezpieczeństwa" i "nie martwienia"...
Poproszona o kontakt Siostra Pana N. oddzwoniła...
     - Zrobisz coś z tym ?? - zapytałam bez zbędnych serdeczności...
     - Ale co ?? Ja chcę tylko spokoju !! Niech On się ode mnie odczepi !! - usłyszałam...- Rozwodzić się nie będę, bo muszę chronić Dzieci i nie mam zamiaru patrzeć na Niego nawet na sali sądowej...
Ło Matko i Córko...
Kosmos...
     - Całe życie traktowaliście mnie jak gówno i teraz też mam po Was sprzątać ?? Mam totalnie w tyłku, co zamierzasz zrobić !! Macie się zbiorowo ode mnie odchrzanić !!- gejzer mojego słowotoku wybuchł...
     Mój język niestety nie był tak cywilizowany jak przedstawiłam...
W słuchawce zapanowała cisza...
     - Ale...- rozpoczęła zdanie Siostra Pana N. ...
     - Na "ale" miałaś czas przez trzydzieści lat, czas się skończył...Oczekuję reakcji i spokoju, bo wyobraź sobie również mam Rodzinę, również mam Dzieci...I nie zamierzam uczestniczyć w cudzym życiu, tylko dlatego, że taki masz kaprys...
     To była furia...Ślepa furia...Niewiele takich furii w życiu doświadczyłam...
Całe życie byłam zła, więc mogłam być tą złą...
Całe życie byłam wredna, więc mogłam dosięgnąć szczytu wredoty...
Całe życie nosiłam Ich w "garbie" i nagle zapragnęłam się wyprostować...
Taki mój kaprys...
     Oczywiście, skrupulatnie poinformowałam Pana N. o przebiegu dysputy, żeby znowu "ktoś, gdzieś" nie usiłował wbić nam klina...
     - Nareszcie !! - skwitował...- Siebie są warci !! A jak gówno traktują nas zbiorowo, nie tylko Ciebie...
To prawda...
     Po zaślubinach Pierworodnego, kiedy Młodzi dopiero co wrócili z podróży poślubnej, dostałam informację od Znajomej, że na FB Siostrzeniec właśnie ogłosił, że się ożenił i oczekuje potomka...
Na FB ??
Informacja nas poraziła...
     To jesteśmy Rodziną, czy nie jesteśmy ?? A jeśli nie jesteśmy, to kim dla Nich jesteśmy ?? Bo obcych Ludzi powiadomili...
     Może Rodziną jesteśmy tylko dla Szwagra ?? I to tylko kiedy jest nieźle wstawiony ??
Ale ponoć Szwagier to nie Rodzina...
Więc ??
     Może tą "Puszkę Pandory" sami żeśmy sobie zgotowali, kierując się młodzieńczymi uniesieniami i wspomnieniem braterskiej miłości Pana N. ??
     - Napisz o tym...- poprosił Pan N. ... - Może komuś to pomoże...
     - To jeszcze zbyt wielka zadra w serduchu...- próbowałam oponować...
     - Napisz...Bo wiesz...Tam gdzieś, w środku, to ja Ją ciągle kocham...- wyznał...
Zachichotałam...
     Czyli jednak Rodzina ??


P.S. Czy ciąg dalszy rodzinnej zawieruchy nastąpi ?? Nie wiem...Ale moja opowieść kończy się w tym momencie...

20 komentarzy:

  1. Ta twoja furia bardzo późno, ale wiem, że to nie łatwe, ta cała asertywność nie jest taka prosta, bardzo dobrze radzą sobie z nią...koty ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze mówiłam, że ja piesolubna...;o)

      Usuń
  2. Czuję niedosyt.... Mam tak zawsze gdy skończę czytać "krwisto/soczystą książkę".

    Koniec? Nie sądzę..... myślę, że jeszcze usłyszymy/przeczytamy.....o Pandorze....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ło Matko i Córko !! Miałam mordu dokonać, żeby historia miała zakończenie ?? ;o)

      Kropki nie postawiłam...;o)

      Usuń
    2. Łoj, toż nie o takie zakonczenie mi chodziło! :-))
      A kropki i tak jeszcze długo nie..... :-)

      Usuń
    3. Nie pocieszaj...;o) Mamy świadomość...;o)

      Usuń
  3. Oj, na necie
    różne śmiecie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jeśli w Rodzinie,
      to radocha minie...;o)

      Usuń
  4. Z mojego doświadczenia życiowego wynika ,że cdn..:))

    OdpowiedzUsuń
  5. Gordyjko święta kobieta z Ciebie!!
    Czytając po kolei wszystkie rozdziały tej historii, zastanawiałam się, kiedy " wyjdziesz z siebie". Podziwiam, naprawdę, że tyle wytrzymałaś. Ja bym chyba po 4 a najdalej 5 rozdziale nie zdzierżyła.
    Z drugiej strony tak sobie myślę , że może gdybyś wcześniej powiedziała co myślisz , to otrzeźwiłoby to skutecznie "kochaną" szwagierkę ? Ale to chyba tylko pobożne życzenia niestety :((
    W każdym razie, życzę Ci już spokoju, burz w wystarczającej ilości, życie wam dotąd zafundowało.
    Ps.Pan N miał rację, pisz, robisz to znakomicie, choć temat bolesny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Liczebność Twoich komplementów mnie powaliła...;o) Mam nadzieję, że życzenia się spełnią...;o)

      Usuń
  6. Joj... Ja się asertywności musiałam uczyć. Przeszłam niezłą szkołę w pracy, ale tak wybuchnąć zdarza mi się rzadko. Ale jak już się zdarzy...:)))
    Tak długo jak Ty bym nie wytrzymała, teściowa szybciej mnie do takiego stanu doprowadziła...:)))
    Ciekawa jestem w sumie, jak to się Wam ułoży i oby jak najlepiej. Może przynajmniej będziecie mieli spokój.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja do najspokojniejszych nie należę, więc chyba sama siebie zacznę za ten spokój podziwiać...;o)
      Ale podobno człowiek dostaje tyle na barki ile może udźwignąć...;o)

      Usuń
  7. Próba wytrzymałości godna Oscara, ale dość! Przeczytałam wszystko i czuję się jak porażona! Nie dlatego czuję się porażona, że dzieje są wstrząsające, ale dlatego, że dotknęło to ludzi, których cenię i wydaje mi się, że znam Ich wartość, wrażliwość i tak bardzo bym chciała, żeby nie cierpieli!!!!Ofiarą tych, których się kocha staje się bezwiednie, nie wiadomo kiedy i pogrąża się aż.......przychodzi ten jeden moment! Dobrze, że dla Ciebie nadszedł. Daj panu N czas, On też musi sam to przerobić. To rada "doświadczonej".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tym razem nie ja rozdzielam czas...;o)

      Usuń
  8. No, kochana - takich opowieści na kopy, więc nie jesteście jedynymi. Przykre tojest, ale nie bez przyczyny, ktoś kiedyś wymyślił powiedzenie ,że z rdzina to najlepiej na zdj eciu i to jeszcze pośrodku,żeby nie wycięli. Cóż.... Trza żyć własnym życiem. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym "wycinaniem" to niezły pomysł jest...;o)

      Usuń
  9. o tak , najgorzej jak sie otworzy tak arodzinna puszka Pandory, a moze to i lepiej... bo nadchodzi taki moment, ze czlowiekowi nerwy puszczaja i juz zadna poprawnosc nie pomoze! ale za to... moze atmosfera se oczyszcza...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Albo staje się jeszcze bardziej gęsta...;o)

      Usuń